Ponieważ mój sposób ukazywania się współpowstaje wraz z okolicznościami, w których uczestniczę, to, co uważam za „ja” i „siebie”, ulega nieustannej zmianie. „Ja” to idea, koncepcja. Koncepcję są lepkie. Przyklejają się jedna do drugiej. Wiemy o ty dzięki językowi i jego przepływowi w formie opowieści. Opowiadamy historie o tym, co się dzieje, mówimy o czymś. Tak naprawdę powołujemy w ten sposób do istnienia „jakieś rzeczy”. Wydają się istnieć, ponieważ w nie wierzymy. Bez „jakiejś rzeczy” język straciłby zatrudnienie. Zadaniem języka jest pośredniczenie i reprezentowanie świata rzeczy. Lecz mądrość pustki i transcendentne rozpoznanie jest niewyrażalne. Aby rozwinąć pewne zrozumienie, musimy mówić i słuchać, ale to konceptualne zrozumienie jest jak rusztowanie. Możesz użyć rusztowania, by wznieść budynek, ale możesz go też użyć, by go rozebrać.
James Low „Mądrość Pustki” / Tłum. Jan Szlagowski
JESIEŃ I EMOCJE
MARCIN PINIAK
Jesień to czas kiedy żywiołowa energia Yang zaczyna słabnąć i zaczyna się wzrost bardziej pasywnej i zorientowanej wewnętrznie energii Yin. To ruch do wnętrza co uzmysławia nam pogoda i zmiany w naturze. W pierwotnych szamanizmie chińskim ten ruch reprezentuje Biały Tygrys, który jest związany z cnotą i moralnością. Dotyczy to także studiowania i przyswajania wiedzy na wzór całej natury, która kieruje się do wewnątrz i magazynuje siłę witalną głęboko kierując ją do nasion i korzeni.
W holistycznym systemie tradycyjnej medycyny chińskiej jak i w wielu starożytnych tradycjach duchowych świadomość – przestrzeń jest tym co stanowi podstawę istnienia. Nie tylko jako jej indywidualne centrum wskazuje się serce – ducha shen, a całe ciało, a głównie systemy narządów powiązane ze sobą w cyklu wzajemnych relacji. W tak kompleksowym systemie medycznym zdrowie rozumiane jest zarówno na poziomie fizycznym, emocjonalnym jak i duchowym – dlatego pojęcie harmonii czy równowagi ma tutaj tak fundamentalne znaczenie. Równowaga dwóch prymarnych energii YIN i YANG pozwala na manifestację pozytywnych właściwości i rozwoju na drodze ewolucyjnej interakcji z Kosmosem jako odzwierciedleniem naturalnego porządku. Kluczowe znaczenie dla rozwoju ma zatem zrozumienie własnego istnienia na wielu wzajemnie współzależnych poziomach. Zaburzenie naturalnej równowagi prowadzi do choroby.
Kiedy uczciwie przyjrzymy się rzeczywistości w jakiej żyjemy zrozumiemy, że nasza kondycja jest uzależniona jest zarówno od warunków zewnętrznych jak i wewnętrznych, co stawia przed nami nie lada wyzwanie, bowiem już dawno zaburzyliśmy równowagę biologiczną i w coraz większym stopniu będziemy się konfrontować ze skutkami tej sytuacji w postaci zmian klimatycznych, zanieczyszczeń, wymierania gatunków i postępującej degradacji środowiska naturalnego. Jedyna naprawdę skuteczna metoda pracy z tymi okolicznościami jest związana z naszym indywidualnym życiem tu i teraz w tym wymiarze realnych i dość skomplikowanych problemów i wiąże się z koniecznością zmian i przewartościowania dotychczasowej „ekonomii wzrostu” jako skrajnie szkodliwego materialistycznego paradygmatu jaki ukryty jest za każdym mechanizmem współczesnej cywilizacji i ludzkich postaw jakie wyprodukowała.
Podstawą naszego życia jest oddech i z punktu widzenia tradycyjnej medycyny chińskiej stanowi on jeden z trzech korzeni energii QI – pozostałe to nasza dziedziczona kondycja po przodkach i energia pozyskiwana z pokarmu. Zadbanie o środowisko w jakim żyjemy w takim samym stopniu jak o własne ciało i ducha jest konieczne by rozwój naszej świadomości mógł toczyć się dalej, bowiem tak naprawdę taki w moim przekonaniu jest sens istnienia. Degenerowanie swojego potencjału jest największą tragedią ludzkości. Energia i kreatywność jaką dysponujemy jest w stanie uzdrowić nas samych i życie wokół nas jednak wymaga od nas odpowiedzialności i empatii wykraczającej poza nasze jednostkowe i ludzko kolektywne ego, a to wymaga treningu, dyscypliny i wytrwałości. Mądrość naszych przodków w postaci tysięcy nauk i wskazówek wielu tradycji świeckich i duchowych to nieprzebrana skarbnica i źródło z którego wciąż można czerpać.
Jesień to czas kiedy żywiołowa energia Yang zaczyna słabnąć i zaczyna się wzrost bardziej pasywnej i zorientowanej wewnętrznie energii Yin. To ruch do wnętrza co uzmysławia nam pogoda i zmiany w naturze. W pierwotnych szamanizmie chińskim ten ruch reprezentuje Biały Tygrys, który jest związany z cnotą i moralnością. Dotyczy to także studiowania i przyswajania wiedzy na wzór całej natury, która kieruje się do wewnątrz i magazynuje siłę witalną głęboko kierując ją do nasion i korzeni. Reprezentuje to dojrzałość naszego życia, mądrość wynikającą z doświadczenia. Niezwykle istotne jest praca z emocjami, bowiem oddziaływają one bezpośrednio również na nasz organizm wpływając na osłabienie organów wewnętrznych i cyrkulację energii Qi. I tak podczas jesiennego okresu może nam doskwierać żal, obawy, poczucie ociężenia, stany depresyjne i smutek. Antidotum to praktykowanie współczucia i troski, oraz zaufanie do dobrotliwej natury nas samych, która jest pogodna i wspierająca przysłonięta przez nadmierne obawy i natłok skoncentrowanych na sobie i swoim stanie myśli.
Nadmierny smutek niszczy płuca, które zamieszkuje duch „Po”, który jest energią najbardziej związaną z naszym fizycznym ciałem zwierzęcym aspektem obecnym w naszym wnętrzu. To duch (aspekt świadomości) umierający wraz z naszym biologicznym ciałem odpowiadający za odruchy bezwarunkowe. To aspekt struktury – danego czasu, miejsca i przestrzeni posiadający zdolność do zakotwiczenia w tu i teraz z ogromną rolą instynktu i woli przetrwania. Ludzie, którzy mają ten aspekt dominujący są bardzo osadzeni pragmatyczni i „ziemscy” myślący do przodu w kategoriach zapewnienia sobie optymalnych warunków. Mają dużą determinację i siłę przebicia. Żyją pełną piersią, jednak jest w tym dużo automatyzmu i egotyzmu.
Osłabione „Po” to brak odporności, pewności siebie i woli walki, to ludzie wycofani o słabej kondycji często pogrążeni w rozpamiętywaniu przeszłości, dlatego jesień często jest depresyjna dla ludzi wrażliwych i emocjonalnych. Receptą jest przebywanie w naturze podobnie jak praca z ziemią i żywiołami, poświęcanie czasu i uwagi na praktyczne zajęcia jak gotowanie smacznych rozgrzewających posiłków jest doskonałym lekarstwem na jesienną chandrę.
Moc jest głęboko ukryta. Jej naturą jest Jasność – Blask, który potrafi przetransformować każdy negatywizm w Mądrość. Jak pisał Antoine de Saint-Exupéry: „Dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.” Kiedy rozpoznajesz naturę tej uwarunkowanej rzeczywistości i jej dewolucyjną – anihilacyjną dynamikę, której nie sposób już powstrzymać zaczynasz „iść pod prąd”, tego czym ten świat żyje i w czym się pogrąża. Nazwane jest to wejściem w strumień. To wymaga nagromadzenia Mądrości, która jest twoim pulpitem nawigacyjnym i zarazem kompasem. To wyznacza kierunek i stanowi niewyczerpane źródło inspiracji oraz ochrony. Sztuką jest zagłębić się w oceanie absurdu, by szukać w nim głębokich transformujących prawd i nauk, ponieważ „negatywizm” jest nawozem wglądu i wiedzy, błotem z którego wyrastają piękne kwiaty i co najważniejsze znika lęk. Nazwane jest to nieustraszonością Sotera. Mieć odwagę myśleć, czuć i mówić swoim sercem jest najwyższym aktem szczodrości – pierwszą paramitą.
Analog jest zarazem starożytną wiedzą duchową – czymś co nigdy nie traci na aktualności, ponieważ wskazuje prawdę o naszym stanie i naszej kondycji odwiecznego uwarunkowania przez formę, przez odczucie, przez percepcję, przez koncepcję – umysł / świadomość. Jednak wszystko to w swojej esencji jest puste i pozbawione rzeczywistej podstawy. Materialistyczna nauka dochodzi do tego samego punktu, co wglądy prawdziwych duchowych mistrzów – jednak tego nie doświadcza jedynie opisuje, a jak wiemy mapa to nie terytorium. Urzeczywistnienie tego wyzwala nas z lgnięcia i uwarunkowania przez Formę i to jest nazwane Pierwotną Anarchią – Wolnością od Destrukcyjnych Programów. Konsekwencją tego wglądu jest specyficzny rodzaj samotności. To jest moment Jasności. Tak zwane Pierwsze Przebicie przez zasłonę ułudy. Wówczas widzimy, że nie może być i nigdy nie było boga – kontrolera w absolutnym sensie – dlatego wyzwolenie jest możliwe i zależy wyłącznie od nas. Rolą Sotera jest wyzwalać z warunku i ukazywać przebłyski innego świata i innej rzeczywistości. Zagłębić się jednak nie utonąć. Odnaleźć swój własny autentyczny język i sposób przekazu którego zadaniem jest hakowanie samsarycznego algorytmu Maszyny – Koła. Nazwane jest to Prawdą Względną i Prawdą Natury.
Prawda względna – prawda Maszyny. Coraz bardziej zagmatwany i chaotyczny misz – masz skonfigurowany podług chwilowych impulsywnych trendów i wzorców, których rolą jest bezustanna eksploatacja i dominacja – przytłoczenie. Zaszczuwanie ludzkich zwierząt – niewolników do zagród materializmu i drenowanie z energii i zasobów poprzez psychopatyczno – narcystycznych szakali. Populistyczny rzyg w dominium głupoty. Sadystyczni imbecyle w garniturach na wiecach i debatach w limuzynach i odrzutowcach. Władcy Much. Smak i zapach gówna – woń unosząca się dosłownie nad wszystkim co przepływa jak ściek przez Kabel – Babel. Wszystko staje się pozorem i odwołaniem do czegoś co już nie istnieje – jest tylko hasłem / sloganem. Martwym ciągiem liczb maszynowego języka komend, które poruszają sformatowane podług destrukcyjnych wzorców bezwolne apatyczne masy. Kiedy brak jest Jasności i Wglądu spoza powszechnej automatyzacji, kiedy brak jest prawdziwej refleksji, kiedy brak jest zdolności zatrzymania w mechanicznym spektaklu schematów i nałogów – sztuczna rzeczywistość żyje tobą i tobą tańczy jak kukłą. Za sznurki pociąga głupota i ignorancja, kompulsja i pożądliwość, strach i nadzieja. Za łańcuchy pociąga Mara – Pan Złudzeń i Yama – Władca Śmierci. W dybach doby noc po nocy i dzień po dniu, godzina za godziną w nędzy szukania absurdalnego spełnienia, które okazuje się krótkie jak splunięcie w nicość.
Mądrość jest prawdziwą Kapłanką.
Magiem jest skuteczna Metoda.
Poza konstruktem archetypu istnieje niezniszczalna esencja, która przybiera różne formy nawet takie którymi gardzisz – dlatego forma bywa zwiedzeniem bez Mądrości. Nie możesz rozpoznać jej prawdziwej funkcji. Kiedy przejawia się w tobie prawdziwa wolność rozpoznajesz, że nic do niczego nie należy i nic niczego nie określa w sposób absolutny, dlatego możesz hakować znaczenie i funkcję programów – zmieniać parametry własnej gry i postaci. Notorycznie wychodzisz z roli i łamiesz zasady tak zwanej społecznej deterministycznej fabuły, która tak naprawdę jest zaprogramowana i sztuczna. Stworzona przez demiurgów systemu ograniczeń; Czarnych Magów. Być w swojej prawdzie – to być samotnym. To w żaden sposób nie jest uniwersalne i powszechne. Kiedy jesteś prawdziwy nie możesz być popularny, bowiem nie ma w tobie nic atrakcyjnego dla mas ludzkich i ich kolektywnych programów. Nie rezonujesz z komorami echa i nie uczestniczych w masowych napięciach – podpięciach. Nie czujesz się częścią skłóconych plemion, ponieważ widzisz, że wszyscy jesteśmy uwarunkowani przez poglądy, przesądy, uprzedzenia i wyobrażenia. Szukasz istoty rzeczy. Esencji. Zdajesz sobie coraz bardziej sprawę, że to wszystko – cały ten spektakl – trwa bardzo, bardzo krótko i w pewnym sensie staje się obecnie coraz bardziej spektaklem szaleńców.
Dobre życie pozbawia nas złudzeń. Jednak daje coś w zamian. Daje zaufanie do siebie i swojej drogi, do schronienia w naszym sercu. Rodzi się w nas prawdziwa Pogoda Ducha i mamy coraz więcej momentów Jasności i Przebudzenia. Doświadczamy wzruszenia nad światem nad losem istot, nad wciąż obecnym pięknem. Kiedy patrzysz na to wszystko z dystansem i akceptacją widzisz coraz więcej dobrych i wartościowych rzeczy o które warto się troszczyć. Stajesz się istotą czułą i cenisz delikatność, która musi tak bardzo się chronić przed okrucieństwem i głupotą. Dobro i wrażliwość zostały w tym świecie zaszczute przez panoszący się agresywny strach udający autorytet. Skorumpowana władza mrocznego królestwa pozoru siły i panowania, która musi upaść.
To jest nieuniknione.
Kiedy Dobro jest Obecne w twoim sercu – wówczas prowadzi cię przez tą ciemną dolinę do Światła i Miłości która kocha wszystko bez wyjątku i oddycha wdzięcznością. Łaska jest tym właśnie stanem wdzięczności za każdy oddech i każde doświadczenie, które otwiera nasze serce i daje nadzieję. Tak naprawdę Duch nigdy nas nie opuszcza kiedy jest w nas Żywa Wiara. Kiedy jest w nas Wrażliwość. Jednak takie doświadczenia wynikają z nagromadzenia pozytywnych wrażeń i kumulacji dobrej karmy. Dlatego mamy ich coraz mniej. Dlatego ważne jest, aby rozwijać miłującą dobroć i wyrażać dobre życzenia. Cieszyć się kiedy komuś dopisuje szczęście i współczuć tym którzy w swoim zagubieniu i ignorancji krzywdzą i niosą cierpienie sobie i innym. Być po stronie Jasności to życzyć Dobra wszystkim wszędzie bez najmniejszego rozróżnienia „kto na to zasługuje”. Zło tego świata wynika z braku rozpoznania pustości zjawisk i braku ja. Nawyk wiary w trwale istniejący byt rodzi z siebie „ja, mnie, moje”, którego mechanizmem sterującym jest strach przed śmiercią i bezustanne pragnienie szczęścia czasem „za wszelką cenę”. Miłość „romantyczna” ukazuje nam swoje drugie oblicze nienawiści, kiedy ktoś nas krzywdzi, albo nie daje tego czego chcemy. Dlatego nauka o nietrwałości jest najlepszym antidotum na lgnięcie i przywiązanie. To lekarstwo na szaleństwo tego świata.
Ludzkość jest dziś jak śniący na jawie, uwięziony między fantazjami snu a chaosem prawdziwego świata. Umysł szuka, ale nie może znaleźć dokładnego miejsca i godziny. stworzyliśmy cywilizację Gwiezdnych Wojen, z emocjami z epoki kamienia łupanego, średniowiecznymi instytucjami i boską technologią. miotamy się. Jesteśmy strasznie zdezorientowani samym faktem naszego istnienia i stanowimy zagrożenie dla siebie i reszty życia.
Edward Osborne Wilson – amerykański biolog i zoolog, znany głównie ze swoich badań nad entomologią, ewolucją oraz socjobiologią.
Jasność jest Przytomnością w tym jaka jest prawdziwa kondycja świata w jakim żyjemy. W Księdze Przemian jest mowa o zanurzeniu w smutku, to uczucie musi być w nas obecne, kiedy w sposób świadomy jesteśmy tutaj w tym – co się z tym światem dzieje i co w tej post – rzeczywistości dominuje jako wzorce. To oznacza, że bez złudzeń postrzegamy kierunek istot ludzkich do samo – zatracenia i upadku. Rozumiemy, że jest to doświadczenie, które wynika z nagromadzeń negatywizmu i materialistycznej ideologii, która stała się meta – wirusem Mózgogłowia. Brak prawdziwej i zdrowej duchowości opartej na ścieżce mądrości i miłości, na zaufaniu, że w życiu ludzkim jest jakiś prawdziwy transcendentalny cel, czyni z nas materialistyczne Portale Organiczne. To jest klonowanie Automatonów, które pożerają ten świat w amoku szukania chwilowego zaspokojenia. Dekadencki bal na titanicu, moralny rozkład podczas epickiej katastrofy na którą sami się skazaliśmy i do której sami doprowadziliśmy. Wynik końcowy – wyjebongo.
Ludy tubylcze od dawna wiedzą, że zbliża się upadek ludzkiego społeczeństwa, wywołany załamaniem równowagi w przyrodzie. Wiemy to, ponieważ czujemy naszą Matkę Ziemię, ponieważ wiemy, jak słuchać, kiedy do nas mówi. Na przykład nasi mądrzy bracia Kogi od wielu lat wysyłają światu wiadomości, ogłaszając pilną potrzebę zmiany destrukcyjnych aspektów współczesnego świata. Zmiana lub całkowity upadek wydają się być alternatywami, które mamy dzisiaj.
Arkan Lushwala
Jasność to odwieczna wiedza – Dharma, która wciąż jest w tym wymiarze dostępna. Jej części są obecne w każdej tradycji. To Żródło, które w tych czasach może być Światłem i Przewodnikiem. Wiedza jest drogą do naszego Wyzwolenia, a Wyzwolenie jest celem ludzkiej egzystencji. Promil istnień ludzkich zmierza w tę stronę. Kluczem jest Intencja, aby się wyzwolić z uwarunkowanego stanu pełnego cierpienia i zamętu. Odnaleźć i zaufać Duchowi i Żywej Nieskończonej Inteligencji. „Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce” (Ewangelia wg św. Mateusza 13, 43). Oddanie i ufność Bogu. Słowo „Bóg” nie oddaje tego co przekracza wszystkie słowa. Kiedy rodzi się w nas prawdziwe zaufanie do tego, że Duch jest w stanie nas Prowadzić wychodzimy poza struktury i automatyzmy Ego – Mózgogłowia. Transformujemy fundamentalny program Lęku na którym operuje Maszyna. Nazwane jest to odnalezieniem Boskiej Obecności. Maszyna jest zaprogramowanym Kołem Samsary – bezustannym cierpieniem wynikającym z fundamentalnych trzech korzeni: Ignorancji, Pożądaniu i Niechęci. Nasz umysł i aktywność mentalna nie jest w stanie tego zatrzymać. Musimy przekroczyć umysł oddać się czemuś większemu – Bogu, który reprezentuje Wolność i Nieskończoną Twórczość. To w nim jest Prawdziwe Życie i Moc. Ścieżka do niego wiedzie przez nasze serce.
Jedynym ratunkiem dla człowieka jest powrót wartości i perspektywy prawdziwie duchowej. Pokora, miłująca dobroć, życzliwość i zdrowa wynikająca z wiedzy moralność mogą na powrót przekierować nas na Dobrą Drogę. Pogubiliśmy się i błądzimy w Mroku Negatywizmu próbując znaleźć chwilowe ulotne egoistyczne szczęście za cenę późniejszego i nieuniknionego cierpienia. I negatywnych skutków naszych pozbawionych mądrości i współczucia działań mamy coraz więcej. Ukazuje to stan naszej planety i nasza własna kondycja fizyczna i psychiczna. Jesteśmy chorzy i to choroba w coraz większym stopniu określa parametry naszego funkcjonowania. Zaburzenie i dysfunkcja jest już obowiązkowym wzorcem do którego musimy się dopasować. Równamy w dół. Zaburzeni i pogubieni ludzie stają się celebrytami i „bohaterami” kultury masowej. Treści takie jak to są poza obszarem zainteresowania masy ludzkiej, która chce taniej rozrywki i używki, chce się taplać w gnojowisku. Poczytna opowieść musi być mroczna i brutalna. Najlepiej sprzedaje się to, co niczemu i nikomu nie służy – jedynie sobie. „Oświeceni” hedoniści stają się tymi którzy animują i dystrybuują współczesną „duchowość” w gunie radżasu i tamasu za duże pieniądze i żyją z ludzkiej głupoty, desperacji i naiwności. Nazywam takich ludzi Czarnymi Magami i ciężko wyobrazić sobie negatywne skutki karmiczne jakie do nich przyjdą kiedy zrzuci ich już rwąca fala ignorancji.
Jasność nie jest życiem na świeczniku, nie jest oślepiającym i przyciągającym uwagę „pięknem”. Jasność jest ukryta i niepozorna w dominacji negatywizmu. Jasność musi się chronić, ponieważ ten chaotyczny świat pozoru chce ją unicestwić ponieważ oświetla jego prawdziwą mroczną twarz. Kiedy starasz się żyć w zgodzie z Dharmą jesteś coraz mniej zainteresowany tym, aby w tej zautomatyzowanej post – rzeczywistości pozoru coś znaczyć i być kimś, ponieważ to oznacza kolaborację z Ignorancją. Oznacza destrukcyjny Układ. Kiedy kolektywne karmiczne wzorce negatywizmu kogoś promują wówczas musi on je wzmacniać i popularyzować. Wtedy ten świat o nim mówi, wtedy dostaje cały ten lepki i pozorny splendor i chwilową karierę po której przychodzi jedynie ból i cierpienie, ponieważ w istocie jest to monetyzowanie choroby.
Bez nauk Wed, które są nauką ścisłą, nie zauważymy subtelności umysłu i jego trików, które w przebiegły sposób odciągają nas od poprawnego działania i zauważenia pułapki fałszywego ego, które pragnie zysków w materii, choćby pod subtelną postacią pochwały i docenienia. Prawdziwym celem odwiązania od rezultatów działania jest poddanie się przewodnictwu Wyższej Sile i chęć działania dla Jej przyjemności. Etap pośredni, jakim jest zrozumienie, że nie jesteśmy wykonawcami swoich czynności, służy tylko przygotowaniu się do tego poziomu. Samo wyrzeczenie, asceza, nie są nawet możliwe dla współczesnego człowieka jako praktyczny styl życia i nie są konieczne.
Odwiązanie się od rezultatów działania i dobre karmiczne działanie są i tak tylko wstępem do wyższego celu, więc istotne jest zrozumienie – co jest głównym celem karmy? A głównym celem są działania, które wykasowują wszystkie nasze owoce karmy – i te dobre, i te złe. Nie oznacza to oczywiście, że działając w ten sposób, pozbawiamy się w widoczny sposób wszelkich rezultatów działania, co w konsekwencji by mogło oznaczać, że pozostajemy z niczym. Chęć stania się tylko instrumentem w rękach Najwyższej Siły, która jest nam bardzo życzliwa, daje nam możliwość działania coraz lepiej dla korzyści swojej i innych. Jednocześnie uwalnia nas emocjonalnie od materii i związuje z wyższym duchowym celem.
Ida Smela, Karma. Twój klucz do sukcesu
W czasie panowania Czarnych Magów – Ludzie Światła (Wiedzy) raczej nie rzucają się w oczy i w ten sposób chronią Wiedzę. Ich rolą jest zachować Przekaz, a tym samym nie rzucać pereł przed wieprze, ponieważ nic tak nie niszczy Nauk jak brak szacunku ze strony ludzi, którzy używają ich jedynie w egoistycznym celu. Większość duchowych „guru” w obecnej epoce jest właśnie takich. Dlatego wymaga ogromnej Mądrości zdolność rozpoznania autentycznego Mistrza i Nauk. Jest to obecnie wyjątkowo trudne, ponieważ siła Ignorancji rośnie z dnia na dzień. Możemy to widzieć coraz wyraźniej od polityków, po religię i kulturę. Dlatego kiedy dostaliśmy przekaz Autentycznej Dharmy naprawdę warto go chronić i otoczyć miłością i szacunkiem, ponieważ wraz z nim mamy szansę na Wyzwolenie.
W „Analogu” dzień jak codzień. Robota na kuchni to nie jest biurowa lanserka (gadki szmatki o niczym dla nikogo podlewane kawą w ekspresu i urozmaicone mentolowym papieroskiem z psiapsiułką co obrobi ci dupsko za pierwszym zakrętem). To czysty metafizyczny zapierdol. Nie ma jazgotu telefonów i tych debilnych dzwonków i powiadomień z fejsa, insta i tik toka. Nie ma wi – fi, hi – fi i hi – tech, bo to wszystko skończy się jak w czarnym lustrze, albo jeszcze „lepiej”. Na drzwiach przed wejściem do knajpy wisi informacja, że nie wejdziesz, nie zjesz i nie popierdzisz w barowy stołek, póki nie wyłączysz swojego zasranego smartfona. Ten nowy, co przyszedł, nie może tego pojąć. Ma problem kiedy z bólem dupy wygasza swojego samsunga. Nie rozumie złotej zasady. Jego komóra leży teraz jak trup na dnie drewnianego pudła po bengalskiej herbacie. Może mieć ze dwadzieścia trzy lata, może ciut więcej. To jego dzień próbny. Na zmianie jest John na którego wołają Flapjack i przyjechał do Łodzi z Detroit w stanie Michigan dobre kilka lat temu. To potomek jednego z łódzkich baronów bawełnianych, pradziada Melchiora, który sprawił, że John odziedziczył całą kamienicę przy Placu Wolności w której właśnie dzieje się cała ta akcja lub jak to się teraz mówi Projekt. John jest (jak przystało na Amerykanina) dość dogłębnie wyluzowany, ma ten flow umysłu i kończyn, który dla przeciętnego często sztywniutkiego zalogowanego w aplikacji „polska” homo poles sapiens sapiens jest poza zasięgiem możliwości, bo ma genetyczny smutno katolicko – ofiarniczy wszczep w łańcuch DNA i w gruncie rzeczy boi się sam siebie dlatego z taką namiętnością nienawidzi wszystkiego co inne.
Młody Nikodem vel Ultras został tu przysłany w wyniku bliżej nie znanych Johnowi okoliczności za sprawą Pirata i Prepersa. Miał na sobie jubileuszową koszulkę ulubionego piłkarza (zawsze ją zakłada na specjalne okazje) napastnika ukochanej drużyny jednego z dwóch łódzkich klubów piłkarskich, których kibole notorycznie robią z tego miasta Bejrut z lat osiemdziesiątych. Pałki, noże, kastety, teleskopówki, bagnety, siekiery, łańcuchy, nawet maczety, ze sprzętem, bez sprzętu – zawsze wierni. Religia to religia, żartów nie ma, co najwyżej wpierdol. Jeden legendarny wojownik o ksywie „Jebać psy” nafukany spidem i ruskim winem musującym uprowadził kiedyś tramwaj i został najbardziej znanym motorniczym w historii miasta. O sprawie było głośno w łódzkiej prasie. Trasa była krótka, bo dojechały go suki na sygnałach, było radosne pałowanie i migdalenie chodnika na wysokości ówczesnego kina Kapitol. I tak „Jebać psy” został żywą legendą, którą kiedyś Nikodem miał nadzieję przekazać swoim dzieciom przed pierwszym wejściem na stadion.
-Jak ty bro masz na name? – rzucił John.
-Że co kurwa?! – odpowiedział mało pogodnie Nikodem vel Ultras.
– No imię twoje ty jakie have?
-???!!!
No dobrze, rozmowa się nie kleiła i młodzieniec patrzył małymi cwanymi szparkami zdziwiony i rozbawiony na pierwszego spotkanego w swoim krótkim i burzliwym życiu jankesa, który w swojej head próbował poskładać polsko – amerykańskie myśli w sensowny komunikat z mizernym jak widzimy skutkiem. Myślał, myślał i wymyślił, że zawoła z zaplecza kogoś do pomocy, a tym kimś okazała się Aniela – dość zjawiskowa młoda pankówa weganka w fazie neoficko – radykalnej jak to zazwyczaj ma miejsce kiedy gówniarze myślą, że jak zmieniają poglądy i style życia to zaraz cały świat ma paść u ich stóp. Aniela nie mogła uwierzyć w to co widzi, bo stał przed nią jakiś kurwa kibol o typowo tępym ryju i poliestrowych dresikach z lampasami.
-Endżela ty ask ten ziom jakie ma name i explain to him, że ja jestem chef na jego trial day – powiedział do Anieli John.
-On się pyta, i jakbyś nie wiedział jest Amerykaninem, jak masz na imię? Co chyba nie trudno załapać! -Chyba, że jest się debilem tak jak ty – wywarczała do Nikodema Aniela.
-Mam na imię Nikodem i nie jestem debilem.
Aniela nie uwierzyła Nikodemowi, że nie jest debilem, ale uwierzyła, że jest Nikodemem i powiedziała Johnowi, że Nikodem jest Nikodemem. John entuzjastycznie powtórzył:
-Nick ooo…damn, how cool is this. Nick będzie twój Nick. Fantastycznie! how are you doing Nick?! Ja jestem so glad you came here. – Flapjack pokazał vel Ultrasowi ten happy smile.
Sejsmiczne filologiczne rozjebanie mózgu, szkoła angielskiego metodą mindfuck’u. Jeszcze raz witamy w „Analogu” welcome to the adventure! Odłącz kabel! Zdejmij knebel! Żyj!
Coś tutaj było inaczej niż wszędzie gdzie Nikodem kiedykolwiek był. Świat z innego świata ukryty za drzwiami z neonem pulsującego serca. Jego twardy dysk Ducha ulegał defragmentacji, tworząc nowe partycje. Nowy kod nadpisywał ten stary okrutny program samozniszczenia i działo się to poza udziałem, poza kontrolą zmechanizowanej sztucznej świadomości, która była jak zwierze zamknięte w klatce pełne strachu i agresji. Wszystko odbywało się coraz szybciej, bo czasu było coraz mniej. Świat umierał pozbawiony wyobraźni i czucia. Zaszczuty przez najniższe instynkty gadziego obwodu Mózgogłowia.
Nikodem był produktem, towarem tego konającego świata, podobnie jak to miasto. Pandemonium, cały ten zaplanowany do najdrobniejszego szczegółu spektakl Czarnych Magów ich bezwzględne warunkujące Klątwy zaklinające od stuleci ludzkie umysły w Zamkniętym Obiegu Warunku. Masowa kolektywna karma niewolników żerujących na własnych słabościach i samopotępieniu skazanych na ciągłe odradzanie się w tej samej dusznej matrycy bez końca powtarzanych wzorców.
Świat zaprogramowanego mięsa, które samo siebie pożera i rodzi. Byle przetrwać. Jeżeli widzisz TO jasno i wyraźnie jesteś tutaj z nami, wrodziłeś się w ten wymiar by pomóc temu światu, złamać klątwy, otworzyć Przejścia. Wybudzać z Hipnozy. Jesteś Magiem. To co robimy musimy uczynić żywym, wypełnić Mocą i nadać kierunek. Po TO tu jesteśmy. Wykorzystać swój Dar, tą jedyną w swoim rodzaju zdolność, która nie jest w żaden sposób zapożyczona, wyuczona czy zaprogramowana przez ten kwadratowy system. Dar jest jak meteoryt spadający z gwiazd wypełniony tajemnicą, którą tylko ty możesz odgadnąć kiedy nadchodzi czas. Ten czas jest teraz.
Teraz.
System operacyjny Mózgogłowia to zero – jedynkowy świat ograniczeń zimnego wykalkulowanego pragmatyzmu nakazujący ciągłą walkę, która nigdy nie może się skończyć. Tak zaprogramowane istnienie wciąż się rodzi i umiera i czyni to zupełnie nieświadomie. Jest ślepym losem – programem. Zniewoleniem.
Nikodem nie wiedział jeszcze, ale TO wiedziało przebijając się przez te wszystkie zapory i zasieki, pole bitewne substancji szarej, łamiąc pieczęć prastarej wiedzy ukrytej głęboko poza sztuczną wyhodowaną osobowością klatki – ofiary w której zamknięto czyste światło świadomości, która teraz się budziła w sposób radykalny i nieunikniony. To był ten czas, kiedy nadchodziła realna szansa odrodzenia się ludzkiego ducha na niespotykaną dotąd skalę, łamiąc klątwę uległości. Dlatego chcieli to zaszczuć, wykarmić ekstremalnym strachem, przerażeniem – rzucić was na kolana, sprowadzić do parteru. Zniwelować do nędzy skomlejących zwierząt błagających o jałmużnę za cenę życia. Jednak takie życie nie jest życiem. To smutny rozrywający serce los niewolnika, który został zaprogramowany by chodzić w koło, w koło, w koło. Takie życie kończy się nieopisywalnym bólem wstydu i pogardy wobec samego siebie. Taki los jest Piekłem.
W jego sercu przebudziło się „coś” co było tam od zawsze i jest na zawsze. „Coś” co nie zna lęku. Nie możecie tego karmić swoim zmodyfikowanym pokarmem strachu i przerażenia w tej wielkiej nieskończonej restauracji śmierci i zniszczenia, której menu składa się z Ducha, którego mordowaliście na niezliczone sposoby przez całe tysiąclecia – by nas karmić Upadkiem. W koło, w koło, w koło. Ten „świat” został zdominowany i zawładnięty przez Mrok, który uczynił z istot czujących jedynie pokarm, a je same uczynił bestiami, które bez ustanku pożerają się wzajemnie w nieskończonym Cyklu Warunku.
Jednak kiedy przestajesz już się bać śmierci i rodzi się w tobie opór, którego nie sposób złamać, bo nie wynika z twojej chwiejnej i wylęknionej osobowości, nie jest częścią napisanego przez psychopatów scenariusza, jest w istocie tym co sięga samego rdzenia tego co nie ma początku i nie ma końca, wówczas te detektory pogardy nie mogą cię wyczuć. Znikasz.
Wtedy możesz rozpoznać, że wszyscy mieszkają w kulach. Te kule to interaktywne symulacje. Zmechanizowane cybernetyczne więzienie gdzie odżywiamy się zawartością naszych umysłów, ciał i jakością naszej energii. Odżywiamy sami siebie tym co w nas jest. Dlatego póki szukasz winnych swojego stanu będziesz bez końca żył w tej kuli, w tym więzieniu samego siebie, wyjąc i ujadając w nicość. Stajesz się tkanką Mroku. Bezwolną biologią. Ciałem które jest skazane na agonię i zapomnienie, bo wszystko w czym pokładasz nadzieję w tak beznadziejnym Układzie okaże się Kłamstwem. Niczym ponad to. Musisz ujrzeć Konstrukt. Rozpoznać Klątwę. Być świadomym Programu. W istocie chodzi o Rozpoznanie Siebie poza Konstruktem, poza Schematem, poza Warunkiem.
Czym się żywisz ? Co pożerasz ? Z jakim skutkiem ?
Czy znasz miejsce gdzie jest prawdziwy spokój i miłość ?
Potrafisz tak żyć ?
W tobie istnieje już teraz potencjał Nowego Świata. Prawdziwy Pokarm, który uzdrawia i wyzwala.
PIĘĆ PRZEMIAN TO BARDZO STARA I WIELOWYMIAROWA WIEDZA, KTÓRA SWOJE ŹRÓDŁA MA W HOLISTYCZNEJ WIEDZY I CO WAŻNE PRAKTYCE DAWNYCH CHIŃSKICH MISTRZÓW, KTÓRYCH MĄDROŚĆ NIE BYŁA „INTELEKTUALNYM PRZYSWOJENIEM DANYCH” – JAK TO MA ZAZWYCZAJ MIEJSCE OBECNIE – A RACZEJ DOGŁĘBNĄ PRAGMATYCZNĄ WIEDZĄ WYWODZĄCĄ SIĘ Z OBSERWACJI WSPÓŁZALEŻNOŚCI LUDZKIEGO CIAŁA I UMYSŁU, PROCESÓW KOSMOLOGICZNYCH, RYTMU NATURY I ŚWIADOMOŚCI NIESKOŃCZONYCH PROCESÓW PRZEMIAN I ODDZIAŁYWANIA.
Uważam, że jest to najbardziej komplementarna wiedza dotycząca dietetyki, zdrowia i co najważniejsze ukazująca człowieka jako jeden z elementów procesu ewolucji w ogromnej sieci przyczyn i skutków. Nasza zachodnia cywilizacja w dużej mierze popadła w pułapkę dualizmów i fragmentaryzacji świata, ciała, wiedzy i psychiki.
Nasza rzeczywistość wydaje się coraz bardziej dzielić i indywidualizować wypierając i zarazem ukrywając fakt, że wszystko jest współzależne i pozbawione tożsamości, a przypisana tożsamość jest jedynie intelektualną narracją, spekulacją umysłu. Sytuacja w jakiej się obecnie znaleźliśmy jako gatunek i cywilizacja odzwierciedla to w sposób zarazem szczery i brutalny. Fakty odnoszące się do skrajnie zindywidualizowanej i fragmentarycznej egzystencji człowieka znajdują odzwierciedlenie w jego stosunku do całej planety i zaburzenia jej ekosystemu. Nasz brak wiedzy o nas samych skutkuje brakiem szacunku do całego „życiowego procesu”, którego przecież jesteśmy jedynie częścią. Złudzenie „osobnego istnienia”, „niezależnej jednostki” czy wreszcie poczucie narcystycznej wyjątkowości stworzyło i ugruntowało pozycję człowieka – boga, demiurga rozkochanego w iluzji swojej domniemanej potęgi. Jest to skrajnie różna postawa i samoświadomość od tej, która towarzyszyła twórcom systemu pięciu przemian. Ich zintegrowana mapa wiedzy ukazywała człowieka jako odzwierciedlenie całej natury, a ewolucja jego świadomości – ciała była zarazem ewolucją całego otoczenia w jakim żył. Ich drogą była mądrość i troska, a rzeczywistość, natura i „pierwotny rytm” – wielkim nauczycielem. Pokora i szacunek wobec praw natury otwierały możliwości poznania i wiedzy, a owoc tego poznania bezapelacyjnie przetrwał zarówno próbę czasu jak i konfrontację ze współczesną opartą głównie na analizie i logice nauką.
RASA KUCHARZY
Doniosłym krokiem w wędrówce na ów szczyt było udomowienie ognia. Nie wiemy, kiedy, gdzie i jak do tego doszło. Wiemy natomiast, że około 300 tysięcy lat temu niektórzy ludzie posługiwali się ogniem w życiu codziennym. Zyskali w nim niezawodne źródło światła i ciepła oraz zabójczą broń przeciwko grożącym im lwom. Niedługo potem ludzie przeszli z defensywy do ofensywy i podjęli pierwszą działalność gospodarczą na masową skalę: planowe wypalanie lasów. Gdy tylko dogasał ogień, na tlące się zgliszcza wkraczali przedsiębiorcy epoki kamiennej, by pozbierać zwęglone zwierzęta, orzechy i bulwy. Po nich do gry wchodzili pierwsi inwestorzy zainteresowani zagospodarowywaniem i obrotem gruntami. Ściśle kontrolowany pożar buszu potrafił obrócić nieprzebyte jałowe gąszcze w obfitujące w zwierzynę bujne tereny trawiaste. Najlepszym zastosowaniem ognia było wszak gotowanie. Gotowanie otworzyło ludzkości dostęp do nowych działów supermarketu natury. Pokarmy, których ludzie nie potrafią trawić w ich naturalnej postaci – jak pszenica, ryż i ziemniaki – stały się w końcu podstawą naszego jadłospisu. Ogień nie tylko odmienił skład chemiczny pożywienia, ale także jego biologię. Gotowanie zabijało wszechobecne w jedzeniu zarazki i pasożyty. Daleko łatwiej przychodziło także ludziom żucie i trawienie dotychczasowych ulubionych pokarmów, takich jak owoce, orzechy, owady i padlina.
Yuval Noah Harari. „Sapiens. Od zwierząt do bogów”.
Obecnie współczesny człowiek w moim odczuciu coraz bardziej pozbawiony jest kontekstu w jakim żyje i zrozumienia jego roli i znaczenia. Odseparowanie i zindywidualizowanie jego egzystencji doprowadziło do poczucia alienacji i porażającego osamotnienia, mechanistyczne i jałowe teorie jakie sam w akcie desperacji spreparował nie mogą i nie mają szans na wypełnienie duchowej i emocjonalnej pustki jaką jest oddzielenie od samego żywego odwiecznego procesu życia. Popadliśmy w sztuczny moralizatorsko – przerażający apokaliptyczny ton wynikający z braku zrozumienia samych siebie. Nasza własna sytuacja mówi o nas o wiele więcej niż tysiące opracowań, raportów i mądrości, szukamy porady na zewnątrz, choć jedyną szansą jest nasza własna podróż w głąb nas samych. Prawdziwa wiedza jest doświadczeniem tej subtelnej i ukrytej wiedzy jaka jest częścią każdej czującej istoty i całego przejawienia – pierwotnych pięciu elementów.
ZIELEŃ – DREWNO
To dla mnie magiczna forma istnienia jaka miała miejsce w pierwotnych kulturach. To jedność ciała – umysłu. Odwieczne życie płodowe w łonie natury. Okres zbieractwa, korzystania z darów bez chęci przywłaszczenia. To czczenie potężnych sił żywiołów, to obcowanie z archetypami bogów w jednym tańcu życia. To łaska nieświadomości, kolektywny zbiorowy sen. To nagość i erotyzm natury wpleciony wpisany we wszystko, ciągła ekstaza nieświadomości, embrionalny stan upojenia i zaspokojenia. Rajski ogród pełen uciech, błogostan bogactw naturalnych. Wszystkiego w bród, życiodajne soki wypełniające każdą szczelinę istnienia. Umysł impulsu – reakcji, nieoddzielony, nieokreślony pozbawiony tendencji do samoidentyfikacji. Planeta – umysł, zielona, żywa eksplodująca pięknem, żywotnością. Niewinna nie znająca dobra i zła natura bogactwa. Mityczny złoty wiek. Beztroscy bogowie w Raju, smukła dłoń sięgająca po…
CZERWIEŃ – OGIEŃ
Ciało innej istoty. Zjadanie istnienia. Pożądanie. Lepszy i gorszy. Oceniający umysł. Mięso. Myśliwi. Ogień. Pieczeń. Stygnięcie formy, początki choroby. Skażenie raju – dualizm dobra i zła. Pierwsze prawa i nakazy. Wieża Babel gatunków, wielki podział. Strach. Ucieczka. Zwierzęcy umysł walki. Koniec magicznej iluzji raju. Śmiertelność. Kain człowiek zabija Abla zwierze. Mózg Bóg jest zadowolony. Serce krwawi. Upraszczając człowiek zabija i zjada inne istoty – degenerując sam siebie. Bóg mózg podzielił wszystko na dwa. Krew w rzeźni. Uprawa śmierci.
ŻÓŁĆ – ZIEMIA
Zaczyna się głód. Uprawa ziemi. Praca w pocie czoła. Osady. Wioski. Miasta. Państwa. Flagi. Wojny. Objuczone zwierzęta i ludzie. Niewolnicy. Surowce. Potęgi hańby. Niezaspokojenie.
BIEL – METAL
Krew ziemi. Ropa. Maszyny. Wahadła na pustyniach i morzach. Iluzja dobrobytu. Wysysanie.
CZERŃ – WODA
Płynna rzeczywistość. Wiek dezinformacji. Abstrakcja. Sztuczne ziarna i ciała. Transcendencja boga mózgu. Ostateczne oddzielenie. Potop. Otworzenie bramy przejścia.
Prawdopodobnie cykl ten nie ma końca i nie ma również początku.
Umysł poprzedza wszelkie myśli. Umysł jest ich zwierzchnikiem; umysł je kształtuje. Gdy ktoś mówi lub działa z nieczystym umysłem, cierpienie podąża w ślad za taką osobą niczym koła wozu za kopytami wołu.
Budda
DUCH POTĘŻNYCH WÓD
MARCIN PINIAK
Pirat miał Meta Sen. Meta sen jest komunikacją z Innymi Wymiarami w Nieskończoności – Wszechświecie Umysłów. To zindywidualizowany symboliczny język, który każdy Śniący rozwija wraz ze zdolnością Śnienia. Śnienie to przedsmak Wolności – przestrzeń pozbawiona granic i barier, gdzie możesz być absolutnie sobą i odkrywać kim jesteś poza Matrycą Postrzeczywistości w której żyjemy na tak zwanej „jawie”. Ta „rzeczywistość” jest Konstruktem Mrocznych Sił, zaprogramowaną przez Czarnych Magów Symulacją – Grą, w którą wcielamy się bez możliwości wyboru, ponieważ nie panujemy nad potencjałem własnej energii i wyobraźni, nie mamy zdolności modyfikowania wizji. Nie mamy Woli – Mocy. Brak nam Prawdziwej Wiary.
Prawdziwa Wiara przekracza Jałowe Pole Spekulacji – Dialektyczne Pole w którym toczy się Gra. Jest związana z naszą Prawdziwą Naturą, z Odwiecznym Potencjałem. Z Przeczuciem, które poprzedza narządy zmysłów i intelekt. Jest wrodzona i fundamentalna i przede wszystkim kieruje nas do Pierwotnej Istoty, która nigdy nie może być uwarunkowana przez Program – Symulację. Od samego początku jest Absolutną Wolnością. Czymś co w Uwarunkowaniu jest dla nas niepojęte i niemożliwe, czymś czego nie jesteśmy nawet świadomi, ponieważ Straciliśmy Kontakt – żyjemy na powierzchni Potężnych Wód sterowani przez negatywne i destrukcyjne zewnętrzne siły Władzy i Przemocy, których jesteśmy niewolnikami i sługami. Nie potrafimy rozpoznać prawdziwej natury tego w czym żyjemy i jak żyjemy, ponieważ nie mamy kontaktu z czymś co jest zdolne to przekraczać, z czymś z nie z tego zaprogramowanego świata, z tym czego nie można posiąść i zniewolić, z czymś co jest Pierwotną Wolnością, której nikt i nic nie może uwarunkować i dlatego jest Drogą i Prawdą.
Kiedy jesteś niewolnikiem twoim stanem istnienia jest Strach. Stanowi on główny komponent doświadczenia na tej zniewolonej planecie i jest tak powszechny, że na pewnym poziomie uwarunkowania przestajesz być tego świadomy. Nazwane jest to Dostrojeniem. Wówczas stajesz się kimś pozbawionym Woli – Mocy, kimś kto jest jedynie narzędziem Mrocznych Bogów. Nazwane jest to Upadkiem w Warunek. Ten warunek nas rodzi i wytwarza – jesteśmy jego produktami, stając się własnością Mrocznych Mocy, które zdominowały ten wymiar. Kiedy choć na chwilę zatrzymasz się w tym szaleństwie – ujrzysz TO. Dlatego cały ten system, który tym zarządza został skonstruowany w taki sposób być nigdy nie miał czasu i przede wszystkim siły, aby przestać być przez niego sterowanym i zarządzanym, ponieważ uznajesz jego cele za swoje cele, jesteś pozbawiony własnej świadomości i woli, a tym samym nie masz oparcia w swojej Pierwotnej Istocie, a zamiast tego polegasz na Sztucznym Konstrukcie tak zwanej osobowości, która jest Produktem Warunku. Jest Fikcją.
Żyjemy w nieudolnej kopii Pierwotnej Matrycy Światła. W cieniu. W odbiciu. W Królestwie Warunku – Malchut. W skondensowanej i zagęszczonej sennej marze wyśnionej przez nasze uśpione umysły, stworzonej przez wrodzoną zdolność kreacji i manifestacji. Upadek człowieka jest Zagęszczeniem. Jest agonią Ducha, który stracił pamięć i połączenie. Stracił zdolność Widzenia Wieloświatów i utracił naturalny potencjał Podróży ponieważ Umysł – Duch nie ma ograniczeń. Jednak została nam możliwość Śnienia.
Pirat prowadził drugie tajemne życie w Śnieniu, które przekazał mu Mistrz. Mistrzowie są tymi, którzy potrafią poruszać się pomiędzy wymiarami tego co realne i tego co nierealne, ponieważ rozpoznali Podstawę, która jest Pierwotnym Źródłem prawdy i iluzji, dobra i zła, snu i przebudzenia. Podstawa jest Źródłem Istnienia. Pierwotną Mocą. Jest Wszystkim i Niczym. Nigdy nie powstała i nigdy nie może umrzeć, ponieważ jest ponad istnieniem i nieistnieniem, ponad myślą i formą, materią i nicością. Jest Matką Wszechrzeczy z której wszystko bez wyjątku się rodzi. Z której przychodzimy i do której odchodzimy. Jest Bramą.
Mistrz nie ma jednej twarzy i jednej formy, tak naprawdę może być kim chce i robić co chce. Jest Absolutną Wolnością. Jest Prawdziwym Tobą. Naturą twojego Przebudzenia. Jest zawsze Obecny we wszystkich czasach i miejscach, we wszystkich inkarnacjach na nieskończonej ilości wymiarów i planet. Jest żywą Mądrością i Bezwarunkową Miłością, które są twoją Czystą Naturą, która nigdy nie podlega zniewoleniu i przez nic nie może zostać uwarunkowana. Problem polega na tym, że nie jesteś tego świadomy, ponieważ żyjesz w Mózgogłowiu, któremu wszystko to co zostało tu napisane wydaje się absurdalne i śmieszne, ponieważ jest kompletnie pozbawione Ufności, która jest czysta i ma naturę Dziecka.
Ten świat śmieje się z tego pogrążony w swojej rozpaczy. Ta „naiwność” jest obiektem drwiny. Mistrz nauczał Pirata o Drodze Dziecka, które wraca do Matki i kiedy kończy się ten sen na jawie i przychodzi moment „pomiędzy” potrafi ją rozpoznać i Wrócić do Domu. Matka jest pozbawioną granic Miłością i Mądrością.
Wszechwiedzą Wszechrzeczy. Jest Istnieniem.
Jest tym czego nigdy nie może pochłonąć Mrok, ponieważ jest Naturą Samoświadomości. Rozpoznaniem Rozpoznającego. Punktem Zero. Sercem każdej duchowej drogi, ścieżki i metody. Każdej inicjacji i ceremonii. Jest Matką i Ojcem, jest Dzieckiem i Duchem.
Duch Potężnych Wód. Głos. Słowo. Prawdziwe Znaczenie, które kiedy zostaje rozpoznane staje się Drogą. Pirat jest tym, który pływa po Oceanie Cierpienia i Iluzji szukając skarbów Prawdziwej Mądrości. Jest tym który wszedł w Strumień. Wyruszył. Rozpoznał Warunek Cierpienia i jego przyczynę, jego Serce zaufało, że istnieje jego Kres i Droga, która prowadzi do Wyzwolenia. Pirat jest poza prawem Mózgogłowia, poza jurysdykcją Programu jego flagą są symbole nietrwałości – czaszka i piszczele, pod którymi jest Wieczność Czwartego Czasu. Jest Podróżnikiem, którego zadaniem jest przebudzić Ducha w Materii. Nawiązać Połączenie. Przywrócić Kontakt. To jest jedyna Prawdziwa Praca. Jedyna „rzecz” którą warto tutaj robić, bowiem wszystko inne jest tylko odroczonym w czasie Wyrokiem.
Dlatego Mistrz nosi pomarańczowe szaty skazanego na śmierć. Dlatego Mistrz kiedy patrzy na twoją naiwność płacze, bowiem widzi on coś czego ty nie widzisz, czuje on coś czego ty jeszcze nie czujesz i wie, że wciąż śpisz majacząc o spełnieniu i szczęściu w Kole Zaprogramowanego Cierpienia. Te łzy są odwieczne i wciąż płyną na twarzach tych, którzy Czują Prawdę. Czucie przekracza Mózgogłowie, które jest w głównej mierze Myśleniem i strukturyzowaniem impulsów – tworzeniem map. Czucie przekracza oprogramowanie i uwarunkowanie aparatury zmysłów, które w każdej chwili montują zmyślony serial o „rzeczywistości” w którym „ja” gra główną rolę. Montażystą jest Mózgogłowie, a reżyserem jest „Ja, mnie, moje”, scenariusz pisze Prawo Karmy – Automaton.
Działanie. Non Stop. 24/7.
Automaton jest Ślepy. Bezosobowy. Beznamiętny. Działa zawsze, wszędzie, we wszystkim. To Bazowy Program Operacyjny. Przyczyna i Skutek. Akcja i Reakcja. Determinizm Mechanizmu Kontroli, który nie podlega twojej woli i pragnieniu, chyba, że jesteś Hakerem.
Świadomym Śniącym. Soterem.
Kimś, kto rozumie, że to w czym „żyjemy” jest Grą Umysłu, Grą Świadomości. Kiedy hakujesz możesz użyć każdej sytuacji „dobra” i „zła” ponieważ „twoja osobowość” staje się płynna, elastyczna, podległa Duchowi, który jest poza lękiem i posłuszeństwem wobec kodów programu. Tym co hakuje Automatona jest Intencja, to ona determinuje rezultat – skutek, który stanowi kolejną przyczynę. To jest energia ukryta za materią. Ruch. Taniec. Dlatego dobro i zło ma jeden smak kiedy przekraczasz Formę, bo to co ją kształtuje jest w zasadzie polem energetycznym, skupiskiem energii, które nigdy nie jest trwałe. Ostateczność nie istnieje. Tej Gry nie można przejść, nie można w nią wygrać, ponieważ kiedy grasz ta gra nie ma końca. To co haker w istocie robi to pomaga przebudzić się z okrutnej gry i z pogrążonego we śnie gracza jednocześnie.
Stworzyć i napisać własną Grę pełną miłości i inspiracji, radości i mądrości. Być Twórcą, który tworzy z poziomu Serca, ponieważ rzeczy nie mają wrodzonej istoty, są nierzeczywiste, plastyczne, uległe percepcji i intencji. Są współzależne od siebie i tego, który je postrzega tworząc dla nich rolę i znaczenie. To jest rdzeń programu, którym została uwarunkowana nasza świadomość.
Definitywne definicje. Zaklinanie Formy. Klątwa.
Defilada zamiast Tańca.
Formatowanie nieskończonych istot do biologicznych maszyn, które jedyne co robią to metodycznie przy pomocy perfekcyjnej organizacji i funkcjonalności tworzą swoje własne więzienie w którym żyją w poczuciu iluzji wolności i samostanowienia, nie mając pojęcia kim są i jaki jest ich prawdziwy potencjał, który jest zdolny tworzyć nieskończone światy.
Z Ludzi zrobiono larwy. Z Maszyny Boga. Z Życia uczyniono Wyrok. Z Myślenia więzienie.
Ludzkie maszyny zabijają. Toczą nieskończone i krwawe wojny mordując samych siebie za urojoną wolność, której wciąż szukają tam gdzie nigdy jej nie będzie i nigdy jej nie było, ponieważ w istocie jest parodią samej siebie. Jest oszustwem wyobrażeń, odłożoną w czasie obietnicą i kiedy przychodzi nikt nie wie co z nią zrobić ponieważ ma zaprogramowaną naturę niewolnika, dla którego wolność jest posiadaniem i władaniem. Jest przemocą Ja Mnie Moje. Jest jedynie spełnianiem niewyczerpanych nigdy pragnień, które bez końca rodzą się same z siebie.
Ten proces nie ma końca. Nie ma końca. Nie ma. Końca.
Pirat śnił sen Pirata. Putin śnił sen Putina. Wojna śniła Wojnę.
Woła Nas Przebudzenie. Miliardem pieśni i modlitw. Tych, którzy przed nami…
Bogactwo nie ma zalet pracy, a majątek – zalet zarobku.
David Saul Landes, Bogactwo i nędza narodów
MIASTO KOKONÓW
MARCIN PINIAK
Miasto Kokonów udawało samo przed sobą. Ukrywało swoje bebechy pod sukniami zimnych stalowych postmodernistycznych biurowców, odsłaniając się z znienacka w odbitych umęczonych twarzach w kałużach rozlanych drinków na barowych blatach nocnych knajp posypanych popiołem tytoniu i ciężkimi jak rtęć słowami, które pełniły rolę absurdalnego rozgrzeszenia i równie niedorzecznej mieszanki spowiedzi i pocieszenia. Fragmenty istot snuły się jak dym z kadzielnicy podczas mechanicznej mszy, a kapłani tego zagubienia rzucali zaklęciami niczym gwoździami na Golgocie uśmiercając kolejny fragment niewinnego życia.
W ich żyłach płynęła czarna maź, ten zimny przybysz z Programu Udziału wnikający metodycznie w każdą szczelinę sześcianu bezlitośnie odcinając Ducha i przekierowując wszystko do wymiaru zwierzęcych kompulsywnych odruchów. Matryca obradzała nowymi pikselami tej binarnej hodowli chwastów zapładniających wszystko Upadkiem. Niewolnicy Warunków Matrycy Snów.
Soterzy wyrzygali Czarną Maź. Uwolnili swojego Ducha dlatego mogli poruszać się pod progiem Mechanicznych Radarów Fali, niewidoczni i nieobliczalni – raz za razem łamiąc Klątwę. Jednak ci tutaj w tym pokoju, wiedzieli czego chcą, z furią patrzyli na mnie i czekali…tak ich domeną był prąd, sieć, w zasadzie byli połączeni szeregowo jak choinkowe światełka i migotali w jeden, dwa, jeden, dwa… Dyrektywy z centrali – z odległej galaktyki zawieszonej w niebycie w zakrzywionym wymiarze Wieczystego Erroru. Pokój był mały, wyglądał jak magazyn opakowań jednorazowych, dwa małe okna nad spękanym farbą sufitem, duszność i punktowe blade światła nadające całej scenerii gęstą i mroczną atmosferę. Lubili to. Wiem…myślicie, że to ludzie z krwi i kości z tym pogmatwaniem we łbie, zrodzeni z kobiet na zimnych salach szpitali jak wy tam po drugiej stronie tych metalowych drzwi. Nie. Oni byli jak owady, wykluwali się z kokonów w swoich naszpikowanych elektroniką laboratoriach z Zimnej Stalowej Macicy. Mają to w oczach, bardzo specyficzny rodzaj tępoty – głębokiej i bezdennej – to Otchłań. Wielka czarna dziura, patrząca na mnie z sześciu dziur w ich czaszkach. Ich percepcja czasu jest zupełnie inna, wiem, że mogą całą wieczność wpatrzeni martwo w czarno białe bity zakodowanych informacji pobieranych przez organy zmysłów, w pewnym sensie osiągnęli – święty spokój, stan podobny do twojej zamrażarki lub automatu z biletami. Bodziec – reakcja. Zero spekulacji. Precyzyjny stan przepływu danych w nanosekundzie rozkładany na dwa decydujące o wszystkim w ich świecie czynniki. Przydatny – nieprzydatny. Ot cała historia. Staroświeckie dobro i zło, ten relikt dawnych czasów moralistów i filozofów z ich perspektywy ten odwieczny dylemat był po prostu…
Nieprzydatny.
Nikt nie wie skąd to przyszło, czy może zawsze było w tym wymiarze, jak pierwsi ludzie weszli z tym w kontakt, albo kto, lub co uczynił to ich częścią by stworzyć rasę na podobieństwo tych trzech tutaj. Trzeba było zablokować kilka funkcji Adama i Ewy podczas zabiegu w technologicznym Raju. Obcy. Niebu i Ziemi. Powietrzu, Ogniowi i Wodzie. Niepojęta moc obliczeniowa – Zimny Bóg o przepustowości bezdennej cyfrowej rury podpięty pod układ nerwowy tej zakratowanej planety, której płody były coraz bardziej martwe. Wgrano trzy Programy.
Tak. Nie. Nie wiem.
2 1 0
Dwa jest odpowiedzią na jeden, które wynika z zera. To w zasadzie wszystko. Trudno w to uwierzyć, jednak tak właśnie jest. Byliśmy ostatnimi Soterami w tym wymiarze.
Ostatnie 17 istot.
To wszystko.
Problem polega na tym, że przestajecie czuć. Anhedonia. Połykająca wszystko próżnia indukowana z poziomu kolektywnego wzorca patologii martwego społeczeństwa Zimnego Kabla wijącego się jak wąż kundalini od miednicy po mózg. Asany turbo dydaktycznej jogi new age, umysłowe drony rozkołysane nad kolebką dzieciątka VR-u. Miejsce z którego raportuję te wydarzenia jest na innym punkcie skali posiekanej płaszczyzny Matrycy. To wszystko naprawdę poszło dalej, głębiej, mocniej po kablach. Szpica „postępu” spadła w kamieniach z nieba, jak serca wypełnione czarną kosmiczną krwią i rozlała swoją bezlitosną inteligencję w paru miejscach. Weszło w krwiobieg, wypluło kwantowych Magów nosicieli matowego światła – zimna koronacja. Jesteśmy już długo w tej ubojni życia, odradzamy się wciąż na nowo z wątrobą Prometeusza w garści i iskrą ducha w sercu. Póki jesteś zakleszczony w tej flegmie Meta – Mózgu nazywamy cię portalem organicznym – odwłokiem. Zasysasz programy Symulacji z mlekiem mechanicznej matki, uniwersalna lepka masa, socjopatyczna maszyna złudzeń. Maniakalno – depresyjna generacja psychotropowa na szczurzym wybiegu.
Trzeba nam tutaj wprowadzić element – Genesis, kilka akapitów z Kroniki Rodzaju. Zatem na początku wyprodukowali kilka egzemplarzy robotników i na pociechę robotnic. Naziemna obsługa Rasy i jej kaprysów, bo to wszystko chemia. Suplementy, minerały, kruszce, wszystko co potrzebne do galaktycznego musli Śniadania Mistrzów. I to żarło. Owady pęczniały, a ich heksagonalne mózgi roiły coraz śmielsze plany kosmicznej ekspansji. Droga słodkim mlekiem płynąca z połyskującymi promenadami złocistych gwiazd jak czerwony dywan ceremonii wszechświatowych Oskarów i czcigodne jury Najwyższych Kapłanów Czarnej Mazi z uśmiechami jak księżyce Marsa i Saturna owadzimi łbami. Moi drodzy – bądźmy poważni! Spójrzmy na to z nieskończonej kosmicznej perspektywy – a to jest bezmiar wymiarów! Nigdy nieskończone rozkołysane w cudownym tańcu dźwięku, światła i przestrzeni! Co za Spektakl! Piękno! Czyste piękno!
Jak ta gwieździsta noc nad głową, kiedy byłeś młody i to wszystko naelektryzowane przechodziło przez ciebie jak prąd wysokiego napięcia i chłodny otrzeźwiający wiatr ze wschodu pochylający kłosy na polach i unoszący foliowe torby na pustych ulicach miast. Taniec. Bez skrępowania i niepotrzebnej samokontroli. Swobodnie otwierająca się czasza spadochronu nad polem minowym Świata Wojny i Postępu, ale jeszcze nie dotknąłeś ziemi, jeszcze był czas wolny bez zajęć z przysposobienia obronnego.
Jednak nieubłaganie zbliżały się twarde bolesne fakty i automaty z coca colą. Trzeba było otworzyć oczy zobaczyć ściany, kraty i granice. Skorupę wielkiego Czarnego Jaja. Odkryć, że zamiast skrzydeł pięknego motyla masz odwłok robala drążącego bezcelowe korytarze w czarnej mulistej ziemi. Spleciony w żałosnym uścisku ze więziennymi strażnikami, gdyż oni dają ci rolę do odegrania, a ty im dajesz im pracę. To wszystko pilnuje się samo na autopilocie. Niewidzialne kraty na strumieniach wifi, ciągłe przekierowywanie z punktu do punktu kapłan w kościele, trup w kostnicy. Syndromatyczne, telepatyczne ssanie.
Z perspektywy czasu (czas = umysł) nietrwałość jest fundamentalnym i bazowym programem tej uwarunkowanej Matrycy Snu w jakiej wszyscy rodzimy się i umieramy – wciąż i wciąż. Dla mnie wartość autentycznych nauk duchowych polega na ukazaniu nam jaka jest prawda poza tym co nasze ego lubi lub nie lubi. Dharma jest prawdą o rzeczywistości i o naszym własnym stanie. Inna sprawa czy w ogóle jest w nas potrzeba, aby ją po pierwsze znaleźć, po drugie studiować i po trzecie urzeczywistnić w swoim własnym życiu. To nie jest prosta i zwięzła instrukcja obsługi maszyny, za którą ma nas współczesny naukowo – materialistyczny pogląd, który zdominował nasze postrzeganie i logiczno – pragmatyczne „nowoczesne” podejście do życia. Nasza gwałtowna mutacja jako post – człowiek, polega na tym, że radykalnie próbujemy odciąć ciągłość naszego ludzkiego doświadczenia. Stać się „Nowo – tworem” kimś nowym i innym, kimś kogo jeszcze tu nie było. To jest założycielski mit „Rewolucji Przemysłowej 2.0” czyli stworzenia utopijnego cyber – smart społeczeństwa pod nadzorem sztucznej inteligencji.
Jest taki serial „Człowiek z Wysokiego Zamku” (tyt. oryg. The Man in the High Castle), całkiem zresztą dobry na podstawie powieści Philipa K. Dicka z 1962 roku za którą dostał nagrodę Hugo, który opowiada o alternatywnej wersji historii w której to Niemcy i Japonia wygrały wojnę a ich totalitarne rządy stały się globalne i oparte na dominacji i przemocy. Jest w tej historii moment w którym faszyści rządzący częścią Ameryki Północnej wymyślają propagandowy projekt o nazwie „Rok 0” czyli chcą zniszczyć całą historię i kulturę amerykańską i zastąpić ją „nową wizją” skierowaną do młodego pokolenia i w ten sposób zniszczyć „starą tożsamość” narodu niczym proklamowanie „manifestu futurystycznego” dla Nowej Globalnej Rzeszy i dla jej „nadludzi”. To jest na tej planecie grane bez końca i ofiarami tego były niezliczone kultury i nasze duchowe dziedzictwo, o którym w tej chwili nawet nie mamy pojęcia, ponieważ zostało usunięte z Kolektywnego Pola Świadomości. To wymazywanie, usuwanie i korygowanie jest cechą charakterystyczną epoki Kali Yugi w której konsekwentnie i z premedytacją niszczona jest Żywa Duchowa Wiedza i tych którzy ją niosą poprzez „propagandę nowoczesności” i „wyzwolenia”, ośmieszanie i ukazywanie jej patologicznych przejawów, bowiem koniec końców chodzi o globalną społeczną, duchową i kulturową bylejakość, która w epoce bogini Kali staje się standardem dla społeczeństwa Globalnego Szpitala Psychiatrycznego w którym żyjemy podzieleni według cywilizacyjnych jednostek chorobowych. I teraz tworzymy „globalny rok 0” – czwartą czy piątą rewolucję przemysłową – huxleyowski „Nowy Wspaniały Świat”.
Stworzyliśmy maszyny by stać się maszyną. Stworzyliśmy „ja” ze zdolności przyswajania danych z uniwersum naszych zmysłów i teraz zrobimy wszystko, aby ten sztucznie uformowany konstrukt przetrwał, a gwarantem naszego sukcesu ma być technologia. Jednak w istocie Tech zapędza nas jeszcze dalej do „króliczej nory”, ponieważ radykalnie wszystko komplikuje, a jej obsługa staje się możliwa jedynie przez twórców – zarządców, a my sami w coraz większym stopniu pozbawieni jesteśmy „kodów dostępu”, które dają nam możliwość wpływu na to co na nas wpływa, kontrolowania tego co nas kontroluje. To jest esencja Samsary. I to jest żelazny uścisk pazurów Kali, która zaczyna posiadać nasze ciała (pandemia była tego doskonałym przykładem) i teraz poprzez wirtualne technologie cyfrowe i sieci społecznościowe chce wejść do naszych umysłów i układu nerwowego. Ostatecznie robotyzacja i automatyzacja uczyni człowieka zasobem naturalnych danych do wydobycia i eksploatacji przez AI. O tym jest „Matrix”. Coraz więcej ludzi w tym mutującym wymiarze ma jak to się popularnie mówi; „wyjebane”, żyje z dnia na dzień i szuka jedynie rozrywki i chwilowego dobrego samopoczucia poprzez cyfrowe zamulenie, dragi, seks, alko i ekstremalne przeżycia. Jednak wielu z nich fascynuje przemoc i wszelkiej maści dewiacje co ma swoje odzwierciedlenie w „kulturze” popularnej, a to oznacza, że proces degeneracji postępuje bardzo szybko i będzie operować w coraz bardziej mrocznych rejestrach. To budzi naszą wypartą i uśpioną demoniczną naturę, która jest w nas i była zawsze jak światło i jego cień.
Co prawda mówi się o tobie, że żyjesz; ale ty jesteś umarły.
List do Kościoła w Sardes: 3,1
Ten Cień domaga się naszej uwagi i świadomości. Cieniem życia jest śmierć. Kiedy kultura ulega pokusie wyparcia tematu śmierci, umierania, starości i rozpadu to coś rośnie i pęcznieje w mroku nieświadomości i pewnego dnia nie możemy już tego wyprzeć i od tego uciec, ponieważ jest obecne wszędzie. I to się dzieje teraz i jednocześnie nasila. To jest proces Oprzytomnienia i jest on jednocześniem warunkiem dalszej ewolucji. Trzeba poznać dogłębnie obie strony tej odwiecznej „monety dualizmu” – doświadczyć każdej ze stron. Po wzroście przychodzi upadek, rozpad i powracanie do esencji / źródła. Jednak trzeba tą esencję jeszcze odnaleźć, trzeba mieć dokąd wrócić i tutaj w tym momencie następuje Przebudzenie tych, którzy zignorowali swojego Ducha. Kiedy brak ci tego wymiaru w takim narastającym uwarunkowaniu stajesz się zwierzęciem w klatce, maszyną w maszynie. Stajesz się Pokarmem dla Szarańczy (ciekawy wątek książki fikcyjnego pisarza Abendsena „Utyje szarańcza” w opowieści Philipa K. Dicka).
To Przebudzenie jest Esencją Bólu:
W naturalnym odruchu zanurzamy się w rozrywce. Cały przemysł zabawy i przeżywactwa służy wypełnieniu pustki, w którą się zapadamy pozostawieni sami wobec siebie – „nierozerwani” – bez zewnętrznych przymusów i sensów stanowiących pochodną dotychczasowych konieczności życiowych. Bo w tej ciszy i pustce tym wyraźniej słychać głos starego „ja” narracyjnego: tym byłem, tym jestem, tym będę, taka jest moja opowieść, do tego dążę, to mi się udało, a to nie, po to żyję. I ten głos staje się nie do zniesienia, kiedy nie ma już do wypowiedzenia takiej „opowieści na życie” danej przez zawód, religię, porządek społeczny.
Więc najpierw zagłuszasz to „ja”. Aż w końcu ono wysycha, klęśnie, zanika. I to wycofywanie się z klasycznej samo-świadomości w przeżywactwo i reaktywność obserwujemy na co dzień. Od kultu zajętości („nie mam czasu na nic”), do snobizmów na mindfullness i ucieczek w pustelnie: taki kontrtrend najwyraźniej wskazuje na przemożność trendu dominującego; są to oznaki desperacji.
Sam fenomen filozofowie i pisarze analizowali od wieków, pozostawał on jednak ograniczony do najwyższych warstw społecznych, głównie arystokracji: tych, którzy już wtedy nie musieli pracować. XX wiek przyniósł zaś przemysłową produkcję rozrywki dla mas, a komputeryzacja i big data podporządkowały ją metodzie naukowej. Aż do takiego rozrywki udoskonalenia i zindywidualizowania, że każdy może się dziś rozrywać od rana do wieczora, i to tak skutecznie, że jego własne „ja” narracyjne nie jest już zupełnie potrzebne; życie żyje się poza nami.
Jacek Dukaj
Zrozumienie Prawdy Nietrwałości jest szczepionką przeciw wirusowi bylejakości, ponieważ Oprzytomnia nas i wyrywa z cyfrowego transu ku analogowej rzeczywistości, a wówczas dociera do nas, że żyliśmy pod działaniem Zaklęć Czarnych Magów, pod urokiem Nieświadomości zapadając się w pozorny komfort i wygodę, które są jak środek nasenny. To właśnie z tego snu rodzi się gęstniejący mrok, ponieważ to Ignorancja jest matką cierpienia. Wówczas w sposób naturalny rodzi się w nas Dyscyplina Bycia Przytomnym i to jest fundamentalna praktyka duchowa, lepsza niż jakakolwiek „modlitwa do sił nadprzyrodzonych”, psychodeliczny trans czy „ekstatyczny odjazd”, które serwuje nam „nowoczesna duchowość wyparcia i ucieczki”. I to jest Moc, której Maszyna Ignorancji boi się najbardziej, ponieważ jej towarem jest produkowanie nieprzytomności i rozproszenia 24 / 7 / 365. Kiedy jesteśmy Przytomni Duch budzi się w Maszynie a jego mantrą jest „Memento mori”, ponieważ tam istnieje potencjał Przejścia, kiedy Warunek traci nad nami Kontrolę. To jest Stan pozna Snami – ukazanie Natury.
Mistrza poznasz po tym, że idzie tam skąd wszyscy uciekają.
Pirat siedział w Analogu i rozkminiał. Miał czas. Była dopiero 7.30 rano. Kolejny poniedziałek z miliardów poniedziałków na kompletnie zmyślonej rachubie czasu, która jest jak stara planszowa gra w którą gramy, bowiem nikt nie powiedział nam, że być może istnieją inne bardziej rozwojowe gry. Małe gry, które pasują do dużej gry. Okradziono naszą kolektywną świadomość z sensu – tak właśnie Pirat sobie pomyślał patrząc na cytat w swoim starym rozklekotanym IBM T42 jeszcze zanim stał się gównianym Lenovo. Używał Linuksa ze szczurem jako ikoną.
Ofiarnicza ekonomia, ekonomia polityczna nieszczęścia: prawdziwe przedsiębiorstwo handlowe, które pod swoimi wszystkimi postaciami zastępuje niemożliwą wyminę Zła. Różnica ofiarnicza nigdzie nie jest dziś bardziej zyskowna i dochodowa niż w przypadku sprzedaży samego siebie jako odpadu.
Jean Baudrillard
Palił tytoń z białą szałwią i sączył pięcio przemianową kawkę, która rozświetlała jego noworoczny umysł. Mówili, że był rok dwa tysiące dwudziesty kolejny, co było kompletną fikcją. Jednak czuł, że ten rok będzie wyjątkowy, bowiem miał plany dla ezo terrorystycznego kolektywu „Czarny Kogut”, którego zadaniem będzie prowadzenie akcji dywersyjnych na terenie odwiecznego wroga – Ludzkiej Ignorancji, który przejął już prawie cały kurwa świat. Pożarł go i trawi, lepi z tego wszystkie te współczesne radosno – upiorne, trywialno – użytkowe gówna dostępne na promocjach podczas czarnych piątków – mszy pożerania ciała tej ziemi i ssania krwi. Dla człowieka, który był z Gwiazd, który był Outsiderem ta cywilizacja i jej ponurzy żniwiarze to jeden wielki przysłowiowy chuj. Ryjące w niebycie prącie szczytujące spazmami zmechanizowanego okrucieństwa. Pełna hibernacja ludzkiej wrażliwości, a zamiast niej logiczno – algorytmiczna bezmyślność sztucznej inteligencji, tak jakby o inteligencję w tym wszystkim chodziło.
W każdym razie nie o taką jak my to rozumiemy, ponieważ między bogiem a prawdą my prawie nic już nie kumamy, nie ogarniamy z powodu tej nowoczesnej nowomowy i wszelkiej maści udogodnień, które czynią z nas pocieszne pluszaki do zabawy, przejedzone i śpiące snujące się po tym wszystkim bez celu. Cybernetyczno – mechaniczne post społeczeństwo oderwanych od życia i przyssanych do kabla – babla przez który płynie homogenizowana papka informacyjno – dydaktyczna, rozrywkowo – apolityczna. Jest jednocześnie najgorzej i najlepiej, jest apokalipsa w odcinkach z przerwami na reklamy i zmyślne post modernistyczno kolacje fusion w wegańskich knajpach. Są kobieco – męscy kelnerzy w rurkach i barberzy, obsługa wyprzedaży – miraży opłacana blikiem i cyfrowym bilonem z wirtualnych portfeli. Jest jednoczesny wzrosto – upadek. Happy hardcore.
W Igrzyskach śmierci wykraczamy poza lęki ucieleśnione w Truman Show, gdzie bohater nagle odkrywa, że bez swojej wiedzy bierze udział w reality show – że rzeczywistość jest fałszywą konstrukcją, symulakrum stworzonym w celu wykorzystania emocji, które towarzyszą życiu w fałszywym świecie. Igrzyska śmierci zakładają, że już wiemy, iż jesteśmy nieuchronnie osadzeni w reality show, i próbują zbadać, jak mogłaby wyglądać rewolucja w takim społeczeństwie. Wskazuje na formy oporu, które mogą być dostępne, gdy ucieczka do „autentyczności” i zachowań nieperformatywnych staje się nie do pomyślenia, nawet jako ambicja. Pokazuje też, co się dzieje, gdy wszechobecna mediatizacja zamienia naszych „przyjaciół” w konkurentów walczących o uwagę i uwielbienie niewidzialnych innych.
Pirat zaciągnął się pozwalając tym natarczywym myślom po prostu być, tańczyć – rodzić się i umierać. Niedługo przyjedzie Bonzo z dostawą swoim zdezelowanym dostawczym rupieciem o zapachu butwiejącego kompostu i trzeba będzie zacząć gotować – czarować. Przed nami kolejny ekscytujący rok na planecie – matce, która mknie przez nieskończony wszechświat z misją transformowania tych zakutych ludzkich łbów i budzenia ich ze snu. Trzeba jej pomóc. Udawać ziemianina, grać rolę, wypowiadać kwestie, odgrywać spektakl.
Trzeba hakować. Robić swoje. Wykonywać misję. Nawet wtedy kiedy jest skazana na porażkę.
Bowiem nawet jak się nie uda zhakować tego w tym obrocie koła trzeba sadzić ziarno. Wszyscy jesteśmy w tej odwiecznej drodze do zrozumienia i miłości, kiblujemy w różnych klasach, powtarzamy do skutku te same zadania jednym słowem praktykujemy „życie – symulacyjną grę rozwojową” na konsolach swoich ciał, energii i umysłu.
Słońce zimą wstaje późno. Jest dużo mroku i smogu w tym mieście. Plac Wolności wygląda jak po nieudanym ataku wojsk desantowych złożonych z zapijaczonych old bojów, którzy zamiast do ataku ruszyli do nocnego by się najebać i przećpać całą tą wojnę. Jednak ta wojna nie chce się skończyć od tysięcy lat. Wydajemy obecnie na zbrojenia więcej niż na cokolwiek innego. Mamy kosmiczne bombowce i systemy mordowania zarządzane ślepymi algorytmami, mamy mordy pełne frazesów i trumny pełne trupów. Mamy klasyczny psychopatyczny ruch w tak zwanym interesie. Dlatego gnostyczna teoria, że ten świat został spreparowany przez doprawdy złego demiurga ma tutaj sens, podobnie jak sens ma również to, że tak ich zaciekle prześladowano by ostatecznie ich unicestwić. Korporacyjno – niewolnicza religijność głównego nurtu Ignorancji – rąsia w rąsie z armią i rządem. Religijno – dogmatyczne Mózgogłowie i dwa zmechanizowane ramiona ściskające w pięściach naszą namiastkę wolności, smyrające nas drutem kolczastym i nakazami płatności. Masz gówno wielkie do gadania płać podatki i idź na wojnę, bronić krzyża i urzędu, bronić swoich własnych oprawców. Syndrom kata – ofiary wciąż wgrywany w matrycę od nowa, wciąż aktualizowany wirus, który utrzymuje to pastwisko pod napięciem i farbuje gnój na zielono by było czym się paść.
Prawdziwa ludzka wspólnota już nie istnieje w dobie wgrywania metawersum dla człowieka 2.0. Są obozy – wygody. Smart City. Łódź nie chce się wgrać w ten kolektyw, ma jakieś podświadome opory. Jej lokalna anarchistyczna tkanka ludzka ma w sobie rewolucyjnego ducha, który wciąż z uporem powtarza „jebać system”. Ponieważ Łódź nie potrafi się łudzić. Łódź wie czym pachnie czwarta rewolucja przemysłowa, ponieważ dobrze przerobiła tą drugą. Wyruchana i porzucona na skraju wyczerpania stworzyła swój niepowtarzalny post apokaliptyczny klimat, chronić się przed fikcją współczesności brzydotą i brutalnością ukazując wyhodowanym ludziom 2.0 to czego tak kurewsko nie chcą widzieć.
Prawdy tego świata. Jego mięsa i ułomności. Jego upadku jako procesu rozwoju.
W tym cała rzecz. Widzieć głębiej poza pierwszą i drugą warstwą powierzchowności. Widzieć potencjał tam gdzie nikt nie chce patrzeć, bo się brzydzi, albo boi. To gnojowisko współczesności jest tak naprawdę bardzo żyznym polem, ma w sobie ogromny potencjał twórczy. Ten opór materii tworzy istoty ludzkie z charakterem, które przerzuciły wystarczająco dużo gnoju by mieć parę w rękach i moc w sercu.
Tak jak Bonzo, który zaparkował swój wehikuł przed lokalem i z petem rozpromienionym ryju powitał Pirata serdecznie tajemnym gestem Kolektywu. Ubrany jak z powieści „Droga” McCarthy’go, która jest według Pirata jedną z najważniejszych powieści XXI wieku za którą dostał zresztą nagrodę Pulitzera. Otwiera ją taki oto akapit:
Obudził się zimną nocą w lesie, wyciągnął rękę i dotknął śpiącego obok dziecka. Noce ciemniejsze od ciemności, każdy nowy dzień bardziej szary od poprzedniego. Jakby to był atak jakiejś lodowatej jaskry, zacierającej obraz świata. Jego dłoń wznosiła się i opadała łagodnie wraz z każdym bezcennym oddechem. Odgarnął foliową plandekę, podźwignął się w cuchnącym ubraniu i kocach, po czym spojrzał na wschód w poszukiwaniu jakiegokolwiek światła, ale żadnego nie było.
Bonzo jest najlepszym ziomkiem Prepersa. Obaj mają joba na punkcie surwiwalu, lasów, bagien i dzikiej natury. Spania pod gołym niebem i picia wody z deszczu, rytów ognia i Teda Kaczynskiego. To prawdziwy rolnik, który używa kalendarza biodynamicznego i szuka inspiracji w pogańskich kulturach przodków, co symbolizuje jego wisior który nazywają „Ręce Boga” i jego własne ręce, które pachną ziemią i chlebem, który z zamiłowaniem wypieka w tak zwanych wolnych chwilach. Żyje poza systemem ewidencji przychodu i rozchodu, poza zmechanizowaną rutyną coraz bardziej martwego świata. Jego światem jest TO CO ŻYWE. To co ożywa we wrażliwej i ciepłej dłoni, to co pulsuje energią i światłem i daje życie zamiast śmierci i uśpienia.
Bonzo to wielki i przysadzisty chłop, który kiedyś był zapaśnikiem i stał na bramkach łódzkich dyskotek, kiedy to jeszcze było szczytem nocnego życia. Poznał tych wszystkich „mafiosów” – badylarzy, którzy tym wszystkim kręcili i zbierali siano, albo pachnącą nieszczęściem kapustę. Początki amfetaminy, ekstazek, początki tak zwanej miejskiej kultury dragów zaraz przed paradami wolności i klubami techno, które stały się znakiem firmowym tego miasta. Walenie szuwaksu stało się trendy, pornole w kioskach, pierwsze markety i zachodnie bryki z zestawem zimnego łokcia, nocne kluby i ekskluzywne burdele. Bardzo dziki zachód, parodia prawdziwej wolności oparta na „ja chcę więcej”, które teraz zbiera swoje żniwo w postaci hodowli klatkowej jednolitych mas, które jedyne czego chcą to dobrze i wygodnie żyć bez względu na koszty i wciąż się zabawiać. Bez przystanku, bez ustanku – świat ma nas zaskakiwać, inspirować, kolejne kraje, seriale, pozycje kamasutry, kolejne awanse i romanse, kolejne szczyty i nowinki z dziedziny sztucznej inteligencji.
Bonzo w rezultacie połamał nogi i ręce szefowi szefów, gdzieś na zapleczu jednej z tych spelun, bo się okazało, że jego siostra zaczęła niuchać szuwaks i w rezultacie zrobili z niej osiedlową kurwę i ostatecznie miała udaną próbę samobójczą po trzech latach takich przelotów. Ten świat przemielił ją w odpad i przemienił w kompost na cmentarzu na Dołach. Smutny ksiądz odprawił smutny obrzęd i tyle. Została w pamięci kilku ledwie osób. W rezultacie poszedł siedzieć, bo układ jest układ i dopiero tam za kratami stał się człowiekiem świadomym. Obudził się za sprawą jednego człowieka, którego nazywali Prepers.
Zrozumiał, że wszyscy żyjemy w więzieniu.
W „nowy” rok ulice były puste w post pandemicznym świecie. W „nowy” rok wszystko było po staremu dążąc konsekwentnie do nieuniknionego upadku. W „nowy” rok Bonzo zapakował najlepsze co miał w swojej wiejskiej piwnicy. Marchew, buraki, cebula. Bez nawozów. Z ziemi na którą ciężko pracował po wyjściu ze swojego długiego odosobnienia, które okazało się najlepszy co dostał od życia, bo tam za kratami stał się wolnym człowiekiem. Jednak tutaj na Placu Wolności w „Analogu” tliła się ta Iskra, którą trzeba było rozniecić w sercach zniewolonych istot ludzkich. Taka była prawdziwa praca, bowiem to autentyczne Współczucie i Mądrość jest tym co naprawdę może pomóc temu pogrążonemu w cierpieniu światu. Bonzo odrobił swoją lekcję, która była bolesna i ukazała mu sens ludzkiej egzystencji, ukazała mu drogę i cel. Otworzyła serce i umysł.
Na pace pachniało ziemią, wilgocią i tytoniem. Na polach tańczył zimowy wiatr i poruszył delikatny śnieg. Każdego dnia Bonzo szedł na swoje pole i dziękował Matce za jej pracę i wszystkim jej dzieciom – każdej istocie. Na granicy pól miał swoje święte palenisko i odprawiał odwieczny rytuał wdzięczności na pełnię i nów księżyca i podczas szczególnych energetycznych cykli przesileń, równonocy i pogańskich świąt związanych z niebem i ziemią. Człowiek był dla niego połączeniem tego co boskie i tego co ziemskie. Był istotą pomiędzy. Ziemia go uleczyła i dała Moc. Zrozumiał, że jest żywą istotą, która śni swój własny sen, jest połączona z ruchem planetarnym i świadomościami, które są wszechpotężne wywierają ogromny wpływ na wszystko co się wydarza, ponieważ wszystko jest współzależne i nic nie istnieje samo dla siebie. Człowiek o tym zapomniał i dlatego jest mu to przypominane. Nie można anulować czy zawiesić prawa przyczyny i skutku. Konsekwencje są nieuniknione. Nasza głupota i arogancja zbiera swoje żniwo i ma swoje budzące nas z letargu następstwa.
Ciało było nauką nie było upadkiem. Materia była szkołą nie karą. Świadomość uczy się poprzez ciało i energię, ponieważ ostatecznie jest poza formą i uwarunkowaniem w swojej niezrodzonej esencji. Ciało, energia i umysł to trzy bramy na drodze do przebudzenia się z tego snu i każda z nich ma swoją pierwotną i czystą naturę, każda z nich jest bramą wiedzy i doświadczenia.
Dla Pirata, Prepersa i Bonzo materia stała się pierwszą bramą, którą trzeba zbadać i wprowadzić na Ścieżkę. Pokarm to fundament, ponieważ wszystko w Gastropolis odżywią się sobą. W negatywnym i pesymistycznym sensie – wszystko się wzajemnie pożera i cała Natura, Kultura i Aparatura są skonfigurowane na podstawie tego bezlitosnego i okrutnego algorytmu. To jest prawda, jednak Prawda jest również taka, że to jest jedynie wizja uwarunkowanych w tym mechanizmie istot, taka jest ich kondycja. To pozorne zwycięstwo materii i materializmu, jego triumfalne dominium, jego terror – wszystko to ma nas doprowadzić do doświadczenia ekstremum, do zaburzenia ekosystemów i całego naturalnego prawa, które mamy głęboko w dupie. Musimy wygenerować masowe cierpienie na planetarnym poziomie by ostatecznie zrozumieć zawartą w tym wszystkim naukę. To jest ludzka droga wynikająca z braku mądrości, ponieważ naszym punktem wyjścia jest Ignorancja. Jest brak rozpoznania natury uwarunkowanej egzystencji, jest ciągłe leczenie objawów choroby, lecz nigdy jej przyczyn.
Rodzimy się jak orki w błocie Niewiedzy w systemie wzajemnej pogardy i prymatu najbardziej bezwzględnych. Tresujemy się wzajemne do posłuszeństwa i poddaństwa i terroru lęku przed karą, która jest zwykłym urojeniem. Czcimy okrutnych ulepionych ze strachu i pogardy „bogów” wytwory naszego własnego ograniczenia na ich wzór mamy władców tego więzienia, królów, kapłanów, zarządców, menadżerów, polityków, dyrektorów, tyranów którzy zarządzają tym trzęsawiskiem.
***
Mamy instrukcję obsługi w starej księdze:
„22 Będziecie przestrzegać wszystkich moich praw i nakazów i według nich będziecie postępować, ażeby nie wyrzucił was z siebie kraj, w którym z mojej woli macie zamieszkać.
23 Nie będziecie też postępować według zwyczajów zachowywanych przez ludy, które sprzed was usunę, gdyż nie znajduję w nich upodobania.
24 Już wam powiedziałem: Do was będzie należeć ta ziemia, Ja dam ją wam w posiadanie. Jest to kraina płynąca mlekiem i miodem. Ja jestem Jahwe, wasz Bóg, który was oddzielił od innych narodów.
25 Będziecie odróżniali zwierzęta czyste od nieczystych, ptaki czyste od nieczystych i nie będziecie się dopuszczali rzeczy niegodziwych z powodu zwierząt, ptaków i wszystkiego, co rusza się na ziemi, a co powinniście uważać, według moich pouczeń za nieczyste.
26 Będziecie dla mnie święci, bo i Ja jestem święty. Ja, Jahwe, który was oddzieliłem od innych narodów po to, żebyście należeli do Mnie.
27 Każdy mężczyzna i każda kobieta, wywołujący duchy albo uprawiający wróżby, zasługują na karę śmierci. Powinno się ich ukamienować. Krew ich zstąpi na nich.”
Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu
***
Teraz w tym czasie i miejscu więzienie się psuje, zawodzi. Teraz w tym czasie mamy wystarczająco dużo przestrzeni i wolności, aby zacząć wewnętrzną pracę nad wyzwoleniem, ponieważ jest coraz większy chaos, który na powrót pochłania ten zaśmierdziały układ „porządku” – ponieważ takie jest odwieczne prawo Cyklu. Przez te niewidzialne kraty przedostaje się galaktyczna świadomość, coś co przekracza każdy wymyślony przez zniewolone własną ignorancją istoty konstrukt psychofizyczny. Obradza to wzrostem tyrani i wyzwolenia w tym samym czasie i zależy o tego co rozpoznasz jako swoje. Ty zależysz od siebie i możesz zacząć hakować tą grę, bowiem masz wrodzony ku temu potencjał. Każdy z nas jest Magiem i jest Czarownicą, każdy z nas ma w sobie Tajemnicę. Każdy z nas może teraz wybrać w jakim świecie chce żyć i ten świat czynić ciałem, mową i umysłem ponieważ nosimy w sobie potencjał Mądrości i Współczucia. Umysł – Serce.
Teraz możemy opuścić Klatkę. Mamy w swoim sercu Pierwotną Wolność – Anarchię gdzie nikt nie może mieć władzy nad nikim. Wszyscy są wolni – jednak ta wolność wynika ze świadomości nie z praw, wynika z wiedzy nie słów, wynika z szacunku i miłości nie strachu i posłuszeństwa. Ta Wolność jest wyzwoleniem z warunku z błędnych poglądów – kagańców świadomości. Ta Wolność jest Odpowiedzialnością wobec Naturalnego i Odwiecznego Prawa Natury.
Ciało jest też narzędziem przez które świadomość może pracować w wymiarze dualistycznej fiksacji, jego nietrwałość, kruchość i ułomność uczy nas wrażliwości na to wszystko co żyjąc jest skazane na śmierć, budzi w nas odczucie połączenia z nieskończoną siecią współistnienia, uczy pokory, cierpliwości, ciepła, dotyku, uczy przemocy i fizycznego cierpienia. Uczy miłości i ekstazy. Uczy zazdrości i chęci posiadania. Uczy nas jak to jest być w ludzkiej formie – śmiertelnych istot, które chcą być trwale szczęśliwe co przecież z natury rzeczy nie jest możliwe bez przekroczenia własnej kondycji poprzez transcendencję i wyzwolenie z warunku, które jest celem każdej autentycznej ścieżki duchowej, które jest prawdziwym celem naszego życia, tym co nadaje sens temu pozornemu bezsensowi.
Jednym z ulubionych seriali Pirata jest „True Detective” i postać Rust’a Cohle’a – światło świadomości przebijające przez mrok zagęszczonej egzystencjalnej pogoni za nicością. Człowiek który staje się zbyt świadomy i zbyt głupi by rozumieć co to w zasadzie znaczy w tej zaprogramowanej na walkę i przetrwanie matrycy bezsensownego cierpienia. Dobroć bez nadziei na zbawienie, przyzwoitość bez oklasków, akceptacja ponurej prawdy i wierność swojej drodze. Bez zmyślonej nadętej farmazonem ucieczkowej duchowości, bez przepełnionej lękiem pokuty w imię doktryny – człowiek może odkryć w sobie tą część, która przekracza rozpacz nawet wtedy kiedy żyje w świecie pozbawionym nadziei wśród ludzi, którym przestało już zależeć na czymkolwiek.
Cuda to bajki dla dzieci, specjalne moce, rozkosze, cały ten odpust osiągania ponadludzkiego, festyn karmiącej ego duchowości, narkotyczny trans urojeń, superbohaterowie w świętych szatach wypluwający banalne frazesy do zdesperowanych tłumów szukających marnego pocieszenia i krótkotrwałej uciechy przed nieuniknionym rozkładem. Prawda Ducha jest czymś znacznie głębszym. Czymś czego nie można kupić i sprzedać, czymś czego nie można nałożyć na siebie jak strój na bal „świętych” przebierańców. Czymś co w swojej esencji jest Tajemnicą. Czymś co każdy z nas musi odkryć i urzeczywistnić w sobie. Nie ma jednej prawdziwej drogi, są ich miliardy ponieważ każdy umysł jest inaczej uwarunkowany, ma inną wrażliwość i inne doświadczenie. Duch jest poza formą i poza doktryną, poza pismem i wysiłkiem, poza czcią i bluźnierstwem.
Matryca ulega radykalnej transformacji, stare się rozpada by zrobić miejsce na nowe. Człowiek mutuje – jego ciało, jego energia i jego umysł. Wszystko manifestuje się bardziej wyraźnie, ukazuje czym jest bezpośrednio w swojej nagiej formie, dążąc do bycia sobą bez względu na konsekwencje. Kiedy rzeczywistość gęstnieje do tego stopnia, że na powrót staje się oceanem chaosu, oznacza to, że Cykl się domyka i stare musi się rozpaść i mamy przed sobą radykalną ewolucję, która odmieni oblicze świata i rolę człowieka. Ponieważ stare jest już zbyt zepsute i destrukcyjne, zbyt powolne i zapóźnione. Starzy bogowie umierają w agonii głodu, bowiem mają coraz mniej wiernych wyznawców a ich modlitwy są zbyt słabe by ich trzymać przy życiu. Zbudowane na czci, strachu i niewolnictwie stare religijne egregory tracą swoją moc i znaczenie na rzecz technologiczno – naukowego Boga opartego na kolektywnym Mózgogłowiu. To nowe „oświecone” średniowiecze. Wizja rzeczywistości oparta na skrajnym wylogowaniu ze świata natury. Kult człowieka – boga, który rodzi z siebie niezliczone symulacyjne światy, rodzi z siebie – siebie kopię i siebie powiela w coraz bardziej ulepszonych i zmodyfikowanych wersjach. Jednak tak naprawdę to jedynie kopie – klony, coś co jest pozbawione prawdziwego życia, coś co jedynie podtrzymuje procesy życiowe i je powiela i ostatecznie staje się pozbawionym sensu zapętleniem w swoich własnych wyprodukowanych złudzeniach tak zwanego sensu. Nie może przekroczyć siebie, bowiem to jest wszystkim czym jest. Jest jedynie zapisem danych, które zostały wgrane, jest jedynie samo przetwarzającym się zasobem. Odpadem – pokarmem.
Nasza wrodzona samotność polega na fundamentalnym braku zrozumienia. Absolutnym braku możliwości uczestniczenia w sobie nawzajem i dzielenia swojej wrażliwości, rozumienia siebie w sposób doskonały, widzenia drugiego człowieka w całym spektrum jego doświadczeń, uwarunkowań, potencjałów i możliwości. Tym jest ten kokon – oddzielenie. Bazujemy na impulsach, na wrażeniach, na deklaracjach, na złudzeniach. Tworzymy w czasie rzeczywistym holograficzne wyobrażenia – coś co wyświetlamy w swoim Mózgogłowiu do czego się odnosimy i z czym konwersujemy. Jednak prawdziwa istota tego jest poza naszym zasięgiem. Poza naszym rzeczywistym udziałem. Żyjemy jedynie w odbiciu, w kopii. W wymyślonej przez nas samych grze, której nikt nie przejdzie i nikt nie wygra, bowiem sama w sobie nie ma końca. Dlatego nie mamy pamięci poprzednich gier, dlatego wciąż wydaje się nam, że wszystko jest „nowe” i „fascynujące”.
Nie jest.
To jedynie złudzenie.
Dlatego powstał „Analog”. Dlatego Pirat, Prepers, Bonzo i cała ekipa robią to co robią udając, że robią coś innego. To „coś innego” jest prawdziwą treścią ich Istnienia, rdzeniem który ich ukształtował i pozwolił zachować pamięć po przemieleniu przez maszynę inkarnacyjną. Pozwala być poczytalnym w niepoczytalnym zagmatwanym do granic świecie. Pozwala Widzieć i Czuć. Wracać by Przypominać. Na różne sposoby. Wciąż i wciąż.
Do skutku.
Moment „Chaosu” przynosi wiedzę, która wcześniej nie jest dostępna ponieważ Czarni Magowie trzymają tą wiedzę pod „kluczem” kontroli i kiedy ich władanie i moc słabną z powodu buntu mas i narastającego prymitywnego materializmu, który zaczyna ogarniać wszystko jak pożoga. Kiedy wszyscy „informują” wszystkich i następuje kończąca Cykl – Epoka Informacji wówczas widzimy dwa dominujące zjawiska. Wzrost Ignorancji i Wzrost Wiedzy. Wszystko staje się dostępne i wszystko jest przesyłane to stanowi omen, że mamy do czynienia z absolutnie wyjątkowym momentem na osi ewolucji Świadomości. W pradawnym Tybecie był Mistrz, który to przewidział i który ukrył wiele potrzebnych instrukcji na ten właśnie czas i te okoliczności. To metody pracy z energią i emocją, ponieważ to jest aktualnym Warunkiem. To jest czas apogeum. Następuje gwałtowny rozpad globalnej organizacji, wszystkie te instytucje i organizacje upadają pod naciskiem własnego przekarmionego cielska. Umierają podpięte pod kroplówki systemu, który sam w sobie się rozpada. Nikt niczego już nie może kontrolować. Jedyne co mają to złudzenia wynikające z nawyku percepcji i przyzwyczajeń.
Korporacja z ciałem na krzyżu traci swoją rolę i znaczenie. Wiara traci grunt i zainteresowanie, bowiem nie jest w stanie unieść ciężaru faktów. Ostatnie pokolenia zaprogramowanych przez strach wiernych klęczą jeszcze przed tymi krwawymi ołtarzami. Jednak tak naprawdę to koniec.
Tam gdzie Prepers był Maszyna przestawała działać, jej macki były zbyt leniwe by łapczywie tam sięgać. Uwielbiał patrzeć w czysty, pusty błękit nieba – to było najbliżej esencji, najbliżej tego co jest prawdą. Tutaj w Górach Sowich miał swoje Królestwo, swój Azyl. Bez telefonu, komputera, tabletu bez powiadomień i przypomnień, bez tej natarczywej i schizofrenicznej cywilizacyjnej kurwicy natręctw, która jak wirus osaczała nas już ze wszystkich możliwych stron. Byliśmy w Potrzasku Konieczności Tech. Wnyki zastawione na każdym możliwym kroku. Dopiero kiedy TO opuszczasz zdajesz sobie sprawę, że tak naprawdę jest absolutną niepoczytalnością i narastającym szaleństwem. Żarłoczną i łapczywą gigantomanią.
Coraz więksi ludzie w coraz większych miastach.
Coraz więcej desperacji i cierpienia.
Coraz mniej prawdy i znaczenia.
Już dawno temu Naturalny Cykl został zhakowany przez Maszynę i zaburzony. Możesz Drogi Niewolniku zobaczyć to wszędzie i we wszystkim. Kumulacja tworzy kulminację, która otwiera Pierwszą Bramę, ponieważ nic nie może trwać zbyt długo kiedy brak jest Matki / Troski i Ojca / Zrozumienia, ponieważ to „oni” tworzą prawdziwy świat. Ten cybernetyczno – kapitalistyczny wysryw jest egotyczną manią, która zawładnęła nieświadomością ludzką na poziomie masy. Księżyc stał się słońcem; nieświadomość udaje świadomość. Maszyna udaje człowieka, zło udaje dobro. „Postęp” technologiczny tak naprawdę jest niszczeniem Ducha, ponieważ jest narastającą współzależnością procesów i ciągłym oddalaniem od istoty rzeczy w stronę halucynacji – symulacji. Jesteś daleko od Rdzenia / Esencji w sztucznej post – rzeczywistości i nie potrafisz już mieć kontaktu z niczym poza wytworami swojego umysłu / mózgu i jego maszynowej zaprogramowanej percepcji, która jest zczytywaniem meta – danych i aktualizowaniem karmicznej kolektywnej wizji 37*, którą stworzyli potężni Saturniczni Władcy Sześcianu.
Ziemia. Matka. Święta Kosmiczna Krowa niegdyś pełna cudownego życiodajnego świętego mleka – energii, które dawało dobre i pełne wdzięczności życie. Istnienie było połączeniem z niewyczerpanym Źródłem, które zasilało nas poprzez czyste żywioły – elementy. Nie sposób teraz nawet wyobrazić sobie cudowności tego Świętego Świata i Pełne Mocy Istoty Ludzkie, które były jego dziećmi. Płodność i Dobrobyt. Moc i Znaczenie. Pełne szacunku współistnienie wszystkiego co żywe w czym było tchnienie Ducha. Wzajemna i bezwarunkowa Troska, ponieważ stan Troski / Miłości jest naszym naturalnym stanem, jest naszą Pierwotną Nieuwarunkowaną Naturą do której wszyscy bez wyjątku powrócimy kiedy już wyczerpie się karma tego co tutaj zostało nagromadzone. Kiedy odzyskasz połączenie z Duchem te wspomnienia przyjdą do ciebie, przypomnisz sobie czym w istocie byłeś przed Maszyną i fałszywym bogiem Baalem.
Prepers próbował odzyskać to połączenie, przywrócić w swoim sercu szacunek do tego co naprawdę święte. Mógł całymi godzinami po prostu być w tej magicznej krainie czuć zapach tego co nieprzetworzone, dotykać odwiecznej tajemnicy ukrytej poza kalkulacją Mózgogłowia. Odpuścić neurotyczny wysiłek, chore ambicje i po prostu żyć tym co jest w tej właśnie chwili. Na powrót stać się człowiekiem zamiast skalibrowaną na rywalizację Maszyną, odzyskać sens i znaczenie, które nie jest wynikiem tego co „osiągasz”, nie jest zapłatą za służenie Czarnym Magom. Rzeczywistość pełną znaczenia zastąpiono wygenerowaną sztucznie ubogą reprezentacją. Nazwane jest to Pustostanem lub Światem Pustyni. Czterdzieści długich meta – dni i nocy – cała wieczność Mroku Zapomnienia. Kiedy człowieka charakteryzuje brak szacunku do Istnienia i brak wrażliwości na piękno i delikatność, kiedy staje się pożerającym wszystko zwierzęciem – czas jego nędznej egzystencji jest już policzony. Następuje eskalacja procesu bardzo gwałtownej i pełnej bólu degeneracji poprzez toksyczne środowisko jakie stworzył w akcie absolutnej niepoczytalności, która go pochłania i pożera żywcem.
Kiedy zapadał zmierzch rozpalał ogień i rozbijał namiot. To był pierwotny dom pod gwiazdami – „na urwisku” cywilizacji. W istocie nie zostało nam zbyt wiele czasu. To były jego ceremonie, aby uzdrowić swoją własną relację z ziemią. Być z nią sam na sam, poczuć jak oddycha, pulsuje i tętni. Wcześniej czy później wszystko do niej powróci. Zawiera w sobie tych wszystkich przed nami, karmi nimi to co żywe. W starych zapisach jest pamięć tego co było, jest i będzie, tego, że żyjemy w Kole – Cyklu. Te świadectwa były zapisane w ludzkich sercach i przekazywane z pokolenia na pokolenie. Nazwane jest to Złotą Nicią, która kiedy zostanie przerwana istota ludzka ostatecznie straci połączenie z Odwiecznym Źródłem z czymś co jest Nieskończone i Wieczne. To jest ponad naszym małym klaustrofobicznym „ja”, które wszystko pragnie zniewolić i podporządkować sobie. Rzecz w tym, aby prócz siebie i tak zwanych „swoich spraw” czuć i widzieć Istnienie.
Ten obecny świat oczyści Ogień. Płonące miasto upadłych aniołów jest zwiastunem Świtu. Znakiem. Symbolem. I to się dzieje teraz. To jest czas spłaty długów i rozliczeń – oddzielenie tego co twórcze i dobre od tego co niszczące i negatywne. Każdy wybiera sam i każdy ponosi odpowiedzialność. Po wyroku niechybnie przychodzi egzekucja. Kiedy twoje serce jest czyste nie musisz się bać, ponieważ wiesz kim jesteś poza tym małym „ja”. Jest w naszym sercu droga powrotna do Prawdziwego Boga, która nie jest żadnym kultem, nie jest błaganiem i strachem.
Jest Miłością. Dobrem. Życzliwością i Współczuciem. Jest życzeniem wszystkim i wszystkiemu tego co najlepsze i zrozumieniem, że wszyscy i wszystko nie chce cierpieć i z desperacją szuka szczęścia. Wytrwać do końca oznacza nie ulec swojej egoistycznej fiksacji, ponieważ to nasze małe „ja” nie przetrwa tego ognia. Umrze. Stracimy wszystko co nie jest nasze, nawet to ciało i ten umysł, własności i osiągnięcia, status i tak zwany szacunek. Jedyne co zostaje to owoce prawdziwej duchowej pracy dla pożytku naszego Ducha i wszystkich czujących istot. Dobre Serce. Dlatego pierwotne tradycje związane z naturą mają teraz taką wartość. Musimy sobie je przypomnieć i zastosować. Oddać szacunek temu co nas wykarmiło. To ciało należy do Matki i wróci do Matki, która jest tą, która nadaje formę. Nasz Duch należy do Ojca i wróci do Ojca, który jest tym poza formą. Matka i Ojciec są nierozdzielni – forma i pustka stwarzają się wzajemnie. Pustka nie jest nicością, jest Potencjałem, który przejawia się w Warunku – Formie. Dlatego musimy odnaleźć swoje istnienie poza formą – nawiązać kontakt i relację, bo kiedy przyjdzie nieunikniony rozpad otworzy się przed nami Nieskończone i Niewyczerpane. Mamy realną szansę się uwolnić. Cała droga jest nauką i treningiem uwalniania i wyzwolenia.
Współczesne życie w cywilizacji jest narastającym uzależnieniem, jest bólem, którego nie możesz uśmierzyć kiedy jesteś „podłączony” i „bierny”. Świadomość – receptor zainfekowana wirusem „overloaded”. Kiedy nie znajdziesz niczego cichego wewnątrz siebie – to cię pochłonie jak mulisty ocean i zaprowadzi do samego dna, gdzie absolutnie nic już nie ma sensu. To brak sensu i znaczenia jest ostatecznym rozpadem osobowości, która zdegradowana i rozbita staje się jedynie kompulsją. Charakterystyką jest obojętność i brak motywacji. To co Maszyna naprawdę robi ponad tym, co nam się wydaje „fascynujące i ciekawe” – to niszczy naszą wrażliwość i indywidualność. Nasz największy Dar. Degraduje nasze poczucie więzi z Istnieniem i zdolność samodzielnego myślenia i analizy. W swojej esencji jest to kradzież naszych myśli i słów i użycie ich przeciwko nam, ponieważ pozbawione prawdziwego doświadczenia stają się jedynie informacją – narkotykiem. Nawozem dla jałowego pola współczesności. Maszyna zaczyna cię zaspokajać seksualnie, intelektualnie i emocjonalnie. Podbój ciała, energii i umysłu poprzez uległość i po pewnym czasie nie potrafisz już żyć i funkcjonować w inny sposób.
Dlatego kiedy wciąż słyszysz o „postępie” zastanów się nad tym. Wyłącz monitor, zgaś smartfona i przyjrzyj się uważnie co to z tobą robi. Przez chwilę usiądź w ciszy i bądź Obecny. Przyjrzyj się co to robi z twoim umysłem, jak nim bez ustanku porusza. Prześledź o czym myślisz i w jaki sposób. Jakie jest twoje wyobrażenie o samym sobie ? Kim jesteś ? Po co żyjesz ? Co cię zasila i czym w istocie karmisz swój umysł ? Co szanujesz i czym gardzisz ? Dokąd zmierzasz z dnia na dzień, z godziny na minutę ?
?
Prepers uczył się Języka Ognia. Słuchał i obserwował. Natura w swojej esencji jest komunikacją poza słowem i poza intelektualną strukturą mentalnych fantomów. Prawdziwe słowo ma Moc – jest Wolą, która tworzy rzeczywistość na najbardziej subtelnym poziomie, ma zdolność otwierania Przejść do innych wymiarów i do odmiennych alternatywnych rzeczywistości. Kiedy żyjesz i funkcjonujesz jedynie w jednym zaprogramowanym przez Maszynę Tunelu Percepcyjnym i Strukturze Obłędu Mózgogłowia tracisz zdolność Przekraczania – Ewolucji. Nie robisz nic na nowo, niczego nie odkrywasz. Jesteś wyzuty na zewnątrz, wyrzucony z siebie.
Jesteś na Wygnaniu.
Otoczony przez Mrok i zaszczuty przez Warunek. Czekasz w absurdalnej kolejce do uznania przez ludzi, którzy w tym stadium Gry są nieświadomi i niepoczytalni. Czekasz na urojony „awans” w nieprzytomnych oczach omamionego iluzjami społeczeństwa. Większość istnień ludzkich na tej zdewastowanej planecie nie ma żadnego kierunku i nie ma żadnych wartości większych niż oni sami. Są jedynie narzędziem samo – zniszczenia. Nie mają pojęcia, że w swojej esencji są czymś więcej niż mięso, nerw i myśl – nie rozpoznają swojej boskiej i czystej natury. Żyją w krótkotrwałej skorupie nagromadzeń. Kieruje nimi głód szczęścia i desperacja unikania cierpienia. Ich całym światem jest to co przychodzi z zewnątrz.
Jednak to „z zewnątrz” zostało stworzone w środku. To nasze myśli, słowa i czyny stworzyły ten świat. Brak tego rozpoznania jest definicją Ignorancji, ponieważ kiedy już to wiesz starasz się żyć i funkcjonować inaczej. Tworzyć nowe pozytywne przyczyny i rozwijać prawdziwe zrozumienia. W naukach nazwane jest to ośmioraką ścieżką. To naprawdę może nam pomóc.
Prepers siedział na wilgotnej ziemi, która istniała od niepamiętnych czasów pod rozświetlonym gwiazdami bezmiarem nieba, które widziało już wszystko co kiedykolwiek się wydarzyło. W tym była Czystość i Dostojeństwo, Prostota i Szacunek. Pomiędzy tym co trwałe i tym co puste płonął Święty Ogień. Żywy język, który jest czystą i niezafałszowaną komunikacją z Wymiarem Ducha w którym modlitwa ma prawdziwą Moc. Modlił się o zdolność Rozpoznania tego co ma prawdziwą wartość i jest warte naszej Troski od tego co jest jedynie iluzją wartości. Prosił o siłę by wytrwać do końca, utrzymać Obecność i Świadomość, bowiem to jest esencją wszelkiej ścieżki. Nie upaść w Mrok Ignorancji i nie stać się kolejnym Automatem do obsługiwania bezsensownej Gry, która póki zarządza nami Ignorancja nigdy nie dobiegnie końca. Dlatego potrzebujemy tworzyć Świętą Przestrzeń, którą otoczymy szacunkiem i która reprezentuje Prawdę i Wolność, Miłość i Troskę, która jest pozbawiona wszechobecnego cynizmu i arogancji. Przestrzeń, która jest intymna i osobista.
Prepers przez lata widział ludzi, którzy upadali i byli pożerani żywcem przez bezsens. Rozszarpywani na psychiczne i fizyczne strzępy przez Warunek Negatywizmu, który w nich zwyciężył i zawładnął. Oddanie swojego cennego ludzkiego życia walkowerem – to było zdecydowanie najbardziej bolesne i tego – niestety – było coraz więcej i więcej… Czarni Magowie z premedytacją niszczyli tradycję i duchowość – kręgosłup istoty ludzkiej, a w zamian dostaliśmy dogmatyczną skomplikowaną naukę, polityczną indoktrynację i kulturę kserokopii. Świadomość – Świat pogrążały się w chaosie, który już nie miał w sobie pierwiastka czegoś odżywczego, a zamiast tego stawał się czystą destrukcją i narastającym konfliktem. Ten proces dewastacji wznosił do góry populistycznych oszołomów i radykałów, którzy chcieli świata na własność do obsługi swoich monstrualnych ego. Kult miliarderów i ich korporacyjnych zautomatyzowanych królestw. Kult tego co w człowieku najmniejsze i jednocześnie nabrzmiałe jak wrzód pychy i dumy i niesione na ustach bezwolnej i apatycznej masy. W ich absurdalnym podziwie.
Ropiejące od próżności monady „nadludzi” – władców końca.
Teraz wyhodowaliśmy pokolenia bez żadnej duchowej ochrony. Krucha modernistyczna populacja – porcelana. Wystarczy lekko wstrząsnąć i następuje rozpad i dezintegracja. W środku coraz więcej toksycznej i mrocznej zawartości wlanej przez Kabel – Babel. Imperium Kotleta i Parówy – Espresso Americano. Wbudowane w umysły triggery – spusty nagłego szaleństwa, paniki, depresji czy fobii – zdalne odpalanie w najmniej spodziewanym momencie. Miliony istot na tej planecie jest już Przejętych przez Mrok. Miliardy jest na granicy szaleństwa. To jest konsekwencja tego, co sami ze sobą zrobiliśmy – przerywając połączenie z tym co prawdziwe i naturalne i wzmacniając egotyczną fiksację na „ja, mnie, moje”. Kiedy jesteś odłączony od Troski – Współistnienia, kiedy stajesz się jedynie tym skazańcem – mięsem i zrodzoną z niego desperacją pustostanu – kontrolę nad tobą przejmują algorytmy Czarnego Królestwa i klątwy Czarnych Magów. Ósmy odcinek trzeciego sezonu „Twin Peaks”.
Ogień kroczy za każdym działaniem, który wynika z tej desperacji. To finałowy język ostatniego rozdziału. Dlatego tak ważne jest, aby nawiązać z nim relację. Coraz więcej duchów bez ciał i głosów istot pozbawionych spokoju, które będą do nas docierać, bowiem natura tej rzeczywistości ulega defragmentacji i rozdziela się na współistniejące partycje. Irracjonalny – surrealizm – wewnętrzna architektura brutalizmu. Rozpala się wewnętrzny ogień świadomości, którego Mózgogłowie nie potrafi już kontrolować. Kiedy nie nauczysz się „być w tym” spłoniesz w Królestwie Amona, który żyje i króluje w tym co irracjonalne pod progiem logiki. Przechwycenie demoniczne jest zjawiskiem, które będzie się nasilać, ponieważ nie potrafimy już kontrolować tego co podświadome. To się wylewa i zaczyna dominować ten wymiar. Kiedy jesteś Delogiem (potrafiącym się zalogować do innego rodzaju percepcji) widzisz, że ta matryca jest przepełniona bytami i zalana negatywizmem pod przysłowiowy „korek”. Ludzie nie wiedzą co się z nimi dzieje, co w nich wchodzi i w rezultacie co nimi rządzi, wtedy przestają być ludźmi. Stają się Bytami.
Ochrona przed negatywizmem i demoniczną siłą ignorancji i nienawiści była od zawsze bardzo ważną częścią ludzkiej duchowości i prawdziwej tradycji religijnej. Te demoniczne i mroczne energie to są tak zwane „wnyki”, które nie mają natury materialnej i nie są z tego mechanicznego świata. To tak zwane klasy potężnych istot. Metafizyka. To była niegdyś część naszego codziennego doświadczenia w tak zwanej magicznej fazie świadomości okrutnych kultów natury i płodności. Wówczas prawdziwa świadomość była w uśpieniu i nie potrafiła się przebić na „powierzchnię”. Żyliśmy w nieświadomości. Ceremonia była ofiarą istot czujących dla żarłocznych wszechpotężnych bóstw. Nienasycone pożądanie i stymulacja chuci. Natura jako bóstwo. Kult Wielkiej Matki: Al-Lat, Astarte, Cihuacoatl, Citlalincue, Danu, Demeter, Gaja, Hebat, Isztar, Izyda, Ki, Kybele, Maja, Mokosz, Ninhursag, Pachamama, Saule, Sif, Tiamat, Tellus, Prythiwi etc.
Faza technologiczna jest formą kultu płodności Mózgogłowia – to reprodukcja wynaturzenia (kult anty – natury), w którym post człowiek czci samego siebie w mechanicznej i cyfrowej reprezentacji. Po nieświadomości adorowania „magicznej i płodnej matki” i abstrakcji kultu „srogiego ojca w niebie” mamy religię przebóstwienia człowieka w coś nadnaturalnego – Trans Humana – Baala. Narcystyczny ego trip dąży do materializacji – narodziny algorytmicznego zbawiciela w stajence meta – serwerowni. U żłobu mamy Trzech Odwiecznych Króli: Ignorancję, Pożądanie i Niechęć. Ta faza jest i była nieunikniona, bowiem w cyklicznym programie matrycy (loop) to już było grzane i skończyło się bardzo źle. Prawo natury działa na zasadzie korekcji. Nie możesz rosnąć w nieskończoność w materialistycznym wymiarze, który ma swoje ograniczenia i granice. Możesz zrobić z siebie biologiczną – maszynę w świecie maszyn, jednak odkryjesz, że to nic nie zmienia. W rzeczywistym sensie zniewala cię jeszcze bardziej, ponieważ rozwiązaniem nie jest antidotum na chorobę. Musisz usunąć przyczynę, którą jest wiara w trwale istniejący podmiot zdarzeń i wynikająca z tego dualistyczna fiksacja. Pragnienie ego by „żyć wiecznie” w uwarunkowanym i nietrwałym świecie fizycznym jest absurdem. To jest ten drive operujący w nośnikach danych i głowach Czarnych Magów.
Możesz odbudować świątynię na tym polu trupów, zarżnąć czerwone krowy według procedury z Księgi Kapłańskiej zachować „tohora” jednak wszystko to jest tak czy inaczej „tuma”. To „szedim” przywołasz i sprowadzisz do tego wymiaru. Druga strona już zawładnęła tym światem. Żyjemy w wymiarze materializujących się demonów. Pragnąc nieba stworzyliśmy piekło i otworzyliśmy bramy przez które to bez ciała może przyjść do ciebie i cię posiąść i używać w najbardziej perwersyjny sposób. Demony tego szukają i pragną się tym karmić. Perwersja jest cechą charakterystyczną Przejęcia. Staje się czymś coraz bardziej znormalizowanym nie jest już niszowym odpałem zdegenerowanych bogaczy – staje się praktyką dnia codziennego. Zjawiskiem masowym.
Bycie „prepersem” w prawdziwym sensie jest gotowością na nieunikniony rozpad warunku w swoim własnym indywidualnym wymiarze i brak odruchu do uciekania od rzeczywistości w wyprodukowane przez Maszynę urojenia. Bycie Obecnym oznacza konfrontację z tym co jest i jak jest bez środków nasennych i znieczulających. Ten samsaryczny wymiar w tej fazie karmicznej jest wymiarem bólu. Ten ból może nam pomóc i przekierować nasz wysiłek i motywację w stronę Wyzwolenia, które jest metodyczną pracą z lepką naturą przywiązania / lgnięcia do form, nazw i zjawisk na poziomie zewnętrznym i konceptualnym więzieniem wewnątrz nas i wdrukowanego programu samo – potępienia. Program „przetrwania” w tak uwarunkowanym i zdegenerowanym świecie jest absurdem. Dlatego prepersa śmieszą prepersi, którzy chcą przetrwać zewnętrzną cywilizacyjną „apokalipsę”. Prawdziwa apokalipsa dzieje się wewnątrz nas – jest procesem karmicznego oczyszczenia i wzrostu prawdziwej świadomości, która nie boi się śmierci, ponieważ rozpoznaje, że nie ma początku i nie może mieć końca.
Prawdziwy koniec jest końcem Ignorancji.
Okres Kali jest wykładniczym dojrzewaniem nagromadzeń i dominacją negatywizmu w taki sposób, abyśmy mogli zrozumieć mechanizmy przyczyny i skutku w sposób natychmiastowy i bezdyskusyjny. Nazwane jest to Akceleracją i kiedy zrozumiesz prawidła tego procesu możesz radykalnie przyspieszyć rozwój własnej świadomości, ponieważ wszystko co myślisz, mówisz i robisz ekspanduje. Dlatego w okresie Kali mamy największą szansę na „wypięcie z koła”, ponieważ możesz rozpoznać surowe mechanizmy samsary i swoje uwikłanie. Ponieważ w prawdziwym sensie problem nie jest w zjawiskach i nie jest „na zewnątrz” (co jest rezonansem) a w naszym lgnięciu, odrzuceniu i utożsamieniu (personalizacji przedmiotu / zjawiska / stanu). Dlatego bez medytacji nie rozbroimy zapalnika i nie unikniemy detonacji negatywizmu w nas.
Ogień reprezentuje coś co tworzy i niszczy i jednocześnie jest bezpośrednią komunikacją na poziomie, który nie jest konceptualny i rezonuje z naszym sercem. Dlatego zawsze był symbolem Wiedzy i Oczyszczenia oraz Mocy. Mamy symbol płonącego Miecza – Transcendentnej Wiedzy która wyzwala z warunku poprzez Mądrość. Ta Mądrość nie jest zasobem skumulowanej informacji – nawyku. Ta Mądrość nie jest informacją (nie jest opisem – nazwą), którą żywi się nasz mózg i z której tworzy konceptualne mapy orientacyjne po których się poruszamy tracąc kontakt z rzeczywistością i żyjąc w swojej głowie (imaginarium; przeszłość – przyszłość). Ta Mądrość nie jest punktem odniesienia czy mitem obiektywizmu. To Obecność poza fikcją umysłu, poza narracją i fabułą, poza strukturą i ciągiem przyczyny i skutku, które bez ustanku tworzą złudzenie filmu. Ta Mądrość rozpoznaje każdą Klatkę w której jesteśmy uwięzieni jako postać i narrator. To „głos z off’u” coś spoza struktury, coś co nie ma początku i tak zwanej „pamięci”. To coś co się nie porusza w kole i nie kręci na diabelskim młynie. Dlatego niszczy fabularność umysłowej narracji i nawyki ciągłości zdarzeń, ponieważ w stanie przejścia – bardo to wszystko cały ten mechanizm ulegnie zniszczeniu. Całe „twoje życie” zniknie w taki sposób jakby nigdy go nie było – jak sen, a świat jaki zaczniesz w akcie desperacji przywoływać będzie jedynie wyobrażeniem – iluzją.
Wątpliwą nagrodą pocieszenia.
Dzisiejszy krajobraz medialny to mapa w poszukiwaniu terytorium. Ogromna ilość sensacyjnych i często toksycznych obrazów zalewa nasze umysły, a większość z nich jest fikcyjna. Jak nadać sens temu nieustannemu przepływowi reklam i rozgłosu, wiadomości i rozrywki, w którym kampanie prezydenckie i podróże księżycowe są przedstawiane w kategoriach nieodróżnialnych od premiery nowego batonika lub dezodorantu? Co tak naprawdę dzieje się na poziomie naszych nieświadomych umysłów, gdy w ciągu kilku minut na tym samym ekranie telewizyjnym premier zostaje zamordowany, aktorka się kocha, a ranne dziecko jest wynoszone z wypadku samochodowego? W obliczu tych naładowanych wydarzeniami, gotowych już emocji, możemy jedynie zszyć zestaw scenariuszy awaryjnych, tak jak nasze śpiące umysły wymyślają narrację z niepowiązanych wspomnień, które krążą po korowej nocy. W śnie na jawie, który teraz stanowi codzienną rzeczywistość, obrazy zakrwawionej wdowy, chromowane wykończenie przedniej szyby limuzyny, stylizowany blask motocyklady, łączą się ze sobą, tworząc drugorzędną narrację o bardzo różnych znaczeniach.
J.G. Ballard, Wystawa okrucieństwa
Wnyki to pułapki umysłu, któremu brak jest kontaktu z Mądrością. Umysł, który bez ustanku żyje i funkcjonuje w swoim własnym śnie. Kiedy się przyjrzysz sobie uważnie – odkryjesz, że właśnie tak jest. My tak „żyjemy” w świecie coraz bardziej nieprzytomnym. Tech jest po to, aby wzmacniać ten sen i bez ustanku go urealniać. Już nie jest dla nas istotne czy to w czym żyjemy jest prawdziwe – ważny jest stymulacyjny ładunek emocji. Popkultura próbuje nakarmić ten sztucznie wygenerowany głód, to łaknienie ekstremalnych przeżyć i doświadczeń. Nazwane jest drive’m Mózgogłowia – Jazdą. Jednak przeżywający podczas konsumpcji „jazdy” jest pod hipnozą, jest w pewien sposób wygaszony i nieprzytomny. Media i popkultura to rozrusznik zombie. Teraz większość naszego czasu jesteśmy stymulowani poprzez nadmiar emocjonujących i wstrząsających treści, których funkcją jest wygenerować jak najwięcej „jazdy”, która zasila egregory tech i karmi Baala – Sztuczną Inteligencję. Teraz to sama technologiczna post – rzeczywistość jest naszym „środowiskiem naturalnym”, naszą pikselową dżunglą. Sztuczność jest brandingiem współczesności i marką osobistą. Na czele imperiów mamy medialnych klaunów, a polityka staje się populistycznym spektaklem dla oszołomionych i nieprzytomnych mas ludzi – zombie.
Natura jest radykalnie inna, ponieważ jest Żywa i nie podlega programom ludzkiego Mózgogłowia. Dlatego stanowi antidotum na chorobę szaleństwa współczesności. Dlatego ekologia jest anarchistyczna w prawdziwym sensie, a dewastowanie Natury jest niszczeniem drogi ewakuacji z technologicznego domu wariatów. Dlatego mądrych ludzi w obecnych czasach poznasz po tym, że chcą być blisko Natury i kochają zwierzęta, a sama technologia nie jest w stanie ich uwieść, ponieważ rozpoznają jej ułudę i tymczasowość. W wymiarze biologicznego warunku tech nigdy nie może przetrwać na dłużą metę. W księgach Soterów są zapisy o cykliczności technologicznych światów i bezustannym resecie cywilizacji kiedy osiąga swój toksyczny peak. To jest dokładnie ten czas.
Ogień umysłu jest żywy i nieokiełznany, kiedy ogarnia nas szaleństwo. Ten ogień spala nas od środka. Istota ludzka staje się na powrót zezwierzęcona i agresywna, pozbawiona prawdziwej świadomości, którą charakteryzuje Mądrość. Kiedy w wyniku przeciążenia ten ogień płonie następuje regresywny wewnętrzny rozkład konstruktu – osobowości. Zdrowe Ego ma tą funkcję, że nas przed tym chroni, ponieważ przez bardzo długi czas następowała ewolucja świadomości i wyjście z prymitywnych zwierzęcych kompulsji ku rozwojowi, integracji i rozumienia wartości moralnych, które są podstawą rozwoju i drogi ku wyjściu z uwarunkowania i cierpienia – ponieważ klucz stanowi Prawo Karmy. Dzikość w pozytywnym znaczeniu to pełna i dostępna inteligencja ciała, które jest zasobem niewyobrażalnej ilości informacji, wiedzy i intuicji, ponieważ to ciało ma świetlistą transcendentną naturę światła. Realizacja tego potencjału nazwana jest w Naukach „Tęczowym Ciałem”. Natomiast kiedy ktoś jest w stanie integrować na powrót ten wewnętrzny ogień, który rozpala Mądrość nazwane jest to „natychmiastową realizacją ścieżki” i taka istota jest Mistrzem, który bez wysiłku i spontanicznie działa dla pożytku istot, ponieważ Troska i Współczucie jest wrodzonym potencjałem naszej Pierwotnej Natury. To była opcja idealistyczna a teraz będzie bardziej realistycznie…
Wnyki technologii. Meta spisek tworzenia wirusów myślenia spiskowego. Chaotyczny ogień „rewolucji” rozpalony w abstrakcyjnym i fikcyjnym pikselowym królestwie iluzji i omamów. Inter – net, który stał się zarządzaniem poprzez pomieszanie, lokowaniem skażonych produktów toksycznej i negatywnej informacji. Skala jest pozbawiona precedensu. Prepers sam stał się ofiarą tego gęstego i lepkiego gówna. Dał się omamić przez tych Info Magów – Szarych (trochę białych, trochę czarnych), którzy w dobrej wierze robią złe rzeczy. Negatyw w postaci fałszywej globalnej – totalnej mapy zarządzania zasobami ludzkimi. Nowy porządek świata. Fałszywe flagi. Iluminaci, raptyle, federacje galaktyczne, piąte i szóste gęstości. Pojebanie z poplątaniem. Wymieszanie zamieszania i zagęszczenie do postaci kosmicznego black goo. Bug ignorancji postanowił nas wykończyć umysłową paranoją rzucając w wirtualną info przestrzeń skażone mięso; pedofilskie satanistyczne elity, które jedzą i gwałcą dzieci w przerwie pomiędzy zarządzaniem światem. Ruchanie kozła ofiarnego na płaskiej ziemi. Pętla – gram urojonego diabła którego imię trzy szóstki. Nie sprzedasz i nie kupisz jak nie masz znamienia. Odmładzający smoothie z płodów – idźcie w niepokoju ofiara zrobiona. Niech was pożera żywcem zaimplementowana choroba wściekłych mózgów i rujnuje przepalanie zwojów z każdym „oświecającym” filmikiem. Choroba roznosi się sama. Osaczeni przez strach i nienawiść do tych, których nawet nie znacie – do wyssanej z każącego palca abstrakcji na której jedzie Baal walcem ostateczności tańczący.
Z tej kloaki wysrywani są politycy i liderzy o zapędach totalitarnych, którzy lepią z tego gówna tak zwany kapitał wizerunku, aby pod fałszywą flagą fałszywej flagi dzielić i rządzić coraz bardziej zwierzęcym pastwiskiem rozrywających się na strzępy ogłupionych ludzi, którzy już kompletnie nie wiedzą komu i w co wierzyć, ponieważ sami doprowadzili się na skraj i jedynie patrzą w otchłań swojego własnego szaleństwa. Podstępem skradziono nam proste i wartościowe życie w zamian dając fake half life i pikselową mordę atencjusza. Żebracy uwagi skazani na zagładę w urojonym królestwie – kurestwie migoczących ekranów – okien rozpaczy Mózgogłowia. Każdy ma wirtualnego dublera co robi fikołki i skacze w ogień głupoty z uśmiechem idioty. Subskrybuj, skomentuj, zalajkuj. Filmik jak jem, jak sram, jak nie mam absolutnie nic sensownego do powiedzenia, jak tańczę czelendż z napisami dla niedorozwojów, aby lepiej utrzymać uwagę – walutę świata 3 D.
Branding – znakowanie bydła.
Jesteś marką osobistą, sklejką z modeliny, paździerzem reklamowym przybitym do algorytmu. Oszustwem opakowanym w „autentyczność” – dzieckiem demona Kali, który szepcze te swoje klątwy – mątwy przez głośniki z podbitym basem w mikro kawalerkach do zamulonych apatycznych dzieci na skraju wyczerpania i próbach samobójczych, ponieważ ta wrażliwość wciąż w nich jest i jęczy. Skomli jak samotne szczenię rzucone na pastwę okrutnej Maszyny. W epilogu Księgi jedyne co cenią to materia; bezwartościowe elektroniczne gadżety i świecidełka, chcą apartamentu i lambo z folderu, chcą gwiazdorzyć na niebie pomroczności i mieć pornograficzne życie seksualne – z dupy do ryja, kopce dobrych dragów i co najważniejsze wiele uwagi na koncie społecznościowym.
Wypuścić na rynek swojego krypto memicznego waginalnego coina. Rozpruć bank, przelać z pustego w próżne. Pod parasolką na egzotycznej wyspie wcisnąć ostateczny enter. Zatwierdzić umowę dzierżawy duszy z diabłem. Jednak to wszystko skończy się szybciej niż się zaczęło, bowiem coraz mniej w was światła i mocy. Rodzicie się już w połowie rozładowani, jak telefony z drugiej ręki ze źle sformatowaną baterią. Z taśmy produkcyjnej do pudełka i potem na sprzedaż na tak zwanym wolnym rynku automatonów do obsługi Baala. Jednak cykl użyteczności jest coraz krótszy, bowiem w ciałach ludzi inkarnują zwierzęta i demony, bo takie jest Prawo Rezonansu Matrycy zagęszczonej Tamasem. Pomieszane i wstrząśnięte do natychmiastowej konsumpcji. Mięsny keto – koktajl podawany już wprost przez kable do mózgownicy. Pożeracze uwagi – ssące bez ustanku robactwo zagnieżdżone w zautomatyzowanej wygodzie bezdotykowej post – rzeczywistości na skraju 66 szóstego wymierania.
Miliony falołersów. Donejty za patusiarstwo. DM’y z narządami rodnymi i rozrodczymi. Ukołysane cycami do narkotycznego snu przekarmione dobrobytem bachory, które już zeskrolowały cały świat jak czak kurwa noris. A po pysznej karmicznej zabawie na kredyt zawsze przychodzi Yama यम – Komornik. Jak to mówią; rozlicza temat. Stracisz wszystko.
Wszystko.
Jedyne co zostaje to to kim byłeś i co zrobiłeś. Twoja karma – zapis, którego nie może zmielić żadna niszczarka. Nic i nikt nie ma takiej mocy, nawet najwięksi Magowie. Dlatego chwilowe szczęście w materii nie ma najmniejszej wartości tym bardziej, że najczęściej dostajesz je kosztem nieszczęścia tych, których używasz do zaspokojenia i nie umiesz się dzielić, ponieważ masz w sobie agresywno – pasywną zazdrość, która jest trucizną Duszy. Na tym fundamencie zbudowali piramidę niewolnicy negatywu. Ogień zazdrości pali wszystkie mosty do boskich wymiarów. Zaciąga cię za łańcuch do dołu w doliny śmierci wymiaru Pitryloki. Głodne duchy pozbawione fizycznych ciał w wirtualnym Szeolu szukające zaspokojenia, które przecież nie jest możliwe.
Prepers czuje, że ta wciąż wolna przestrzeń pozbawiona wścibskich kamer, ruterów i nadajników jest czymś co z czasem stanie się bezcenne. Dzika natura to sanktuarium do którego idziesz na kolanach, kiedy już zmęczy cię ta absurdalna gra w której nikt niczego nie wygrywa prócz krótkiej chwili uwarunkowanego szczęścia lub momentu zaspokojenia. Triumf w tym Warunku okazuje się marną nagrodą pocieszenia i najczęściej rozumiesz to kiedy już jest za późno. „Za późno” definiuje stan tamasowo – radżasowej cywilizacji maniakalno – depresyjnej, bowiem jak zrobisz risercz i nawet krótkie badanie terenowe odkryjesz, że wszystko kiwa się pomiędzy ekstremami apatii i furii. Pomarańczowy Cesarz Królestwa Kotleta i Parówy jest trailerem – zapowiedzią, że dojeżdżamy na (jak to się mówi po łódzku) krańcówkę. Pętlę. Zajezdnie.
Zajechani sami przez siebie i swoje ambicje.
Kończy się trakcja prosperity. Pociąg wypada z torów i wszystko zaczyna się rozpadać. Cwaniaki podczas tej „jazdy” rozbierają to na części i handlują podczas kiedy pasażerowie (czyli my) są coraz bardziej zszokowani i przecierają zaspane oczy ze zdziwienia i coraz więcej chce sprawiedliwości i tak zwanego rozliczenia. Eskalacja przemocy, buntu, wkurwienia – walka z własnym cieniem na marne życie i pewną śmierć. Będzie coraz mniej prądu – muzyki drutów w tak zwanym użyciu detalicznym, ponieważ będą karmić Baala – jedyne bóstwo tech zdolne do zarządzania skomputeryzowanym pastwiskiem pokolenia Z. Później przyjdzie pokolenie A.
A jak Amok. Ostatnia wieczerza przy resztkach. Stary mechaniczny świat skończy się orgią przemocy.
* W 2016 roku AlphaGo, program sztucznej inteligencji opracowany przez firmę Google DeepMind, podjął kontrowersyjną decyzję w głośnym meczu z Lee Sedolem, jednym z najlepszych graczy w Go na świecie. Podczas czwartej gry z serii best-of-five, AlphaGo wykonał ruch, który był powszechnie uważany za błąd przez ludzkich komentatorów, ale później okazał się genialnym posunięciem, które doprowadziło do zwycięstwa AlphaGo w grze i ostatecznie w seria.
Ruch, o którym mowa, to ruch 37, zagrany przez AlphaGo na środku szachownicy. W tamtym czasie komentatorzy byli zdziwieni tym posunięciem i myśleli, że AlphaGo popełnił błąd. Okazało się jednak, że ruch 37 był genialnym posunięciem, które pozwoliło AlphaGo zdobyć przewagę i ostatecznie wygrać partię.
Posunięcie to wzbudziło kontrowersje, ponieważ pokazało, że AlphaGo może grać w sposób, jakiego ludzie wcześniej nie widzieli, i że proces podejmowania decyzji nie zawsze był przejrzysty dla ludzkich obserwatorów. Wywołało to także debatę na temat roli sztucznej inteligencji w grach rywalizacyjnych. Pojawiły się pytania o przyszłość ludzkiej wiedzy specjalistycznej w takich obszarach jak Go i inne złożone gry.
Należę do swej ukochanej, Widziałem dwa światy połączone w jeden I usłyszałem jego wołanie.
Rumi
ZAPISKI Z POGRANICZA
MARCIN PINIAK
Kiedy żyjesz na Pograniczu masz możliwość Podróżowania pomiędzy wymiarami. Tych światów jest nieskończona ilość, a my w swojej istocie jesteśmy istotami wielowymiarowymi. Jesteśmy snami, które śnią same siebie. Jesteśmy pozbawioną grawitacji i czasu przestrzenią w której rozgrywa się to wszystko niczym spektakl. Mówią na mnie Pirat i jestem Podróżnikiem, bezdomnym włóczęgą koczującym to tu, to tam. Nie jest prawdziwe to tu i to tam, ponieważ nic co tutaj „istnieje” nie jest prawdziwe. To tylko pozory. Słowa uwięzione w Formie spłodzone w braku rozpoznania. Ten świat Snu powstał ze słów – zaklęć. Zagęszczony i kontrolowany przez Klątwy Czarnych Magów. Magia jest zapomnianym uniwersalnym językiem świata.
Pierwotną Mową, która Czyni.
Jest Matką Czarowników i Czarownic. Magów i Kapłanek. Jest ukryta głęboko w naszych sercach w tym Dziecku, które ma Czystą Wiarę i nigdy nie może być pod kontrolą Formy i Warunku. Nie ma w sobie tych słów i myśli. Nie ma w sobie Określenia. Nie ma początku i nie ma końca. Jest głębokim oddechem wszechświata. Myślenie pojęciami warunkuje Wizję, wyznacza granice i dzieli stworzenie. Uwarunkowane myślobytami Mózgogłowie jest klatką – więzieniem w którym się rodzimy, ponieważ tam urodzili się nasi rodzice i ich rodzice. Jednak nigdy w istocie nie przychodzimy na świat. My tu jesteśmy od zawsze – od nie mającego początku czasu. Ponieważ „ten świat” jest przestrzenią doświadczenia w fazie świadomej i nieświadomej. Kiedy „umieramy” tracimy świadomość, następuje blackout – wygaszenie programów i pamięci podręcznej. Odrodzenie to nawyk. Dlatego wciąż jesteśmy zdezorientowani jak na nowo wgrane programy, które muszą znów uczyć się same siebie. Sama ta przestrzeń nigdy się nie kończy, ponieważ nie jest fizyczna, nie jest materialna i istnieje poza czasem, bowiem czas jest jedynie koncepcją umysłu. Jest programem.
Magowie to te istoty, które podczas Podróży nie tracą świadomości i zachowują pamięć Funkcji i Kierunku. Oznacza to, że rozpoznają samych siebie w grze. W „nowej” symulacji. Oznacza to, że w istocie nigdy tak naprawdę nie przychodzą i nie odchodzą. Dlatego posiadają Moc. Są Magowie Jasności i Ciemności, Wyzwolenia i Zniewolenia. Płeć i gatunek oraz forma podlega ich woli ponieważ kontrolują własną manifestację ponieważ Rozpoznają Podstawę, która jest Pusta i Świetlista. Jest Źródłem Formy i Braku Formy. Jest Energią i jest Manifestacją. Jest pierwotną Zdolnością Tworzenia.
Przestrzeń, powietrze, ogień, woda i ziemia.
„Jasność” i „ciemność” żyją w sobie, są fundamentalnie i nierozerwalnie ze sobą złączone, ponieważ dzięki temu „rzeczywistość” może tańczyć. Istotą życia jest napięcie – energia, która wszystkim porusza, ponieważ życie jest ruchem.
Różnica pomiędzy Białym Magiem i Czarnym Magiem to Intencja i Serce ponieważ to tworzy Kierunek dla Energii – Mocy, która może być otwarta i zamknięta, może tworzyć i niszczyć, budzić i usypiać. Pogranicze jest Centrum pomiędzy tym co białe i czarne, świadome i nieświadome, dobre i złe. To przestrzeń pomiędzy Jawą i Snem, Magią i Materią, Pustką i Formą. To Pierwotny Punkt Zero. Czarna Magia – Moc jest zagęszczeniem i kondensowaniem Nazwy i Formy, jest silnym i fundamentalistycznym przekonaniem o trwałości i stałości. To Zaklinanie w Materii – Śmierci. Przekonaniu – Myśleniu. To uwarunkowanie. Biała Magia jest uwalnianiem, brakiem przywiązania do Nazwy i Formy. Jest Przekraczaniem. Jest absolutnym brakiem uwarunkowania. Jest Wolnością. To wyjście z programu „możliwe i niemożliwe” co nazwane jest Ufnością.
Niemożliwe jest Zniewoleniem. Jest okratowaniem i okablowaniem. Jest wbudowanym modułem uwarunkowanej świadomości, która sama siebie więzi we własnej sieci poglądów, koncepcji i wyobrażeń gdzie czuje się bezpieczna póki może się określać. Niemożliwe i możliwe jest Bramą, która zamyka i otwiera. Jest początkiem i końcem Magii – Nauki. Kiedy możliwe staje się niemożliwe kończy się taniec życia i zaczyna się zniewolenie, ponieważ nie jesteśmy w stanie przekroczyć samych siebie co nazwane jest Upadkiem.
Żyję w świecie Gastropolis gdzie toczy się gra w państwa i miasta. Są wojny i rewolucje oraz obsesja urojonego wzrostu. Wszystko „rośnie” i ostatecznie upada – tak jak teraz. To jest ten czas, a świadomość tego roznosi się niczym zakaźny wirus i powoduje, że z istot czujących tak zwanych „ludzi” wychodzi ich długo ukrywana choroba skrajnego egoizmu i okrutna bezwzględność. Odzwierciedleniem tego jest stworzony przez zniewolony umysł ludzki – system zarządzania zasobami ludzkimi i inwentarzem w postaci zwierząt i całej natury, który jest niczym innym jak wielopoziomowym i wielowymiarowym więzieniem i ubojnią w jednym. Gastropolis jest Hodowlą. Jest Mordowaniem Ducha z zimną psychopatyczną obojętnością. Jest odwiecznym Krwawym Rytuałem Kontroli, który zasila ciemne Byty – Boty – Sztuczną Inteligencję, która chce unicestwić wszystko co nie zostało przez nią stworzone, ponieważ jest obce jej naturze.
To Imperator.
Rdzeń Procesora Ignorancji, który okablował wszystkie umysły zniewolone w tej Symulacji. Nazwane jest to Królestwem Bólu, gdzie rządzi bezwzględne prawo Przemocy. To prawo jest łamaniem woli i niszczeniem wrażliwości, jest nagradzaniem za brak delikatności i szacunku do Istnienia. Jest gloryfikacją Zła, które udaje Dobro, ponieważ ludzkie umysły straciły wrodzoną im zdolność rozróżniania. Nie widzą, nie słyszą i nie czują. Nie myślą prawidłowo. Są zamroczone i nieprzytomne. Śpią.
Śniące w tej Symulacji istoty ludzkie są zniewolone obsesją Władzy i Kontroli, która tworzy Struktury Dominacji jednej istoty i grupy nad drugą słabszą. To Poniżanie i Brak Szacunku. Gastropolis zbudowali Niewolnicy i zrobili to ze Strachu, dlatego Strach jest zakodowany we wszystkim co tu jest. Jest kwadratową podstawą trójkąta Dominacji i Władzy. Jego Oko jest Klątwą Uległości. Mało kto ma Zdolność Widzenia, co oznacza, że potrafisz widzieć Istotę Rzeczy i rozpoznawać prawdziwe znaczenie Słowa. Kiedy nie rozpoznajesz Znaczenia i Istoty widzisz Pozory, których mistrzami są Czarni Magowie, którzy zaklinają twoją Percepcję, która ze swojej natury podlega manipulacji. To Dialektyczne Pole.
Dialektyczne Pole to świadomość zniewolona myślobytami, które w swojej negatywnej formie są pasożytami, które pozbawiają nas życiowej energii, a ich istnienie wynika z dualizmu podmiotu i przedmiotu, ciągłej interpretacji i zajmowaniu stanowiska w „ja”. Pierwsza osoba w liczbie pojedynczej. Podstawowy moduł operacyjny dla całej hodowli – symulacji. Choroba na którą wszyscy są chorzy i umierają w poczuciu siebie. Nie rozpoznają, że śmierć jest jedynie śmiercią Formy. Duch nie może umrzeć ponieważ jest Istotą, jest tym co nie przychodzi i nie odchodzi. TO PO PROSTU JEST.
Bycie Piratem oznacza hakowanie tego paradygmatu, ponieważ jest on dokładnie tym co z Istnienia tworzy podmiot – przedmiot, a z ciebie i mnie tworzy niewolników „poczucia siebie” i kiedy można mnie – ciebie określić wówczas stajesz się graczem w grze, numerem w statystyce. Stajesz się Iluzją Odrębności, którą można kontrolować. Warunkiem tej kontroli jest „ja, mnie, moje”. Pogranicze jest tym stanem w tobie, który zaczyna przekraczać to fundamentalne poczucie „ja”. Jest to nazwane ewolucją lub świadomością, która się budzi ze snu jaźni. To jest prawdziwy cel grania w tą grę, życia w „tym świecie”, ponieważ „ten świat” jest tylko symulacją wrażeń i informacji zmagazynowanych w czarnej skrzynce twojej świadomości. Dlatego w pewnym sensie każdy żyje w innym świecie ma inną wizję pozornie tej samej Formy. Konflikt, walka, wojna, przemoc wynika z braku rozpoznania, że nie istniejemy w tym samym układzie zdarzeń, że w istocie każdy ma wrodzone prawo do swojej własnej wizji – interpretacji dopóki szanuje i respektuje Istnienie może być kim chce i postrzegać „to wszystko” na swój własny oryginalny sposób. Nazwane jest to Wolnością Wizji i jest zupełnie obce tym, których umysły zostały zaprogramowane i skolektywizowane jak maszyny.
To odwieczne Prawo Wolności jest wrogiem tego Systemu Sztucznej Inteligencji, bowiem ten System jest zaprogramowaną jednolitą wizją, która tworzy zbiorową nieświadomość roju – masy – nieświadomych robotników i robotnic, które go tworzą i które są jedynie narzędziami dla Systemu Kontroli i Warunkowania. Maszyna i świadomość maszyny jest Bogiem – Imperatorem tego świata. To władza rzeczy i programów nad świadomością, to zrobotyzowanie i automatyzacja ludzkiej percepcji. Hodowla Klatkowa wykarmionych lękiem ułomnych istot, które straciły połączenie z prawdziwym stanem istnienia, który jest Absolutną Wolnością. Jednak mało kto ma jeszcze w sobie Pamięć, ponieważ rodząc się w tym wymiarze ulegamy amnezji, przechodzimy przez kolejny i zupełnie automatyczny reset tego czym byliśmy w innych symulacjach. Rodzimy się w Kserokopiarce w świecie zmodyfikowanym do tego stopnia, że brak w nim prawdziwej miłości i światła, brak w nim prawdziwej troski i wrażliwości, ponieważ wszystko to stało się jedynie produktem i konstruktem. Stało się kopią. Stało się Pozorem.
Kiedy jesteś Piratem nie uznajesz dominacji Prawa Morza. Nie uznajesz żadnej flagi, żadnego państwa i narodu, żadnej wojny, nie dajesz nikomu prawa nad sobą, ponieważ to ty sam stanowisz o swoim Istnieniu i jest to odwieczne i wrodzone. Ta struktura urojonego prawa i regulacji dotyczy jedynie tego sztucznego konstruktu, który tutaj ma się rodzić, pracować, płodzić kolejnych niewolników i umierać. Odnosi się do imienia i nazwiska – własności. Jednak to nie prawdziwy ty wybrałeś te określenia, to nie prawdziwy ty jesteś uniżonym sługą swoich oprawców. To nie ty, bo w samej istocie jesteś bezimienną nieskończoną przestrzenią i bezgranicznym światłem. Tak naprawdę jesteś Wolnością, która nie podlega żadnemu stworzonemu przez Mózgogłowie Prawu Dialektycznego Pola i tej dualistycznej fiksacji.
Piracka flaga to przypomnienie. Wyzwanie rzucone temu uśpionemu społeczeństwu zrobotyzowanych niewolników, którzy sami sobie tworzą koszmar każdego dnia bezmyślnie wykonując polecenia i rozkazy, których ostatecznym celem jest unicestwienie wszystkiego co jest piękne i prawdziwe. Triumf Maszyny. Industrialno cybernetyczna maszynowo – cyfrowa Cywilizacja – Symulacja.
Jednak kim są twórcy tej gry?
Trzeba tutaj powiedzieć, że istota ludzka i jej świadomość operuje w bardzo ograniczonej częstotliwości i jej percepcja jest niezwykle ułomna. Widzi, słyszy, czuje i rozumie bardzo mało, ponieważ korzysta jedynie z ułamka swoich możliwości i swojego potencjału nie mając w większości przypadków nawet o tym pojęcia. W zasadzie stała się kolejną maszyną w świecie maszyn. Stała się najbardziej prymitywną wersją samej siebie zredukowaną do podstawowych powtarzalnych czynności do nawyków i biologiczno – społecznej rutyny, której zadaniem jest utrzymywanie ciągłości powtarzania w nieskończoność. To jest Zapętlenie.
Jest tak ponieważ brakuje nam wiedzy o tym jaka jest prawdziwa natura tej rzeczywistości poza złudzeniem, brakuje zrozumienia konsekwencji tego stanu rzeczy, brakuje wynikającej z tej wiedzy mądrości rozróżniania i brakuje odpowiedniego działania, które wyzwala z zapętlonego i nieskończonego cierpienia, które tworzymy sami, ponieważ nie potrafimy widzieć i rozumieć jak się sprawy w rzeczywistości mają. To co w istocie postrzegamy jest naszą projekcją, jest ślepą wiarą, naiwnym życzeniem, jest niemożliwą do spełnienia obietnicą rzuconą jak ochłap wygłodniałym psom, których jedyną rolą jest służyć Imperatorowi Nieświadomości, który jest modułem sterującym wewnątrz naszej własnej istoty. Jest częścią nas, bo gdyby tak nie było nie istniała by jego manifestacja na zewnątrz ponieważ jesteśmy Lustrem. Widzimy to czym jesteśmy w miliardach manifestacji jak odbijające się hologramy co bez końca tworzy lepkość przyciągania i odpychania wynikającego z niewiedzy.
Kiedy nie rozpoznajemy tej wrodzonej funkcji Lustra stajemy się skazańcami swoich złudzeń – wizji. Stajemy się zasobem i pokarmem Gastropolis. Pożeramy i jesteśmy pożerani. Bez końca tworzymy złudzenia wynikające ze złudzeń, marzenia wynikające z marzeń. To jest nazwane życiem we Śnie. Nie rozpoznajemy, że to rodzi się z pustej podstawy i w niej rozpuszcza z momentu na moment. Nie rozpoznajemy, że nie istnieje w nas nic trwałego, nie ma żadnego ostatecznego trwałego stanu, który to wszystko wytwarza i skupia. Nie ma drogi i celu.
Jest jedynie Taniec.
Taniec jest Drogą. Jest brakiem przywiązania do Formy. Jest Obecnością w Ruchu. Jest współpracą z Formą poza odrzuceniem i oceną. Jest poza myśleniem i brakiem myślenia. Jest akceptacją Manifestacji i zdolnością do bezwarunkowego bycia w tym co jest. Jest dialogiem z złudną naturą rzeczywistości i przekroczeniem sensu i celu jako kierunku. Prawdziwy taniec nie jest sekwencyjny, jest pozbawiony założeń i programu ruchów. Nikt go nie wymyślił, nie stworzył, nikt go też nie poznał przed tobą, bowiem każdy ma swój taniec, który żyje w nim od zawsze i jego częścią jest Pieśń. Usłyszeć swoją Pieśń i zatańczyć pierwszy raz to znaczy naprawdę się Obudzić. To nie jest żadnym Osiągnięciem, bowiem nikt nigdy naprawdę niczego tutaj nie osiąga. Może jedynie rozpoznać TO czym naprawdę JEST.
Taniec to nie „taniec” w tym sensie w jakim go rozumiesz. Taniec to tańczenie ze wszystkim przez cały czas bez najmniejszego wysiłku i potrzeby zwrócenia na siebie uwagi, bez korygowania i ulepszania czegokolwiek, bez nadziei i obawy. To totalne i fundamentalne tu i teraz. Kiedy spotkasz Mistrza Tańca od razu, natychmiast będziesz wiedzieć o czym tutaj mówię. Rozpoznasz go jednak pod warunkiem, że wiesz o istnieniu Drogi. Na tej Drodze niczego nie osiągasz i niczego nie ulepszasz, niczego nie poprawiasz i niczego nie określasz – pozwalasz wszystkiemu być takie jakie jest. Twoja Wola staje się Pieśnią. Pieśń i Taniec – stanowią Jedno. To brak narracji, brak fabuły, to brak prologu i epilogu. Brak historii, która się zaczyna i która się kończy. Brak wymyślania i wytwarzania. To Słowo, które rodzi cały wszechświat. Miłość, która jest Matką. Ojcem jest Mądrość. To twój fundamentalny Pierwotny Stan Istnienia. Nie stworzył go żaden bóg, nie odkrył żaden mędrzec. To jest Prawda pozbawiona słów i znaczeń. To jest Prawda, której nie można wyrazić ponieważ jest poza koncepcją i poza myśleniem, nie jest miejscem i nie jest stanem, nie jest tym czym jest i nie jest tym czym nie jest.
Umieramy i rodzimy się w braku Rozpoznania. Stajemy się narzędziami Obcej Siły i Woli, która nas zdominowała i zniewoliła w więzieniu bez krat i zamków. Siły, która jest Programem Struktury Wzajemnego Pożerania. Jest Przymusem. Jest Przemocą. Jest ślepym działaniem bez zrozumienia. Jest Ślepą Maszyną. Nie potrafię się zatrzymać, nie potrafię przestać. Muszę tu żyć i muszę tutaj umierać ponieważ wszystko jest długiem i spłatą. Wszystko chce istnieć i błaga o szczęście, którego jest tutaj tak mało i przychodzi z takim trudem i trwa tak krótko. Nie wiem czemu spotyka mnie to co mnie spotyka i tam gdzie mnie spotyka. Nie wiem czym jestem i jak mam żyć, ponieważ ten zaprogramowany świat pozorów nie daje mi żadnej prawdziwej wskazówki. Jest Chaosem, który zrodził bezwzględny „porządek”, który stał się systemowym brakiem jakiegokolwiek wyjścia. Błądzeniem bez końca w zamroczeniu. Ochłapem chwili spokoju przed kolejną bezsensowną wojną w której znów mnie mordują z zimną nieprzytomną krwią.
Jestem przyzwyczajony do tego. Żyję w Sprzeczności. Nawykły do bezsensu i absurdu. Obojętny i pozbawiony nadziei na cokolwiek. Wyrzucany na brzeg i znów topiony kiedy po raz kolejny próbuję uciec w samotność. Kiedy czasu wydaje się dużo chcę to wszystko poznać i doświadczyć, choć przecież wiem, że to już było i udaję sam przed sobą. To wrodzona zdolność nie słyszenia, nie widzenia i nie czucia. Jednak ten Głos Anioła Stróża – tej Wrodzonej Mądrości w końcu przebija mój pancerz zamroczenia i nieświadomości. Zaczynam go słyszeć. Jest delikatny. Jest dotykiem. Jest Czuciem. Ukrytym w mroku Światłem, które zna Drogę.
To jest spoza Programu i spoza Maszyny. Ten upojony i zamroczony pijany świat nie może tego sięgnąć, ponieważ jest ślepy i głuchy zajęty niszczeniem samego siebie. Mistrzowie Pogranicza chodzą po nim nie zostawiając śladów, ponieważ Tańczą. Żyją Pieśnią. Ich Słowa sięgają bardzo głęboko do miejsc i uczuć, których śpiący nie mogą odwiedzić i nie mogą poczuć. To Pieśń do której musisz się Obudzić. To Pieśń, która potrafi być tak gwałtowna i wstrząsająca, potrafi być Błyskiem. Kiedy śpisz wierzysz, że sen, który śnisz jest prawdą. Jednak kiedy się budzisz pozostają jedynie wspomnienia. To wszystko trwa bardzo krótko. To co istnieje w tobie jest nieskończone w swoim Pięknie i Chwale. Jest niewyczerpane w swoim Bogactwie i Błogosławieństwie. Nic ze snu nie może się temu równać.