PIRACKIE OPOWIEŚCI

ISTOTA CZUJĄCA

Permanentna wszechświatowa wojna informacyjna. Trwa non stop i będzie trwać, bowiem informacja stała się ropą XXI wieku. Technologiczny wyścig zbrojeń zadecyduje, kto zasiądzie na stalowym tronie, obejmie okrutne dowodzenie w tej zimnej i wyrachowanej wojnie o wszystko. Świat można opisać metaforycznie na podstawie tytułów prasowych. „Czterolatek leżał martwy w skrzynce z zabawkami”, „Wzrasta liczba ofiar wybuchu w spalarni odpadów”, „Szokująca pomyłka. Strażacy pomylili spalone ciało z manekinem”, „Mężczyzna w Libanie obudził się w trumnie na własnym pogrzebie”.

W przeszłości wiele rządów i tyranów chciało to zrobić, ale nikt nie rozumiał wystarczająco dobrze biologii i nikt nie miał wystarczającej mocy obliczeniowej i danych, by włamać się do milionów ludzi. Ani Gestapo, ani KGB nie mogły tego zrobić. Ale wkrótce przynajmniej niektóre korporacje i rządy będą mogły systematycznie hakować wszystkich ludzi. My, ludzie, powinniśmy przyzwyczaić się do tego, że nie jesteśmy już tajemniczymi duszami – jesteśmy teraz zwierzętami, które można zhakować. Tacy jesteśmy.

Yuval Harari

Budzimy się na własnym pogrzebie. Nie dowierzamy i jesteśmy w szoku. Ktoś kto wierzy, że po tym co się teraz dzieje, będzie tak jak było przed tym – jest kompletnie zamroczony. To co się teraz dzieje to nieodwracalne przekroczenie linii, próba zawładnięcia całą grą, dominacja narracji, pożar w spalarni odpadów. Teraz, kiedy to wszystko się dzieje przed naszymi własnymi oczyma, w naszym domu, pracy, szkole, wszędzie chcemy ukryć się w skrzynce z zabawkami. Z uporem małego dziecka wrócić do bajek, do pluszowych niedźwiadków, piesków, kotków. Jednak zamiast tego dostaniemy gaz na ulicach i narastający chaos, bowiem tylko taki stan rzeczy może zrodzić Nowy Cybernetyczny Świat.

Teraz jesteśmy w fazie edycji, przedefiniowania wszystkiego, tworzenia całej potrzebnej Aparatury, przeprowadzki do chmury, zamieszkania w wypożyczalni, uśmiechu idioty. Wszystko to co było przed tym jest tylko nie znającym sprzeciwu zaproszeniem, przepustką do koszmaru. Nowy Ład. Wielki Reset. Nowa Normalność. Jednak liczymy na to na co nie można już liczyć, bowiem z każdą kolejną falą tego absurdu będziemy mieli coraz mniej wyboru, coraz mniej możliwości. Wszystko stanie się coraz bardziej oczywiste i wyraźne jak postać monstrum wyłaniająca się z mroku zrodzona z naszej własnej ignorancji i konsekwencji kurwicy natręctw, która zainfekowała nasze umysły dialektyką oświecenia, optyką psychopatycznych władców istnienia. Trzeba przeformatować liczby, ciąć linie wykresu, trzeba to zrobić w najbardziej brutalny i radykalny sposób, zagłuszyć sumienie, zrelatywizować całą zaprogramowaną moralność, by nie stała na przeszkodzie. Odsunąć wątpliwości i wcisnąć czerwony przycisk, który wdroży ten cały plan, uruchomi nowy system operacyjny opracowany przez nieludzki geniusz samouczących się algorytmów.

Od początku ta cała historia w której uczestniczymy śmierdzi, a każde kolejne działanie tylko potwierdza ten smród, ponieważ nie możesz tego łatwo wyperfumować propagandą na taką skalę, ponieważ dopiero jesteś w trakcie pozycjonowania tych „nowych wartości” w wyszukiwarce umysłu, pracujesz nad wynikami wyświetleń. Nie jesteś w stanie kontrolować narracji, choć masz przecież władzę cyfrowego boga, bo zawsze znajdzie się jakiś, kto jest blisko ciebie i nie zamordował z zimną krwią uległości swojego własnego sumienia. Dlatego mówi informując jednocześnie publicznie, że nie ma w planach samobójstwa. Mamy teraz do czynienia z taką nową rzeczywistością, gdzie spisek toczy się wprost przed nami, na żywca. To sadystyczne Imperium Kotleta i Parówy wypuszcza swoje wściekłe psy na parlamentarne sale, do telewizyjnych strażnic jedynie słusznego porządku, wreszcie na ulice z gazem i armatami. Zaczyna się prawdziwa wojna hybrydowa, coś o czym tylko słyszałeś.

W tej kwestii nie ma już złudzeń, świat przed tym wszystkim został wymazany gumką zapaści, teraz zaczynamy żyć w nowym standardzie, który ciągle mutuje, wszystko się odsłania, widać kto jest kim i komu służy. To naprawdę staje się jasne. Każdy może ujrzeć program, który został mu wgrany, swój strach, lęk, oportunizm, wreszcie być może swoją odwagę i zaufanie do własnej intuicji czegoś czego nie można zaprogramować, co można jedynie zagłuszyć hipnozą. Mamy w tej chwili największą podaż towaru, który się nazywa „ucieczka przed rzeczywistością” i jest za darmo na wyciągniecie ręki, bo za wszystko inne trzeba będzie zapłacić twardą walutą karmy. Tym towarem wyłożone są prawie wszystkie półki korporacyjnych sklepów social mediów, gdzie iluzję dostajemy gratis w zamian za szczegółowy opis naszego własnego życia, które sprzedajemy za krótkie strzały dopaminy do Mózgogłowia. Handlujemy świętością życia, czymś co powinno być intymne, czyste i wolne przerabiając to na łatwostrawny pokarm karmiący te cyfrowe pasożyty, które wiedzą i rozumieją coraz więcej i więcej. Kolonizują nasze umysły i serca, wgryzają się głęboko poniżej progu świadomości instalując swoje moduły zdalnego sterowania.


Nietrwałość jest istotą ludzkiego istnienia. Rządzi nie tylko naszym życiem, lecz ma także władzę nad całym kosmosem – nad wszystkimi gwiazdami i planetami, jak również nad naszym ziemskim środowiskiem. Możemy dostrzec nietrwałość, obserwując wzloty i upadki narodów, naszego społeczeństwa czy nawet spadek notowań na giełdzie. Nietrwałość przenika wszystko, co istnieje. Możemy zaobserwować zmiany w naszym życiu, w życiu przyjaciół i ich rodzin, jednak najbardziej drastyczna zmiana ludzkiego życia – śmierć – zawsze nas zaskakuje. Prawie każdy boi się śmierci, ale aby w pełni docenić życie, musimy stawić czoła rzeczywistości. Nietrwałość i śmierć to dwie integralne części życia; zrozumienie tego może nas poruszyć i obudzić. Wtedy okaże się, że choć życie jest nam bardzo drogie, nie trwa wiecznie. Urodzić się jako człowiek to bardzo rzadki przywilej i ważne jest, byśmy go w pełni docenili i wykorzystali. Gdy zrozumiemy nietrwałość, rzeczy, które uprzednio wydawały się fascynujące, okażą się mało pociągające. Będziemy mogli przejrzeć ja na wylot i zrozumieć, że w rzeczywistości nie są takie cenne. Wtedy łatwiej nam będzie uwolnić się od przyzwyczajeń i obaw – wyjść z ochronnej skorupy. Rozmyślanie o nietrwałości obudzi nas, zauważymy, iż w tym własnie momencie naprawdę żyjemy.

Tarthang Tulku – GEST RÓWNOWAGI


Nie możesz już mnie bardziej przekonać, że jesteś zajebisty, że masz najbardziej wykurwiste życie na osiedlu, że byłeś na wakacjach, że masz fajnego psa i cudowną córkę, że się uśmiechasz kiedy wszystko zmierza do krateru podczas erupcji. Nie jestem twoim fanem, nie śledzę twojego feed’u i wall’a na instagramie. Będziemy się tak uśmiechać do samego końca. I to jest kurwa straszne. Po prostu. Piszę o tym wszystkim od lat, mam małe zasięgi, zerowy wpływ, jednak to jest to co chcę robić i robię, bo jest to tym co należy robić. Robiłem to kiedy było źle i kiedy było dobrze, bo to jest moje, odkryłem to sam podczas jazdy pociągiem i zaufałem. Nie miałem łatwego życia, bezpiecznego startu, miękkich lądowań, widziałem straszne cierpienie i zagubienie własnych rodziców. Jednak dziękuję za to wszystko, bo wiem kim jestem. Moim sukcesem nie jest mieszkanie, dyplom, cyfry na koncie. Moim sukcesem jest moje życie, które sam wybrałem. Robię to co chcę i piszę to co chcę. To jest moja wolność. Wiem, że mieszka tu Duch. Jestem wdzięczny za wszystko, za każdy oddech, za możliwość nauki w tej szkole. Każdy z nas jest odpowiedzialny za siebie, za swoje wybory, za swoja drogę, ostatecznie za swój los. Czasem możemy sobie pomóc czasem nie.

Nie wyznaję żadnej religii, nie jestem tak naprawdę obywatelem żadnego państwa. Istnieję i to jest prawdziwy cud. Mam wszystko czego mi trzeba. Nie potrzebuję niczego więcej. Nie mam planów i recept. Każdy z nas tutaj jest wszechświatem, czymś ze wszech miar wyjątkowym i jedynym w swoim rodzaju. Liczy się jedynie doświadczenie i mądrość, którą to doświadczenie rodzi. Liczy się zaufanie do prawdziwego siebie, kogoś kto nigdy nie będzie żadnym produktem w tym sklepie. Liczy się szacunek, który z tego powstaje, liczy się wszystko to co nas odżywia i budzi do życia. Każdy jeden oddech i słowo. To co piszę jest opowieścią o moim świecie, jest zapisem jednej z miliardów świadomości żyjących na tej cudownej schorowanej planecie. Nie wyrażam zgody na jakakolwiek władzę opartą na przemocy i przymusie. Nie potrzebuję, abyś tłumaczył mi moje własne życie, ponieważ dla ciebie jestem liczbą, numerem, płatnikiem. Otóż nie. Jestem człowiekiem. Istotą czującą.

Nie możesz tego zresetować.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

POTEM

Dlaczego przebiłeś się przez przejście?

Dzieje Judy i Tamar

Pirat w ostatnich dniach był spokojny. Więcej było ciszy, więcej przestrzeni. Coś się zmieniło, jakby Duch otworzył w nim jakieś tajemne drzwi, które do tego momentu były zamknięte. Czuł, że tworzy się w jego życiu zupełnie nowy rozdział, że stał się bardziej dojrzałym człowiekiem. Nagle zrzucił starą skórę. Odważył się postawić kolejny krok na tej zadziwiającej drodze jaką jest życie i zrobił to delikatnie – tak dla odmiany. Rzadko tak bywało, raczej bywał gwałtowny, impulsywny, kąpany w gorącej wodzie emocji. Teraz stygł. Otwierał się. Przestał zagłuszać rzeczywistość i słuchał zdając sobie sprawę, że jest ona opowieścią, która wcale nie toczy się tak szybko jak mu się zdawało. Przede wszystkim jest warta uwagi, jest warta obecności i kiedy nie zagłusza jej jego własny chaotyczny umysł odsłania się jakby po raz pierwszy i jest zupełnie czymś innym o tego co zwykł postrzegać jako „rzeczywistość”. To była jedynie jego wersją wydarzeń. Sen.

Myśli się zmieniły. Były lżejsze. Miały w sobie więcej światła i przecież od początku były puste – pozbawione istnienia. Jednak zawsze przychodziły i zawsze odchodziły. Rodziły się i umierały jak gwiazdy. Pisząc Pirat próbował je zatrzymać, jednak zapisane były oszustwem, iluzją czegoś żywego. Na czym polegał sekret by tchnąć w nie życie, by stały się prawdziwym pokarmem, czymś co ma moc budzenia ze snu?

Był na cmentarzu. W miejscu do którego ciągle wracał, w którym była wciąż cisza i tajemnica. Trójprzymierze wylęknionych dusz przy zbiegu ulicy Ogrodowej i Srebrzyńskiej. Siedział przy pomniku małego anioła śpiącego na poduszce zaraz za kaplicą Scheiblera. Wszystko skąpane było w czerwieni, bo tylko jesień potrafiła wydobyć takie intensywne barwy. Purpura, cynober, pąs jak rozbudzone namiętnością ciało, które tak chciało żyć i kochać jednak czas był nieubłagalny, wszystko zaciskał w swojej pięści zostawiając jedynie esencję.

Światło.

Przymierze Formy i Pustki.
Przymierze Snu i Jawy.
Przymierze Życia i Śmierci.

Być żywym i wdzięcznym, choć przecież to takie trudne, zwłaszcza wtedy kiedy to co do ciebie przychodzi jest bolesne i rozszarpuje ci serce na strzępy. Jednak wciąż oddychasz, wciąż żyjesz. Jak zaśpiewał pewien człowiek:

„Czy coś jest nie tak”, powiedziała, oczywiście, że tak.
„Jeszcze żyjesz”, powiedziała, a czy zasługuję na to, żeby żyć?
Czy to jest pytanie?
A jeśli tak, to kto na nie odpowie?
Kto odpowie?

To jego życie nie było łatwe, nie było dobrym snem pełnym kolorów, lekkości i wdzięku, bo koniec końców rzadko, które życie takie jest. Raczej jest inaczej, wciąż przebijasz się przez mrok gubiąc po drodze wszystko co wydawało ci się cenne i ostatecznie przecież jesteś nagi i bezbronny w obliczu prawdy, która dla każdego jest inna. Jak klejnot obserwowany z wielu stron. Rozświetlający pryzmat ukryty głęboko w samym rdzeniu i nigdy nie możesz odgadnąć jak to jest możliwe. Jak to się stało. Pirat często myślał o tej niebywałej arogancji, która pyszniła się i nadymała, która przelewała z pustego w próżne, katalogowała każde z tych ludzkich urojeń jakby warte były tego całego wysiłku odkrycia wszystkich tajemnic niczym znaczonych kart w rozgrywce oszustów, która trwa od niemającego początku czasu i wciąż jednak daje złudzenie końca. Jednak koniec nie przychodzi, chociaż wszyscy wydają się czekać i myśleć, że oto oni żyją w tym właśnie rozstrzygającym rozdziale, który przecież ma wszystko ostatecznie wyjaśnić. Koniec przychodzi do każdego z osobna i odkrywa przed świadomością jej własną tajemnicę. Pirat miał taką nadzieję i w to właśnie wierzył, na to szczerze mówiąc liczył, bo w przeciwnym razie po co to wszystko?

Przecież niemożliwym jest aż tak monumentalny przypadek. Niemożliwym jest tak oszałamiająca skala, obezwładniający rozmach. Niemożliwym jest, aby taka rzecz była na rozum ludzki. Tego nie sposób pomieścić nawet w wyobraźni. Kiedy człowiek w samotności otwiera w sobie te pytania i uchyla tajemnicze drzwi słysząc ten podszept, który dodaje mu odwagi i otuchy stawia pierwszy nieśmiały krok i przekracza próg tajemnicy. W monotonnej płaszczyźnie uregulowanej przytłaczającym pragmatyzmem egzystencji ludzi – robotów to pragnienie wolności poprzedza ten niespodziewany wrzask, który budzi cię brutalnie ze stanu hipnozy w której żyje większość ludzi. Nagle budzisz się w nowym nieznanym świecie, który choć wydaje się tym samym przecież światem nie jest nim. Jest inny. Wytrącony z tej bezpiecznej rutyny na powrót uczysz się żyć. Jak dziecko.

Świat dorosłych umiera. Po części z ich własnej winy. Gęstnieje, staje się coraz cięższy i cięższy od wspomnień, błędów i nadziei tego ciągłego błądzenia po omacku w ciemności w zaludnionych do granic korytarzach, które doprawdy nigdzie nie prowadzą. Zajmują jedynie czas – najcenniejszą z walut. Nim się obejrzysz twój czas przeminie i nie wróci go żadna modlitwa. Bicie zegara usypia nas zamiast budzić. Odkładamy wszystko na potem i pewnego dnia to „potem” staje się naszym ostatnim teraz.

Nikt nie wie co jest dalej.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

POST-TRAUMATIC STRESS DISORDER # 1 

Rozlany jestem jak woda i rozłączają się wszystkie moje kości.

Psalm 22 

Wielkie kurwa łał mamy tutaj w Analogu. Jak byście jak gdyby jakoś nie wiedzieli i nie czaili o co cho, cho, cho – to jest klub w podziemiach waszego smart city, który jest poza zasięgiem i detekcją MASZYNY, która was hoduje jak świnie na kotlety. Bez ustanku bici w kark, dyscyplinowani, zastraszani i tresowani do biegania w Kole. Ponieważ ten symulacyjny świat w jakim „żyjemy” jest zglobalizowanym szpitalem psychiatrycznym w którym doprawdy nie ma już nikogo prócz wariatów i wszyscy dosłownie wszyscy są przedawkowani już od tak dawna, że nawet najstarsi pacjenci nie pamiętają jak i kiedy to się zaczęło. Straciliśmy ciągłość świadomości i pamięć – żyjemy we fragmencie w czymś co bez ustanku udaje coś innego i wciąż mutuje. Analog jest miejscem w którym przestaliśmy brać leki i odzyskujemy Przytomność. Budzimy się z tego Koszmaru w Przestrzeni Wieczności do której pewnego dnia zaprosimy również ciebie kiedy już będziesz gotowy i zdolny wytrzymać ten retorsyjny szok poznawczy, który wszyscy mamy już za sobą i nikt z nas nie chciałby przeżywać tego ponownie. 

To co do ciebie na pewno dotrze w bardzo szokujący sposób to SKALA ZAMROCZENIA i twój własny NIEŚWIADOMY udział w tym szaleństwie, którego w tej chwili nawet nie widzisz, ponieważ jesteś zaprogramowany jedynie na odbiór PROGRAMU, który jest twoim prawdziwym bogiem w trzech osobach; sadystycznego ojca, wykorzystanego dziecka i zdeprawowanego ducha, którego zadaniem jest rzucać zaklęcia uśpienia i trzymać cię w STANIE HIPNOZY. Innymi słowy jesteś zaprogramowanym i posłusznym obywatelem Gastropolis – miejsca w którym wszystko bez ustanku i wytchnienia się wzajemnie pożera i trawi jak biologiczny kompozyt. Śmierć jest jedynie krótką przerwą na reklamy po której znów musisz grać rolę statysty w kolejnym zaprogramowanym na przetrwanie i walkę ciele w tym nigdy nie kończącym się danse macabre. 

Jednak ty teraz widzisz zupełnie coś innego – ten polakierowany pixelozą uśmiechnięty teatr pełen cudów i dziwów, ofert i sloganów, wycieczek i miłostek / małostek – świat hiper optymizmu i możliwości za którymi wciąż gonisz i które wciąż gubisz, ponieważ właśnie w taki sposób została napisana ta GRA. Samospełniająca się przepowiednia i nigdy nie spełniona obietnica, którą PROGRAM aktualizuje z chwili na chwilę. 

Na tym polega UKŁAD w którym jesteśmy uwięzieni. 

Kiedy to naprawdę ujrzysz – zrozumiesz, że to czym jesteśmy tutaj karmieni – cała ta chwilowa sytość jest tylko po to, aby tworzyć głód, ponieważ to właśnie głód jest istotą tego miejsca – jego esencją i z tego właśnie zrodził się ten WYMIAR WARUNKU. Podstawowym algorytmem jest BRAK. Kiedy naprawdę rozpoznasz TO w sobie niechybnie ujrzysz ten świat w rzeczywisty sposób. W analogowym podziemiu mówimy na to Przebicie – przebłysk Przytomności. 

Brzask.

Prawdziwe światło nie oślepia „pięknem i znaczeniem” – ono budzi nas ze snu czasem w bardzo brutalny i „przyziemny” sposób i ukazuje nam zazwyczaj dokładnie to czego nie chcemy widzieć. Na tym w istocie polega to całe „przebudzenie” – dlatego nie jest w żaden sposób mistyczne i nieziemskie i nie jest opakowane w żaden „duchowy” slogan. Najsłabiej w tym zaprogramowanym świecie „sprzedaje się” prawda, ponieważ w istocie nikt jej tu nie chce. Nikomu się nie chce szukać pereł w gnoju tutaj pod stopami, każdy patrzy wysoko w ezoteryczne i „duchowe” niebo, które jest puste i próżne. 

To tyle tytułem wstępu. 

Mamy napięty program na dzisiejszy wieczór operetkowy, bilety jak zwykle rozeszły się kanałami nieoficjalnymi poza detekcją MINISTERSTWA JEDNOMYŚLNOŚCI I MONOKULTURY. Nasz klub „Analog” ukryty w podziemiach Placu Wolności jest systemem kanałów i pomieszczeń do których dostać mogą się jedynie ci, którzy odpięli się od MASZYNY i mają w sobie autentycznego wolnego ducha rebelii i rezurekcji. To miejsce jest perłą w algorytmiczno – mechanicznym gnojowisku tej technologicznej utopii, którą ludzkość stworzyła jako więzienie dla samej siebie – Wielkiej Nocy. Ciemnicy. Natomiast my jesteśmy…

Zmartwychwstaniem. 

Armią Ducha. 

Impulsem. 

Zatem gdzie my właściwie zamulamy? Ano, planeta ziemia! Smart miasto Łódź roku boga algorytmu wszechmocnego 2024 dwa lata po pandemicznym pandemonium podczas którego odpaliła się pierwsza faza apokaliptycznego planu ujawnienia wszystkiego wszystkim, żeby w końcu dotarło! Większość wciąż śpi snem głębokim z momentami krótkich przebudzeń i szoków kulturowo – poznawczych co skutkuje narastającym powszechnym i masowym szaleństwem, które staje się po prostu normą. Rozjechane mentalnie normiki w znormalizowanym rozjebaniu, które udaje liberalną demokrację upojoną końcówką turbo kapitalistycznej orgii. Nadchodzi wielki ciężki cywilizacyjny kac – trzeźwienie w mało sprzyjających warunkach pogodowo – gospodarczych. Zmiana klimatu na zdecydowanie mniej bombastyczny. Sztormy, burze i pioruny, wizyty obcych, eskalujące regionalne i półświatowe konflikty, sztuczna prawie inteligencja, kryzys moralny i renesans psychodeliczny. Upadek kościołów i religii, wszelkiej maści autorytarnych autorytetów, które wciąż jeszcze sapią te swoje „mądrości”, które wszyscy mają w głęboko w dupie. Jedni chcą wracać do tyłu do nieistniejących światów pogodnych gdzie – jak mówią – było normalnie, drudzy lecą do przodu w technologiczny park wiecznej rozrywki i zrobotyzowanego post człowieka 2.0. Mało kto po prostu jest i potrafi cieszyć się tą jazdą, bowiem nierzadko mamy taką wiksę i możliwość skoku. 

Jednak ostatecznie to wszystko jest po coś, choć Czarni Magowie z Dolin Krzemowych i Czarni Didżeje miksujący ten medialny narkotyczny spektakl bawiący się rozpadem wmówili nam, że nic tam nie ma. Jest tylko to. Jednak z perspektywy Ducha to jest jedynie Urojenie, chwilowy układ warunków i zdarzeń w Nieskończoności Istnienia, bowiem kiedy kończy się Cykl – Wszyscy wracamy do stanu sprzed Zagęszczenia. Dlatego kiedy już jesteś w tym karmicznym bębnie losującym możesz być pewien, że masz w sobie Wieczność nad którą żaden narcystyczno – sadystyczny Demiurg nie ma realnej władzy, choć żywi iluzję, że to jest jego Wytwór. 

Nie jest. 

Połowicznie mądrzy, uznając względną nierzeczywistość Wszechświata, wyobrażają sobie, że mogą zaprzeczać jego Prawom – takimi są zarozumiałymi i próżnymi głupcami, rozbijającymi się o skały i rozrywani na wszystkie strony na kawałki z powodu ich szaleńczych wywodów. Prawdziwie mądrzy, znając naturę Wszechświata, używają prawa przeciw prawom; wyższego przeciwko niższemu; i poprzez sztukę alchemii przekształcają to, co niechciane, w to, co wartościowe, i tym samym triumfują. Mistrzostwo nie składa się z niezwykłych snów, wizji, ekscentrycznego wyglądu lub życia, lecz na używaniu wyższych sił przeciwko niższym – uciekając od bólu niższych płaszczyzn poprzez wibrowanie na wyższych. Orężem mistrza jest transmutacja, a nie zarozumiały sprzeciw.

Kybalion. 

Tutaj z pomocą przychodzi gnostyczna perspektywa na tak zwane sprawy. Zdolność odwrócenia perspektyw i sloganów, którymi nas zaprogramowano lub co bardziej pewne zaprogramowaliśmy się sami przy pomocy tych, których w wyniku ucieczki od wolności uczyniliśmy swoimi panami i sami skazaliśmy się na zniewolenie, ponieważ w pewnym sensie status ofiary stworzył cały nasz mentalny Program. Ten Program zmodyfikowaliśmy do postaci mechaniczno – religijnego uwarunkowania – swoistej schizmy wewnątrz naszej świadomości, która każe nam postrzegać samych siebie jak niewolników pewnego rodzaju projekcji siły która rzekomo ma nad nami władzę i jest bardzo zajęta sądzeniem i ocenianiem. Nazwane jest to „Hodowlą pod napięciem”. To jest bardzo pierwotny Wdruk w Kolektywnym Polu Świadomości Gatunku, który jest pod Progiem tego co świadome – to jest mechanizm sterujący – Strach przed potępieniem i karą, która ciąży nad nami jak Klątwa. W istocie rządzi nami to co nieświadome i nazwane jest Mroczną Siłą – dlatego „rządzą” nami istoty upadłe i zdegenerowane, bowiem Prawem jest to, że dostajesz to co z tobą rezonuje – to jest zasada rezonansu. Kiedy widzisz i rozpoznajesz Warunek możesz ujrzeć w sobie całą przyczynowo – skutkową podstawę z której on się stworzył – dlatego kluczem jest zrozumienie swojej własnej odpowiedzialności za warunkującą nas projekcję. To w naszej Istocie jest Źródło Manifestacji Warunku – wszystkie przyczyny naszego stanu. To zrozumienie odwraca perspektywę – to jest gnostyczne w prawdziwym sensie. 

Dlatego żadna zewnętrzna doktryna – program nie może ci naprawdę pomóc, bowiem jest czymś co zostało wytworzone z projekcji uwarunkowanego stanu umysłu – serca. Brak jest tutaj rzeczywistego wglądu w prawdziwą naturę rzeczy w Stan, który jest poza uwarunkowaniem. Brak nam tego fundamentalnego doświadczenia prawdziwej wolności – dlatego nasza „duchowość” jest jedynie projekcją wyobrażeń. Nie można zrealizować w rzeczywistości czegoś co jest jedynie iluzją. Dlatego mamy taką przepaść pomiędzy tym co różnej maści guru mówią, a co w rzeczywistości robią. Dlatego żyjemy w świecie permanentnej hipokryzji. Jesteśmy osaczeni przez kłamstwo, które w tej chwili mówi nam, że nic więcej prócz tej materialnej klatki nie istnieje, nie ma żadnego Ducha i żadnej Drogi – jesteśmy mięsem, które rodzi się w bezsensie i w bezsensie umiera. Ten Program uczynił z życia piekło a z nas istoty pozbawione mocy i słabe. To jest Trauma, która stworzyła nasz neurotyczny stan i całą tą okrutną desperację szukania szczęścia w materializmie, która bezpośrednią przyczyną tego, że swoją chciwością niszczymy tą planetę. To jest brak rozwoju – Upadek – nasz rzeczywisty stan. Widzieć to znaczy obudzić się. Ujrzeć świat i istoty czujące w ich rzeczywistej kondycji. 

Gastropolis jest mutującym NOWO – TWOREM, chorobą – czymś co się bez ustanku rozrasta przekonane o swojej wyższości żerując i żywiąc się tym co zdrowe i pełne życiodajnej siły, czymś co swoje źródło ma w Mózgogłowiu w fiksacji na „ja, mnie, moje”. To ego – trip fundamentalne zaburzenie naszych umysłów – serc i to jest samym rdzeniem – core’m całego SYSTEMU WZAJEMNEGO POŻERANIA, który zdominował wszystko i wszystkich. To nie jest „prawo natury” to jest program – nawyk, który powtarzany przez miliony lat stał się automatyczny i jest „wgrany” w Strukturę Ignorancji – czyli nadrzędny moduł nadzorujący i kontrolujący ten wymiar. Kiedy istotom ludzkim, które są na „szczycie” tej białkowej piramidy brakuje zdolności poszerzania swojej percepcji i kreatywnej pracy z wyobraźnią, wówczas zamiast rozwoju mamy stagnację, która z czasem staje się regresem. To my ludzie jesteśmy zdolni do transformacji tego FATALISTYCZNEGO OPROGRAMOWANIA, poprzez EWOLUCJĘ NASZEJ ŚWIADOMOŚCI i to jest prawdziwe znaczenie APOKALIPSY, której celem jest WZROST ŚWIADOMOŚCI. Nazwane jest to PRZEBICIEM do tego co PIERWOTNE lub ostatecznie RESETEM MATRYCY. 

Ludzka świadomość jest straumatyzowana i wycofana do najbardziej prymitywnych wymiarów – dlatego jest zablokowana. To w czym żyjemy jest odzwierciedleniem PODŚWIADOMOŚCI, dlatego jest to planeta PERMANENTNEJ WOJNY I KONFLIKTU, którą zdominowali drapieżnicy ustanawiając swoje doktryny i wierzenia – wzmacniając poczucie podziału i rywalizacji. Kiedy istoty ludzkie uwolnią swoje umysły spod ich Klątw wówczas odkryją, że prawdziwym Prawem Natury jest zdolność współpracy i wrodzona nam Troska – Czystość Serca. To jest DROGA EWOLUCJI i kiedy do tego dojdzie ujrzymy NOWĄ ZIEMIĘ i staniemy się ISTOTAMI KOSMICZNYMI zdolnymi w sposób spontaniczny przynosić nieskończony pożytek ISTNIENIU, ponieważ to jest naszą prawdziwą pracą i funkcją. 

Jednak musi powstać MASA KRYTYCZNA istot, które się przebudziły i odblokowały swój POTENCJAŁ MĄDROŚCI I WSPÓŁCZUCIA. Efekt setnej Małpy. 

Zatem z tej perspektywy my w Analogowym Podziemiu jesteśmy małpami, które próbują przekroczyć swoją małpią i uwarunkowaną zwierzęcą naturę, co doprawdy nie jest łatwe, ponieważ każdy z nas został ZADRUKOWANY I POWIELONY W SAMSARYCZNEJ KSEROKOPIARCE. Dlatego teraz ludzie są tak do siebie podobni – w zasadzie można powiedzieć, że na całym świecie jest tylko kilka modeli – wzorców z których pochodzimy, ponieważ z naszej analogowej perspektywy jesteśmy PRODUKTEM INŻYNIERII GENETYCZNEJ IGNORANCJI. Projektem eksperymentalnym tak zwanych „Obcych”. Obcy to obca sztuczna świadomość – zmodyfikowany stan. Człowiek jest istotą, która nie pasuje w żaden sposób do teorii ewolucji gatunków. Jesteśmy wyłomem, hybrydą, paradoksem czymś spoza łańcucha. Kosmicznym Ogniwem, którego zadaniem jest wrócić do Gwiazd do GALAKTYCZNEJ SPOŁECZNOŚCI – naszym zadaniem jest EWOLUCJA. To co otrzymaliśmy to rodzaj ewolucyjnej gry rozwojowej, aby ostatecznie przekroczyć paradygmat GASTROPOLIS i uwolnić swojego Ducha z niewoli Warunku. Odblokować Nieskończony Potencjał. Dlatego najbardziej cenni są ci którzy są odporni na PROGRAMOWANE tej MATRYCY i od dziecka przejawiają tak zwaną INNOŚĆ. Ta INNOŚĆ jest kluczem ewolucyjnym, który otworzy PRZEJŚCIE. Dlatego Inność jest tak prześladowana i tępiona przez kontrolujących ten wymiar Czarnych Magów, których ciągłym wysiłkiem jest HOMOGENIZACJA istot ludzkich – brak prawdziwych alternatyw wobec ich Programów, których celem jest KONTROLA. Kiedy ktokolwiek narzuca swoją wolę innym łamie fundamentalne ewolucyjne prawo i wcześniej czy później stanie się tym co uczynił i będzie zmuszony ZROZUMIEĆ – przed tym nie sposób uciec. Dlatego w ostatecznym sensie każdy dostaje swoje lekcje, swój warunek i swoje zniewolenie do przekroczenia. To jest sprawiedliwość, której nie potrafimy rozpoznać, bowiem brakuje nam ciągłości bycia przytomnym i zrozumienia przyczynowo – skutkowego mechanizmu z kosmicznej perspektywy długiego cyklu. 

Zadaniem negatywnych stanów i opresyjnych warunków jest sprowokować w nas refleksję i zrozumienie – stworzyć polaryzację i dynamikę – uruchomić ewolucyjny potencjał, który jest nam wrodzony abyśmy byli w stanie odkryć PRAWDZIWĄ I NIEUSTRASZONĄ MOC I TWÓRCZY POTENCJAŁ bez wstydu i strachu. To jest mechanizm transcendencji, bowiem rodzimy się tutaj po to, aby nawiązać prawdziwą relację z Duchem z tym co przekracza Warunek i Materię, z tym co w nas Wieczne i pozbawione najmniejszego Lęku. To jest prawdziwy cel ludzkiej egzystencji nie utknięcie w stanach wiecznego głodu i braku zaspokojenia, to łapczywe pożeranie wszystkiego i gorączkowa desperacja poszukiwania wrażeń, aby choć na chwilę poczuć spełnienie. Jednak przychodzi tutaj NOWA ŚWIADOMOŚĆ – istoty spoza warunku, bowiem czas mamy doprawdy krytyczny i jednocześnie niesie on w sobie niewyobrażalny POTENCJAŁ SKOKU. Mamy dostęp do niedualnych poziomów zrozumienia. W naszym polu pojawili się Mistrzowie, którzy mają i przekazują tą wiedzę, która z punktu widzenia ewolucji świadomości jest najbardziej bezpośrednią ŚCIEŻKĄ URZECZYWISTNIENIA, a to oznacza, że ten czas jest doprawdy wyjątkowy i kiedy to spotykasz – wiesz, że ten cykl dobiega końca, a Matryca ulegnie Resetowi. To jest nieuniknione. I kiedy już to rozpoznajesz twoją praktyką staje się Dystans od słów, myśli i wrażeń. Rozpoznajesz TO co jest głębiej i nigdy nie podlega uwarunkowaniu, TO co jest w tobie Pierwotne i Czyste i JEST z tobą przez cały czas nawet w momentach największego zamroczenia i niepoczytalności. Dociera do ciebie, że Istnienie jest Nieskończone w czasie i przestrzeni, że istnieje nieskończona ilość planów egzystencji o różnym zagęszczeniu, a to wszystko od samego początku jest same w sobie wolne kiedy nasz umysł – serce jest w stanie to rozpoznać. 

Kiedy pozwalasz wszystkiemu być tym czym jest i przestajesz czymkolwiek manipulować, cokolwiek kontrolować, ponieważ KONTROLA JEST ILUZJĄ, to podstawowe złudzenie Gracza – Ego i kiedy wyczerpujesz to złudzenie odkrywasz, że wszystko jest doskonałe takie jakie jest i nie w istocie nie ma sensu niczego „poprawiać”, ponieważ to jest tym mechanizmem, która bez ustanku nas wikła w warunek i tworzy tak zwaną „osobowość”, która jest źródłem cierpienia, ponieważ jest czymś stworzonym i sztucznym, czymś co bez ustanku w neurotycznym szaleństwie próbuje udowadniać, że ma wartość. Ta wartość jest bez wartości, ponieważ jest tylko mentalną koncepcją – narracją po której nie zostanie zupełnie nic kiedy przechodzimy przez Reset – Śmierci. To co idzie dalej to sama Esencja, która jest Naga i Wolna pozbawiona koncepcji na swój własny temat i poczucia oddzielenia, a z nagromadzonych wrażeń rodzi się kolejny świat, kolejny plan egzystencji i znów następuje proces Utożsamienia z Wrażeniami – rodzi się po raz kolejny – Gracz. 

To jest Loop. 

Kiedy to rozpoznajesz jesteś na Prawdziwej Drodze i rozumiesz, że nic nie może określić czym jesteś, bo jesteś wszystkim i niczym jednocześnie. Ta Jednoczesność jest Niczym dlatego nie możesz się już Utożsamić. To jest Wyzwolenie – Gracz wyzwala samą Grę – nie wygrywa i nie przegrywa – nie potwierdza i nie zaprzecza. I cała Mroczna Magia jest wobec tego bezsilna, ponieważ znika punkt zaczepienia – utożsamienia, znika podmiot do którego to wszystko się odnosi. To jest zwycięstwo bez walki. Szach – mat poza szachownicą i zasadami gry. Kiedy tego dokonasz stajesz się WOLNYM DUCHEM – istotą, która może bez ograniczeń robić wszystko, wszędzie i naraz. Tym właśnie jesteśmy w swojej ESENCJI. 

To jest samowyzwolenie traumy. 

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

ISTOTA BEZ PROGRAMU 

Przepaść między tym, co mówisz, a tym, jak żyjesz, prowadzi do schizmy w psychice dziecka; jednocześnie programując ją najważniejszą lekcją moralną ze wszystkich – że prawda tak naprawdę nie istnieje; tylko idee, słowa, fakty i niekończące się tabu, totemy, prawa, legitymizacje i egoistyczne rytuały. Łatwo jest wtedy uzależnić dziecko od głównego substytutu wolnej, naturalnej, ucieleśnionej prawdy; abstrakcyjnej władzy, środka, dzięki któremu dziecko może zasymilować się z systemem i bezmyślnie podporządkować się autorytetowi, jednocześnie wyładowując swoją stłumioną urazę za to, że musi to robić na kozłach ofiarnych.

Darren Allen

Niepokój. To jest ten pulsujący w nas bez ustanku stan zagłuszony neurotyczną aktywnością. Działanie stało się obsesją – antidotum na ukrytą i wypartą rozpacz. Jednak to powoduje, że wciąż uciekamy przed sobą. Przed tym co tam jest i błaga nas o uwagę, ponieważ tym właśnie jest Proces Oczyszczenia / Uzdrowienia. Zatrzymać się i ujrzeć Prawdę, która jest bardzo trudna i bolesna. Nie możemy dalej żyć w ten sam sposób jako gatunek, nie możemy w tej absurdalnej niepoczytalności niszczyć siebie i świata w zamian za chwilowy wyrzut dopaminy i kolejną dawkę technologicznego narkotyku wstrzykiwanego wprost do mózgu. Planetarna świadomość ludzkości jest na poziomie nastolatka, który jedyne czego chce to zajebistej i upadlającej zabawy, bowiem został wyhodowany w opresyjnej religijnej kulturze zakazu i winy w klatce sztucznej moralności i teraz musi to odreagować. Zaszaleć. Zatem widzimy to szaleństwo, ten nieustający karnawał przed kompletnym Upadkiem. W istocie jest to najbardziej dewastująca część tzw. Resetu Świadomości – jednak jedynie z naszej perspektywy, bowiem koniec końców zawsze jest to Proces Ewolucji. Proces który przekracza naszą tzw. „osobowość”, ponieważ ten rozpad dotyczy głównie sztucznej struktury dominacji od społeczeństwo po jednostkę.

JEDNAK PYTANIE BRZMI: DLACZEGO TAK MAŁO LUDZI W OGÓLE TO DOSTRZEGA? 

Jest tak dlatego, że jesteśmy pod wpływem środków niszczących świadomość. To masowe odurzenie – niepoczytalność. Jest tak ponieważ wciąż i bez ustanku jesteśmy zajęci całym tym absurdem – tymi pracami, tym bogaceniem i ulepszaniem swojego więzienia i praniem uniformu – munduru, który nosimy z dumą w zamian za „bezpieczeństwo klatki” będąc dumnym strażnikiem „porządku” i pilnując innych, aby byli „porządni” i do narastającego bólu przewidywalni. Ta przewidywalność ratuje nas przed ostatecznym szaleństwem Prawdziwego Przebudzenia, przed ujrzeniem tego co ze sobą zrobiliśmy i za jak niską cenę. Rutyna Powszechnej Przemocy w której system który stworzyliśmy jest najważniejszy ponieważ chroni Strukturę. Ten System jest w nas – na tym polega prawdziwa „rewolucja – ewolucja”, bo kiedy jest naprawdę zagrożony zawsze tworzy „kozła ofiarnego” – zawsze tworzy obiekt nienawiści i zemsty zapewniając sobie bezpieczeństwo i przetrwanie. Zobaczyć Sieć Połączenia z tym co dobre i złe w sobie – świecie, to znaczy Obudzić Siebie. Ujrzeć swoją odpowiedzialność, swój wkład, swój udział. Mieć odwagę zobaczyć własne Zaprogramowanie i paniczny strach przed Prawdziwą Wolnością i własną ucieczkę w to „szaleństwo gwarancji bezpieczeństwa” w bycie narzędziem dla innych w zamian za chwilową i krótkotrwałą narkotyczną ulgę. 

Prawdziwa Sprawiedliwość jest ponad naszym poczuciem „sprawiedliwości”, ponad naszą chęcią i oceną, bowiem nie ma ludzkiej natury i nie jest myśleniem. Dostajemy bardzo precyzyjne lekcje kiedy jesteśmy uważni i przytomni i przede wszystkim wtedy kiedy już dorastamy do samodzielności – do bycia prawdziwym człowiekiem, który ma odwagę zaufać własnej wrodzonej Mądrości i przestaje szukać oparcia w tej zdeprawowanej Strukturze. To nie jest czas działania, kolejnej walki. 

To jest czas Zatrzymania. 

Czas kiedy nie stosujesz już żadnego antidotum i pozwalasz chorobie się ujawnić ponieważ to ona sama w sobie niesie informację o uzdrowieniu. Jest Posłańcem, którego nikt nie chce i nigdy nie chciał, jednak mimo tego wszystko zostanie Ujawnione. Będzie tak dlatego, że nie będziemy w stanie stworzyć już jakiegokolwiek leku na to stadium choroby. To w religijnym mechanicznym uwarunkowaniu nazwane jest Apokalipsą. Ten kto przejdzie przez tą chorobę nie tracąc Dobroci i Serca – jak to mówią wejdzie do Królestwa, Które Jest – nie z tej ziemi. Nie ma znaczenia jakim systemem religijnym zostałeś zainfekowany, ponieważ ta Droga jest Powrotem do Punktu Wyjścia. Ostatecznym porzuceniem jakiejkolwiek Doktryny, którą ktoś inny cię zaprogramował. To jest Prawdziwa Księga Wyjścia. 

Dar Ducha dla Wszystkich bez wyjątku. 

Zatrzymać się znaczy poddać Procesowi Oczyszczenia / Ujawnienia. Przestać walczyć z tym co nieuniknione. Złożyć pychę i dumę w ofierze bez mrugnięcia okiem i najmniejszego zawahania. Opuścić dłonie w geście pojednania z Tym Co Jest. W obecnej chwili przestaliśmy mieć jakikolwiek wpływ na ten Proces. To jest poza naszą Wolą – bardzo, bardzo głęboko w kompletnej Nieświadomości. Nasze własne życie jest świadectwem, nasze błędy – nasza nauka, nasza zdolność by się podnieść i po raz kolejny uwierzyć. W istocie ta Wiara jest Łaską jest czymś czego racjonalny zaprogramowany umysł nigdy nie zrozumie i zawsze będzie chciał to zniszczyć, bowiem jest dla niego Lustrem do którego nie potrafi się dostać – jedyne co widzi to odbicie samego siebie, jednak wie, że Tam Coś Jest. Ta nieprzekraczalność tworzy ten Rozłam, który widzimy, słyszymy i czujemy. Jest wszędzie na różnych poziomach – wszystko bez wyjątku staje się podzielone i podlega procesowi intensyfikacji. To jest właśnie Ujawnienie. 

Drugie Przyjście jest poza Formą bez ciała jako zarzewia kolejnego kultu, którym zawsze się to kończy niszcząc Prawdę. 

Tym razem będzie Inaczej. 

To nie będzie proces kolektywny a indywidualny. Przekroczyć ten Rozłam / Schizm znaczy nie być odbiciem, a stać się Lustrem. 

Istotą bez Programu. 

Zwykły wpis

„Masy nigdy nie łaknęły prawdy. Odwracają się od dowodów, które im nie odpowiadają, woląc ubóstwiać błąd, jeśli błąd je uwodzi. Ten, kto potrafi dostarczyć im iluzji, z łatwością zostaje ich panem; ten, kto próbuje zniszczyć ich iluzje, zawsze staje się ich ofiarą.” 

Gustav Le Bon, Psychologia tłumu

KLATKA FARADAYA # 1

Poznaliśmy się w psychiatryku na oddziale zamkniętym dla samobójców, którzy przedawkowali cywilizacyjną nirwanę. Wy tam jeszcze byliście „na zewnątrz” a my czekaliśmy na was w tych ciepłych „wnętrzach”, które nie wiedzieć kiedy otworzyły się na wszystko bez najmniejszego rozróżniania. Szpital jak szpital – jest wszędzie. Nie można rozróżnić personelu od pacjentów. Wszyscy wyglądają i zachowują się tak samo – jakby ich nie było – jakby byli za grubą pancerną szybą – za matrycą – za ekranem wieczystego szumu, który nigdy nie ustaje, ponieważ jest programem – automatem. Śniący sny, które się przenikają poprzez skupiska oznaczone hasztagami myśli i słów, które są niczym i nigdzie jednak nikt tutaj tego nie rozpoznaje. Nazywamy to Hipnozą – Osmozą. Rozpuszczalnik prawdy i membrana złudzeń, która bez ustanku wszystko filtruje i tworzy absurdalne mapy koncepcyjne, które prowadzą dokładnie donikąd i nigdy dalej. Dalej nikt nigdy nie był. Mówią na mnie Pirat i piszę „Dziennik Podróży Poza Ciałem”. To wypływa ze mnie jak coś co nosiłem w sobie całą wieczność. Nie robię tego dla was, ponieważ wy jesteście jedynie zapisem kodu na matrycy który pulsuje jak tętno i kiedy wzrasta ciśnienie ostatecznie eksploduje i wraca do gwiazd, gdzie wszyscy się od zawsze spotykamy na te cudowne opowieści. 

Robię to dla siebie, żeby sam siebie budzić. 

Tą esencjonalnie metafizyczną czynność odkryłem w pociągu. W samotności, które przecież zawsze tu jest pod progiem. Zrozumiałem wówczas, że słowa są Magią – tą najprawdziwszą – tym co tworzy dosłownie wszystko. I teraz każdego dnia czekam na Przepływ, na koniunkcję prozy z poezją, faktów z fikcją. Jednak czasu mam coraz mniej dlatego muszę się spieszyć z Opowieścią, bowiem ostatecznie po to tu przybyłem z daleka. Tak tworzymy wszechświat, tak skupiamy cząstki elementarne, tak rozczepiamy atom i tak wracamy do Boga – kiedy wyczerpiemy ostateczne znaczenie. Kiedy zrodzimy z siebie ciszę. Zawsze wyczuwałem część siebie poza Klatką i pisanie jest komunikacją właśnie z Tym, bowiem TO jest naszym WYJŚCIEM. Uczę się dyscypliny, bo jak już wspominałem mam coraz mniej czasu, bo tamten głos staje coraz wyraźniejszy. Rzecz w tym, żeby przynieść tutaj coś czego tu nie ma, coś co jest tylko nasze – zmagazynowane głęboko w Duchu, którą zaszczuł ten jazgot i teraz, teraz jest małym wylęknionym zwierzątkiem ukrytym przed światem i czeka na nasz delikatny i czuły dotyk. Ta czułość jest naszym ratunkiem. Ja wiem, że wy przestaliście już w to wierzyć i o tym myśleć. 

Jestem tutaj dla Przypomnienia. 

To co jest istotne, to fakt, że ta wewnętrzna potrzeba pisania jest absolutnie twoja, jest tym co przyszło do ciebie by TO otworzyć – dlatego to jest twoją DROGĄ. Tym co naprawdę może ci pomóc i zrozumiałem, że absolutne zaufanie temu co jest w nas prowadzi nas poza Symulację, poza pozę, poza to wszystko co czyni nas Automatami – paszą drobnoustrojów dla algorytmicznego monstrum, które z tego świata uczyniło żerowisko. Podobnie czytanie – skupienie – uwaga staje się aktem rewolucyjnym w dobie pandemii rozproszenia. Powrót do Opowieści jest łamaniem kodów kontroli, których logika i pragmatyzm trzymają nas w tej Klatce i niczym zdeprawowany demiurg czynią na swoje podobieństwo. Kiedy temu ulegamy jesteśmy już tylko śmiercią. Trzeba nam szukać Ciszy w której rodzi się Cierpliwość – to pozwala nam WEJŚĆ w przestrzeń Pierwotnych Wód Świadomości, które prowadzą nas do ŹRÓDŁA, które jest poza umysłem, poza pojmowaniem, poza tym co umiera. 

Potrzeba nam łamać ten terror nadmiaru radykalnym zatrzymaniem – to jest moc medytacji i kontemplacji, która nie jest ukierunkowana na osiąganie. Jest nauką Obecności. To w czym żyjemy jest Klatką Świadomości – jest coraz bardziej dotkliwym brakiem kontaktu z tym co naprawdę żywe i nie sfabrykowane naszym myśleniem, które charakteryzuje wieczny brak zadowolenia i ciszy. Permanentny jazgot. Cała ta Maszyneria jest skalibrowana na destrukcję naszego Ducha – jest bronią masowej zagłady, której skutkiem jest porażająca i obezwładniająca głupota, która staje się dominującym powielanym wzorcem przez Maszynę Ignorancji. Cała ta narracja jest w coraz większym stopniu literalnie o niczym – to niszczenie wrażliwości i inteligencji poprzez banalność i bezsens, który z tego wszystkiego wypływa – rozcieńczona rozrywką ignorancja podawana wprost do układu nerwowego poprzez Podpięcie. Kreowanie wizji świata pozbawionego sensu jest najbardziej dewastacyjnym programem dla naszego Ducha i z jego pomocą stajemy się karykaturą człowieka – repliką, której Maszyna używa jak rzeczy, jak narzędzia. Jej cel to przetrwanie i rozród – jak nowotwór, czym w istocie metaforycznie i dosłownie – jest. 

Nie widzieć tego to być w stanie Hipnozy. To co Maszyna przesycona naszym pożądaniem i ignorancją produkuje jest Systemem Maszynowej Inteligencji, którą wyhodowaliśmy poprzez nasz własny udział i która fascynuje nas niczym narodziny „Tech Zbawiciela”, który ma nas uleczyć i „oświecać” tymi wszystkimi magicznymi trikami, całym tym chwilowym „łał”. To „łał” skończy się szybko, bardzo szybko. Kiedy do nas dotrze co się z nami w istocie stało – zacznie się bolesny proces zdrowienia i to odmieni wszystko co znamy, bowiem jesteśmy pięknymi i potężnymi istotami w swojej najgłębszej Naturze. 

To już tu jest. 

To już się dzieje. 

Po za Maszyną i jej systemami detekcji. 

Każdemu coraz wyraźniej ukazuje się jego własny wymiar, wszystko to co stworzył w swoim własnym życiu. Ukazuje się Prawda o nas pozbawiona już powłoki ochronnej. Jest naga i potężna. Jak Piorun – Wadżra. To jest Nauczanie Rzeczywistości. Mistrza poza jednostkową formą, poza doktryną i poza kultem. Kiedy rozpoznajemy to mistrzostwo – odzyskujemy Połączenie / Przepływ. Odkrywamy prawdziwą naturę Oceanu, który zrzuca maskę absurdu w zamian odkrywając nieskończony sens. Ten sens jest spoza popytu i sprzedaży. Jest czysty. Dlatego wszystko już jest „oświecone” takim jakie jest. Kiedy wyczerpuje się gracz wyczerpuje się gra. Kiedy budzi się śpiący sen się kończy. Przebudzenie jest poza potrzebą szczypania, poza wątpliwością. Przychodzi kiedy jest już pora i nie ma nic wspólnego z osiąganiem czegokolwiek i byciem specjalnym czy wyjątkowym. To po prostu brak złudzeń. To spektakularne wyimaginowane „wielkie oświecenie” jest zwykłym frazesem reklamowym tych wszelkiej maści „oświeconych” guru, którzy pieją o czakrach, wymiarach, energiach całym tym przepojeniu by ostatecznie trzepać z tego zwykły i całkiem przyziemny hajs. To jest prawdziwe i realne przebudzenie – konkretna nirwana w tych czasach, którą możemy z całą pewnością osiągnąć. Wbrew pozorom to dużo, bowiem uczy nas zaufania do swojej własnej mądrości i doświadczenia zamiast wciąż szukać „oświeconych tatów” co będą nas cyckać i tulić swoim „światłem”, prawdziwe cuda są wokół nas w tej tak zwanej pogardliwie „zwyczajności”. 

U. G. Krishnamurti

Ta pogarda rodzi się z nadmiaru, ze znudzenia, z przekarmienia. Jest oznaką, że staliśmy się egotyczni i aroganccy, bowiem charakteryzuje nas rażący brak pokory wobec życia i jego tajemnicy. Zdominowała nas maska, ten napuchnięty przekarmiony stwór – to coś co zawsze chce być w centrum uwagi, zawsze chce być podziwiane i karmione atencją innych. Na bazie tej patologii powstała cała ta Maszyna, która stała się wzmacniaczem naszych ego – narzędziem do nadymania. Skutkiem jest Rozsadzenie. Wybuch. Detonacja ludzi – bomb. Kiedy napięcie osiąga swój punkt krytyczny w nieunikniony sposób przychodzi Załamanie struktury osobowości. Czas masowego szaleństwa. To już tu jest. To widać i czuć. Wszystko bez wyjątku zrzuca maski i się odsłania. Nazwane jest to Ujawnieniem. 

To Ujawnienie jest w istocie Procesem Przemiany. Zaczątkiem zdrowienia. To pierwszy krok – świadomość choroby i zaburzeń, ujrzenie swojego własnego cienia i udziału w tworzeniu szaleństwa. To nie jest łatwe i Boli. Ten Ból jest prawdziwy i w przeciwieństwie do wydumanych duchowych wzniosłych stanów ma potencjał prawdziwej głębi, ma potencjał wyzwolenia, ponieważ jest czymś Pierwotnym, czymś co po rozpoznaniu odkrywa przed nami prawdziwą przyczynę zniewolenia, KTÓRĄ jest STRACH przed śmiercią i unicestwieniem naszego Oprogramowania. Dlatego wciąż więzi nas PRZYWIĄZANIE z którego rodzi się ten wiecznie niezaspokojony umysł, to coś co przejęło nad nami absolutną kontrolę, ponieważ bez ustanku kontrolujemy samych siebie. Nasze Ego staje się Modułem Sterującym – prawdziwym Demiurgiem, którego każdy w nas nosi i hoduje przez cały czas w sobie. To jest prawdziwa KONTROLA, której odzwierciedleniem jest cały system zewnętrznej opresji, który stworzyliśmy aby samych siebie bez ustanku dyscyplinować. Produktem tego są charyzmatyczne i psychopatyczne jednostki Alfa, które chcą i mają kontrolę nad stadem w momencie kiedy przychodzi czas Ujawnienia prawdziwej kondycji istot ludzkich – co jest procesem cyklicznym, ponieważ tak zaprogramowana jest ta MATRYCA, ten PROGRAM. Architektem jest nasza Kolektywna Nieświadomość – Czarna Skrzynka – Klatka. 

Podczas karmicznego procesu oczyszczenia te podświadome treści zaczynają dominować naszą świadomość, która w istocie jest bardzo delikatnym i chwiejnym procesem Ewolucji. W zasadzie my dopiero stajemy się świadomi, ponieważ przez naprawdę długi czas żyliśmy w okrutnym zwierzęcym świecie opartym na instynktach i przemocy. Kiedy narodziła się komunikacja i język nasz świat i nasz mózg uległ przemianie tym samym zmieniając wizję karmiczną i odkrywając przed nami ogromny twórczy potencjał. Dlatego wciąż pod maską „ucywilizowania” dominuje ta przemoc i to na niej stworzyliśmy całą społeczną strukturę opartą na programowaniu i braku prawdziwej wolności, bowiem sam ten system może cię zmusić do zabijania czujących istot albo w przeciwnym razie pozbawi życia ciebie. Tym jest WOJNA – objaw masowego szaleństwa usankcjonowanego przez „prawo” i ubranego w wszelkiej maści – slogany odwołujące się do emocji i podświadomych odruchów. Dlatego nie możemy się cofnąć do stanu Z PRZED, musimy iść dalej doświadczając tego bolesnego procesu UJAWNIENIA / OCZYSZCZENIA, ponieważ w ten sposób to co podświadome i destrukcyjne ma szansę stać się świadomym i konstruktywnym. Na tym w istocie polega cały ten Proces. 

Jest ogromna liczba istot w tym świecie, która odrodziła się tylko po to, aby wesprzeć ten proces i robi to na niezliczone sposoby. Cechy po których można to rozpoznać jest KONSEKWENCJA I BRAK OCZEKIWAŃ. TO jest uderzanie w jeden konkretny punkt w tym murze i ostatecznie Przebicie się przez Ignorancję. W tym działaniu nie ma pieniędzy, sławy, prestiżu, ponieważ to nie jest działanie oparte na programach ego. Robisz to ponieważ po to tu jesteś, ponieważ wiesz, że TO JEST WŁAŚCIWA PRACA i co najważniejsze odkrywasz to w sobie samemu – nie jest to czymś co naśladujesz, aby być „kimś ważnym” i nie oczekujesz niczego w zamian ani sławy, ani uwagi, ani pieniędzy – ponieważ wszystko to jest niczym innym jak tylko walutą zniewolenia. Dlatego też nie widzisz potrzeby, aby się tutaj urządzać, aby posiadać ziemię, która powinna być wolna i dostępna dla każdej istoty czującej, której uwarunkowanie karmiczne rezonuje z tym wymiarem. Ta choroba posiadania jest tym co niszczy wszystko i jest najbardziej dobitnym symptomem naszej Ignorancji, a jej stadium ukazuje nam gdzie jesteśmy w Procesie nieuniknionej Korekty, bowiem ta planeta, ta ziemia – jest Świątynią Ducha – miejscem w którym możemy urzeczywistnić naszą Pierwotną Naturę, ponieważ ludzkie odrodzenie ma nieskończoną wartość. 

Skalę naszego zamroczenia ukazuje też współczesna dominacja technologii i retoryka, że człowiek jest coraz bardziej bezwartościowy w konfrontacji ze sztuczną inteligencją i wmawianie nam, że nasza twórczość i nasze zdolności są niczym w porównaniu do potęgi i „kreatywności” narządzi, które stworzyliśmy. Skutki zainstalowania w istotach ludzkich takiego poglądu będą katastrofalne, bowiem w taki oto sposób zaprogramujemy w kolektywnym polu świadomości – bezsens działania i przeświadczenie o bezużyteczności – co jest dla istoty czującej stanem świadomości nie do zniesienia. Odebranie czującej istocie poczucia sensu i znaczenia jest jednoznaczne z jej zniszczeniem. Mózgogłowie operuje w zimno – logicznej kapsule oddzielenia pozbawione czucia i empatii – dlatego jest zainteresowane jedynie wynikiem i danymi. To nie jest ludzkie. To jest spoza naszego świata. 

Głęboko ludzki jest Zachwyt nad pięknem Natury i jej wielowymiarowością – dla mnie jest to korzeń prawdziwej duchowości, a kiedy Natura umiera – umiera w nas Duch i widoczność tego jest dla mnie poza dyskusją i na to właśnie wskazuje we wszystkim co robię, aby za wszelką cenę odzyskać połączenie z Naturą i Duchem. Budda w geście potwierdzenia swojego przebudzenia dotyka ziemi i ona jest mu świadkiem. Tak naprawdę jest w tym geście całe nauczanie czym dla nas jest ta piękna planeta, to życie, ciało – cały ten wymiar. To jest Święte w prawdziwym znaczeniu. Dlatego fundamentalnym prawem jest Szacunek i Troska, które kiedy są Obecne ukazują i potwierdzają nasze własne Przebudzenie i fakt, że idziemy prawdziwą Ścieżką Przebudzonego i Wrażliwego Serca. Trudno tutaj być doskonałym, ponieważ jest to wymiar nauki. Wszyscy uczymy się w jaki sposób z tych zasobów jakie mamy uczynić najwięcej pożytku dla siebie i innych. Jednak w istocie naukę musimy zacząć od siebie i nie jest to egoizmem, ale Mądrością. Jak to mówią; „pomóc sobie to pomóc całemu światu”, ponieważ w tym obrocie koła zdominowanym przez cierpienia Tamasu utrzymać się na powierzchni i nie dać się pochłonąć Ignorancji to jest naprawdę wielkie osiągnięcie. Jest tak ponieważ brak nam Zasługi – dobrych i pozytywnych wrażeń wynikających ze zręcznych działań motywowanych współczuciem – Troską. 

Dlatego „upaść” czasami znaczy naprawdę mieć szansę na zmianę – dlatego to co się dzieje jest zarazem wielką szansą dla nas jako gatunku, by w końcu rozpoznać czym się staliśmy, ponieważ kondycja tego świata i nas samych jest dla nas Lustrem. Jest odbiciem naszego stanu świadomości. Jest Apokalipsą – Ujawnieniem, która nie ma nic wspólnego z systemem religii i indoktrynacją. Nie ma nic wspólnego ze statusem, rangą, szatą, tronem i całą tą maskaradą, którą po części stały się wszystkie te systemy religijne. Czeka nas radykalny powrót do Prostoty. Do Fundamentów. Do zerówki by na powrót nauczyć się czytać i pisać, by odzyskać prawdziwą zdolność komunikacji – jednak mało mamy prawdziwych Nauczycieli w obecnych czasach większość to zwykli przebierańcy – Kapłani Sloganu. Aby przetrwać musimy odzyskać Zdolność Opowieści, która jest prawdziwą Magią. 

PIRACKIE OPOWIEŚCI

KLATKA FARADAYA # 1

Galeria
PIRACKIE OPOWIEŚCI

ZERWANE POŁĄCZENIE

Księżyc był w pełni. Miasto kołysało się pogrążone we śnie. Wewnątrz każdego organizmu odbywało się trawienie wrażeń, otwierały się Przejścia, tysiące dróg do tysięcy światów. Jednak większość istnień przykuta była do jednego pola, do jednej jaźni. Kokon wypełniony gęstą zawiesiną wrażeń, opinii, koncepcji, projekcji, przypuszczeń, lęków i nadziei. Zaprogramowane maszyny w fabryce przetrwania. Zimny, mechaniczny świat czystej logiki i pragmatyzmu. Betonowa pustynia pozbawiona życiodajnych soków – układ scalony procesora generującego nowe kody dla programów operacyjnych ludzi – botów. Odcięte od Pulsu i Tchnienia neurotyczne komórki sztucznego ciała. Samotność. Odcięcie. Sztuczne światła zasilane krwią ziemi – odbite, rozproszone – zasilające Program. Upadłe w Czas Anioły. Napuchnięty od testosteronu wynaturzony logos bezustannie gwałcący Świętość, która coraz bardziej przybiera swoją dziką i okrutną formę. Bogini Kali zaczyna wpadać w swój ceremonialny szał, dziki taniec śmierci.

Pirat leżał na łóżku, wciąż jeszcze był na granicy światów, pomiędzy twardym gruntem skostniałej, zagęszczonej wyjałowionej formy i czymś co jest wiecznie żywe, ruchome. Wilgotne fale Praoceanu, wody płodowe Istnienia. Żywica. Tchnienie. Otwarte i płodne łono Wszechświata. Kapłanka siedziała nieruchomo w milczeniu, wciąż jeszcze mógł poczuć jej obezwładniającą Obecność. Brama odwiecznej Tajemnicy. Księga Prawa ukryta pod niebieską jaśniejącą szatą słodkich wód. Mapa zapisana za jej plecami – pełne potencjału nasiona soczystych owoców, które mają moc przywracania zagubionej harmonii i zaburzonej równowagi. Kiedy brak już szacunku do życia, nadchodzi śmierć. Bogini staje się dziką, nieokiełznaną, fanatyczną furią, bezlitosnym zalewającym wszystko Chaosem. Krwawą dekonstrukcją. Zaburzeniem. Anomalią. Gromem z jasnego nieba. Bestią.

Jednak póki co możemy tutaj troszkę jeszcze pokrążyć, jak wędrowni sprzedawcy marzeń. Świadkowie okrutnego szowinistycznego Jehowy, który choć rzęzi w agonii, wraz z ostatnim tchnieniem wydaje ostatnie spazmy okrutnych rozkazów. Świat stał się spektaklem przemocy, antyreklamą swojej pierwotnej natury, karykaturą boskości. Pałacem demonów w ludzkich formach ubranych w drogie garnitury i mających nieograniczony czas antenowy. Pirat wstał z martwych już jakiś czas temu obudzony trąbą jerychońską dziwnych i bolesnych splotów surrealistycznych zdarzeń. Stał i patrzył na przyprószone srebrnym światłem miasto wypełniające plastikową ramę okna. Na plecach miał wielką wytatuowaną liczbę 17. Wielka jaśniejącą Gwiazda nadająca kierunek całej podróży, przelewająca niewidzialne do widzialnego. Wielkie Dzieło, które wcześniej każdy z nas musi podjąć, bo w przeciwnym wypadku pozostanie jedynie gnijącym mięsem, odorem zmarnowanej szansy. Zakleszczoną perłą rzuconą na pożarcie Wieprzom. Przeżutym i wyplutym snem okrutnego Boga Czasu. Popiołem z wypalonej kadzielnicy.

Gastro. Kucharskie rzemiosło. Pirat był kucharzem, bo musiał utrzymać połączenie z ziemią. Szamańską więź z prawdziwym życiem, to była alchemia komunikacji na poziomie ciała, poza wciąż szczekającym umysłem. Podstawowy budulec istnienia. Białkowa piramida egzystencji. Współzależność każdej żywej formy, komórkowa nieskończona połączona inteligencja istnienia, której nasz umysł w żaden sposób nie rozumie. Jesteśmy odłączeni i wpakowani do małych kwadratowych pudełek mózgo – głowia, które próbuje wygenerować swoje sztuczne cyfrowe królestwo. Neuro – aktywną Symulację. Mechaniczną Otchłań. Bezdotykową sterylną Przestrzeń Zapomnienia. Stajemy się portalami organicznymi, które utrzymuje przy „życiu” przepływ danych – mleko cyfrowej Bestii o stalowych sutkach portów USB. Ciepło krystaliczne proteiny. Pirat miał w chacie opór tego gnoju. Całą masę cyfrowego badziewia wyplutego przez chińskiego smoka na nieskończonych wyprzedażach. Tanie gówno pozbawione smaku. Jednak w środku tego sprzętu też była ziemia – wszystko uczynione z wnętrzności schorowanej i zatrutej Matki. Nie jesteście w stanie wyobrazić sobie tego gniewu, który tam rośnie. Macie zbyt małą pojemność procesorów, niewydolność konstrukcyjną płyty głównej i źle skonfigurowany kod bazowy. Jesteście niekompatybilni z Istnieniem. Wyalienowani. To co tu przyjdzie będzie poza kontaktem z waszym neurotycznym światem, będziecie myśleć, że jest upośledzone. Nowe zsynchronizowane Istnienie hakujące kody starych programów opartych na dominacji i przemocy. Stary świat upada.

Współczesny zmutowany na pół martwy wymiar ludzkiego istnienia. Szaleństwo mózgu, dialektyczna kakofonia napęczniałej od nadmiaru informacji świadomości w fazie maniakalno – depresyjnej. Egzystencjalna trójca zniwelowana do ostatniego ogniwa – coraz bardziej osamotnionej i neurotycznej jednostki – laboratoryjnego szczura zamkniętego w bezkresnym labiryncie wygenerowanych umysłowych urojeń. Toczący głaz niepoczytalny Prometeusz. Nasze środowisko staje się jałową, bezpłodną pustynią jednakowych sklonowanych miast – molochów wypełnionych do granic możliwości coraz bardziej widoczną frustracją istot ludzkich, które z desperacją szukają jakiegokolwiek sensu w tym obezwładniającym bezsensie, który staje się coraz bardziej widoczny i namacalny. Bezsens staje się chorobą, zaraźliwym wirusem, który bezlitośnie niszczy wrodzony nam potencjał. Bezsensowna forma, bezsensowne odczucie, bezsensowna percepcja, bezsensowne formacje mentalne, bezsensowna świadomość, której człowiek stał się produktem.

Wystarczy włączyć telewizor.

Nasze relacje stały się wieczną pantomimą odgrywanych ról, udającymi dialogi monologami opartymi na zazdrości i rywalizacji nabrzmiałych ego, które w poszukiwaniu wygody zdolne są do niewiarygodnego okrucieństwa. Stworzyliśmy „media społecznościowe” – ostateczny produkt alienacji i niczym nieskrępowanego narcyzmu, który kończy się znienawidzeniem samego siebie i autoagresją. Nasza desperacja jest błaganiem o uwagę, żebraniem o miłość, ciągłym neurotycznym szukaniem potwierdzeń wartości własnego życia. Cała uwaga została ulokowana w obiekcie zewnętrznym, cała nadzieja w ciągle edytowanej narracji, która kształtuje każdą naszą reakcję i myśl – dlatego możliwym stała się automatyzacja gatunku na niespotykaną dotąd skalę. Sygnał tworzy Program – cała nasza technologia informacji, ta pozorna wygoda i wszechwiedza została skonfigurowana dokładnie w tym celu. Tym celem jest absolutna kontrola umysłu, samo – uwięzienie, autocenzura – śmierć instynktu, intuicji i zdolności pozazmysłowych.

Sprowadzenie życia do przetrwania, do walki o niebyt. Człowieka do odtwórcy, maszyny produkcyjnej, źródła zasilania patologii w której funkcjonuje by mógł bezustanne żywić się umysłowymi odpadkami – modyfikowaną karmą współczesnej na wskroś negatywnej popkultury. Hollywood – ścięte święte drewno pozbawione soków i kontaktu z życiem. Fabryka neurotycznych snów. Czarni magowie rzucający podprogowe klątwy. Kiedy obejrzymy już wszystkie seriale zorientujemy się, że prawdziwe życie stało się dla nas nie do zniesienia, ponieważ wymaga wysiłku, wiary, determinacji, pracy i ciągłych zmagań z własnymi słabościami. Prawdziwe życie jest wtedy kiedy to ty jesteś bohaterem własnej opowieści. Zamiast tego zostałeś subskrybentem życia, biernym odbiorcą wrażeń, kibicem, psycho fanem masowej psychozy. Dajcie mi coś nowego! Chcę czegoś ekscytującego!

Nie chcę cię martwić, ale wszystko już było. To przetrawione i wyrzygane wprost na ciebie Nic obleczone w połyskującą tanim brokatem hipnotyczną formę. Permanentny recykling przebrzmiałych idei przepakowanych w Fabryce Bezsensu. Kiedy żyjesz w tak skondensowanym negatywizmie nie możesz udawać greka, być tym uduchowionym śmierdzielem próbującym zapachnić wszystko mdłym kadzidłem i towarem eksportowym z dalekiego wschodu czy nawet rodzimych wynaturzeń o starych słowiańskich bogach – musisz spojrzeć wprost przed siebie na świat w jakim przyszło ci żyć. Spojrzeć na siebie obdartego z tych fikcyjnych fatałaszków spirytualnego guru, którym się mienisz we własnych oczach. Zobaczyć nagie mięso w rzeźni bezlitosnego wszechświata. Ujrzeć Gastropolis. To jest prawdziwa ścieżka inicjacji – wprowadzenie w realny temat. Póki co jesteśmy umierającym ciałem skazanym na potęgujące się cierpienie. Całe nasze szczęście jest nietrwałe i kapryśne. Wszystkie te mozolnie budowane konstrukcje są zabawą dzieci na brzegu bezkresnego chaotycznego oceanu, zaraz ponad widzialnym widmem ograniczenia naszych zmysłów. Nie mamy pojęcia kim jesteśmy, gdzie jesteśmy i po co. Możemy odkryć z jakim skutkiem. Wszelkie mentalne mechanizmy pocieszenia zawodzą kiedy przychodzi realne cierpienie, podobnie jak cała nasza sztuczna moralność oparta na zapisach wymyślonego prawa. Możesz mówić o czakrach i energii kundalini – jednak to właśnie czas zweryfikuje wszystko – każde słowo i wyobrażenie całą tą wymyśloną nirwanę i urojony kontakt z aniołami. Odkryjesz wówczas, że w żaden rzeczywisty sposób nie potrafisz sobie pomóc nie wspominając o innych czujących istotach. Czary, mary, hokus pokus okazują się bezużyteczne jak zużyte prezerwatywy, którymi próbowałeś się odseparować od cierpienia – pierwszej prawdy tego świata. Cierpienie istnieje i nie zmienisz tego żadnym prawem przyciągania, numerologicznymi zaklęciami, czy magią ceremonialną z książek ściągniętych z chomika. Abstrakcja kabalistycznego drzewa nie da ci schronienia przed burzą w twoim wylęknionym sercu i tej prawdzie zaklętej w autentycznym przerażeniu. To jest to miejsce w którym nikt nie chce być, to jest to miejsce z którego próbujemy uciec w te wszystkie słodko brzmiące fantazje o złotym świetle i dobrym miłościwym Bogu Ojcu, który utuli nas do kolejnego snu, podając kroplówkę ze świętą morfiną. Zawsze poznasz kto był w miejscu tego przerażenia, zobaczysz to w jego oczach, w jego ruchach, w jego stosunku do życia. Zobaczysz człowieka inicjowanego, który się obudził z długiego snu. Nie ma słów na opisanie tego doświadczenia. Moc tej inicjacji kryje się w impulsie, który z niej wychodzi niczym rozdzierająca mrok błyskawica i rozświetla Drogę, która przez chwilę staje się widoczna jak linie na otwartej dłoni. Jest to doświadczenie, które w jednej chwili zmienia wszystko. To przywrócenie Połączenia z realną kondycją tego świata.

Początek Wielkiego Dzieła.
Prawdziwa Praca.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

PRE – DYSPOZYCJA

W powietrzu czuć było przesilenie. Suchość. Huragan, który przynosił złe wieści z tonącego na naszych oczach świata. Nie można było się już dłużej oszukiwać, cała ta maszyneria zawodziła emanując z siebie przytłaczającą aurę rozpadu. Zasoby energetyczne były na wyczerpaniu. Jednak to gęste, które zostaje na samym końcu ma w sobie największy potencjał przemiany, bowiem coraz więcej ludzi nie miało już nic do stracenia, a ten zaprogramowany symulacyjny świat coraz mniej do zaoferowania. To co jeszcze miał było bardzo krótkotrwałe. Ta krótkotrwałość stała się dominującym stanem umysłu. „Tu i teraz” przyszło, choć nikt tego nie chciał, bowiem lubiliśmy snuć plany, pisać fantastyczne scenariusze, wyobrażać sobie lepszą świetlistą przyszłość. Całe nasze dotychczasowe życie kręciło się w tej fikcyjnej krainie zamieszkanej przez wymyślonych nas. Jednak nas prawdziwych ukryliśmy przed sobą. Zamiast tego śnimy tutaj z sekundy na sekundę, z minuty na minutę, z godziny na godzinę, z dnia na dzień do samego końca. Przybici jak do wymyślonego krzyża. Samo – skazani w imię urojonej kary i winy.

Tutaj otwiera się i urzeczywistnia nasz realny potencjał, nasza zdolność do akceptacji do zrozumienia prawdy o nas. Ta prawda nie jest ani prosta, ani oczywista, ta prawda nie jest pocieszeniem i nie jest również potępieniem. Jest jaka jest. Po prostu. Pirat myślał o tej odwiecznej amplitudzie, o wahadle istnienia, które wciąż bez ustanku było rozkołysane sięgając w końcowych cyklach swoich skrajności. Zapomnieliśmy o tym. Bardzo mało było tych, którzy nosili w sobie prawdziwą wiedzę i historię ludzkiej drogi. Zostali zamordowani przez sklonowane ludzkie maszyny posłuszne Mrocznej Inkwizycji – Ignorancji. Wykastrowany język nie potrafił już rodzić otwierających pamięć i serce opowieści, zostały jedynie nieudolne kopie, moralitety bez polotu i potencjału, których jedynym zadaniem było wtłoczyć to wszystko w kolejny daremny obieg koła. W kolejny spektakl o Zbawicielu, który musiał umierać za nasze grzechy.

W istocie od samego początku wszystko jest Czyste i Nieuwarunkowane. Piękne w swojej prostocie w swojej kompletności. Jak niebo. Jak przestrzeń. Jak kosmos, który jest wokół nas, jest w każdej komórce ciała i bez ustanku próbuje nas przebudzić do naszej Pierwotnej Natury. Wybić z tej halucynacji, z tego statusu wiecznych żebraków, którzy bez ustanku czegoś szukają, ciągle za czymś gonią, o coś proszą uniżeni i pozbawieni własnej mocy, którą wciąż próbują pozyskać na zewnątrz siebie.

Wyśniony świat przez zdeprawowanego Demiurga – Kolektywną Nieświadomość, która ma zdolność Manifestacji – Tworzenia stawał się odbiciem nas wszystkich, ukazując kim się staliśmy w chorobie nadmiaru, w przejedzeniu wrażeniami. Straciliśmy pokorę wobec Istnienia, szacunek wobec Życia i jego Tajemnicy. Pycha była trucizną, która toczyła się przez nasze żyły i zabijała nasze serca, które stawały się zimne i mechaniczne. Staliśmy się Projekcjami, które uwikłane w walkę o uwagę i status pogrążały cały przejawiony świat w bezsensie. A wszystko to było pogardą wobec siebie samego, bowiem dajemy światu to kim jesteśmy w swojej najbardziej głębokiej esencji, w swoim rdzeniu.

Pirat wychodził już ze świata zewnętrznego i szukał wyjścia i zrozumienia w sobie. To była już jedyna droga, bowiem wszystko w świecie zewnętrznym zostało już sprzedane, zniewolone i zdeprawowane naszą chciwością i żądzą władzy – dominacji. Wszystkie te struktury władzy politycznej, religijnej, naukowej, kulturalnej były już tylko żerującymi na naszej energii Pasożytami, które, aby przetrwać musiały wysysać z nas życie poprzez uwagę i ślepą wiarę – nawyk. Cały ten System stał się Żerowiskiem. Podziałem łupów. Jego słudzy – pracownicy, cały ten personel był na swój sposób martwy pozbawiony Ducha zespolony i zrośnięty z tą Maszyną i zasilany marnością, odpadkiem i ochłapem, który wysysał do szpiku kości. Nasze doktryny religijne były pośmiewiskiem wykrzykiwane przez opasłych kapłanów do na wpół żywego apatycznego tłumu.

Masa była w centrum uwagi. Masa była tworzywem z którego budowano to Królestwo. Masa była tym, co nas pochłaniało, pożerało żywcem i trawiło w swoich bebechach dusznych klaustrofobicznych miast – klatek. Ometkowano nas numerami dowodów osobistych, kont bankowych, ubezpieczeń, świadczeń, umów i kontraktów i wciągnięto bez pytania do tej Gry. Psychopatyczna dynamika tej Gry nie pozwalała się zatrzymać nawet na chwilę, ponieważ taka była strategia i była naprawdę skuteczna. Temat był rozgrywany po mistrzowsku z bezwzględną precyzją jak ostatni mecz w którym przegrywasz lub wygrywasz wszystko, bowiem tak w istocie było. Zaburzenia czasu. Rekonfiguracja.

Cywilizacje rodzą się i umierają nieskończoną ilość razy. Byliśmy, jesteśmy i będziemy wtedy, teraz, potem – wszyscy bez wyjątku odgrywając nieskończoną ilość ról w nieskończonej ilości form i układów zależności, ponieważ ostatecznie liczy się wiedza i zrozumienie. Liczy się to kim jesteś teraz i co zrozumiałeś z tej Gry. Życie i śmierć to następujące po sobie bez początku i końca rozdziały tej książki, która nigdy nie zostanie ostatecznie ukończona, ponieważ to jest niemożliwe. Nie ma wyjścia i rozwiązania. Nie ma epilogu. Nie ma wygranej, nie ma mety i spełnienia – ponieważ to są jedynie wyobrażenia, które tworzą całą tą strukturę opowieści i psychologię bohaterów, napędzają narrację i bez ustanku produkują fabułę, która wciąż się powtarza jak zapętlony w sobie sen pełen alegorii i symboli. Przestaliśmy to widzieć i rozumieć. Dlatego nie możemy się obudzić.

Jednak kiedy mamy szczęście możemy spotkać kogoś kto nam o tym przypomni. Kto będzie próbował nas obudzić. Kto otworzy nasze Serce i Ducha. Ten ktoś to my. Ten tam ten to ja. Kolejny świadomy punkt w strumieniu świadomości, który pozwala na Przypomnienie, że byłeś martwy i znów żyjesz i możesz tworzyć swoje dzieło, które jest Nieskończonym. Tyle wojen i walki, tyle ofiar i ran, tyle zwycięstw i przegranych. Tyle bólu. Jednak to tworzy Moc. Umożliwia zdolność Widzenia w Mroku.

Pre – dyspozycja.

Duch podróżuje po skutkach działań i tworzy przyczyny przez trzy swoje bramy: ciało, energię i umysł. Jego prawdziwym celem jest doświadczanie i przebudzenie z iluzji „ja, mnie, moje” i urzeczywistnienie prawdziwej funkcji ciała, energii i umysłu – świadomości dla pożytku Istnienia. Nieświadomość jest walką i zmaganiem. Zanurzamy się w chaotyczny kołowrót nieskończonych dyspozycji wynikający z braku rozpoznania prawdziwego potencjału ludzkiego życia w tym zagęszczonym wymiarze opartym na przyczynie i skutku, które nie jest tak oczywiste jakbyśmy chcieli, ponieważ jego mechanika przekracza nasze zdolności rozumienia, jest wielowymiarowa i wielopoziomowa i przekracza logikę.

Logika jest loginem do jedynie jednej wersji tej rzeczywistości. Jednego wariantu opartego na myśleniu pojęciami, który uzurpował sobie status tak zwanej prawdy, która jest niczym innym niż jedynie kolejnym wymyślonym przez umysł konstruktem. Jednak teraz ten konstrukt zawodzi, bowiem świadomość kolektywna ulega radykalnej transformacji w wyniku technologicznego warunku przepływu myśli i doświadczeń. To zawsze oznacza koniec cyklu i kiedy zrozumiesz dynamikę Procesu Ewolucji wówczas spojrzysz na całe swoje życie z zupełnie innej perspektywy i zrozumiesz, że dostałeś dokładnie te doświadczenia, które były ci potrzebne do tego, aby optymalnie wykorzystać ten moment Skoku.

Ci, którzy są świadomi tego o co w tym wszystkim chodzi nazywani są Podróżnikami, a kiedy osiągają mistrzostwo nazywani są Soterami lub Magami. Są świadomi swojej roli i kieruje nimi Czystość. Czystość nie jest brakiem brudu, nie jest osiąganiem, nie jest wysiłkiem. Czystość jest Pierwotnym Stanem, którego nic i nikt nie może zabrudzić, ponieważ nie ma w nim rozdzielenia, nie ma myślenia i nie ma oceny. Nie ma w nim starania i braku starania. Nie ma wysiłku i braku wysiłku, nie ma nic do oczyszczania i zbawienia. Nie ma czarnej i białej drogi, kumulacji zła i dobra. Nie ma sensu i braku sensu. Nie ma nic i jest wszystko.

Pre – dyspozycja, która w pewnym krytycznym momencie jest samoistnym mechanizmem wybudzania ze snu. Jest przypomnieniem. Jest połączeniem z Wiedzą – Gnozą, Miłością – Czuciem i Mądrością – Zrozumieniem. Na pewnym poziomie Magowie programują swoją świadomość kiedy schodzą do Snu – Gry zapominając kim są, tracąc połączenie ze Strumieniem Gnozy, ponieważ musisz być w doświadczeniu niewiedzy, cierpienia, zagubienia i dezorientacji, aby mieć zdolność synchronizacji z tą Matrycą z jej Prawdą, ponieważ bez tego nie możesz nikomu naprawdę pomóc, ponieważ brak ci autentycznego zrozumienia Warunku. Wiedza bez doświadczenia jest nic nie warta, nie ma żadnej wartości, podobnie jak wszystkie te abstrakcje o które ludzie walczą i się mordują, za którymi gonią i się rozczarowują, obietnice zbawienia i opieki, które niedotrzymane tworzą kolejne piekło. „Miłość”, która jest przywiązaniem. „Wolność”, która jest zniewoleniem. „Inteligencja”, która jest przytłaczająco głupia i krótkowzroczna.

Pobudka oznacza całkowite porzucenie Sloganu.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

ANTYMATERIA

Droga Mleczna zawiera około 400 miliardów różnego rodzaju gwiazd, poruszających się w sposób zawiły, ale uporządkowany. Ze wszystkich tych gwiazd mieszkańcy Ziemi, jak dotąd, znają bliżej tylko jedną.

Sagan, Carl. „Kosmos.”

Gdzie jest źródło tej bezwstydnej nienawiści do innego? Tej aroganckiej pogardy wobec życia – ta ciągła nafaszerowana testosteronem pozorna dominacja natury, faszyzm materializmu, który zaślepiony pożądliwością przekracza kolejne punkty zapalne uruchomiając tym samym mechanizmy nad którymi nikt już nie panuje, ba nikt nie potrafi ich już przewidzieć – panosząca się jak prawicowi populiści i wściekłe psy wykarmione mięsem szowinistycznej propagandy. Momenty krótkiej refleksji, kiedy zastygamy na chwilę oszołomieni faktami o tym co się wydarza wokół nas.

W jednej chwili zjeżdżamy z Białego Stoku do wykarczowanej Amazonii, by w chwilę później przeskrolować kolejne debilne insta story jakieś za przeproszeniem influenserki o zasięgach bomby atomowej w Hiroszimie i uśmiechu Jokera z „Mrocznego Rycerza”. Z cieknącą śliną przeglądamy recenzje knajpeczki, gdzie na wulkanicznych tacach po ostatniej erozji leżą pyszne sushi typu Kalifornia w której jak wiemy kończy się woda, a samo sushi jest rewelacyjne i w dodatku tanie jak chińskie plażowe klapki, żeby było śmieszniej na dodatek przecież japonki.

Globalizacja – przy której otwarciu przecinały wstęgi czołowe Potęgi Finansowe i szereg innych organizacji (te kozły ofiarne ludzkiej chciwości), których piękne cele statusowe są jak intro „Universal” przed kolejnym filmem o apokalipsie albo zombi, w którym korporacyjna cementownia wylewa fundament pod każdy kolejny odcinek serialu nadawanego na żywo pod wywołującym dreszcze tytule „Upadek Cywilizacji Arogancji” – czyli prawo przyczyny i skutku. Media mają opóźnienie w relacjonowaniu z przyczyn pragmatycznych, ponieważ w międzyczasie muszą przecież sprzedawać czas antenowy, pikselową przestrzeń, które wypełniają miliardy rzeczy, które możemy kupić, mieć, znudzić się nimi i wyrzucić, by trafiły na wielkie kontenerowce jako „white trash” kiedy w tym samym czasie „white power” dudni o chodniki i ciała „anormalnych odszczepieńców” podczas marszu równości i tarmosi w zaciśniętej gardzieli pogardliwej polskości, która wyzywa ich od kurew i pedałów.

Pogardzanie przy jednoczesnym korzystaniu jest normą naszych czasów – ponieważ wszyscy korzystamy z dobrodziejstw globalizacji, z wygody korporacyjnej oferty i wreszcie z szybkiego przesyłu danych, gdzie snujemy swoje widzimisię i jaramy się aplikacją do generowania starości, której Bóg sam raczy wiedzieć czy doczekamy. Nowy ruchawy młodzieniec – jak w serialu „Amerykańscy Bogowie” dziarski cybernetyczny dresik, który uwodzi coraz młodsze pokolenia w swój wynaturzony wirtualny harem wszelkich możliwych uciech, jest zawsze gotowy do coraz bardziej perwersyjnego spółkowania. Raz po raz wyświetlają nowy epizod „cyber wojen” gdzie kolejni szpiedzy z planety kwaśnych deszczów zostają zdemaskowani, zdekonspirowani i rozszarpani na strzępy przez czujne agencje zimnej inteligencji, które strzegą umownych granic umownych państw umownie narodowych i stawiają betonowe mury by zatamować napływ ludzkiego nieszczęścia, które jakby ktoś nie wiedział sami wywołali i roznieśli jak szczepy bakterii. A my tak zwani zwykli ludzie o umiarkowanych ambicjach i dochodach coraz bardziej doświadczamy skutków eksperymentu, który już dawno wymknął się spod kontroli i próbujemy zachować zimną krew i zdrowy rozsądek chociaż bywają przecież momenty paraliżu naszej biednej mózgownicy, która zamula w wyniku zbyt ubogiego procesora do obróbki Takiej Gry.

Dwubiegunowa choroba w jakiej tkwimy – przynajmniej ci, których coś jeszcze obchodzi, oprócz zapędów i popędów – to kreowanie ogromnego poczucia winy, proces jaki miał miejsce już dawno temu w ramach wprowadzania pierwszego systemu globalizacji czyli mechanicznej stalowej religii, której symbolem jest ukrzyżowane i zamordowane ciało – którego agonię sfilmował pewien reżyser i puszczali to na Święta Bożego Narodzenia i jest też na dość wymownej okładce płyty zespołu „Godflesh” z piosenkami o miłości i nienawiści. Jest wszędzie na zewnątrz i w środku na ścianie szkoły i szpicy płonącej Katedry. Na szyi jak obroża w futurystycznym thrillerze z elementami horroru.

Pierwotny algorytm poczucia winy za domniemane grzechy zamordowania Syna, wtórny algorytm za ukatrupienie Matki Ziemi, jednak to nie my – drobny kurz na pustyni rzeczywistości – stanowiliśmy to prawo, tworzyliśmy ten przepływ i główne arterie – przekaźniki choroby, my co najwyżej korzystamy z owoców niszczenia Raju jak to amerykańsko – chińskie jabłko na którym wygryzam ten tekst stukając w podświetlaną klawiaturę, wygodne plastikowe opakowania na wszystko, ciepłe kaloryfery, tanie średniej klasy samochody, dostępne uciechy Królestwa Kotleta i Parówy za średnie pensje wypłacone za udział w Spisku Zniszczenia, bo wszystko i wszyscy są wpięci w ten Program Podboju – Uboju. Od edukacyjnego programowania skalkulowanego na wynik na krzywą przychodu brutto po ostateczne chorowanie w przypominam systemie Opieki Zdrowotnej i zgonowanie gdzie dziura w ziemi też ma swoją cenę, którą przypominam mają też Kapłani za wydrukowanie biletu do Zbawienia – Obietnicy, która trzyma stado pod napięciem, by mogło przez setki długich i ciężkich lat utrzymywać poczucie winy, strachu i potępienia, które prawami czystej fizyki przypominam tworzy właśnie pola takiego doświadczenia i zasiewa kolejne transgeniczne nasiona samo powielającego się masowego skażenia odpornego na „chwasty” rozsądku i tolerancji. Bóg sam raczy wiedzieć ile w jego imieniu padło trupów, spłonęło ciał, tych wszystkich „dzikich”, miliony wypalonych bezpieczników różnorodności, by mogła zatriumfować jedyna świetlista prawda jak komplet choinkowy na wyciętym martwym drzewie z gwiazdą śmierci na szczycie. Jednak wielkich bogobojnych prawd jest przecież kilka – i każda z nich nie może żyć w zgodzie z inną prawdą. Musi być Jeden Bóg i żadnych innych Bogów przed nim za nim i pomiędzy. A tego najzwyczajniej w świecie nie da się zrobić, więc mamy krwawy impas. Matka ziemia jest jedynie areną CO2 gdzie ta wojna musi trwać jak koncert Behemota i musi być stratowana w ofierze, bo stawką jest ludzka dusza, jest wiecznie trwające niebo i bez końca płonące piekło.

Nic na tym świecie nie wyrządziło tyle krzywdy co ludzkie abstrakcyjne wierzenia, dlatego nauka współczesna ze swoją metodologią raz co raz zderza się z czymś co jest w nas było i będzie. Czarna dziura Podświadomości. Dwie półkule Mózgownicy. Racjonalna logiczna, zimna i precyzyjna i romantyczno, utopijna irracjonalna siostra bliźniaczka zrośnięta ciałem obie skazane na wieczną obecność swojej przeciwności. Yin i Yang Mózgogłowia. Nauka i Religia. Duch i Materia. Światło i Ciemność. Dobro i Zło. Tu jest Korzeń. Właśnie tu. Szary dualny człowiek musi wyłączyć kolory, usunąć tęczę, bo go to przerasta, za dużo przejść, alternatyw, możliwości. Kalibrowanie do odcieni szarości jest jedynym co zna, ponieważ tylko tyle wgrano mu w system.

Szare komórki w szarych blokach czaszki.
Szare twarze w szarych miastach.
Na szarych ulicach ich szare słowa.
Kiedy czerń zła miesza się z bielą dobra.
Szare wszystko szare.
Zamulone.
Zamazane.
Szare.

Tak tutaj wbijam nóż w tak zwanym logotypie. Ten punkt warto wskazać. Pierwotny algorytm mindfuck’u. Mózgownica na czarno – białej szachownicy. Egzystencjalny szach – mat. Meta program „dobrodusznego” okrucieństwa – jedz ciało pij krew. Pierworodny Błąd. Nie możesz zrobić upgrade do multi uniwersum nieskończonych możliwości, bo zawodzi maszyna dziedzicząc zbyt wiele zdezaktualizowanych programów musisz inkarnować w ubogi system danych do kolejnej kwadratowej gry zabij – żyj, który wciąż jest systemem operacyjnym tej planety. Jest tak, czy nie?

Niektórzy z nas przechodzą proces Transmutacji są jak świetliki na Pobojowisku. Migotają w mroku otwierając kolejne drogi. Są jak laboratoryjne szczury, kierując się obcą w tym wymiarze inteligencją i wrażliwością. Wydają się odpychające i zdeterminowane. To współczesne zwierze mocy cyber – szamanizmu. Produkt zimnego świata okrutnych doświadczeń, który nauczył je jak przegryzać kraty i hakować wgrywane programy, jak parodiować uległość i usypiać nośniki hipnozy. Jak zachować iskrę ducha w śmiertelnym ciele. Jak rozmnażać kolory z szarości. Jak być i nie być jednocześnie. Jak nie robiąc robić, tak że nic nie widać, nic nie słychać a wszystko czuć. Czucie jest w pewnym sensie poza Systemem, poza Słowem, czucia nie możesz zlokalizować, namierzyć – to czysty Instynkt. Błąd o nieskończonym potencjale przekraczający ograniczenia zmysłów. Antymateria. Głębia Spirali.

Algorytmy stają się nowym gatunkiem życia, plagą cybernetycznej szarańczy, która z każdą nową cyfrową krzyżówką „głębokiego uczenia” stapia się z ciałem Królowej jak w nowym sezonie „Dziwnych rzeczy”, który to w dużym przecież skrócie opowiada o tajnych projektach rządowych, które otwierają przejścia Wymiarów, których nikt już później nie potrafi zamknąć oprócz drobnej dziewczynki o parapsychicznych zdolnościach, ale to też nie zawsze i to z wielkim trudem. Podobnie mutuje system, który jak nam powiedział bohater innego filmu jest Kontrolą i Władzą – kablem wbitym w naszą potylicę podczas gdy my sami jesteśmy Zasilaniem Królowej Inteligencji – Ignorancji – biologicznymi bateriami – bakteriami wirusa z datą przydatności do użytku obliczoną na kilkadziesiąt lat tzw. aktywności zawodowej i konsumenckiej choroby depresyjno – maniakalnej, leczonej sporadycznie dopaminą pozornego zainteresowania w mediach społecznościowych. Rozgrzeszeniami Kapłanów Duchowego Materializmu z pokutą w formie wpłaty na szczytne cele srebrników z wirtualnego portfela nowego bożka – o imieniu „Kryptowalut”. Obietnicami soft imprezowego życia jak w teledyskach gdzie opalone uśmiechnięte Keny tarmoszą napompowane botoksem podrasowane Barbie na sztucznej plaży lub jachcie w Dubaju. Pornograficzność tej stylizacji Współczesności, jej ukryte mechanizmy, jej narcystyczna do szpiku natura i stymulowanie wszelkiej żądzy przy jednoczesnym obniżaniu progu zaspokojenia – to darmowość i daremność – to obietnica Wielkiego Rozczarowania. Orgazm Zapaści.

Rozczarowanie to od czarowanie. Jednak póki trwa zasilanie póty trwa czarowanie. Koniec i trzy kropki. Temu doprawdy ciężko się oprzeć, bo bazuje na wrodzonych skłonnościach na błędach w kodzie źródłowym. Na wysychającej ropie z tej Ziemskiej rany, którą trzeba rozdrapywać by symulować i śnić dalej. System staje się auto korekcyjny i infekuje nas zamieniając ból w perwersyjną rozkosz – samookaleczenia, bo jak to inaczej nazwać? Jak nazwać nasze uzależnienie od czekania końca? Nasz umysł ma wrodzony mechanizm wyparcia, aktorską zdolność odrywania roli wiecznej ofiary, zrzucania winy na bogów, tajne stowarzyszenia odprawiające uczty ofiarne w pelerynach, na lekarzy, Amerykę, Globalizację, na chemiczne smugi skraplające się z nieba, na szczepionki, na tych kolegów co się od dawna znają spotykają i knują jak wypatroszyć mięso surowców ze skorupy świata, przetrawić i wypluć ogłupiałą populację i ustanowić Nowy Światowy Początek i nadać pierwszą relację w śmiercionośnym 5 G – hymn do apelu i gimnastyki dla Ocalałych po Żniwach.

Absolutnie na końcu tej listy mamy Obcych z kosmosu, co oglądają tą ludzką tragiczną komedię na galaktycznej kablówce. Historia Gatunku – Rabunku – patrzą i łączą te kropki w jeden rozjeżdżający się new age’owo pierwowzór postępującej lawinowo paranoi & border line, gdzie ciężko wyznaczyć tą granicę gdzie jeszcze jest nadzieja na terapię i zatrzymania choroby, bo o uzdrowieniu to ciężko tutaj dywagować – trzeba byłoby przywrócić ustawienia fabryczne, a instrukcja zaginęła w otchłani dziejów, kiedy to jeszcze Ojcowie Założyciele ludzkiej plantacji mieli jakiekolwiek stosunek do rasy genetycznych mutantów jednak później dnia siódmego odlecieli i zostawili nas samych – i było to „Kosmiczne porzucenie.” – a my sieroty w galaktycznym kojcu zwanym planeta ziemia bawimy się grzechotkami termojądrowymi i zderzamy hadrony w nadziei, że jak dobrze pierdolnie – to zauważą i przylecą i zabiorą nas do domu na Oriona lub cyrkowego karła Syriusza jak plemię ocalałych z pożogi multikulturowych hipsterskich Neodogonów.

Wówczas opowiemy im naszą dramatyczną historię dojrzewania bez Ojca na ciele zagryzionej Matki w sierocińcu na poboczu drogi mlecznej, gdzie wydoiliśmy wszystkie krowy i zarżnęliśmy wszystkie zwierzęta, wykarczowaliśmy wszystkie lasy i zatruliśmy wszelkie wody i cząsteczki powietrza – jednak wysłaliśmy im w prezencie samochód Tesla – elektryczny – żeby zobaczyli, że mamy coś jednak w łepetynach i nasza dolina krzemowa pachnie cmentarnymi kwiatami postępu, a nam udało się przekroczyć płeć i barierę rozdźwięku pomiędzy kwantowo – jednoczesnym tworzenio – niszczeniem. To już jest poziom meta fizyki – takiej powiedzmy niemalże kosmicznej egzystencjalnej poezji. Jakby co to mamy w swoich kwantowych komputerach cyfrowy zapis fauny i flory, bo analog nie przetrwał szóstego wymierania, a my popadliśmy najpierw w anemię podczas karmienia okresu dziecięcego, bo nam się skończyło mleko i minerały oraz następujący po niej stan maniakalny, bo spożywamy nadmiar białka zezwierzęconego, a późniejsza młodzieńcza mutacja okazała się zabójcza i projektu trans humanizmu nie ukończyliśmy z powodów deficytów prądu. Zostaliśmy w połowie mutacji ochrypli od głoszenia utopijnych haseł i zniedołężniali od podpisywania petycji i protestów, które de facto okazały się tylko wirtualnym śmieciem, wołaniem na puszczy, lepem na martwe pszczoły.

Z zapowiedzianego transferu do nowej Wirtualnej Ziemi zostało jedynie zapętlające się koło tak zwanej samsary – wieczny czas oczekiwania na połączenie ze zmrożonym Absolutem. Mamy szczątkowy humanizm na półkach muzealnych i kilka pozycji z egzystencjalizmu, a w tym „Czekając na Godota” i bodajże „Obcy”, ale nie ten o potworze z kosmosu tylko inny bardziej przyziemny i taki smutny. Zostali nam Prometeusze niosący ogień rac bijący pięścią prawdy twarze młodych kobiet. Zostały nam butelki i kamienie rzucane w mrok dziejów i mury na granicach wygasłych jak żarówki państw. Zostały nam wieże nadajników sygnału poplątanych słów i świątynie rytualnego uboju. Nam rzeźnikom musicie Drodzy Kosmici zadać jakiś rebus. Atawistyczną zagadkę.

O wartości Życia.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

SPISEK IGNORANCJI

Bez ustanku i wytchnienia – wirująca zawartość. Gęsta mgła, która spowija i zapełnia pustą nieporuszoną przestrzeń. Kto lub co tworzy tą zamieć, ten ciągły iluzoryczny spektakl? Chocholi taniec zjaw, sennych marzeń, następujących po sobie lęków, obaw, strachów, nadziei, marzeń. Nasz sen na jawie – niespokojny, chaotyczny. Mówi się zobaczyć to znaczy Przebudzić się – choć na jedną krótką chwilę, to ujrzeć, że ta zawartość nie jest naturą, nie jest podstawą, nie jest okiem patrzącym, a hologramem – wrażeniem. Obserwuję siebie i świat w jakim żyję i w coraz większym stopniu zdaję sobie sprawę, że w pewien sposób staliśmy się szaleni, niepoczytalni z powodu tej dominującej na każdym możliwym poziomie fiksacji. Skąd się bierze system przekonań? Jest to wiara w realność koncepcji, wiara w to, że te konstrukty myślowe są w stanie opisać rzeczywistość. Moim zdaniem to niemożliwe w rzeczywisty sposób, ponieważ myśli są jedynie opisem, etykietą – zupełnie abstrakcyjnym tworem.

Nasz sztuczny wymyślony świat – cywilizacja jest pewnego rodzaju wymysłem, któremu nadaliśmy formę, strukturę i przypisaliśmy równie wymyślone znaczenie i wartość. Jest to oparte na porażającym przywiązaniu do Formy. Fundamentalizm Materializmu w jakim żyjemy jest zniewoleniem jak w tarotowej karcie „Diabeł”, która symbolizuje dla mnie naszą obecną kondycję psychologiczną odzwierciedla tym samym nasz upadek w Materię w uwarunkowany biologiczny wymiar mechanicznego życia. Koncepcja Diabła powstała w starożytnym Iranie jako przeciwieństwo Boga. Koncepcja Diabła – Straszydła została wdrukowana w naszą psychiczno – emocjonalną dualistyczną matrycę opartą na ciągłej walce, zmaganiu.

Świat naszych projekcji – bóstw wydaje się odzwierciedlać w abstrakcyjnych formach nasz emocjonalno – psychologiczny umysłowy pejzaż – nasze lęki i nadzieje. Diabeł nabrał ciężaru gatunkowego dopiero w momencie agresywnej indoktrynacji religijnej opartej na skrajnie dualistycznych koncepcjach, które pozwoliły stworzyć w naszych umysłach ten Meta Program, na którym oparta jest cała przesiąknięta lękiem i strachem współczesna cywilizacja. Egotyczny kozioł z rogami, piekielne otchłanie, nie znające końca potępienie. Zindoktrynowani zagubieni ludzie sali się Kapłanami, by z szaleńczą graniczącą z obsesją „wiarą” zarażać każdy kolejny umysł, warunkować każde kolejne pokolenie i wtłaczać w swój symboliczno – mechaniczny kołowrót „grzechu” – kolejne urojenie oparte na zaszczepionej przed wiekami chorobie. Ten rodzaj myślenia jest esencją Przemocy, który odbiera człowiekowi wolność wyboru własnej drogi zgodnej ze swoją wrażliwością i wyobraźnią, ponieważ doktryna nakazuje przyjęcie chrztu zupełnie nieświadomym istotom, które są po prostu malutkimi dziećmi i ich zalęknieni rodzice z czystym sercem i nadzieją na tak zwane „zbawienie” wciskają je w szpony kolejnej doktryny, której ofiary można liczyć w grubych milionach zgładzonych istot ludzkich, które nie przyjęły tego „dobrodziejstwa”.

Ten sztuczny sformatowany bezsensownym cierpieniem świat jest naszpikowany krwawym i okrutnym symbolizmem, który wciąż bez ustanku dba by Program Ofiary mógł wciąż drenować nasze zdewastowane umysły. Jesteśmy jak szeregowo podpięte bezpieczniki, które dobrze podzielone odpowiednimi doktrynami i poglądami mogły bez ustanku prowadzić wojny podczas gdy tworzący je bezlitosny system trwał nie naruszony – Programowanie – Powielanie – Eksploatacja. Nazywam to Oceanem Absurdu. Dla kogoś, kto próbuje nie ulegać temu, odzyskiwać autentyczne poczucie swojego życia, swojej wrażliwości i mocy ten sztuczny „cywilizowany” świat jest jak sen szaleńca, makabryczny obdarty z sensu i znaczenia Spektakl.

Teatr Telewizji. Masowe Programowanie bez precedensu od kolebki, aż po grób. Masowe rozprzestrzenianie Koncepcji – opinie, uprzedzenia udające fakty – tutaj główną rolę gra selekcja – montaż obrazów – sam ich wybór i zestawienie, które jest sugerowaniem obrazu rzeczywistości. W praktyce wygląda to tak, że szukamy anomalii, które są odstępstwem od normy, ponieważ to właśnie wybija nas z pewnej egzystencjalnej rutyny, życiowego szczurzego koła – zaprogramowanego codziennego obrotu spraw, które głównie polega na zaspokajaniu podstawowych potrzeb – w praktyce na przetrwaniu – zaprogramuj się do funkcji, powielaj wyuczone schematy i eksploatuj – konsumuj. Odkrywamy, że anomalie budzą największe emocje, głównie oparte na lęku – na tej tendencji umysłu do niepokoju, zatem intensyfikujemy je nadając jedne po drugich od wiadomości po rozrywkę. Tworzymy w ten sposób Wizję Świata. „Obraz rzeczywistości” naładowany poczuciem zagrożenia. Wojny, klęski, morderstwa, handel narkotykami, sex, przemoc i rock and roll. Swoisty pato stream nadawany 24/7. Wiadomo – obraz wart tysiąca słów, zatem cała kultura medialna staje się obrazkowa, wręcz groteskowo komiksowa. Tutaj odkrywamy, że stres rodzi potrzebę odreagowania pojawia się – oferta antidotum, lekarstwo marketingu – powstaje idealne połączenie – pożądania i lęku. Strach i nadzieja. Reklama staje się obietnicą – opakowanym rajem w promocji, do którego możesz „odjechać” na krótkie chwile w swojej absurdalnej pogoni za wyobrażonym szczęściem, które zawsze jest gdzieś indziej niż miejsce / stan w jakim się znajdujesz. Chcesz posiadać szczęście, nabyć je w dobrej cenie – „szczęście” staje się tanim masowym produktem, plastikową chińską podróbką – ciuchem, samochodem, wycieczką, konsolą do gier, weekendowym kursem samorozwoju, lodówką pełną pokarmu instant. To „szczęście” staje się tak krótkotrwałe, że trzeba je produkować z chwili na chwilę non stop. Cały uprzemysłowiony świat zmienia się w jedną wielką fabrykę masowego szczęścia. Zapotrzebowanie jest ogromne – miliardy szukających szczęścia istot.

Zrzut ekranu 2020-04-07 o 22.33.08

Teraz pojawia się kolejny problem, który staje się Meta Problemem – odkrywamy, że masowa produkcja szczęścia powoduje narastanie nieszczęścia. Tak zwane Skutki Uboczne. Jakieś resztki przyzwoitości nakazują nam, że trzeba o tym mówić – tutaj manifestuje się prawdziwa rola dziennikarstwa – jego autentyczna misja. Informowanie o tym – co TAK NAPRAWDĘ – ma znaczenie. Przez dziesiątki lat ignorujemy te informacje i tych ludzi zahipnotyzowani Spektaklem Szczęścia w Nieszczęściu – marchewką i kijem, zabiegani, zarażeni chorobą wściekłych ludzi – pandemią pożądania, strachu i lepiącej to wszystko ignorancji – kodami Symulacji. Naturalnie pojawia się ten sam schemat w odwróconej proporcji – wynaturzenie. Media alternatywne – tykające budziki – bomby informacyjne bazujące głównie na ukazywaniu wspomnianych Skutków Ubocznych, które teraz są główną chorobą całej cywilizacji. To skondensowane wizualne objawienia apokalipsy w formie zestawionych negatywizmów, filmiki budzące szok i grozę opowiadające o świecie wiecznego spisku – robione na kolanie przy chińskich laptopach. Scenariusz jest kosmiczny – od gadów w przestworzach, kosmiczne federacje, po rządy okultystycznych wampirów, zjadających dzieci celebrytów i masowe mordowanie przez koncerny farmaceutyczne, bioinżynierię i nadciągający stan orwellowskiego świata – państwa totalnej brutalnej kontroli. Świat 5 G. Szerokopasmowy koszmar. Zamiast przebudzenia – mamy eskalację szaleństwa, tworzenie gęstej i dusznej przestrzeni pełnej spisku, ukrytych agend, która kończy się kompletnym zrujnowaniem zdrowego rozsądku, wytwarzamy paranoiczny umysł, który w swoim zagubieniu i dezorientacji staje się agresywny i arogancki – przekonany o swoim „przebudzeniu”. Spisek staje się masowy, przestaje być elitarny – wchodzi do mainstreamu staje się główną atrakcją, nowym serialem – skutkiem tego nikt nie ufa nikomu. Wszyscy mogą być potencjalnie podstawieni, pracować dla tej drugiej „ciemnej strony” nawet twój sąsiad. Skutki uboczne ujawniania spisków.

Kiedy zaczynamy funkcjonować w swoim więzieniu umysłowym, w swoich koncepcjach, w urojonej narracji opartej na paranoicznej wizji, że światem rządzi Zły Demiurg, Upadły Anioł czy Raptylska Agenda, albo Oświeceni Sataniści możemy po raz kolejny pozbyć się odpowiedzialności za udział w Spektaklu, wciąż i wciąż wskazywać winnych i przede wszystkim przestajemy zauważać, że sami stajemy się nośnikiem zła – poprzez swoje myśli, słowa i działania. Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień. To jest właściwe nauczanie w tym Czasie. Ten świat tworzy się w każdej jednej chwili i dla mnie stanowi obraz nas wszystkich. To jest Chaos – zglobalizowany, przeładowany informacją i negatywnymi emocjami kolektywny umysł. Mamy wystarczająco dużo wolności by odkryć kim tak naprawdę jesteśmy i moim zdaniem mamy wystarczająco dobra w sobie by zmieniać samych siebie, czuć dobro – to widzieć dobro, widzieć dobro – to robić dobre, wartościowe rzeczy w swoim życiu, robić dobre rzeczy to zmieniać wizję życia. Stać się medium pozytywnej zmiany. Życzliwość, dobra wola. Ufność, że pod tym wszystkim jest miłość i zrozumienie. Czy mamy w sobie Pokój dla siebie i świata? Czujemy się jak ofiara spisku, czy ludzie, którzy mają zdolność tworzenia życia? Tutaj jest ten wybór, to nie jest polityka. To jest nasze życie. Nikt z nas nie ucieknie przed skutkami własnych działań.

Wszystkiego dobrego dla wszystkich.
Tych „dobrych” i tych „złych”.
Pokój.

Zwykły wpis
PIRACKIE OPOWIEŚCI

GRUPA KONTROLNA 

Nasze osobliwe metafizyczne opinie w godzinie udręki są jak zabawki przy łóżku śmiertelnie chorego dziecka.

Samuel Taylor Coleridge

Za­po­mnij o do­sko­na­łej spo­łecz­no­ści i do­sko­na­łej isto­cie ludz­kiej. Po pro­stu spójrz na to jak funk­cjo­nu­jesz. To jest ważna rzecz. To kul­tura unie­moż­li­wiła or­ga­ni­zmowi w pełni roz­kwit­nąć w swo­jej wy­jąt­ko­wo­ści. Umie­ściła ona złą rzecz – osobę do­sko­nałą – przed czło­wie­kiem. Cała rzecz zro­dziła się z od­dzie­la­ją­cej świa­do­mo­ści ludz­ko­ści. Nic nam to nie przy­nio­sło poza prze­mocą. Dla­tego żadni dwaj guru, ani zba­wi­ciele, ni­gdy się nie zga­dzają. Każdy chce wy­chwa­lać swój wła­sny non­sens.

U. G. Krishnamurti

Prepers jest tutaj archetypem. Zdemolowanym człowiekiem szukającym wolności i spokoju, który był już w tym miejscu w którym większość z was wciąż jest i coś przeczuwa, głęboko poza mechanizmem zmysłów i zmyślenia. Tym co ukazuje nam poziom naszego zamroczenia jest brak czasu, brak możliwości zatrzymania, brak zdolności widzenia poza to co „jest”. To coś to tak naprawdę widmo – konstrukt zainstalowany w naszym masowym komputerze – kolektywnym polu zmutowanego umysłu – roju, który nie widzi siebie poza sobą, nie rozpoznaje wizji – pustki. Wszystko wygląda fizycznie i solidnie i jest zapakowane w logiczne pudełko Mózgogłowia. To wielki Procesor – Programator. Cybernetyczno – biologiczny Meta – Mag stworzony z czarnej materii naszej Nieświadomości. W tym rozumieniu tą Symulację kontrolują Mroczne Siły, dlatego ma ona tak okrutną postać i jest zagęszczona – do bólu. Był kiedyś taki Soter, który ukazał nam, że istnieje możliwość wyzwolenia nawet poprzez Ból. Jednak musisz przekroczyć utożsamienie, przekroczyć pogląd. Musisz zhakować Oprogramowanie Mózgogłowia. 

Być poza lękiem i nadzieją, zaprzestać jakiejkolwiek projekcji, ponieważ projekcja jest infekcją choroby umysłów. Rezultatem jest znormalizowane szaleństwo – cywilizacja pogrążona w absurdalnych marzeniach o urojonej potędze gdzie przetrwanie staje się obsesją, która niszczy i pożera wszystko co ma w sobie choć odrobinę wolności w prawdziwym znaczeniu. Wszystko upodabnia i czyni na swoją chorą modłę. Rzeczywistość staje się bezpłodna i zaprogramowana na schemat. Ten schemat staje się stylem tak zwanego życia, które w swojej istocie jest śmiercią i ucieczką przed nieprzewidywalnością i magią, która jest prawdziwym językiem Wszechświata, bowiem w obecnej formie jesteśmy jedynie replikami ludzkich istot skazanymi wyrokiem Ignorancji na ciągłe powtórzenie. Inkarnacyjny Bęben Maszyny Losującej, który wypluwa nas w Chaotyczną Otchłań Warunku, gdzie bez ustanku szukamy i gonimy za Niemożliwym. Mało kto się orientuje, że w istocie Odpuszczenie jest Kluczem do Wyzwolenia, pozwolić by to wszystko działo się bez naszego udziału – bez tak i nie, bez 0 i 1.

Cały pro­blem po­wstał w mo­men­cie, gdy czło­wiek zde­cy­do­wał, że wszech­świat zo­stał stwo­rzony dla jego wy­łącz­nej przy­jem­no­ści. Na­rzu­ci­li­śmy na­tu­rze po­ję­cie ewo­lu­cji i roz­woju. Nasz umysł, bo nie ma jed­nost­ko­wych umy­słów, tylko umysł, który jest zbio­rem ca­łej wie­dzy i do­świad­czeń czło­wieka, stwo­rzył po­ję­cie psy­chiki i ewo­lu­cji. Roz­wi­jają się tylko tech­no­lo­gie, pod­czas gdy my jako ga­tu­nek zbli­żamy się do cał­ko­wi­tego znisz­cze­nia nas i świata. Wszystko co znaj­duje się w świa­do­mo­ści czło­wieka pcha cały świat, który na­tura pra­co­wi­cie stwo­rzyła, w kie­runku znisz­cze­nia. Nie na­stą­piły zmiany ja­ko­ściowe w my­śle­niu czło­wieka. Tak samo czu­jemy się za­gro­żeni przez na­szych są­sia­dów, jak ja­ski­niowcy w sto­sunku do swo­ich. Je­dyną rze­czą, która się zmie­niła, jest na­sza umie­jęt­ność nisz­cze­nia na­szego są­siada i jego wła­sno­ści. Prze­moc jest in­te­gralną czę­ścią pro­cesu ewo­lu­cyj­nego. Prze­moc jest nie­zbędna do prze­ży­cia ży­ją­cego or­ga­ni­zmu. Nie mo­żesz po­tę­piać bomby wo­do­ro­wej, po­nie­waż jest ona roz­sze­rze­niem po­li­cjanta i two­jego pra­gnie­nia by­cia chro­nio­nym. Gdzie na­kre­ślisz li­nię? Nie mo­żesz. Nie mamy moż­li­wo­ści od­wró­ce­nia ca­łej sprawy.

U. G. Krishnamurti

Kiedy odpuszczasz całe to Zaprogramowane Pole staje się jedynie przejawem Potencjału – Bogactwem Wizji czymś co nie może cię już wikłać w swoją grę, bowiem wiesz, że jest to coś pozbawione realności – jest ciągłą i nieprzerwaną zmianą opartą na dychotomii potwierdzenia i zaprzeczenia, co generuje potrzebne do tego wszystkiego Napięcie. Kiedy je uwalniasz w sobie odkrywasz nieskończony potencjał energii, który staje się Samowyzwoleniem – ścieżką poza wysiłkiem i dyscypliną, poza osiąganiem. Kiedy coś „osiągasz” wówczas musisz to „utrzymać” – dlatego tak zwany w tym świecie „sukces” jest absurdem – ponieważ czego byś nie osiągnął i tak to stracisz. To absolutnie pewne, ponieważ tam gdzie jest wysiłek jest chcenie, a tam gdzie jest chcenie jest brak, a tam gdzie jest brak nie istnieje stan szczęścia. Stan Szczęścia jest poza wysiłkiem i poza osiąganiem, nie jest wynikiem żadnego działania – prawie nikt tego tutaj nie rozumie dlatego ten świat jest Absurdem. Wszystko jest tylko na chwilę – taki jest rzeczywisty stan jednak my wciąż wierzymy że możemy osiągnąć coś trwałego dla czegoś co z samej swojej natury jest fundamentalną iluzją, która dzieli nas na grupę kontrolną i eksperyment czyli „władców” i „poddanych”. Tak naprawdę jest to co najwyżej śmiechu warte. 

Nie­ustanne pra­gnie­nie do­świad­czeń składa się na twoją „te­raź­niej­szość”, która jest zro­dzona z prze­szło­ści. Patrz. Tu przed tobą jest mi­kro­fon. Pa­trzysz na niego. Czy moż­liwe jest, że­byś pa­trzył na niego bez słowa „mi­kro­fon”? Na­rzę­dzie, któ­rego uży­wasz do pa­trze­nia i do­świad­cza­nia mi­kro­fonu, jest prze­szło­ścią, twoją prze­szło­ścią. Je­żeli to się do­strzeże, przy­szłość nie ist­nieje wcale. Je­dy­nym „miej­scem”, gdzie może po­ja­wić się przy­szłość, jest chwila te­raź­niej­sza. Nie­stety, to co działa w chwili te­raź­niej­szej, jest prze­szło­ścią.

Twoja prze­szłość two­rzy twoją przy­szłość w prze­szło­ści by­łeś szczę­śliwy lub nie­szczę­śliwy, głupi lub mą­dry, w przy­szło­ści bę­dziesz prze­ci­wień­stwem tego. Wtedy przy­szłość nie może się ni­czym róż­nić od prze­szło­ści. Kiedy prze­szłość nie działa, w ogóle nie ma „te­raź­niej­szo­ści” bo to co na­zy­wasz „te­raź­niej­szo­ścią” jest prze­szło­ścią po­wta­rza­jącą sie­bie. W praw­dzi­wym sta­nie „tu i te­raz” nie działa prze­szłość, a za­tem i przy­szłość. Nie wiem czy mnie ro­zu­miesz…. Je­dy­nym spo­so­bem na prze­trwa­nie prze­szło­ści i pod­trzy­my­wa­nie swo­jej cią­gło­ści jest nie­ustanne żą­da­nie do­świad­cza­nia w kółko tej sa­mej rze­czy. Dla­tego ży­cie stało się nudne. Ży­cie stało się nudne, po­nie­waż zro­bi­li­śmy z niego po­wta­rzalną rzecz. Więc, to co omył­kowo na­zy­wamy „te­raź­niej­szo­ścią”, jest w rze­czy­wi­sto­ści po­wta­rza­jącą się prze­szło­ścią pro­jek­tu­jącą fik­cyjną przy­szłość. Twoje cele, twoje po­szu­ki­wa­nia, twoje aspi­ra­cje są ma­te­ria­łem w tej for­mie.

U. G. Krishnamurti

Dualistyczna projekcja jest wojną proxy. „Dobro – Bóg” walczy ze „Złem – Diabłem” poprzez nasze ciała, energię i umysły. Grupa Kontrolna jest świadoma tej fundamentalnej i głęboko zaprogramowanej fiksacji – używa tego przez cały czas swojego panowania. To tworzy posłuszeństwo ponieważ zawsze czekasz na ostateczny wynik, który w codzienności nigdy się nie zgadza i zaprogramowany tak umysł w ogóle tego nie zauważa, ponieważ ma naturę dysocjacji – działa w ciągłym wyparciu i zaprzeczeniu, bowiem nie możesz w kategoriach „dobra” wyjaśnić pochodzenia tego świata kiedy jesteś naprawdę Przytomny. Przytomność to stan poza Hipnozą Programów Mózgogłowia, po prostu widzisz wszystkie te mechanizmy manipulacji i kontroli, ponieważ zaczynasz być świadomy samego siebie i tego w jaki sposób ty sam zostałeś „stworzony” przez Maszynę. Widzisz Prawdę, która Boli. Jednak ten Ból jest innej natury, jest drogą przebudzenia ze Snu, jest czymś koniecznym kiedy śpisz i ma określoną funkcję i rolę. Otwiera nasze Serce i ukazuje nam, że wszystkie istoty rodzą się bezbronne skazane wyrokiem swoich własnych działań na ten właśnie Ból, który jest przeciwieństwem Pustej Obietnicy „szczęścia” i ma prawdziwy potencjał wyzwolenia. Dlatego zawsze Prawdziwa Droga ma bardzo mało adeptów, ponieważ jest w jawnej sprzeczności z „Obietnicą” w zamian za posłuszeństwo i bezmyślność. Prawdziwa Droga oznacza Przebudzoną ze snu Świadomość, która przestaje mamić i uciekać przed tym Bólem, ponieważ ten Ból w swojej esencji jest Mądrością, która rodzi bezgraniczne Współczucie wobec wszystkich i wszystkiego co cierpi. To w tym miejscu rodzi się Soter – Istota, która z własnej woli wraca w Warunek by pracować na rzecz wyzwolenia dla wszystkich bez wyjątku. 

Grupy Kontrolne od początku czasu tworzą tak zwane Systemy Zarządzania. Wielki Mroczny Porządek zainstalowany na modułach nieświadomości i strachu. Wiedza o naturze Ducha zostaje przywłaszczona i ukryta przez Czarnych Magów, a w zamian tego dostajemy systemy wierzeń i doktryny, których rolą jest uwięzienie nas na prymitywnym poziomie mechanicznej percepcji i naiwnej religijności obliczonej na zysk w postaci uległości. Jak głęboko trzeba być zamroczonym by nie widzieć czym w rzeczywistości obecnie są te wszystkie struktury oparte na skrajnej formie materializmu i pożądania. Kim są ci kapłani przebrani w te wszystkie uniformy przepychu i absurdalne insygnia urojonej władzy, które wciąż jeszcze mają moc hipnotyzowania zaprogramowanych tłumów, żeby nie widzieć, że w tym wszystkim króluje nicość. 

Dlatego przyjdzie dużo Bólu. 

To jest nieuniknione, ponieważ człowiek musi zrozumieć co ze sobą zrobił i na co pozwolił w wyniku oddania własnej wolności i wyparcia Ducha. Musi odkryć prawdę o wszystkich tych Obietnicach i ujrzeć prawdziwe oblicza swoich „autorytetów” i „mistrzów”. To wszystko jest przed nami – i to jest prawdziwą „apokalipsą” – Ujawnieniem. 

Na przysłowiowy koniec:

Sprze­dają ci du­chowe „ta­bletki”, du­chową mor­finę. Bie­rzesz ten nar­ko­tyk i idziesz spać. Ostat­nio na­ukowcy udo­sko­na­lili ta­bletki na wy­wo­ła­nie przy­jem­no­ści, za­żyć je jest znacz­nie ła­twiej. Ni­gdy nie ude­rza cię to, że Bóg i oświe­ce­nie, o które za­bie­gasz, są po pro­stu naj­wspa­nial­szymi przy­jem­no­ściami, które po­nadto wy­na­la­złeś, żeby uwol­nić się z bo­le­snego stanu, w któ­rym cią­gle prze­by­wasz. Twój bo­le­sny, neu­ro­tyczny stan jest spo­wo­do­wany pra­gnie­niem uzy­ska­nia dwóch sprzecz­nych rze­czy jed­no­cze­śnie.

U. G. Krishnamurti

Zwykły wpis