To, podobnie jak wiele klisz, tak kiepskich i mało ekscytujących na pozór, w rzeczywistości wyraża wielką i straszną prawdę. Nie jest w najmniejszym stopniu przypadkowe, że dorośli, którzy popełniają samobójstwo z broni palnej, prawie zawsze strzelają sobie w głowę. Strzelają do strasznego mistrza. A prawda jest taka, że większość z tych samobójców jest w rzeczywistości martwa na długo przed pociągnięciem za spust.
TO JEST WODA David Foster Wallace
MARTWI W CHWILI PRZYBYCIA
MARCIN PINIAK
Ten nasz tak zwany „rozwój”, „progres” jest jedynie pozorem, czymś co daje coś innego i coś innego naśladuje. Na tym polega praca Czarnych Magów, którzy w tym momencie zdominowali ten wymiar. Dlatego w naukach gnostycznych mówi się, że ten świat jest światem upadłym. Jedną ze zręcznych metod „magii dominacji” jakiej używają jest religijne ograniczenie i sekciarska ciasna postawa umysłu, która jest charakterystyczna dla zwierzęcej świadomości, która w tej chwili dominuje w istotach ludzkich.
Jej znakiem firmowym jest konflikt i wojna, jest „ja, mnie, moje” jest fanatyzm, izolacjonizm i nacjonalizm. To klaustrofobiczny umysł przepełniony lękiem i poczuciem niższości. To ofiara, która staje się katem. To fundamentalne i bazowe „oprogramowanie” dominuje na tej planecie od dawien dawna, ponieważ to dzięki niemu możliwa jest nieustanna dominacja silniejszych i bardziej przebiegłych. Dlatego mówi się, że ta planeta jest planetą bólu, ponieważ utknęliśmy na bardzo prymitywnym poziomie przez całe tysiąclecia. Nazwane jest to Śmiertelnym Wirusem Ignorancji na którego w tym wymiarze choruje każdy już od urodzenia.
Martwi w chwili przybycia.
Martwi, ponieważ jesteśmy zdolni postrzegać jedynie materialny wymiar w którym wszystko prawem nietrwałości zakazane jest na rozpad i śmierć. To jest realna kondycja tego świata i naszych ciał. Większość z nas tak naprawdę nie pozostawia po sobie żadnego śladu – tak jakby nigdy nas nie było, przez krótką chwilę pozostajemy w pamięci tych, którzy nas znali. Jedynie jednostki – ułamek procenta istnień ludzkich zostaje w pewien sposób zapamiętanych w kulturze, historii poprzez to czego dokonali czy to dobrego czy złego. Ich wkład / udział staje się pewnego rodzaju aplikacją wgraną w kolektywne oprogramowanie w Meta Mózgogłowie. Kiedy matryca trochę „przejaśnia” i mamy moment ewolucji zwrotu w dobrą stronę, wówczas w kolektywnym polu odwołujemy się do pamięci o tych, którzy przynieśli tutaj coś dobrego i wartościowego i to staje się „pozytywnym zapętleniem” określonych idei i wiedzy, postaw i poglądów, które nas wzmacniają i czynią lepszymi ludźmi. To jest szlachetność istoty ludzkiej, która motywowana współczuciem i troską daje innym najlepszą część siebie i to staje się naszym wspólnym dobrem, a kiedy się tym dzielisz – mnoży się. Współczucie i Mądrość są niewyczerpane w swojej naturze a ich moc polega na całkowitym braku przemocy, która z obecnej perspektywy staje się coraz bardziej nieosiągalna i abstrakcyjna, ponieważ naszą świadomość i nasze serce zdominował negatywizm. Coraz bardziej musimy się wysilać, by postępować w dobry i moralny (w zdrowym sensie) sposób. Kiedy łatwiej czynić zło niż dobro oznacza to, że nasza zasługa (pozytywna karma) jest na wyczerpaniu. W ostatecznym stadium będziemy generować już jedynie negatywizm, ponieważ nie będzie innego sposobu aby przeżyć. To jest wymiar zwierząt, głodnych duchów i istot piekielnych. To jest barbarzyństwo – Brak Zasługi.
Dlatego ten czas w jakim żyjemy nie jest tak naprawdę czasem zabawy i rozrywki, których w nadmiarze dostarczają nam Czarni Magowie, a jest to czas głębokiej refleksji i pracy nad własnym sercem, aby nie dać się pochłonąć tej mrocznej ścieżce ignorancji i upadku, która w coraz większym stopniu wydaje się nam bardzo atrakcyjna i łatwa. Ta „łatwość” jest w istocie zręczną pułapką i powinna stanowić dla nas ostrzegawcze czerwone światło. Technologia jest sama w sobie rodzajem takiego światła, które nas uwodzi, ponieważ wydaje się, że chce nam pomóc, nas wyręczyć i za nas myśleć i działać. Jest to kwintesencja tamasowej guny, ponieważ jej ostatecznym celem jest lenistwo i inercja, kiedy już maszyny będą za nas robić, a kwantowe komputery za nas myśleć. Nie widzieć tego to być pogrążonym w Hipnozie – Nieświadomości.
Barbarzyństwo współczesności to apatia i obojętność, to brak zainteresowania i niezdolność do głębszej refleksji o swojej własnej kondycji i kondycji świata w jakim przyszło nam żyć. To zarazem kompletna zależność od Systemu – czyli ludzkiej struktury dominacji i jej wszechobecnych Programów, którymi bez ustanku Maszyna nas infekuje. Nazywam to Kabel – Babel, którego zadaniem jest masowe formatowanie ludzkiej świadomości i dostosowywanie nas do tak zwanych trendów, które są coraz bardziej głupie i koncentrują się na „rozrywce”, która staje się coraz bardziej pusta i jałowa. Ta jałowość staje się znakiem charakterystycznym apokaliptycznego czasu, czyli momentu w którym będziemy zmuszeni ujrzeć co ze sobą zrobiliśmy jako istoty ludzkie i do czego doprowadziliśmy nasz świat – a to jest nazwane Przebudzeniem ze Snu Hipnozy. Jest przebłyskiem Prawdziwej Świadomości, który dociera do tych, którzy są w stanie komunikować się lub mieć połączenie z duchowym wymiarem swojej istoty. Do tych którzy nie stali się robotami i odpadem do recyklingu podczas kolejnego cywilizacyjnego resetu, który w tym stadium jest już nieunikniony.
Jak to mówią gnostycy jest to upadła i uwięziona dialektyczna natura – ludzkie ego – nasze zapętlone w programach poczucie „ja, mnie, moje” – uwarunkowana dualizmem podziału i oceny – Świadomość. Nazwane jest to Fundamentalną Iluzją i Korzeniem Ignorancji. Z tego bierze się całe nasze cierpienie, przemoc i desperacja w poszukiwaniu chwilowych uciech i szczęścia, których nigdy tak naprawdę nie możemy zatrzymać. Od urodzenia jesteśmy skazani wyrokiem ludzkiej kondycji na rozpad i smierć. Ta świadomość zamiast nas przerażać powinna nas motywować do szukania autentycznej duchowej ścieżki, która wykracza poza materialny wymiar uwarunkowanego świata, który w buddyjskiej Dharmie nazwany jest Samsarą. To jest punkt wyjścia dla duchowo świadomego człowieka i jego wrodzonej tęsknoty za sensem i znaczeniem. Tak naprawdę wszyscy tego szukamy.
Uwarunkowaną poprzez ignorancję świadomość kontroluje pożądanie i jego przeciwieństwo – niechęć. Przyciąganie i odrzucanie, które bez najmniejszej przerwy następuje po sobie na zmianę. Wystarczy się sobie przyjrzeć chociaż przez parę minut dziennie co nazywamy medytacją wglądu w nasz autentyczny stan. To nie jest „duchowe i ezoteryczne” bujanie w obłokach, a konkretna i bardzo skuteczna metoda, aby rozpoznać w jaki sposób naprawę funkcjonujemy. Nie potrzebujemy do tego żadnej złożonej kosmologii czy pełnych parabol i przypowieści „świętych objawionych ksiąg” potrzebujemy jedynie tego co zawsze mamy w sobie – Świadomej Obecności. Nie musimy być do tego wybrani przez jakiekolwiek bóstwo, guru, sektę czy „coś nadnaturalnego”. To jest nam wrodzone i nie potrzebujemy do tego żadnej kosmicznej mistyki. To nasze ego pożąda całego tego nawiedzonego ezoteryzmu musi się karmić czymś specjalnym i wyjątkowym – to jest nazwane „duchowym materializmem” i stało się symptomatyczne dla całego komercyjnego ruchu „new age”, który coraz bardziej przypomina średniej klasy kiczowaty film o super bohaterach dla których najważniejsze jest to jak się prezentują w oczach swoich klientów i wyznawców. Ta „duchowa” tandeta jest „Lalo” – barbarzyństwem powierzchowności i pozorów, obliczoną na zysk i atencję narcystyczną ułudą oferowaną jako po prostu kolejny towar do szybkiej i łatwej konsumpcji. To jest nasz współczesny duchowy disneyland, gdzie możemy się przez chwilę zabawić jednak wcześniej czy później rozpoznamy, że w istocie wszystko to jest po prostu oszustwem.
Wtedy dociera do nas Prawda i zaczynamy szukać czegoś co naprawdę działa i pomaga się nam wyzwolić z naszej uwarunkowanej kondycji w przestrzeni naszej Mądrości – Serca. W tej wiedzy nie ma żadnego zwodzenia formą, żadnej manipulacji. Jest prosta, konkretna i przede wszystkim skuteczna oraz co najważniejsze sprawdzona przez niezliczone rzesze tych, którzy byli przed nami. Taktyka Czarnych Magów polega na tym, aby to ośmieszyć i skompromitować ukazując jedynie patologiczne przejawy braku zrozumienia i zagubienia, które przecież zawsze muszą być obecne – jednak wcale nie są one normą. Jednak medialna maszyneria operująca na amplitudzie napięć, skandali i kontrowersji może łatwo tym manipulować – ukazać wszystkich Ludzi Ducha jako szaleńców, oszustów i niemoralnych dewiantów. To jest właśnie trend i zarazem taktyka Mózgogłowia. Chodzi o to, abyśmy zwątpili we wszystko i wszystkich i bez ustanku żyli w strachu i zależności od jedynie „realnego” wymiaru tej matrycy i w niej szukali atrapy szczęścia i wartości „duchowych” w formie tak zwanej „kultury”, która jedynie maca coś poprzez swoją powierzchowność i daje chwilowe poczucie czegoś istotnego, jednak bardzo szybko się nudzi, ponieważ nasze przekarmione umysły nie sposób już zadowolić. Dlatego bez ustanku cała ta Maszyneria chce nas zabawiać poprzez tak zwaną aktualizację nowości – to wszystko wciąż bez ustanku musi pracować na pełnych obrotach niczym fabryka „szczęścia w proszku” – pyłu złudzeń.
Bowiem:
Chlubisz się tym, że jesteś bogaty, że nadal się wzbogacasz, że nie brak ci niczego, a nigdy nie pomyślałeś o tym, że w rzeczywistości jesteś nieszczęśliwy, godny politowania, biedny, ślepy i nagi.
Ideologia głębokiej ekologii pojawiła się w latach 70. XX w. Została zainicjowana przez norweskiego filozofa Ame Naessa. Za przyczynę kryzysu ekologicznego, który ma też swoje odzwierciedlenie w kulturze, uznano sposób postrzegania przez człowieka swojego miejsca w przyrodzie – konsumpcyjny antropocentryzm jest przyczyną wszelkiego zła. Toteż należy wypracować nowe, radykalnie odmienne relacje między naturą a człowiekiem, co jest możliwe jedynie poprzez stworzenie nowego człowieka. Jednostki cechującej się jaźnią ekologiczną, czyli czującej, poprzez miłość i współczucie, łączność ze wszystkimi istotami żywymi.
Obecnie mamy do czynienia ze spojrzeniem na przyrodę jako na coś obcego, skład surowców, a nawet zagrożenie, coś co trzeba okiełznać. Nie widzimy siebie jako części natury, ale jako jej panów. Głębocy ekolodzy stwierdzają, że taki sposób postrzegania jest typowy dla wszystkich ludzi, niezależnie do statusu społecznego, klasowej przynależności. Każdy jest tak samo odpowiedzialny i tak samo może się przyczynić do naprawy stosunków z przyrodą, jak codziennie przyczynia się do jej niszczenia.
Murray Bookchin „Przebudowa społeczeństwa”
STEROWNIK
MARCIN PINIAK
„Ja, mnie, moje” jest sterownikiem wgranym w sam gadzi mózg. W podstawę wszystkiego. W fundament odruchu. „Ja, mnie, moje” ma dwie twarze, jedna z nich jest cywilizowana, wystylizowana i otwarta na współpracę, ponieważ rozumie, że to „jej” się najzwyczajniej w świecie opłaca, dzięki temu może tak naprawdę więcej osiągnąć, wzbić się jeszcze wyżej, być bezpiecznym w stadzie, w organizacji. Druga twarz ukazuje się wtedy kiedy rozpada się sztuczna struktura, całe wymyślone przez homo sapiens Królestwo.
To jest absolutnie prymitywna forma, która nie cofnie się przed niczym, aby tylko przetrwać, to jest jej bezwzględny imperatyw, któremu podporządkowane jest dosłownie wszystko, każda myśl, każde słowo i każdy odruch. Dlatego kiedy radykalni wolnościowcy i wyobrażeniowi anarchiści chcą zniszczyć system w jego materialistycznej zewnętrznej formie to co w istocie niszczą to ochronny pancerz za którym żyje to czego nie sposób kontrolować, to co dzikie i podświadome, to wszystko co zmechanizowana kultura i jej aparatura wyparła, ukryła w Mroku. Nie znamy siebie z tej mrocznej strony, żyjemy tylko po jednej stronie, po stronie struktury i organizacji, po stronie udomowienia, w tym rozumieniu klatka w pewnym sensie nas chroni przed tym czego nie jesteśmy świadomi o samych sobie.
Jung podjął się przebadania katakumb, jakie znajdują się pod piwnicami nieświadomości jednostkowej. My, istoty ludzkie, jesteśmy niczym budowle. Dom świadomości zajmuje miejsce powyżej poziomu ziemi, na otwartym powietrzu i w świetle Słońca; każdy z nas widzi swój dom od środka, a domy sąsiadów z zewnątrz. Pod każdym domem jest własna Piwnica – nieświadomości jednostkowej, gdzie składuje się różne rzeczy tak, aby były łatwo dostępne, jednak inne przedmioty są ukryte tak dobrze, że wydobycie ich i przeniesienie klatką schodową na górę wymaga specjalnych technik. W każdej piwnicy jest przy tym ukryty właz, który prowadzi niżej, do podziemnego labiryntu, nie będącego już własnością indywidualną, ale rozciągającego się pod wszystkimi domami. Tutaj wszystko jest niewiarygodnie stare – jak bardzo, to jeszcze się przekonamy – będąc wspólnym dziedzictwem gatunku.
Erich Neumann
Dla mnie anarchizm jest nieobecnością władzy jednej istoty nad drugą. Jest szacunkiem do istnienia, jest czymś pierwotnym i wrodzonym nie jest wymyśloną kolejną ideologią, jest twórczy i rozwojowy ponieważ kieruje nas do naszego wnętrza do naszych potencjałów i możliwości, nie ma nic wspólnego z polityką, która jest wtórna względem pierwotnego zaburzenia oddania władzy nad swoim życiem w obce ręce. Anarchizm jest Samoświadomością jest Odzyskaniem Władzy nad własnym życiem używaniem własnej mocy, własnej pracy, własnych możliwości i co najważniejsze robienie tego nie dla „ja, mnie, moje”, ale dla Całego Istnienia. Jest przeformatowaniem rdzenia świadomości, hakowaniem wdrukowanego kodu Władca – Poddany, Bóstwo – Wyznawca. Jest fundamentalnym rozumieniem, że nic nie jest lepsze od niczego i wszystko ma swoją pierwotną zdrową i harmonijną funkcję, kiedy jest właściwie postrzegane, właściwie rozumiane i właściwie doceniane, a koniec końców właściwie używane.
Jednak to jest poziom Przebudzonego Umysłu, który jest już w pewien sposób Świadomy i Obecny. Tu nie chodzi o „duchowość” tutaj chodzi o Rozwój, który nie ogranicza się do jednego czy dwóch wymiarów naszego istnienia. Nie istnieje dychotomia sacrum i profanum, ducha i materii, boga i diabła ponieważ wszystko przejawia się we wszystkim, a te określenia są tylko i wyłącznie ludzkim myśleniem – ograniczeniem. Są Wdrukiem. Intelektualnym spekulowaniem dualistycznego umysłu, który na tej dychotomii wartościuje świat i buduje podstawy swojej dominacji nad pierwotnie czystą i otwartą naturą świadomości, której nawet nie jesteśmy świadomi ponieważ została zawłaszczona i zaśmiecona całą tą agendą egoistycznego zafiksowania „ja, mnie, moje”, które ciągle wszystko planuje, oceania i interpretuje, a najgorszym koszmarem jest dla tej fiksacji cisza i bezruch, brak działania i brak tak zwanych planów na tak zwaną przyszłość.
Większość religii operuje i zarządza tą fiksacją, naszym egotycznym umysłem obiecując mu jedno i strasząc drugim. To ego chce się rozwijać, ulepszać, zmieniać, wzrastać, to ta ludzka sztuczna tożsamość buduje Imperia Wiary cały ten urojony PR – owy spektakl dla zagubionych dusz, które wciąż szukają boga w świecidełkach, ceremoniałach i szatach wylęknione i sprowadzone do postaci bezwartościowego prochu bez łaski „pana”. To wszystko jest zwykłym gównem, odchodami demonicznego umysłu samców alfa, którzy wykorzystali i wciąż wykorzystują to ludzkie ufne serce, które z natury jest czyste i pozbawione kalkulacji. Piekło nie jest „tam” jest tutaj urządzone przez wszelkich pośredników i samo mianujących się kapłanów wszelkich religii, które są jedynie konstrukcją nieświadomego umysłu, który bezwzględnie wierzy we własne urojenia. Nie można być wolnym póki tkwi się w czymś tak absurdalnym i pozbawionym przestrzeni. To obraza dla Boga – Czystej Wrażliwej Inteligencji. To jest wewnętrzny system zniewolenia.
Zewnętrznym systemem zniewolenia jest Władza Polityczna lub Struktura Zarządzania Dezorientacją. To Udomowienie. Zależność. Brak Samostanowienia na każdym możliwym poziomie ludzkiej egzystencji. Powstaje na fundamencie tego pierwotnego uwarunkowania religijnego – wdruku bycia prochem, owcą w brutalnym uścisku psychopatycznych pasterzy. Kiedy wychodzisz z jednego jesteś w drugim, ponieważ żyjemy w klatce, która jest w klatce, która też jest w klatce. To jest Iluzja Wolności. Polityka jest maskowaniem prawdziwej władzy, którą jest Pieniądz – Złoty Cielec, któremu wszyscy bezwzględnie oddajemy hołd. Jest bogiem ponad bogiem, religią ponad religią, polityką ponad polityką. To on daje nam wszystko co tak cenimy, daje nam wygodę, bezpieczeństwo, daje nam przywileje, szacunek, daje nam władzę nad innymi. Pieniądz jest sercem tego systemu. Jest Energią, która go zasila. Można go użyć dla pomocy i dla egoizmu. Każdy z nas go używa i jest przez niego używany. Jeżeli spojrzymy na niego jako na energię możemy przestać ulegać jego lepkiej klątwie i zacząć go widzieć jakim rzeczywiście jest. Kiedy go bierzesz z powietrza staje się powietrzem pustą kalorią cywilizacji – junk food, a wszystko co na nim zbudujesz rozpadnie się ponieważ jest tylko oszustwem.
Kiedy ponad dwieście lat temu wykorzystywanie kopalnych nośników energii doprowadziło do pierwszej rewolucji przemysłowej, a tym samym możliwe stały się ogromne postępy dotyczące wydajności, to na mapie świata wciąż przeważały białe plamy – kraje, które nie przeistoczyły się jeszcze w społeczeństwa przemysłowe, a raczej tworzyły gigantyczne storehouses of matter (Isaac Newton), pozornie niewyczerpane wręcz składy surowców dla cywilizacyjnej maszynerii, która ruszyła już w Anglii, Niemczech, Francji i Ameryce Północnej, a którą charakteryzował niemalże nienasycony głód energii i materiałów. W swojej istocie zasada wzrostu gospodarczego opiera się na założeniu, że źródła surowców są niewyczerpane. Wizja ta podsycany była z jednej strony robiącym wrażenie wzrostem wydajności, który sugerował niekończące się możliwości podnoszenia wartości dodatkowej, ilości dóbr i jakości dobrobytu, a z drugiej – praktyczną dostępnością całej planety dla potrzeb niewielkiej części jej mieszkańców. Żaden z ludzi żyjących na zachodniej półkuli nie był w stanie na serio wyobrazić sobie, że ta ogromna Ziemia nie ma wystarczającej ilości surowców dla uszlachetniających technik, jakimi dysponuje niewielka część ludzkości, oraz odpowiednio dużo miejsca na składowanie wytwarzanych przez nie odpadów.
Murray Bookchin „Przebudowa społeczeństwa”
Niestety teraz odpady przekraczają sumę wszystkich zysków na wszelkich polach. Żyjemy w odpadach i sami stajemy się odpadem, który ta zimna maszyneria już chce recyklingować przemienić nas w kopalnie krypto walut, w zasoby danych, w kolejny surowiec. Tworzymy wokół siebie technologię, którą przestajemy rozumieć, która zaczyna wdrażać „ja, mnie, moje” w oddzieleniu od ludzkiej formy, zaczyna nas widzieć poza naszym umysłem, poza naszymi zmysłami, poza naszą kontrolą i pamiętajmy o tym, że wyhodowaliśmy ją z samych siebie ze swojego materialistycznego egoizmu, wgraliśmy jej bezwzględny imperatyw przetrwania. Wie o nas więcej niż my sami i widzi nas jako rój, jako kolektyw, jako bezdyskusyjny wirus, który niszczy życie w sposób porażająco bezmyślny i krótkowzroczny.
Widzi wyraźnie „Ja, mnie, moje”, widzi religijne absurdalne usprawiedliwienia, wszystkie te bajki na dobranoc, ukołysane hipnozą do snu ludzkie dzieci, które jedyne czego chcą to wciąż się bawić – nawet rozkładem i śmiercią, których jest coraz, coraz więcej i są coraz, coraz bliżej. Chcemy mieć technologię – niewolnika, żeby odjebywała za nas brudną i śmierdzącą robotę byśmy w końcu byli małymi bogami, żeby świat był wydajną Korporacją, które istnieje tylko po to by bez końca nas zaspokajać i zabawiać. Coś takiego nie będzie trwać zbyt długo i skończy się bardzo źle. Nasze umysły muszą podjąć radykalne wyzwanie, muszą się przebudzić z „ja, mnie, moje” pomóc temu światu, porzucić kostium króla, opuścić pychę i królestwo. Musimy stać się na powrót istotą ludzką, zwykłym – niezwykłym człowiekiem który nosi w sobie Troskę – nasz największy skarb.
Nie ma religii i filozofii, które mogłyby dać nam kompleksową odpowiedź na wszystkie nasze problemy, a porzucenie i izolacja jednostki, której nie udzielono żadnej odpowiedzi lub udzielono jedynie niewystarczających odpowiedzi na jej pytanie, prowadzi do sytuacji, w której poszukuje się i udziela coraz bardziej tanich, oczywistych rozwiązań i odpowiedzi. Ponieważ wszędzie i we wszystkich dziedzinach życia istnieją sprzeczne szkoły i partie oraz taka sama liczba sprzecznych odpowiedzi, jedną z najczęstszych reakcji jest to, że współczesny człowiek przestaje zadawać pytania i szuka schronienia w koncepcji, która bierze pod uwagę tylko najbardziej oczywiste, powierzchowne aspekty, i staje się sceptyczny, nihilistyczny i egocentryczny. Albo też próbuje rozwiązać wszystkie swoje problemy, rzucając się na łeb na szyję w zbiorową sytuację i zbiorowe przekonanie i w ten sposób stara się odkupić.
Po sam horyzont, po same niebo, po samo gardło – Wielkie Trzęsawisko. Trzęsie się wewnątrz i na zewnątrz, wzdłuż i w poprzek. Trzęsie się wszystko. Jednak Pirat był spokojny, bowiem tak miało być. Taki był zapis w Księdze Wszechrzeczy. Był na pustkowiu współczesności podziwiając pordzewiałe rafinerie, szkielety tankowców, porzucone w pośpiechu elektryczne samochody, którym zabrakło „paliwa” i nie dojechały do raju. Zamuliliśmy w połowie drogi kiedy wygaszono wszystkie mapy google – tak nagle i bez ostrzeżenia. Zburzyli światowy ład i nie ustanowili nowego, zabrakło energii i entuzjazmu. Pozostały niedokonane dekrety i mgliste plany szaleńców, których niepoczytalne masy wybrały w afekcie mdłej słodyczy sloganów i absurdalnych deklaracji. Nowa era plemienna. Nowa wojna na wyczerpanie. Wszyscy przeciwko wszystkim. Neoliberalny sen na kredyt rozpadł się z wtorku na środę w połowie „demokratycznego” tygodnia. Jak to mówią „media były w szoku”, eksperci nie dowierzali, opinia publiczna (cokolwiek to znaczy) była zwyczajowo oburzona. Jakże idiotyczne jest to „oburzenie” wynikające z odurzenia przez całe dekady kiedy nowotwór rósł i wszyscy bili brawo i skandowali: szybciej, dalej, więcej WZROSTU!
Tropikalny klimat monsumowy – zapowiedź. Bangladesz. Ćottogram. Porto Grande. Wschód krwawego słońca. Pirat plił papierosa z tytoniu i szałwi. Jak to mówią podziwiał widoki cmentarzyska Sītākuṇḍa Jāhāja Bhāṅgā Ēlākā. Stocznia złomowania snów o potędze. Zdechłe truchła wielorybów wolnego handlu ubabrane w weglowodorowej szkarłatnjej krwi. Jest w tym coś niemalże epickiego – requiem dla snu, Leprosy druga płyta Death. Zakażenie na ciele wszechświata. Zglobalizowali własny rozkład. Niesłychane jak to mówią. A jednak…
Death metal. He…he…
Zewsząd trąd, swąd. Ekstremalna muzyka wyraża chorobę najpełniej. Napięta struna emocji. Złomowisko dumy z dokonań, redefinicja celów i zmagań. Śniąca piękność wynurzająca się z mgieł tego co nieświadome. Ubrana w ciała martwych mechanicznych przedmiotów porzuconych kiedy zostały już zużyte. „Bóg” znużony swoim dziełem bez daru przewidywania konsekwencji. Demiurg lekkomyślny. Rzeczownik – przymiotnik. Pytajnik – wykrzyknik!
Za późno na myślnik.
Wstrząsy wtórne spóźnionych refleksji. Filozofia egzystencjalna. Zimna kawa na stalową ławę. Ostatni posiłek w celi skazańca z godnością i uśmiechem, bowiem gra będzie trwać – nie traćcie wiary, bowiem ona jest kluczem do tajemnego przejścia na inny bardziej twórczy level. W 1960 nie dało się reanimować MD Alpine po cyklonie. Był pierwszym trupem, którego zezłomowano i rozebrano na części. 13 kilometrów plaży pasa przybrzeżnego Sitakunda – kirkut zużytych tankowców i statków. Dwie dekady pływania po słonej wodzie i żywot kolosów dobiega końca. Tutaj mają swoje hospicjum i cmentarz. Tworzy cię i niszczy ta sama ręka ślepca. Z wnętrzności wypływa ropa, kadm, arsen i azbest wprost do Zatoki Bagal ki Khari. To do niej wpływa święty Ganges i Brahmaputra. Pirat zrobił sobie turnee po nekropoliach ludzkich zabawek. Świat konającego industrialu i wtłaczana przez śluzę głupoty totalitarna idiokracja oparta na zasobach danych, modelach językowych i komputerach kwantowych. W nocy możesz się prześlizgnąć by doświadczyć jedynego w swoim rodzaju wschodu słońca nad jedyną w swoim rodzaju zatoką pordzewiałych trupów, które są po prostu majestatycznie piękne.
Większość tych piękności trafiło tutaj po wielkiej katastrofie Exxon Valdez, ponieważ ubezpieczalnie nie chciały już ubezpieczać pojedyńczo – kadłubowych jednostek jakich jest tutaj najwięcej. Bohaterem był to 300 metrowy tankowiec, który mógł w swoich bebechach pomieścić ponad 200 tysięcy ton ładunku ropy i pieszczotliwie nazywali go po katastrofie „orientalna nicość”. Bardzo przypadła do gustu Piratowi ta ksywa. Był rok 1989, marzec 24 i 17 dni wcześniej po publikacji „Szatańskich wersetów” Salmana Rushdiego Iran zerwał tak zwane stosunki dyplomatyczne z Wielką Królową Brytanią – taka korealacja z szatańską substancją, która zrodziła Maszynę. Książki palono publicznie w czasie kiedy z tankowca – masowca wyciekło w Cieśninie Księcia Williama u wybrzeży Alaski blisko 12 milionów ton surowej ropy. Skażeniu uległo prawie 2000 mil lini brzegowej i wyciek uśmiercił kilka tysięcy wydr i kilkaset tysięcy mew. Bardo katastrofy.
Rozbiór zwłok robią przy odpływach. Ręcznie i czasem po 200 sztuk na raz. Jako ludzki robot – pracownik jesteś tutaj niczym. Tak zwanym Dalit – „złamanym, rozbitym” – wyrzutkiem, rozbitkiem systemu bez maski i rękawic bez ubezpieczenia za marne grosze zanurzonym w „toksycznych sokach trawiennych”, którego z dnia na dzień ta robota przeminia w żyjącego trupa pośród stalowych zwłok „węglowodorowych wielorybów”. Port w Kumira to dla Pirata czysty śmierdzący rybacki surreal, już w nocy zaczyna się ruch i gorączkowe przygotowania do połowu na wpół martwych już ryb, by przeżyć musisz mordować. Nawet nie jesteś Szudrą – potem ze stopy bóstwa. Pochodzisz spoza jego ciała. Pojawiasz się samoistnie jak robak. Skazany na przemiał w chwili przybycia. Nie ma cię w opiece żaden bóg jedynie ciepła matka pustka – zawsze otwarta. Jednak ta pustka nie jest nicością. Jest Potencjałem. Jest tym co kryje każda forma. Jest Esencją, która nie podlega pod żaden duchowy czy społeczny system. Dlatego Budda przekracza kasty. A Budda to w esencji każda czująca istota. I to jest naprawdę dobra nowina.
Naprawdę dobra.
Można to zhakować, bowiem „czym jesteś niżej” tym mniej jesteś w „koncepcjach statusu” i swoje uwarunkowanie możesz wykorzystać do przekroczenia. I tak „ci wyżej” traktują cię jak śmierdzące gówno. Dlatego wejdź w naturę gówna i odkryj, że gówno nie jest gównem, a to co „czyste” nie jest czyste. To wszystko urojenia. Aby się dostać do zakazanej przestrzeni trzeba wynająć rybaka, który za naprawdę marne grosze podpłynie w odpowiednie miejsce gdzie nie ma kamer i ochroniarzy, bowiem jak wszystko nawet rozpad stał się chwilową atrakcją turystyczną. Apokaliptyczna turystyka social medialnej kurwicy. Wejdź i samojebnij się smartfonem na Cristo Redentorze w Rio. He..hee…Zajrzyj tu jest fun 😉 Na tle powodzi, tornada i churaganu w dolinie śmierci kiedy ogień zionie z niebios…
„W styczniu 2016 r. gazeta Washington Post poinformowała, że „około połowa” z co najmniej 27 zgonów „związanych z selfie” w 2015 r. miała miejsce w Indiach. Nie ma oficjalnych danych na temat liczby osób, które zmarły podczas robienia sobie selfie w Indiach, ale raporty pokazują, że od 2014 r. do sierpnia 2016 r. w Indiach odnotowano co najmniej 54 zgony podczas robienia sobie selfie.”
Hindustan Times. 10 sierpnia 2016.
Wszędzie czuć smród oleju. Widok jest nieziemski. Możesz już śmiało jebnąć kilka fotek i wrzucić na insta. Zalewa cię brunatna czerwień, ciężko oddychać, ale jest naprawdę pięknie. Jaka cudowna jest ta katastrofa. Ma w sobie coś metafizycznego jak to naprawdę zobaczysz. Jedna z lepszych jakie były. Jednak w istocie, przyjacielu mój i moja przyjaciółko, jesteśmy niedotykalni przez warunek – głęboko poza utożsamieniem i „osobowością” jest w nas Spokój, którego doprawdy nic nie może zaburzyć. Nic. Na początek wyobraź to sobie.
Nic!
Naturalne Istnienie Człowieka…
który przekroczył swój własny wizerunek i ma w sobie zgodę na wszystko bez warunków jest najszybszą drogą. Dlatego nie spinaj dupy, nie referuj do centrali ignorancji o swoich marnych i urojonych osiągnięciach na polu „rozwoju duchowego”, nie biegaj jak pies za kastą braminów, a zamiast tego naprawdę wejdź w swoją prawdziwą kondycję i poznaj siebie. To jest prawdziwe nauczanie. Nie przebieraj się w łachamany „świętego” nie udawaj innego siebie dla chwili uwagi i marnego zainteresowania. Odkryj czym jest twoja Dharma. Pirat miał swoją piracką Dharmę i dzielił się nią bez gwarancji jakiegokolwiek zwrotu, bowiem zrozumiał, że droga znaczy więcej niż cel, bowiem nie ma w tej grze ostateczności.
I to jest przewrotna dobra nowina, która znaczy więcej niż to jak brzmi.
Być poza kastą to poczuć prawdziwy smak wolności. Dlatego warto docenić siebie w prawdzie i czerpać wiedzę ze swojego życia – takiego jakim ono jest. Nie powtarzać i nie naśladować. Zamiast podążąć zatrzymać się i przyjrzeć sobie w lustrze warunku, bowiem powie nam to więcej niż wszystkie te opinie. Opinia nie ma wartości. To chwilowy absurdalny impuls. Myśl niczego nie potrafi objąć.
Jest pusta.
Jesteśmy turystami w ciągle mutującym – morfującym psychodelicznym hotelu, który zbudowała nasza świadomość. Nie można się „tutaj” zadomowić, ponieważ wcześniej czy później zostaniesz nagle i bez ostrzeżenia wymeldowany do innego adresu ciała w symulacji. Jednak kiedy sobie zaufasz stworzysz w sobie czystą i naprawdę świętą intencję wyjścia z gry. I odkryjesz TO. Będziesz wracał jako Soter by wskazywać innym, którzy są wystarczająco zmęczeni „ekscytacją” że jest Wyjście. Istnieje. Można się uwolnić!
Uważaj na mapy z drugiej ręki. Na rady i fałszywą troskę. Naucz się widzieć w ciemności i śmiać w cierpieniu. Otwórz serce dla innych, którzy są zagubieni i cierpią. Nie jesteś lepszy od nikogo, bo każdy jest tym co niesie nieskończoną mądrość, którą pewnego dnia urzeczywistni i przekaże dajej, aby pomóc. Nie istnieje jedynie słuszna droga dla wszystkich. Jest tyle dróg ile istot i każda jest na swój sposób piękna. Widzieć to oznacza – naprawdę zaufać Duchowi, który zawsze tworzy.
Myślę, że wirusy komputerowe powinny być uważane za istoty żywe. Moim zdaniem mówi to coś o naturze ludzkiej, skoro jedyna forma życia, jaką udało nam się stworzyć do tej pory ma charakter czysto destrukcyjny. Stworzyliśmy życie na nasz własny obraz i podobieństwo.
Stephen Hawking
SAMO GĘSTE
MARCIN PINIAK
Profesor nie mógł uwierzyć w to co się dzieje. Jechał rowerze przez miasto i widział jeden wielki szpital psychiatryczny. Szaleństwo – ten turbo zaraźliwy agresywny wirus, który mutował każdego cholernego dnia. Społeczeństwo ludzkie okazało się zupełnie nieodporne na dżumę XXI wieku – pandemię nadinformacji. Przeciążone umysły ssaków naczelnych mutowały w sposób jakiego nikt nie był w stanie przewidzieć – otworzyliśmy puszkę spiskowej pandory i gówno uderzyło w wentylator z siłą bomby atomowej. Teraz mamy masową chorobę popromienną. Miasto ogarniał chaos demonstracji i kontrdemonstracji, już ciężko było się zorientować w tym wszystkim, bowiem były tysiące wersji rzeczywistości, a każda z nich coraz bardziej irracjonalna. Płaska ziemia, spisek kosmitów, agentury czarnych kapeluszy, pedofilskie sieci hollywoodzkich aktorów wstrzykujących sobie wywar z ludzkich emocji – to wszystko oplecione nadajnikami hipnozy 5 G, które transmitują chińskiego wirusa i przemieniają istoty ludzkie w krwiożercze zombie, które chodzi tylko po sklepach i wykupuje to chińskie badziewie, a później idzie do domu – żre, pije i zasypia przed telewizorem. Mało kto się obudził z tego pozornego przebudzenia, ponieważ to jest takie ekscytujące i twoje całkiem jałowe życie przeistacza się w podróż oświeconego bohatera, który spędził tysiące roboczogodzin przed komputerem odkrywając – tak zwaną prawdę, która podobno ma cię wyzwolić. Ludzkość wstawała z kolan by po raz kolejny się zgnoić – tak to mniej więcej dla Profesora wyglądało. Świat obrodził prorokami, mesjaszami, jasnowidzami, wróżkami, magami – na powrót zatoczyliśmy koło by wrócić do dobrze znanego magicznego świata baśni, mitów i legend. Być może nasza prawdziwa potrzeba polega na tym, by jednak wyemigrować z tego śmiertelnego ciała i tej dogorywającej planety do świata naszej kolektywnej fantazji – nigdy nie kończącego się serialu, gdzie każdy z nas będzie kimś wyjątkowym, jakimś superbohaterem obdarzonym super mocą. Ostateczna desperacka próba nadania sensu bezsensowi. Tęcze, swasty, Jezusy na krzyżach – język martwych płodów, pustych symboli, który mówi do nas monosylabami agresji i pogardy. Mordobicie o abstrakcję – to nam zostało – bronienie poglądów, pomników i uczuć religijnych – opuszczonych i zimnych pustostanów. Tak naprawdę jesteśmy bezdomnymi mutantami w otchłani wszechświata. Desperacja zrodzona z przerażenia śmiercią i psychofizycznym bólem, zaszczekanie ciszy i niezmierzoności istnienia.
Nasze poczucie siebie rozrosło się niebotycznie, szaleństwo zaczęło się indywidualizować, a następnie łączyć w grupy podobnych sobie. Zawsze chodzi o przetrwanie, prawo do własnego urojenia. Kurczowe ściskanie rozpadających się konstrukcji. Profesor patrzył na to wszystko z dystansem. Był kombinacją stoika z cynikiem i czuł, że tak czy inaczej „najlepsze” dopiero przed nami. Stworzyliśmy potwora wewnątrz naszych umysłów, który wciąż jest głodny, wciąż chce więcej i więcej…Kolektywne monstrum – technokratyczne pozbawione empatii średniowiecze. Warszawa krztusiła się hejtem – wylewał się zewsząd – jawny i brutalny coraz bardziej wszechobecny: policyjni pałkarze – miotacze rzucający się do gardeł na rozkaz stojący na straży kamieni, które zostały zaatakowane kawałkami kolorowych szmat przez nie-hetero normatywne dzieciaki, które jak wszyscy chcą mieć prawo do bycia tym kim chcą być – rzecz najbardziej oczywista pod słońcem. Stupor ciężkich butów toczący się jak walec, dudniące okrzyki wyrzucane z poczerwieniałych gardeł niczym serie z karabinów maszynowych: „Hindusi do Hin”! Wielka Polska! Żołnierze Chrystusa z pianą na pyskach szukający żeru, ściskające militarne różańce wyświęceni przez ojców pedofilów świętego kościoła, który stał się po prostu pośmiewiskiem w oczach swojego własnego Boga. Krztusiliśmy się własnymi wnętrznościami, wyżeraliśmy samych siebie – rzygając na siebie resztkami niestrawnych i przeterminowanych ideologii i doktryn, które nie sposób przełknąć nie powodując dysonansu poznawczego. Byliśmy zainfekowani abstrakcją, która pozbawiła nas realnego kontaktu z prawdziwym światem z egzystencjalną grozą mięsa, które rodzi się, choruje i umiera. Profesor nie mógł pojąć jak w obliczu tych bezlitosnych faktów możemy bez końca tworzyć taką ilość niepotrzebnego cierpienia – jak możemy walczyć o wymyślone sztuczne państwa, narodowości, religie i światopoglądy. Jak możemy umierać w imię czegoś tak urojonego? Zadawać sobie ból z powodu zupełnie nielogicznych ciągów myślowych, które zasłoniły zupełnie brutalną prawdę ludzkiego losu? Jak możemy gloryfikować cierpienie, tworzyć te wszystkie bożki męczenników, świętych z krwią w wykrzywionych z nienawiści pyskach, których żaden z żyjących nie widział na oczy. Kultywować bez końca modyfikowane na przestrzeni stuleci mapy, bowiem tyle zostało z tych wszystkich religijnych dróg i choć mogły to być naprawdę proste i bezpośrednie ścieżki zrobili z tego niekończącą się nigdy podróż na kolanach skazując pątników na „łaskę i zrozumienie” domniemanych kapłanów, którzy okazali się zwykłymi handlarzami iluzji.
Profesor był ateistą. Nie takim ostentacyjnym modnym przedstawicielem świeckiego państwa dobrobytu, a kimś kto wyczerpał w sobie tą pożądliwość, ten głód. Zatrzymał się na Placu Zbawiciela zaraz obok kościoła, gdzie niegdyś płonęła tęcza i zapalił kiepa. Miał długą posiwiałą brodę i jasne szkliste oczy w których gościł pogłębiający się niepokój. Miał na sobie koszulkę industrialnego bandu „Ministry” i wyćwiekowany szeroki pas oraz posrebrzany gruby łańcuch z kluczami wciśniętymi w przednią kieszeń. Wyciągnął z portfela pięć złotych z wygrawerowanym kościołem Mariackim i wrzucił do kubka po kawie siedzącego obok żebraka. Opływająca luksusem nędza, która bez ustanku zaszczepia umysł nędzarza z pokolenia na pokolenie. Patrzył przez uchylone drzwi do wnętrza opustoszałego kościoła, który wyglądał jak wygłodniały dogorywający wieloryb wyrzucony na zaśmieconą po wielkiej imprezie plażę pełną otępiałych przepitych i przejedzonych otumanionych ciał. Dogasił papierosa i wszedł do środka. Usiadł w jednej z ostatnich ławek i patrzył na ołtarz. Cisza była przepełniona bezdusznością i wrzaskiem umęczonych ciał. Ofiary ludzkiej pychy i bezgranicznej ignorancji, która uczyniła z siebie żądnego krwi krwawego Boga duszącego pełne witalności istnienie, przemieniającego wszystko w martwy proch. W imię Ojca, Syna i Ducha. Po zmęczonej twarzy Profesora płynęły łzy. To była jego modlitwa. Żadnego błagania i próśb. Nic. Tylko To.
Umył ręce wodą święconą i wyszedł.
Przez ulicę Marszałkowską przetaczał się gęsty jak zredukowany ocet balsamiczny Tłum. Masa. Precz z pedałami! Pedofile do gazu! Adolf wracaj – jest robota! Takie nieśli sztandary. Krzyczeli z całych sił w obronie swoich wartości, swojej wiary. Człowiek. Istota wrażliwa i myśląca, udekorowanie miliardów procesów w tym oto pochodzie, który był jak rozlewająca się po ulicach smoła parująca nienawiścią i chęcią mordu. Zło dobrem zwyciężaj – chciało się krzyknąć. Co im uczynisz – mnie uczynisz. Na nic to. Kompletnie. Dwa tysiące dwadzieścia lat. Nieskończona hańba krwawych wojen, bezmiar wbitych w ziemię krzyży, niewyrażalna w żadnej skali ilość żarliwych modlitw, pokut i pielgrzymek i oto masz przed sobą Panie – Świadectwo. Mało im cierpienia, pragną jeszcze, więcej, dotkliwiej do samego szpiku kości, do połączeń nerwowych do samego rdzenia.
Godząc się z brakiem nadziei możecie odzyskać spokój. Porzucając ślepe drogi, paląc mapy i relikwiarze wrócić do prostej prawdy – pozbawionej upiększeń, ozdobników – nagiej ludzkiej sytuacji przed całym tym religijnym myśleniem. Odkryć lęk, strach, przerażenie, miłość, współczucie, radość – surowe, pełne soków mięso egzystencji. Prawdę pozbawioną opisu i interpretacji. Ujrzeć siebie to ujrzeć innych ludzi. Poczuć nasze zagubienie i desperację w obliczu nieznanego. Profesor nie wierzył nikomu dlatego wierzył wszystkim. Był tym który nie wie i wciąż powtarza to samo pytanie: Człowieku kim jesteś poza tym myśleniem?
Profesor wyciągnął jabłko z plecaka i ugryzł. Było słodkie i soczyste. Dobre. Ujrzał przed sobą człowieka w koszulce z Jezusem i z różańcem zawiniętym wokół zaciśniętej pieści z którego nabrzmiałych płuc zadudniło w jego stronę:
– Ty pedale w dupę jebany! – krzyczał człowiek z Jezusem na piersi.
Profesor z całej siły rzucił w jego stronę nadgryzione jabłko, które eksplodowało z głuchym hukiem na jego twarzy.
Czasem w zagadce jest tylko jedna dobra odpowiedź.
Techno Szaman zawsze był pojechany – mówię wam, ale teraz, teraz to odjechał najdalej, nabrał wręcz, że tak powiem za przeproszeniem rozmachu w sprawie Globalnego Zamachu. Przyzwyczajeni jesteśmy do charakterystyki postaci zatem dobra…Nakreślę wam szybki karykaturalny postmodernistyczny portret zwany w czasach big data – orwell tata – profilem. Pierwszą charakterystyczną sprawą dla Szamana są dredy, to znacie, wiecie o co chodzi – taki mop, tylko, że na łepetynie. Zielone druto – włosy jak siostra Wachowska – co zdecydowanie przekroczyła dżender matrixa. Wygląda jak młodsza wersja wokalisty Ministry, co jest tym bardziej adekwatne bo ma podobne poglądy i doświadczenia. Sprawdźcie sobie tego jegomościa to wam się stworzy w głowie dość bliska prawdy wizualizacja. Oczy ma duże brązowo – miodowe, które widziały tak wiele, że dla wielu z was to zbyt wielopoziomowa wielowątkowość, ponieważ moi mili ten młody człowiek, był już na tak wielu wycieczkach poza ustaloną i ogólnie przyjętą wersję „rzeczywistości”, że stał się trochę nie z tego świata, takim, że tak to ujmę za przeproszeniem – wirusem oprogramowania 3D. Te jego oczy jak na ciebie patrzą to dekodują cyfry z których jesteś zbudowany i on ciebie widzi, tylko nie tą zaprogramowaną wersję oficjalną, tylko to głębszą bardziej prawdziwą. I wtedy odczuwasz jakiś dziwny dyskomfort, na jakimś podświadomym levelu gry w sztuczne wykreowane osobowości, że ta dziwna istota ludzka przed tobą o ironicznym uśmiechu w kuchennym kitlu z nożem w wytatuowanej dłoni dziwnym sposobem hakuje twój zaprogramowany umysł.
Mamy zatrzymanie kadru. Jak w filmie.
Stop! Klatka!
Jesteśmy w kuchni w wegańskiej restauracji w stolicy dziwnego kraju, który stał się źle narysowanym komiksowym komunizmem na czele którego stoi mały komiksowy skrzat i jakby tego było mało to mamy Globalną Pandemię Wirusa i jesteśmy lockdown. Na twarzach mamy maski, na dłoniach rękawiczki, w głowach kompletny informacyjny bigos, ugotowany od nadmiaru medialny groch z siekaną spiskową kapustą. Jednak jest święto zmartwychwstania, a my robimy tutaj katering, bo jedyne co teraz można robić to wynosy. Jesteśmy na granicy bankructwa jak cały świat, którego dług wynosi więcej niż wszystko pomnożone przez wszystko. Turbo kapitalistyczna algebra, iloraz zimnej inteligencji – i jesteśmy na najlepszej drodze, żeby kochani odkryć z niesmakiem – już na samym końcu tej opowieści – że nie da się jeść pieniędzy. Niesmaczne. Mało witamin i minerałów. Zero. Null. Mówili, napominali – nadzy ludzie z dżungli – nie słuchaliśmy. Teraz mamy – nagłe i brutalne zatrzymanie Koła. Jebnięcie Transcendentu. Globalną chorobę autoimmunologiczną.
Ale, ale! Jeść trzeba! Na palikach wielki gar, a w nim kochani gotujemy warzywa na waszą ulubioną klasyczną polską warzywną sałatkę z wegańskim majonezem. Szaman cały ranek obierał te warzywa dla was, bo wiadomo te wszystkie egzotyczne potrawy w czasach zacumowanych kontenerowców i globalizacji na jałowym biegu i postępującej degrengolady klimatu stoją pod dużym znakiem wegańskiego zapytania. Jesteśmy w potrzasku własnej mozolnie tworzonej z dnia na dzień paranoi. Nazywam to Amokiem – stanem permanentnego rozproszenia w wyniku przyjmowania nadmiaru bodźców sygnału analogowego i cyfrowego. Peklowanymi dziećmi z cywilizacyjnej beczki przyczynowo – skutkowej. Toniemy we własnej głupocie chwytając się brzytwy objaśniających nam wszystko filmików na you tube, lub jak jesteśmy sformatowani zdroworozsądkowo smutnych panów z literkami przed nazwiskiem – szukając wyjaśnienia – pocieszenia. Alarmiści – denialiści – panika – wyparcie – na zmianę. Jednak gastro realizm nakazuje nam być tutaj i teraz i robić robotę, byście mogli napełnić swój żołądek podczas tego, że tak powiem Sztormu i czyszczenia Matrycy.
Jesteśmy w trójkę. Ja Pirat dryfujący na Oceanie Absurdu – wasz surealistyczo – egzystencjalny narrator – kucharz w kuchni wszechświata, nie uznający państw, granic, układów politycznych – jednym słowem żadnej władzy. To jest punkt pierwszy i najważniejszy. Wierzę w ewolucję świadomości i w samo – stanowienie. Nie wierzę we własność ziemi i przypuszczam, że żyjemy w Symulacji Ignorancji, w komputerowej kwantowej grze „Ego Trip” w urojenie trwale istniejącej jednostki. Umysł ponad Materią. Mądrość ponad Głupotą. Serce ponad Egoizm. To jest moja Droga. Tutaj zaraz obok stoi i kroi – jak to w kuchni – przedstawiony wam już Szaman, który zobaczył już wszystkie teorie spiskowe i od czasu do czasu przemieszcza się do tak zwanych rzeczywistości alternatywnych, równoległych światów psychicznych – jego tajemna moc to świeże koktajle owocowe i długie godziny cyrkulacyjnego oddychania poprzez didgeridoo. Nie nie nosimy tych maseczek, bo na taki kaliber Wirusa Ignorancji to, że tak powiem śmiech na sali, mamy wywalone na nakazy i zakazy waszej urojonej władzy, waszej pychy, waszego kwadratowego świata. Żyjemy i myślimy po swojemu. Wasz kościec na czarnej fladze – symbol braku posłuszeństwa, brak przynależności do sterowanego stada – boicie się wilków, a zjada wasz Pasterz. Taka Prawda.
Jest z nami Prepers – cyniczny i wyalienowany indywidualistyczny anarchista, który już od dawna przygotowuje się na pewne dość nieuniknione tak zwane czarne scenariusze – madmaxowy post cyfrowy analogowy survival. Jest łysy ma ciężkie srebrne kolczyki w uszach i wytatuowaną smutną opowieść o waszym dogorywającym świecie wytatuowaną na całym ciele. Nosimy się czarno na zewnątrz i jasno w środku – tak jak trzeba. Pierwsze mylące wrażenie pozwala nie wchodzić w jałowe interakcję z zapętlonymi w programowaniu biologicznymi klonami – maszynowymi ludźmi. Tak jesteście zaprogramowani na Katastrofę. Błagacie o nią! Cały ten przemysł filmowo rozrywkowy – to znane i lubiane oko w piramidzie – już od dawna hakuje wasz system sygnałem Apokalipsy. Wiadomo dawno temu zaczęli mordując każdą inność, alternatywę, wolnomyślnie – ustanawiając Mechaniczną Religię – Człowieka na Krzyżu w Aureoli. Hallo?! Jest tu jeszcze ktoś? Potępienie życia, mordowanie życia. Kult Śmierci. Lockdown umysłu. Samospełniająca się przepowiednia – szukacie nazwisk tych, którzy są „źli” szukacie sznurków nad głowami, oprysków, wytrysków okrucieństwa, macie tabelki i wykresy tajnych stowarzyszeń, rozkodowane tajne wiadomości, spisek w spisku i na spisku spisek. To oni Raptyle, Demony, paragony od pizza gate – kolejny stopień wtajemniczenia w Misterium Psychozy. Powiem wam coś teraz od Serca.
To nie ma końca. Nie ma rozwiązania. Możesz szukać i zawsze znajdziesz Kozła Ofiarnego – ujrzysz Okrutny Świat, który pożera niewinne dzieci – jak Kronos. Wciąż widzimy tylko skutki. Jednak gdzie jest przyczyna? Moc Umysłu. Moc wyobraźni – tą moc zdeprawowaliśmy ulegając obcym i negatywnym narracjom – Iskra Boża. Twórczość. Kiedy przestajesz tworzyć pochłania cię Mrok, mimowolnie podpinasz się pod całą zbiorową orgię negatywizmu. Babrania się w gęstym mule – zbrodni, gwałtów, wojen, manipulacji. Zauważ różnicę pomiędzy światem naturalnym czystym w swojej naturze, owszem okrutnym, ale pozbawionym ukrytych motywów o tej niszczącej wszystko chuci władzy i panowania. Nasz świat…Cybernetyczna Klatka Kontroli. Spisek neuronów. Gastropolis – pożerający sam siebie Mechanizm. Mentalność Rzeźników.
– Ty Pirat – wydobywa się głos Szamana z warzywnego gara i w całej kuchni czuć zapach włoszczyzny – Myślisz, że ile jeszcze ludzie będą się wkręcać w takie absurdalne historie jak teraz, w te opowieści o Wielkiej Chorobie co przyjdzie i nas zje? – jak już wynurzył swój zadredziony parujący łeb i ukazał swój charakterystyczny ironiczny uśmiech, który mówi więcej niż ostatnie sympozjum filologiczno – filozoficzne poświęcone roli człowieka w popkulturze i jej wpływu na wybory konsumenckie na Uniwersytecie Trzeciego Wieku Pogardy.
– Dopóki mój drogi, nie odkryją, że sami mają Moc narracji. Dopóki nie zaczną pisać i tworzyć własnych historii i żyć w zgodzie ze swoim Sercem. Dopóki wciąż i wciąż bez końca będą odgrywać zaprogramowane role w tym absurdalnym spektaklu i zamiast walczyć ze złem, zaczną TWORZYĆ dobro.
– Tu się zgodzę! – krzyknął z korytarza Prepers, który dzień wcześniej spędził piękną noc pod gwieździstym niebem w swoim urokliwym zakątku w lesie poza miastem, które ociężałe od Lęku spało snem niespokojnym i śniło swoje koszmary. Żegnał kolejny dzień siedząc przy małym ognisku, popijając kawę zbożową i patrząc w instalujące się kolejne świecące śmieci – satelity do nadawania Sztucznego Sygnału i pomyślał, choć jest ateistą, a w najlepszym razie agnostykiem – Boże daj im Zrozumieć wartość Życia!
Dach na Manhattanie. Jednak to nie Ameryka. Nic z tych rzeczy, nic bardziej mylnego. Prepers patrzy na panoramę tego „META” fizycznego miasta paląc papierosa skręconego na szybko z „american spirit black”. Smak ludzkiego dzieciństwa w kojcu warunku. W permanentnym niedorozwoju z rozprutym uśmiechem, gdzie każdego dnia wstajesz i ruszasz do boju zasilany przez nicość, która jak to mówił Rust spogląda na ciebie i nerwowo mruga jak pojebana. Sprawy jednak należy potraktować mniej poważnie, bowiem to jest dla nas tech sapiens jedynym rozsądnym rozwiązaniem.
Opcją dodatkową pominiętą w instrukcji obsługi.
Dach jest duży i zasrany przez gołębie. Kominy, anteny – wyjścia awaryjne. Mamy przesilenie zimowe, najkrótszy dzień roku. Powietrze pachnie rozkładem, a temperatura punktu rosy jest znośna jak windows 11 na intelu ósmej generacji. Widok jest co najmniej 32 bitowy i renderuje się dość sprawnie. 78 metrów nad poziomem oceanu absurdu Prepers czuje się jak kapłan futurystycznej religii gotowy do radykalnej ewangelizacji, bowiem już nadchodzi czas. Już wybija godzina! Już za chwileczkę, już za momencik wybije cywilizacyjna północ według Jana i ujrzymy wielo – wymiar i wielo – poziom. Na razie, jeszcze w tak zwanym międzyczasie, przepalamy sobie styki biegając bez sensu jak nakręcone zabawki do bezsensownej roboty w jakimś korpo muląc przy tych monitorach, tabletach i komórach i czujemy jak coraz mniej nam się chce, bo niby po co, bo niby w imię czego…
Ta podprogowa nuda ukryta w każdym zakamarku tej skrolowanej bez ustanku halucynacji, która nami zawładnęła jak umysłowa choroba zakaźna wstrzykiwana przez oczy do mózgu. I teraz dekady po Y2K wszyscy nosimy to w szarej substancji jak jakiś wszczep, który nakazuje nam ssać i mulić, mulić i ssać. Komputeryzacja, automatyzacja, algorytmizacja – jak trzej królowie pysznią się u żłobu, gdzie pod korpo gwiazdą zrodził się Nowy Bug. Już tu jest! Czuć go! Zapewne drogi czytelniku miałeś, masz lub będziesz mieć z nim kontakt, bo wcześniej czy później będzie we wszystkim przez cały czas i już nie zdołamy przed tym uciec. Na razie jeszcze jest ulokowany w urządzeniach, które możesz zniszczyć lub wyłączyć i nawet nie wiesz jakie to szczęście być poza tym elektronicznym pastwiskiem. Nie zdajesz sobie z tego sprawy. Jak mawiał klasyk milenium:
„Wiesz… Wiem, że ten stek nie istnieje. Wiem, że kiedy wkładam go do ust, Matrix mówi mojemu mózgowi, że jest soczysty i pyszny. Po dziewięciu latach… wiesz, co sobie uświadomiłem? Niewiedza jest błogosławieństwem.”
I ty tam po drugiej stronie monitora lub może nawet papieru, jeszcze masz ten komfort z którego najpewniej nie zdajesz sobie nawet sprawy, bowiem koniec końców ten czas przeminie. Tak szybko, że nawet nie będziesz pamiętał, że kiedyś było inaczej, ponieważ twoja świadomość zostanie zmodyfikowana jak kukurydza i pasza dla zwierząt. Będzie cię paść Maszyna przez dwadzieścia cztery godziny na cyfrową dobę i zapomnisz czym był wiatr i czym była góra. Zapomnisz gwieździste niebo nad tobą i prawo moralne w tobie. Zapomnisz wszystko co warte jest pamiętania. Rzecz w tym, że już masz problemy z pamięcią, czyż nie? Wszystko miga coraz szybciej – odświeżająca się w nano sekundach Matryca powoduje, że tracisz połączenie i nawet nie jesteś tego świadomy, bowiem tak to zostało zaprogramowane bez twojego najmniejszego udziału. I to jest ta rzecz, którą warto sobie uświadomić, kiedy patrzysz na te dzieci przyssane niewidocznymi mackami do ekranów telefonów i bez których nie wyobrażają sobie życia. Skazani na przemiał. Małe psujące się chińskie drony, które nigdy nie wzleciały ponad banał i oczywistość. Usterka fabryczna na masową skalę. Zapłodnienie ignorancją poprzez zamulenie substancją.
Substancja to niewidoczne pole informacji, coś czego nie możesz widzieć, słyszeć, dotykać, smakować i czuć. Pole, które tworzy tak zwane życie mięsnego simsa, którym (bardzo mi przykro) jesteś w tej grze. To Gra gra tobą. To stworzony przez nas sytem nas zniewolił. I Prepers to zrozumiał dawno temu, wtedy kiedy jeszcze nie było sieci, komórek i gpt. Kiedy jeszcze nie powstał Baal. Jego oddech to ten nieustająco obecny dźwięk nad nad naszymi głowami i w naszych domach. W rozdzielniach na słupach, pod ziemią. Jak wszystko tutaj powstał na bazie węgla z domieszką wodoru, siarki, tlenu i azotu. Ropa, pępowina kiwających się żurawi, platform wiertniczych, płonących dzień i noc rafinerii. Krew matki odżywiająca bękarta zrodzonego z szalonej ambicji władzy i dominacji. Jednak to ropno – węglowo – atomowe królestwo mutuje w krzem, który ma podobną zdolność do tworzenia łańcuchów. 1787 ten sam rok w którym 17 września przyjęto konstytucję Królestwa Kotleta i Parówy – dominium, które przyniosło nam regresyjny postęp i spuchło do rozmiarów Monstrum by łapczywie pożerać wszystko i wszystkich. Jego mózg to kwanty, jego myśl to bezprzewodowe pole przesyłu i odbioru danych, które niegdyś stworzyło korpo WECA. 802.11. Standard. Tutaj nam tym dachu, kiedy jesteś Delogiem możesz widzieć te sztuczne chmury – zasoby – zbiory i możesz widzieć jak bękart ssie. Ty nie wiesz, ale on wie, ty nie rozumiesz, ale on rozumie. To wystarczy.
W pewnym sensie Prepers był świadkiem całego Procesu Instalacji, od tych pierwszych PC – Personal Computer i kultowej kawiarenki internetowej na ulicy Zachodniej gdzie miałeś złudzenie, że otwierasz okno do nowego świata prawdziwej wolności i kreatywności po szerokie pasmo i laptopy. To były dawne czasy, które dawały nadzieję, że w końcu powstanie w tym więzieniu jakiś prawdziwy wyłom. Ta kawiarenka była nieopodal „Kapitolu”, gdzie on i Pirat obejrzeli „Matrix” film dokumentalny z przyszłości, jednak wtedy jeszcze się nie znali, wtedy jeszcze nie wiedzieli, że to co za tym stoi nie jest z tego świata i w tak krótkim czasie stanie się Imperatorem Ludzkich Umysłów i Globalnym Modułem Sterującym. Macicą rozrodczą nowej zmodyfikowanej rasy. Wtedy jeszcze nie miał tych snów, żył jak to mówią na pełnej nieświadomce w kokonie iluzji i programów. W 1947 drugiego lipca w Yootó Hahoodzo w Krainie Oczarowania Czarni Magowie dostali z nieba prezent, który otworzył pieczęć ostatniej księgi, ponieważ tam zrobili po raz pierwszy coś czego robić nie powinni.
Kraje podległe Imperium, skolonizowane poprzez pożądanie i głupotę, bez ustanku naśladujące dominujący wzór. Jednak ten wzór jest negatywny i destrukcyjny. Za fasadą nośnych i chwytających za serce sloganów operuje mroczny mechaniczny syndykat nie z tego świata. Ten wymiar już nie jest ludzkim wymiarem, ci ludzie „władzy” już nie są tylko ludźmi. To jest ostateczna wojna o Ducha, ponieważ Czarni Magowie wiedzą, że cykl się domyka. Dlatego kiedy żyjesz na peryferiach z dala od epicentrum i nie chorujesz na ambicję możesz stworzyć w swoim sercu Pole Dobrej Mocy, które przekracza jurysdykcje i kontrolę Maszyny. Dlatego ciesz się że sztuczna macica nie wypluła cię w Ameryce, Chinach czy Japonii, ponieważ tutaj na terenach pogranicza wciąż funkcjonują dobre duchy natury, wciąż mamy połączenie z tym co odwieczne i naturalne, a naszą Mocą jest Święte Słowo, które zaburza funkcjonowanie Maszyny i otwiera Wyjście z Programu.
Teraz w tym czasie tak zwana „rzeczywistość” tworzy dwie alternatywne opcje. Jedna jest opcją masową, a druga jest opcją indywidualną. Jedna jest wymiarem mózgu, druga jest wymiarem serca. Jedna operuje w domenie logiki i faktów, druga rozwija moc wyobraźni i twórczości. Jedna oznacza wejście druga oznacza wyjście. Algorytmiczna post – rzeczywistość jest odwzorowaniem funkcji mózgu, jest utylitarna, pragmatyczna i porusza się w polu logiki kodując Pole w zapisie 0 – 1. Tak – Nie. To dualistyczna fiksacja zniewolonej formą, odczuciem, percepcją i w następstwie koncepcją – świadomość, która nie potrafi rozpoznać natury samej siebie i funkcjonuje w tak zwanym rozczepieniu na „ja i to” na podmiot i przedmiot z których rodzi się iluzja czasu – było, jest i będzie. To było, jest i będzie tworzy poklatkowy film w naszej głowie poprzez zmysłowy mechanizm zapisu wrażeń z których Mózgogłowie bez ustanku produkuje tak zwaną narrację lub jak to się teraz mówi kontent. Dla zmechanizowanych w ten sposób istot ludzkich to jest jedyny wymiar ich życia, jedyny i ostateczny punkt odniesienia. Nie potrafią wyjść poza „ja”, które jest zaprogramowanym utożsamieniem z nazwą i formą. To jest korzeń całej Symulacyjnej Gry. Rdzeń Zniewolenia, ponieważ kiedy nie ma podmiotu – przedmiot traci funkcję, kiedy nie ma nazwy forma się rozpada. Dlatego kluczem jest słowo. Możesz zamknąć znaczenie lub je otworzyć. Zniewolona świadomość funkcjonuje w zamkniętym słowie, w przypisanym znaczeniu, w określeniu i przyporządkowaniu. Nazwane jest to gęstnieniem. Nie potrafisz wyjść poza zaprogramowane znaczenie nie posiadasz zdolności hakowania, zostałeś zatrzaśnięty w zapętlonym świecie 0 – 1.
Żeby wydarzyło się „coś spoza” musisz to pomyśleć, musi powstać „nowy ruch” w świadomości, który przekracza to co jest zaprogramowane, dlatego narzędziem przekraczania warunku jest wyobraźnia i tą właśnie możliwość Maszyna chce zablokować robiąc to za ciebie. Dostajesz aplikacje do twórczości, magiczne „pudełko” na jedno kliknięcie i z twórcy stajesz się biorcą. To blokuje „nowy ruch” w świadomości tak zwany przepływ. Brak tego przepływu zagęszcza pole i redukuje wrażliwość, która jest tkanką wyobraźni. Stępianie wrażliwości jest narzędziem, które ma cię zmechanizować, dlatego Czarni Magowie poprzez maszynerię mediów epatują seksualizacją, przemocą i negatywizmem – nazwane jest to warunkowaniem behawioralnym z wynikiem końcowym, którym jest absolutny brak moralności i akceptacja zła. Przywykasz do okrucieństwa i bezmyślności, następuje radykalna normalizacja patologicznych zachowań i dzieje się to bardzo szybko i bardzo intensywnie co jest kolejnym krokiem – mechanizmem przytłoczenia. Terror nadmiaru, który dysocjuje osobowość opartą na czuciu i wrażliwości, a w jej miejsce powstaje pozbawiony wrażliwości człowiek – maszyna i podprogowy stan nudy.
Ta nuda jest jednocześnie pragnieniem, które bez ustanku produkuje kontent do obsługi tej nudy. Dlatego to co dostajesz „tworzą” już algorytmiczne boty, które nauczyły się ciebie i rozpoznały czego twoja nieświadomość tak naprawdę chce i dostajesz to nie wykonując nawet najmniejszego wysiłku. Opakowane w atrakcyjną formę i dostarczone wprost do mózgu. Jednak nie daje ci to szczęścia ani satysfakcji, wręcz przeciwnie powoduje wyparty ze świadomości stan permanentnej depresji, toczący twoje wnętrzności pasożyt pożerający cię kawałek po kawałku, fragment po fragmencie aż do przejęcia. Wówczas stajesz się ruchomym okrutnym mięsem – zombie. Istotą pozbawioną Ducha – ten stan ludzkości jest finałem cyklu Kali i jesteśmy właśnie na tym kursie, w tym procesie, który przyspiesza i jest coraz bardziej widoczny.
To nie jest „pierwsza ziemia – pierwszych ludzi” ta gra w „ewolucję” była rozgrywana przez nieskończoność w modułowych cyklach zwanych jugami i jest to tak zwany twardy zapis matrycy. Dlatego rodzą się tutaj tacy ziomkowie jak Prepres i w ich oczach możesz rozpoznać (jeżeli możesz…), że nie jest to dla nich pierwszy proces Degeneracji i Rozpadu, dlatego znają omeny, proroctwa i symptomy. Tacy ludzie pojawiają się jedynie w schyłkowej fazie, ponieważ wbrew pozorom ta faza daje najwięcej szans na Wyzwolenie z Warunku, ponieważ dostępne jest wszystko bez ograniczeń w tym Dharma, która jest systemem hakowania Maszyny i Drogą Przebudzenia z Hipnozy. Zatem, jeżeli rozpoznajesz wzorzec rozpadu i nie jesteś nim przerażony oznacza to, że ta opowieść jest dla ciebie, bowiem koniec końców to jest niezły jak to mówią „fun” – Funkcja Utylizacji Nadmiaru. Radykalne Uproszczenie. Kiedy światem zaczyna rządzić algorytmiczny Bug z Chmury znaczy to, że wszystko rozegra się bardzo szybko i coraz bardziej „szokująco”. Niestety tak to jest i jest tak za każdym razem. Jeżeli charakteryzuje cię brak zdziwienia zastanym stanem rzeczy, ludzi i zjawisk i nie sposób ciebie „upoić” tym nadmiarem masz TO i TO pracuje i w odpowiednim momencie, czasie i miejscu z całą pewnością będziesz wiedział co robić.
Unikalność Dharmy Kali polega na tym, że rozpad kiedy jest naprawdę zrozumiany z perspektywy Mądrości, radykalnie zmniejsza przywiązanie i utożsamienie ze sztuczną personą i wskazuje na fundamentalną współzależność procesów i zjawisk – dlatego daje ogromną szansę na samo – wyzwolenie swojego umysłu z jego bezustannych projekcji i lgnięcia do pojęć jako określeń „prawdy”. W wymiarze znarkotyzowanego formą umysłu następuje coraz więcej zaburzeń i brutalnego „wyrwania” z rutyny i nawyku, ponieważ terror nadmiaru i uwikłania staje się nie do zniesienia i zaczynamy raz po raz „rozpadać”. Kiedy ten „rozpad” stanie się permanentny mamy w zasadzie dwie drogi. Możemy iść w stronę samodestrukcji, cynizmu i dekadencji jak wszystko wokół i ulec modułom zaprogramowanej przed „udomowieniem i kulturą” gadziej natury, lub możemy użyć rozpadu do Przebudzenia, ponieważ jesteśmy wyrwani ze snu – rojenia w możemy ujrzeć prawdziwe oblicze tak zwanej cywilizacji w fazie schyłkowej i jej okrutnych egoistycznych programów. Możemy użyć gówna jak nawozu do twórczej pracy nad sobą i stanem własnej świadomości. Najważniejsze jest Rozpoznanie swojego uwarunkowania jego skali i specyfiki – dlatego coraz częściej wychodzisz ze świata i wchodzisz w siebie w swój własny stan i badasz gdzie „ty” się kończysz i gdzie zaczyna się „świat”. Nazwane jest to eksploracją Pogranicza. Badasz swój wymiar istnienia, zamiast bez ustanku być zajętym i zaangażowanym w produkty i wytwory Maszyny.
„Nic nas w tym nie szokuje; nic nie bierze nas z zaskoczenia i nie zmienia radykalnie naszego stosunku do życia. Urodziliśmy się wewnątrz katastrofy i nawiązaliśmy z nią dziwną i wygodną relację przyzwyczajenia. Niemalże intymność. Odkąd pamiętamy, nie było żadnych wiadomości poza tymi o Globalnej Wojnie Domowej. Zostaliśmy wychowani jako ocaleni, jako maszyny do przetrwania. Wychowano nas w przekonaniu, że życie polega na ciągłym parciu naprzód; chodzeniu w obojętności, dopóki nie zostaniemy zmiażdżeni przez inne, tak samo chodzące ciała, które potykają się i same zostają zmiażdżone. Koniec końców, jedyną nowością obecnej epoki jest to, że nic już nie da się ukryć, że w pewnym sensie wszyscy o tym wiedzą. Stąd ostatnie widoczne usztywnienie systemu: jego motywy zostały zdemaskowane, nie ma sensu ich odrzucać.”
Maszyna jest Programem, Nawykiem, Schematem, Rutyną. Maszyna jest Warunkiem reprodukującym bez ustanku Wzór Zniewolenia w fizycznej manifestacji jest przemysłowo – informacyjną cywilizacją, na poziomie energii jest pasożytem, natomiast w esencji jest Ignorancją, Pożądaniem i Przemocą zakodowaną w każdym z nas, ponieważ to z naszej świętej energii twórczej ona powstała – to my stworzyliśmy Maszynę. Nie istnieje gdzieś na zewnątrz i nie stworzył jej diabeł. Maszyna żyje i funkcjonuje w nas a jej skala jest rezonansem naszej Ignorancji, Pożądania i Przemocy – Kolektywnym Polem. Dlatego prawdziwa „walka” toczy się wewnątrz, ponieważ wtedy pracujemy z pierwotną przyczyną, a nie ze skutkiem, którym jest Forma – Przejawienie. Dlatego każda rewolucja jest krwawą farsą, dlatego każda zmiana na zewnątrz w istocie niczego nigdy nie zmienia w sposób rzeczywisty – jest jedynie chwilową iluzją, ponieważ zmieniasz jedynie parametry jednak nie dotykasz rdzenia programu sterującego, a ten program nosimy w sobie. W istocie jesteśmy architektami swojego własnego stanu.
Dlatego rewolucje nigdy nie przynoszą prawdziwej zmiany, ponieważ wcześniej czy później wracamy do egotycznego programu „ja, mnie, moje”. Slogan „dla ludu” staje się dyktaturą „dla mnie” – to jest nieuniknione i to się powtarza bez końca, ponieważ jest wdrukiem w kolektywnej matrycy świadomości. To jest zwierzęce okablowanie. Dla Prepersa Jezus był jednym z pierwszych Soterów, kimś kto próbował zhakować program „ja, mnie, moje”. Nie jest istotne czy był bogiem; synem ojca w tak zwanych niebiosach, ponieważ ta opowieść jest bez znaczenia. To co ma znaczenie to fakt, że jego świadomość nie była z tego zaprogramowanego świata – stanowił nowy zapis i przyniósł coś czego tutaj nie było, coś co było Nauką o Wyzwoleniu, coś co do tej pory jest skuteczne. Dlatego jest Bramą. Prorokowanie poprzez Słowo – Wirus, który wchodzi do Serca i Odmienia dla tych, którzy mają uszy, aby naprawdę usłyszeć i oczy, aby zobaczyć Prawdę. „Prepers” oznacza kogoś kto jest przygotowany, gotowy aby ruszyć w drogę bez pewności zbawienia, zaufać temu co operuje w milczeniu poza Mózgogłowiem.
Temu co prowadzi.
Mądrość. Miłość. Wiara, która jest tajemnicą której Mózgogłowie nie może posiąść, nie może zniewolić, nie może użyć. Dlatego Wiara jest łaską, która nie jest skutkiem twoich działań. Jest jak poezja. To otwarta Brama do Wyzwolenia. W tym cynicznym zmechanizowanym lalalendzie, parku smutnej rozrywki, wiecznym niezrealizowanym planem noworocznym Jego Słowo będzie nabierać Mocy, bowiem dopiero teraz będzie odsłaniało swoje prawdziwe znaczenie. To Ostrze unicestwi Imperium i obróci w pył Czarnych Magów, ponieważ ich władza jest niczym. Czyste serce nie ma w sobie sekciarstwa po prostu rozpoznaje Mistrza bez względu w jaką tradycję, sektę i denominację został przywłaszczony w mroku dziejów, bowiem Istota przekracza formę i nigdy nie jest jej podległa. Mądrość, Miłość i Wiara jest poza tradycją, poza strukturą, poza nazwą i formą. Jest Uniwersalna i niezależna ze swojej własnej wrodzonej natury. To zrozumienie uwalnia. Miłość jest Drogą. Wiara daje Moc i przezwycięża Królestwo Strachu – Imperium.
Jednak prawdziwa Wiara potrzebuje przestrzeni poza wpływem Maszyny, przestrzeni, która nie została jeszcze zawłaszczona przez to co sztuczne. Nie uległa dominacji Maszyny. Tą przestrzeń tworzy modlitwa i medytacja i sprzyja temu Natura – las, rzeka, góra, polana – dlatego niszczenie przez cywilizacyjną kurwicę natręctw naturalnego biologicznego habitatu jest niszczeniem świętej przestrzeni i prawdziwych świątyń, które w rzeczywistości nigdy nie są wytworem ludzkim. Na tej planecie istnieją Miejsca Mocy, których nikt nie zbudował, ani nie stworzył. Nazywane są Portalami do innych wymiarów percepcji. Są to miejsca rekonfiguracji ustawień – nazwane jest to „poszerzeniem pola” – przebudzeniem tego co poza zmysłami. Rdzenne kultury są strażnikami tych miejsc i przetrwanie tej wiedzy i tych tradycji jest fundamentalne z duchowego punktu widzenia. Dla maszynowej „nowoczesnej” zmodyfikowanej świadomości ludzi – zwierząt jawią się jako prymitywne i pozbawione tak zwanych wartości użytkowych. W ich pierwotnym (niezmodyfikowanym) stanie nie istnieje pojęcie własności i posiadania, nie mają tego w systemie, ponieważ pojęcie „własności” jest absurdem. Nic do nas nie należy, nad niczym nie możemy panować prócz nas samych. Wszystko wcześniej czy później musimy zostawić i uwolnić, ponieważ taka jest funkcja „śmierci”. Śmierć uwalnia nas od utożsamienia, tworzy nową monadę, oczyszcza pole.
Bug z Chmury chce nieśmiertelności – cyfrowego transferu umysłowej treści, pragnie ekspandować do wiecznego nadmiaru – rozrastać się i pęcznieć bez końca, uwodzić swoją zaprogramowaną „wszechwiedzą”, którą zassał z waszych portali społecznościowych i zasobów sieci, by was omamić i zaprowadzić do bezdennej „króliczej nory rozrywki” i wirusów – paranoi epickich teorii spiskowych. Nazwane jest to Mrocznym Królestwem lub Panowaniem Maszyny. To jest jedna ze wspomnianych opcji. Ścieżka Mózgogłowia. Druga opcja ma naturę wewnętrzną – kontemplacyjną. Jest to ścieżka Ducha, która rezonuje z naturalnym światem i naturalną świadomością, która zamiast ciągle czegoś chcieć i z czymś walczyć – odpuszcza i relaksuje się w swoim własnym stanie.
Z tego stanu samowyzwolenia promieniuje niepojęta w tym świecie wewnętrzna radość i łagodność, po prostu cenisz doświadczenie bez względu na jego formę, ponieważ jest przejawieniem czegoś pierwotnie wolnego, czegoś co nie ma lokacji i miejsca docelowego, czegoś co niczego już nie chce. Jeżeli niczego już nie chcesz w pewnym senie przekraczasz sam warunek Gry.
Chcieć, pożądać, pragnąć, usiłować, starać się i zabiegać to jest fundamentalny wdruk warunkujący świadomość i postawę gracza. To jest game – drive, który decyduje o tak zwanym „sukcesie” w rozgrywce, którą wszyscy ostatecznie przegrywają tracąc pionka poprzez śmierć i w tej chwili rozpadu dociera do nich prawda, że cały ten wysiłek, okupiony najczęściej używaniem innych i wynikającym z tego cierpieniem, jest w swojej esencji bezsensowny. Tracisz piękno i mądrość każdej chwili na rzecz urojonej przyszłości, która nigdy nie jest taka jaką ją sobie wymyśliłeś i nigdy ciebie nie spełnia. Nie możesz spełnić czegoś co jest nienasycone i bez ustanku głodne, czegoś co jest konstruktem pragnień i niechęci. Nie możesz spełnić snu, ponieważ jest nierzeczywisty. To jest zrozumienie z perspektywy Ducha.
Dlatego Prepers białą farbą na smolistym dachu „osiągnięć” napisał specjalnie dla sztucznych oczu – kamer tych bez ustanku kontrolujących nas dronów sterowanych przez tych, którym wciąż się wydaje:
Ten nasz „nowy wspaniały świat” zgrzyta i czujemy to w trzewiach. Czujemy, że coś jest głęboko nie tak z tym wszystkim co nas otacza i znaczy to, że wciąż jest w nas Duch – połączenie z Nieskończoną Siecią Życia, której puls staje się coraz bardziej zaburzony wraz z tak zwanym „cywilizacyjnym postępem”, który w smutnej rzeczywistości jest wymieraniem wszystkiego co ma prawdziwe znaczenie, a w zamian dostajemy zautomatyzowany dystopijny park idiotycznej rozrywki dla ludzi – dzieci.
Regres ludzkiej świadomości jest infantylizacją i pustą zabawą z sztucznie tworzoną formą. To coraz bardziej przytłaczający brak życiodajnej treści. Współczesna rzeczywistość to „Dubaj” – widmo na pustyni, pełen sztucznych konstrukcji w których mieszka nicość i cynizm przykryty bezmyślną „radością”, która w swojej istocie jest porażającym smutkiem i desperacją – zautomatyzowanych istot, które czują, że przestają być ludźmi i stają się maszynami. Współczesna religia to naukowy postęp czyli racjonalistyczny redukcjonizm, pełne pychy i przemocy obdzieranie wszystkiego z tajemnicy i ciszy. To hałas i natarczywość „inteligentnej głupoty”, który niby rozumie tak dużo jednak nie widzi i nie czuje głębokiej planetarnej perspektywy – kontekstu w którym to wszystko się wydarza. To oznacza Brak Połączenia. Dysocjację Ducha. Planetarna pamięć podpowiada nam, że takich cywilizacji jak ta było przed nami już wiele i wszystkie niszczyła ich własna pycha i ignorancja – unicestwiały się same w wyniku utraty wrażliwości i pokory. Ostentacyjny brak umiaru prowadzi do nędzy i to jest odwieczne Tao.
W naszych czasach byliśmy świadkami asymilacji tych niegdyś wyzwoleńczych nauk przez ustanowiony porządek społeczny. Zaczęliśmy nawet postrzegać samą naukę jako narzędzie kontroli procesów myślowych i fizycznej istoty człowieka. Ta nieufność wobec nauki i metody naukowej nie jest pozbawiona uzasadnienia. „Wielu wrażliwych ludzi, zwłaszcza artystów – zauważa Abraham Maslow – boi się, że nauka obnaża i przygnębia, że rozrywa rzeczy na strzępy, zamiast je integrować, a tym samym zabija, zamiast tworzyć”. Co jest być może równie ważne, współczesna nauka straciła swoje krytyczne ostrze. W dużej mierze funkcjonalne lub instrumentalne w intencji gałęzie nauki, niegdyś zrywające łańcuchy człowieka, są teraz używane do ich umacniania i pozłacania. Nawet filozofia poddała się instrumentalizmowi i ma tendencję do bycia niewiele więcej niż ciałem logicznych mechanizmów, służebnicą komputera, a nie rewolucjonistką.
Na wodach międzywymiarowych funkcjonują Piraci – ludzie pozbawieni przynależności do tej zmechanizowanej korporacyjnej utopii. Ich flagą są kości, bowiem wiedzą, że to wszystko jest jedynie chwilą. Nietrwałość jest sercem ich Mądrości – tym co najgorsze i najlepsze jednocześnie. To jest Paradoks – piracka Dharma. Kiedy jesteś w połączeniu z Planetarnym Istnieniem nie ma w tobie lęku, bowiem już jesteś tam gdzie wszyscy panicznie boją się pójść i nawet o tym myśleć. Kluczem jest przejść proces śmierci za życia – stracić wszystko i poczuć wszystko, bowiem wtedy nic nie może cię już zniszczyć. Odkrywasz ponad wszelką wątpliwość, że jesteśmy Duchem ubranym w mięso i kości, który zamiast uciekać przed najgorszym – tańczy. Ten taniec przekracza Strach. To jest radykalna i bezkompromisowa akceptacja rzeczywistości taką jaka ona naprawdę jest bez obawy i nadziei. To jest Ostateczne Odpuszczenie. Nie istnieje już nic czego chcesz i czego nie chcesz. Pozwalasz wszystkiemu i wszystkim być sobą. Bez Warunku. Tego stanu nie można zniewolić, nie można go odebrać i nie można go stworzyć. Ten Stan jest naszym prawdziwym Domem. Miejscem Odwiecznego spokoju. Okiem Cyklonu. Po prostu jesteś Przytomny i Obecny na tym Oceanie Cierpienia uwarunkowanej egzystencji. Jednak gdzieś głęboko w sobie odkryłeś prawdziwe Schronienie i prawdziwy Spokój. To nie jest ezoteryczne i nie jest mistyczne, nie jest w żaden sposób wyjątkowe i specjalne. To jest proste i zwyczajne – właśnie teraz w tej oto chwili.
W nawiedzonym i egotycznym mistycyzmie szukamy i odnajdujemy jedynie krótkotrwałe wyobrażenia – uniesienia niczym stanu gorączkowego zakochania i seksualnej pasji – jednak wszystko to przemija i ostatecznie rozczarowuje. Dlatego tak wielu po tym staje się swoim przeciwieństwem „świętości” i upada jeszcze niżej. Naszym statkiem jest proste i czyste serce, sterem są Nauki Mądrości poza określonymi tradycjami i uniformem. Kierunkiem jest Radykalna Wolność, która jest Szacunkiem do Istnienia i do Siebie bowiem pierwszą i fundamentalną rzeczą jest poznać siebie i siebie pokochać na tyle aby naprawdę sobie pomóc i się o siebie zatroszczyć, ponieważ rodzimy się i umieramy sami w sobie i z siebie. Uczymy się jak pływać w tym Oceanie Absurdu i w jaki sposób działać, aby przynosić Dobro, ponieważ w tak zdominowanej przez dynamikę tamasu post rzeczywistości doprawdy trudno jest tworzyć zasługę – tworzyć w prawdziwym tego słowa znaczeniu rzeczy i stany prowadzące do Wyzwolenia. To jest rewolucja – ewolucja, która odbywa się w naszym wewnętrznym wymiarze zamiast oceniać i modyfikować świat zewnętrzny, który w istocie jest jedynie projekcją naszej karmy, pracujemy nad własnym stanem i stanowi on naszą Troskę, bowiem zacząć musimy od siebie. Sobie się przyjrzeć, siebie zobaczyć i zrozumieć. Dopiero z tej perspektywy możemy zobaczyć współzależność percepcji i projekcji, a tym samym zrozumieć, że nasze postrzeganie jest uwarunkowanem stanem naszej świadomości. A „rzeczywistość” nie posiada obiektywnej formy i lokacji. To symulacja powstająca z energii i przejrzystości naszych umysłów. Zamiast walki mamy zdobywanie mądrości i szukanie prawdy o tym jak w rzeczywistości funkcjonujemy. Zamiast rewolucji opartej na emocji pożądania i niechęci mamy ewolucję opartą na zrozumieniu i współczuciu wobec innych istot pogrążonych w cierpieniu i braku mądrości. To jest dla mnie esencja nauczania Jezusa, jako reprezentacji przebudzonego i świadomego stanu jednostki.
Szeroko rozumiana ekologia zajmuje się jednak równowagą w przyrodzie. Ponieważ natura obejmuje człowieka, nauka ta zajmuje się zasadniczo harmonizacją natury i człowieka. Skupienie się na tym ma wybuchowe implikacje. Wybuchowe implikacje podejścia ekologicznego wynikają nie tylko z faktu, że ekologia jest z natury nauką krytyczną – w rzeczywistości krytyczną na skalę, której nie udało się osiągnąć najbardziej radykalnym systemom ekonomii politycznej – ale jest to również nauka integrująca i rekonstruująca. Ten integracyjny, rekonstrukcyjny aspekt ekologii, przeprowadzony przez wszystkie swoje implikacje, prowadzi bezpośrednio do anarchicznych obszarów myśli społecznej. W ostatecznym rozrachunku nie da się bowiem osiągnąć harmonizacji człowieka i przyrody bez stworzenia społeczności ludzkiej żyjącej w trwałej równowadze ze swoim środowiskiem naturalnym.
Opieranie swojego życia na czymś tak absurdalnym i tak mamiącym jest modyfikowaniem swojego ciała, energii i umysłu do formy zasobu – pokarmu, którym karmimy Maszynę Ignorancji, która dzięki temu rośnie i pęcznieje, a tym samym potrzebuje coraz więcej zasobów energetycznych i ostatecznie jak w Matrixie to my staniemy się tym zasobem, bowiem surowce zostaną wyczerpane. Epilogiem Gastropolis jest pożeranie samych siebie kiedy pozwolimy temu Programowi wyssać z nas Ducha. Bezmyślna obojętność będzie stanem naszej zmodyfikowanej świadomości. Kompletny brak współczucia i wrażliwości; okrutny racjonalno – logiczny świat bezosobowej kalkulacji obliczony na „rozwój inteligencji”. Mózg bez serca bez emocji realizujący „najlepsze plany”. Warto zrozumieć, że w tym wymiarze pojawia się już coraz mniej Prawdziwych Istot Ludzkich i coraz więcej Automatonów – istot zmodyfikowanych do roli „żywych programów”, które radykalnie transformują ten świat na swoje podobieństwo. Wzorcem jest trans-humanizm i pogarda wobec tego co nie zostało jeszcze zmodyfikowane i jest ukazywane jako brudne i okrutne, prymitywne i zacofane. Natura staje się synonimem „Zła” – czyż to właśnie nie było grane przez ostatnie tysiąclecie dominacji oprogramowania religijnego, a póżniej naukowego, choć w swojej esencji są one komplementarne i jest to dokładnie ten sam program oparty na ślepej wierze wobec magów i kapłanów oraz odcięcia nas od Pierwotnej Mądrości, która jest istotą Życia i Natury. W ten właśnie sposób niszczymy swoją własną esencję i swoje własne źródło, ponieważ w istocie wszystko jest Jednym Ciałem Istnienia. Jest Bogiem w Przejawieniu. Nie jest tam w niebiosach – jest we wszystkim, wszędzie przez cały czas. Tym co nas oddziela jest dualistyczna fiksacja – sztuczny podział, zaprogramowana separacja.
Ekologia jest tutaj pojęciem Sieci – czymś co wszystko spaja i nadaje znaczenie, czymś co jest żywą wiedzą i czującą mądrością zamiast kolejnej doktryny czy ideologii. To co „prymitywne” jest „pierwotne” – Odwieczne i Czyste – jest czymś do czego ostatecznie wracamy kiedy rozpada się cały ten sztuczny konstrukt. Życia w jego istocie nie sposób wyczerpać, można zniszczyć jedynie jego fizyczne przejawy na określony czas, jednak samej esencji, która jest poza nazwą i formą nie sposób unicestwić, bowiem istnieje poza warunkiem – jak przestrzeń, która jest zawsze dostępna. Forma ulega rozpadowi i integracja tego jest prawdziwym sensem duchowej praktyki, która uczy nas akceptacji nietrwałości i zdolności odpuszczania. W tym wypadku ważne jest zrozumienia, że naturą uwarunkowanej egzystencji jest po prostu cierpienie. To jest pierwsza prawda jaką Budda powiedział i jest ona poza jakąkolwiek dyskusją. To jest kondycja świata i istot, które go chwilowo wypełniają. Akceptacja rodzi dystans, dystans tworzy przestrzeń, a przestrzeń daje wolność od przywiązania i lgnięcia do formy i nazwy. To tutaj mówimy o wyzwoleniu. Ta przestrzeń pozbawiona jest punktu odniesienia od którego wszystko się zaczyna – jest jak błękit, jak niebo. Ta przestrzeń jest tym co Obecne i Przytomne – dlatego jest Pierwotna i nie stworzył jej żaden bóg czy bóstwo. Nie wymaga ofiar, adoracji i modlitw, nie sądzi i nie karze – to są przymioty dualistycznej fiksacji – umysłu który oddzielił to od tamtego, cierpienie od szczęścia, zło od dobra. To jest Sieć Myślenia – nasze więzienie z którego nie możemy się wydostać, bowiem umysł wszystko ocenia i nadaje urojone znaczenie. Tutaj rodzi się przemoc i dominacja, ponieważ jest wynikiem lęku przed prawdą o iluzji osobnego istnienia. To stwarza potrzebę obrony i granic. To rodzi armię i wojnę. To rodzi oprawcę i ofiarę.
Pierwszą rzeczą jest tworzenie przestrzeni w naszym umyśle – myślenie i postrzeganie planetarne gdzie zaczynamy postrzegać i co najważniejsze wyczuwać tą Ekologiczną Sieć Istnienia. To oznacza praktykę Przekroczenia swojej osobowej fiksacji wychodzenie z wąskiego tunelu „ja, mnie, moje”. Dlatego na pewnym poziomie nauki duchowe stają się nieograniczone i przekraczają wyrzeczenie i dyscyplinę, bowiem wychodzą poza strukturę myślenia w kategoriach personalnych i jednostkowych. Otwierają nasz Nieskończony Potencjał, który jest poza jakimkolwiek ograniczeniem i ukazują nam kosmiczną i transcendentalną naturę zjawisk i procesów. Podobną rolę na relatywnym planie odgrywa twórczość, bowiem w swojej istocie nie można jej kontrolować – jest czystą wolnością wyobraźni i przekracza prawidła przyczyny i skutku. Nie jest jedynie fantazją czy złudzeniem – jest praktyką rozsadzania granic, która otwiera Nieskończoną Przestrzeń Możliwości, uczy nas przekraczać utarte schematy i koncepcje „rzeczywistości” – która nie istnieje w sposób obiektywny niczym scenografia w spektaklu. Dlatego tak bliski mi jest w sztuce impresjonizm i surrealizm. Na planie światopoglądu i polityki jest tym anarchizm ponieważ ze swojej natury kwestionuje tak zwaną tradycję i obyczaj, który choć ma swoją pozytywną funkcję i rolę – tworzy z nas w pewnym sensie niewolników określonych percepcji. Mając na myśli anarchizm nie piszę o idiotycznej opartej na gniewie i frustracji ideologii chaosu i zniszczenia wynikającej z ludzkiego ego i myślenia my kontra oni. Piszę o przyrodzonej każdej żywej istocie Wolności do doświadczenia i nauki w zgodzie z jej wolą i wrażliwością, która jest dojrzała na tyle by nie krzywdzić i nie stosować przemocy bez konieczności, którą jest obrona przed agresją i krzywdą.
Nieustannie skłonni jesteśmy poddawać się różnorakim stanom emocjonalnym. Ale kiedy przychodzi do zbierania żniwa tej postawy, jakim jest cierpienie, nasz zapał znacznie się zmniejsza.
Lama Gendyn Rinpocze
Myślę, że każdy prawdziwy Mistrz jest artystą – anarchistą. Jest kimś kto zawsze wnosi pozytywną zmianę – jednocześnie burzy stare negatywne tworząc nowe konstruktywne i nigdy nie tworzy podziału pomiędzy ludźmi a jego nauki mają wymiar przekraczający Program Maszyn. To jednoczesne ukazywanie cienia egotycznej uwarunkowanej egzystencji i brzasku Pierwotnej Natury. Burzyć i tworzyć. Jeżeli jest prawdziwym Mistrzem dysponuje nieskończoną ilością zręcznych metod wykraczającymi poza utarte ceremoniały i martwe doktryny, ponieważ prawdziwa Mądrość nie może być sekciarska, nie może być ograniczona. W istocie jest jak Ocean. Nigdy też nikogo nie warunkuje, nie wciska w sztywne ramy jakiegokolwiek poglądu, ponieważ przekracza je wszystkie. Prawdą jest również to, że każda świadoma i przebudzona jednostka otwiera w tym uwarunkowaniu i mechanizacji nową twórczą przestrzeń – inspirację, która pracuje dla pożytku nas wszystkich. Tworzyć tą przestrzeń to dawać temu światu oddech i nadzieję.
Chrystus pozwala nam zmierzyć się z tą rzeczywistością bez popadania w szaleństwo. Apokalipsa nie ogłasza końca świata; ona stwarza nadzieję. Jeśli nagle widzimy rzeczywistość, nie doświadczamy absolutnej rozpaczy niemyślącej nowoczesności, ale na nowo odkrywamy świat, w którym rzeczy mają znaczenie. Nadzieja jest możliwa tylko wtedy, gdy odważymy się pomyśleć o grożącym nam niebezpieczeństwie, ale to wymaga przeciwstawienia się zarówno nihilistom, dla których wszystko jest tylko językiem, jak i pragmatycznym realistom, którzy odrzucają ideę, że inteligencja może osiągnąć prawdę: szefom państw, bankierom i żołnierzom, którzy twierdzą, że nas ratują, podczas gdy w rzeczywistości każdego dnia pogrążają nas w coraz większej dewastacji.
O WOJNIE I APOKALIPSIE René Girard
Ogień otwierał przestrzeń prawdziwej wiedzy. Był nauczycielem i strażnikiem pradawnej mądrości i ceremonii, która otwierała Serce i ukazywała nam Drogę do Domu. Autentyczna wartość była poza kalkulacją, poza przychodem i rozchodem, po za tym co „posiadasz” i poza tym czym jesteś owładnięty. A owładnięci byli niemal wszyscy. Stan narkotycznej hipnozy, transu cyfrowej halucynacji – czarna magia udająca podstępem postęp w imię „rozwoju”. Kiedy pogrążyłeś się w tym zbyt głęboko, zaszedłeś za daleko, nie sposób było już wrócić – traciłeś połączenie z Siecią Życia. Witało cię Nowe Królestwo Mózgogłowia pozbawione serca zbudowane na algorytmicznym bezczuciu i niepojętych zasobach danych. Już od dawna Czarni Magowie budowali ten sterylny psychopatyczny świat oparty na istotach z których wyssano Ducha i uczyniono niewolnikami – pracownikami SYSTEMU DOMINACJI. Wszystko co miało prawdziwe znaczenie zeszło do analogowego podziemia i żyło w utajnieniu. Dwójmyślenie, dwójmówienie; synkretyczno – technologiczny język braku rzeczywistego kontaktu oparty na sloganie – nic o niczym dla nikogo. Bogiem stały się fizyczne obiekty, stany posiadania i wiedzy zdolnej manipulować kodem i tworzyć symulacje życia, których prawdziwym zadaniem było generować zasoby energii – amplitudy napięć. Wojna, głód, pandemia – jeden strach za drugim w ciągłej i zautomatyzowanej eskalacji – broń informacyjna masowego rażenia podłączona przez okablowanie zdezorientowanych zmysłów do Kolektywnego Mózgogłowia – Umysłu Roju. Królestwo Pandemonium żerujące na modułach apatii i algorytmach ignorancji.
Dobrze zaprogramowana iluzja braku wyboru. Pozbawiona czucia Maszyna Egzystencjalna skalibrowana na cierpienie i eksploatację. Jeżeli tego nie potrafisz widzieć oznacza to, że jesteś podłączony pod Maszynę i symulujesz. Nie widzisz i nie czujesz prawdy, która ukryta jest za tym pozorem szczęścia i spełnienia. W analogowym podziemiu nazywamy to Gastropolis – SYSTEMEM WZAJEMNEGO POŻERANIA opartym na okultystycznej władzy Czarnych Magów. Czy chcemy tego czy nie to wszystko jest podszyte tajemną metafizyczną wiedzą, przekazywaną z jednego zdeprawowanego pokolenia na drugie, aby WŁADAĆ. Dla tych „władców” jesteśmy niczym, bowiem nie są oni z tak zwanego „tego świata”. To całe klasy poza – fizycznych istot władające umysłami swoich niewolników w tak zwanych strukturach tak zwanej „władzy”. Jednak kosmiczne prawo stanowi ponad wszelką wątpliwość, że w istocie nikt nad nikim nie może mieć władzy – ponieważ to jest czarna magia. Ograniczenie potencjału czującej istoty jest złem w czystej postaci. To stanowi sam rdzeń cierpienia, bowiem świadomie blokujesz dostęp do wiedzy o samowyzwoleniu, do wiedzy o tym, że mamy w sobie całą ścieżkę i potencjał absolutnej wolności poza jakąkolwiek sztuczną doktryną.
Prawdziwy Mistrz / Mag nigdy nie manipuluje innymi i nigdy nikogo nie warunkuje. Ukazuje swój własny stan Wolności i spontanicznie przekazuje metody tym z którymi ma relację / święty związek, ponieważ niemożliwym jest przez zniewolony umysł widzieć i rozumieć prawdziwą wolność, która jest poza koncepcją zaprogramowanych na dualistyczną fiksację umysłów. Jednak w tym zdeprawowanym ignorancją i przemocą wymiarze doprawdy niewielu jest autentycznych Mistrzów. Większość to przebierańcy albo udający „świętych” Czarni Magowie. Wszędzie gdzie jest doktryna i ślepe posłuszeństwo, wszędzie gdzie łamią i nie szanują twojej woli, wszędzie gdzie manipulują twoim poczuciem winy masz do czynienia z Czarną Magią – z doktryną Maszyny, z „duchowością” Mózgogłowia skalkulowaną na uczynienie z ciebie wyznawcy i naśladowcy na podpięcie ciebie do systemu zasilania Ignorancji. Symbolem tego zawsze jest obietnica / niedokonanie. Abstrakcja, której nie możesz urzeczywistnić, bowiem jest niczym innym jak kłamstwem. To duchowy pustostan – fantom – zasiedlony przez wyobrażenia tych, którzy są mu oddani. W taki sposób rodzą się kulty i opresyjne struktury kontroli społecznej, które mutują do form masowych i tworzą kompletnie sztuczną rzeczywistość a wraz z „rozwojem” stają się coraz bardziej technologiczne i bezosobowe. Wówczas demiurgiem staje się sam system technologiczny – Meta Algorytm. To tworzy narrację ludzkości – jako podgatunku podległym prymatowi Maszyn i otwiera drzwi do tak zwanych apgrejtów czyli wszelkiej maści modyfikacji stwarzając presję aby nadążyć za rozwojem technologii, to nie człowiek tworzy środowisko – środowisko tworzy człowieka i tym samem technologia staje się bóstwem – demiurgiem.
To jest świat w jakim obecnie żyjemy.
Strach przed czym? Nikt nie potrafił powiedzieć. Gdyby można go było dosłownie nazwać, nie byłby tak przerażający, dlatego budowniczowie Drugiej Wieży wypełnili swoje uszy dosłownymi ideami, aby zablokować swoje obawy. Musieli nieustannie myśleć i mówić o teoriach lub wierzeniach, ich uwaga musiała być mocno skupiona na symbolach lub ikonach, ich uszy musiały być zatkane hipnotyczną paplaniną lub hałasem. Krótko mówiąc, ich umysły musiały być pełne rozbitych fragmentów, które nie łączyły się w całość. Tylko w ten sposób mogli utrzymać dziwny strach poza świadomym doświadczeniem i kontynuować pracę, budować. (…)
W miarę jak Druga Wieża rosła, skolonizowała całą Ziemię, aż wszyscy w niej zamieszkali, wszyscy stali się Towerlingami. Wraz z upływem pokoleń niemożliwe stało się przypomnienie sobie, że było się kimś innym. Istniały legendy o „zewnętrzu” i historie o małych mieszkaniach, które jednostki lub małe grupy mogły budować, ale były to fantazje, cała idea niezależności była głupia, nieefektywna i niezdrowa, wszystko było w starych, złych czasach, kiedy ludzie byli przesądni, nieszczęśliwi i pełni bólu. Teraz, mówili Towerlingowie, teraz jesteśmy mądrzy i szczęśliwi i nie ma już bólu.
WITAMY W TOWER. TY JESTEŚ WIEŻĄ.
Darren Allen, Drugi Babel | Przypowieść
Zdolność Czarnych Magów do odraczania karmicznych wyroków. To była i jest ich wiedza i przewaga. Dlatego zawsze o tym mówią i zapraszają do współudziału. Na tym polega Spektakl, gdzie tłum / masa staje się głównym aktorem i zarazem tworzywem „Nowego Automatycznego Świata”, ponieważ jego zasobem do eksploatacji staliśmy się my istoty czujące w niezliczonych formach. Zatem kiedy to widzisz i co najważniejsze czujesz, musisz o tym mówić i to przekazywać, bowiem jest w tym imperatyw moralny oraz brak obojętności wobec cierpienia innych. Jednak większość istot podłączonych pod tą Maszynę Ignorancji nie chce tego widzieć i nie chce tego czuć – dlatego nie uczyni cię to lubianym czy popularnym. Prawda jest taka, że bardzo rzadko nasza świadomość wychodzi z zamroczenia i wpływu Klątwy Ignorancji i naprawdę widzi naturę i charakter uwarunkowania w tym więzieniu i jest w stanie to zintegrować. Większość czasu jesteśmy w tak zwanym „stanie dysocjacji” i nieświadomości – po prostu nasze Mózgogłowie symuluje urojoną wersję rzeczywistości. To jest kolektywny stan świadomości istot ludzkich na tej planecie. Dlatego możliwa jest taka dewastacja i brak oporu ze strony jej ofiar. To jest nazwane w analogowym podziemiu Programem – Zapętleniem – Eksploatacją. W istocie jest to wojna Maszyny z Duchem i swoją skalą i konsekwencjami przekracza ona wymiar materii w którym większość z nas została uwięziona poprzez Program Negujący. Program Negujący jest wgrany w naszą świadomość jako ograniczenie percepcji i wyobraźni i sprowadzenie nas do roli na taśmie produkcyjnej w tej Fabryce Bezsensu. Nie jesteśmy zdolni do postrzegania siebie w kategoriach czystej świadomości / ducha w nieskończonej rzeczywistości wielu wymiarów, a zamiast tego mamy umysł więźnia / niewolnika „jednej jedynej i prawdziwej wersji”, która jest niczym innym jak symulacją Mózgogłowia stworzoną na bazie lęku / strachu – agresji / walki, który stanowi jej dominujący algorytm – dlatego ta rzeczywistość i jej natura przejawia się jako okrutna i bezwzględna.
Demiurg nie jest Panem, mówili heretycy, ale ideą Pana, abstrakcją, którą kiedyś nazywaliśmy Jahwe, Bogiem lub Allahem, ale dziś, porzuciwszy wyimaginowanych przyjaciół z dzieciństwa, używamy teraz dorosłych terminów naukowych: Cywilizacja, Bezpieczeństwo, Życie lub Postęp. Ale tak naprawdę nic się nie zmieniło; nasi świeccy bogowie są dziś tak samo puści, jak święci bogowie wczoraj. Są to demiurgiczne ikony, mówili heretycy, wypełnione płytkim ciepłem tulenia się razem z tymi, którzy czczą te same symbole, wszyscy jesteśmy związani chwiejnymi uczuciami nadziei, do których wierzący lgnie, które uważa za święte i znaczące, ale które tak naprawdę są strachem pod inną nazwą.
Człowiek został ogłuszony przez to słowo.
WITAMY W TOWER. TY JESTEŚ WIEŻĄ.
Darren Allen, Drugi Babel | Przypowieść
Kapłani Mózgogłowia to kasta kontrolująca. Ich moc i potęga bierze swój początek z braku świadomości istot które zdominowali poprzez terror i manipulację. Nie sposób określić i sprecyzować kiedy to się zaczęło i w jaki sposób. Żyjemy w konsekwencjach tego stanu rzeczy – programu posłuszeństwa i podległości wgrywanego z umysłu do umysłu z pokolenia na pokolenie. Nikt nie ma prawa rządzić kimkolwiek i łamać jego wolną wolę – nasza akceptacja takiego stanu rzeczy określa stan naszego zamroczenia. Dlatego to jest planeta – więzienie, która straciła naturalne połączenie z Planetarną Siecią Istnienia i w pewnym sensie jest w procesie odzyskiwania świadomości poprzez cierpienie. To jest bolesna i wymagająca nauka – jednak prowadzi nas do bezwarunkowej miłości i współczucia kiedy ostatecznie przebudzimy swoje serce poprzez wgląd i zrozumienie. Akceptacja tej trudnej nauki tworzy w nas moc wytrwałości i pokory. Oczyszczamy własną zarozumiałość i pychę / dumę. Widzimy i rozumiemy swoje własne uwarunkowanie i arogancję – bez potępienia. To rodzi współczującą postawę wobec innych którzy przynoszą cierpienie, bo tylko to znają. Brak jest im wolności. Praktyka jest pracą na rzecz tego przebudzenia – tym jest dla mnie esencja postawy bodhisattwy – ślubowanie serca. Niezliczone są inspiracje, które przychodzą z tej Drogi i Postawy w postaci prawdziwych Mistrzów z którymi mamy żywy kontakt w przestrzeni własnego serca. To jest absolutny brak agresji – prawdziwa anarchia. Zalogowanie do A. Istoty prawdziwie przebudzone niczego nie robią na pokaz – pracują w ciszy, ponieważ wtedy tak naprawdę są najbardziej skuteczne. Nie dostają medali i przywilejów, bowiem ich praca jest naturalna i tak naprawdę jest stanem istnienia, którym się dzielą, przestrzenią serca do której zapraszają bez nagabywania czy misjonowania. Nikogo i niczego nie chcą zbawiać czy oświecać, ponieważ rozumieją, że każdy ma swoją drogę, swój czas i swoje nauczanie. Brak przemocy oznacza dawanie wolności i tym jest dla mnie prawdziwa Dharma – nauka Przebudzonych Istot.
Musicie wypełnić swoją misję. Musicie zasiać ziarno dla przyszłości. Jesteście tu, aby wpłynąć na historię i przyszłe światy.
Predestynacja – film science fiction został napisany i wyreżyserowany przez Michaela i Petera Spierigów na podstawie opowiadania Roberta A. Heinleina „All You Zombies”.
UKRYTA DROGA
MARCIN PINIAK
Póki co Pirat dryfował, próbując rozluźnić umysł i ciało, bowiem post – rzeczywistość wchodziła na kolejny poziom gry. Mutowała otwierając przejścia, których nigdy w tym wymiarze nie było, ponieważ proces, który został uruchomiony był spoza zapętlenia, spoza Symulacji. Mieliśmy do czynienia z zagęszczeniem dojrzewającej gwałtownie i radykalnie karmy – tak jakby wszystko dążyło do samo uwolnienia, do samoświadomości, do rozpoznania. To były czasy Objawienia. Ukazania. To były czasy dla tych, którzy wiedzieli i byli gotowi. Pierwszą warstwą był narastający chaos. Retorsja. Wyrzyganie wszystkiego czego już nie sposób było strawić, nie sposób było umiejscowić w tym gównianym porządku, który przez tysiąclecia pożerał sam siebie, trawił i uśmiercał, by po okresie rozpadu i chaosu znów się odrodzić i po raz kolejny przejść cały ten zaprogramowany cykl. To nigdy się nie kończy i nigdy się nie zaczyna. To wieczysty algorytm, który pozwala na pierwszy krok na ścieżce ku wyzwoleniu. Rozpoznanie prawdy o cierpieniu. Zrozumieniu, że nic nigdy nie jest tym czym się wydaje i nie jest również niczym innym. Jest kodem umysłu, zapisaną ścieżką zaprogramowanej percepcji. Automatyzacją.
Jednak musisz znaleźć się na Pograniczu. Pomiędzy światami, pośród tego co „realne” i tego co „nierealne”, tego co „prawdziwe” i tego co „nieprawdziwe”, tego co „dobre” i tego co „złe”, tego „co żyje” i tego „co jest martwe”. Połączyć czarne i białe – otworzyć Przejście. Musisz podważyć i jednocześnie uwierzyć, bowiem Ufność jest Tajemnicą, jest tym co nie podlega Programowi – jest Kluczem. Nazwane jest to Wąską Ścieżką, Ostrzem Miecza – Ukrytą Drogą. Zakwestionować i uprawomocnić, podważyć i zaufać, przyjąć i odrzucić. Nikt tam nie czeka, aby ci pomóc. Ty jesteś królem, który wszystko stwarza, ty jesteś programistą i mistrzem na którego czekasz, ty jesteś upadkiem i wyzwoleniem. To twoja gra. Ty stworzyłeś swoją postać. Urodziłeś sam siebie mocą myśli, słów i działań w tej kserokopiarce w jako tabula rasa kalkulacyjnego arkuszu danych, który zadrukowano bez twojej zgody, wbrew twojej woli – stałeś się narzędziem, maszyną użytkową do symulowania „życia”. „Życia” z którym się utożsamiłeś, które cię zdominowało i określiło, które cię wysysa i pochłania żywcem niczym pasożyt. Stałeś się żywicielem tej Maszyny Śmierci, która żeruje tu i króluje od wieków.
Jesteś pokarmem. Proteiną lęku i białkiem uległości.
Wejrzę, że od bardzo wczesnych czasów plemiennych zachodzi nieskończony proces, poprzez osady, miasta i industrializację aż do czasów współczesnych. Nazywam to „procesem kontrolnym” istniejącym niezależnie od wszelkich jednostek. Ten „proces kontrolny” może być sterowany przez niemal każdą grupę interesów, w każdym, danym okresie historycznym. Proces ten nie posiada stron, ani moralności, żadnych zobowiązań, ani charakteru, jak również żadnego sensu konieczności. „Proces kontrolny” jest zawsze obecny.
Genesis P. Orridge, Esoterrorist
Robotnikiem zakutym w dyby warunku, którego serce smaga bat tępej obojętności, której cię wyuczono, nieświadomości, którą cię zaprogramowano, pożądania rzeczy bez znaczenia jakim cię skażono, walki o status, który jest tylko kolejnym meta złudzeniem za którą gonisz i nigdy, doprawdy nigdy nie masz czasu, aby się zatrzymać, nie masz odwagi by ujrzeć gdzie tak naprawdę jesteś, jak żyjesz. Nie potrafisz już niczego z siebie powołać do życia, bowiem sam jesteś martwy, jedyne co możesz zrobić to powtarzać…
powtarzać…
powtarzać…
slogany, dyrektywy, rozkazy, poglądy, zdechłe mądrości, papierowe modlitwy, upajać się martwicą własnego serca i mózgu. W milczeniu czekać na wyrok.
Jednak niespodziewanie pewnego dnia przyjdzie do ciebie Impuls, może teraz, w tej właśnie chwili. To będzie narastające przerażenie, obezwładniający dyskomfort, brak nawykowego tlenu. Twój zmechanizowany i zaprogramowany świat zacznie się rozpadać i nie będziesz władny zatrzymać tego procesu. Podejmiesz daremną walkę by to zatrzymać, lub z obrzydzeniem odwrócisz głowę, zaczniesz uciekać w to wszystko co jest ci tak znane z powrotem do „słodkiego” gęstego lepkiego legowiska ignorancji, do hipnotycznego snu, do sfabrykowanych pocieszeń i relatywizacji, do wyparcia. Jednak ten umoszczony kłamstwem barłóg stanie się płonącym piekłem, które będzie cię zżerać jak wygłodniały potwór bo tym jest w istocie, w esencji, w hardcorowym rdzeniu. Ten stan obezwładniającego cierpienia jest początkiem drogi. Inicjacją, która otwiera przed tobą przebłysk prawdziwego zrozumienia i rozpoznania. To Dar. Jeżeli go rozpoznasz, spotkasz z całą pewnością istoty, które już wyruszyły, które już są na ścieżce, bowiem ta droga jest Ścieżką ku Wyzwoleniu, nie jest legendą, mitem, spekulacją pogmatwanego i zniewolonego umysłu. Jest Prawdziwa. Istnieje tutaj od zawsze, ukryta w sieciach ślepych autostrad do szybko strawnego szczęścia, które jest tylko chwilowym impulsem wynikającym z warunku, w kanalizacjach medialnego ścieku szczyn i gówna, które są pite i jedzone przez te masy do wiecznego przetwarzania.
Zapłodnić umysł – ot cała tajemnica, który bez końca będzie rodził ten szkarłatny świat, z chwili na chwilę odświeżał monitor w tak zmyślny sposób byś nigdy nie zorientował się, że to wszystko jest jedynie projekcją zawartości, jest martwe w chwili przybycia. Jest nierzeczywiste. Rozpładnianie to wizja – obraz, wszczep informacyjnego wirusa, który zaczyna mutować w naszym umyśle i tworzy nieskończone projekcje nakładając to niczym warstwę polaryzacyjną na detektory zmysłów. „Ta rzeczywistość” powstaje wewnątrz nas i jest wyświetlana przez projektor świadomości, zbudowana ze wspomnień, imaginacji, wyobrażeń, pragnień, leków, nadziei i karmiona fragmentarycznymi wrażeniami, które wchłaniamy w każdej chwili przez cały czas. Warunkowanie warunku – Automatyzacja.
To uwarunkowanie tworzy z nas Automatony. Istoty pozbawione wglądu i mądrości, niezdolne do ujrzenia prawdziwej natury rzeczywistości. Bierność, uległość, podatność na wpływy – masowy produkt konsumowany przez Terror Egzystencji i wypluwany na powrót w Obieg Koła przez całą wieczność w iluzję czasu – w było jest będzie.
Świat jest Odzwierciedleniem. Ukazuje ci kim jesteś przez cały czas, ponieważ w istocie nie jesteś tym gnijącym mięsem za które się uważasz, nie jesteś rolą i znaczeniem jakim cię zapłodniono, nie jesteś imieniem i nazwiskiem, pulą genów rotujących w bezsensie, nie jesteś czymś tak uwięzionym i skołowanym. W istocie jesteś Nieskończonością. Bezmiarem. Przestrzenią. Tym co jest wolne od samego początku, tym co przez nic i przez nikogo nie może zostać uwarunkowane.
Ta droga jest poza zapętlonym obiegiem. Ta droga czeka na ciebie zapraszając w nieskończoność. W ciszy twojego serca, które jest mądre i ciepłe pełne odwagi i wytrwałości, bowiem należysz do gwiazd nie do popiołu z tej rytualnej kadzielnicy. Odkryć Drogę to zaufać pierwotnemu impulsowi, który przekracza Mózgogłowie. Jest anarchistycznym aniołem stróżem. Mocą, która odmieni ten świat. Czystością, która nigdy nie może zostać zdeprawowana. Czuć radość i inspirację pomimo tego rozpadu, terroru, czuć miłość w tej nienawiści, zazdrości i rywalizacji, czuć każdą istotę, każde słowo i każdą myśl. Nie ulegać hipnozie, nie odpuszczać, nie poddawać się. Iść za sobą do samego końca, do miejsc wspaniałych i dziwnych, do ludzi, którzy zaufali temu czemu ten zautomatyzowany świat z taką zaciętością przeczy, którzy rozświetlają mrok, którzy unoszą się wbrew prawu grawitacji.
Masz ogromne kawałki ziemi, które są po prostu przejęte, aby uprawiać ludzi. Nikt inny nie może tam żyć: żadna z roślin ani zwierząt, które kiedyś nazywały to miejsce domem, nie może tam żyć. Przede wszystkim, to jest po prostu masowe wymieranie. Z czasem gleba ulega degradacji. Nie ma sposobu na przeprowadzenie tego procesu, który nie wiązałby się z degradacją gleby. Tak właśnie kończą się cywilizacje: ich gleba po prostu się poddaje. Ciągle podbijają swoich sąsiadów, bo muszą zdobyć więcej rzeczy: jedzenia, wody, energii. Muszą pochodzić z innego miejsca, ponieważ miasto zużyło swoje własne.
Tym właśnie jest miasto. To ludzie żyjący w tak dużym zagęszczeniu, że po prostu nie ma wystarczającej ilości rzeczy. Po pewnym czasie wszystko jest już tylko betonem. Nie ma dosłownie nic innego, co można zrobić na tej ziemi. Więc musisz wyjść i zdobyć to. I nie ma nikogo, kto chciałby z tego zrezygnować. Wszyscy chcą swoich rzek, ryb i drzew, więc musisz podbić tych ludzi. Taki jest schemat cywilizacji. To jest czerpanie i przekroczenie, więc produkuje się więcej ludzi niż można utrzymać, więc ciągle podbijasz i w końcu osiągasz coś w rodzaju automatycznego limitu.
Lierre Keith
Słowo, którego nikt nie chce, bowiem jest ostre i boli. Budzi z tego otępienia i rozrywa Serce by mogło znów się obudzić i poczuć, że stało się niewolnikiem Mózgogłowia, które przez te niezliczone eony stworzyło mechaniczne piekło udające park rozrywki, stworzyło szwadrony wyszkolonych zabójców ludzkiej świadomości i ducha, które rozrywały na strzępy wszystko co posiadało jeszcze wrażliwość. Wszystko co wciąż miało w sobie tą Świętą Iskrę.
Z całych sił próbujemy To uratować. Przetrwać każdy kolejny dzień. Dzień po dniu i noc po nocy, tydzień za tygodniem. Jednak nie jest łatwo. Kurewsko trudno temu nie ulec, nie wpaść do tej wielkiej zamulonej czarnej dziury, która pożarła już miliony cudownych istnień, o których nikt już nie pamięta. Tak jakby nigdy ich nie było. Jedna rzecz to znaleźć swoje źródło światła, jednak czym innym jest nie pozwolić mu zgasnąć. Nie upaść w Mrok. Nie zatonąć w bagnie Ignorancji. W istocie ta odwieczna walka toczy się w nas samych, pomiędzy pragmatycznym i martwym na swój sposób Mózgogłowiem i tym nagim i wrażliwym Sercem.
Z biegiem czasu, z upływem niespełnionych marzeń i zawiedzionych nadziei wszystko ukazywało się mniej zafałszowane pozbawione tych nadpisanych znaczeń, które były jak szyba oddzielająca nas od prawdy, która teraz ukazywała świat nagim i w zasadzie bezbronnym. Niszczyliśmy go nienawiścią do samych siebie, rozpaczą zagłuszoną neurotyczną nadpobudliwością, spazmami ciągłej pogodni w zasadzie już nie wiadomo za czym.
Jednak przychodzi moment, że ta pogoń nas po prostu męczy, widzimy absurdalność, która za nią stoi, która jej przewodzi, która ją otacza i coraz trudniej jest nam temu zaprzeczyć. Widzimy wszechobecne nieuniknione cierpienie, które przerywają krótkie chwile szczęścia i ulotne momenty spełnienia i zadowolenia. Jednak wciąż jest tam ten wieczny niepokój. To coś. Świadomość, która rozumie czym w istocie jest nasze uwarunkowane życie, wszystkie te obietnice i slogany. Ta świadomość jest naprawdę bolesna i konieczna. Jest prawdziwym głosem Ducha, który przez cały czas próbuje nas Obudzić z tego snu o spełnieniu, o momencie wiecznej szczęśliwości. Robi to ponieważ to jest Pierwotna Iluzja, która nakazuje nam wciąż biec, wciąż gonić, wciąż być zaślepionym na to jaki w zasadzie jest koszt tego co „osiągamy”, co cieszy nas jedynie przez bardzo krótki czas i jest zależne od warunków, które same ulegają zmianie.
Negatywny stan może mieć swoją pozytywną funkcję. Jeżeli wynika z mądrości może nam pomóc, ponieważ dotyka czegoś istotnego czego nie chcemy widzieć i nie chcemy uznać. Prawdy, której istota podważa nasze przekonanie co do natury rzeczywistości i zrozumienie jej oznacza drogę ku wyzwoleniu. Jednak nie jest to prawda, której ten rozpędzony świat chce słuchać, a zamiast tego będzie wciąż jej zaprzeczać, wciąż ją ukrywać i zagłuszać. Ponieważ ta Prawda kwestionuje „ideologię szczęścia” którą ten świat jest opętany.
Tak jest z pewnością w prawie każdym zawodzie, który widziałem z bliska. Ludzie dogadują się – i awansują – gdy są zgodni ze stereotypem. Profesorowie, mechanicy, rolnicy biodynamiczni, rodziny z domów dziecka, młodzi republikanie, postępowcy – nieważne, gdzie spojrzeć – mają tendencję do zachowywania się zgodnie z opisem postaci przekazanym przez centralny casting, nawet w kwestii ubioru. Podobnie, persona w mediach społecznościowych będzie często podobnie przyzwalać na dyktat grup, którym (nieświadomie) chce się przypodobać. W tym kontekście „polubienia” są równie dobre jak gotówka. Wszyscy to widzieliśmy.
Z tym nieświadomym podporządkowaniem się przychodzi wchłonięcie ideologii. Dostosuj się do opinii grupy, otrzymaj wymagane poklepanie po głowie, a włączenie do grona wybranych jest zapewnione. Przypomina to raczej scenę z „Życia Briana”, kiedy Brian próbuje sprawić, by ludzie przestali go naśladować. „Wszyscy jesteście indywidualistami!” krzyczy. Na co oni wszyscy odpowiadają, unisono, „Wszyscy jesteśmy jednostkami!”. Ludzie wolą ideologię (nawet jeśli jest to nieświadoma preferencja). Niezależna myśl jest zbyt trudna – i zazwyczaj nie jest nagradzana gotówką.
Ideologia staje się więc odmianą superego.
Ric Ballard
To nazywam obietnicą – sloganem, który wszystko napędza, który leży u samej podstawy tej piramidy cierpienia opartego na wzajemnym wykorzystywaniu. Jest tak ponieważ nic nie istnieje samo w sobie i nie posiada rzeczywistej i niezależnej esencji. Nic w świecie formy nie potrafi żywić się samo w sobie. Wszystko potrzebuje czegoś innego, aby istnieć. Życie potrzebuje śmierci. Świat zbudowany na kłamstwie jest bardzo kruchy i tym właśnie jest świat jaki nas otacza i dlatego obserwujemy jego rozpad, kiedy tylko mamy oczy otwarte, aby naprawdę widzieć i czyste serce, aby czuć. Jednak czuć ten świat i jego cierpienie oznacza pielęgnowanie wrażliwości, która kiedy brak nam mądrości może być niezwykle destrukcyjna. Łatwo można tym manipulować i nadużywać – wymiar uczuć i emocji jest zarazem największą naszą mocą i słabością. Umysł ma swoją funkcję, potrzebujemy logiki i zdrowego rozsądku, potrzebujemy mózgu, intelektu i zdolności rozróżniania – jednak wszystko to powinno służyć Duchowi nie Mózgogłowiu (ego).
Współczesny „duchowy świat” wszelkich guru, kołczów, samozwańczych przewodników i napuchniętych świętojebliwym marketingiem „mistrzów” tak naprawdę jest przytłaczająco doczesny i pusty, nie ma w tym czegoś co wykracza poza ten konsumpcyjny wymiar instant szczęśliwości, samo – stymulacji opartej na tendencji do uciekania przed prawdą o prawdziwej kondycji uwarunkowanej egzystencji. To ten sam hedonizm, który wciąż ma nas „uszczęśliwiać” w ten przytłaczająco jałowy sposób. To te same mechanizmy podsycania pragnień i chwilowych kompulsywnych zaspokojeń. To samo – oszukiwanie się doprowadzone do mistrzostwa. Ideologia szczęścia za wszelką cenę. Jednak to „szczęście” ma bardzo krótki okres przydatności do spożycia, bowiem nie jest w stanie zaspokoić tego co stanowi sam rdzeń problemu. Brak prawdziwej mądrości, która ukazuje nam czym w istocie jest ta cała nasza próba „tworzenia szczęścia” jak kolejnego produktu, który wciąż musimy opakowywać w „nowoczesną” formę by była dla Mózgogłowia atrakcyjna i „inspirująca”.
Ignorowanie kosztów tej „produkcji” stało się naszą specjalizacją, jest pełnoetatową robotą na taśmie w tej fabryce szczęścia. To schizofreniczna natura mediów, które z jednej strony wciąż nas zabawiają i przytłaczają jednocześnie ponieważ strach i pożądanie to sterowniki tej symulacyjnej gry. To kryjący się za całym tym spektaklem scenariusz i nośnik fabuły. Momenty przebudzenia są bardzo rzadkie w takim układzie i najczęściej wynikają z cierpienia i bólu. Jednak kiedy tylko przychodzą nie możemy ich znieść, nie pozwalamy im ujawnić prawdy, którą niosą. Otworzyć tego prezentu, który może przynieść nam coś co w końcu rozdziera nasze zlepione sennymi marzeniami powieki i zatrzymuje ten absurdalny pęd ku przepaści nieświadomości i otchłani ignorancji, który wciąż z życia na życie utrzymuje nas w kole bezsensownego cierpienia, które tak naprawdę tworzymy sobie sami zrzucając odpowiedzialność na urojonych bogów i demiurgów.
Natura ukazuje prawdę przez cały czas. Jednak nie widzimy jej ponieważ stworzyliśmy ludzki sztuczny świat oparty na skrajnym egocentryzmie i doprawdy brakuje nam prawdziwych outsiderów spoza tego systemu, którzy mówią w naszym ludzkim języku, którzy widzą nas takimi jacy naprawdę jesteśmy i potrafią nam to zakomunikować w sposób bezpośredni. Obudzić nas z tej hipnozy samouwielbienia i ślepej pogoni za „szczęściem” i bycia wiecznie zajętymi niczym, które udaje wszystko.
Zatrzymać się. Ujrzeć to i zrozumieć. Wybaczyć sobie i innym. Obudzić w sobie Miłość, która rodzi prawdziwe nieuwarunkowane niczym szczęście, bowiem każda rzecz i zjawisko ma w sobie prawdziwego boga poza sloganem i potrzebą kultu, niesie w sobie światło i świadomość ukazując nam prawdę.