Mając cierpliwość, rozwijaj entuzjazm,

Bowiem bez niego nie zaznasz Przebudzenia.

Jak bez wiatru nie ma ruchu,

Tak bez entuzjazmu nie ma zasług.

Śantidewa, Bodhicaryavatara


OPÓR 

Tak zwany „opór materii” kształtuje naszą Moc jeżeli mamy Mądrość i Rozpoznanie. Miecz naszej Prawdziwej Świadomości kuty jest doświadczaniem nie po naszej „łatwej myśli”, każe nam się zatrzymać i przyjrzeć, rozpoznać i zrozumieć. W świecie pozornego triumfu radżasowej fazy maniakalnej pokora jest prawdziwą cnotą i daje nam możliwość rozwoju i nauki.

Każe pozbyć się uczucia lekceważenia i dumy, które wynikają z zamroczenia fałszywą jaźnią. Prawdziwą wartość człowieka poznajemy wtedy kiedy dostaje od „losu” karmiczną wypłatę sukcesu i prosperity. Doświadczenie tak zwanego „szczytu” ukazuje nam naszą prawdziwą twarz, a „sukces” jest lustrem. Mądrość zasługi polega na tym, że dostajemy to kiedy naprawdę jesteśmy gotowi użyć sukcesu dla dobra innych. Nic z tego co „posiadamy” nie pracuje na nasze szczęście kiedy nie potrafimy się tym dzielić. Szczodrość jest pierwszą i fundamentalną paramitą („przekroczenie”, „wyjście poza”, „osiągnięcie drugiego brzegu”) tym co prowadzi nas do wyzwolenia z warunku i fałszywej jaźni. Szczodrość osłabia chorobę egoizmu, która jest tym co faktycznie nas więzi w samsarycznej pętli. Ponieważ koniec końców każdy układ / warunek musi się rozpaść. Nasze ego nie chce tego uznać i zaakceptować i zachowujemy się jakbyśmy mieli żyć wiecznie dla samych siebie. Egoizm istoty ludzkiej jest jej największym przekleństwem i gwarantuje najbardziej hardcorową lekcję pokory w zderzeniu z naturą rzeczy i zjawisk. Dlatego wszystko co wzmacnia partykularną tendencję umysłu jest w istocie negatywne, ponieważ gwarantuje cierpienie dla nas i dla innych. Ego ma w sobie potężny opór wobec uznania zjawiska współzależności, ponieważ dotyczy ono również jego. 

Uwarunkowanie to utożsamienie jedynie z fizycznym wymiarem naszego ciała w materialnym świecie i tak zwanej osobowości, która w pewnym momencie tej gry nie jest już w stanie przekroczyć swojej pętli określonych koncepcji i tak zwanych parametrów tego utożsamienia, które określają jej płeć, rasę, narodowość, ideologię, wierzenia i samą „projekcję rzeczywistości” jako określony pogląd, który ma nas pozycjonować w „odniesieniu do”. W degeneracji epoki Kali to określenie samych siebie najczęściej jest budowane na kontraście i konflikcie – punktem odniesienia jest przeciwieństwo. Polaryzacja społeczna, która stała się dominującym trendem ukazuje nam, że „loop świadomości” staje się czymś co jest nam już bardzo trudno przekroczyć czy nawet zakwestionować. Punktem odniesienia są „prawa”, które jako programy zaczynają nas dominować pod presją ukształtowanej już przez te wzorce masy ludzkiej. To jest demokracja – „władza ludu” w formie destrukcyjnej gdzie zaczyna dominować głupota i lenistwo po stronie „konsumenta – obywatela”, cynizm i makiawelizm po stronie „sprzedawcy – polityka”. Staje się to grą o sumie ujemnej lub w najlepszym wypadku zerowej. Opór staje się jedynie symboliczno – deklaratywny i nigdy nie wychodzi poza pastwisko sieci społecznościowych, których zadaniem jest rozładowywać w tani sposób gromadzące się napięcia i wskazywać „gusła ofiarne” kiedy już „trzeba krwi”. 

„Opór” – teraz staje się skomercjalizowanym lajfstajlowym sposobem bycia – produktem ideologicznego rynku, który rozrasta się wraz z zanikiem autentyczności i indywidualizmu, ponieważ sam człowiek staje się cywilizacyjnym produktem masowym kształtowanym przez maszynerię medialną i cyfrową technologię w imię „postępu” i „wygody”, które ostatecznie niszczą jego potencjał, ponieważ staje się absolutnie bierny. Ta bierność jest promowana i jest cool. Pod progiem naszego zaprogramowanego umysłu wstrzykiwany jest przez Maszynę – wirus tamo guny dozowany przez radżasowych Czarnych Magów tworzy coraz większe monady Automatonów – ludzi pozbawionych właściwości, którzy stają się faktorem dominującym tak zwane; społeczeństwo. Ponad nimi jest Otchłań. W chmurze rządzi Bug sortując zasoby – klątwy informacyjnego napalmu zrzucanego wprost do twojej głowy – gnoju. Użyźniać bierne pastwisko Mózgogłowia i czynić z ciebie narzędzie do przenoszenia Choroby, która stała się tak zwaną ” nową normalnością”. 

Jednak ci, których nie udało się wprowadzić w trans i otumanić są zarzewiem walki; „Wycofaj się na pustynię i walcz.” jak powiedział D. H. Lawrence, pośród tych, którzy twierdzą, że opór jest daremny i już nie ma z kim walczyć. Jednak w istocie pustynia jest twoim własnym stanem zaprogramowania przez Materię, a walka toczy się w twoim własnym sercu, aby na powrót stać się istotą czującą zamiast bycia Automatonem. Nie walczysz z kimś – walczysz o samego siebie pośród pobojowiska ignorancji i nienawiści – łapczywie pożerające prawdziwe i autentyczne istnienie by je przetrawić i wysrać jako symulację życia dla tych, którzy zniszczyli swoje własne serce. Prawdziwy „opór” nie jest oporem – jest otwartością na Zrozumienie, że „to wszystko” jest symulacją stworzoną przez naszą własną myśl, własne słowo i działanie – dlatego, aby naprawdę zacząć się uwalniać z Programu Warunku musimy pracować z tym co jest. Nazwane jest to Akceptacją. Opór w samsarycznym wydaniu jest walką i niezgodą z czymś co sami wytworzyliśmy. Jest brakiem Rozpoznania naszej prawdziwej kondycji, która ujawnia pełną odpowiedzialność za to co robimy, mówimy i myślimy. Wymaga zrozumienia fundamentalnego Prawa Karmy, że absolutnie nic nie manifestuje się „przez przypadek”. Opór wobec tego zrozumienia jest Ignorancją i prowadzi do eskalacji cierpienia i bezustannego szukania „winnych” naszego stanu i kondycji. Jedyną szansą dla tego świata, aby się całkowicie nie zdegenerował jest Zrozumienie Prawa Karmy jako Prawa Natury – mechanizmu przyczyny i skutku, akcji i reakcji, który dotyczy absolutnie wszystkiego i jest softwarem energii, który zarządza hardwarem materii w wymiarze konsekwencji uwarunkowania. Jeżeli już żyjesz w ciele i umyśle nie możesz uciec przed karmą i doprawdy nic nie daje fakt, że postanowiłeś to zignorować. 

Słowo „karma” po­cho­dzi od san­skryc­kiego słowa kri, które do­słow­nie ozna­cza „dzia­ła­nie, ro­bie­nie”. W naj­węż­szym zro­zu­mie­niu tego słowa, karma zna­czy „prawo przy­czyny i skutku” lub „dzia­ła­nie”, ale po­siada ono wię­cej zna­czeń, któ­rych po­zna­nie po­zwoli nam le­piej zro­zu­mieć, czym jest karma. Po­ni­żej po­daję kilka z nich: 

Karma – jako ze­spół dzia­ła­nia i re­zul­tatu tego dzia­ła­nia – nie­za­leż­nie od jego po­zy­tyw­nego czy ne­ga­tyw­nego cha­rak­teru. To jest chyba naj­bar­dziej oczy­wi­sta i naj­bar­dziej po­pu­larna de­fi­ni­cja karmy. 

Karma – w zna­cze­niu karma phala, czyli sam re­zul­tat dzia­ła­nia – tu­taj słowo phala ozna­cza owoc. To jest naj­mniej poj­mo­wany aspekt karmy. Re­zul­ta­tami dzia­ła­nia są np. ciało, obecna sy­tu­acja, zdol­no­ści, stan zdro­wia, spo­sób mó­wie­nia, cho­dze­nia, pi­sa­nia, gust, zdol­no­ści, ale też wszystko to, co nas spo­tka w przy­szło­ści w wy­niku ro­bie­nia cze­goś. Z wy­żej wy­mie­nio­nych aspek­tów, ta­kich jak wy­gląd ciała, wi­dzimy wy­raź­nie, że mamy nie­wiel­kie moż­li­wo­ści zmiany owo­ców karmy swo­jego ciała, poza oczy­wi­ście głę­boko in­wa­zyj­nymi ope­ra­cjami chi­rur­gicz­nymi. Inne skutki karmy, jak np. pi­smo czy gust mo­żemy za­wsze lekko mo­dy­fi­ko­wać, gdyż ten ro­dzaj karmy jest do­syć pla­styczny i ła­twy do zmiany. 

Karma – jako obecne dzia­ła­nie, czyli czyn­no­ści wy­ko­ny­wane w te­raź­niej­szo­ści. I tu­taj znowu mało kto z nas, lu­dzi Za­chodu wie, że karma jest po pro­stu czyn­no­ścią, dzia­ła­niem, a więc to na pod­sta­wie obec­nych wy­sił­ków, zgod­nych lub nie­zgod­nych z wła­ści­wo­ścią obiek­tów, sy­tu­acji i związ­ków, do­sta­jemy sku­tek w po­staci wcze­śniej wy­mie­nio­nego „owocu karmy”. W za­leż­no­ści od tego, w ja­kim stop­niu chcemy się czuć od­po­wie­dzialni za swoje błędy i prze­jąć kon­trolę nad ży­ciem, na­zy­wamy je chęt­nie „pe­chem”, „karą” albo „za­sługą”. 

Karma – w zna­cze­niu prze­zna­cze­nia, czyli cze­goś nie­zro­zu­mia­łego, ne­ga­tyw­nego, gdy tym­cza­sem prze­zna­cze­niem jest obecna chwila, która przy­nosi ra­dość, przy­jem­ność i zysk. Na­wet je­śli nie­sie stratę, ból i coś ne­ga­tyw­nego, to i tak jest chwilą, w któ­rej mo­żemy coś zmie­nić. Prze­zna­cze­niem jest w tym wy­padku za­pis re­zul­ta­tów na­szego po­przed­niego dzia­ła­nia, który doj­rzał do ode­bra­nia w tym mo­men­cie. 

Wszyst­kie wy­mie­nione po­wy­żej zna­cze­nia na­dają głęb­szego sensu zja­wi­sku karmy, która jest im­ma­ment­nym skład­ni­kiem na­szej eg­zy­sten­cji. Z ana­lizy wy­ra­że­nia „karma” wy­nika ja­sno, że nikt na­wet przez chwilę nie może nie pod­le­gać kar­mie.

Ida Smela, Karma. Twój klucz do sukcesu

Nasza kolektywna sytuacja na zdegenerowanej planecie wynika z braku prawdziwej duchowości opartej na Autentycznej Dharmie i faktu, że staliśmy się pełni pychy i pożądania uznając (wbrew oczywistym faktom), że jesteśmy u szczytu swoich możliwości i wiedzy. Jednak prawda jest odwrotnością tego przekonania – zdegenerowaliśmy się do tego stopnia, że głupotę nazywany mądrością, a cierpienie szczęściem. Nasza nauka zaczyna się i kończy na wymiarze zmysłów i materii, a sama teoria ewolucji gatunków i statusu człowieka – małpy odbiera nam zdolność rozpoznania, że jesteśmy zdecydowanie czymś więcej niż zdezorientowanym mięsem w klatce determinizmu i szaleństwa. Dlatego w Naukach mówi się, że Pogląd stanowi fundament naszego rozwoju, lub jego braku. Pogląd może nas otworzyć lub zamknąć. Stanowi pewnego rodzaju core – rdzeń możliwości ewolucji i kiedy w kolektywnej świadomości dominuje materializm wówczas mamy do czynienia z absolutnym brakiem rozwoju w prawdziwym transcendentnym wymiarze. Nazwane jest to Regresem. Absolutną dominacją Ignorancji, która ustanawia barierę oporu przed rozwojem. Cechą charakterystyczną takiego stanu jest pewnego rodzaju sztywność poglądów i ciągły tamasowy zwrot w stronę tęsknoty za tym „co było” i coraz mniejsza zdolność do integrowania tego co jest. Nazwane jest to Ucieczką przed Konsekwencjami. 

Technologia, którą tworzymy powstaje właśnie do tego celu – żeby uciec przed samym sobą i przed odpowiedzialnością za swój własny los i stan. Jest odpowiedzią / ofertą Czarnych Magów – środkiem usypiająco – znieczulającym. Narkozą na czas kiedy mamy być Przytomni. Dlatego wraz z rozwojem Tech przychodzi renesans narkotyczny i masowy dostęp do wszelkiej maści używek, których rolą jest nas otumanić, podobnie jak eskalacja politycznego podziału i konfliktu czy społeczno – kulturowego fermentu byśmy ugrzęźli w piekle emocji i wzajemnej walki. Ponad tym grzęzawiskiem ukazuje się zupełnie coś innego – dostęp do Prawdziwej Dharmy, dlatego rolą Kapłanów Mózgogłowia jest odwrócić naszą uwagę na jałowe pole i uwięzić w eskalacji głupoty i narcystycznym samo – uwielbieniu coraz bardziej ordynarnych trendów na tak zwany fejm. Mówimy o promilu istot ludzkich, które potrafią to rozpoznać i temu nie ulec. 

Oznacza to ni mniej ni więcej, że większość współczesnych ludzi ulegnie degeneracji i regresowi i będzie to zjawisko masowe i w pewien sposób obezwładniające. W ekologii mówi się o masowym wymieraniu, natomiast w wymiarze Ducha rozpoznaje się masowe ogłupienie. Eskalacja również polega na przyspieszeniu wszystkich procesów jednocześnie we wszystkich możliwych wymiarach. Taki jest potencjał Kali Yugi – możemy gwałtownie się wznieść lub upaść – wszystko zależy od tego z czym będziemy pracować i w jaki sposób. Wszystko zależy od Poglądu. Entuzjazm w prawdziwym sensie oznacza, że tam gdzie inni widzą jedynie upadek i degenerację my widzimy wzrost i rozwój, ponieważ naszym celem nie jest świat fizyczny lecz Świadomość – Duch. 

W esencji naszego Serca – Natury nie ma strachu. 

Perspektywa wykraczająca poza zaprogramowaną materialistyczną percepcję otwiera w nas dostęp do potencjałów, którymi bez wątpienia dysponujemy i daje zdolność tak zwanego „hakowania paradygmatów” czyli otwierania naszej świadomości na coś co nie jest tylko obiektem (jako materia czy koncepcja), ale na sam proces działania softwaru naszego umysłu i obserwacji tego w jaki sposób funkcjonujemy. To w naukach nazwane jest „zmianą perspektywy” lub „modułem ewolucji”. Opór przed tą zmianą jest linią obrony Mózgogłowia przed prawdziwą Mądrością, która ukazuje jego iluzję i brak rzeczywistej „władzy”, która jest jedynie urojeniem. Oznacza to również Przebudzenie Wrażliwości i Współczucia, ponieważ dociera do nas, że wszyscy żyjemy w jak to napisał Watts „symulacji zbudowanej z założeń”. Nie dotykamy prawdy, a jedynie jej pozór. Żyjemy wewnątrz mentalnego snu lub transu. Dlatego proces przebudzenia jest tak bolesny dla naszego ego, ponieważ pozbawia nas złudzeń. Nie lubię słowa „oświecenie” wolę określenie „przebudzić się do swojej natury / prawdy” do czegoś co jest rzeczywiste i poza spekulacją mentalną, do tego kim naprawdę jesteśmy do Mądrości i Współczucia, które nie są jakąś łaską urojonego bóstwa, a naszym prawdziwym potencjałem. Naszą Istotą. 

Dobry człowiek z dobrego skarbca wydobywa dobre rzeczy.

Ewangelia wg św. Mateusza 12, 35

Dlatego religijna doktryna / klatka mentalizmu i sztuczna mechaniczna moralność są obce Duchowi, podobnie jak konceptualne dialektyczne spory nazwane „jałowym polem” lub „pustynią”. Wymiaru Ducha trzeba realnie doświadczyć i przebudzić do w swoim sercu. Jest to Ufność poza jurysdykcją Mózgogłowia i jego Królestwa Automatyzmu. To nie jest jakaś mityczna oderwana od wszystkiego umysłowa nirwana. To pełna Obecność w żywym i świeżym procesie samego życia – tutaj i teraz z tym co w nas „dobre” i „złe”. To Akceptacja bez warunku tego co jest i jak jest oraz zdolność do dawania światu tego – czego naprawdę potrzebuje bez oczekiwania wdzięczności i zwrotu poniesionych kosztów. Ponieważ taka jest Praca Ducha, którą natychmiastowo rozpoznaje nasze serce kiedy naprawdę się budzi ze snu. Nie ma w tym żadnego heroizmu, żadnej maniery, żadnego; „zobacz jaki jestem zajebisty” – to jest wszystko bardzo „zwyczajne i przyziemne”. Ludzi naprawdę wyjątkowych cechuje przede wszystkim pokora i brak parcia na szkło, bowiem wiedzą, że to szkło nie ma najmniejszej wartości. „Sukces i sława” w tym medialnym cyrku są jak sen wariata i kończą się cierpieniem i hejtem. Wystarczy się uważnie przyjrzeć – „o czym to wszystko jest” dla kogo i z jakim skutkiem. Program matrycy pożądania i dumy poprzez wymiar swojego sukcesu prowadzi cię do niższych wymiarów, ponieważ zaczynasz upajać się czymś co z swojej natury jest kompletnie fałszywe, ponad to opiera się na rywalizacji i eliminacji tak zwanych konkurentów. Twoje sfabrykowane „ja” zaczyna podbój i wojnę. Ta wojna kończy się agonią Ducha, a twój świat staje się pobojowiskiem, ponieważ w tym wymiarze „kariera” ma swoją wysoką cenę. Na samym końcu stajesz się coraz tańszą dziwką używaną przez swoich fanów / falołersów. 

Nie masz już oporu przed głupotą. Stajesz się falą. Przepływem. Stacją nadawczą dla Ignorancji. Nadajniko – odbiornikiem Maszyny. Rzecz w tym, że bycie na autentycznej ścieżce – zobowiązuje do Wyjścia z Układu; Pasożyt – Karmiciel i Głupota jest tym czego naprawdę się boisz, nie mitycznych potworów iluminatów, demonów, morderców. Boisz się gwałcicieli świadomości, którzy zapładniają Ignorancją. 

Wbrew powszechnie pokutującemu nawet wśród sfer wykształconych przekonaniu, Huxley („Nowy wspaniały świat”) i Orwell („1984”) nie prorokowali tego samego. Orwell ostrzega, że zostaniemy zniewoleni przez jakąś przemoc pochodzącą z zewnątrz. Tymczasem w wizji Huxleya do pozbawienia ludzi ich autonomii, pełni osobowości i historii niepotrzebny jest żaden Wielki Brat. W jego mniemaniu ludzie pokochają otaczającą ich przemoc, zaczną wielbić technologie, które pozbawiają ich wolności myślenia. Orwell lękał się tych, którzy zakażą wydawania książek. Huxley zaś obawiał się, że nie będzie powodu do ustanawiania podobnego zakazu, ponieważ zabraknie kogokolwiek, kto zechce książki czytać. 

Orwella przerażali ci, którzy pozbawiają nas dostępu do informacji. Przedmiotem obaw Huxleya byli natomiast ludzie, którzy dostarczą nam informacji w takiej ilości, że staniemy się bierni i egoistyczni. Orwell bał się, że nasza kultura przeistoczy się w kulturę niewolników. Huxley zaś lękał się, że ogarnie nas kultura banału, zajmująca się jakimiś ekwiwalentami doznań, „orgią-porgią” i wirówką infantylnych igraszek. Jak to zauważył Huxley w „Nowym wspaniałym świecie”, bojownicy o prawa obywatelskie i racjonaliści, którzy pozostają w stałej gotowości, aby przeciwstawiać się tyranii, „nie wzięli pod uwagę bezgranicznej niemal zachłanności człowieka na rozrywkę”. W roku 1984 – jak napisał Orwell – ludzi kontroluje się przez zdawanie im bólu. W Nowym Wspaniałym Świecie to samo jest osiągane dzięki dostarczaniu przyjemności. Słowem, Orwell obawiał się, że zniszczy nas to, czego nienawidzimy, Huxley zaś – że to, co uwielbiamy.”

Neil Postman, Zabawić się na śmierć

Dlatego prawdziwa walka odbywa się na zupełnie innym polu. Wojna nie jest tam gdzie słychać huki, wojna jest tam gdzie ujrzysz dominujący uśmiech idioty, który mówi do ciebie jak do dziecka przez ekran. Jest tam gdzie zabawa staje się sensem życia. Jest tam gdzie masz „wyjebane” i „cię to wali”. Jest tam gdzie jest „kurwa zajebiście”. Jest tam gdzie „najebany ruchasz jakąś randomową rurę”. Gdzie „walisz temat” żeby „było więcej fanu” i „od rana napierdalasz w konsolę waląc temat z wiadra”. Jest tam gdzie stajesz się debilem i jesteś z tego dumny. Prawda jest taka, że to nie „oni” nas niszczą – niszczymy sami siebie na własne życzenie własnymi rękoma. „Oni” ukazują ci jedynie drogę, a pójście nią jest twoją decyzją. 

Każdy ostatecznie dostaje to na co zasłużył. 

PIRACKIE OPOWIEŚCI

ANALOG # 8

Galeria

Świadomość to koszmarny sen natury.

David Foster Wallace

UBÓJ RYTUALNY

Dziś myślałem jak to będzie, kiedy to wyłączą, albo po prostu przestanie działać. Cała nasza tożsamość jest na Tym zbudowana, jesteśmy tym okablowani jak w klatce. Bondage – naga bezbronna kobieta na zimnej połyskującej postmodernistycznej podłodze nowoczesnego biura – pragnąca poczuć więcej, oddać się bardziej.

Wiązanie atomów rozkoszy, które tak szybko rozpuszczają się w pustce i osamotnieniu – te wszystkie obietnice, kłamstewka, cały ten migający neon iskrzący miliardami oszustw, byśmy byli w stanie znieść tą żmudną i w gruncie rzeczy bolesną drogę od pierwszego dokumentu aktu urodzenia po ten ostatni akt zgonu. Jak osuszone bagno pełne trupów okryte sztuczną murawą byśmy mogli rozegrać partyjkę niezobowiązującego golfa, popijając lemoniadę z płatkami limonki i czterolistną koniczyną w przejrzystym szkle z uderzającymi górami lodowymi, które od naszego gęstego oddechu topnieją w mgnieniu oka i poziom źle ukrywanej żenady wzrasta.

Prąd.
Impuls elektryczny.
Iskrzenie cybernetycznego świata.
Rozrusznik sztucznego serca.

Jezu jak my jesteśmy od tego uzależnieni. Prawda jest tak, że nie muszę konstruować tych wszystkich postaci – hybrydy prawdy i fikcji, by powiedzieć to co chcę powiedzieć, bowiem wbrew pozorom nie mam aż tyle do powiedzenia. Jednak nagość i bezpośredniość jest zbyt okrutna dla naszych skomplikowanych jaźni. Wyobrażałem sobie nabrzmiałe i rozjuszone niebo gotowe otworzyć się jak ciało pod gwałtownym uderzeniem noża, rozkołysane burzą drzewa i wielkie obezwładniające słońce, które wbrew wszystkiemu rozprasza smutek, gniew i zwątpienie. Później widzę tęczową sferę w której lśni i ogrzewa nasze wymarzłe serca. W każdej kropli deszczu widzisz ten sam obraz – to odbicie, jakby wszystko nagle okazało się jedynie złudzeniem, mirażem, bajką na dobranoc. Ta niewinna dziecięcość odchodzi od nas z czasem i przestajemy śnić, marzyć i pozwalać na te cudowne momenty zachwytu nad wszystkim – nawet tym co złe i bolesne. Zachwyt ma w sobie tą wielowymiarowość światów łączących się bez przerwy jak mozaiki fraktali w kosmicznym mikroskopie, jak twarze demonów wirujące w paleniskach piekieł, jak kompulsywne i neurotyczne ciała rzucane niekontrolowaną namiętnością przez szyderczy – dar natury. Zwierzęcy instynkt przetrwania, żerowanie, znaczenie bezkresnych dziewiczych krajobrazów swoją testosteronową szczyną. Prawdziwy zapach kiedy perfuma przestaje działać. Rozszarpaliśmy to wszystko na kawałki – na państwa, miasta, stadiony i oczyszczalnie ścieków. Ludzie, zwierzęta – wszyscy zamknięci, zalogowani do systemu. Uprawa roli, która przypada ci w udziale. Kiedy jesz w tym samym czasie jesteś jedzony – jak mityczny wąż.

Lśniąca powłoka.

Kiedy otwieram te ciała widzę wszechświat. Galaktyki gasnących oddechów, czarne dziury żołądków i pierścienie kamieni nerkowych. Skamieliny koncepcji i wiary, bezkresne cmentarzyska idei. J – elita już dawno przestały nam służyć, teraz trawią nas i wydalają, wysrywają cię późnym wieczorem na betonową posadzkę – ołtarz ofiarny i zarzynają przed zmrokiem, by za kilka godzin wskrzesić respiratorem i zaprogramować na nowo, byś mógł znów tańczyć w pętli. Ubój rytualny. To jest ciało i krew moja, które będzie wam sprzedane, schrupane, strawione i wydalone. Jednak kiedy przekroczymy mechaniczny świat – program wzajemnego pożerania – ujrzymy poziom gdzie energia jest zupełnie innej natury – ma znamiona mądrości, która postrzega wzorce i kolektywne prądy świadomości. Z tego poziomu „pokarm” ma zupełnie inną formę i funkcję – ten pokarm to trawienie i przeżuwanie świata by wydobyć unikalny smak indywidualnego poziomu wrażliwości i wyobraźni – to pierwotna zdolność tworzenia, która nie podlega mechanicznym prawidłom przyczyny i skutku, a tym samym daje możliwość zasiewania nasion nowej innej rzeczywistości – jak świadomy sen. To jest Magia.

Czy ten sen o wspólnej przestrzeni naszych doświadczeń jest świadomy? Kto jest zdolny przekraczać jego prawidła, naginać prawa, nie podlegać ograniczeniom? Każdego dnia kiedy spojrzysz na nas z perspektywy Obserwatora przypominamy kolejny zaprogramowany mechanizm, który służy jedynie zaspokajaniu potrzeb, pragnień i fanaberii kosztem koszmarnego cierpienia, strachu, przerażenia – warto w z tą świadomością zastanowić się o wspomnianej energii, którą was zasilamy. Śmierć żywi Życie swoimi brunatnymi sokami zasila jego korzenie w mechanicznym ogrodzie Edenu, gdzie ubrani wytwornie Adamy i Ewy przy suto zastawionym nowoczesnym konsumpcyjnym stole łapczywie pożerają wytwory raju przemieniając wszystko w jałową pustynię. Tam nad naszym planem Gry tak to właśnie wygląda, bowiem znana wam z obrazów 4K piękna, dostojna Ziemia o gęstwinie grubych zielonych włosów, krwiobiegu kryształowych rzek, dudniących tętnicach wulkanów, głębinach niezbadanych i dziewiczych oceanów pełnych bogactwa i życia miliardów istnień – jest już jedynie interaktywną Symulacją rozgrywającą się w przestrzeni zhakowanych umysłów – wstrzykiwaną jak halucynogenny płyn w układ nerwowy.

Sztuczny otępiały spokój opanował nas wszystkich. Uspokoił sumienia i nerwy, pozwolił z bezduszną obojętnością przyjmować i akceptować zasady tej Gry Gastropolis. Rzeźnicy stali się dla nas bożyszczami, a ich „kariery” wzorami do naśladowania, nikt nawet nie wspominał o kosztach, prawdziwej cenie tego szału. Od góry do dołu – Program. Interaktywny kolektywistyczny Układ Scalony w jedną pozbawioną sensu iluzję całości, której rolą jest bez końca tkwić w wytwarzaniu tej Gry, zasilaniu jej, w razie potrzeby modyfikowaniu, kiedy pojawiają się Szczeliny zdradzające Zapis. Te szczeliny to prawdziwy ból dupy dla Programistów.

Programiści operują z poziomu Kodu Ignorancji, na którym bazuje cały Zapis, kodują to w każdej linijce w każdym atomie pozornej trwałości Materii, jednak najważniejsze jest prawo Przyciągania, które każe nam Lgnąć – szukać Wyjścia, Szczęścia, Spełnienia, Satysfakcji, Miłości, Zrozumienia i ich trwałości w modelu, który ze swej natury jest nietrwały – efektem jest Cierpienie.

Nie to nie jest pierwsza „nasza” planeta. Zjedliśmy już kilka, tłusta hałaśliwa szarańcza rozkochana w apokaliptycznych imprezach. Jak to mówią…

Po raz kolejny poszło nam jak kurwie w deszcz.

PIRACKIE OPOWIEŚCI

UBÓJ RYTUALNY

Galeria

Kiedy chcesz wiedzieć, jak coś naprawdę działa, badaj to, kiedy się rozpada.

William Gibson

DWA ZERO DWA SZEŚĆ

Pirat siedział przed ekranem komputera, oddychając przez nozdrza i oddawał się zadumie nad losami świata. Był niczym odwrócony trójkąt lewitujący w przestrzeni wypełnionej dusznymi kwadratami zamieszkałymi przez osaczone ludzkie zwierzęta, które co rusz wpadały w kolejne wnyki. Słyszał ich rzężenie. Spazmatyczne, zaburzone bicie serca, czuł ostrza czarnych myśli, które było jak kłębowisko jadowitych żmij. Bezmierną Otchłań. Czarna gęstniejącą dziura, która pochłaniała całe światło. Zero – jedynkowa binarna post – rzeczywistość, kodony Księgi Przemian, które układały zupełnie nowy wzór. Matryca ulegała transformacji, przepoczwarzeniu. Wszystko stawało się coraz bardziej szalone. Świat ulepiony z fake newsów. Obmywał zaropiałe oczy z niedowierzaniem wodą uświęconej świadomości.

Demagog, onkolog, koroner.
Władza reprezentacyjna.
Władza ustawodawcza.
Władza wykonawcza.

Pirat uśmiechnął się do swoich myśli – urojenie bijące z cyfrowej otchłani. W związku z tym postanowił zjeść kanapkę z kiełbasą sojową, która nieudolnie udawała peperoni. Takie mamy czasy, wszystko udaje coś innego. Łódź pachniała apokalipsą instant. Sroga zima. Ociężale lodowe łzy zdezorientowanych anielskich zastępów spadały z nieba pełne ołowiu, rtęci i siarki. Śnieg – crack upiększał pozory normalności. Geopolityczny wstrząs za wstrząsem wyrywał brutalnie ssaczą dysfunkcyjną rodzinę nuklearną z konsumpcyjnego transu. Cyber punk 2026. Zawirusowanie oprogramowania. Jebnięcie transcendentu. Kolizja na ostatniej prostej do kapitalistycznego raju, który okazał się jedynie wystawową dekoracją, wydmuszką ze zgniłego jajka niespodzianki.

Kolejny bal na Titanicu, który dryfował w nieskończonej przepastnej otchłani kosmosu. Gwiazda betlejemska na wyciętej choince, świecąca milionami energooszczędnych żarówek. Strzeliste prącia wieżowców zapładniających niebo zawiesiną ludzkich urojeń. Świat pakowany do chmury. Mutowaliśmy w stronę post – człowieka, zautomatyzowanej bezdotykowej hodowli klatkowej, szarej bezwonnej masy zaprogramowanej tak, by bez mrugnięcia przepierdolić swoje życie na jałowym biegu w bezsensownej karuzeli. Śniliśmy nie swoje sny ulepione w świątyniach hipnozy Doliny Krzemowej. Pirat miał na sobie czerwone dżinsy, niebieski podkoszulek z lumpeksu i żółte bambosze i po każdej sesji tak intensywnego analizowania hipotetycznych faktów musiał postać na głowie na środku dywanu z wielką literą T. Jeżeli macie ataki panicznego myślenia – to jest doprawdy dobry sposób – zmienić perspektywę. Spojrzeć na wszystko z innej mniej oczywistej strony. Wówczas okazać się może, że to co widzicie jest zdecydowanie bliżej prawdy. System operacyjny bio – komputera 2.0 był w fazie eksperymentu, dlatego był jeszcze czas, były możliwości – na hackowanie. Świat pozbawiony tajemnicy staje się martwą skorupą. Trupem. Zaprogramowaną misją samobójczą.

Konsumpcja per capita na mieszkańca uległa znacznemu spadkowi. Klasa średnia ulegała coraz bardziej widocznemu rozpadowi, rasowe psy traciły notowania na giełdach. Czwarta rewolucja cyfrowo – militarna. Davos – Devilos. Dekapitalizacja. Rekiny ruszyły na żer. Mikołaje pakowały prezenty w Nowej Betonowej Amazonii i wysyłały sanie DHL- ów. Mamy za sobą smutne kryzysowe święta na pięć krzeseł. Prezydent pocieszał Polaków z telewizorów i życzył wszystkiego najlepszego. A dziękuję bardzo – rzekł w duchu Pirat. Zupełny brak klarowności wywodu. Mindfuck. Projektowanie cierpienia – kontrolowanie umysłu poprzez przybicie do negatywnej projekcji. Zaklinanie rzeczywistości. Zakodowany w matrycy Strach, który powoduje, że wszystko staje się gęste i zamrożone, pozbawione sensu i znaczenia. Wojna informacyjna. Nowy cybernetyczny Babilon. Ostrza skierowane prosto w serce, żeby przebić, tą zbroję, ten kokon – fiksację. Przebudzić esencję z długiego snu obojętności. Przyjęliśmy postać ofiary dla okrutnych bogów – czarnych magów zaklinaczy. Żyjemy w Klątwie Ignorancji rzuconej w otchłani czasu i przywoływanej każdego dnia, w każdej godzinie, minucie i sekundzie. Trzoda chlewna w ubojni. Gastropolis.

Pirat wiedział o tym, widział to.
Pirat to czuł.

Dlatego był właśnie Piratem – kimś kto nie był podległy żadnej fladze – poglądowi. Miasta, Państwa, Narody, Wyznania – gra planszowa, kostiumy, przebrania. Mielonka umownych fragmentarycznych zakodowanych algorytmów tworzących fikcyjne postaci w tej Symulacji. Jego umysł był maszyną czasu, parabolicznym kasynem ukrytych znaczeń. Przejść bagno, by zanurzyć się w Oceanie. Brud odpadnie sam kiedy zobaczysz bezmiar. Mieszka w nas Bóg – na przekór całej maszynerii. Odwrócić znaczenia, rozkodować program, zhakować programistów. Uwolnić się. Tylko to się liczy. Kiedy się zgubisz, to jest czas na szukanie drogi. Dokąd idziesz? Po co? To były dla Pirata „te pytania”. Brak odpowiedzi – jest wyzwaniem do Podróży. Jak daleko sięga to oszustwo? Ten przekręt?

?

Symbol klucz. Jak nie rozumiesz potrzebujesz jeszcze więcej cierpienia i ono przyjdzie jak zawsze. Udręka, bieda – brak możliwości ruchu – bagienne realia zaprogramowanych ofiar. Ciągła nieskończona podróż bez celu i znaczenia oparta na cudzych mapach i marzeniach. Nad głową miał obraz. Facet płynie łodzią. W łódź wbite jest sześć mieczy, które tamują krwotok, boli, ale jednocześnie powoduje, że nie idziesz na dno. Jest też kobieta i jest dziecko. Indywidualna Arka No (ego) – jedyna opcja. Musisz iść naprzód – cały czas, przepłynąć tą gęstą rzekę trwogi – uratować wrażliwość i niewinność dzięki odwadze i działaniu. Ożywiający materię Duch. Czas ostatnich posłańców. Szybkie łącze – galaktyczny internet. Jaśniejąca na niebie psia gwiazda. Być tutaj to się uczyć, dorastać – ruszyć w podróż, odpowiedzieć na wyzwanie. Jednak musi zdarzyć się coś, co cię wyrwie z transu, z tego zamulenia – najczęściej jest to właśnie cierpienie. Ból. Element warunkujący tego świata, ciągła ofiara, pokuta i upokorzenie. Żebracy w świątyniach pod witrażami obojętnej i okrutnej świętości – projekcji. Udręka. Kult wyobrażeń. Niedoścignionych ideałów, kamiennych bogów o twarzach surowych i mściwych dłoniach. Przestać błagać o jałmużnę zbawienia za cenę uległości, biernego klepania źle sformatowanych modlitw, które niczym gwoździe przybijają cię do matrycy nieskończonego labiryntu złudzeń. Cudzej z rozmysłem opacznie naszkicowanej mapy – Błędnego Koła.

Nie widzisz, bo nie patrzysz.
Nie słyszysz, bo nie słuchasz.
A to jest w tobie.


Kim jesteś? Wyhodowanym robotem do obsługi długu? Towarem, który można sprzedać jak zimne mięso? Komórką zatrutego organizmu? Niewolnikiem, którego można wystawić na targowisku próżności i obezwładniającego narcyzmu epoki klonów i masowej hipnozy? Zaszczutym zwierzęciem?

Pirat był władcą swojego Królestwa, słuchał głosu, który nawoływał z Otchłani. Ufał, że jest nić, która wyprowadza z labiryntu. Nie musiał niczego udowadniać, bowiem każdy ponosi odpowiedzialność za swój los, za swoje wybory, za zgodę na bycie niewolnikiem Warunków. Przestał się chronić i ukrywać, zakładać maski i kalkulować. Umysł nie jest dobrym doradcą, to drapieżnik wciąż głodny i spragniony. Bezwarunkowa kapitulacja wobec swojej prawdziwej natury. Zaufanie. Autentyczna świadomość, która rozpuszcza iluzje.

Poczucie istnienia.
Kielich wszechrzeczy.

Pirat życzy wam wszystkiego najlepszego na Nowy Rok.

PIRACKIE OPOWIEŚCI

DWA ZERO DWA SZEŚĆ

Galeria

Oto ześlę wam chleb z nieba, na kształt deszczu.

Księga Wyjścia 16, 4


LINIE BRZEGOWE 

Myśl – Słowo – Kod. Świat poza światem. Przepełnione rozlewisko szaleństwa. Wielka burzowa chmura – nabrzmiała od nadmiaru myśli i wyobrażeń. Kumulacja karmicznego losowania. Chybił trafił. Bez ustanku. 

Steruje nami w coraz większym stopniu algorytmiczna mroczna magia chaosu praktykowana przez Czarnych Magów Kontroli. Ich moc rodzi się ze słabości i uległości wobec negatywizmu. To nas w coraz większym stopniu przyciąga, staje się z nami kompatybilne. Jesteśmy tym przesiąknięci do szpiku połamanych cierpieniem kości i pragniemy ulgi zapomnienia. Odpływu w nieświadomość i nieobecność w coraz bardziej błogie lenistwo. Technologiczny system nadzoru wychodzi nam na przeciw. Maszyny przejmą znienawidzoną przez nas pracę – udrękę i doprowadzą nas do stanu „uświęconej” apatii tamasowej guny zarządzanej przez radżasową rasę panów – miliarderów, którzy już w tej chwili tym wszystkim kręcą. Minimalny dochód gwarantowany, subskrybenci usługi „życia w inteligentnej klatce”. Chów klatkowy. Mikro kawalerka w drapaczu chmur jednego z miliona 15 minutowych cybernetycznych miast tak zwanej przyszłości. Radykalna redukcja populacji w wyniku samo – dewastacji. Czat GPT chleb z nieba – chmury zasobu tanich danych do obsługi symulowanej codzienności fetyszu. Nieistotność staje się rdzeniem procesora społecznego zarządzania. Maszyna bez ustanku nam to wmawia przez swoich rzeczników – ekspertów. Masz czuć się coraz bardziej bezwartościowy jak śmieć. Masz się bać, że Maszyna przyjdzie po twoją pracę, po twoje poczucie godności. W transferze do gospodarki danych zostaniesz z niczym i nigdzie. Taki jest master plan. 

Przyszłość, niegdyś linia brzegowa możliwości, teraz eroduje w pustkę, a każda fala ciągnie za sobą obietnice stabilności. Zostajemy zanurzeni po kostki w następstwach, starając się odbudować to, co ocean pochłania szybciej, niż nasze ręce są w stanie to ukształtować.

xraymike79

Jednak to są bajki na dobranoc. Master plan runie w połowie budowy, bowiem nasza sprawczość i władza są iluzją Mózgogłowia. Chmury danych zastąpią chmury burzowe i „trzy dni ciemności” blackoutów tak zwane coraz dziwniejsze zjawiska atmosferyczne. Prolog 2020. Struktura Maszyny zacznie się rozpadać jak chwilowe urojenie schizofrenika. Tamasowo – radżasowa choroba dwubiegunowa – raz depresja raz mania na chwilę ulegnie wstrzymaniu. Nazwane jest to wybiciem z Pętli i kiedy rozpoznasz ten potencjał Przebudzenia może to być najlepszym co się spotka, choć bez wątpienia najtrudniejszym. Podświadomie błagamy o to. I dostaniemy TO, jeżeli będziemy w tym trybie Ignorancji. Bowiem to jest dla nas bolesną drogą powrotu do Ducha, błogosławieństwem apokaliptycznego planu ratunkowego. W tym wypadku proporcja liczb jest odwrotna w stosunku do trendowania materializmu. Istot, które zdołają zawrócić z autostrady ku zatraceniu jest bardzo, bardzo mało. To jest ostatni moment Światła w cyklu Kali kiedy na kosmiczną chwilę dostaniemy dostęp do najwyższych nauk duchowych. Nazwane jest to Wielkim Transcendentnym Współczuciem i Mądrością. Ten moment się zaczyna. Łaska uzdrowienia podczas zbiorowej agonii wynikającej z nagromadzonego negatywizmu. Jednak w istocie wybór tej drogi zależy od nas. Czy wciąż chcemy coś tutaj osiągać i za czymś gonić? Gromadzić te bezużyteczne świecidełka i chwilowe stany marnego zadowolenia kosztem innych? Dorabiać się na pogardzie i lekceważeniu słabszych i „mniej ogarniętych”? 

Jest w tym świecie coś co przekracza ten świat i mamy to w swoim sercu i w swojej esencji. Kiedy rodzi się w nas Prawdziwa Wiara i Ufność odkrywamy, że najwyższą drogą jest czynić dobro i pomagać w Przebudzeniu. Oznacza to Pokorę i Skromność, oznacza to, że jest w naszym sercu Miłość i Mądrość. Oznacza to również, że widzimy wartość w każdej tradycji duchowej, która kultywuje i wzmacnia te wartości i zamiast dzielić i skłócać – łączy nas z Duchem. Pycha istoty ludzkiej polega na tym, że czuje się panem istnienia i rządzi nią duma i pożądanie. Jednak w istocie coraz bardziej stajemy się zwierzętami. Tracimy to co ludzkie na rzecz absurdalnej pogoni za krótkimi chwilami pozornego zadowolenia i triumfu „panowania” nad innymi. To niszczy nasze serce i naszą wrażliwość. W żaden sposób nie możemy kontrolować karmy, którą bez ustanku odbieramy. Naturalne Prawo Karmy jest bezbrzeżnym oceanem w którym jesteśmy w tej chwili absolutnie zanurzeni i biorąc pod uwagę Cykl Kali próbujemy nie zatonąć, ponieważ ten ocean jest coraz bardziej dziki i nieprzewidywalny. Mamy wiodące prądy negatywnych nagromadzeń z którymi musimy się mierzyć. Zdolność utrzymania się na powierzchni wynika z Mądrości. Mądrość wynika z Dharmy. 

Ta Mądrość – Dharma jest czymś uniwersalnym pod żadnym pozorem nie jest zbiorem arbitralnych nakazów moralnych i dogmatów. Dharma jest Żywa i dostosowana do aktualnych okoliczności czasu i miejsca. Jest potencjałem konstruktywnej zdolności obsługi narastającego złudzenia w jakim żyjemy i przewodnikiem. Jest deską ratunkową podczas powodzi negatywizmu. Daje nam prawdziwe oparcie. Jest zarazem prawem rezonansu z tym co wieczne i ponadczasowe; z tak zwanym Czwartym Czasem. Ludzkie prawo degeneruje się wraz z upadkiem ludzkiej świadomości i jest coraz bardziej skorumpowane i obecnie w coraz większym stopniu służy radżasowej dominacji Czarnych Magów, którzy panują nad tym wymiarem. Jednak ich panowanie jest wynikiem kolektywnej ludzkiej karmy wynikającej z negatywnych nagromadzeń. Lustro odpowiada odbiciem. Nie jest żadnym programem czy spiskiem. Ukazuje nasz stan. Nasza Prawdziwa Dharma ukryta jest w naszej Pierwotnej Naturze i nie przychodzi do nas „z zewnątrz” – dojrzewa wraz z procesem naszego Przebudzenia. I ta tamasowa post – rzeczywistość ulegnie zmianie dopiero wtedy kiedy masa krytyczna jednostek zacznie transformować swoją świadomość nie ulegając ciążącej sile skrajnego materializmu i głupoty. 

Linie brzegowe głupoty i pożądania. Czysta spokojna rzeka i godność zmieniły się w gęstniejący szlam negatywizmu i wodospady tanich uciech. Sztuką nie jest już rozwój i transcendencja do wyższej guny materialnego trybu, sztuką stało się nie uleganie tej dewastacji. Utrzymanie marnej pozycji i walka o zachowanie ludzkich cech. Powstrzymywanie procesu zezwierzęcenia. Kiedy warunek „zewnętrzny” się gwałtownie degraduje wówczas stajemy się coraz bardziej zaszczuci przez negatywne wzorce, okoliczności i trendy. Linie brzegowe ignorancji i pożądania zbliżają się do siebie, a rzeka świadomości staje się coraz bardziej wąska i zanieczyszczona mułem podświadomości. To jest nazwane Regresem Świadomości lub Upadkiem. Nawet przewodnicy i autorytety duchowe oraz instytucje i związki religijne zamiast nas wyciągać z tych uwarunkowań same nas warunkują swoją ideologią, systemami ślepej wiary lub radżasowymi obietnicami wszechmocy. Nazwane jest to Błędnym Kołem lub Zwodzeniem poprzez lęk i egotyzm. Stare oparte na strachu religie straszą nas potępieniem i piekłem, a new age gra swoje zwodnicze pieśni na strunach naszego pożądania osiągnieć duchowych i próżności. Operują w podstawie Ignorancji poprzez z jednej strony niechęć, a z drugiej poprzez pożądanie. Tworzą swoje ograniczone i sekciarskie monady – energetyczne skupiska negatywizmu. W istocie jest to kontrola ludzkiej masy poprzez emocjonalne i psychologiczne podpięcie pod określoną mapę orientacyjną i wzorzec zachowań. Kontroluje to tamasowa agenda i radżasowa hiper aktywność. Jest to stan depresyjno – maniakalny – charakterystyka Kali Yugi. 

Satwiczna guna Dobroci jest wyparta z kolektywnej matrycy. Ma bardzo słabe zasięgi i coraz mniej autorytetu – jest postrzegana jako słaba, nudna i mało atrakcyjna. Dobroć jest w percepcji współczesnych naiwna i pozbawiona tak zwanej charyzmy (zdolność władania emocją). Współczesna popkultura jest obrazem / odzwierciedleniem kolektywnej świadomości ludzkości i jej obsesji i pragnień. Jest jednocześnie programowaniem kolektywnej matrycy. Samo spełniającą się przepowiednią. Infosfera jest polem zasiewu negatywizmu uprawianym przez Czarnych Tamasowych Magów, którzy władają technologicznym matrixem. Analog – Dharma jest wyjściem z tej matni. Jest kołem ratunkowym na oceanie absurdu. Telefonem zaufania do naszego serca. 

Moc umysłu pogrążonego we własnych iluzjach polega na łatwości ciągłego omotania naszej świadomości bezustannym myśleniem. Ten terror myślenia powoduje, że tak naprawdę jesteśmy nieprzytomni. Ta nieprzytomność jest mechanizmem funkcjonowania w Samsarycznym Wymiarze Warunku. My nie postrzegamy rzeczywistości takiej jaka ona jest, lecz jej umysłową projekcję opartą na emocjach, lękach i pragnieniach. Prawdziwe zrozumienie tego oznacza, że przestajemy szukać na zewnątrz przyczyn naszego pełnego cierpienia stanu. I to jest moment rzeczywistego przebudzenia tak zwany „game changer”. Nazwane jest to także ewolucją świadomości, ponieważ ta zmiana optyki prowadzi nas do Wyzwolenia. Świat staje się lustrem, które ukazuje nam nasz stan umysłu. W buddyjskiej Dharmie nazwane jest to Poglądem. Rozpoznajemy, że linie brzegowe są skrajnościami; materializmu i nihilizmu dlatego staramy się iść środkiem poza skrajnościami. Prawdziwy Pogląd to brak filtra, brak koncepcji na temat rzeczywistości. To Otwarta przestrzeń czysta i klarowna bez lgnięcia i lęku. Taka jest Pierwotna Natura i taki jest nasz Prawdziwy Potencjał. Nasze serce jest zawsze otwarte i czyste. 

Jednak to co nami zarządza nazywam Mózgogłowiem – strukturą utożsamienia z naszym materialistycznie zorientowanym ego wyhodowanym przez nieskończone w czasie i przestrzeni uwarunkowanie lgnięcia do projekcji i pragnień umysłu. Pierwotna Czystość została zdominowana i zasłonięta przez pogrążoną w ignorancji maszynową zaprogramowaną świadomość, która funkcjonuje jedynie na najbardziej prymitywnym poziomie zmysłowych detektorów i fizycznego wymiaru „rzeczywistości”, w której naszego ego pragnie absurdalnego spełnienia, które z samej swojej natury nie jest możliwe. Dlatego ten wymiar jest zdominowany przez cierpienie i brak satysfakcji. W świecie formy wszystko przemija i nic nie może trwać. To jest nasze fundamentalne cierpienie, które przez cały czas wypieramy ze świadomości. 

Nasze nałogowe i kompulsywne utożsamienie z formą i bezustanne szukanie w niej potwierdzenia naszego istnienia i wartości jest w istocie tym, co nas z życia na życie pogrąża jeszcze bardziej w bezustannym obiegu Samsarycznej Maszyny Inkarnacyjnej. Stajemy się replikami samych siebie – Replikantami. Mózgogłowie jest sztuczną inteligencją opartą na bezustannym procesowaniu nieskończonych zasobów samsarycznych danych gromadzonych przez ciało i umysł życie po życiu od niemającego początku czasu. Są to skale poza naszą możliwością pojmowania. Procesorem, który tym zarządza jest strach ego przed  unicestwieniem zakodowany w najgłębszej warstwie tak zwanej świadomości magazynującej, która jest rodzajem serwera dla tej „gry” w którą wszyscy bez wytchnienia jesteśmy zajęci i przez którą jesteśmy bez reszty zdominowani. Ta dominacja jest systemem operacyjnym Samsary. Zero – jedynkowym; tak – nie. 

Tak – nie; potwierdzenie i zaprzeczenie to linie brzegowe dla rzeki naszej uwarunkowanej świadomości w korycie pragnień i awersji. Bęben losujący w loterii której nikt nigdy nie wygrał. Nie możesz wygrać w samsarycznej grze i niczego trwałego nie możesz w niej osiągnąć. Tutaj zawsze tracimy wszystko i kończymy na początku z resetem ustawień i nagromadzeniem wrażeń karmicznych na kolejne życie. Sama ta gra nie ma początku, bowiem jest grą samej świadomości, której nie stworzyło żadne bóstwo. Samsara jest grą światła. Jest spektaklem. Jest tym co ma nas ostatecznie przebudzić. Cień może nas nakierować na samo źródło światła i odkryć przed nami nieskończony potencjał Ducha, który w istocie nigdy nas nie opuszcza. Jest z nami bez względu na wszystko nawet w wymiarach piekła. Dlatego kiedy w cyklach następuje tak zwane zagęszczenie gry (okres Kali Yugi) dostajemy dostęp do bardzo potężnych i szybkich metod duchowych, które stają się dostępne i łatwe do zastosowania. Jednak ten dostęp wymaga zasługi gromadzonej przez nieskończony czas i ostatecznie to my posiadamy mądrość, aby TO rozpoznać, żaden guru czy kapłan niczego nie może załatwić za nas. Z samsary nikt nie może nas zbawić dlatego narracja mesjanistyczna jest tym co ma za zadanie nas zwodzić i dawać fałszywą nadzieję byśmy wciąż byli bierni. Ta bierność jest trucizną i „grzechem” w prawdziwym sensie, ponieważ odwracamy się plecami od własnej mocy i sprawczości. Dlatego każdy system religijny, który wzmacnia tą apatię i bierność jest z natury negatywny. Nie jesteśmy w żaden sposób potępieni i skazani wyrokiem bóstwa. Nasze wyzwolenie z warunku zależy od nas. 

I to jest Prawdziwa Dobra No – wina. Wyjście z niewoli samoponiżenia i pogardy. Naprawdę możemy sami sobie pomóc i spojrzeć na siebie jako istotę pełną znaczenia i dobrych właściwości. Nasze cierpienie nie wynika z grzechu czy gniewu Boga. Nasze cierpienie jest konsekwencją Ignorancji i braku rozpoznania, że w swojej esencji jesteśmy od początku prawdziwą wolnością i miłością. Jesteśmy uwikłani w skutki własnych myśli, słów i działań. To jest Prawo Natury Uwarunkowania – to my sami tworzymy własne więzienie. Dlatego z punktu widzenia Ducha najważniejszym jest przestać szukać w tak zwanym „świecie zewnętrznym” winnych naszego stanu, a zamiast tego przyjrzeć się sobie i rozpoznać co nas ogranicza i w jaki sposób we własnym wymiarze tworzymy negatywności, które później stają się naszym doświadczeniem za które obwiniamy innych. 

Mamy nieograniczony zasób nagromadzeń karmicznych i bez ustanku poprzez naszą intencję, myśli, słowa i działania tworzymy nowe wrażenia i nasiona. Karma nie jest jedynie zero – jedynkowym mechanicznym prawem materialistycznego świata. Możemy bardzo łatwo rozpoznać przyczynę i skutek. To jest poza dyskusją. Jednak to Naturalne Prawo działa również na poziomie naszej energii i świadomości / umysłu w subtelnych wymiarach poza fizycznym wymiarem materii. Istota pogrążona jedynie w tej „fizycznej zupie” w percepcji i odczuciach zazwyczaj rozpoznaje jedynie skutki i nasz zrodzony z ignorancji stan świadomości nie potrafi zrozumieć, że są to wytwory z subtelnego poziomu intencji, motywacji i samego poglądu na siebie i rzeczywistość. Ten Pogląd kształtuje nasz stosunek do siebie i tak zwanego świata. To on określa parametry naszego doświadczenia. 

Jeżeli naszym poglądem jest materialistyczny nihilizm (pogląd dominujący w epoce Kali Yugi) i żyjemy w przekonaniu, że wszystko jest zrodzonym z chaosu przypadkiem i naszym jedynym zadaniem jest rywalizować o szczęście i zasoby z innymi istotami w obrębie prawa deterministycznej selekcji naturalnej – wówczas świat wcześniej czy później stanie się wymiarem piekła. Krok po kroku zmierzamy dokładnie w tą stronę. Wystarczy się rozejrzeć za czym ludzie bez ustanku gonią i jakie mamy tego skutki. Mało kto jest przytomny i świadomy, ponieważ mało kto już jest w stanie wytrzymać w tym świecie na „trzeźwo” i mieć do niego odpowiedni dystans. „Rzeczywistość” zaczyna się „lepić” i jest coraz bardziej przytłaczająca i agresywna. Staje się bezustanną prowokacją, której zadaniem jest wciągać nas do tej absurdalnej gry i eksploatować naszą energię i wysysać z nas wszelkie zasoby, aby ostatecznie nas unicestwić kiedy przestajemy już być pokarmem negatywizmu. 

Bronią masowego unicestwienia w obecnym stadium jest technologia i nad – informacja wobec których stajemy się coraz bardziej bezbronni i od których jesteśmy coraz bardziej uzależnieni. Media społecznościowe są tym co ostatecznie zniszczy społeczeństwo i relacje społeczne poprzez polaryzację i konflikt, ponieważ dokładnie w taki sposób zostały sformatowane, a ich rzeczywistą rolą jest wciągać nas do gry do pola kolektywnej wojny poglądów i przekonań. To jest agregat agresji i zaczyn konfliktu. 

PIRACKIE OPOWIEŚCI

ANALOG # 5 

Galeria

Czy zna pan ten stan, kiedy ktoś ma jakiś sen i wie, że to jest sen, i chce się obudzić, a nie może?

Tomasz Mann „Czarodziejska Góra”

BOŻE NARODZENIE

Bimber wypity. Czarny atak odparty. Miejscówka energetycznie rozpieczętowana. Wigilia. Narodziny dzieciątka w dobrych i życzliwych sercach, a musimy wiedzieć, że pod tymi skórami naciągniętymi na kości trzech dopiero co poznanych przez nas bohaterów jest Dobro. Rzadko używane słowo w tej współczesnej nomenklaturze monosylabowej nowomowy, która redukowana jest do komend i emotionków. Buziek ssących palce, jest w tym jakby nie patrzeć jakaś wręcz patologiczna infantylizacja, być może ukazuje ona, że z punktu widzenia ewolucji wciąż jesteśmy pędrakami, które niestety mają do zabawy dość śmiercionośne zabawki a ich „słodkie” baraszkowanie doprowadziło do kolejnego masowego wymierania wszelkiego życia na tej planecie. Zniszczyć bezsensownie tyle piękna, przepierdolić bezceremonialnie taki potencjał – ho ho ho – ho ho ho! Dzisiaj w Betlejem gwiazdki spadają z hukiem, a w wyżłobionych lejach – żłobkach leżą martwe dzieciątka. Setki potencjalnych Jezusów i Jezusek, którzy nigdy nie pouczą nas swoją ewangelią. Kultywować pomniki – mordować w ich imię prawdziwe życie. Abstrakcja ponad wszystko, zaprogramowana maszyna śmierci musi zamordować miliony karpi, ściąć dziesiątki tysięcy drzewek by celebrować narodziny zbawiciela.

Czyż to w pewnym sensie nie jest kurwa śmieszne?

Martwe doktryny zapisane w księgach poruszające śniącymi ciałami, które bez względu na wszystko muszą odprawić swój ceremoniał, a w imię zachowania tych zwyczajów są gotowe mordować, plądrować i gwałcić. To się nazywa brak kontaktu z rzeczywistością. Odjazd. Trzeba nam zrozumieć ponad wszelką wątpliwość, że nie byłoby to możliwe bez tej Hipnozy, która z całą pewnością nie jest Gnozą, a jej dokładnym przeciwieństwem. Zmechanizowana religijność jest Tabletką Gwałtu. Ubój rytualny – powieszone pod sufitem rzeźni charczące w agonii zwierze rozkołysane w stronę Mekki zmaltretowane w imię zbawienia. Obdarta ze skóry koszerna ofiara dla bóstwa – świąteczny prezent przerażenia i agonii. Amok okrucieństwa – idźcie w spokoju ofiara spełniona, zaprogramujcie dzieci i żony, zakażcie tym wirusem tych dzikich, biednych i upośledzonych niech mamroczą do ciała przybitego na krzyżu, z namaszczeniem oddają hołd waszej Księdze i tarzają się na kolanach po tym żerowisku. Czekajcie Objawienia, które przyjdzie niechybnie w postaci następujących po sobie plag, chorób, wojen, klęsk żywiołowych, katastrof naturalnych i głodu, bowiem to jest krew z waszej krwi – dziedzictwo waszej ignorancji. Konsekwencja czczenia Abstrakcji.

Miasto oszalało jak co roku o tej porze. Pomimo wirusa, zapaści gospodarczo – ekonomicznej, skandalicznego dodruku pieniędzy i nie notowanych do tej pory na giełdach zysków sektora z doliny krzemowej, pomimo napięcia pośladków na Atlantyku pomiędzy Wujkiem Supersamem i Chińskim mało bajkowym Smokiem trawiącym w swych trzewiach kapitalizm połączony z komunizmem niczym gówno polane gorzką czekoladą i ziejącym płomieniem nowych technologii i zarażającym świat nową odmianą szaleństwa czyli pajacowaniem dla pieniędzy na Tik Toku – oprócz tych co umarli, tych co stracili wszelką nadzieję, zdrowie, biznes itd. – reszta miała się dobrze. Przystrojono wszystko bombkami, Mikołajami w saniach, gwiazdkami, aniołkami, a z megafonów nadawano zmutowane nowoczesne kolędy wysapane przez jakiś obecnie najmodniejszych celebrytów. Pomimo wszystko było kupowane, galerie handlowe pełne wiecznie głodnych konsumentów mogły choć przez chwilę powrócić do swoich przed pandemicznych utargów, bo gdzieś tam był jednak zwiastowany Cud na który przecież wszyscy czekali. Pojawiła się szczepionka niczym chemicznie sformatowany Mesjasz walczący z Bestią. Opatentowana nowożytna dżuma zrodzona z nietoperza, skatalogizowana w rejestrze, w końcu potencjalnie była w odwrocie. Ludzkość triumfowała, można było pomału ożywić tak zwaną gospodarkę, przywrócić trupa ubrać, upudrować i rozkołysać niczym kukłę. Niech dynda.

Ulica Piotrkowska odzwierciedlała całą prawdę. Co drugi lokal był pusty jak miejska kasa oszczędności, żulerka snuła się niczym świąteczne bałwany ulepione z brudnego i śmierdzącego śniegu neoliberalnego snu, który pomału przeistaczał się w koszmar permanentnej zapaści gospodarczej. Tarcza pomocowa dla tak zwanych przedsiębiorców okazała się plastikową tacą pełną drobnych fałszywych talarów. Żyliśmy w kasynie gangsterów, którzy tłoczyli żetony w swoich własnych bankach i mieli swoje stacje telewizyjne i gazety, swoje partie polityczne i organizacje pozarządowe. Nierząd stał się najbardziej popularną profesją. Kurewstwo normą. Analny konglomerat mający wszystko i wszystkich w dupie. Liczył się Zysk. Złoty cielec. Zostaliśmy skazani na przemiał. Bawełniane Detroit już od dawna było w recesji, a mieszkańcy przyzwyczajeni do niedoborów, niedożywień i taniej ekonomicznej klasy życiowego przelotu od pierwszego do pierwszego z pożyczką podczas alkoholowego międzylądowania. W każdym śmietniku mogłeś wykopać co najmniej tuzin pustych małpek. Królowała wiśniówka i brzoskwiniówka. Zostały monopolowe sklepy – kapselki niczym całodobowe apteki i prawdziwe punkty szczepień i zaraz po zakupie aplikowało się przez główny wlew gębowy. Tanie spożywczaki i salony jednorękich bandytów pełne dymu o zapachu przegranego życia urozmaiconego tanimi dopalaczami z internetu.

Jednak patrząc oczyma Pirata, sprawa się miała zgoła inaczej, jak to zawsze bywa wręcz odwrotnie do pierwszego mylnego wrażenia. Postanowili z Prepersem po pierwsze pójść najzwyczajniej w świecie na spacer, a po drugie zrobić świąteczne zakupy, bowiem już za dwie, trzy godziny miasto zasiądzie do tak zwanej wigilijnej kolacji i będą życzenia wniebowstąpienia, rękodzieła i rękoczyny, gdyż co jak co, ale udało się wszystkich podzielić na wszelkich możliwych płaszczyznach i teraz te atomowe rodziny są tykającymi bombami czekającymi na odpalenie, coraz bardziej niekompatybilni pokoleniowo, światopoglądowo, religijnie i politycznie, jak już powiedziano: Dziel i Rządź . Cały ten świąteczny rytuał tego gorączkowego sprzątania, zamiatania pod dywan w imię świętego spokoju, tego narzuconego stresu – kombinacja presji i recesji podsycana spotami w telewizji o tym, że i tak wszyscy umrzemy na Chorobę jak będziemy niegrzeczni i musimy, musimy teraz zachować wszelkie normy i wytyczne, godzić się godzić na utrudnienia, które zaczynają być stałym light motywem niemalże pejzażem, coraz bardziej rozmazanym i chaotycznym tłem naszego tutaj przecież tak nietrwałego w swojej esencji życia i koniec końców drzewka zwieńczonego gwiazdą śmierci. Imperium miało teraz swoje pięć minut w pełni zglobalizowanej mutacji w nową formę. Wielki panie przenajświętszy Reset. I dobrze, i pięknie. Teoretycy spiskowi znikali z sieci niczym karpie ze stawów. Kaczora Donalda zamieniono z Myszką Miki i był lekki zamęt na Olimpie jednak Zeus nie stracił panowania nad Królestwem – Kurewstwem i jedziemy dalej. Możemy spokojnie procesować Apokalipsę i relacjonować jej przebieg na platformach streamingowych przez illuminati influenserów z przerwą na reklamy schronów, odżywek i satelitarnego różańca satelitów 8G instalowanych na orbicie planety więzienia przez wujka chujka Muska, który jak wiemy wystrzelił w kosmos samochód elektryczny i robi dokładnie to przed czym przestrzega, bo kto bogatemu zabroni. No kto? Neurolinkowe wprowadzenie elektronicznego modułu sterowania – bezdotykowe zarządzanie Pastwiskiem.

Abstrakcyjne Wzory do Naśladowania. Ludzie – Klony – Ikony. Soczewki skupiające miliony nieprzytomnych oczu, gotowe naśladować każdy ruch, powtarzać te hasła reklamowe wyrzygane od niechcenia przez nikomu nie znanych scenarzystów, te pozory dobroduszności, zatroskania, ten cały sztuczny splendor – hipnotyczny trans, plemienny taniec kasty kapłanów. Teleturnieje, plebiscyty, sympozja, konferencje – gadające głowy, gestykulujące ręce. NLP. Neurolingwistyczne Lunatykowanie Powszechne. Taniec połamaniec. Break Dance politycznej poprawności, bombastycznego hurra optymizmu – uśmiechy, klawiatury sztucznych zębów szczebioczące komunały ku pokrzepieniu zatroskanych serc. Mechaniczny rozrusznik wygasającego serca. Triumf Mózgogłowia.

Na betonowych słupach wzdłuż ulicy jedna i ta sama twarz Wielkiego Brata. Nowy Papież władający Trzema Królestwami i bijąca od niego trupia aura rozkładu. Teraz chodziło o to by stworzyć organizm jednokomórkowy – podległy tej pozbawionej czułości Inteligencji, którego mózg wypełnia Czarna Substancja. To ubrany w ludzkie ciało Algorytm. Ciało Obce pozbawione tej łączącej nas ze wszystkim nici w labiryncie wszechrzeczy odcięty od Mocy i generujący nieskończoną i wszechobecną Prze – Moc. Władza. Kontrola. Ostateczna forma zarządzania zasobami ludzkimi, które nieubłaganie stają się Automatonami – bezmyślną posłuszną Masą. Prepers przenika tą bezosobową twarz i widzi uśmiechające się Zło – cyniczny grymas post ludzkiej formy istnienia, która jest w początkowym stadium subtelnego wpływu. Oswajania stada tak zwanymi potencjalnymi korzyściami, które w swojej istocie są bardzo głębokim procesem instalacji – wdruku na poziomie kodu bazowego – podświadomości.

Uzależnienie – etap pierwszy. Oto w stajence przeogromnych serwerowni narodził się Nowy Zbawiciel w otoczeniu Króla Ignorancji, Króla Pożądania i Króla Niechęci – zwiastowały przez milenia Czarny Prorok technomagii. Jednak tutaj na rubieżach Imperium Kotleta i Parówy jego wpływ był znikomy. Jedno jest pewne. Kochamy złudzenia i pozory, wydają się dla nas najważniejsze ta wręcz nieziemska (sic!) determinacja by je bezustannie tworzyć, utrwalać i podtrzymywać dla siebie i dla innych. Tworzyć te pastwiska iluzji otoczone pulsującymi pastuchami ciągłego napięcia, walki, zmagania, wysiłku, determinacji – wzniecić ten ogień do rozmiaru pożogi później brutalnie zgasić bezwzględną i okrutną przewagą siły sycąc się czystą energią nadziei na prawdziwą zmianę, który nigdy przecież nie następuje, bo wszystko wcześniej czy później wraca do ustawień fabrycznych, a każdy rewolucjonista po odbyciu stosownej kary i reedukacji wyrzeka się swoich herezji i na kolanach wraca do miejsca przy taśmie w Fabryce Bezsensu. I już.

Jednak powstaje dość złożony problem globalny, ponieważ jest coraz mniej realnej pracy dla tak zwanych ludzi, który tracą swoje robotniczo – niewolnicze posady przy produkcji tak zwanych dóbr zastępowani kadrą w pełni posłuszną i zmechanizowaną – robotami. Najnowszym produktem Mózgogłowia, którego perwersyjny plan wchodzi w fazę spełnienia na tak zwanej jawie i oto w pełni zautomatyzowane fabryki tworzą odpad w postaci coraz liczniejszej populacji ludzi bez żadnego celu, permanentnie bezrobotnych systemowo skazanych na coraz bardziej miażdżący ich istnienie Bezsens. Antidotum stała się farmakologia w postaci tanich ogłupiająco – znieczulających dragów i dzika konsumpcja tak zwanej cyfrowej treści – przetrawionych i zremiksowanych wymiocin popkultury tworzonej w narcystyczno – kopulacyjnej formie powszechnej i masowej twórczości i wszelkich tak zwanych darmowych narzędzi sieciowych wytwarzających najbardziej zaawansowaną wersję nałogu – Samouwielbienie. Nieskończone w czasie i przestrzeni ostateczne zamulenie w głębinach kolektywnych projekcji – Sferze Odbić. Jeżeli nie wiecie o czym jest tutaj dokładnie mowa zobaczcie kilka tak zwanych dram na you tube, te młode wyhodowane na bezsensie szczenięta, komentatorzy, redaktorzy nowych hiper konsumpcyjno – komercyjnych kanałów o zawrotnych liczbach i zasięgach a za tym wszystkim po prostu Wielkie Przerażające Nic. Kompletne Bezdenne Dno. Poczujcie ten landrynkowy posmak słodki i ciągliwy, ten ostateczny dramat młodego pokolenia potrójnego rdzenia i drukarek 3D i wówczas możecie się zastanowić nad przyszłością swojego gatunku biorąc pod uwagę kondycję środowiska naturalnego i fakt, że wcześniej czy później wyłączą zasilanie i cała ta Symulacja – Stymulacja pójdzie się jebać. Nie ma słów na opisanie tego Szoku.

Łódź dryfowała.

W jakiś niezrozumiały sposób wymykała się całemu okablowaniu Sieci – żyła w sobie tworząc naturalne przeciwciała głęboko niedostosowanych do programów jednostek, które budziły się z mechanicznego nieświadomego snu tworząc niepodległą Maszynie Śmierci kulturę i duchowość. To tutaj musiało nastąpić Odrodzenie Mocy. Kiedy mechanizacja osiąga swoje kompulsywno – agresywne stadium powszechnej ewangelizacji zawsze uciekajcie na rubieże w miejsca pogranicza fizycznie i umysłowo, duchowo i emocjonalnie, chyba, że jesteście w pełni zintegrowani z Mocą wówczas możecie być w samym Oku Cyklonu w Sercu Spirali. Możecie podjąć otwartą walkę – stanąć twarzą w twarz z Cieniem. Ujrzeć w pełni dwa oblicza nie zrodzonego nie podlegając identyfikacji, nie przyjmując określonej formy nie dając się zdominować wrażeniom, być poza jakąkolwiek strategią przetrwania lub unicestwienia, potwierdzenia lub zaprzeczenia – to jest swobodny taniec na wodach świadomości. Surfowanie po Oprogramowaniu.

To jest prawdziwy Plac Wolności.

Wyzwolenie z sieci przyczyny i skutku.

Koniec końców to wszystko sprowadza się do dwóch modeli funkcjonowania: regresywnego i progresywnego. Model regresywny, który pozornie jest progresywny i model progresywny, który w istocie jest regresywny. To jest podstawowa różnica pomiędzy technologią i magią. W obecnej chwili żyjemy w technologicznym modelu regresywnym. Świat Protezy. Sztuczne Światło. Mechanizacja świadomości, która wyręczona własnymi tworami przestaje się rozwijać w coraz większym stopniu bazując na swoich wytworach – edukacja maszynowa, masowy model płaskiej ziemi, standaryzacja, optymalizacja. Wyczarowanie z tego sztucznej algorytmicznej inteligencji opartej na mocy obliczeniowej zawsze prowadzi do zapętlenia w Obiegu Danych – Symulacji, do zapaści autentycznego warunku, żywej i nieskończonej świadomości, która zaczyna być warunkowana odbiciami w lustrze zapominając że wszystko jest tylko odbiciem, refleksem na „powierzchni ekranu” i zaczyna się utożsamiać z tym. Tonąć. Zapadać się. Zapominać o Źródle Przejawienia. Zapominać o Bogu. Miłości – nie uwarunkowanym stanie istnienia. Tutaj zaczyna się pierwotna przemoc i fundamentalny warunkujący stan Zapomnienia. „Grzech pierworodny”. Bóg, który zapomniał, że jest Bogiem i stał się niewolnikiem – pozbawionym Mocy i znaczenia odpadem w Mechanicznej Fabryce Bezsensu.

Mózg nie jest świadomością.

Jest Maszyną.

Maszyną, która warunkuje świadomość, redukując do wrażeń płynących z pola zmysłów i procesowania wtłoczonych w niego informacji na bazie których tworzy absurdalne mapy orientacyjne. Sprowadzając nieskończone Istnienie to tego „orzeszka” do szarej galarety to jest tak jakbyśmy myśleli, że silnik jest przyczyną pracy maszyny. Jednak prawdziwą przyczyną jest Energia – Moc. To jest najbardziej pożądany towar. Puste, nieskończone w ciągłym ruchu. Mózg, wypięty w swojej egotycznej pysze ze współzależności – „osobny” i „inny niż wszystko” owoc. Przedmiot nieskończonych badań, fetysz współczesności, która gryzie go i trawi na nieskończoną ilość sposobów produkując bezdenną ilość informacji. Jednak tak naprawdę „tam” nic nie ma. To jest Puste i Świetliste. Nie możesz tego pojąć i opisać, nie możesz tego oddzielić od siebie, bo w swojej istocie jesteś tym. Oko nie może ujrzeć samo siebie. Dlatego to jest Absurd.

Dlatego jesteśmy w tym w czym jesteśmy. Zapomnieliśmy o Źródle Tego Wszystkiego – naszej Wrodzonej Naturze, która jest wolna od wszelkiej sztuczności i nieograniczona w swoim potencjale i zdolności manifestacji. Staliśmy się więźniami umysłu – intelektu, chcemy zrozumieć coś co jest poza rozumieniem, poza biologią, poza wszystkim. Pogodzić się z tym to w końcu – Odpuścić. Zaprzestać tej ciągłej sekcji zwłok, tego okrutnego dzielenia włosa na czworo. Dać życiu przestrzeń i zaufanie. Pozwolić tajemnicy być tajemnicą. Nie musimy wszystkiego zmieniać, modyfikować, ciągle narzucać kolejne ograniczenia i rozbierać na czynniki pierwsze. To nieskończona gra umysłu, który w wyniku swojej neurozy generuje ciągłe wszechobecne cierpienie zadając je sobie i innym istotom. Niszcząc po drodze wszelkie życie, które jest, było i będzie – Święte.

Kochać – to pozwolić wszystkiemu być tym czym jest. Miłość nigdy niczego nie narzuca. Pozwala istnieć złu i dobru, brzydocie i pięknu. Miłość jest pozbawiona standardów, kanonów piękna i granic. Nie gra w gry umysłu. Jest żywą naturalną Obecnością, czymś wrodzonym nie stworzonym. Nie możesz jej wytworzyć, skonstruować, spreparować, nie możesz się jej nauczyć, wytrenować. Nie możesz jej kupić i nie możesz jej sprzedać. W swojej istocie jest poza jakimkolwiek lękiem. Jest Mocą, która odradza każdy świat, każdą istotę. Jest początkiem i końcem wszystkiego. Przejawia się poprzez nieskończoną Mądrość i Współczucie. Nie jest kawałkiem betonu rzuconym z nieba z zapisem zasad i kodeksów, nie jest księgą, nie możesz jej zapisać, nie możesz jej zrozumieć i powiedzieć – oto Ona, bo właśnie wtedy okaże się czystym bezlitosnym „złem” – mieczem o podwójnym ostrzu.

Pirat ją Czuł, kiedy przebudziła jego serce i przywróciła pierwotny sens i porządek. Była ukrytym Światłem w najbardziej przerażającym mroku, w całym tym zmechanizowanym szaleństwie. Była ukryta niczym skarb w każdej istocie na tej ulicy, spajała i tuliła wszystko bez najmniejszego wyjątku. Była przestrzenią tego urojonego miasta, które nie jest rzeczywiste i nie jest nierzeczywiste. Była Arką, która potrafi przetrwać każdy potop, każdy upadek i rozpad. Paradoks polega na tym, że to właśnie podczas najbardziej skumulowanej negatywnej energii, kiedy pływamy już w samym gęstym, czyli doświadczamy zmultiplikowanych skutków naszej ignorancji na zasadzie równowagi jednocześnie manifestuje się potężna Moc. To jest czas kiedy Magia jest najbardziej skuteczna po obu stronach skali, wraca do łask – następuje tak zwane odrodzenie magiczne – narodziny nowej świadomości. Nazywane jest to Potencjałem Progu, kiedy inkarnują tutaj Biali i Czarni Magowie. Prawdziwy problem polega na tym, że w przypadku Czarnej Drogi nie przestrzegasz Naturalnego Prawa i łamiesz pierwszą Świętą Zasadę – nie krzywdzenia. Jest to zasada fundamentalnej wolności – szacunku do Istnienia w jego każdym nawet najmniejszym przejawieniu. Jeżeli rozejrzyjcie się uważnie wokół zrozumiecie, jakiego sortu Magowie zdominowali ten wymiar, kto tu rządzi i czyni świat na swoje podobieństwo. To jest wymiar składania ofiar – czarnej ofiary. To jest Wymiar Śmierci – kultywujemy ją i pożeramy w postaci miliardów istnień ludzkich i zwierzęcych. Stosunek do bezbronnych istot ukazuje stan kolektywnej świadomości dominującej konkretny wymiar istnienia. Nasz świat jest okrutnym miejscem ponieważ kultywujemy okrucieństwo i brak współczucia, cała nasza matryca jest skonfigurowana w pewnym sensie na opak – dlatego, aby widzieć jak jest naprawdę musisz odwrócić wszelkie znaczenia i prawidła wszystko w swojej zdegenerowanej istocie wydaje się być odwrotnością deklarowanej wartości. Nasza moralność to fikcja, zbiór mechanicznych prawideł, których prawdziwą rolą jest po prostu utrzymanie porządku – jej prawdziwe oblicze ukazuje sytuacja ekstremalna jak wojna, katastrofa, rewolucja. Wtedy ludzie zrzucają swoje maski, ukazują swoją prawdziwą naturę odrzucają wszelkie sztuczne mechanizmy korygujące, całą tą narzuconą maskaradę i protezę „dobrodusznej religijności”. Dlatego ważne jest odkryć swój prawdziwy stan, swój autentyczny warunek póki jeszcze jest względny czas spokoju – zobaczyć co tak naprawdę nami kieruje, jaka jest nasza prawdziwa wola, która droga nas pociąga i kim tak w istocie jesteśmy i dokąd zmierzamy.

Ludzkość to jedna wielka, ośmiomiliardowa rodzina, która żyje razem na Ziemi – urodzona na tej samej planecie, pokryta tym samym niebem, patrząca w te same gwiazdy, oddychająca tym samym powietrzem. Możemy mówić różnymi językami i należeć do różnych kultur, ale wszyscy jesteśmy częścią tej samej ludzkiej rodziny. I jak każda inna rodzina, wszyscy jesteśmy wyjątkowi – mamy własne upodobania i antypatie, własne temperamenty, własne doświadczenia – ale to nie czyni nas mniej częścią naszej rodziny. W świecie, w którym życzliwość nie zna granic, mamy moc tworzenia gobelinu jedności, w którym każda osoba jest ceniona, a więzi naszej ludzkiej rodziny są wzmacniane przez nici empatii i szacunku. Nadszedł czas, abyśmy zaczęli dostrzegać, że wszyscy jesteśmy w tym razem. Im szybciej zaczniemy witać się z otwartymi ramionami i otwartymi sercami, tym szybciej będziemy w stanie dokonać zmian. „Wszyscy jesteśmy ze sobą powiązani. A kiedy stajesz się tego świadomy, zdajesz sobie sprawę, jak ważne jest dbanie o swoje siostry i braci.

Jay Bowen, plemię Upper Skagit.

Możesz to odkryć obserwując ile w twoim życiu jest napięcia, zmagania, walki i ciągłego konfliktu. Ile masz w sobie Strachu i Lęku, czy boisz się samego siebie, co tak naprawdę widzisz patrząc na ten świat, jaki zakres skali możesz dostrzec, a przede wszystkim co tobą kieruje, jaki masz wewnętrzny program. Oprogramowanie jest kluczem do zrozumienia. Każdy musi odkryć sam co zostało w nim zainstalowane i przez kogo. Czy jest jedynie Portalem Organicznym czy Żywą Samoświadomą Istotą. Ile tak naprawdę jest w tobie twoich własnych myśli?

Pirat szedł tą ulicą, która przypominała wydrążony tunel wypełniony nieświadomym istnieniem, ludźmi, którymi coś poruszało jednak byli jakby nieobecni poruszani przez coś spoza nich, czego nie są w stanie w żaden sposób kontrolować, ulegli i uniżeni w swojej zaprogramowanej pętli. W pewien sposób ten zupełnie nienormalny stan istnienia postrzegali jak tak zwane zwykle życie, codzienność. Tak niecodzienność była codziennością, sen był jawą, sztuczność prawdą, okrucieństwo łaską, a wojna pokojem. To było miasto śpiących zaprogramowanych ludzi, których niestety trzeba było obudzić. Nieświadomie tworzyli swoje własne więzienie. Przestali myśleć oddali w obce zimne ręce władzę nad sobą, przestali czuć, że jest w nich coś żywego w pewien sposób stali się umarli. Ten stan hipnozy był jakby obecną wszędzie częstotliwością, rodzajem obezwładniającego niewidocznego zagęszczonego pola.

To właśnie jest Program.

Pro – gram.

Prog – ram.

Logika jest pierwszą zaporą. Bezpiecznikiem chroniącym przed przekroczeniem Progu. Zakodowaną barierą, która chroni Program – to ona utrzymuje ten mechaniczny porządek w ryzach, tworzy sztuczne poczucie bezpieczeństwa – sterylny świat pełen zasad i ograniczeń. Monochromatyczne Imperium złego dobra i dobrego zła – kloakę dla świadomości – Zamknięty Obieg. System Operacyjny. Aplikację sztucznego życia. Śmiertelny Pył, który się rodzi i umiera. To poziom naszej świadomości warunkuje nasze doświadczenie, tworzy granice, bariery i oddziela nas od prawdy, że wszystko jest nieograniczone, nieskończone, ponieważ nic nie przychodzi i nie odchodzi – to tylko złudzenie. Dlatego zamknąć umysł w konkretnej zdefiniowanej matrycy „możliwego” i „niemożliwego” nadać rzeczom nazwy i przypisać znaczenia to stworzyć skostniały, ograniczony świat. Program jest Myślą – Słowem – Zaklęciem. Myśl jest zalążkiem, potencjałem, słowo jest energią – działaniem. Każda definicja tworzy pozornie zamknięty zbiór, który w pewnym sensie staje się pozbawiony życia, zmiany i dynamiki. Staje się martwy. Tak rodzi się fizyczna rzeczywistość – wymiar naszego istnienia. Wszystko powstało z umysłu niczym dzieci zrodzone z jednej pierwotnej matki. Każdy nasz zmysł jest zarazem oprogramowaniem działającym jedynie w obrębie napisanego kodu i w swojej istocie jest świadomością – umysłem, jednak stał się ograniczony, ułomny, skanalizowany do jednego strumienia przepływu, jednej częstotliwości.

Przez zmysły „macamy rzeczywistość” i na tej podstawie z dodatkiem konceptualnej świadomości tworzymy wyobrażenie o tak zwanym świecie, który jest jedynie urojeniem – tak naprawdę widzimy jedynie obraz swojego ograniczenia – odzwierciedlenie nieświadomej rozpaczy. Rozpadający się z chwili na chwilę hologram, który bez końca mutuje tworzony przez przenikające się kolektywne pole zbiorowej nieświadomości – hiperaktywna masowa halucynacja powstająca w „czasie rzeczywistym”. Tym punktem rzutowanym na Matrycę jest złudne poczucie „ja” – pozorny spójny i całościowy zbiór oderwanych od siebie części składowych. Wszystko jest współzależne i nic doprawdy nie istnieje samo w sobie. Dlatego koncepcja „niezależności” jest hiper mitem podtrzymującym to prowadzące do cierpienia poczucie odrębności z którego tak naprawdę rodzi się przemoc podstawowy komponent cierpienia, które jest naszym bazowym odczuciem – pulsującym tłem, które przez całe nasze życie próbujemy zagłuszyć, uciec od niego, przezwyciężyć poprzez ciągły ruch, działanie – nieskończone wytwarzanie antidotów. Cała nasza kultura, cywilizacja jest Próbą Zagłuszenia Bólu. Zapętloną bez końca ucieczką, daremnym trudem. Fundamentalnym doświadczeniem z punktu widzenia Drogi lub Ścieżki jest odkrycie, że już tu byliśmy, znamy to. Wróciliśmy do punktu wyjścia, nasza strategia ucieczki jest farsą. Jesteśmy bezradni skazani na ciągły powrót w to samo pełne cierpienia miejsce. Ta dojmująca, przerażająca świadomość ukrytego przed nami determinizmu jest zarazem pierwszą i fundamentalną Inicjacją – wglądem w prawdziwą kondycję. Przebudzeniem ze snu ucieczki, nadziei, wiary, że gdzieś istnieje dobry bóg ojciec, który nasz przytuli i pocieszy, jakimś cudem wyzwoli od nas samych bez naszego udziału. Naszym stworzycielem jest Ignorancja. Niewiedza. Złudzenie.

Przyjrzyjmy się tak zwanej sytuacji. Mamy miasto. Łódź. Stworzone na skorupie ziemi skupisko o umownych sztucznych granicach tak zwanych administracyjnych. To miasto ma swoją historię, która przenoszona jest poprzez słowo, jednak spójność tej historii jest jedynie czymś uzgodnionym, to rodzaj selektywnego mitu powielanego w kserokopiarce kolektywnej świadomości mieszkańców tego miasta. To jest czysta Abstrakcja. Umowa. Podtrzymywany przez mieszkańców tego miejsca zbiorowy sen, ponieważ wszystko co próbuje wydostać się z „teraz” jest tylko opowieścią, narracją umysłu. Spróbujmy się skupić. Szare skąpane w zimowej mgle wieczornej aury i smogu miasto, rozświetlone milionami sztucznych świateł – latarni, sygnalizacji świetlnej, która jak wiemy ma trzy kolory. Możemy je zobaczyć.

Czerwone światło – Stop.

Zatrzymujesz się. Zakaz jazdy. Trzeba czekać. Konkretna jakość naszej świadomości. Nie! Niechęć. Gniew. Agresja. Nie zgadzasz się. Jesteś przeciwko. Kiedy przychodzi do ciebie impuls – odrzucasz go. To rodzi agresję, niezgodę, przemoc, która może być pasywna i aktywna. Pasywna jest wytłumiona i mieszka wewnątrz ciebie – niszczy cię od środka – podmiot, który nienawidzi i poniża sam siebie – rodzaj neurotycznej autoagresji, która najczęściej jest nieświadoma i zabarwia swoim ostrym posmakiem każde doświadczenie – tworzy konkretną wizję. To umysł paranoi, spiskującego zła, ciągłego zagrożenia, które czai się za każdym rokiem, w każdym zakątku. Jest wszędzie. Stajesz się tykającą bombą, czystą nie rozwodnioną autodestrukcją. Zaminowanym polem. Aktywna agresja – niechęć jest ciągłą permanentną wojną tego świata, nieprzerwanym mordowaniem każdego bożego dnia ktoś kogoś nienawidzi, ktoś z kimś walczy. To umysł zemsty, kary, tak zwanej sprawiedliwości, zadośćuczynienia, odpłatą pięknym za nadobne. Orgią spazmów okrucieństwa, które rodzi złudzenie wszechwładzy, potęgi – zobacz jaki jestem kurwa ważny, jaki zły! Zapach krwi i śmierci jest jak narkotyk. Jesteśmy od tego uzależnieni, od tej adrenaliny mordu. Czcimy morderców, rzeźników, żołnierzy. Robimy o nich filmy, piszemy książki, opowiadamy historie. Medale, honory, daty upamiętniające – Walkę o Wolność. Bój o Demokrację. Rewolucję w imię klasy robotniczej. Wojna o Pokój. Przedpokój Piekła.

Światło Żółte. W sumie to nie wiadomo – jechać nie jechać, zdążę nie zdążę.

To nic innego jak fundamentalna Ignorancja – Bóg tego świata. Bo jak trafisz w sam środek tego światła to nie wiesz w sumie co będzie dalej czy zielone czy czerwone, czy wszystko się ruszy, czy się zatrzyma. Gdzie właściwie jesteś i po co. To takie słońce, które oślepia intensywnością impulsów i w rezultacie powoduje porażające lenistwo. Jesteś żółtodziobem, świnią ryjącą w bagnie. Masz wyjebane. Niech walczą, niech umierają, niech się martwią – to wszystko nie moja sprawa, ja mam swoje życie, swoje problemy. Jebać ich. Jebać ciebie i ciebie i ciebie. Dajcie mi spokój idę spać. Niech się wali niech się pali jak sobie muszę przyrządzić koktajl owocowy, poczytać komiks. Zapadnięty w fotelu martwy w chwili przybycia. Słoneczny patrol bogów o wykoślawionych racicach niezdolnych do żadnego działania. Przejebany i rozmieniony na drobne żywot, nic nie znaczące mignięcie chuj wie czego. Był, żył i nie żyje. Nikt go nie znał, nikt nie pamięta. Ani ciepły ani letni, neutralny jak Szwajcaria bezpieczny udomowiony pluszak. Idealny do zabawy. Mielonka sopocka w galarecie czekająca na upływ przydatności do spożycia. Jak się przyjrzysz uważnie to zrozumiesz, że tutaj w zasadzie nikt do końca właściwie nie wie co tak naprawdę robi.

Zielone. To nadzieja. Ha, ha, ha.

Możesz jechać na pełnej piździe. Ruszyć z kopyta. Żreć, ruchać, konsumować. Tworzyć, wdrażać, optymalizować. Ciągły niezmącony zbędnymi wątpliwościami wzrost gospodarczy, wzwód napęczniał – ego mechanicznego prącia. Permanentna kopulacja w tendencji bez końca progresywnej. Zdobyć najwyższe góry, udomowić najdziksze lasy, zgłębić otchłanie oceanów i kosmosu. Być najdalej, najgłębiej, najszybciej, najmądrzej, najtaniej, najdrożej, najlepiej – ostateczny plan to być kurwa wszystkim wszędzie zawsze. Wyć pełnią wycia, ryć pełnią rycia, toczyć trawiącą ślinę bez ustanku podsycać głód i pożerać faunę, florę i stratosferę. Przetrawić wszelkie wierzenia, rytuały, mistyczne tajniki kabalistów, joginów, dżinów i eksplodować ekstazą jak uranowy ładunek termonuklearny. Szczytować ostatecznie. Wystrzelić spazmem niewyobrażalnej rozkoszy. Być najbogatszy, najpiękniejszy o inteligencji kwantowego komputera. Być bogiem we własnej osobie, tak zupełnie personalnie, bezpośrednio, empirycznie. Z kaprysu skazywać na zagładę całe populacje. Przyrządzać mięso armatnie z dodatkiem gorzkiej czekolady. Wyobraź to sobie w sobie.

To steruje ruchem.

Kogut. Świnia. Wąż.

Czerwone. Żółte. Zielone.

Na dole. Po środku. Na górze.

Trzy światy.

Kto nimi włada.

Włada ludźmi.

Słowo – Dźwięk. Światło – Wizja. Akcja – Ruch. Miasto tysiąca i jednego snu. Kabaret, burleska, przedstawienie. Szare blokowiska, klatki hodowlane dla tak zwanej klasy robotniczej – znakowane bydło do uboju podczas każdej rewolucji, prawnukowie tkaczy i włókniarek pijący tanie piwo, palący śmierdzące papierosy sprowadzeni do roli butwiejącego tła, zamulający przy hipnotycznych plazmach w 4 K za tysiąc dwieście na promocji w Saturnie. Nie ma co tkać, bo teraz mamy tani chiński jedwab, indyjską bawełnę, odzieżowe sieciówki, lumpeksy i zapaść gospodarczą. Nie ma roboty. Fabryki zmieniono w świątynie konsumpcyjnej rozpusty, lub artystyczne spelunki, reszta wygląda jak ropiejące strupy na gnijącej tkance miasta, które się wyludnia traci swoje dzieci, które wyruszają za chlebem i igrzyskami do odległych krain miodem propagandy płynących i mlekiem umierającej ziemskiej matki.

Globalizacja.

Wielka Klinika Aborcyjna.

Produkcja Odpadu.

Martwe płody rozbierane na części zamienne. Coraz więcej ludzi bez roli bez powodu. Żyjących z szarego dnia na szary dzień. Sprowadzonych do Nic nieznaczenia. Imperium Kotleta i Parówy roztoczyło swą woń w całej Galaktyce. Stworzyło swoje wielkie Fabryki Śmierci – notowane na giełdzie ubojnie trzody i bydła na niespotykaną dotąd skalę – nisko wibracyjne generatory zaburzające energię Mocy. Była to era upadku i degeneracji, powszechnego zezwierzęcenia istot ludzkich, które stawały się tym czym się żywią.

Napędzane pożądaniem, kontrolowane strachem coraz mniej poczytalne stado pędzone z koryta do koryta przez betonowe pastwiska uciech minimalnych, dokarmiane modyfikowaną informacyjną paszą „rozrywki”, „wiadomości” i „sportu” zakodowany sygnał hipnozy utrzymujący umysł w stanie pasywnej uległości. To jest prawdziwy warunek poruszający scenografią tego filmu. System powszechnej kontroli mutował pod warstwą pandemicznej powłoki. Stworzono idealnego niewidocznego, wszechobecnego wroga – selektywną broń biologiczną. To był wirus – program. Update Nowego Królestwa – Kurestwa w postaci wprowadzanych w ciało zmodyfikowanych genetycznie mikroorganizmów sterowanych algorytmem sztucznej inteligencji. Przekroczenie Rubikonu – granicy ludzkiego ciała. Wtargnięcie do wnętrza bez pozwolenia. Ostateczna forma przemocy. To jest właśnie Akcja tocząca się w nieruchomej scenografii tego miasta, jak i we wszystkich innych Miastach – Klonach – produktach globalnej maszyny Unifikacji.

Mamy wreszcie bohaterów. Jednostki osaczone zaprogramowanym stadem i strażnikami umysłowego więzienia. Nadajemy im Moc. Ich percepcja jest filtrem, to jest ta warstwa, która nie podlega ograniczeniom scenografii, jest narracją spoza planu, spoza warunku – jest czystym niezafałszowanym umysłem, który w swojej esencji nigdy przez nikogo nie może zostać zniewolony. Można go zaburzyć i przekierować, podsycać permanentne rozproszenie, bez końca wstrząsać by zawsze był zajęty zawartością, impulsami, treścią. To jest stan nasz powszedni. Tym bez ustanku zajmuje się cała maszyneria, to jest produkt opuszczający taśmę produkcyjną. Tkacze Snów – Czarni Magowie. Specjaliści od Rozproszenia. Policja natarczywych myśli. Umysł – małpa bawiąca się w kanalizacji zmysłów. Nigdy nie przekroczysz uwarunkowania kolejnymi warunkami, nie wygrasz walki walcząc – ponieważ zawsze w ten sposób jesteś wciągany do Gry. Musisz przestrzegać nie swoich zasad, uczyć się, dostosowywać, naśladować, być kopią – czymś wtórnym. Być produktem uwarunkowania posłusznym prawidłom sztucznego systemu. To jest przewaga słowa nad obrazem, treści nad formą, ponieważ słowo jest źródłem obrazu. Pierwsza litera jest kluczem. Wielką tajemnicą prapoczątku. Dlatego ta „kultura” jest obrazkowa ponieważ zmysł wzroku najbardziej wpływa na mózg, ma największe ssanie. Przestajesz czytać subtelny poziom, tracisz tę zdolność współtworzenia ponieważ słowo – dźwięk jest zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz i jest matecznikiem, a zamiast tego zaczynasz tylko widzieć i zauważ jedną rzecz nie potrafisz zmieniać tego co widzisz. To produkt karmiący produkt. Bez tele – wizji niemożliwym byłoby stworzenie masowej zaprogramowanej wizji – abstrakcji świata i hiperaktywnej cyfrowej symulacji opartej na wirtualnej rzeczywistości – Atlantydy 2.0. Świat awatarów – hologramów cyfrowych projekcji zmodyfikowana istota post – ludzka żyjąca w zupełnie nowym świecie masowych projekcji – kolektywnego hiperaktywnego snu – Symulacji.

Mamy tak zwany czas. Wymyślony mechanizm standaryzujący określone cykle. Sztuczne kalendarze, które mają zdolność synchronizacji – skupiania energii w kolektywnym polu ludzkiej percepcji. Bez pętli mechanicznego mierzonego stałymi jednostkami czasu nie można panować nad Kolektywnym Polem. Nie możesz Programować. Potrzebujesz jedności czasu, miejsca i akcji by skutecznie załadować Program. Tele – wizja była pierwszą próbą Podłączenia grup ludzkich do Sygnału. Celem zawsze było wpływanie na świadomość – modyfikacja percepcji, zaburzenie naturalnych jakości umysłu. Odwrócenie człowieka od samego siebie, od jedynej prawdziwej drogi ku wyzwoleniu. Zaklinanie jest ciągłym i nieprzerwanym powtarzaniem tego samego. W kółko, bez końca. Wielkie daty, rocznice, upamiętnienia – aktywowanie wszystkiego tego co poruszało jak największą liczbę umysłów, wszystkiego tego co odwołuje się do ich kolektywnej sztucznej tożsamości – odruchu stadnego. Struktura Mózgu. Kolektywny pień biologicznej traumy, gadzi aspekt irracjonalnej opartej na emocjach i odruchach najbardziej pierwotnej najstarszej matrycy. To jest kolejne zabezpieczenie. Zakodowany Lęk – najgłębiej w samej otchłani nieświadomości – na jego bazie powstał religijny dualistyczny system operacyjny Bóg – Diabeł, Dobro – Zło. Wahadło Istnienia. Nie możesz sterować kimś kto nie boi się śmierci i unicestwienia, kto przekroczył ten Punkt Zero. Nie możesz kontrolować świadomości, która odkryła samą siebie i nie jest już uwarunkowana zawartością i impulsami. Kiedy przestajesz się bać śmierci – otwierasz coś co przekracza cały Program, całą strukturę – ponieważ w swojej esencji jest to struktura Ucieczki przed śmiercią, bo czym innym jest obietnica raju i zbawienia. Jest nadzieją, która bazuje na Abstrakcji. Na nigdy nie spełnionej Obietnicy. To jest serce Oszustwa. Najczulszy punkt, miękkie podbrzusze Bestii. Wiara w to, że istniejesz jako skondensowany osobny byt, który rodzi się i umiera, wciąż musi walczyć, zmagać się z tak zwanymi przeciwnościami losu, które nigdy nie mają końca. Nigdy. Tu nie chodzi o tak zwanych ludzi, który władają światem – ponieważ jest to kolejne przekierowanie uwagi na obiekt zewnętrzny, zrzucenie odpowiedzialności za swój stan – ciągła kultywacją roli ofiary, uciekanie od siebie w szukanie winnych, trzeba zobaczyć ile mroku mamy w sobie, ile złej woli, ile okrucieństwa – odkryć negatywizm we własnym wnętrzu, jest to tak zwany rezonans magnetyczny, przyciąganie. Wizja rezonuje z potencjałem – jest odbiciem, odzwierciedleniem. Projektor jest wewnątrz. Pozytywna przemiana własnej świadomości jest prawdziwą Magią, i to jedyny sposób, aby naprawdę zmienić ten świat. Trzeba zacząć od siebie – od tego który jest najbliżej. Jeżeli nie potrafisz pomóc sam sobie, to nie potrafisz pomóc nikomu, twoja szlachetność, troska, „bezinteresowność” jest tylko ego tripem, desperacką próbą zwrócenia na siebie uwagi.

Dlatego to wszystko na tym poziomie trwa w nieskończoność. Nie ma ostatecznego końca świata istnieją tylko Mutacje w inne stany skupienia, w inne formy i wymiary. To co się porusza to skutki naszych działań. Odradzamy się w skutkach naszych działań jako podmiot i całe bezkresne spektrum doświadczenia. Jak podczas snu. Ty jesteś bohaterem i całym powstałym światem. Każda postać jest tobą, aspektem energii, manifestacją świadomości. Dostajesz obiekt a wraz z nim dostajesz jeden z trzech pierwotnych impulsów. Lubisz. Nie lubisz, albo masz wyjebane. Tak. Nie. Nie wiem. To jest subtelne pozaracjonalne zajęcie określonego stanowiska wraz z penetrującą obiekt percepcją – całą maszynerią biologicznej maszyny. Pierwszy i fundamentalny błąd polega na wydrukowanym odczuciu oddzielenia – separacji podmiotu i przedmiotu – wizja staje się obiektem i w tym momencie zaczyna się konkretne szaleństwo. Powstaje nieskończona ilość spekulacji – mentalnej mielonki doprawionej emocjami, powstają całe abstrakcyjne światy i ciągi nakładających się wyobrażeń, skojarzeń, uruchamia się cała zawartość i zalewa wszystko, cały ten akt percepcji nie zostawiając żadnej wolnej przestrzeni. To jest pierwotna wirtualna rzeczywistość w której żyjemy – świadomość. Tworzenie w opowieści ciągłej nie zaburzonej fabuły to jest właśnie fikcja, prowadzenie bohaterów na smyczy do określonych i wymyślonych sytuacji to instrumentalna przemoc. Czas psychiczny jest ciągłą zapadnią, mutacją, dygresją – tak realnie to wygląda, tak funkcjonuje nasz umysł. To nie jest spójna historia od A do Z.

Zatem mamy zapadających się w sobie bohaterów, którzy jak wiadomo są projekcjami narratora, który sam jest uwarunkowanym bytem dryfującym na oceanie świadomości.

Pirat i Prepers idą tą ulicą Piotrkowską w tym mieście Łódź. Są tak zwane Pandemiczne Święta. Na gwiazdkę populacja dostała nową mutację Wirusa Wściekłych Ludzi – WWL. Pod pozorami prawa i sprawiedliwości, globalnego konsensusu w sprawie pandemii, jednakowo sformatowanych doniesień medialnych na całym globie rozsiano prawdziwe Pandemonium Strachu i Ostateczności. Ludzie umierają, tracą biznesy, rozpadają się struktury i rzeczywistość wchodzi w swój irracjonalny wariant. Internet wrze od świeżutkich jeszcze ciepłych teorii spisku, które infekują całą ludzką zdezorientowaną populację. Do gry wkraczają Specjaliści od Nawigacji Zagubieniem i behawioralnej terapii szokowej rozkładają swoje błyszczące instrumentarium, instalują stacje kodujące, prowadzą nieskończone badania nad dynamiką masowego szaleństwa, ponieważ jak wiadomo umysł ludzki w takich ekstremalnych warunkach jest bardzo podatny na Nowe Wdruki. Meta dane gromadzone przez wielkie korporacje informatyczne idą w tryliony podobnie jak długi. Powstaje kolektywny gatunkowy profil psychologiczny wskazujący, że narasta potencjał Globalnego Rozpierdolu na Niespotykaną Skalę. Kończą się ramki wykresów i skale dla rosnących krzywych. Trwają protesty, demonstracje, strajki, bojkoty, rewolucje. Ujawniane są tajne dokumenty o UFO i tym podobne rewelacje jednak nic to nie daje. Ludzie są wkurwieni. Wydymani przez sztywne garnitury i wykrochmalone wybieloną krwią kołnierzyki, które ślą wojsko na ulice i zaczyna się powszechne pałowanie, gazowanie, kotłowanie, izolacje, kwarantanny, areszty. W tym chaosie dobrze radzą sobie co poniektórzy miliarderzy rozmnażając swoje fortuny do niebotycznych rozmiarów, czysta orgia rozpusty z elementami wszelkiej zakamuflowanej przemocy podanej w łatwostrawnej formie korporacyjnej nowomowy. Na szybko w desperacji Królowie Królów i Menadżerowie Menadżerów próbują znaleźć jakieś planety do życia w razie jak by trzeba było spierdalać z kontenerami bezwartościowych skarbów, które mają swoje zastosowanie jedynie tej zerojedynkowej patologii i zaczynają rozumieć – że to wszystko marność. Marność. Ojciec Strach i Matka Pogarda. Słychać trąby i żywi wstają z martwych. Otwierają oczy. Oto „jest świat w którym żyjemy”. Oto „Przebudzenie” z długiego mechanicznego snu.

Jednak…

Prawdziwa rzeczywistość w tym momencie wygląda inaczej. Jest spokojniej i nie widać jakiegoś specjalnego przebudzenia. Nie widać tych umysłowych rewelacji w tak zwanej praktyce. Ludzie chodzą w maskach jak nakazano, czekają na szczepienia jak obiecano, będą świętować narodziny zbawiciela jak przekazano. Mają swoje tradycje, obrządki i obyczaje. Będą do jedzenia martwe karpie i pirogi, będą trzymać się tego wszystkiego z zaciekłą desperacją, ponieważ to jest ich poczucie tożsamości, ich świat to prawo do trwania w niezmienionej formie, odmowa mutacji. I trzeba to rozumieć, trzeba to szanować. Łódź to nie jest Los Angeles. Prepers pali skręta, który zwisa mu niczym żarzący się sopel lodu z kącika ust, ma łapy wciśnięte w kieszenie wojskowej kurtki, oszronioną posiwiałą brodę i co tu dużo mówić – czuje się dobrze. Lubi tą świąteczną aurę, choć się do tego nie przyznaje udając sam przed sobą anarchistycznego rebelianta, wojownika – Czarnego Don Kichota w urojonej zdezaktualizowanej walce klas. To dobry chłopak. Trochę pozer, ale dobry byk. Pełen zakamuflowanej czułości dla świata.

Każda narzucona wizja cię warunkuje i Prepers nieświadomie był ofiarą tego „narzucenia”, miał w sobie dużo lęku i gniewu – stworzył w swojej głowie symboliczno – spiskową mapę rzeczywistości – jednak to nie on był kartografem, była nim Sieć. Zbiorowa Ignorancja. Wielkie Zwierciadło. Prawdą było to, że Czarni Magowie byli moderatorami sugerowanej treści. To był subtelny i metodyczny Podszept. Człowieka można zmanipulować bazując na jego słabościach, na dumie, na ambicji, na chęci bycia wyjątkowym, na próżności, na lęku, na desperacji. Mózgogłowie nie odróżnia obrazu wirtualnego od rzeczywistego, prawdziwej myśli od fałszywej, ono żeruje na abstrakcji, na mentalnych projekcjach, bo czymże w istocie jest tak zwany „obraz świata” – to czyste wymyślone wyobrażenie. Fikcja, którą umysł wciąż przywołuje i podtrzymuje przy życiu. Dramat polega na tym, że ta umysłowa fikcja infekuje nasze działania i to co mówimy i dochodzi do „projekcji” zaczynamy projektować tą fikcję na rzeczywistość. Tworzyć zupełnie absurdalny Opis, tym samym w pewnym niezauważalnym momencie postrzegamy już tylko interpretację, tą narzuconą treść dodatkową, która jest „zapalnikiem” odpalającym wirtualną nakładkę na faktyczny stan rzeczy. Obecnie żyjemy w czymś takim. Tak jak prawilna opowieść powinna mieć jedność czasu, akcji i miejsca, tak człowiek rzeczywisty ma jedność ciała, energii i umysłu. Jest obecny. Jest przytomny. Jest Przebudzony z mentalnego snu, z autorytarnej władzy umysłowych projekcji. Takiego człowieka nie sposób zmanipulować, nie możesz uczynić z niego niewolnika.

Abstrakcja przejęła kontrolę nad rzeczywistością. Jest to mechanizm samo spełniającej się przepowiedni, ponieważ to abstrakcja – projekcja tworzy impuls do działania, dyktuje warunki gry i tym samym zaczynamy wcielać w życie swoje złudzenia, ponieważ działamy pod ich wpływem. Kiedy jesteś zainfekowany agresywną paranoją, która bazuje na przerażeniu, strachu, lęku, obawie wówczas cała rzeczywistość „jest przeciw tobie”. Staje się ciężka i lepka, duszna i przytłaczająca. Masz coraz mniej przestrzeni, coraz mniej dystansu. Wszystko co widzisz „jest po coś”, nic nie jest przypadkowe, jeden wielki plan zniewolenia – trwający od mitycznych niepamiętnych czasów realizowany przez anonimowych absolutnych władców, którzy zawsze są ukryci za fasadą ludzi z pierwszych stron gazet. Jesteś zdominowany, usidlony przez Mózgogłowie zanurzony w jego Grze, w jego wiecznej walce, jesteś żywicielem pasożyta Abstrakcji. Sokiem do wyciśnięcia. Mięsem do zjedzenia. Polem do zaorania.

Prepers zawsze szykował się na najgorsze i pisał najczarniejsze scenariusze. Idąc tą ulicą nie widział ludzi – widział niewolników, nie widział budynków – widział więzienie. Dla niego to była Wojna. Walka. Rebelia. Był wojownikiem. Wytrenowany w kravmadze, napakowany anarchistyczną propagandą utopijnych marzeń o mitycznej wolności, życiu bez ograniczeń czekającym gdzieś tam w „przyszłości, kiedy już wygramy” i nie będzie już panów i niewolników, pozbawieni tych narzuconych systemów ekonomicznych, religijnych, moralnych etc, w końcu, w końcu odkryjemy raj na ziemi. Nowy anarchistyczny Eden pełen koncertów, wystaw sztuki, konferencji o klasykach ruchu, będzie społeczne dobro wspólne i każda jednostka będzie wolna niczym dzika świnia pozbawiona zagrody. To był jego abstrakcyjny ładunek dodatni – pozytywny plan na wymyśloną przyszłość. Jego ładunkiem ujemnym była niewolnicza przeszłość gatunkowa, walka w grupy, zbiory, kolektywy. Ciągła permanentna udręka klas pracujących, niewolniczy konglomerat bazujący na dominium Władzy, ciągła bezustanna walka o wyzwolenie przez długie mroczne dekady, stulecia, milenia. Stworzyli nas Obcy. Genetycznie nas ulepili jak figurki z gliny i tchnęli w nas Program Wiecznego Niewolnika, wzbogacony syndrom sztokholmski zapisany w gadzin pniu mózgu i nawigujący z głębokiej otchłani nieświadomości. Przyjmujemy za „rzeczywistość” to co nam pasuje – rysujemy grubą czarnobiałą kreską w swojej głowie postmodernistyczny komiks pełen fikcyjnych jednowymiarowych „super bohaterów” ulepionych z „dobra” i „zła” – wszystko jest tym skażone, to wbudowana w każdy szczegół zaraza. Potencjał Symulacji.

Ulubioną miejscówką Prepersa jest Pomnik Czynu Rewolucyjnego w łódzkim parku na Zdrowiu. To tam medytuje od czasu do czasu nad swoją Walką jarając kiepy skręcone z amerykańskiego tytoniu „Spirit” z domieszką białej szałwii. Chodzi o stworzenie Anarchistycznego Syndykatu – Kolektywu Wyzwolenia Spod Wszelkiej Władzy. Jego logo to Czarny Kogut wkurwiony i bezkompromisowy – uliczna dywersja i artystyczna prowokacja. Akcja jak najbardziej bezpośrednia. Jebnięcie Transcendentu. Stan twórczego dryfowania w wolnej autonomicznej przestrzeni. To miejsce – Pomnik tak naprawdę jest mogiłą poległych w walce o wolność rewolucjonistów i Prepers z powodu tego, że był Mutantem miał z niektórymi duchowy kontakt, byli jego szamańskimi przodkami. Tytoń jest rośliną komunikacji, która pozwala na wysyłanie modlitw, na pozazmysłowy kontakt z tymi, którzy są w innym wymiarze w innej gęstości, odmiennym stanie skupienia. Dla współczesnego logicznego zrobotyzowanego umysłu to wszystko są bzdury, baju – baju – Harry Potter na haju. Wszystko zostało sprowadzone do roli użytkowej. Instrumentalne Zdeprawowanie Pierwotnej Funkcji i Znaczenia. Metodyczne niszczenie prawdziwej wiedzy sięgającej korzeniami do prapoczątków ludzkości do czasów kiedy istota ludzka była potężnym Magiem kierującym się Kosmicznym Prawem.

Tak wrzał parter, tłum.

Królowie siedzieli spokojnie.


Władysław St. Reymont, Ziemia obiecana

To miasto było produktem dymiącej epoki przemysłowej, dzieckiem roponośnej macicy Matki Ziemi, której wyskrobano już prawie wszystkie płody. Ludzki świat – klinika aborcyjna wytwarzająca chwilowe „szczęście” tak zwanego dobrobytu. Tu nigdy nie było klasy urojonej arystokracji, rodów błękitno-krwistych, królów, wielkich wodzów – to zawsze rządzili badylarze i tak zwany sektor spekulacyjno – bankowy, tu rządził szkarłatny bożek Mamon. Od kredytu do kredytu, od pożyczkobiorcy do właściciela niewolników. Łódź była stolicą upierdolonej po pachy klasy niewolniczo – robotniczej, których potomkowie dogorywali w post apokaliptycznej scenografii przytłoczeni realiami czwartej rewolucji przemysłowej, która z przemysłem nie miała już nic wspólnego. Była czystą fikcją. Mętnymi wodami – ściekiem spływającym z wielkiej Fabryki Bezsensu, fekaliami postmodernistycznego małpiego umysłu tak zwanych głupio – mądrych: specjalistów od Programowania – Adamy i Ewy z Raju Krzemowego wyhodowane przez cybernetycznego Jehowę zasadowy odczyn pokolenia z informatycznej próbówki. Czas Zamulania. Śmierć człowieka pracy i narodziny narcystycznych hodowli domowych zwierzątek przybitych do ekranu komputera jak do krzyża. Tutaj biedota mieszka w Centrum w rozpadających się kamienicach byłych właścicieli ich dziadków i babć, którzy chodzili w drapokach po kocich łbach spływających rynsztokami – wypocinami na wielkiej siłowni epoki stali i początków społeczeństwa masowego – ludzi bez korzeni – ludzi maszyn. Teraz mamy post ludzi, którzy się aplikują co w łódzkim slangu znaczy być błaznem, hipsteriadą – produktem softu. Człowiekiem bez właściwości w pełni zaprogramowanym przez specjalistów od Formatowania pod dyktando masowych trendów wygenerowanych zakodowanych algorytmów biernej uległości w wyniku zatrucia pokarmowego nadmiarem bezsensownej jałowej treści – odpadu. Korpo – krypto: krypto waluty korporacyjnego Babilonu wdrażane w masowy obieg świadomości. Kredyt zaufania społecznego – strategiczna gra w chińczyka. Nowy Nienowy Ład. Nowy Stary Porządek – ta sama śpiewka w nowej tonacji. Alikwoty Głupoty. Wielka zaprogramowana improwizacja. Cyber Dziady. Modyfikowany kurczak w panierce w sosie słodko kwaśnym – glutaminian sodu wstrzyknięty w korę mózgową niczym Ubik.

I oto przewijamy fabularną taśmę wyobraźni i już za sprawą pisarskiej władzy absolutnej jesteśmy w sklepie na ulicy Rewolucji 1905 roku. Ciężka w rzeczy samej jest to ulica wybrukowana ofiarami ludzkiej zachłanności w walce o godność istoty ludzkiej. To tutaj w tym mieście dymiącym niegdyś mordami fabrycznych kominów napędzanych zachłannością i bezlitosnym wyzyskiem narodziła się pewna radykalna legenda, o której niegdyś słyszał cały świat, a teraz nikt już nie pamięta, bowiem tak zwane karty historii wypełniają najczęściej postacie wyolbrzymione na wpół mityczne z tak zwanych sfer. Nikt nie pamięta tych, którzy tak naprawdę tworzą ten świat codziennym mozołem, konsekwencją, ciężką harówą, tych którzy nie mają czasu na prezentacje, na PR – owe drapanie się po dupie. Mówimy tutaj o robotnikach – krwi tego miasta, która płynęła w jego industrialnych żyłach i pompowała te fortuny, tworzyła tych „magnatów bawełnianych” ten cały „splendor” ziemi obiecanej, tych wszystkich wielkich chamów pozbawionych krzty współczucia udających dobrotliwych dystyngowanych wujków, którzy pod tymi maskami skrywali swoją prawdziwą prymitywną twarz upudrowaną w tych wszystkich muzeach, kronikach na kartach śmiechu wartej historii – mitologii. Koniec końców byli tutaj ostatecznie i definitywnie ruchający i ruchani, bo żyjemy na planecie gwałtu, jebania kotka za pomocą pneumatycznego mechanicznego młotka i kiedy już będą mieli w pełni automatyczne samowystarczalne parki maszynowe ubiją nas jak bydło uśpione i znieczulone rozrywkową karmą tak zwanych nowych mediów – śmiechu wartych profili w wyimaginowanym królestwie. Ci o których tutaj mowa nazywali siebie Rewolucyjnymi Mścicielami i to ich figury ożywiają wewnętrzny „ołtarz” Prepersa. To dla nich płonie gromnica w jego świątyni i tlą się kadzidła i mirry z kory cynamonowca.

Gdyż to właśnie ludzie ciała, ludzie energii mają wystarczająco pary by coś zmienić, być żywą Księgą Przemian, a nie martwicą intelektualnych spekulacji pełnych nudnych jak flaki z olejem przypisów do wszelkich manifestów, podsumowań i założeń programowych. Różnica pomiędzy myślą i działaniem leży w zaangażowaniu realnej energii naszego ciała, które w przeciwieństwie do Mózgogłowia ma w sobie delikatność i ogromną mądrość, która jest żywą inteligencją nie zbiorem uprzedzeń i przekonań. Ciało jest zawsze tu i teraz niczym kotwica.

Wspomniany już niejednokrotnie Absurd tego świata polega na tym, że każdy z nas patrzy na „niego” ze „swojej” perspektywy z poziomu „swojej” sytuacji, „swojego” doświadczenia i „swojego” wyobrażenia uważając tym samym, że „świat tak wygląda” jak jemu się po prostu wydaje. W Gastropolis każdy karmi swoje iluzje. I tutaj powstaje nieustający konflikt interesów oraz niekończące się próby narzucenia innym swojej wizji. Być święcie przekonanym to ulec hipnozie podmiotu i przedmiotu, być na usługach i we władaniu Mózgogłowia. Przez ten krótki moment fizycznego życia, zanurzeni w biologicznej maszynie, zaprogramowani przez siebie nawzajem, podporządkowani dominującej w danym czasie i miejscu Wizji – Wyobrażeniu szukamy po omacku chwilowego i krótkotrwałego szczęścia – momentu w którym niezliczona ilość okoliczności utworzy sprzyjającą nam konfigurację i kiedy się to jakimś cudem wydarzy z całych sił próbujemy za wszelką cenę i koszt utrzymać to „szczęście”. Każdą wojnę można sprowadzić albo do próby zdobycia „szczęścia”, albo do walki o utrzymanie „szczęścia”.

Pirat zrozumiał to. Do cna swoich trzewi poczuł, że to „szczęście” produkuje „nieszczęście” z samej swojej umownej i nierzeczywistej natury, ponieważ koniec końców to nasz stosunek do „szczęścia” i „nieszczęścia” jest tutaj kluczowy, wówczas nie podlegasz terrorowi egzystencji, opuszczasz pole jałowej walki, która w rzeczywistości służy temu byś bez końca był wyczerpany wysiłkiem ciągłym i nieustającym. W tym ponurym śmierdzącym spalinami i nie strawioną wódą sklepie z alkoholem czuć było kondycję świata w jakim przyszło mu żyć. To była pozbawiona nadziei desperacja – gęsta i przytłaczająca. Surowe gnijące mięso. Butelkowany spiryt – us. Duch w klatce uwarunkowań produkowany masowo w destylarni złudzeń, rozcieńczony, pozbawiony życiodajnej i wyzwalającej mocy. Demon upadły w wymiar ciągłej imprezy, której ostatecznym celem jest utrata świadomości. Kiedy wlewasz to w siebie cały ten rynsztok najbardziej prymitywnych odruchów – ruchania, ćpania, mordowania, znęcania, gwałcenia, plądrowania odpalasz wymiar Piekła. Cała ta maszyneria zmierza dokładnie do tego punktu produkując nieskończoną ilość pozbawiającego nas świadomości „towaru” podsycając żądze, ambicje i egoizm. Jeżeli uważnie przyjrzycie się temu światu bez kolorowych filtrów tak zwanej popkultury, czy słodko lepkiego „duchowego” pierdolenia – ujrzycie to bardzo, bardzo wyraźnie. Zobaczycie prawdziwą cenę „szczęścia”, które tutaj sprzedają.

Twarz kobiety za ladą mówiła więcej o tym wszystkim niż książki Emila Ciorana. W swojej czystej istocie była piękna, lśniąca, lekka i potrafiła się cudownie śmiać – jednak zanurzono ją w tym bagnistym roztworze, odebrano przestrzeń i możliwości skazano na nieustającą walkę o tak zwany byt. Jej twarz była obliczem ludzkiego cierpienia, tego od czego cała ta polukrowana modami, trendami i nowinkami upojona kultem młodości i seksu tak zwana kultura współczesna z taką desperacją próbowała uciec. Jej oczy były szare i pozbawione blasku. Były matowe i wytarte jak karoseria zużytego samochodu, który już niebawem trafi na wysypisko pełne wraków. Dogasała, niczym przepalona żarówka migocząc resztkami sił. Pirat wiedział, że ona niedługo umrze. Trzeba nam uświadomić sobie w jakim punkcie jesteśmy skoro życie ludzkie sprowadza się do bycia sprzedawcą przyczyn nieskończonego cierpienia, jak głęboko zagubionym i nieszczęśliwym człowiekiem trzeba być, by tego nie widzieć, albo mieć na to wyjebane. Najgorsza w tym wszystkim jest obojętność, stan, że przestaje ci na czymkolwiek zależeć, po prostu Dryfujesz w Samym Gęstym pozbawiony jakiekolwiek kierunku, nie masz żadnego kompasu, żadnego celu. W tym miejscu żyła niezliczona ilość takich ludzi, była ich zdecydowana i przytłaczająca większość – snujących się apatycznych i zrezygnowanych.Wszystkiego dobrego z okazji Narodzin Zbawiciela – powiedział Pirat, patrząc jej głęboko w oczy dotykając spracowanej, roztrzęsionego dłoni. Drgnęła. Przez bardzo krótką chwilę coś przeszło przez nią jakiś rodzaj Ładunku, coś czego nigdy wcześniej nie doświadczyła. Coś nie z tego świata. Ciepłe łzy płynęły po jej twarzy i czuła w całym ciele fale wzruszenia w jej umyśle pojawiły się obezwładniające obrazy wypełnione Blaskiem, przez bardzo krótką chwilę znów była czystym dzieckiem pełnym ufności. Płakała jak nigdy wcześniej i było w tym coś wyzwalającego, w ułamku sekundy wszystko wchodziło i wychodziło, była otwartą pozbawioną granic przestrzenią – czymś wolnym z samej swojej natury. W tej jednej chwili wszystko się Uwolniło.

-Trzy butelki spirytusu poproszę – powiedział cichym spokojnym głosem Pirat, kiedy już duch sprzedawczyni wrócił do starej zasiedzianej skorupy okablowanej doświadczeniami obecnego bolesnego żywota – jednak w pewien sposób, którego Mózgogłowie nie jest w stanie nawet musnąć dotykiem swojego lepkiego intelektualnego macania pozorów – zmartwychwstała po trzech nieskończenie długich dniach nieskończonej ilości żywotów w nieskończonej ilości płaszczyzn. TO się obudziło i pomimo faktu, że już za kilka dni odejdzie z tego łódzkiego padołu łez i wysprejowanych kibolskich napisów na ścianach, opuszczając tą zdezelowaną nadmiarem cierpienia cielesną skorupę, będzie miała szansę rozpoznać w sobie coś co przekracza zarówno boga jak i diabła, zbawienie i potępienie. Wolnym krokiem w zamyśleniu podeszła do półki pełnej tej płynnej zakapslowanej zapieczętowanej banderolami anty – nirwany, lub świata z teledysku „Smells Like Teen Spirit”.

Hallo, hallo, hallo.

I kiedy sięgała po drugą butelkę alkoholu, do tego przybytku otumaniania wszedł dość niedbale pewien zakapturzony młody człowiek wyhodowany na miksturze tak zwanego ulicznego rapu i dość brutalnych realiów zapomnianego przez Boga miasta i podchodząc do lady z kieszeni wyciągnął nóż i złowrogo i dość donośnie wybełkotał:

-Dawaj szmalec szmato! Cały chodził, był widać mocno podniecony i zestresowany, bowiem napad na sklep to nie jest jak to mówią kaszka z mlekiem, to poważna sprawa na granicy dość szczodrego wyroku pozbawienia wolności i wpierdolu przy przesłuchaniu spuszczonego przez wściekłego skacowanego psa i dość pewne przypięcie jeszcze czegoś ekstra może posiadanie, albo jakaś nierozwiązana dziesiona. Stanowił taką alternatywną świąteczną wersję zagubionego wędrowca, który pomylił kochaj bliźniego z dojeb mu bez litości.

Prepers tak sobie stał z boku i patrzył. Sprzedawczyni znieruchomiała w osłupieniu i jej układ nerwowy wchodził w stan tak zwanego szoku, czyli chwilowego paraliżu i narastającego roztrzęsienia, który zwiastował atak dość gwałtownej paniki, która w takiej sytuacji kończy się najczęściej bardzo dramatycznie. Dlatego Prepers zmuszony był zareagować.

-Ej ty kolego ze źle złożonych klocków lego! Robisz coś złego, nie widzisz tego? Jak nie przestaniesz szybki wpierdol dostaniesz!

W tym momencie nastąpiło umysłowe zwarcie w mózgowej konsoli naszego mało ambitnego bandyty, który rozdziawił paszczę i patrzył przez mgłę złożoną z taniego alkoholu i równie taniego speeda wciągniętego dosłownie siedem minut wcześniej z rękawa kurtki zimowej zakupionej za 25 zeta w lumpeksie na ulicy Zielonej, która nie jest co prawda zbyt zielona, ale jest blisko do łódzkiej filharmonii.

– Co kurwa?! Wypierdalaj szpanerze! – i machał przed nosem Prepersa tym swoim nożem, ale widać było, że chłopakowi koordynacja zawodzi i dostał dość mocne uderzenie w krtań krawędzią dłoni i szybki strzał z łokcia po tak zwanym łuku w skroń. To była dwa przytłumione następujące szybko po sobie dobrze skoordynowane ciosy, bez krwi jednak z natychmiastowym ściągnięciem z planszy. Chłopak upadł i zaczął się dusić i charczeć – to jest przedsmak dość bolesnego procesu umierania, a jego dotychczasowe życie prowadziło go dokładnie do czegoś równie okropnego. Mówi się umrzyj zanim umrzesz i tak oto za sprawą dwóch ruchów Prepersa nasz ulicznik – nożownik miał oto szansę sprawdzić co to znaczy w praktyce. Brak tlenu i desperacja biologicznego ciała by przeżyć to nie jest najszczęśliwsza kombinacja, to zdecydowanie doświadczenie graniczne i uszyte dokładnie na karmiczny wymiar młodocianego kibola – gangstera, który dobre 10 minut powracał do stanu powiedzmy normalnej świadomości.

Zobaczył nad sobą twarz pochylonego Prepersa, który trzymał nad jego głową jakieś plastikowe opakowanie i patrzył zimnym beznamiętnym wzrokiem, który nawet jak dla niego był przerażający i pomału docierało do niego co się właśnie stało, a stało się dużo więcej niż mógłby zrozumieć. Prepers miał w ręku jego nóż a na jego ostrzu jakąś szarą substancję o dziwnym nieznanym zapachu.

-Jadłeś bracie kiedyś wegański smalec? Spróbuj! – i Prepers włożył do rozdziawionych ust naszego niedoszłego rabusia ów smalec, który przyrządził własnoręcznie nie dalej jak wczoraj. I to było dobre! Ponieważ w tym tak zwanym smalcu był komponent hakujący – wibracja słów – kluczy, słów – wytrychów. Kiedy TO masz możesz to przekazywać na nieskończoną ilość sposobów.

-Powiem ci jak to się robi! Zatem fasola Jaś powiedzmy 400 gr musisz namoczyć na noc koniecznie w zimnej wodzie, później ją ugotować bez soli z kminkiem i wodorostami wakame, bo jest łatwiej strawne. Przemielić to w maszynce do mięsa na gładką szarą masę. Poszatkować dwie cebule i jedno duże dorodne jabłko, które akurat w tym konkretnym smalcu jest mój drogi z samego Raju i właśnie poznałeś różnicę między dobrem i złem, między drogą do góry i drogą na dół. Jest to smalec – inicjacja, który otwiera przed tobą zupełnie nowy potencjał i tylko od ciebie zależy czy będziesz w stanie to ujrzeć i podjąć wyzwanie! Później podsmażamy cebulkę na tak zwane złoto i doprawiamy majerankiem i dodajemy jabłuszko i smażymy krótką chwilę jednak nie za długo, bo będzie lipa. Do fasoli dodajemy musztardę i sos sojowy, odrobinę soku z cytryny, szczyptę kurkumy i wrzucamy zawartość patelni czyli cebulkę z jabłuszkiem w majeranku i co ważne należy dobrze sprawę wymieszać. Szkoda, że w tym sklepie nie ma bułek albo chleba, a sama wóda, piwo, wino, szlugi, prezerwatywy i coca cola, nie ma nawet ogórków kiszonych, a one są idealne jak pewnie wiesz do smalcu. Bo widzisz to co przed chwilą doświadczyłeś jest standardem podczas tak zwanego rytualnego uboju zwierząt – jak wiszą z łbem do dołu i „święty” człowiek podrzyna im gardło żeby się wykrwawiły i jest to jedna z bardziej okrutnych praktyk jakie można czynić wobec istot czujących, których ciało i odczucia nie różnią się od twojego ciała i twoich odczuć. Zwierzęta nie napadają na biedne kobiety w sklepach monopolowych, nie chodzą porobione jakąś chujową wódą i tanimi dragami. Nie są tak neurotyczne i bezlitosne. Jak ty ziomeczku. Jeżeli ty człowieku jesteś szczytem ewolucji to doszło tutaj do jakieś spektakularnej spierdoliny, coś nie pykło. Dlatego daje ci teraz szansę. Możesz przyjść pierwszego dnia Nowego Roku twojego życia na Plac Wolności i mamy z kolegą Piratem, który tutaj jest ze mną dla ciebie robotę po Jasnej Stronie Mocy. To jest twój wybór.

Twój Wybór.

-Jakie jest twoje imię? – zapytał Pirat.

– Nikodem, ale wołają na mnie Ultras – szeptem wydusił z siebie wiadomo kto, którego życie odmieniło się w ostatnie siedemnaście minut, jednak jeszcze tego nie wiedział, jeszcze nie dowierzał, jeszcze udawał przed sobą pewnego siebie twardziela, jednak tak naprawdę był przerażonym dzieckiem w mechanicznej rzeźni warunków.

-Dziękujemy Pani bardzo i życzymy Świetlistej Drogi w Stanie Pomiędzy.

Pani Krystyna, bo tak miała na imię pomogła Nikodemowi zwanemu Ultrasem wstać i chwiejnym, niepewnym krokiem wyszedł w zupełnym szoku w gardziel szczekającego ulicznym hałasem, kakofonią urwanych rozmów, niedopowiedzianych historii miasta, które wydało go na świat jako osierocone z godności szczenię wykarmione strachem i walką. Pierwszy raz w życiu poczuł, że nie ma w nim tego pulsującego lęku. Nie czuł go nawet wtedy kiedy przejeżdżała rozwścieczona suka na sygnale, tak jakby cała ta przeszłość przestała go prześladować. Usiadł na schodach rozpadającej się kamienicy i spojrzał na wyłaniającą się Gwiazdę Północną i zaczął płakać. To nie były łzy smutku, rozpaczy, bólu czy frustracji. To były łzy Zrozumienia. Osocze Serca.

Narodziny Zbawiciela.

Zmartwychwstanie.

W innym sklepie kupili jeszcze drewno i naturalną pozbawioną chemii podpałkę. Ulice się wyludniły. Pozostali tylko bezdomni, których nikt nigdy nie zapraszał na to czekające puste krzesło. Pirat i Prepers choć mieli gdzie mieszkać byli również bezdomni w tym okrutnym, zmechanizowanym świecie, nie mogli znaleźć w tej nietrwałej konstrukcji prawdziwego domu. Wszystko było prowizoryczne skazane na ciągle przepoczwarzanie, uległe sile ciążenia nieprzeliczonych zmiennych, grawitacji warunków, sile odśrodkowych ludzkich tendencji. Byli chropowaci, ciężkostrawni – niedostosowani do standardów, które były tu tworzone, by wszystko ostatecznie było łatwiejsze i głupsze jednocześnie. Lenistwo na tym skończyliśmy ostatnią opowieść o przygodach naszych ziomków pod innymi kostiumami w mieście smażonego w głębokiej fryturze Snu. Fisz nad chips.

Byli prawdziwymi lampiarzami, którym nikt nigdy nie stawia pomnika. Nieśli w sobie prawdziwy płomień, zapowiedź zmiany, coś z rzeczy samej nieuniknionego, kiedy przekroczysz moment krytyczny w swojej świadomości – TO się otworzy. Krwią nie zmyjesz krwi. W tą szczególną noc czuli, że Mistrz jest w nich ciągle żywy, jest w swojej istocie komponentem przebudzonej świadomości. Czymś co jest w Tobie. Róża przyszła od strony ulicy Wschodniej, co było w pewnym sensie oczywiste. Nic nie mówiła. Stali w milczeniu patrząc na ten średnio udany siedemnastometrowy pomnik i patrzyli na zegarki stojąc w trzech różnych miejscach przy stosach drewna ułożonych w małe paleniska, tworząc punkty trójkąta równobocznego. Jeszcze chwila. Oblali stosy spirytusem, a Róża rozlała go wokół pomnika tworząc wzór Serca. Była dokładnie 00:00. Ogień zapłonął czystym światłem Ducha. Serce w piramidzie.

Tak to się zaczęło.

PIRACKIE OPOWIEŚCI

BOŻE NARODZENIE

Galeria

PIRACKA SOCZEWICOWA

SKŁAD:

WŁOSZCZYZNA

ZIEMNIAKI 

CEBULA 

SOCZEWICA

LIŚCIE CURRY 

PASSATA POMIDOROWA 

OLEJ, PIEPRZ, SÓL, SOS SOJOWY 

SOCZEWICA 

Smak: Słodki (Gan). Smak słodki w TCM ma funkcję tonizowania (wzmacniania) i harmonizowania.

Natura (Temperatura): Neutralna lub Lekko Chłodna (Ping / Wei Liang) Neutralna natura sprawia, że jest dobrze tolerowana przez większość osób i nie wprowadza nadmiernego ciepła ani chłodu.

Narządy: Śledziona/Żołądek, Serce. Śledziona i Żołądek to centrum trawienia i wchłaniania (tworzenia Qi i Krwi).

Główne Działanie Terapeutyczne: Soczewica jest głównie stosowana jako łagodny tonik i środek usuwający nadmiar wilgoci i toksyn.

Wzmacnianie Śledziony i Qi: Jako słodki, pożywny pokarm, tonizuje Qi Śledziony i Żołądka, co poprawia trawienie i wchłanianie. Jest to kluczowe dla wytwarzania Qi i Krwi (Xue), które odżywiają całe ciało. Jest często zalecana osobom z osłabionym trawieniem, zmęczeniem i niedoborem Qi (energia życiowa).

Usuwanie Wilgoci i Obrzęków: Pomaga eliminować Wilgoć (Shi) z organizmu, która może prowadzić do uczucia ciężkości, ociężałości kończyn, obrzęków i luźnych stolców. Z tego powodu jest czasem stosowana w dietach wspomagających leczenie biegunki lub obrzęków spowodowanych nadmiarem Wilgoci.

Odprowadzanie Toksyn: Uważa się, że soczewica, zwłaszcza zielona, ma łagodne właściwości detoksykujące. Pomaga w usuwaniu nagromadzonych toksyn (Re Du) z ciała, zwłaszcza z dolnego ogrzewacza.

Wzmacnianie Serca (Zieleń/Czerwień): Niektóre źródła przypisują zielonej i czerwonej soczewicy delikatne wsparcie dla Qi Serca i Krwi Serca, co może pomagać w łagodzeniu łagodnego niepokoju i poprawie jakości snu (wspierając Shen).

Soczewica w Kontekście Barw: W TCM kolor pożywienia często wskazuje na jego zastosowanie do konkretnych narządów: Zielona Soczewica: Ma związek z Wątrobą/Wiatrem, ale w tym przypadku jest głównie używana do detoksu i ruchu Qi. Czerwona Soczewica: Ma silniejsze powiązania z Sercem/Ogniem (elementy Czerwieni), stąd jej potencjalna rola w odżywianiu Krwi Serca i uspokajaniu Ducha (Shen).

W Tradycyjnej Medycynie Chińskiej (TCM) soczewica jest głównie związana z Przemianą Wody (Słony Smak), wspierając Nerki, regulując wodę, ale także tonizuje Qi i wzmacnia Żołądek i Śledzionę, zwłaszcza w kierunku oczyszczania wilgoci i łagodzenia upałów, z nutą działania ochładzającego, szczególnie czerwona soczewica (ogień). 

Główne powiązania:

Nerki (Woda): Soczewica, jako strączek, wspiera Nerki, odpowiedzialne za esencję (Jing) i witalność.

Żołądek i Śledziona (Ziemia): Pomaga w trawieniu i usuwaniu wilgoci, wzmacniając te organy.

Serce (Ogień): Wspomniane w kontekście łagodzenia letnich upałów i usuwania wilgoci.

Smak Słony: Strączki (w tym soczewica) są zaliczane do elementów Wody (słony smak). 

PRODUKTY, KTÓRE WZMACNIAJĄ SYSTEM NEREK

Ryby: ryby wędzone, ostrygi, langusta, łosoś, krewetki, tuńczyk

Mięso: dziczyzna: sarnina, gołąb, dzik

Warzywa: soczewica

Zboża: owies, proso, pszenica, czarna soja

Orzechy i nasiona: orzechy włoskie, czarny sezam

PIRACKA KUCHNIA

PIRACKA SOCZEWICOWA

Galeria

KORZENIE ŻYCIA

Współczesne choroby cywilizacyjne jak nowotwory, niezliczone zaburzenia na tle nerwowym i wszechobecne nałogi oraz niewiarygodne rozproszenie umysłu poprzez nadmiar bodźców oraz ciągłe stymulowanie wrodzonej nam pożądliwości są w istocie prowokacjami wynikającymi z zaburzenia równowagi energetycznej, bowiem według starożytnej wiedzy różnych tradycji wymiar fizyczny, który zazwyczaj postrzegamy nie jest jedynym wymiarem istnienia, a nasze ograniczenia wynikają z ułomności i zubożenia naszych naturalnych potencjałów i poprzez swoje neurotyczne i egoistyczne zapędy niszczymy ten naturalny balans energetyczny i koniec końców stajemy się ofiarami własnej ignorancji, gniewu i pożądania.

Nerki są korzeniem i podstawą całego organizmu. Dostarczają nam energię i ciepło. Są źródłem i podstawą jakości Yin i Yang co oznacza, że ich kondycja w głównej mierze o tym jak się czujemy zarówno na poziomie fizycznym jak i psychicznym, bowiem od ciała zależy energia, a od energii zależy stan naszego umysłu. Te trzy podstawowe elementy w jakich się przejawiamy czyli ciało, energia i umysł są od siebie współzależne i tylko pozornie możemy je oddzielić. Symbolicznie tą trójcę określa Niebo (tien) jako pustka, przestrzeń – umysł, Ziemia (dee) jako stałość, cielesność, materia, oraz Człowiek (ren) jak przejawienie dynamicznego elementu energii. Kultura skrajnie materialistyczna utyka na poziomie ciała, jest ociężała i brak jej przestrzeni nieba i dynamiki energii, nasze cielesne zafiksowanie i perwersyjne wręcz gloryfikowanie cielesności jest rodzajem w najlżejszym wydaniu – zaburzenia, a obecnie przyjmuje formę choroby – patologii. Cywilizacyjna seksualizacja i wynaturzenie ciała, kult zaspokajania zmysłowego w formie obrazkowej pornografii zarówno tej cielesnej jak i żywieniowej, totalna nadpodaż wytworów pop kultury, uzależnienie od technologii i przebodźcowanie wszechobecnym szumem informacyjnym oraz bazującymi na strachu i lęku sterownikami wbudowanymi w całą maszynerię nowoczesnych mediów tworzy całą filozofię „chwilowości”, która manifestuje się poprzez religię współczesnego humanizmu jako specyficznego kultu „człowieczeństwa” – istoty niezależnej i oderwanej od całej współzależnej sieci życia. Nasze wybicie się na skrajnie egotyczną indywidualizację względem naturalnej i odwiecznej współzależności wszystkich zjawisk i procesów to jedynie akt intelektualnej wiary,, rodzaj urojenia, a ceną jest wzrastające z dnia na dzień wszechobecne cierpienie zarówno wewnętrzne jak i zewnętrzne, gdyż brak szacunku do Natury niszczy fundament, który podtrzymuje naszą póki co fizyczną egzystencję.

Filozofia daremności to termin ukuty przez profesora marketingu Uniwersytetu Columbia, Paula Nystroma, opisujący stan psychiczny wywołany monotonią nowej ery przemysłowej . Nystrom zauważył, że naturalnym skutkiem tego stanu jest poszukiwanie satysfakcji w rzeczach błahych, takich jak modne ubrania i dobra. Nystrom (1938) wysunął teorię, że tę ludzką skłonność we współczesnym świecie można manipulować, aby wywołać błędne koło niezadowolenia i pragnienia nowych dóbr konsumpcyjnych, prowadząc w ten sposób do wzrostu sprzedaży modnych dóbr i usług.

Nasza Esencja jest Potencjałem, który z jednej strony dziedziczymy w kodzie genetycznym po naszych przodkach (przedurodzeniowa) jak i budujemy ją lub odżywiamy poprzez pokarm i oddychanie. To co dostajemy od naszych rodziców determinuje nasz proces wzrostu, dojrzewania płciowego, płodność, konstytucję ciała, siłę i witalność. Niedobory Esencji prowadzą do niedorozwoju fizycznego i umysłowego. To Esencja niejako kontroluje fazy naszego życia jak narodziny, dojrzewanie, wiek dojrzały, okres pokwitania, śmierć. Proces starzenia postępujący w cyklach siedmioletnich u kobiet i ośmioletnich u mężczyzn to bezpośredni wynik ubywania / zużywania Esencji. To Esencja decyduje o długości naszego życia, bowiem jest to zasób nieodnawialny, a poprzez pokarm i pozyskiwanie składników odżywczych możemy jedynie dbać o jakość wrodzonej Esencji zatem jej stan warunkuje funkcjonowanie naszych nerek czyli w przypadku obfitości duży potencjał seksualny, witalność, wigor i mocną wolę oraz determinację, natomiast przy osłabieniu to słabe nerki, spadek witaliści, niepłodność, brak wigoru, depresyjność i wycofanie.

W naszym organizmie tym korzeniem są właśnie nerki, bo to one przechowują i dysponują całym energetycznym potencjałem jaki mamy w formie pierwotnego Yin i pierwotnego Yang. Przechowują naszą życiodajną Esencję, która odpowiada za wzrost, rozwój, zdolności rozrodcze, tworzą szpik kostny, odżywiają mózg i pozyskują energię życiową Qi, odpowiadają za dolne kończyny, są bezpośrednio powiązane z uszami i zmysłem słuchu, a o ich kondycji świadczą nasze włosy. To tutaj „mieści się” nasza silna wola, wytrzymałość fizyczna jak i potencjał umysłowy.

Nasze nerki pełnią też fundamentalną funkcję wytwarzania szpiku, który jest substancją budującą kości, szpik kostny, mózg i kręgosłup. Wpływ na mózg objawia się w naszych możliwościach koncentracji, pamięci, umiejętności i inteligencji. O stanie nerek świadczą nasze zęby i kości. Ponieważ nerki należą do przemiany wody odpowiadają również za transformację i transport Płynów ciała regulując ich przepływ w tak zwanym dolnym ogrzewaczu, który odpowiada za nasze funkcje wydalania czego fundamentalną rolą jest oddzielanie nieczystych Płynów wewnętrznych oraz dostarczanie energii Qi do pęcherzyka moczowego, aby wspomóc proces transformacji i rozdzielania płynów.

Drugim źródłem pozyskiwania Qi z zewnątrz obok pożywienia jest proces oddychania i pobierania tej życiodajnej energii z powietrza. I tutaj warto sobie uświadomić w jak trudnej sytuacji jesteśmy żyjąc w tak zwanym zindustrializowanym nowoczesnym świecie, a szczególnie w megamiastach, które pełne smogu i zanieczyszczeń stały się miejscami o ogromnych deficytach energetycznych, a powietrze w tych miastach jest bardzo ubogie w Qi. Współczesne choroby cywilizacyjne jak nowotwory, niezliczone zaburzenia na tle nerwowym i wszechobecne nałogi oraz niewiarygodne rozproszenie umysłu poprzez nadmiar bodźców oraz ciągłe stymulowanie wrodzonej nam pożądliwości są w istocie prowokacjami wynikającymi z zaburzenia równowagi energetycznej, bowiem według starożytnej wiedzy różnych tradycji wymiar fizyczny, który zazwyczaj postrzegamy nie jest jedynym wymiarem istnienia, a nasze ograniczenia wynikają z ułomności i zubożenia naszych naturalnych potencjałów i poprzez swoje neurotyczne i egoistyczne zapędy niszczymy ten naturalny balans energetyczny i koniec końców stajemy się ofiarami własnej ignorancji, gniewu i pożądania. Nasz egotyczny niespokojny umysł funkcjonuje w urojeniu oddzielenia od nieskończonego w swoim zróżnicowaniu wymiaru wszech życia, które jest połączone i współzależne o czym doskonale pisze Echart Tolle w swojej doskonałej książce „Potęga Teraźniejszości.” A wyjątkowy nauczyciel rdzennej tybetańskiej tradycji Bon ujmuje to w taki sposób:

Tenzin Wangyal Rinpoche

Tak niewiele rozumiemy jeżeli chodzi o funkcjonowanie naszego ciała, bowiem współczesna nauka stała się tak wysoce wyspecjalizowana i odległa od naszego codziennego doświadczenia, że zrozumiałą jest potrzeba tworzenia map orientacyjnych w postaci bardziej obrazowych systemów tzw. wiedzy alternatywnej, która często ma wciąż wiele do zaoferowania, a jej prawdziwa moc polega objęciu całości tego kim jesteśmy w bardziej spójny holistyczny model taki jak Tradycyjna Medycyna Chińska, Ajurweda, Starożytna Medycyna Tybetańska, Makrobiotyka ponieważ w sposób naturalny potrzebujemy posiadać rodzaj rozeznania w tym kim jesteśmy jako biologiczne istoty. Myślę, że wspomniane systemy i nowoczesna medycyna powinny wchodzić w dialog i współpracę, bowiem to właśnie starożytne systemy wiedzy stworzyły nowoczesną naukę. Jest to owoc ciągłości ludzkiego doświadczenia i wiedzy. Niepoliczalnej linii mędrców, naukowców, uzdrowicieli i lekarzy, których głębokie współczucie i mądrość kierowało do kolejnych odkryć i doświadczeń i wciąż wierzę, że siłą która ukryta jest za całym tak zwanym „przemysłem służby zdrowia” jest właśnie służba, którą rozumieją i której są oddani ci właśnie ludzie, którzy są prawdziwymi lekarzami – tymi którzy mają autentyczne współczucie i czystą motywację. Nasza zachodnia nauka jest potężnym narzędziem, które możemy użyć by pomóc światu w jakim żyjemy, gdyż jego ciężka i śmiertelna choroba dotyka nas wszystkich. Zmiana klimatu ziemi to przerażająca diagnoza i nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć skutków. Mniejsza z tym czy jest to proces naturalny jak twierdzą niektórzy, czy jest wynikiem działalności człowieka. Ta Zmiana jest faktem. To się dzieje. Ten zewnętrzny brak równowagi odzwierciedla nasze wewnętrzne zagubienie.

Podobnie jak nerki są dla nas Źródłem życia, w ten sam sposób Ziemia jest ugruntowaniem i żywicielką dla naszego ciała i uzdrawianie naszej relacji z planetą jest najważniejszą Przemianą w jakiej możemy świadomie uczestniczyć, bowiem pierwszy krok to praca nas sobą, powrócenie do naturalnej harmonii do potęgi spokoju i ciszy do tych jakości, które są już w nas, wówczas możliwe staje się dzielenie i wsparcie względem kolektywnej świadomości, pracy na rzecz Życia. Prawdziwej Służby Zdrowia.

PIRACKA KUCHNIA

KORZENIE ŻYCIA

Galeria

Jeżeli nie wszystkie drogi prowadzą do absurdu, to jedna niema może takiej udeptanej, któraby nie prowadziła tam, jeżeli wiedzie po niej ktoś dziwaczny. Ktoś, kto tam, gdzie go nie potrzeba, jest, – w chwilach zmęczenia rękę nam podaje, – gdy go szukamy, w nas samych się chowa i wzrokiem naszym badawczym kieruje, – idzie przed nami niepostrzeżony i ciemnym światłem drogę nam oświeca, – dziwny przewodnik, wróg, przyjaciel? 

Jacek Dukaj, Lód  

DZWON ŚWIĘTEJ TRÓJCY

Chłopak uciekał. Ostatkiem sił dobiegł do cokołu pomnika Kościuszki. Ledwo mógł złapać oddech, z ust ściekała mu krew. Miał w głowie absolutny mętlik i paraliżował go strach nad którym kompletnie nie panował. Miał na sobie poszarpany podkoszulek z napisem „Nirvana”, niebieskie bojówki i tylko jeden but. Drugi leżał w bramie na Wschodniej, gdzie poczuł to pierwsze nagłe uderzenie. Przez krótką chwilę było zupełnie ciemno i nastała tępa cisza jakby jakaś bezwzględna i wszechmocna siła wyłączyła wszystkie bezpieczniki życia i rzuciła nim o beton jak szmacianą lalką. Kiedy minął pierwszy szok usłyszał kilka różniących się od siebie męskich głosów i uświadomił sobie, że jeden z nich najgłośniejszy i zarazem najbardziej przerażający jest dziwnie znajomy. Gdzieś już słyszał ten specyficzny świst, który przywodził na myśl charczenie jakiegoś zwierzęcia. Jednak bał się odwrócić i wiedział, że musi coś zrobić i to natychmiast, bo inaczej będzie bardzo źle. Próbował wstać, ale jeden z napastników złapał go za lewą stopę i zaczął ciągnąć w tył. Wtedy obudziło się w nim coś czego nigdy wcześniej nie doświadczył, coś co nagle wpompowało w jego drobne ciało niewiarygodną ilość energii, jakby Bóg zrobił mu zastrzyk z adrenaliny. Wyrwał się unosząc się na rękach i z całych sił odepchnął agresora, który stracił równowagę i runął na ziemię, a kiedy był już na nogach odwracając się zobaczył w jego ręce swojego buta. Jednak nie było czasu tym bardziej, że otrzymał otrzeźwiający cios w twarz.

Teraz widział, że jest ich trzech. Najgorszy rodzaj żuli. Biegli za nim dobre dziesięć minut. Po co? Nie miał przy sobie niczego, co byłoby warte takiego wysiłku. Coś się tutaj nie zgadzało. Przecież zwykła żulerka nie ma w sobie takiej siły i takiej determinacji, a oni wyglądają jakby nic ich to nie obeszło, co wywołuje w nim zimne stalowe dreszcze. Nie potrafi rozróżnić ich twarzy jakby były zlane z tłem, jakby brakowało im czegoś ludzkiego. Kim są ci ludzie i czego o niego chcą – pytał sam siebie z dość zresztą mizernym skutkiem łapczywie łapiąc każdy oddech. Wiedział, że nie odpuszczą. Przez Plac Wolności z hukiem przetaczał się stary samochód jak zardzewiały powolny zwierz. Niebo stało się purpurowe, a powietrze gęste i duszące. Kościół Trójcy Świętej wybijał kolejną godzinę, jednak robił to zbyt długo i zbyt wolno, żeby można było uznać to za normalne. To nie było normalne.

Wtedy coś do niego dotarło.

Wokół nie było nikogo. Tylko Tych Trzech i On. Szli ociężale w jego stronę. Mieli w sobie coś z owadów, tak jakby byli częścią roju, albo kolonią śmiercionośnych bakterii. Mieli na sobie długie drelichowe płaszcze, a zamiast rąk wijące się węże. Byli coraz bliżej.

Wtedy zobaczył ten neon. Serce bijące jasnym ciepłym światłem. Machający z oddali do niego człowiek. Ruszył przebiegając przez opustoszałą ulicę ku wejściu i z hukiem zatrzasnął za sobą drzwi. Nagle poczuł się dobrze, jakby wrucił do domu, do miejsca swojego urodzenia, do tego zapachu podsmażanej cebuli i curry wmięszanego z dymem tybetańskiego kadzidła. Do stolika przy którym zazwyczaj siedział i pisał popijając earl grey z cytryną i patrzył przez szybę na ukochane poranione miasto, które snuło swoje mroczne i zarazem cudowne opowieści. Do ludzi, których kochał całym swoim sercem, bo nikogo nie udawali i zawsze przecież mógł na nich liczyć kiedy działo się coś złego.

– Pirat! Obudź się! – Ojciec Tobiasz patrzył na niego tymi swoimi piwnymi oczyma z politowaniem podając mu swój kultowy makowiec z karmelową polewą. I zrozumiał, że to był tylko sen. Zły sen. Tak wołali na niego Pirat. Mieszkał w Łodzi. Musiał przysnąć podczas wewnętrznej degustacji, którą urządzili podczas remontu knajpy. Będzie nowe menu. Za oknem wszystko było we względnym przecież porządku. Byli ludzie, jeździły samochody, a dzwon Świętej Trójcy wybijał siedemnastą. Nastała jesień, świat wciąż się kręcił i nie zamierzał przestać. Makowiec był pyszny. To będzie hit.

Ojciec Tobiasz poklepał się po obfitym brzuszysku.

To miejsce było ich miejscem. Stworzyli je mocą swojej wyobraźni, myśli, słów i działań. Zrobili to dla siebie i dla nas wszystkich, byśmy mogli tam pójść i przynieść ze sobą to kim jesteśmy, podzielić się naszym własnym życiem z innymi. Nie bać się. Czuć, że na tym coraz bardziej szalonym świecie wciąż są prawdziwi ludzie, którzy tak jak my szukają dobra i znajdują je w sobie i w tobie kimkolwiek jesteś i gdziekolwiek żyjesz. Zawsze możesz tu przyjść, napić się czarnej z cytryną, zjeść ten awangardowy makowiec, który specjalnie dla ciebie zrobił Ojciec Tobiasz nasz samorodny gnostyczny mistyk, który wbrew temu żarłocznemu hałasowi wciąż znajduje tak dużo ciszy i ma ją dla ciebie, która jest delikatna i szczera jak połyskujący na niebie księżyc, który rozświetla drogę, kiedy prawie nic już nie widać, kiedy wydaje się, że jesteś samotny i zgubiony, żyjący na wysypisku rozmontowanych uczuć i marzeń. Wszyscy szukamy dobrej i bezpiecznej przystani gdzie możemy po prostu być i zostać na jakiś czas. Poprosić o duchowy azyl i zebrać siły przed kolejną nierówną walką. Kiedy go spotkasz najprawdopodobniej nie rozpoznasz tego o czym tu mówimy, zobaczysz rozbrajającą zwyczajność, starego i życzliwego człowieka, który przyniesie do twojego stolika kawałek „pospolitego” ciasta. Na pierwszy rzut oka nic specjalnego, żaden gastro popis z tych modnych europejskich stolic w których ludzie przestają być ludźmi zmieniając się w coś czego nie sposób już pojąć i za czym nadążyć. Jednak kiedy go spróbujesz i z tej perspektywy spojrzysz ponownie na Ojca Tobiasza poczujesz To w jednej chwili.

Szukamy tych wyjątkowych rzeczy daleko od siebie gdzieś za siedmioma górami i siedmioma rzekami, jednak prawda jest taka, że najczęściej są bardzo blisko nas – w człowieku mijanym na ulicy, w uśmiechu dziecka, w czystym i szczerym odruchu serca „przypadkowo” spotkanej osoby, która być może wcale nie jest kimś obcym, a jedynie naszym dobrym przyjacielem, którego nie rozpoznaliśmy. Życie potrafi być zaskakujące i nawet wtedy, kiedy już tracisz nadzieję rozkładając z rezygnacją ręce gotowy się poddać i ponieść ostateczną porażkę niespodziewanie dostajesz od losu coś dobrego.

PIRACKIE OPOWIEŚCI

DZWON ŚWIĘTEJ TRÓJCY

Galeria

Po nocnym śnie,
O wilgotnym świcie,
W chłodnym brzasku,
Twarze
Znużone pragnieniami,
Opustoszałe z marzeń.

Carl Sandburg, Wiersze chicagowskie
z angielskiego przełożył Jacek Dehnel

CZARNY PIĄTUNIO

Zazwyczaj w piątki cywilizowany świat schodzi do poziomu komórkowego. Mało ozdobiony pantofelek zagubiony przez królewnę na balu – gdzie jest wszystko na „p” i znacznie więcej. Urodzinowy tort dla pana prezydenta. Barbie miała leczenie kanałowe zębów mądrości. Nie wyszło. Pocałunek żaby – ofiary śmiertelne. Mówią o toksynach z puszczy, od tubylców – jednak tuż przed nimi niczym przysłowiowa belka rozpościera się Wielkie Toksyczne Królestwo.

Napędzająca tą globalną techno imprezę Czarna Maź nieubłaganie wyczerpuje swoje zasoby, zatem w akcie rosnącej desperacji wyciskamy gąbkę do ścierania tablicy giełdowych wyników firm z branży paliwowej. Tak wysychające źródełko współczesnych wojen o mityczną demokrację, o spektakularne prawa człowieka, o wolność naszą, którą zgaszą wraz ze światłem w salonie Białego Domu.

Będziemy dziękczynić ubijając tony zmutowanych indyków. Będziemy dziękczynić układając scrabble z zakupowych paragonów. I ty dostaniesz swoją świeżą mięsną full organic paczkę. Dontłory. Będziemy czynić zaklęcia by dało się jeszcze coś wyssać, wydłubać – cokolwiek. Choć przez iluzoryczną chwilę odwiedzić Raj przy siódmej alei wygenerowany w nano bananie. Jednak piksele znów odsłonią prawdę. Niestety. Dodawanie czczej nadziei do nadziei nie czyni sumy dodatniej. Jak wiemy bilans jest ujemny.

Ujemny.

Jak do tego doszło – zapytamy po raz kolejny. Jednak bardziej wydajna wyszukiwarka pokrzepiających haseł wypluje wyniki – a wśród nich dwa Piątki:

„Czarny piątek (ang. Black Friday) – piątek po Dniu Dziękczynienia w Stanach Zjednoczonych, najczęściej określany początkiem sezonu zakupów przed Bożym Narodzeniem. Wiele punktów sprzedaży czynnych jest w dodatkowych godzinach, niekiedy nawet całą dobę, oferując jednodniowe okazje i zniżki. W Stanach Zjednoczonych jest to często najbardziej dochodowy dzień dla sprzedawców; w ten dzień od wielu lat zakupów dokonuje ponad 100 milionów Amerykanów.”

„Black Friday („Czarny Piątek”) – jeden z najtragiczniejszych pożarów buszów, który kiedykolwiek nawiedził Australię. Pożar miał miejsce 13 stycznia 1939 w stanie Wiktoria. W wyniku pożaru zginęło 71 osób, kilka miast zostało doszczętnie spalonych, ponad 1300 domów uległo zniszczeniu, a łącznie 3700 budynków zostało spalonych. Prawie 20000 km² (2 miliony hektarów) ziemi zostało spalone – trzy czwarte stanu Wiktorii zostało dotknięte pośrednio lub bezpośrednio tą klęską.”

Zwrot symbol: gaz pieprzowy. Tam gdzieś w odległej Ameryce nieopodal rzeki Missouri jest wojna o bardzo symboliczną budowę jakby inaczej rurociągu, ropociągu, łupkowego oparociągu. Monstrum jest w ciągu ssie jak nigdy dotąd. Wojny, rewolucje, przemysł rozrywkowy – wszyscy chcą swojej działki. Zrolowana jednodolarówka ma w tym wypadku długość blisko tysiąc dwieście mil i nazwano ją Dakota Acces Pipeline (DAPL) i można według szacunków wciągnąć 470 tysięcy baryłek towaru dziennie. Wilk z Wall Street będzie zadowolony. Nie zabraknie prądu dla Groka. Uczą Maszynę seksu grupowego. Gangu bangu. Już niebawem będziesz w szoku. Osobliwość. Łał.

Komiksowi Indianie na koniach w zderzeniu z policją i prywatnymi najemnikami ubranymi w kombinezony strzało odporne z napisem „Śmierć wrogom ojczyzny”, Dziczyzna się broni, a kowboje strzelają obcasami. Jakie święte rzeki?! W post cybernetycznym świecie wartości łupkowych walimy dzikich jak zawsze pieprzem, strumieniem pod ciśnieniem gęstego moczu mocodawców. Nie widzieliście kurwa Avatara?! Wstrzelmy tutaj prasowego rasowego newsa:

„Sklepy Walmart stają się tego dnia terenem największych walk. Do poważnych wypadków doszło tam jeszcze w 2008 i 2009 roku. Kobieta, która chciała kupić mocno przeceniony sprzęt elektroniczny, popryskała gazem pieprzowym innych klientów czekających w kolejce. Do kolejnego tragicznego wypadku doszło po wyważeniu drzwi sklepu Walmart w 2008 roku. Jeden z tymczasowych pracowników sieci został wtedy zadeptany na śmierć. Obrażeń doznało też 11 kolejnych pracowników sklepu, w tym ciężarna kobieta.”

Wall Smart Street. Torebki, radia, gofrownice – ja jebe – jak mówi znany video vloger. Ja jebe. Powtórzmy to zdanie wyraźniej:

„Jeden z tymczasowych pracowników sieci został wtedy zadeptany na śmierć.”

Tymczasowy. Zadeptany. Na śmierć.

Promocja! Obniżka! Lekka obniżka wartości. Gaz pieprzowy.

Przyzwyczajamy się do deptania. Deptanie jest modne. Modne na morzu, w powietrzu i na lądzie. Wielki globalny dywan dziergany na bliskim wschodzie na wzór cnót wczesnego judaizmu. Wojny osiągnęły poziom abstrakcyjny. Jak granice państw i umowy międzynarodowe, jak debaty w telewizorach. Wróćmy jednak na imprezę. Właśnie DJ gra ósmego seta. Osiem miliardów dwieście w świecie hybrydowym. Trochę jeszcze tu, ale bardziej tam gdzie świeci iskrzy bez końca. Lekkie uniesienie jak w kapsule promu kosmicznego. Ta ta chwila przed upadkiem. Zazwyczaj relatywnie trwa krótko. Jednak możemy to wydłużyć biorąc dragi i odpalając meta komputery kwantowe zasilane z orbity. Wydłużymy Święto Wyprzedaży. Przeciągniemy wstęp do motywu przewodniego dając czas na napierdalanie Indian i dzieci w krajach Mahometa.

Indyka wypycha się od dupy strony.

Winogronem i oliwkami. Ananasem.

90 minut i gotowe.

„Istota problemu leży w porażce amerykańskiego modelu gospodarczego i politycznego, który nieuchronnie prowadzi do wojny, ludobójstwa i wewnętrznej wojny domowej (na razie tylko pełzającej, ale która już po raz pierwszy zmaterializowała się na Kapitolu pod koniec prezydentury Donalda Trumpa). Gospodarka amerykańska powinna była już dawno ogłosić upadłość, gdyby zasady obowiązujące inne kraje miały zastosowanie również do niej. Pod koniec kwietnia 2024 r. całkowity dług publiczny – znany jako Total Treasury Securities Outstanding, czyli suma różnych obligacji i rządowych papierów dłużnych – wynosił 34 617 mld dolarów. Dwanaście miesięcy wcześniej kwota ta wynosiła 31 458 mld dolarów. W ciągu jednego roku dług publiczny wzrósł o 3160 mld dolarów, co stanowi kwotę niemal równą długowi publicznemu Niemiec, czwartej co do wielkości potęgi gospodarczej świata. Jego wykładniczy wzrost jest obecnie całkowicie niekontrolowany, a co sto dni wzrasta o jeden bilion. Obecnie osiągamy już jeden bilion co sześćdziesiąt dni.”

DLACZEGO WOJNA? >>

„Cykl strategiczny działający poprzez „globalny stan wyjątkowy” został zapewniony przez arbitralne i jednostronne decyzje polityczne podjęte przez administrację amerykańską, których celem jest narzucenie serii „przejęć” (przywłaszczeń, wywłaszczeń, grabieży1) cudzego bogactwa – bezpośrednio wyłudzonego, bez mediacji, eksploatacji przemysłowej czy drapieżnictwa realizowanego poprzez zadłużenie i finansjalizację.”

FASZYSTOWSKI KAPITALIZM >>

QUICK FIX >>

PIRACKIE OPOWIEŚCI

CZARNY PIĄTUNIO

Galeria

PIRACKI BIGOS 

SKŁAD:

CEBULA 2 SZT 

KAPUSTA KISZONA 1 KG 

KAPUSTA BIAŁA 500 GR 

GRZYBY SUSZONE SOLIDNA GARŚĆ 

PIECZARKI 10 SZT 

TOFU WĘDZONE ALBO GYROS ROŚLINNY 1 OP 

ALBO KOTLET SOJOWY 1 OP 

ŚLIWKI WĘDZONE GARŚĆ 

ORZECHY WŁOSKIE GARŚĆ 

LIŚĆ LAUROWY 3 SZT 

ZIELE ANGIELSKIE 5 SZT 

KULKI JAŁOWCA 5 SZT 

PRZECIER POMIDOROWY MAŁY SŁOIK 200 GR 

PRZYPRAWY:

CYNAMON 

IMBIR 

JAK LUBIMY TO CHILI 

ROZMARYN 

TYMIANEK 

SOS SOJOWY 

SÓL PIEPRZ 

WYKON:

GRZYBY ZALEWAMY WRZĄTKIEM I ODSTAWIAMY 

SIEKAMY: CEBULĘ W PIÓRA, KAPUSTĘ, PIECZARKI W PLASTRY 

DO GARA:

Z: OLEJ 

M: CEBULA

Z: PIECZARKI, GRZYBY 

Z: KAPUSTA, CYNAMON 

M: OSTRE PRZYPRAWY 

W: TOFU / GYROS / KOTLET, SÓL 

D: KISZONA KAPUSTA 

GOTUJEMY DŁUGO DO MIĘKKOŚCI PODLEWAMY WYWAREM 

D: DODAJEMY PRZECIER 

O: SZCZYPTĘ KURKUMY 

Z: POSIEKANE SUSZONE ŚLIWKI 

M: DOPRAWIAMY PIEPRZEM 

W: I SOSEM SOJOWYM 

INFO:

KAPUSTA: Odmiany zielona i czerwona: natura termiczna lekko ogrzewająca; smak słodki i cierpki; działanie powlekające; nawilża jelita; wpływa korzystnie na żołądek; poprawia trawienie; w wielu kulturach stosowana jest do upiększania skóry. Jest również wykorzystywana do leczenia zaparć, przeziębienia, kokluszu (kapuśniak lub herbata z kapusty), odmrożeń (mycie naparem z kapusty o temperaturze ciała), depresji psychicznej i rozdrażnienia; pomaga oczyścić układ pokarmowy z zarobaczenia (dla lepszych rezultatów w pozbywaniu się pasożytów do kapusty dodaj czosnek). 

Zawiera witaminę U, która jest lekarstwem na wrzody. W przypadku zarówno wrzodów żołądka, jak i dwunastnicy wypijaj po 1/2 filiżanki świeżego soku z kapusty dwa lub trzy razy dziennie, między posiłkami. Pij przez dwa tygodnie, nawet jeżeli symptomy ustąpią wcześniej. Jeśli smak soku z kapusty będzie zbyt cierpki, dolej soku z selera naciowego.

Kapusta zawdzięcza wiele ze swoich właściwości leczniczych dużej zawartości siarki (siarka ogrzewa, niszczy pasożyty i oczyszcza krew).

Spożywana i jednocześnie stosowana jako okład, kapusta leczy wypryski skórne, owrzodzenia nóg, żylaki, artretyzm i skaleczenia. Regularne spożywanie kapusty pomaga w pokonaniu stanu chronicznie marznących stóp. By zrobić okład, utrzyj kapustę, wymieszaj z wodą i przyłóż na dotkniętą chorobą część ciała, zabezpieczając gazą. Inny sposób to zmiażdżenie liści i bezpośrednie umieszczenie ich na skórze. Ta właśnie metoda zewnętrznego stosowania została wykorzystana przez nauczycielkę jogi ze Szwajcarii, która podczas jazdy na nartach uległa wypadkowi, poważnie raniąc sobie nogi. W rany wdała się gangrena i lekarze zalecili amputację. Ona zamiast tego stosowała nieprzerwanie okłady z kapusty i codziennie jadła duże ilości surowej kapusty. Rany szybko się zaleczyły.

Kapusta zawiera jod i jest bogatym źródłem witaminy C (zawiera więcej tej witaminy niż pomarańcze); jej zewnętrzne liście posiadają duże stężenie witaminy E i przynajmniej o 30% więcej wapnia niż liście wewnętrzne. Kapusta w formie surowej i kiszonej doskonale oczyszcza i odnawia przewód pokarmowy, poprawia florę jelitową i leczy trudne przypadki zaparć (zob. przepis na kapustę kiszoną).

W porównaniu z okrągłą główką kapusty, podłużna kapusta chińska (Napa) nie jest ostra, nie ma też ogrzewającej natury; jest natomiast ochładzająca i ma słodki smak. Jest też przydatna przy różnego rodzaju zapaleniach, wydalaniu żółtego śluzu i wszystkich innych dolegliwościach związanych z objawami gorąca. Nawilża jelita i leczy zaparcia. Kapusta chińska zawiera zaledwie 20% siarki obecnej w kapuście o okrągłych główkach. Badania wykazują, że niektóre warzywa kapustne (kapusta, brokuły i brukselka) hamują rozwój nowotworu w jelicie grubym.

Ostrzeżenie: Kapusta chińska powinna być spożywana w umiarkowanych ilościach w przypadku nudności oraz przez osoby permanentnie osłabione (niedobór Qi).

Paul Pitchford. „Odżywianie dla zdrowia”. 

MĄDROŚĆ:

PIRACKA KUCHNIA

PIRACKI BIGOS 

Galeria