PIRACKA DHARMA

ZŁOTA NIĆ 

Rzecz w tym, że byliśmy szczurami w tych podziemiach. Żywą adoptującą się Inteligencją. A Analog był odwiecznym naturalnym prawem – kosmicznym kodem, którego rolą jest uwolnić nas z tej dusznej i zmechanizowanej Materialistycznej Struktury Dominacji. To Analog był naszą Dharmą, która była niestety coraz bardziej obca temu światu pogrążonemu w cyfrowym śnie i odwiecznej wojnie, której celem było niszczenie Świadomości przez Mrocznych Magów Ignorancji i Panowanie Mroku.

Każda z TRZECH SIŁ ma swój czas panowania i dominacji, a każda z istot ma swoje z nią połączenie w odpowiedniej proporcji. Możemy nazwać to REZONANSEM. Obecnie to co dominuje w tym zagęszczonym pobojowisku to Ignorancja napędzana ambicją i pożądaniem. To stan maniakalno – depresyjny o strukturze Piramidy Zdeprawowanej Władzy. Uzurpacja – Degradacja. Na szczycie tego gówna królują Władcy Much – Psychopaci ze swoją „wolą ponad prawem” – miliarderzy o stalowych sercach – Kapłani Mózgogłowia, którzy mają dość absurdalną nadzieję, że technologia uczyni ich nieśmiertelnymi. Pod nimi mamy urzędnicze kadry zarządzania zasobami ludzkimi i fundament mas do eksploatacji i drenowania. Sól tej zdewastowanej ziemi z którego powstaje i w którym rozgrywa się gęsty roztwór Epoki Żelaza i Tępoty: Kali Yuga, która obecnie jest zarządzającym algorytmem na tej Karmicznej Matrycy. 

Zatem w tym czasie pragnienie materii będzie cię tylko pogrążać i kierować coraz niżej do światów zwierząt, głodnych duchów i demonów, ponieważ TERAZ wszystko staje się coraz bardziej zero – jedynkowe i dynamiczne. Nazwane jest to AKCELERACJĄ. Jednak każdy z nas przychodzi tutaj z własnym karmicznym programem bazującym na zasłudze lub jej braku i pragnieniu, które próbujemy realizować. To co ma prawdziwe wyzwalające znaczenie to relacja – związek z duchową ścieżką i duchowym przewodnikiem – Mistrzem, które zostały wypracowane i ustanowione przez wiele żywotów i są tą „złotą nicią” która prowadzi nas przez mrok i nieświadomość samsarycznej uwarunkowanej egzystencji ku Wyzwoleniu. To jest Dharma. Właściwy pogląd, właściwa mowa i komunikacja oraz właściwe działanie w zgodzie z uniwersalnym prawem. To jest Mądrość kierowana Miłością. Jednak istot, które naprawdę żyją dharmicznie w pełni w tym momencie na tej planecie jest bardzo mało dlatego spotkać kogoś kto tu ucieleśnia i naprawdę praktykuje jest czymś nie do przecenienia. Jest najważniejszą relacją jaką możemy mieć, ponieważ ten wpływ Żywej Inteligencji w prawdziwym dharmicznym sensie jest Siłą, która pomaga nam się uwolnić z materialnej egzystencji – z tego co bez końca rodzi się, rozpada i umiera. 

Jej potencjał jest w każdej czującej istocie. Jest nam wrodzona i poprzez Dharmę możemy ten potencjał rozwijać i ostatecznie urzeczywistnić, bowiem taki jest jedyny i głęboki sens bycia istotą ludzką, bowiem w tym ludzkim świecie mamy ku temu bezcenną możliwość ponieważ wciąż mamy rozum i wrażliwość, co pozwala nam ZROZUMIEĆ cierpienie uwarunkowanej egzystencji. To ZROZUMIENIE jest realnym Przebudzeniem ze snu Ignorancji i jednocześnie w naszym sercu otwiera się DROGA. Tą Drogę przeszła i urzeczywistniła niezliczona ilość istot w Dharmicznej tradycji zostawiając nam swoją mądrość, metody i dowody urzeczywistnienia. To jest wciąż Żywe i Obecne w tym wymiarze i stanowi niewyczerpane źródło inspiracji. To jest Żywa Inteligencja Dharmy – Niewyczerpane Światło Wschodu naszej Pierwotnej Natury. To jest Złota Nić w której zintegrowana jest energia tych, którzy urzeczywistnili swój Prawdziwy Potencjał. To Dobroć i Bezwarunkowa Miłość, to nieskończone w czasie i przestrzeni Współczucie i Mądrość, których nie można wyczerpać, ponieważ są Nieskończone. To jest przekazywane z Serca do Serca od zawsze i trwa nawet w najbardziej mrocznych i zdegenerowanych czasach. 

Cechą charakterystyczną Dharmy jest brak oszustwa i nachalności – jest w tym Wybór i Wolność. Nie ma w niej potępienia i wzgardy, strachu i manipulacji oraz Prawdziwe Współczucie, które nie odrzuca nikogo i niczego z Pola, nie ma poczucia wyższości i duchowej pychy. To jest Naturalny Szacunek do wyboru własnej drogi i nauki, ponieważ ostatecznie jest to jedyny sposób, aby naprawdę coś zrozumieć i urzeczywistnić – trzeba tego doświadczyć, być w tym w sposób całkowity. Dlatego dzisiejszy błąd może być jutrzejszym zrozumieniem i mądrością, może być nieocenionym wsparciem w Podróży. Dlatego w pewnym sensie wszystko jest Nauką. 

Jeśli chcesz poznać swoje przeszłe życie, spójrz na swój obecny stan. Jeśli chcesz poznać swoje przyszłe życie, spójrz na swoje obecne działania.

Padmasambhava

Zwykły wpis
PIRACKA DHARMA

CZARNY KOGUT

W Kali Yudze podstawy prawdziwie cywilizowanego ludzkiego życia prawie zniknęły. Ich miejsce zajęły wymyślone obowiązki społeczne, które nie mają logiki ani prawdziwego sensu. Sposobem na życie w Kali Yudze jest oszukiwanie: oszukiwanie w miejscu pracy, w rządzie, w rodzinach, a przede wszystkim oszukiwanie samego siebie co do prawdziwego celu ludzkiego życia – samorealizacji. Większość ludzi, którzy praktykują religię, robi to dla sławy i samouwielbienia lub dla jakiejś innej mniejszej formy materialnego zysku.

Hari Dasa

Czarny Kogut metodycznie dziobie Grube Ryby. Przez małą niewidoczną dziurkę w zamkniętym obwodzie wzajemnej zależności, wpięty w Układ Trawienny ssie małymi porcjami minerały produktu krajowego brutto. Tam nad kuchnią w Złotej Świni na złotych talerzach leżą upieczone zwłoki i zarabiają na siebie przechodząc przez przełyki Drapieżników, które omawiają godzinami strategię Pożerania. Urodziliśmy się w dolnych kondygnacjach na twardych racicach Potwora – wypluci z macicy ignorancji na stalowe kraty więzienia. Zostaliśmy potasowani jak karty trefnej talii w ostatecznej rozgrywce o wszystko. Nie, nie masz za sobą jednej z Wielkich Rodzin, które w salonach swoich pałaców mają skalpy marionetek na ścianach. Jesteś bańką powietrza na pieniącej się krwi, która wciąż jest przelewana w imię nicości. Oderwanym strupem z rany fałszywego zbawiciela. Jesteś niczym.

I właśnie to jest wszystkim co masz.

Pomyśl o tym chwilę. Zobacz jak nicość przechodzi w nicość. Przeszłość w przyszłość. Zatrzymaj taśmę i odkryj swój rzeczywisty wymiar poza wszystkim. W żadnej ze zmyślnych strategii i łamigłówek nie wzięli tego pod uwagę. Przeoczyli najbardziej oczywisty punkt. Dlaczego? Są jedynie programem, cyframi na matrycy symulacji – przyczynowo skutkowym mechanizmem nieuniknionego Upadku. Program jest myśleniem, wiarą w trwałość bytu, egotyczną skłonnością potwierdzania urojeń. Dlatego mogą cię namierzyć i zaszlachtować jak świnię. Doprawić i zeżreć podczas uczty ofiarnej dla swojego Mózgowego Pana.

Ciemność.
Światło.

Pozornie różne linijki tego samego kodu.
Uwięzili cię w wieczystym rozróżnianiu.
W działaniu. W reakcji.

Machasz dłońmi przez sen, krzyczysz i szarpiesz. Uwięziony w tańcu zjaw na pastwisku otoczonym drutami pod napięciem. Nas w tej kuchni nazywają Szczurami. Jednak karmimy was waszą własna trutką kiedy ze smakiem wykrzywiacie te szkaradne mordy, którymi wyścieliliście całe to upadłe miasto. Znów zbliżają się wybory do izby marnych reprezentantów marnego narodu. Jednak nie ma już narodów – jest masa. Jednakowa ociężała, otępiona masa. Medialne młoty pneumatyczne bez ustanku pracują – tworząc pasaże z waszych serc kiedy znów wychodzą na żer i wypluwają z siebie gęstą ślinę gówno wartych frazesów.

Wierzysz w z martwych wstanie ?
Żywot wieczny ?

Tak jesteśmy nikim. Nigdzie. Jednak tak naprawdę nie mogą nas namierzyć, mają jedynie zagęszczone punkty ciał na swoich GPS – ach Wielkiego Programu. Przechodzimy z ciała do ciała jak jak szczury, jesteśmy przez chwilę i zmieniamy lokację, rozpraszamy się by znów w najmniej spodziewanym momencie Uderzyć w najbardziej czuły punkt, miękkie podbrzusze Wiary. Wszystko w tym świecie jest jedynie wiarą, czarną mszą pełną ofiar, irracjonalnym spazmem okrucieństwa, które Program rozpisał tak byście odwróceni uśmiechali się idiotycznie i klaskali w czerwone od krwi dłonie. Klap. Klap. Klap. Chlap, Chlap, Chlap.

Brawo kurwa brawo.

Wszystkie wartości od przepływu wirtualnego kapitału po bajdurzenie o historii ludzkiej cywilizacji oraz co najważniejsze wszystkie systemy religijnej kastracji to – Abstrakt. Powieść fantastyczna pisana na roztrzęsionym kolanie dla tak zwanych potrzeb chwili. Luki są wszędzie, białe plamy niewiadomego jednak użytecznego, piętrowe nadpisywanie kolejnych akapitów, wymazywanie zaczarowaną gumką tych bolesnych i niewygodnych zagadek stało się zajęciem na serio. Jednak kiedy się zatrzymasz i odejdziesz od tej Taśmy zaczniesz zauważać te delikatnie mówiąc – nieścisłości. Zaczniesz dostrzegać ich zasięg i techniki czarowania. Warunkiem koniecznym jest Ogłupienie. Poszatkowany rozproszony umysł niewolnika – konsumenta – syndrom owczy, który jest jak wbudowany organ, toksyczny zwój pomiędzy synapsami, którego zadaniem jest ciągłe zajęcie polegające na pudrowaniu gówna. Gówno jest tu i śmierdzi, jednak gówna tu nie ma i nie śmierdzi. Taki paradoks. Jak chińska zagadka z cynamonowych herbatników.

W naszym szczurzym świecie nazywamy rzeczy po imieniu. Jak spierdolisz zupę to ją spierdolisz i zupa jest spierdolona. Sprawa jest jasna. Nie mówimy, że zupa nie jest spierdolona, bo każdy wie, że jest. Koniec kropka bez myślnika. Ludzki myślnik jest bardzo zmyślny, pozwala na kompletne i permanentne oderwanie od rzeczywistości, bujanie w obłokach na tureckim dywanie, wyszywanie abstrakcyjnych myślowych wzorów na utkanej z marzeń gdzieś nie tu istniejącej płaszczyźnie. Jednak słyszysz to głuche uderzenie o beton. To Mięso, ciepłe i ciężkie. Patrzy tu i nie widzi, słucha tu i nie słyszy – gdzieś uciekło z siebie do miodowej krainy i hasa po łąkach, szuka upojenia i rozkoszy – lepkiej sennej nirwany.
Na lotosie w kosmosie. Chuja. Zapraszamy tutaj do Gastropolis – gastronomiczno – rozrywkowego kompleksu Edypa. Mamy trzy piętra czystej ludzkiej rozrywki:

Mordowanie.
Pożeranie.
Ruchanie.

Czarny Kogut.
Złota Świnia.
Czerwony wąż.

Trinity.

Na tej prostej zasadzie można dużo wyjaśnić – nazywamy to trzy światy. Świat dolny to robotniczy – proletariat tak zwana klasa niższa, kasta niedotykalnych – ubabranych w smarze kół zębatych tej maszyny. To oni utrzymują cały ten mechaniczny konstrukt przy życiu, obsługują zaplecze. Gardzisz nimi. Śmierdzą. Są brudni. Spoceni. Niedouczeni. Brzydcy. Mają mordy goryli. Są okrutni i bezwzględni upodobnieni do tła swojej nędznej egzystencji. Monotonia przetrwania. Automaty w salonie gier. Black Jack. Kontrolujesz ich nałogami.

Wyżej już jest więcej światła i przestrzeni. Są sklepy i domki jednorodzinne. Są reklamy o życiu w spokoju i dostatku. Kredycik. Aspirująca klasa połyskujących włosów i podpiłowanych paznokci stukających o wszystkie te papiery i dokumenty – cały ten opracowany do najmniejszego detalu story teling i kontent marketing. Sprzedawcy Złudzeń. Kontrolujesz ich Obietnicami.

Najwyżej w klasyfikacji generalnej są Oni. Cienie na platońskiej jaskini. Centralna Agencja Towarzyska. Pragnący przekroczyć Rubikon – w kluczowym momencie odlecą do Gwiazd, pozostawiając za sobą Ocean Gówna i Arkę Przymierza dla menadżerów niższego szczebla. Mają nieziemskie pochodzenie i bawią się jak nikt. To oni rozegrali Grę w Klasy. Grę w Zysk i Stratę. Napisali Kody Babilonu. Kiedy dyndające zwierze charczy podwieszone na haku w kierunku Świątyni, a krew ścieka mu po wytrzeszczonych z przerażenia oczach – to dla nich. Czysta Koszerna Śmierć. Ruchanie Świata pod osłoną nocy i w świetle dnia. To oni kontrolują.

Kiedy coś cię wybije z tej dyndającej pętli ujrzysz ten świat jak nigdy wcześniej, będący wiecznie zajęty „swoimi sprawami”, „swoimi prawami”, „swoimi postawami”. „swoimi marzeniami” – a pod tym wszystkim uderzy cię to jak tępy nóż – prosto w ryj –

Cierpienie.

Zwykły wpis
PIRACKA DHARMA

ISTOTA CZUJĄCA

Permanentna wszechświatowa wojna informacyjna. Trwa non stop i będzie trwać, bowiem informacja stała się ropą XXI wieku. Technologiczny wyścig zbrojeń zadecyduje, kto zasiądzie na stalowym tronie, obejmie okrutne dowodzenie w tej zimnej i wyrachowanej wojnie o wszystko. Świat można opisać metaforycznie na podstawie tytułów prasowych. „Czterolatek leżał martwy w skrzynce z zabawkami”, „Wzrasta liczba ofiar wybuchu w spalarni odpadów”, „Szokująca pomyłka. Strażacy pomylili spalone ciało z manekinem”, „Mężczyzna w Libanie obudził się w trumnie na własnym pogrzebie”.

W przeszłości wiele rządów i tyranów chciało to zrobić, ale nikt nie rozumiał wystarczająco dobrze biologii i nikt nie miał wystarczającej mocy obliczeniowej i danych, by włamać się do milionów ludzi. Ani Gestapo, ani KGB nie mogły tego zrobić. Ale wkrótce przynajmniej niektóre korporacje i rządy będą mogły systematycznie hakować wszystkich ludzi. My, ludzie, powinniśmy przyzwyczaić się do tego, że nie jesteśmy już tajemniczymi duszami – jesteśmy teraz zwierzętami, które można zhakować. Tacy jesteśmy.

Yuval Harari

Budzimy się na własnym pogrzebie. Nie dowierzamy i jesteśmy w szoku. Ktoś kto wierzy, że po tym co się teraz dzieje, będzie tak jak było przed tym – jest kompletnie zamroczony. To co się teraz dzieje to nieodwracalne przekroczenie linii, próba zawładnięcia całą grą, dominacja narracji, pożar w spalarni odpadów. Teraz, kiedy to wszystko się dzieje przed naszymi własnymi oczyma, w naszym domu, pracy, szkole, wszędzie chcemy ukryć się w skrzynce z zabawkami. Z uporem małego dziecka wrócić do bajek, do pluszowych niedźwiadków, piesków, kotków. Jednak zamiast tego dostaniemy gaz na ulicach i narastający chaos, bowiem tylko taki stan rzeczy może zrodzić Nowy Cybernetyczny Świat.

Teraz jesteśmy w fazie edycji, przedefiniowania wszystkiego, tworzenia całej potrzebnej Aparatury, przeprowadzki do chmury, zamieszkania w wypożyczalni, uśmiechu idioty. Wszystko to co było przed tym jest tylko nie znającym sprzeciwu zaproszeniem, przepustką do koszmaru. Nowy Ład. Wielki Reset. Nowa Normalność. Jednak liczymy na to na co nie można już liczyć, bowiem z każdą kolejną falą tego absurdu będziemy mieli coraz mniej wyboru, coraz mniej możliwości. Wszystko stanie się coraz bardziej oczywiste i wyraźne jak postać monstrum wyłaniająca się z mroku zrodzona z naszej własnej ignorancji i konsekwencji kurwicy natręctw, która zainfekowała nasze umysły dialektyką oświecenia, optyką psychopatycznych władców istnienia. Trzeba przeformatować liczby, ciąć linie wykresu, trzeba to zrobić w najbardziej brutalny i radykalny sposób, zagłuszyć sumienie, zrelatywizować całą zaprogramowaną moralność, by nie stała na przeszkodzie. Odsunąć wątpliwości i wcisnąć czerwony przycisk, który wdroży ten cały plan, uruchomi nowy system operacyjny opracowany przez nieludzki geniusz samouczących się algorytmów.

Od początku ta cała historia w której uczestniczymy śmierdzi, a każde kolejne działanie tylko potwierdza ten smród, ponieważ nie możesz tego łatwo wyperfumować propagandą na taką skalę, ponieważ dopiero jesteś w trakcie pozycjonowania tych „nowych wartości” w wyszukiwarce umysłu, pracujesz nad wynikami wyświetleń. Nie jesteś w stanie kontrolować narracji, choć masz przecież władzę cyfrowego boga, bo zawsze znajdzie się jakiś, kto jest blisko ciebie i nie zamordował z zimną krwią uległości swojego własnego sumienia. Dlatego mówi informując jednocześnie publicznie, że nie ma w planach samobójstwa. Mamy teraz do czynienia z taką nową rzeczywistością, gdzie spisek toczy się wprost przed nami, na żywca. To sadystyczne Imperium Kotleta i Parówy wypuszcza swoje wściekłe psy na parlamentarne sale, do telewizyjnych strażnic jedynie słusznego porządku, wreszcie na ulice z gazem i armatami. Zaczyna się prawdziwa wojna hybrydowa, coś o czym tylko słyszałeś.

W tej kwestii nie ma już złudzeń, świat przed tym wszystkim został wymazany gumką zapaści, teraz zaczynamy żyć w nowym standardzie, który ciągle mutuje, wszystko się odsłania, widać kto jest kim i komu służy. To naprawdę staje się jasne. Każdy może ujrzeć program, który został mu wgrany, swój strach, lęk, oportunizm, wreszcie być może swoją odwagę i zaufanie do własnej intuicji czegoś czego nie można zaprogramować, co można jedynie zagłuszyć hipnozą. Mamy w tej chwili największą podaż towaru, który się nazywa „ucieczka przed rzeczywistością” i jest za darmo na wyciągniecie ręki, bo za wszystko inne trzeba będzie zapłacić twardą walutą karmy. Tym towarem wyłożone są prawie wszystkie półki korporacyjnych sklepów social mediów, gdzie iluzję dostajemy gratis w zamian za szczegółowy opis naszego własnego życia, które sprzedajemy za krótkie strzały dopaminy do Mózgogłowia. Handlujemy świętością życia, czymś co powinno być intymne, czyste i wolne przerabiając to na łatwostrawny pokarm karmiący te cyfrowe pasożyty, które wiedzą i rozumieją coraz więcej i więcej. Kolonizują nasze umysły i serca, wgryzają się głęboko poniżej progu świadomości instalując swoje moduły zdalnego sterowania.


Nietrwałość jest istotą ludzkiego istnienia. Rządzi nie tylko naszym życiem, lecz ma także władzę nad całym kosmosem – nad wszystkimi gwiazdami i planetami, jak również nad naszym ziemskim środowiskiem. Możemy dostrzec nietrwałość, obserwując wzloty i upadki narodów, naszego społeczeństwa czy nawet spadek notowań na giełdzie. Nietrwałość przenika wszystko, co istnieje. Możemy zaobserwować zmiany w naszym życiu, w życiu przyjaciół i ich rodzin, jednak najbardziej drastyczna zmiana ludzkiego życia – śmierć – zawsze nas zaskakuje. Prawie każdy boi się śmierci, ale aby w pełni docenić życie, musimy stawić czoła rzeczywistości. Nietrwałość i śmierć to dwie integralne części życia; zrozumienie tego może nas poruszyć i obudzić. Wtedy okaże się, że choć życie jest nam bardzo drogie, nie trwa wiecznie. Urodzić się jako człowiek to bardzo rzadki przywilej i ważne jest, byśmy go w pełni docenili i wykorzystali. Gdy zrozumiemy nietrwałość, rzeczy, które uprzednio wydawały się fascynujące, okażą się mało pociągające. Będziemy mogli przejrzeć ja na wylot i zrozumieć, że w rzeczywistości nie są takie cenne. Wtedy łatwiej nam będzie uwolnić się od przyzwyczajeń i obaw – wyjść z ochronnej skorupy. Rozmyślanie o nietrwałości obudzi nas, zauważymy, iż w tym własnie momencie naprawdę żyjemy.

Tarthang Tulku – GEST RÓWNOWAGI


Nie możesz już mnie bardziej przekonać, że jesteś zajebisty, że masz najbardziej wykurwiste życie na osiedlu, że byłeś na wakacjach, że masz fajnego psa i cudowną córkę, że się uśmiechasz kiedy wszystko zmierza do krateru podczas erupcji. Nie jestem twoim fanem, nie śledzę twojego feed’u i wall’a na instagramie. Będziemy się tak uśmiechać do samego końca. I to jest kurwa straszne. Po prostu. Piszę o tym wszystkim od lat, mam małe zasięgi, zerowy wpływ, jednak to jest to co chcę robić i robię, bo jest to tym co należy robić. Robiłem to kiedy było źle i kiedy było dobrze, bo to jest moje, odkryłem to sam podczas jazdy pociągiem i zaufałem. Nie miałem łatwego życia, bezpiecznego startu, miękkich lądowań, widziałem straszne cierpienie i zagubienie własnych rodziców. Jednak dziękuję za to wszystko, bo wiem kim jestem. Moim sukcesem nie jest mieszkanie, dyplom, cyfry na koncie. Moim sukcesem jest moje życie, które sam wybrałem. Robię to co chcę i piszę to co chcę. To jest moja wolność. Wiem, że mieszka tu Duch. Jestem wdzięczny za wszystko, za każdy oddech, za możliwość nauki w tej szkole. Każdy z nas jest odpowiedzialny za siebie, za swoje wybory, za swoja drogę, ostatecznie za swój los. Czasem możemy sobie pomóc czasem nie.

Nie wyznaję żadnej religii, nie jestem tak naprawdę obywatelem żadnego państwa. Istnieję i to jest prawdziwy cud. Mam wszystko czego mi trzeba. Nie potrzebuję niczego więcej. Nie mam planów i recept. Każdy z nas tutaj jest wszechświatem, czymś ze wszech miar wyjątkowym i jedynym w swoim rodzaju. Liczy się jedynie doświadczenie i mądrość, którą to doświadczenie rodzi. Liczy się zaufanie do prawdziwego siebie, kogoś kto nigdy nie będzie żadnym produktem w tym sklepie. Liczy się szacunek, który z tego powstaje, liczy się wszystko to co nas odżywia i budzi do życia. Każdy jeden oddech i słowo. To co piszę jest opowieścią o moim świecie, jest zapisem jednej z miliardów świadomości żyjących na tej cudownej schorowanej planecie. Nie wyrażam zgody na jakakolwiek władzę opartą na przemocy i przymusie. Nie potrzebuję, abyś tłumaczył mi moje własne życie, ponieważ dla ciebie jestem liczbą, numerem, płatnikiem. Otóż nie. Jestem człowiekiem. Istotą czującą.

Nie możesz tego zresetować.

Zwykły wpis
PIRACKA DHARMA

DAR

Wymyśliliśmy słowo „chaos” na oznaczenie porządku, którego nie rozumiemy.

Henry Miller

To przychodzi tutaj z nami. Nosimy to w sobie. Sztuką jest odkrycie, rozwinięcie i oddanie tego światu. Tak rozumiem pierwotne i nieuwarunkowane piękno bycia istotą ludzką. Zaufać temu pierwotnemu impulsowi, który z nas wychodzi w postaci twórczości – uważam za bezwzględny akt odwagi w tej bardzo umownej i „zdyscyplinowanej” rzeczywistości.

W domu w którym się wychowałem nie było książek, te książki nosiłem w sobie, każde doświadczenie, rozmowa i obraz są kolejnym akapitem, rozdziałem i tomem pisanym „na żywo”. Ta „żywość” ten stan „ożywienia” jest punktem wyjścia i wejścia. Bramą. To prolog i epilog zarazem. Klawiatura milknie na długo, jednak to nic nie znaczy, ten zewnętrzny obraz jest mylący i to na nim najczęściej skupiamy uwagę – jednak „tworzywo” obraca się przed naszymi oczyma, słyszymy je i dotykamy.

Tworzenie jest procesem Zaufania. Do siebie, do własnych doświadczeń. To jedyne co mamy -Doświadczenie. Opowiadanie historii z tej perspektywy nie jest zmyślaniem, sztuczną ornamentyką i nadpobudliwością egotycznych skłonności – to odruch biologiczny, czynność fizjologiczna, której celem jest Życie. Bycie żywym. Otwartym. Wrażliwym. Moc jaka z tego płynie – jest poza dyskusją, poza spekulacją, poza „sukcesem”, poza „pozą”.

Mamy różnych nauczycieli i przewodników. Jednak wierzę, że jest w nas pierwotna inteligencja i mądrość, której rolą jest nas z chwili na chwilę budzić z transu, otępienia, przyzwyczajeń. Życie jest śmiertelne i bywa trudne i bolesne. Skazanie własnej egzystencji na jedynie impulsywne podążanie za nie mającymi końca uwarunkowaniami jest esencją cierpienia i stawia nas w roli „statysty” na absurdalnym planie zdarzeń. Rzeczywistość jest irracjonalnym chaotycznym zbiorem umowności i przypadku. Nadawanie znaczeń i tworzenie koncepcji jest ludzką próbą przetrwania, dialektyką. Teza, hipoteza, hiperteza. Forma, nazwa. Ciągi znaczeń w utartych koleinach przyzwyczajeń. Jedno skostnienie przechodzi w drugie. Rodzimy się tutaj już ustawieni w kontekstach, poddani nieustającej tresurze społecznej, rodzicielskiej, politycznej i kulturowej. Zagłuszając własny wewnętrzny głos oddajemy walkowera. Podnosimy dłonie w geście poddania.

Zostajemy pogrzebani żywcem. Zamordowani banalnością zdarzeń, obleczeni w kaftan umownego bezpieczeństwa. Próba życia w zgodzie z sobą jest dla tego świata – Wyzwaniem rzuconym prosto w jego kwadratową twarz. Ostracyzm tej potocznej kwadratury staje się prześladującym nas Cieniem. Zawsze za plecami. Co pomyślą inni? Jak wyglądam? Czy się podobam?

Czekanie na przyzwolenie.
Czekanie na akceptację.
Czekanie na oklaski.

„To” właśnie postrzegam jako „materiał” z jakiego zostały stworzone „kraty” tego Więzienia. Jednak my sami staliśmy się strażnikami w jego murach, zarządcami własnej podległości względem Gry i Rozgrywających. Bowiem, jedyne do czego się odnosimy to właśnie Spektakl – coś zewnętrznego. Zamiast przyjrzeć się samym sobie, wciąż wodzimy wzrokiem po Dekoracjach – szukając w nich tego „mitycznego” Sensu. To wszystko jest go pozbawione, póki pomijamy decydujący w tym wszystkim czynnik – „Ja”. Uzależnienie od opinii innych aktorów, od rankingów, konkursów, porównywanie, naśladowanie – to wszystko jest częścią „biznesu życia”. Handlu jaki jest znakiem rozpoznawczym tego wszystkiego. Mijający bezproduktywnie i jałowo Czas jest Odsetkami od tego niemożliwego do spłacenia Kredytu. Czy przyjaciele to naprawdę przyjaciele, czy wrogowie to naprawdę wrogowie, czy popularność to „znacznik” wyuczonej i opłaconej roli? Warto się przyjrzeć i zastanowić. Warto zakwestionować te podstawowe założenia, bowiem od tego zależy bardzo wiele. Odnoszę się często do przemijania jako bardzo konkretnego Punktu Odniesienia, bowiem uważam, że jedynym „wartym zachodu” w tej „układance” kapitałem jest Wiedza i Miłość jako nierozłączne części wspomnianego Daru – jaki możemy dostać i jaki możemy dać. Nigdy nie wiesz – ile ci jeszcze zostało i nie wiesz również tego, czy to co „masz” warte było tego co zrobiłeś. Jednak prawdziwa Wiedza i prawdziwa Miłość wydaje mi się daleka od tego, co rozumiemy pod tymi słowami. To wcale nie musi być ten cukierkowaty i przemądrzały „towar” jaki chcą nam opchnąć.

Promocja Tandety – wszyscy są tym bardzo zajęci.
Wszystko to może się toczyć jedynie w pewnych założeniach, w przyjętych normach i umownych zasadach. W potrzebie – Uznania. Lubią nie lubią. Zgadzają się, nie zgadzają.

Kwestionuję to. Ten właśnie element uznania i aprobaty. Oczekiwanie na oklaski jest stratą czasu. Przyjdą nie przyjdą – to nie ma znaczenia. Znaczenie ma nasz własny stan – nasze życie. Nasza opowieść i nasza Prawda.

Jesteśmy Tu i teraz w naszym własnym Centrum Dowodzenia Wszechświatem.
Ten wszechświat to wewnętrzny wymiar naszej Istoty.

Hasła: „Bóg”, „Honor”, „Ojczyzna” zastępuję fundamentalnym:

Poznaj Siebie.

Zwykły wpis
PIRACKA DHARMA

EGO – TRIP

Cztery pieczęcie są jak herbata, a wszystkie środki, dzięki którym wprowadzamy je w życie – praktyki, rytuały, obyczaje i różne gorsety kulturowe – to czarka. Umiejętności i metody są widoczne i namacalne, prawda – nie. Wyzwanie polega na tym, by nie skupiać się na czarce. Ludzie wolą siedzieć w cichym miejscu na poduszce medytacyjnej, niż kontemplować, co może nadejść pierwsze: następny dzień czy następne życie. Zewnętrzne praktyki są widoczne, toteż umysł szybko etykietuje je jako „buddyzm”. Zaś pogląd, że „wszystkie rzeczy złożone są nietrwałe” nie jest namacalny, więc trudno nałożyć nań etykietkę.

Dzongsar Dżamjang Kjence „Jak nie być buddystą”

Miasto – powiększająca soczewka skupiająca masę. Współczesne życie -zorganizowane rozproszenie na masową skalę. Człowiek – produkt masowy. Masowa religia, masowa rozrywka, masowa kultura, edukacja, służba zdrowia, mass media. Nadpodaż. Przepełnienie. Pięciosekundowe zakłócenie w historii wszechświata, skurcz podczas porodu nowego wymiaru istnienia. Współistnienie przeciwieństw – ogromnych możliwości i niemożliwości, dostępu i ograniczenia. Spektakularny w swoim rozmiarze sukces – porażka gatunku, który jest jednocześnie katem – ofiarą, geniuszem – imbecylem, twórcą i niszczycielem.

Jak pisze Yuval Noah Harari w „Sapiens. Od zwierząt do bogów” najbardziej twórczym okresem w historii ludzkości był czas zbieraczy – łowców, okres poprzedzający rolnictwo i osiadły tryb życia, kiedy każdy przeciętny żyjący wówczas człowiek musiał posiadać niezliczoną ilość umiejętności potrzebnych do przetrwania, niezwykłą i bardzo pragmatyczną wiedzę o naturze i żyjących wokół niego zwierzętach, prowadził aktywny nomadyczny styl życia, a jego dieta okazała się najbardziej zróżnicowana i bogata w dziejach. Żył w małych i dynamicznych społecznościach nieznających jeszcze struktur kulturowych i politycznych, a jego duchowość była żywa i elastyczna w przeciwieństwie do późniejszych zrytualizowanych masowych form mechanicznych religii, które pozwoliły na stworzenie w umysłach ludzkich „modułu” podległości względem algorytmu Władzy.

Panowanie „prawd objawionych” stało się tym samym początkiem terroru strachu i uległości względem powołanych do urojonego życia abstrakcji. Wirusem – nośnikiem infekującym system odporności zdrowego rozsądku i zdolności do samodzielnego poszukiwania wiedzy i zrozumienia. Większość ludzi stała się wyznawcami, naśladowcami, powielaczami wzorców i szablonów – masą do tworzenia betonowych konstrukcji polityczno – kulturowych bazujących na dominacji dualizmu Władzy – Podległości, gdzie kluczową rolę odegrała właśnie mechaniczna religia oparta na braku bezpośredniego doświadczenia powołując do życia instytucje Wiary. Ślepa i naiwna wiara oparta na irracjonalnej i podświadomej części ludzkiej świadomości stworzyła swoisty emocjonalny związek z Abstrakcją wykorzystując całe spektrum technik manipulacji ludzkim umysłem, by w rezultacie uwarunkować nas w nieskończonym loopie – zapętleniu ego – tripu.

Na podatnym na krótkotrwałe mody Zachodzie, który z zazdrością spogląda na wszystko, co tybetańskie, ale zarazem niemal ignoruje prawdziwe praktyki duchowe Wyżyny Tybetańskiej, produkuje się filmy, tworzy ośrodki medytacji, organizuje charytatywne koncerty rockowe, wydaje bestsellery od trudnych tekstów filozoficznych po poradniki psychologiczne i zawierające wskazówki, jak „zbuddyzować” biznes. Można odnieść wrażenie, że niemal każdy próbował kiedyś jakiejś praktyki duchowej wywodzącej się z Azji, albo w formie kursu jogi, albo medytacji, albo powtarzając sylabę om, by się uspokoić. Obecnie w Stanach Zjednoczonych i Europie istnieje co najmniej tysiąc osiemset ośrodków buddyzmu tybetańskiego. Około osiemnastu milionów ludzi w Ameryce Północnej ćwiczy jakąś odmianę jogi w ośrodkach sportowych, prywatnych studiach i miejscach publicznych.

Dla wielu ludzi Wschód stanowi antidotum na zachodnią anomię, holistyczną przeciwwagę dla naszego chaotycznego życia. Wkładamy więc obcisły dres, zwijamy matę do jogi i uderzamy w poduszkę do medytacji tego samego dnia, kiedy wykłócaliśmy się o rachunek za komórkę z kimś z call center w Indiach. Wciąż szukamy azjatyckiej mądrości, by się skupić, odstresować i zyskać czas na zastanowienie się nad tym, o co chodzi w życiu. Wierzymy, że nauki, z których czerpiemy, są autentyczne i że stanowią klucz do jakiejś ukrytej prawdy.

Scott Carney „Śmierć na Diamentowej Górze”.

Jednocześnie pozwoliło na organizację i porządek, dało ludziom nadzieję i siłę w zderzeniu z bezsensem chaosu i bezsilności wobec natury, stworzyło tożsamości i zaspokoiło potrzebę przynależności. Nie wiem czy jest w nas większa potrzeba niż poczucie sensu i znaczenia. Poczucie, że istnieje ukryty porządek i plan, że to wszystko dokądś zmierza, gdzieś prowadzi, coś z naszego życia wynika – wydaje się najważniejszym czynnikiem, motorem działania, tajemnicą wiary. W tym rozumieniu wiara jest dla mnie bardziej zaufaniem do tego, że proces ewolucji świadomości nie ma końca i punktu docelowego – jest istotą życia, dynamicznym i nieskończonym procesem poznania, uniwersalnym prawem życia wykraczającym poza ograniczenia formy, czasu i przestrzeni.

Coraz trudniej określić swój pogląd, skondensować nieskończoność do umownych ram. To w pewnym sensie esencjonalny absurd. Kondycja ludzka jest dla mnie pływaniem w oceanie absurdu – rozumianego jako nieskończoność przeczących sobie wzajemnie wymiarów, poglądów, uogólnień, teorii i „prawd”. Absurdalność to próba zrozumienia, toczenie głazu bez końca – syzyfowy spisek neuronów – jednak wysiłek ten tworzy nowe drogi poznania, nowe wymiary i rzeczywistości. Tworzy nowe iluzje za którymi można pójść i w które można uwierzyć. Gdy przestajemy tworzyć, stajemy się wytwarzani w pełni podlegli nieskończonym wpływom, stajemy się atomem scalającym masę, komórką nowotworu. Uległym, biernym Produktem. Moda, trend, sugestia – chłonna śluza podświadomości – goszcząca wszelkie nadzieje i obietnice – puste wnętrze czekające na apodyktycznych gości, wszelkiej maści guru o podejrzanej pewności względem tego wszystkiego czego nie jesteśmy w stanie ujrzeć i doświadczyć, jak odkładana w nieskończoność obietnica spełnienia. Zwyczajność jest w pogardzie, pozorna wyjątkowość i egzotyczność staje się najlepszym towarem do sprzedania, bezpieczna droga naśladowcy pełna gorliwej wiary i oddania karmionej egotycznej skłonności do osiągania kolejnych urojonych poziomów urojonego rozwoju – warstw pęczniejącej skorupy, ciągłe kąsanie Wybawcy – Żywiciela – pożeranie ciała – karmienie Pasożyta – Ego. Często w tak zwanej „duchowości” mówimy o wolności, lecz sama „droga” jest jej przeciwieństwem, ponieważ w gruncie rzeczy nie chcemy być wolni, chcemy zależeć, należeć, być częścią Sprawy, być w szeregach tych co wiedzą, są dobrzy, rozwijają się. Duchowość stała się biznesem, bezkresnym żerowiskiem nawożonym naiwnością i egotycznymi skłonnościami do wybicia z pogrążonego w apatii i odrętwieniu tłumu. Kolorową szatą, zestawem dopasowanych klocków do budowania zamków z piasku nad wzbierającą falą pogrążonego w chaosie świata.

Jesteśmy zagubieni i zdezorientowani. Szukamy nadziei z coraz większą desperacją, ponieważ znany nam świat mutuje w sposób, którego nie rozumiemy, szukamy oparcia, pocieszenia tych, którzy to rozumieją i nie popadają w depresję i zwątpienie, szukamy tych, którzy znają drogi wyjścia poza terror materialistycznej jałowej egzystencji. Myślę, że takich ludzi jest naprawdę mało i raczej wątpię by byli częścią duchowego biznesu. Większość coś sprzedaje, czymś kupczy coś obiecuje. Większość dopasowuje swoje duchowe produkty do potrzeb rynku, a rynek ten jest zjawiskiem irracjonalnym przesyconym nadmiarami podaży, rynek ten nie zna prawdziwego głodu, czegoś pierwotnego – dogłębnej świadomości natury cierpienia i fundamentalnej nietrwałości. Ponieważ ten rynek jest Ucieczką.

Przyznać się, że tak naprawdę nie wiem. Nie rozumiem. Przyznać się, że mało we mnie wiary. Przyznać się, że wbrew pozorom podziwiam ludzki trud i zmagania, który nie jest oparty na przekonaniu, na wierze a oparty jest właśnie na zwątpieniu i niepewności. Przyznać się, że dobroć, która nie jest programem działania z nadzieją na nagrodę jest najbardziej czystym z możliwych odruchów. Przyznać się, że postrzegam rzeczywistość poprzez pryzmat własnych ograniczeń i nie mam do zaoferowania nic prócz chwili szczerości. Przyznać się, że jestem skorupą naleciałości i wpływów – produktem świata warunków. Produktem skazanym na rozpad. Kumulacją wrażeń, odruchów, przekonań i koncepcji. Loterią poglądów.

Widzę konstrukcję, która z całych sił próbuje zachować stabilną formę, stać się obiektem godnym podziwu i uwagi. Być tym to cierpieć, to walczyć, to wciąż bez końca potwierdzać. Jednak gdzieś w rdzeniu w najbardziej odległym miejscu rozpoczyna się Proces Rozpadu. Mam wrażenie, że czas w jakim żyjemy jest Wielką Mową, Wielkim Nauczaniem na każdym możliwym poziomie, w każdy możliwy sposób i jest to nauczanie dostosowane dla każdej istoty na tej planecie. Każdy z nas rozumie to inaczej na swój unikatowy sposób. Mistrz ten nie ma formy, jest pozbawiony szat, nie czyni ceremonii i rytuałów. Tym samym nie może być obiektem kultu i oddania. Nie oferuje żadnej drogi, ścieżki i podróży w którą możemy ruszyć.

Jest tylko pozbawione obietnicy Nauczanie.

Zwykły wpis
PIRACKA DHARMA

OFFLINE 

To była podróż do Tajemnego Piątego Świata. Rzeczywistości, która jest ukryta i niewidoczna dla zaprogramowanych i nieświadomych umysłów, które „żyją” i „umierają” w Maszynie. To rodzi w człowieku niewyobrażalny smutek, bowiem zdaje on sobie sprawę z nędzy i upośledzenia w jakich przyszło nam „żyć” na tej zniewolonej więziennej planecie, która w swojej esencji jest żywa i pełna blasku. To co widzimy to zmielona szarość czerni i bieli mentalnych programów, które zdominowały i uwarunkowały ludzką świadomość do poziomu bezsensownej wegetacji. Jednak gdzieś w zapomnianej krainie naszego Ducha wciąż istnieje Diament Wyobraźni – klucz, który otwiera bramy Piątego Świata. Musimy się obudzić i na przekór wszystkiemu szukać Piękna i Dobra, bowiem to jest zarzewiem Brzasku Prawdziwej Świadomości. Kiedy noc gęstnieje, a my jesteśmy zagubieni i bezradni w Otchłani, przychodzi czas na Modlitwę Serca, która stanowi warunek oczyszczenia. Wracasz to tego co jest dla ciebie najbardziej cenne ze wszystkiego, co czyni cię lepszą i mądrzejszą Istotą Ludzką – wracasz do momentu w którym twój świat był dobrym i znaczącym miejscem – do Pamięci Znaczenia. 

Ta Pamięć nie jest zależna od Obrotu Koła i dominujących programów Ignorancji, a zdolność jej przywołania i uczynienia żywą stanowi Moc Wyobraźni. Ta Moc tworzy Światy, które są równie realne jak ten w którym „żyjemy”, bowiem jest ona Pierwotna – jest pierwszą ze wszystkich. Jest Nieskończona i Czysta. Z tym się rodzimy – to jest Blask, który rozświetla nasze źrenice. Jednak rodzimy się w Błocie Ignorancji, w świecie pozbawionym prawdziwego zrozumienia i wrażliwości, w Rzeczywistości Dryfu, która wraz z upływem czasu gasi swoim brudem nasze światło i warunkuje na swoją „racjonalną i logiczną” modłę. Jednak w istocie mało jest tutaj racjonalności i logiki dla tych, którzy wciąż potrafią myśleć poza dominującą narracją i programem. Charakterystyką i dominantą tej Fazy Rozpadu jest Masa ukształtowana i wyhodowana we Wzorcu Ignorancji, który powiela się już w sposób absolutnie automatyczny. Automatyzm myślenia, postrzegania i odruchu jest nieunikniony w zapętlonej maszynowej rzeczywistości technologicznej do której istota czująca musi się przystosować – taka jest narracja Czarnych Magów – tych wszystkich, którzy są przy „pulpicie kontrolnym”. Ich marzeniem wydaje się „rzeczywistość totalnego chaosu” – ponieważ to stanowi najlepsze podłoże dla warunkowania ludzi poprzez strach i przerażenie z jednej strony, a z drugiej mamy obietnicę utopijnego bezpiecznego technokratycznego świata zarządzanego przez pozbawionych wrażliwości i serca zrobotyzowanych „specjalistów”. Jednak nikt nie potrafi już tego kontrolować – nikt nad tym nie panuje, bowiem każdy w inny sposób jest „w procesie konfrontacji z prawdą o sobie”. To już nie jest moment w którym chroni nas „pozycja”, „władza” czy „pieniądze” – jak widać proces oczyszczenia dotyka wszystkich bez wyjątku. 

„Offline” jest odłączeniem od zbiorowego Programu Ignorancji. Trwa krótko i jest to moment ekstremalnie bezlitosny i precyzyjny – bowiem ukazuje nam nas samych bez masek i zmyśleń Mózgogłowia. Jednak kiedy ktoś wciąż jest w kompletnym zamroczeniu nawet tego nie widzi i nie rozpoznaje. To jest absolutna Nieświadomość, wynikające z faktu, że całe jego „istnienie” jest częścią Symulacji innymi słowy pozbawiony jest Ducha. W takim wypadku nie ma już czego ratować i czego budzić. Mrok gęstnieje a prawdziwe światło „schodzi do podziemia” staje się coraz mniej dostępne i widoczne – to co świeci jest Odbiciem – Oszustwem, którego rolą jest pochwycić tych naiwnych i wrażliwych pozbawionych mądrości, których nęci lep sloganów i pustych deklaracji. W takiej sytuacji nikt nikomu nie może pomóc, bowiem każdy musi obejrzeć do końca swój własny film, wypić gorzki wywar. Uświadomić sobie swój własny udział. To jest XX karta – 2020. W ten sposób nasz Duch rozwija Moc – bowiem to czym możemy „władać” w tym świecie jest doprawdy niczym wobec tego kim naprawdę jesteśmy. Konfrontacja z procesem oczyszczenia zmusza nas do szukania siły w sobie, bowiem nic na zewnątrz nie daje już nam oparcia i na tym polega błogosławieństwo tego czasu. Zostanie tylko to co naprawdę istotne. Wyrzygamy cały ten bullshit i przez jakiś czas będziemy musieli w tym żyć, a to ostatecznie nas Obudzi poprzez tak zwany Spazm lub Wstrząs. Nazwane jest to Retorsją. 

Uzdrawianiem. 

Dla kogoś kto nie wykonał żadnej pracy to będzie koszmar. Nie ma już siły na tym świecie, która może to powstrzymać. Kiedy rozpoznajesz przyczyny rozumiesz konsekwencje. Zdewastowany ludzki umysł rodzi z siebie demony – życie jakie stworzyliśmy jest przeciw życiu. To właśnie wymaga radykalnego uzdrowienia, jednak Ignorancja ma swoje mechanizmy obronne, które blokują naszą świadomość przed bolesnym procesem stawania się istotą przytomną i świadomą prawdziwej rzeczywistości. To wymusza na nas wewnętrzną pracę, której tak naprawdę nie chcemy wykonać ponieważ dotyka ona naszych najbardziej czułych i intymnych miejsc. Wielkiego daru i przekleństwa – Wrażliwości, która jest istnieniem pozbawionym pancerza. To jest umysł i serce dziecka, które wciąż wierzy i z całych sił szuka dobra w tym świecie – jest naiwne i łatwowierne. Pożera je żywcem cynizm i brutalność „walki o przetrwanie”. Wszystkie te nadużycia i przemoc wobec dzieci – ukazuje nam do jakiego stopnia pozbawiliśmy się człowieczeństwa, do jakiego stopniu włada nami Monstrum Ego. Świat pozbawiony moralności i przyzwoitości staje się piekłem w którym dominuje prawo egoizmu i okrucieństwa ukryte za mechanicznymi religijnymi dogmatami i hipokryzją, która staje się czymś powszechnym i akceptowalnym. Zło zostaje zrelatywizowane i upowszechnione w postaci „rozrywki”, która bez ustanku nas „zabawia” poprzez maszynerię cynicznych mediów – prawdziwy mechanizm kontroli nad masową świadomością. Jest tak ponieważ jesteśmy istotami programowalnymi, które można stwarzać i modyfikować poprzez naszą własną nieświadomość – pulpit kontrolny. 

Czarnym Magiem jest każdy kto manipuluje światem lub innymi istotami dla swoich egoistycznych korzyści nie zważając na cierpienie jakie tworzy i „wgrywa” w ten świat, a to stało się pewnego rodzaju normą w skali indywidualnych i zbiorowych toksycznych relacji / związków / zależności pomimo tej świeckiej czy religijnej „moralności” i tak zwanych zasad „nowoczesnego społeczeństwa”, które w swojej istocie jest tak samo drapieżne, rywalizujące, pełne zazdrości i brutalne jakim było w formie „nie – cywilizowanej”. Cywilizacja po prostu tworzy opowieść / narrację, która staje się wyidealizowanym obrazem samej siebie dla potrzeb graczy / użytkowników. Tworzy cierpienie w walce z cierpieniem, wojnę o pokój, który nigdy nie może naprawdę zaistnieć – nigdy nie może stać się globalną rzeczywistością, ponieważ nie jest to wynikiem wysiłku i przemocy „cywilizowania” – Pokój natomiast jest wynikiem Troski i Współczucia, świadomości, że żadna istota czująca nie chce cierpieć i pragnie szczęścia. Myślenie planetarne jest tym co charakteryzuje ewolucję ludzkiej świadomości, która wychodzi z Programu Separacji, który sam w sobie jest fundamentalną przyczyną wszelkiej wojny i przemocy, a źródłem tego jest nasz umysł. Dlatego ewolucja zaczyna się od jednostki – od każdego z nas. Jest deprogramowaniem / formatowaniem świadomości, która przestaje być egocentryczna i ograniczona do najbardziej prymitywnych parametrów operujących w systemie „ja, mnie, moje”. Nauki Duchowe, które naprawdę mają wartość zawsze wskazują na możliwość rozwoju / ewolucję świadomości i „otwierają przestrzeń” doświadczenia, które prowadzi do prawdziwego szczęścia opartego na współistnieniu i współpracy, której celem jest przynoszenie pożytku wszystkim bez wyjątku istotom, uzdrawianiu, oczyszczaniu i nauce w jaki sposób stać się lepszym i mądrzejszym, a tym samym wyzwolić się z cierpienia separacji i samotności. 

Jednak kiedy czas nie dojrzewa do potencjału ewolucji takie jednostki są w najlepszym razie ignorowane przez masy, a najczęściej po prostu likwidowane, bowiem Ignorancja ma potężne systemy obronne, ponieważ jest mechanizmem kontrolnym – samym rdzeniem „serwera” Symulacji. Bardzo trudno złamać ten Kod i go zhakować. Jesteśmy przywiązani do zaburzonej percepcji, ponieważ jest ona jedynym co znamy, a pokrzepiający i „inspirujący” slogan o lepszym świecie / życiu to za mało. Dlatego większość religii i systemów wierzeń zawodzi – ponieważ ostatecznie są tylko umysłową fantazją, którą można się co najwyżej pocieszyć od czasu do czasu. W prawdziwej duchowości chodzi o realne doświadczenie w tu i teraz nie wtedy czy potem. Jednak wymaga ona pracy / udziału zamiast wiary czy życzenia. To jest konkretny wysiłek oparty na zasadach moralnych, zdobywaniu wiedzy, kontemplacji i wreszcie medytacji – urzeczywistnieniu prawdziwego znaczenia. To nie są abstrakcje czy złote połyskujące obietnicą zapewnienia o tym, że wszystko w jakiś cudowny sposób będzie dobrze. Nie będzie dobrze od samego myślenia i wysyłania życzeń. Ścieżka jest Działaniem w Świecie, jest Manifestacją Mądrości – nie jest starodawną księgą nakazów i zakazów jakimś arbitralnym sędzią. To jest Żywe i Obecne i przekracza tradycje, sekty i denominacje – nie jest żadną religią. To stan Prawdziwej Wiedzy o Rzeczywistości, który jest przekazywany przez tych, którzy to urzeczywistnili i przekazali używając do tego dostępnych „tuneli” czy „systemów” percepcji, aby w ogóle ktoś uwarunkowany mógł to pojąć. Prawdziwa Mądrość przekracza jakąkolwiek tradycję religijną nie „należy” do nikogo i niczego. Jest absolutnie wolna dlatego może używać każdej metody i każdego systemu przekonań. Nie można jej w żaden sposób ograniczyć, bowiem ograniczenie jest definicją Ignorancji. Nie ma jednej jedynej prawdziwej nieomylnej ścieżki, ponieważ nie chodzi o ścieżkę, ale o Stan Świadomości do którego ta ścieżka prowadzi. Owoc jest miarą nasiona. Dlatego warto patrzeć na konkretną realizację tych, którzy mają usta pełne obietnic i tajemnic. Lepsza jest prosta i konkretna trudna droga niż piękna mapa i folder reklamowy, który tak naprawdę jest tylko fantazją. 

Dlatego wyobraźnia jest związana z prawdziwą Magią, której celem jest nawiązanie relacji / kontaktu z naszym Prawdziwym Potencjałem – nieskończonych możliwości – ponieważ nosimy w sobie pełen potencjał urzeczywistnienia. Jesteśmy Magami w swojej Esencji. Istotami pełnymi Mocy i Miłości, których prawdziwym zadaniem jest pracować dla Dobra. Upadamy, uczymy się, popełniamy błędy, jednak póki mamy połączenie z własnym sercem wszystko to stanowi część Drogi, bowiem tylko w taki sposób możemy się rozwijać. Czasami jest naprawdę ciężko i boli – jednak nie ustajemy w rozwoju, bowiem w pewnym momencie stajemy się Ścieżką a wszystko dobre i złe staje się Nauką. 

Zwykły wpis
PIRACKA DHARMA

ŚLEPE OKO

Nieważne, kto jest Twoim autorytetem: nauczyciel, rząd, nawet Pan Jezus we własnej osobie czy Budda Gautama – ten autorytet nie ma racji. Nie ma racji, bo sama idea autorytetu jest błędna, a uciekanie się do jego opinii jest po prostu tchórzliwym uciekaniem od odpowiedzialności. Im więcej władzy oddajesz autorytetowi, tym więcej niegodziwości możesz popełnić w jego imię. To dlatego ludzie, dla których najwyższym autorytetem jest Bóg, są zwykle gotowi do posunięcia się najdalej we wszelkich okropieństwach, jakie tylko ludzkość zdołała wymyślić.

Brad Warner, Hardcore zen

Mózgogłowie jest Podziałem / Separacją / Oddzieleniem. To ja, mnie, moje – fiksacja zniewolonego umysłu, który wciąż bez ustanku musi potwierdzać sam siebie. To jest moduł zasadniczy całego Miasta Snu – Mitote, warunek, który tworzy fundamentalną przemoc na której to wszystko jest zbudowane.

Podział i wartościowanie zjawisk jest głównym Programem Operacyjnym, który zarządza Zewnętrzną Strukturą Władzy. To jest oszustwem zbudowanym na poczuciu braku więzi z Odwiecznym Źródłem Istnienia.Poczuciem bycia odłączonym. To jest fundamentalny stan cierpienia, który przepełnia Otchłań Nieświadomości i zarządza wszystkim z poziomu Braku. Kondycja tego zmechanizowanego świata odzwierciedla to poczucie – wszystko i wszyscy szukają Połączenia i poczucia bezpieczeństwa. Szukają i pragną Miłości.

Jednak prawdziwy problem polega na tym, że szukają tego poza sobą w świecie „zewnętrznym” w relacjach, religii, w posiadaniu, we władzy i tak dalej, dalej i dalej… Dlatego pierwotnym i spontanicznym Stanem Serca jest współczucie, ponieważ widzisz i czujesz tą daremność, widzisz i rozumiesz, że całe cierpienie jakie zadają sobie i innym i całemu przejawionemu światu wynika z ich bólu, rozpaczy i przerażenia, z podświadomego przekonania, że nic nie znaczą tak naprawdę, są mięsem, które umiera w samotności i znika – jakby nigdy go nie było. Bólu nie ukoi ból, krwi nie zmyje krew. Nie da ci ukojenia ktoś kto sam cierpi, nie pomoże ten, który sam nie może sobie pomóc. Nie może ci pomóc gorliwa wiara kiedy w środku czujesz dojmującą samotność i brak kontaktu z Tym co wszystko łączy i wypełnia.

Tą desperacją i bólem zarządzają Czarni Magowie – Kapłani Ignorancji tworząc heroiczne fałszywe drogi oparte na Strachu i Poczuciu Winy, których cechą charakterystyczną jest zniewolenie w tym czego nie możesz doświadczyć i dotknąć. To „duchowość” wiecznego poszukiwania – łaski, której wciąż nie jesteś godzien z powodu „grzechu”, który po prostu ktoś ci wmówił i w który uwierzyłeś. To czarny kamień ciążący ku Otchłani. Czarna Magia jest zaklinaniem umysłu w jego przekonaniu o separacji. Tą Klątwa Oddzielenia przekazywana z pokolenia na pokolenie, z matki na córkę z ojca na syna. Zapisana w ciele i krwi. Wdruk czekania na zbawiciela. Oddanie własnej Mocy w nadziei, która nigdy nie może się spełnić. Czekanie nigdy nie dobiega końca. Jest wieczne. Z eonu na eon. Z życia na życie. Z ostatniej godziny w ostatnią godzinę.

To jest Program – Klątwa.

Kiedy się zatrzymujesz w tym ślepym pędzie ku nicości, w tym zapętlonym niczym, które udaje wszystko, kiedy naprawdę to zrobisz rozpoznasz Stan Domyślny. Ujrzysz porażającą daremność karmioną złudnymi nadziejami – tak jakby wszyscy byli nieprzytomni i śnili na jawie, jakby żyli i umierali we śnie z którego mocą Klątwy nie mogą się zbudzić i nie są zdolni widzieć Rzeczywistości swojej własnej zaprogramowanej zwierzęcej egzystencji. To jest Ignorancja. Z tego ulepione są nasze miasta, prace, relacje, sukcesy i zwycięstwa – z kompletnego braku prawdziwej świadomości, która postrzega rzeczywisty obraz zamiast symulowanego spektaklu nieskończonych iluzji.

Zbiorowa podświadomość ma nieskończony potencjał generowania Programów, które bazują na separacji i tworzą konflikt, który jest tym co tworzy zasilanie całego Sztucznego Pola Gry. Polaryzacja, antagonizm, rozłam – dziel i rządź przez całą wieczność. Dobrzy i źli, prawdziwi i fałszywi wciąż stoją na przeciw siebie gotowi do wojny, która w tym świecie nigdy się nie kończy. Jest wieczna, ponieważ to ona stanowi podstawę „rozwoju / podboju”, który ostatecznie prowadzi do unicestwienia wszystkiego co żyje za pomocą opartej na przemocy technologii w rękach zachłannej i mściwej ludzkiej Ignorancji, która zrobi wszystko, aby przetrwać i zachować władzę / panowanie. Dlatego ten świat w istocie jest Żerowiskiem – Gastropolis – miejscem wiecznego długu, którego nie sposób spłacić ponieważ przekracza miliardy razy to co „posiadamy”.

Żyjemy w Maszynie Długu do momentu kiedy karmimy Ignorancję, ponieważ to stanowi sam Rdzeń Cierpienia. Podstawę całej Piramidy Władzy. Ślepe oko, które wszystko kontroluje. Kopią tego jest nasze poczucie „siebie” – iluzja bycia osobnym / niezależnym od Istnienia. To jest Upadły Anioł, który pragnąć dorównać Bogu tworzy piekło i nawet nie potrafi tego rozpoznać. Nie widzi czym się stał zaślepiony rządzą Władzy i Kontroli.

Zwykły wpis

Z dedykacją dla Chögyala Namkhai Norbu

Bud­dyzm nie jest re­li­gią w ta­kim sen­sie, jak chrze­ści­jań­stwo, ju­da­izm, is­lam czy hin­du­izm. Bud­dyzm nie wy­su­wa wła­snych kon­cep­cji Stwór­cy i aktu stwo­rze­nia. Bud­dyzm nie jest też fi­lo­zo­fią, poj­mo­wa­ną jako czy­sty kry­ty­cyzm in­te­lek­tu­al­ny lub mi­łość wie­dzy. Opie­ra­jąc się na po­ję­ciu dhar­my, bud­dyzm nie­ja­ko sam się de­fi­niu­je. Wska­zu­je, że na rów­ni sta­wia mo­ral­ność i na­tu­rę, mo­ral­ne, du­cho­we i na­tu­ral­ne aspek­ty ludz­kiej eg­zy­sten­cji. Bud­dyzm jest spo­so­bem ży­cia – pro­ce­sem trans­for­ma­cji czło­wie­ka. I jako taki bud­dyzm ak­cen­tu­je kwe­stię in­dy­wi­du­al­nej od­po­wie­dzial­no­ści i in­te­lek­tu­al­ne­go, ro­zu­mo­we­go spoj­rze­nia na ży­cie, na rze­czy­wi­stość. Ra­cjo­nal­ne po­dej­ście do trau­my eg­zy­sten­cji oraz wię­zi mię­dzy­ludz­kich dyk­to­wa­ne jest przez kom­bi­na­cję mą­dro­ści i współ­czu­cia. Chy­ba wła­śnie kul­ty­wo­wa­nie oraz do­sko­na­le­nie mą­dro­ści i współ­czu­cia sta­no­wi samo sed­no prak­ty­ki bud­dyj­skiej.

Lob­san­g Lha­lung­pa

Bardo życia – nasz czas na tej ziemi w tym ciele. Przestrzeń doświadczenia pomiędzy narodzinami i śmiercią. Wielka nieodgadniona Tajemnica, która przeraża i fascynuje, inspiruje i przytłacza – wypluwa nas i na powrót połyka przez całą Wieczność. Nie wiemy – to jest nasz stan. Urodziłem się bez pamięci w domyślnym stanie defragmentacji – bezbronny i nagi. Jak my wszyscy. Nie pamiętam procesu umierania, nie pamiętam stawania się i pierwszego oddechu. Pamiętam buddyjską stupę i krążące wielkie ptaki. Pamiętam nieskończoną przestrzeń, góry i błękitne niebo. To przyszło później. To było miejsce takie jak to – gdzie teraz jestem – proste i czyste pozbawione ludzkiej manipulacji. W tej przestrzeni otwierasz bramę, ponad wszelką wątpliwość wiesz, że Tajemnica istnieje – jest Żywa i Lśniąca jak oczy dziecka. Skąpane w słońcu zaśnieżone szczyty, które choć możemy zdobyć są obojętne na cały ten wysiłek, bowiem były przed nami i będą po nas. Kiedy widzisz takie piękno – płaczesz. Jesteś złocistym pyłem, którym miota burza. Ogromna porażająca przestrzeń w obliczu której uświadamiasz sobie swoją własną znikomość i kruchość, zdajesz sobie sprawę, że jesteś ziarnkiem piasku jak pisał w jednej z książek wielki mistrz Trungpa Rinpoche. W pewnym sensie to szokujące poczucie wyzwala z neurotyzmu własnej wyjątkowości. Tracisz poczucie ważności, zalewasz się z pejzażem – z ziemią, niebem, wiatrem, kiedy tracisz oddech i dyszysz, bowiem wędrówka jest zdecydowanie ponad twoje siły – ta górska krystaliczna woda jest najcenniejsza ze wszystkiego co ten materialny świat ma do zaoferowania. Jest cudem.

W Merigar East z Mistrzem

W pewnym sensie ta podróż jest wyrazem tęsknoty za miejscami, które noszę ukryte głęboko w sercu, gdzie buddyjska praktyka jest częścią życia nie pokazem wyjątkowości czy kolejnym ego tripem i jest czymś naturalnym, bowiem w istocie potrzeba duchowości jest dla nas istot ludzkich fundamentalna i zarazem pierwotna. Rozumiesz, że wszystkie te ścieżki i drogi mają swój głęboki sens, bowiem dają nam wsparcie i pocieszenie, dają nam siłę i wiarę, jednak przede wszystkim dają nam realne doświadczenie, że jesteśmy w stanie przynieść pożytek sobie i być może kiedyś pomóc innym. Kiedy masz tak dużo szczęścia, aby spotkać prawdziwego Mistrza, który prócz wykształcenia i biegłości w rytuale i ceremonii posiada prawdziwe zrozumienie esencji i znaczenia oraz co w moim odczuciu jest najważniejsze – ma nieograniczone współczucie względem czujących istot – można powiedzieć, że wygrałeś prawdziwą szóstkę w totolotka. W istocie nie można tego zmierzyć żadną miarą, oszacować żadną wartością, bowiem rzecz w tym, że przekracza to wszystkie pojęcia, przekracza to czas i przestrzeń, przekracza dobre i złe, słuszne i niesłuszne. W moim rozumieniu jest to najgłębszy sens ludzkiej egzystencji, bowiem dotyka samej jej istoty – tego najczulszego i najbardziej wrażliwego miejsca – naszego serca. Serce nie jest sloganem, nie jest kolejną lepką i miałką metaforą, bowiem kiedy jest otwarte i czyste jest naszym Światłem i Drogą, jest naszym Przewodnikiem.

Budda nie posiadał żadnych ziem, żadnej własności. Nie był kimś szczególnym w kategoriach doczesnego świata. Był ziarnkiem piasku na ogromnej pustyni. Dzięki temu właśnie stał się oświeconym całego świata, ponieważ nie toczył z nikim żadnej bitwy.

Czogjam Trungpa Rinpoche

Mistrz jest tym, który nam to serce ukazuje i wprowadza nas do niego, uczy języka mądrości i wytrwałości w obliczu wszystkich naszych ułomności i negatywizmu, rozpaczy i strachu. Nie uczy nas latać i czynić cuda, nie przekazuje tajemnych zaklęć po to byśmy z wyższością manipulowali tym światem. To co w co nas w istocie wprowadza jest poza słowem i pojęciem, po za czymś specjalnym i wyjątkowym – jednak kiedy to rozpoznamy – po raz pierwszy wracamy do Domu. To jest Prawdziwy Spokój, który choć łatwo gubić – Jest. Mamy pewność, że Dharma – nauka Buddy jest prawdziwa i godna zaufania, a nasz Mistrz jest Żyjącym Buddą – kimś kto w pełni urzeczywistnił Ścieżkę. Wtedy możemy go naprawdę rozpoznać w swoim własnym zrozumieniu, bowiem w tym wypadku to Mistrz staje się Drogą. To jest związek poza czasem, więź której nie sposób zniszczyć i unicestwić. To jest to co z życia na życie przychodzi by nas budzić ze Snu Ignorancji i na powrót kieruje na Ścieżkę. Przypomina nam, że życie ludzkie jest czymś więcej niż pogonią za szczęściem i bogactwem, bowiem koniec końców nic z tego nie jest trwałe i znów po raz kolejny zostajemy z niczym, prócz tego kim byliśmy. Nie możemy przed sobą uciec w tej czy innej formie wszystko wraca. Niezliczone stacje na których stworzyliśmy sobie życie są tylko wspomnieniem, a my znów jesteśmy w pociągu, znów w drodze. To jest Bardo Prawdy. Nie znajdziemy bezpiecznej trwałej przystani w tym co uwarunkowane i przemijające, czyli w tym wszystkim co nas otacza. Nie znajdziemy tego w emocjach i wyobrażeniach, oraz w najbardziej nawet wzniosłych ideach. Błyskotliwa myśl nie może nam pomóc. To jest jedna z fundamentalnych prawd, która tworzy prawdziwy i solidny fundament buddyjskiej praktyki.

Jako ludzie musimy dokładnie uświadomić sobie odpowiedzialność, jaka na nas spoczywa. Gdyby akcja nie prowadziła do reakcji, gdyby działania nie miały mocy przynoszącej owoce, wtedy nie byłoby problemu. Gdybyśmy zareagowali gniewem i nie miałby on żadnego wpływu na innych ani na nas samych, gdyby nie prowadził do bolesnych sytuacji, wtedy wszystko byłoby w porządku. Nie musielibyśmy się starać ani brać odpowiedzialności za zdarzenia, do których doprowadziliśmy. Jednak karma nie działa w ten sposób. Gdy przyjrzymy się temu uważnie, zobaczymy, że każde działanie daje jakiś skutek.

Jako ludzie nieustannie coś robimy. Mamy ciało, które jest w ciągłym ruchu, wciąż działa. Każdy nasz czyn daje na świat owoce i wpływa na innych oraz na nas. Podobnie słowa i myśli tworzą akcje, które prowadzą do reakcji. Myśli posiadają niezwykły potencjał przeobrażania się w czyny prowadzące do określonych rezultatów.

Jeśli przyjrzymy się sobie, zorientujemy się, że ruchy naszego ciała powodują niezliczone czyny. Każdy z nich niesie potencjał oddziaływania, które ktoś inny może od razu na sobie poczuć, jak na przykład zabicie zwierzęcia w celu zdobycia pokarmu. Odbieramy życie innej istocie po to, aby podtrzymać własne, aby przeżyło nasze ciało. Nie szanujemy i nie dbamy o inne formy życia, traktując je jako mniej wartościowe. Nawet ludzie, którzy medytują, nie są do końca wyczuleni na ten fakt. Nie mamy pełnej świadomości, a tym czasem nasze ciała nadal się poruszają i działają, wpływając na inne istoty. Na przykład możemy kogoś skrzywdzić działaniem wynikającym z braku szacunku, skrzywdzić przez akt fizycznej agresji.

Nawet jeśli wydaje się, że nikt nie ucierpiał w wyniku naszego postępowania, niewiedza i lenistwo ciała, przywiązanie do niego prowadzą do powstania swoistego mentalnego osadu, który przeradza się w nasze indywidualne skłonności. Zatem owoce naszych działań nie tylko dotykają innych, lecz również tworzą bazę, podstawę naszego charakteru, osobowości i skłonności. To jest ten aspekt rezultatu, który w danym momencie niekoniecznie przeradza się w coś szkodliwego, lecz jeśli lenistwo zacznie się w nas osadzać, skutkiem będzie nasz leniwy charakter. Jeśli w całym życiu przydarzył się nam epizodycznie wybuch agresji lub byliśmy czasem leniwi, nie będzie to dużym problemem. Jednak powtarzające się przypadki, automatyczne reakcje, nawykowe skłonności budują naszą osobowość.

Agresja, nawet jeśli nam się to nie podoba, jest w nas obecna. Jest tak dlatego, że tylko zaznajomiliśmy się z nią, a nigdy jej nie okiełznaliśmy, nigdy nie byliśmy naprawdę świadomi jej. Nigdy nie wprawiliśmy się w byciu świadomym tego, że fizycznie krzywdzimy innych. Nawet jeśli później tego żałujemy, pozostaje w nas brak uważności w chwili, kiedy działamy powodowani gniewem.

Khandro Rinpoche

I kiedy mozolnie wspinam się pod tą ogromną górę ledwo dysząc, piękno które widzę, tak naprawdę jest marnym pocieszeniem. W tym właśnie momencie jestem swoim uwarunkowanymi ciałem, którego potrzeby stają się najważniejsze, a zmęczenie i brak siły dojmującym i przytłaczającym doświadczeniem. To ciało umiera, jest kruche i nietrwałe i stanowi sam rdzeń naszego utożsamienia z formą. Dla jego wygody i bezpieczeństwa zrobimy dosłownie wszystko, bowiem kiedy dzieją się rzeczy ostateczne – kontrolę przejmuje instynkt – wola przetrwania, która z natury jest skrajnie egoistyczna. Możemy pozować na altruistów kiedy czujemy się dobrze i mamy swego rodzaju nadmiar, którym nie trudno się podzielić, jednak kiedy mamy utracić część siebie na rzecz drugiej istoty wówczas dopiero zdajemy sobie sprawę – co to znaczy prawdziwa służba dla innych. Bardzo daleko mi do tego. Dlatego, aby naprawdę przynosić pożytek innym trzeba urzeczywistnić „brak siebie w sobie”, przekroczyć utożsamienie ze „swoim” ciałem, mową i umysłem i wówczas stajemy się autentycznym darem dla świata.

Prawdziwym Mistrzem, który choć nie czyni cudów – jest cudem jak lśniąca gwiazda na jaśniejącym niebie, którą doprawdy trudno dostrzec, bowiem blask jej jest przytłoczony przez „światłość” tych, którzy pozują na wyzwolonych. W istocie na tej planecie jest bardzo mało autentycznych Nauczycieli, którzy naprawdę znają drogę, bowiem przeszli ją do końca i wrócili, aby pomóc wyjść z cierpienia innym. To jest prawdziwa Miłość. Esencja Nauki Przebudzonych – Serce Dharmy. Jest to dla nas niepojęte, bowiem przekracza całą zaprogramowaną logikę Mózgogłowia i przeczy wszystkiemu czemu jesteśmy tak oddani. Pokora i niepozorność stanowi ochronę przed pychą i samouwielbieniem, które zdominowały tak zwany świat duchowości. Ciężko rozpoznać Mistrza bez tronu i brokatów, bez pochlebców i „świętego splendoru”, bowiem tym co nami kieruje jest schemat, a nie mądrość.

Nie można udawać pokory, nie można udawać skromności, bowiem to po prostu widać w oczach – to jest widzenie i rozumienie prawdziwej kondycji tego świata i istot, które poprzez bardo narodzin pojawiają się w tym świecie. Ja mam w sobie pychę i dumę, które staram się ukrywać i maskować. Jednak ścieżka daje nam prawdę o sobie. Kiedy mamy odwagę jest Lustrem. Może nam się wydawać, że praktykując „wysokie” ezoteryczne nauki jesteśmy kimś specjalnym i wyjątkowym, możemy patrzeć na innych z góry. Jednak ta góra jest usypana z iluzji, które karmimy z fascynującą na swój sposób pieczołowitością, aby poczuć się lepiej. To „lepiej” wcześniej czy później rozpadnie się. Nie uciekniemy w Himalaje i do klasztorów przed sobą i skutkami własnych działań, możemy na chwilę „oblepić się” świętością, czystością, całą tą pozorną zmianą – jednak wciąż „jesteśmy sobą” – najbardziej zmechanizowanym utożsamieniem i najsilniejszym nawykiem ze wszystkich. Ten nawyk jest piastą koła, pierwszym pikselem na matrycy. Z tego rodzi się wszystko co nas określa i warunkuje. Nie możemy udawać wyzwolenia przed sobą kiedy naprawdę jesteśmy szczerzy. Widzieć siebie naprawdę takim jakim się jest i nie uciekać przed sobą – tym jest dla mnie prawdziwa duchowość. Dlatego bardziej ufam tym, którzy potrafią ukazać swoje wady, słabości, swój gniew, wstyd – bowiem to oznacza, że przestali grać w lepszego siebie. Przestali udawać i jest z tego więcej pożytku i nauki niż z zmyślonego „ideału”, którego szukamy i za którego „czarem” tak chętnie idziemy.

Większość współczesnej tamasowej duchowości jest właśnie takim oszustwem – pozorem. Dlatego spotkać autentycznego nauczyciela jest tak niezwykle trudno i zazwyczaj ma on wady i nie jest ideałem. Nie pasuje do schematu i wyidealizowanego obrazu – jest przytłaczająco ludzki. Choruje, nie czyni cudów, ma romanse – jest człowiekiem z krwi i kości. Odkrywa karty na które nie chcemy patrzeć i to właśnie jest wysokiej klasy nauczaniem. To cios prosto w serce. Rana wrażliwości i otwartości przez którą wchodzi w nas prawdziwa Mądrość, która nie jest łatwostrawnym sloganem i frazesem. Prawdziwy Mistrz nie podaje nam narkozy. On nas budzi. Nie poprawia nam nastroju, on go zaburza, żebyśmy w końcu zaczęli widzieć i rozumieć podstawę – fundament nauk. Przestali uciekać w iluzje i przestali chronić „siebie”. Przytłacza nas jego oddanie i dedykacja dla innych, niestrudzona cierpliwa mozolna praca, która tak naprawdę nigdy nie ustaje. Jest bezgraniczną aktywnością Buddy. Budda nie jest posążkiem na ołtarzu, nie jest metaforyczną figurą, archetypowym zbiorem świętych cech. Jest żywy i obecny właśnie teraz i tutaj w tym zamroczonym świecie, w tej szaleńczej pogoni. To czyni Ścieżkę prawdziwą i inspirującą oraz co najważniejsze pełną mądrości i zręcznych metod.

Zgubiliśmy się na tym szlaku. Nikt z nas go wcześniej nie przeszedł. Nie mieliśmy przewodnika, kogoś kto naprawdę zna Drogę. W pewnym krytycznym momencie po prostu idziesz na oślep, przed siebie. Zaczyna padać, opadasz z sił, bowiem nie znasz nawet swojego własnego ciała, twój umysł popada w panikę i przejmuje kontrolę – tworzy swoje własne wyobrażenia i nierealne niepokojące scenariusze. Z radosnego beztroskiego stanu przechodzisz w tryb lęku i narastającego niepokoju – to jest bardo umierania tego co znasz. Robi się ciemno. Gubisz kontakt z innymi. W pewnym momencie jesteś sam – kompletnie zagubiony skazany na łaskę nieznanego. Wcześniej czy później to czeka nas wszystkich, jednak z całych sił nie chcemy tego przyjąć do świadomości, a to oznacza, że nie rozumiemy samej Podstawy, która tworzy szczerą motywację i opartą na mądrości intencję. Fiksujemy się na „efektach specjalnych”. Na egzotycznej i kulturowej otoczce, na dewocjonaliach, skomplikowanych i wyszukanych ceremoniałach, na klimacie wzniosłości i tajemnicy – ponieważ prostota i bezpośredniość nudzi nasze przekarmione wrażeniami umysły. Jednak tak naprawdę to wszystko jest bez znaczenia, bowiem kiedy nie potrafimy dotrzeć do esencji z całej tej maskarady nie ma żadnego pożytku. Staje się jedynie pożywką dla antropologów kultury, kolejną archaiczną i niezrozumiałą atrakcją dla turystów, którzy po krótkim och i ach po prostu idą dalej.

Jakże wiele klasztorów istniało w Tybecie, Krainie Śniegów, zanim komunistyczne Chiny zaczęły opanowywać ten kraj. Jak wiele działało tam świątyń podobnych do tych w Lhasie, Samje i Trandruk. Jakże wiele znajdowało się w tych miejscach cennych przedmiotów symbolizujących ciało, mowę i umysł Buddy… Teraz nie ma tam nawet posążka. W Samje pozostał jedynie namiot, nie większy od stupy. Wszystko splądrowano, zdewastowano, roztrzaskano. Wspaniałe malowidła zniszczono. To, co się wydarzyło w Tybecie, ukazuje nietrwałość zjawisk. Nie istnieje nic stałego, nic trwałego.

Dilgo Khjeniste Rinpoche

Te ginące na naszych oczach kultury ukazują nam sam Proces. To jest Wielkie Nauczanie. Bezpowrotnie tracimy samych siebie – swoją głębię i prawdziwą duchową ludzką tożsamość. Zastępujemy to kolorowymi iluzjami, technologicznym parkiem rozrywki, znieczulającą wygodą, pozorami rozwoju, który tak naprawdę jest regresem. Bezdotykowy syntetyczny świat na chwilę przed samounicestwieniem. W tej kwestii nie mam złudzeń. Jednak zgniły owoc ma w sobie zdrowe nasiona i kiedy upada – rodzi się nowe. To nowe jest w Nas – żywe i doskonałe. Dlatego wszystko ma sens – cały ten Proces Odwiecznej Nauki nigdy nie idzie na darmo – mądrość, którą rodzi – jest zawsze dostępna dla tych, którzy poznają Ciszę.

Ktoś, kto zaczyna rozwijać zainteresowanie naukami, może mieć tendencję do oddalania się od rzeczywistości rzeczy materialnych, tak jakby nauki były czymś całkowicie oderwanym od codziennego życia. Często u podłoża tego wszystkiego leży postawa poddania się i ucieczki od własnych problemów, ze złudzeniem, że uda się znaleźć coś, co w cudowny sposób pomoże przekroczyć to wszystko. Ale nauki te opierają się na zasadzie naszej rzeczywistej ludzkiej kondycji. Mamy ciało fizyczne ze wszystkimi jego różnymi ograniczeniami: każdego dnia musimy jeść, pracować, odpoczywać i tak dalej. To jest nasza rzeczywistość i nie możemy jej ignorować.

Chögyal Namkhai Norbu

PIRACKA DHARMA

BARDO

Galeria
PIRACKA DHARMA

W OGNIU POŻĄDANIA

Choćby nie wiem jak miły był strażnik, to nadal jest więzienie.

Emma Bull (ur. 1954) – amerykańska pisarka fantasy, muzyk, pionierka gatunku urban fantasy; jej debiutancka powieść Wojna o dąb zdobyła nagrodę Luctusa.

Żądaj ode Mnie, a dam Ci narody w dziedzictwo i w posiadanie Twoje krańce ziemi.

Ps 2, 8

Wystarczy się przyjrzeć uważnie w jaki sposób funkcjonuje świat w jakim żyjemy. Kiedy nasza prawdziwa świadomość budzi się ze snu iluzji i nieskończonych złudzeń, które wciąż są produkowane przez tą opartą na fundamentalnej Ignorancji Maszynę.

Cała nasza współczesna cywilizacja jest zasilana przez Ogień Pożądania. Cierpienie to niemożność zaspokojenia nieskończonych pragnień, które stały się algorytmiczne i tworzą się samoistnie, bowiem brak zaspokojenia tworzy kolejne pożądanie i to w istocie jest zautomatyzowany program operacyjny tej rzeczywistości. Serce turbo kapitalizmu i nadchodzącej postludzkiej cyfrowej symulacji, którą tak jesteśmy zachwyceni, która tak nas urzeka. Dla każdego zmysłu ta Maszyna bez ustanku produkuje tak zwany kontent: film, muzyka, jedzenie, sport, perfumy, seks, biznes. To trwa bez przerwy i nigdy się nie kończy uwodząc nas każdego dnia, o każdej godzinie. Kiedy temu bezwiednie ulegamy oznacza to, że funkcjonujemy w trybie Tamasu w/g wiedzy wedyjskiej, oznacza to również, że skutkiem tego ostatecznie będzie po prostu cierpienie. To jest ciemna strona Ognia jako mocy, pasji, działania, które wpędza nas w cierpienie zamiast nas z niego wyzwalać.

Tutaj można dokonać rozróżnień i rozpoznać czemu coś służy. Jest to aspekt przejrzystości i klarowności – Mądrość Rozróżniająca, która ukaże nam prawdziwe oblicze poza iluzją podsycającej pożądanie formy. Przyjrzyjmy się współczesnej gastro – obsesji i całego tego przemysłu „Wellness” opartego na niemożliwej do spełnienia obietnicy i sloganie, które tworzą pogrążeni w ignorancji ludzie – pracownicy. To właśnie slogan zdominował nasze umysły, wierzymy w zmyślone opowieści o znaczeniu rzeczy i zjawisk, które po prostu nie istnieją są jedynie złudzeniem – produktem do sprzedaży. Mamy na szczycie tej hierarchii influencerów, których zadaniem jest zarażać nas tym stanem bezmyślnej konsumpcji i uleganiu najbardziej prymitywnym odruchom. Tym jest powszechna i wszechobecna seksualizacja człowieka i życia, ponieważ to ten aspekt jest fundamentalny. To rdzeń systemu operacyjnego. Zmysłowość formy staje się obsesją. Kultem. Religią. Nawet jedzenie staje się pornograficzne co możemy obserwować już od lat i czemu możemy bezmyślnie ulegać.

Doniosłym krokiem w wędrówce na ów szczyt było udomowienie ognia. Nie wiemy, kiedy, gdzie i jak do tego doszło. Wiemy natomiast, że około 300 tysięcy lat temu niektórzy ludzie posługiwali się ogniem w życiu codziennym. Zyskali w nim niezawodne źródło światła i ciepła oraz zabójczą broń przeciwko grożącym im lwom. Niedługo potem ludzie przeszli z defensywy do ofensywy i podjęli pierwszą działalność gospodarczą na masową skalę: planowe wypalanie lasów. Gdy tylko dogasał ogień, na tlące się zgliszcza wkraczali przedsiębiorcy epoki kamiennej, by pozbierać zwęglone zwierzęta, orzechy i bulwy. Po nich do gry wchodzili pierwsi inwestorzy zainteresowani zagospodarowywaniem i obrotem gruntami. Ściśle kontrolowany pożar buszu potrafił obrócić nieprzebyte jałowe gąszcze w obfitujące w zwierzynę bujne tereny trawiaste. Najlepszym zastosowaniem ognia było wszak gotowanie.

Dla świadomego człowieka, która rozpoznał naturę tej Gry, strategia prowadzi dokładnie w odwrotnym kierunku. To ścieżka pokory i skromności, uważności i wiedzy, to szacunek do prostego jedzenia i prostego życia. Brak ekstrawagancji i przepychu, wdzięczność za każdy posiłek, za ciepłą wodę w kranie, za zdrowie i czas, który można wykorzystać by praktykować i zgłębiać ścieżki mądrości, które odsłaniają prawdę o ludzkiej kondycji i naturze pożądania, której bez końca ulega. To świadomość prawdziwej sytuacji w jakiej jest planeta na której żyjemy. To koszt braku popularności, bowiem mało kto chce słyszeć i widzieć prawdę. Jednak tak nakazuje sumienie. Tak nakazuje serce. To jest głęboko ludzkie, bowiem mamy w sobie miłość do prawdy i Troskę, mamy w sobie mądrość i współczucie. To w naszym sercu jest Prawdziwy Ogień, który jest Mocą jasnego widzenia, jasnego czucia i jasnego myślenia.

Jesteśmy zamknięci w Maszynie Inkarnacyjnej, w recyklingu ciał i dusz. Wciąż przechodzimy przez te same doświadczenia i chorujemy na brak pamięci o tym, że to wszystko już było, że bez ustanku się powtarza – jak zapętlony film. Kiedy nawiązujemy ze sobą prawdziwy kontakt pamięć wraca. Jednak, aby do tego doszło musimy się zatrzymać. Ujrzeć tą rzeczywistość jaka jest. Zrozumieć proces mutacji i konsekwencje jakie ze sobą niesie ten tak zwany „rozwój”, który po prostu czyni nas niewolnikami technologii, której nie rozumiemy i która zaczyna totalnie dominować nasze życie. Stajemy się produktem swojej własnej Ignorancji – narzędziem destrukcji. Zobaczyć to znaczy się obudzić. Obudzić się znaczy stać się swoim własnym nauczycielem, kimś komu możemy zaufać, kimś kto ma w sobie Moc tworzenia Wartości nawet w tych okolicznościach. To jest prawdziwa natura Ognia, który jest jedynym żywiołem, który na tej planecie nie został jeszcze zanieczyszczony jak mówi nam tradycja Majów, dla których Ogień jest święty.

Ceremonia Ognia jest wyrazem szacunku i pokory. Jest dialogiem ze światem. Jest zdolnością do słuchania i milczenia. Jest powrotem do tego co pierwotne i czyste. Do naszej własnej Natury.

Zwykły wpis
PIRACKA DHARMA

O SPOKOJU

 

Brak spokoju jest naszym podstawowym cierpieniem. Bólem i lękiem naszego życia. Neurozą, którą roznosimy jak wirus zarażając wszystko wkoło – świat zwierząt i roślin, które z czasem obracają się przeciwko nam i naszej chorobie. Jesteśmy patologicznie uzależnieni od aktywności, ciągłego neurotycznego ruchu, dlatego żyjemy w automatycznym ruchomym pejzażu ze szkła, betonu i stali, który na swój sposób podziwiamy i wielbimy zahipnotyzowani wiecznym wzrostem, karierą, rozwojem, które są niczym innym jak ułudą ponieważ w tym wszystkim brakuje nam faktycznego zrozumienia – kim właściwie jesteśmy. Nasza rzeczywistość odzwierciedla to fundamentalne zagubienie w chaosie naszego życia, które stało się kombinacją przymusu, lęku i kompulsywnych krótkotrwałych przyjemności.

Nasz problem jest taki, że mamy krótką pamięć, ale nawet to o pozostaje podlega selekcji w głównej mierze opartej na wygodzie, która w swojej esencji jest ignorancją, czyli świadomym ignorowaniem konsekwencji naszych działań. Odkładając na bok religijne narracje, które często po prostu wykorzystują tą irracjonalną część naszego umysłu, by stworzyć rodzaj wygodnej i pocieszającej mało logicznej opowieści, która z czasem choć staje się dojmująco niewiarygodna i wręcz absurdalna w obliczu otaczającej nas rzeczywistości co ciekawe staje się tym bardziej popularna i pociągająca. Mamy tutaj do czynienia z aktem wiary. W moim odczuciu jest terytorium kompletnie dla nas nieznane, bowiem okazuje się, że wbrew tak zwanemu „zdrowemu rozsądkowi” jest w tej tajemnicy coś doprawdy skutecznego w obliczu zderzenia się z wpisanym w ludzki los cierpieniem w postaci czysto fizyczno – biologicznej jak starość, choroba i śmierć, jak i tej stworzonej przez człowieka i jego sztuczną nacechowaną neurotyzmem tak zwaną cywilizację, która stała się porażająco jałowa w swoim domniemanym „rozwoju” i porażająco okrutna w swoich ciągłych spazmach przemocy. Właśnie ów akt wiary tak nas urzeka, ponieważ nie potrafimy go pojąć, często nie jest logiczny i w wydaniu pozytywnym i szlachetnym dotyka naszej najgłębszej tęsknoty za obcowaniem z czymś co jest trwałe i absolutnie dobre – jak poczucie sensu i zrozumienia, miłości i troski. Każdy taki akt, objaw, zjawisko – uderza w nas niczym piorun przez krótką chwilę rozświetlając mrok naszego zagubienia i desperacji. Mówi się także, że to Łaska, jakiś rodzaj błogosławieństwa i człowieka, którego dotyka charakteryzuje coś co można nazwać nieziemskim spokojem. Ponieważ ziemia na jakiej żyjemy – charakteryzuje się przede wszystkim brakiem spokoju – to jest główny punkt naszego na niej życia. Nasz stan.

Carl Jung przytacza w jednej z książek swoją rozmowę z indiańskim wodzem, według którego większość białych ma zacięte usta, uporczywe spojrzenie i okrutny wyraz twarzy. „Wciąż czegoś szukają – mówi Indianin. – Ale właściwie czego? Biali ciągle czegoś chcą. Są wiecznie skrępowani i niespokojni. Nie wiemy, czego chcą. Naszym zdaniem są szaleni”. To utajone, lecz nieustanne skrępowanie zaczęło się oczywiście na długo przed powstaniem zachodniej cywilizacji przemysłowej, ale w niej właśnie − a rozprzestrzeniła się ona tymczasem na prawie cały świat, obejmując również większą część Wschodu − przejawiło się w tak ostrej postaci, jak nigdy i nigdzie przedtem. Dawało się odczuć już w czasach Jezusa, a także o sześćset lat wcześniej, za życia Buddy, i nawet dużo dawniej. „Czemu stale jesteście niespokojni? – pytał uczniów Jezus. – Czy niespokojna myśl przedłuży wam życie choćby o dzień?”. Budda zaś nauczał, że korzeni cierpienia upatrywać należy w naszym ciągłym pragnieniu i łaknieniu. Opór wobec Teraźniejszości jako zaburzenie objawiające się w skali masowej nieodłącznie wiąże się z utratą świadomości Istnienia i jest fundamentem naszej odczłowieczonej cywilizacji przemysłowej. Nawiasem mówiąc, Freud także dostrzegał w ludziach utajone skrępowanie i opisał je w książce, zatytułowanej Kultura jako źródło cierpień, nie rozpoznał jednak prawdziwej jego genezy i nie był świadom, że można się od niego uwolnić. Ta zbiorowa anomalia stworzyła głęboko nieszczęśliwą i niezwykle brutalną cywilizację, która z czasem stała się zagrożeniem nie tylko dla samej siebie, lecz i dla wszelkiego życia na kuli ziemskiej.

Echart Tolle „Potęga Teraźniejszości”

Brak spokoju jest naszym podstawowym cierpieniem. Bólem i lękiem naszego życia. Neurozą, którą roznosimy jak wirus zarażając wszystko wkoło – świat zwierząt i roślin, które z czasem obracają się przeciwko nam i naszej chorobie. Jesteśmy patologicznie uzależnieni od aktywności, ciągłego neurotycznego ruchu, dlatego żyjemy w automatycznym ruchomym pejzażu ze szkła, betonu i stali, który na swój sposób podziwiamy i wielbimy zahipnotyzowani wiecznym wzrostem, karierą, rozwojem, które są niczym innym jak ułudą ponieważ w tym wszystkim brakuje nam faktycznego zrozumienia – kim właściwie jesteśmy. Nasza rzeczywistość odzwierciedla to fundamentalne zagubienie w chaosie naszego życia, które stało się kombinacją przymusu, lęku i kompulsywnych krótkotrwałych przyjemności. Nauka i jej ukryta bezwzględność stojąca za rozwojem stała się dla nas czymś na wzór nowoczesnej religii, której zawierzamy ślepo i posłusznie, gdyż przestaliśmy rozumieć wszystkie te opisy i kolejne poziomy skomplikowania, które sami stworzyliśmy goniąc ślepo za pełną wyobrażonej szczęśliwości i nieskończonych atrakcji – Utopią. Jednak ten technologiczny komiks stracił wątek, stał się zbiorem oderwanych od siebie opowieści, które zaczęły służyć same sobie. Możemy wydłużać to życie, podtrzymywać ten stan, jednak coraz bardziej wyraźnie widzimy, że jest to rodzaj agonii – ponieważ wypieramy chorobę naszego serca i umysłu – jest nią brak akceptacji natury życia – przemijania. Ucieczka przed tym stała się naszą obsesją, powodem dla którego stworzyliśmy tą katastroficzną Symulację, która wciąż bez ustanku musi nas okłamywać, odwracać uwagę i zaślepiać, byśmy przypadkiem nie podjęli wędrówki do podstawy, rdzenia do samego źródła przestając gonić za tym oszustwem.

Istoty ludzkie nie rodzą się raz na zawsze w dniu, w którym matki wydają je na świat, ale życie zmusza je do ponownego i wielokrotnego rodzenia samych siebie.

Miłość w czasach zarazy – powieść Gabriela Márqueza z 1985 roku.

Czasami musimy się zatrzymać. Jak teraz. Przychodzą skumulowane konsekwencje na tak wielu poziomach, że tracimy kontrolę. Tego nie jesteśmy w stanie powstrzymać, przekroczyliśmy punkty krytyczne. To się nazywa spłata długu. Nie możemy tego odraczać w nieskończoność, wszystkimi tymi mechanizmami oszustwa i samousprawiedliwienia, drukowania sztucznych pieniędzy i uśmiechów – staliśmy się upojonymi szaleństwem okrucieństwa i krótkowzroczności egoistycznymi tyranami, którzy zapatrzeni w swoje własne „szczęście”, „zadowolenie”, „wygodę” z źle skrywaną premedytacją pozbawiliśmy prawa do życia miliardy istnień i niezliczoną ilość ekosystemów. To jest prawda stająca za tym wszystkim. Mówi się, że nasza pamięć długotrwała zaczyna się formować w wieku sześciu lat, a wcześniejszy okres nazwany jest „amnezją dziecięcą” – i to jest nasz stan. Postęp – dokument nr 2428, Blok numer 5 – skondensowana historia „rozwoju” to nie wydarzyło się gdzieś tam w zamierzchłej przeszłości – to zapis na marginesie tej właśnie teraźniejszej karty, która ukształtowała obraz świata współczesnego. Prawda jest taka, że nie chcemy płacić za to wszystko, to jest wielkim zasłoniętym „nowoczesnością” lustrem – szkarłatnym listem pisanym krwią niewinnych istnień, które stanowiły dla nas paliwo by wciąż na ślepo brnąć w tą przepaść. Moje pytanie brzmi co musi się jeszcze wydarzyć? By nami wstrząsnąć? By opadły z naszych oczu te różowe plastikowe okulary – te maski? By serce na powrót odczuło wrażliwość i współczucie – mogło ujrzeć prawdziwe oblicze naszych działań i ich konsekwencji, byśmy zaczęli dojrzewać jako istoty czujące i przestali widzieć tylko jeden gatunek, tylko jedną ludzką prawdę? Tylko jeden los warty wysiłku i ratowania, snuć tylko jedną opowieść. Życie wydaje mi się nieskończone w swych przejawach, w swoim unikatowym pięknie. Może przychodzi czas na bycie bardziej delikatnym, mniej zaborczym, na bycie kimś kto potrafi dawać życiu przestrzeń, dawać oddech, wsparcie, widzieć wszystko to jako niezwykle kruche i cudowne w swojej złożoności i nieuchwytności. Jest coś dobrego w nauce i w religii, w duchu i w materii. Jest coś dobrego w człowieku koniec końców to właśnie jest tym co ma przetrwać, ponieważ wspiera Całość Istnienia. Naszym darem jest Troska, która jest kompletnie pozbawiona obojętności wobec życia. To jest nasz wielki Dar.

Czasem trudna lekcja jest najważniejszą z lekcji – Wielkim Nauczaniem. Mistrzem w przebraniu pełnym grozy i bezpośredniości, bólem, strachem, zwątpieniem, śmiercią. Jest adekwatna w środkach i w wyrazie, wychodzi poza konceptualny pogmatwany umysł – otwiera nasze serce bez znieczulenia i przywraca zapomniany aspekt współodczuwania, gdyż tak naprawdę nie możesz być szczęśliwy w tak zaburzonym świecie. Nie możesz nie płakać, nie czuć lęku i przerażenia, bo dopiero wtedy stajesz się istotą świadomą i przytomną pozbawioną granic – otwartą. Świat obleka nić, która łączy wszystko i wszystkich – jest to Czucie. Czucie nie jest wytworem umysłu, nie jest koncepcją, nie jest opinią – bo to właśnie one nas dzielą i tworzą piekło wzajemnego obwiniania, nieskończone podziały. Czucie jest proste i bezpośrednie zakotwiczone w tej właśnie chwili, kiedy nie zagłuszasz tego staje się precyzyjnym narzędziem Mądrości. Ta Mądrość postrzega rzeczy bezpośrednio w ich pierwotnej podstawie i jest szokująco prawdziwa i skuteczna. Jest Mądrością Serca. Tej mądrości nie sposób zmanipulować. Poczuć tą nieskończoną Otwartość w tej właśnie chwili, które zupełnie bez wysiłku życzyć wszystkiego najlepszego wszystkiemu i wszystkim, to odnaleźć coś najbardziej naturalnego na świecie. To nasz prawdziwy stan Istnienia. Poczucie, że prawdziwe szczęście jest poza warunkami, poza wysiłkiem – całe szaleństwo, jest brakiem świadomości w ruchu umysłu, zagubieniem – utratą wrodzonego Spokoju. Ten Spokój nie potrzebuje religijnych opartych na dogmatach transakcji, rygorystycznych treningów, egotycznej żarliwości w najprawdziwszych prawdach – objawia się czystą niezafałszowaną Troską, która przestaje ograniczać kogokolwiek i cokolwiek – przestaje walczyć.

To koniec wojny.

Pokój.

 

Zwykły wpis