Kruche są podstawy królestwa.

Michel Houellebecq „Cząstki elementarne”

KOŚCIÓŁ I RATUSZ

Pani prezydent Królowa i jej wierny chór – dwór zainstalowany jak lepka od pożądliwości rdza na wszelkich urządzeniach, w całym mieście, obtoczona niczym kotlet schabowy w panierce swoich wiernych klakierów. Do tego mizeria z urzędniczej zmielonej masy ludzkiej segregującej ten nigdy niekończący się zapętlony dokumentalno – tabelkowy świat czystej formalnej Abstrakcji.

Mięso.
Masa.
Urzędnicza Maszyna.

Podatki, ulgi, derywatywy. Spółki pustego skarbca kartonowego państwa teoretycznego, którym rządzi ekipa Warsaw Shore w garniturach zarządzana przez inną mroczniejszą ekipę z Pogranicza. Kwantowa rzeczywistość równoległych wszechświatów zapadniętych w sobie w wyniku konstrukcyjnej prowizorki. Kolesie kolesiom zgotowali ten sos. Pizza Gate – Human Hate. Wybory – komory gazu rozweselającego. Nieustający happening politycznej poprawności i dość skutecznej taktyki odwracania uwagi. Dekady doświadczenia w kilku ustrojach. Studia podyplomowe z Administracji i Zarządzania Dezorientacją. Płaska Ziemia. Przy jebnięciu konkretnej i kolejnej zamordystycznej ustawy damy wam Aborcję – wytoczymy was na ulice jak kolorowe kulki z reklamy telewizora, albo powiemy, że chcemy ograniczyć wam prawa, które wam przecież sami dajemy jak kilka delikatnych kopów na ryj, żebyście trzymali tak zwany pion w kolejce do urojonego szczęścia. Tym można sterować jak tanim eurobiznesem z więzieniem w każdym rogu i świeżo drukowanymi dolarami. Trzy kostki. Trzy Szóstki. Patent wszczepu – Microsoftu. Człowiek jako terminal płatniczy. Podpięte pod siebie zagrody chwilowej wygody – Globalizacja 2.0 przeżuwająca kości swoich niezliczonych ofiar liczonych w grubych milionach jak te pożyczki. Bank Wszechświatowy Fundusz Walutowy – całe kontynenty drenowanie do ostatniej kropli zasobów naturalnych. Korporacyjny Genesis – Raj dla Wybrańców, barak dla skazańców. Galaktyczne Getto. District 17.

Lewica.
Prawica.
Surowa polędwica.

Tutaj w tym Nowym Mieście jak niegdyś nazywano Łódź wszystko było nieco bardziej swojsko – przaśne w pewien dość zabawny sposób nieudane i to paradoksalnie stanowiło największą szansę na znośne życie. To miasto nigdy nie będzie Smart, w pełni kompatybilne z Globalnym Mózgogłowiem, bo tu zawsze coś po drodze się najzwyczajniej w świecie wypierdoli, ktoś czegoś nie podłączy do końca tak jak trzeba i jak zwykle będziemy gdzieś pomiędzy wszystkim, a niczym. Zagubiona autostrada do Powszechnej Automatycznej Kolektywnej Szczęśliwości. Mocny karmiczny czynnik uwarunkowania przeszłością, którą zmienić można poprzez długie wdrażanie nowego oprogramowania. Tutaj zbyt wielu ludzi żyło w analogowej rzeczywistości, po części, dlatego, że cyfra ich nie uwiodła jak trzeba, po części z biedy i nieprzystosowania do trendów i nowinek gdyż umysł mieszkańców Łodzi był nieco korsarski ze swojej natury, miał w sobie mocny czynnik rewolucyjny i odporny na tą wysublimowaną propagandę o powszechnej szczęśliwości za sprawą Światłowodu. Być poza wyścigiem to nie jest przecież takie złe, ta samplowana podróba prawdziwego życia – matryca nałożona na system zmysłów nowe pikselowe Elizjum, zasilane nieskończonym cierpieniem czujących istot, krwią dogorywającej matki, która umierała na naszych oczach z przerwą na reklamy „zielonej odnawialnej energii” i wyprzedaże resztek dzikiej natury pod zabudowę, byśmy mogli z uśmiechem na ryju zajebać to, co jeszcze dyszy, co ma w sobie prawdziwe niezmodyfikowane naszą chorobą życie. Jesteśmy dość dewastującą Mutacją, toksyczną formą przejściową, transgenicznym gatunkiem hybrydowym, który niestety stał się zbyt szalony i niepoczytalny – zagubiony we własnych neurotycznych wytworach – dominującym czynniku naszej własnej agonii.

Zagubieni we własnym fikcyjnym królestwie nieskończonych praw i obowiązków, buchalteria kwadratu zamkniętego w bezsensownie obracającym się wokół sztucznych trendów i popędów kołowrotku – laboratoryjne szczury gorączkowo szukające wyjścia, które dla 99,99% po prostu nie istnieje, jest tylko przejściem jednego w drugie, przelaniem z próżnego w puste, bezustannym, nawykowym wgraniem w nigdy nieprzerwaną mechaniczną taśmę automatycznego istnienia – terror egzystencji. Rodząc się w konkretnym miejscu, czasie, rasie, nacji, państwie, mieście, rodzinie wgrywasz się w jeden z niezliczonych kodów – programów, stajesz się aplikacją, nośnikiem, klonem tego programu. Wierzysz, że jesteś „wolny i niezależny”, że „podejmujesz decyzje”, „tworzysz swoje życie”, jednak to nie prawda, bo w rzeczywistości to życie – program tworzy ciebie. Żyjesz zupełnie nieświadomy tego co tobą kieruje od tak zwanego „wnętrza” podświadomego programu twojego biologicznego plemienia, rodu – twoich przodków. Kiedy pływasz w tych wodach płodowych i nawet wcześniej kiedy jesteś tylko niewidocznym dla ludzkich zmysłów potencjałem, który szuka nowego biologicznego ciała ten program samoistnie instaluje się w tobie, warunkuje cię na całe przyszłe życie.

Conditio sine qua non.

Genetyczne perpetuum mobile, ciało wypluwające ciało – później jesteś „zagospodarowany” przez Kościół i Ratusz – przypieczętowany rytuałem i zapisany w ewidencji – kolejny produkt do przetrawienia i wyplucia do czarnej ziemi w tak zwanym finale.

Bóg mara, sen wiara.

Rodzimy się z pożądania, z ocierania narządu o narząd, czasem mówimy, że to z miłości lubimy w to wierzyć, jest romantyczna, wzniosła wersja reklamowa, którą wyświetlamy sami sobie. Jednak z wiekiem zaczynamy rozumieć, że choć i owszem jest tam źdźbło tak zwanej prawdy jednak ten sztuczny romantyzm jest w istocie dość daleki od rzeczywistości. Dlatego opakowaliśmy to wszystko folderem reklamowym, świątecznym papierem na prezenty, komediami romantycznymi, gazetami life-stylowymi, bonami na zakupy, niezliczoną ilością tych drobnych codziennych uciech minimalnych, których ciągła rotacja i zagęszczenie pozwala nam widzieć jedynie ten pozornie komfortowy i dobrze zorganizowany „nasz” mały neurotyczny świat oparty głównie na dość szalonym i kompulsywnym szukaniu wygody. Jednak ta wygoda ma swoją cenę. Swój koszt. Tą ceną jest cierpienie niezliczonych form życia i tak naprawdę nas samych. Cierpienie, którego z całych sił próbujemy nie widzieć, nie słyszeć i nie czuć. Chcemy spać, śnić „szczęśliwy sen”, bo dążenie do szczęścia i wolności jest prawem człowieka. Prawa człowieka są najważniejsze na świecie, to fundament demokracji, spektakularny dorobek intelektualny, osiągnięcie na miarę wszechświata. Nie jest wiadome, czy w całej iluzorycznej czasoprzestrzeni istnieje podobnie „najinteligentniejszy gatunek ssaków”, który ma równie wybiórcze podejście do „prawa do szczęścia”, w rzeczywistości nie szanując go nawet między sobą, nie mówiąc o innych czujących formach życia. 68 milionów ton martwego krowiego mięsa rocznie, 110 milionów ton ciał martwych świń, 115 milionów ton ubitych kurczaków – to kilka ton zamordowanego życia co sekundę. Wielkie planetarne mordowanie i wymieranie, wielka uczta pośrodku stosów trupów sięgających samego nieba niczym stos ofiarny dla wielkiego boga Ignorancji sycącego się odorem śmierci i rozpadu. Odzwierzęce śmiercionośne wirusy szalonych krów, świń, koni, ptaków, nietoperzy w końcu ukoronowanie naszych niesłabnących wysiłków samozniszczenia w postaci Mutującego Króla Wirusów, który zatrzymał cały ten szalony film pełen okrutnych twistów fabularnych i oferuje nam dramatyczną chwilę do namysłu. Przetasowania faktów jak tali znaczonych kart w tym pokerze, blef za blefem, oszustwo za oszustwem – rozbić bank i zgarnąć wszystkie świeżo bite żetony – wielka niekończąca się impreza z dziwkami i kokainą. Dojść do samego dna, wymacać podłoże. Przez chwilę krótszą niż pstryknięcie palcami – Być Królem Życia.

Sztuczny nierzeczywisty świat nawigowany sztucznym nierzeczywistym „prawem”. Miliardy papierów, ustaw, regulacji ciągłe nieprzerwane modyfikowanie swoich własnych wymysłów dla potrzeb tak zwanej chwili – wszystkiego co w istocie się tutaj wydarza. To tak naprawdę jest pod tą rzekomą „wolnością”. Żyjemy w korporacyjnym globalnym państwie wyznaniowym, którego religią jest Władza i Pieniądz. Tylko to się tak naprawdę tu liczy, za tym wszyscy biegają w tych pozłacanych łańcuchach. Jednak udajemy, że jest inaczej. Mamy literaturę piękną, sztuki wysokie, wyrafinowaną kuchnię francuską o bogatej tradycji, mamy zapierające dech symfonie wielkich kompozytorów, malarstwo, które dotyka boga i mistyczne ceremonie religijne. Mamy architektoniczne cuda świata, podbijamy kosmos. Mamy najbardziej komfortowy model w całej ludzkiej historii. Możesz być raperem, globtroterem, influenserem, religijnym koneserem starych win. Możesz być kim chcesz, każdym możliwym złudzeniem, każdą ochotą, pragnieniem. Możesz być gwiazdą egzystencjalnego porno i wyruchać wszystko w wielkie kakao i spuścić się na twarz wszechświatowi. Noce pełne uniesień i ekstazy. Noc kryształowa, Niemcy 9 Listopada. Biała noc, 18 listopada Kooperacyjna Republika Gujany – Świątynia Ludu Kościoła Pełnej Ewangelii. Śmiercionośne abstrakcyjne szaleństwo zagubionego umysłu.

Pornograficzne Mózgogłowie.
Samojebka.

Jednak tak naprawdę ten „sukces” trwa tak krótko, że nim się obejrzysz zobaczysz, że jesteś żebrzącą o brak cierpienia biologią, umierającym w przerażeniu ciałem i wszystko co zrobiłeś i kim byłeś przyjdzie do ciebie jak cień. Na tym żerują religijne hieny, zaklinacze zagubionych dusz, prorocy nocy, sprzedawcy złudzeń odkupienia, rozgrzeszenia w zamian za udział w odpustach, rytuałach, religijnych ruchach wstecznych. Sądzimy sami siebie w sobie. Dlatego tak naprawdę nie możemy siebie oszukać. Nasza nieświadoma świadomość jest jak czarna skrzynka zapisująca każdy ułamek sekundy, każde działanie, słowo, gest. To nie brodaty starzec na wysokościach, srogi demiurg, to nasz własny umysł – macierz wszechrzeczy. Przyczyna i skutek to jest prawdziwy fundament tego Królestwa. Kto sieje wiatr zbiera burzę. To wszystko zaczyna się od każdego z nas w tej jednej obecnej chwili, dlatego pomóc temu światu to przede wszystkim pomóc samemu sobie, uleczyć własne szaleństwo, własny strach i przerażenie, zobaczyć siebie w rzeczywisty sposób, odkryć swoje neurozy i własny negatywizm, zobaczyć cień. To były ciągi myślowe w głowie Pirata, tak zwane spontaniczne „przebicia z pola”. Poza osobowa narracja podczas jarania porannych kiepów wraz z Prepersem.

Siedzą TERAZ w ćwierć lotosie na poduszkach do medytacji na cokole placu wolności. Kontemplują w milczeniu naturę wszechświata i piją kawę po turecku przyrządzoną po chińsku. Jest mroźny i orzeźwiający pandemiczny poranek przesiąknięty tendencją depopulacyjną. Można nawet powiedzieć, że wpisują się w obecny trend na powszechne morsowanie, czyli włażenie w pantalonach do lodowca, pływanie w przeręblach lub smarowanie się śniegiem i konieczne obowiązkowe sprawozdanie na Portalu Twarzy – PT w postaci heroicznej samojebki. Jest tak zwany okres między świąteczny. Tak…Ta ulica to wręcz literacka legenda, pełna bohaterów mało poczytnych książek i wszelakich akcji fabularnych od romansów po horrory. Pirat sam ma tendencje grafomańskie od najmłodszych lat, „coś tam” zawsze pisał, pisze i będzie pisał. Często gęsto ma ze sobą swojego czarnego oldskulowego lapka IBM – a T43, który jest jak cyfrowy czołg – to jego uzbrojenie w powszechnej wojnie informacyjnej. Siedzi w ciepłe – przestrzenne dni na tym placu wolności pod pomnikiem Kościuszki i tworzy swoje literacko – gonzo dziennikarskie widokówki postapo. Jest redaktorem naczelnym internetowego zina „Lodzer Zeitung”, którego tytuł przypomina nam o permanentnej okupacji naszej świadomości. Podtytuł brzmi „Mięso, Masa, Maszyna” i to w skondensowanej formie wyraża całą piracką filozofię, którą nazywa „Terrorem Egzystencji” – przez Faszyzm Materializmu, który dumnie kroczy przez świat i zostawia po sobie totalny rozpierdol w postaci śmierci, głupoty i zniszczenia. To nie jest wróg z krwi i kości – to umysłowy wirus, który wciąż mutuje i przenosi się przez slogany na bazie nieskończonych potrzeb dlatego jest niezniszczalny i wszechpotężny – jak urojony bóg. Pirat ma około trzydziestego trzeciego roku życia, niebieskie prawie błękitne oczy, które jak to czasem mówią ludzie powodują dziwne odczucia, twarz trochę dziecka, trochę starca, długie włosy spięte w kok niczym alternatywny Budda, nosi się w stylu jak najbardziej pirackim ma ciężkie srebrne kolczyki z małymi trupimi czaszkami i bejsbolówkę z trupią czachą, a na nią narzucony grupy wełniany czarny kaptur. Ogolona twarz i bokobrody.

Prawdziwy punkowy lodzermench – potomek żydowskiego rodu łódzkich fabrykantów, którzy musieli jak to zwykle z Żydami wyjechać kopani po dupach tak zwanymi okolicznościami jakieś kolejnej zrodzonej w ludzkich głowach paranoi. Jego nazwisko to Baal, a imię Max. Co jakiś czas, w jakimś miejscu w ludzkich umysłach inkarnuje coś naprawdę złego, pewien rodzaj przesiąkniętego nienawiścią bezosobowego bytu, zatruta bezduszna idea, zaraźliwa i okrutna choroba umysłu przenoszona z głowy do głowy, z serca do serca i wówczas płoną krematoria i rusza precyzyjna i zimna maszyna śmierci. Zawsze jest tam jakiś bóg, wyższe dobro, dziejowa konieczność, równość, braterstwo, czystość, sprawiedliwość, jednym słowem – Abstrakcja. To jest zarzewie szaleństwa, nieskończony potencjał cierpienia na którym bazuje Mózgogłowie w nieskończoność przedłużając swoje panowanie w pozbawioną czucia dyktaturę. Wyhodowali nas w szufladkach, w kubłach na śmieci – karma w pudełku na wynos. Polska szufladka, żydowska szufladka, rosyjska szufladka, niemiecka szufladka. W kolorze białym, żółtym, czerwonym, czarnym, obklejone tymi albo tamtymi wizerunkami świętych mężów, którzy wcale nie byli święci, a po prostu przytomni tego co się tutaj odpierdala. Babilon ma naturę mentalną, jego mury to pojęcia, a zaprawa to Abstrakcja.

Po lewej Kościół po prawej Ratusz. Religia i Rząd, Bóg i Król – dwie sprawne dłonie jednego wiecznie ruchliwego cywilizacyjnego Monstrum, które teraz jest w stanie agonalnym podłączone pod respirator technologii, zainfekowane odzwierzęcymi wirusami, które przyszły do nas z okrucieństwa i czystej nie rozcieńczonej świadomością ignorancji. Co sekundę na tej planecie padają istoty żywe w agonii, bez przerwy, non – stop. Są mordowane na nieskończoną ilość przemyślanych sposobów, które mają swoje plany i rysunki techniczne. Technologiczna obróbka żywności, piramida żywienia z świńskim nabrzmiałym od przerażenia okiem, które patrzy na nas jak wyparty wyrzut sumienia. Gruba wysmarowana wszelkimi środkami przeciwbólowymi i sproszkowanym prozakiem skóra homo – niewiadomo – sapiens, który z godną samego siebie obojętnością i „rozkosznym rozbawieniem” godnym małego dziecka bawi się sam ze sobą w szczyt ewolucji – mając samego siebie za jedyny inteligentny gatunek we wszechświecie. Oddajmy głos Prepersowi

– Ty Pirat, weź no mi wytłumacz jak przysłowiowej krowie na granicy urojonych światów, jak to jest, że my jako podgatunek ludzki wytworzyć w sobie taką pychę, która twierdzi, że w całym nieskończonym kosmosie istniejemy tylko my cztero kończynowe istoty średnio inteligentne o tendencjach ewidentne samobójczych i skłonnościach psychopatycznych?

Pirat zaciągnął się papierosem patrząc na osnutą mgłą poranka główną arterię tego miasta, która z minuty na minutę nabierała życia w postaci istot żywych, które gorączkowo zaczęły „biegać” za tak zwanym swoim interesem czyli utrzymaniem się przy życiu, co przybrało formę pracy zarobkowej w postaci tak zwanego etatu, lub działalności gospodarczej i doprawdy nie miały czasu na tego typu zupełnie bezsensowne filozoficzne brednie. Rzeczywistość stała się bezlitośnie pragmatyczna – niczym zmywarka do naczyń, albo kosiarka do trawników. Skomputeryzowane Smart – Live w Smart – City – jedno wielkie Udogodnienie sprowadzone do obsługiwania Pulpitu Nawigacji. Czwarty zaawansowany stopień upośledzenia, człowiek – proteza.

„Pro – teza.”

Czło – wiek.
Pato – geneza.

– Wydaje mi się i warto to dodawać przed absolutnie każdą tak zwaną opinią, że ten rodzaj iluzji wynika z ograniczenia naszej percepcji, która mam poczucie jest dość mechaniczna, bowiem żyjemy w deterministycznym zmechanizowanym paradygmacie naukowym, który czy chcemy tego czy nie ukształtował naszą tak zwaną siatkę pojęć i zdeterminował sposób w jaki „postrzegamy” – „rzeczywistość”. Terror logiki i dowodu – ta osławiona metodologia zamyka nas w więzieniu własnych ograniczeń, co powoduje, że żyjemy jak to ujął jeden zajebisty pisarz w „symulacji zbudowanej z założeń”. To z kolei prowadzi nas wprost do poczucia wyobcowania i totalnego kosmicznego osamotnienia, bowiem to świadomość określa byt. Brak nam tutaj perspektywy, gdyż zajęci jesteśmy „badaniem” struktury, zafiksowaniem na detalu i tym samym kompletnie tracimy panoramiczny i wielowymiarowy obraz co skutkuje, że sprowadziliśmy to wszystko do ubogiej formy trzech wymiarów. Jednak jeżeli przeniesiemy uwagę z funkcji zmysłów do jądra samej świadomości, wówczas odkryjemy coś co się nazywa – Wyobraźnia i to ona jest w obecnej dość chujowej sytuacji – najważniejszym naszym potencjałem, gdyż w tak zwanym wymiarze fizycznym doszliśmy do tak zwanej ściany – limitu logiki i rozumu, które mają w sobie ograniczenie jak mechaniczny procesor w komputerze i określoną przepustowość danych i możliwości procesowania kodu, który sam w sobie jest napisany na nasze własne podobieństwo – jest produktem ułomnego boga, jest by rzec kratami tego logicznego więzienia. Dlatego tak zdemonizowano psychodeliki, bowiem rośliny psychoaktywne mają w sobie potencjał hakowania tego kodu, przebicia się przez zasieki logiki do nieskończonego potencjału samej świadomości. Jeżeli spojrzymy na umysł jako nieskończony potencjał pozbawiony granic, sztucznych struktur niczym bezbrzeżny ocean potencjału ujrzymy samych siebie w obecnej formie jako istoty, które uwięziły własną świadomość w klatce przyjętych koncepcji, które uważamy za tak zwane fakty. Istota władzy polega na panowaniu nad umysłem, nad percepcją i sprowadzenie nas do mechanicznej aparatury opartej na zmysłach i logice. To jest kanalizacja tej struktury, żyjemy w ścieku konsumując przetrawione przez Maszynę życie – dostając odpadki – nagrodę pocieszenia. Żyjemy w dualistycznej matrycy tak zwanego dobra i zła, Boga i Diabła, lecz czym w swojej istocie jest Diabeł?

To Ograniczenie.
To jest esencja.

Zatem patrząc na ten świat, co jest tym co najbardziej „rzuca się w oczy”. Ograniczenie! Zniewolenie warunkami! Wszystko ma limit! Jest nietrwałe, skończone w czasie i przestrzeni, podległe nieuniknionemu rozpadowi. Starość, choroba, śmierć! Jednak esencja świadomości nie powstała z warunków, jest niematerialna – nasze myśli – ruch energii – istnieją i nie istnieją jednocześnie – jak dźwięk. Dlatego to nie podlega fizycznemu rozpadowi. To nie jest dobre i nie jest złe. To jest poza tym wtórnym określaniem czegokolwiek, bowiem jest przed jakąkolwiek nazwą. Dlatego osobiście uważam, że we wszechświecie istnieje absolutnie nieskończona ilość istot, światów i samego życia w bogactwie wszelakich form, które nie mieszczą się w naszej ograniczonej dowodami logice, to jest Potęga Wyobraźni. Pierdolnięcie Transcendentu. Klucz otwierający Wszechświat, który leży w nas samych i jeżeli go nie użyjemy sczeźniemy na pustyni z pragnienia, kiedy tak naprawdę wkoło mamy życiodajne czyste wody świadomości, które mają źródło w nas samych, nie w Bogu na wysokościach, czy zbawieniu niesionemu przez kolejnego mesjasza na którego czekamy jak na odpust wszelkich win. To w swojej istocie jest nasz Wybór. Podlegać narzuconemu mechanicznemu systemowi Maszyny Śmierci, czy udać się w podróż do wnętrza samych siebie i zacząć badać kim w istocie jesteśmy i jak głęboko sięgamy. Póki naśladujesz nigdzie w rzeczy samej nie dotrzesz, po prostu umrzesz po drodze, zużyjesz się jak maszyna i wyłączysz.

Jednak!

Jeśli zamiast iść czyimś śladem zatrzymasz się i zaczniesz badać kim ty jesteś, gdzie jesteś i z jakim skutkiem wówczas masz szansę poznać coś czego nikt inny nie jest władny poznać. Samego Siebie. To jest esencja tak zwanej medytacji. Dlatego warto medytować. Jeżeli spojrzysz na posążek Buddy zobaczysz w nim całe i kompletne nauczanie Drogi, która nie polega na studiowaniu pism, żarliwych modlitwach, błaganiu, skomleniu i klepaniu różańców. To jest Droga Poznania Świadomości – tego czym jesteśmy w najgłębszej swojej istocie. Zostać piratem to zdjąć wszelkie flagi narodu, religii, kultury i zamiast tego zrozumieć że jesteśmy czachą i piszczelami – nietrwałym umierającym ciałem podległym cierpieniu, to jest konkretna i rzeczywista sytuacja. To jest nasz aktualny stan. Punkt wyjścia i ten człowiek, który nie był żadnym bogiem, synem czy siostrzeńcem boga postrzeganego jako wszechmocna autonomiczna jednostka sprawcza, po prostu przebudził się ze Snu, który wszyscy śnimy. Zobaczył, że absolutnie wszystko jest złożone z warunków, a tym samym nietrwałe, że nie ma czegoś takiego jak esencja, jaźń, dusza – zobaczył, że forma nie może istnieć bez pustki a pustka bez formy. Że to jest nieskończony taniec energii. Niestworzone, Niezrodzone poza nazwą i formą. Czyste i Doskonale w swojej Pierwotnej Naturze. Na wieki wieków Amen.

Na tym Pirat skończył, a Prepers tak w połowie mniej więcej już się wyłączył i zamyślił, bo jak możemy zobaczyć, był to doprawdy długi wywód i umysł broni się przed przeciążeniem uciekając w swoje własne wytwory i imaginacje. Tak to już jest, w pewnym momencie nasze TO – co nazywamy umysłem przełącza się na wewnętrzny film i staje się on komedią lub tragedią w zależności od ta zwanej zawartości – wprowadzonych danych i potwierdzających je doświadczeń. My zostaniemy tu chwilowo w tak zwanym dramacie – komediowym i będziemy rozwijać wątek w jaki sposób funkcjonuje tak zwany urzędowy świat kwadratowego świata poruszającego się w kole.

Zatem w chwilę po tych porannych medytacjach – kontemplacjach nasi bohaterowie spakowali swoje plecaki, by odwiedzić Prawdziwą Cesarzową Łódzkiego Podziemia Maję Frej. Postanowili nie jechać swoim pirackim wehikułem, a skorzystać z dobrodziejstwa komunikacji miejskiej. Ich mieszkanie było w kamienicy pod numerem szóstym i warto w tym momencie dodać, że Pirat był w rzeczy samej dziedzicem i potomkiem łódzkiego rodu bawełnianego i jego własny dziadek przekazał mu w spadku wspomnianą kamienicę wraz z lokalem, gdzie już niebawem powstać miała „Złota Świnia” czyli ich koń trojański w samym sercu kwadratowej Troi, a której piwnicy były systemy kanałów i pomieszczeń, a główne z nich zwane „Świątynią” było pod samym Pomnikiem Kościuszki. Miejsce zostało aktywowane. Można było zacząć działać. Osobliwe było to, że robili to w czasie, który pozornie był najgorszym z możliwych, jednak w rzeczywistości był najbardziej odpowiedni – ponieważ panował pandemiczny rozpierdol i można było olać kwadratowe prawidła tak zwanego systemu ucisku i kontroli. Podług Prawideł Mocy – zawsze po upadku następuje wzrost, chyba, że upadek jest tak zwany absolutny. Kamienica była stara i pamiętała jeszcze czasy kiedy to miasto było ciągle zajętym nabuzowanym wzwodem samego diabła o czarnych węglowych oczach i przegubach industrialnej maszynerii, która wypluwała obłoki czarnej sadzy i dymu z bez ustanku gorejącymi fabrycznymi kominami wielkich fabryk wypełnionymi ciałami wróżek – automatów, które pracowały bez ustanku i wytchnienia w piekle bawełnianego szaleństwa. To kobiety utrzymywały to miasto, były tańsze, bardziej wytrzymałe i potrafiły tańczyć przy tych maszynach obsługując kilka jednocześnie przez długie śmierdzące spocone godziny, by wrócić do domu i odbębnić drugi etat przy dzieciach i najczęściej zapijaczonym mężu. To nie mieści się w hipsterskich głowach – na jakim cierpieniu zbudowano ówczesną potęgę tej stolicy tekstyliów, która teraz jest biednym i wyludniającym się miastem, które użyte i wyeksploatowane jak to zwykle w tym świecie zostało zostawione samo sobie wyssane z krwi i dogorywające niczym pociągowy wół umierający ze starości i zmęczenia na poboczu tej tak zwanej drogi wiecznego wzrostu – Globalnego Konglomeratu Powszechnej Eksploatacji.

Kamienica nie załapała się jeszcze na projekt tak zwanej renowacji, bo trzeba przyznać, że te odnowione kamienice prezentowały się pięknie i być może pewnego słonecznego dnia ujrzymy Łódź kompletnie odmienioną – ta spracowana, styrana życiem przędzalniana weteranka za sprawą góry pieniędzy i dobrych chęci zostanie skierowana na odmładzającą kurację i wszystkie te suknie zostaną wyprane i odświeżone i znów będzie tak zwany bal. Jednak w międzyczasie dwudziestolecia pandemicznego w samym środku tej informacyjnej wojny o ludzkie zdezelowane umysły przesiąknięte poczuciem nadchodzącego nieubłaganie Końca wygląda jak wygląda, pachnie jak pachnie – niestrawionym porannym alkoholem i kebabem na cienkim cieście za 12,50 i psotą z tak zwaną małpeczką czyli setunią dobrej owocowej wódy i niwelującą zapach alko gumą orbit oczywiście bez cukru.

Pirat i Prepers ubrani na galowo czyli w czarne anarchistyczne barwy wojenne z dymiącymi kiepami i turystycznymi kubkami pełnymi kawy z cynamonem, goździkami i kardamonem szli całkiem raźnie na przystanek tramwajowy. Ulica Legionów jest dość srogą ulicą, rewirem dresików o szybkostrzelnych butach nike, adidas czy, co w tym wypadku jest dość zabawne, new balance – którymi w razie W rozpierdolą ci czaszkę w drobny afgański mak, z którego powstaje pyszna embrionalna heroina. To jest świat plemienny, ci ludzie mają swoją wspólnotę niemalże religijną, bowiem Łódzki Klub Sportowy choćby był nawet w siedemnastej lidze jest dla nich jak bóg – dość co oczywiste abstrakcyjny jednak zawsze są mu oddani do ostatniej jak to mówią krwi i jak głosi pewne hasło na murze piją herbatę w wodzie po pierogach, lub biją matkę różańcem po szczepionce – co w obecnej sytuacji jest jeszcze bardziej tragiczno – zabawne. Jednak najprawdopodobniej lulali teraz, odsypiając ciężkie codzienne życie kibica wydalające ze swoich ciał w formie potu mieszaninę alkoholu, syntetycznych pigułek i tego ukrytego lęku i strachu, który jak mówią psychopatyczni psychoterapeuci jest podłożem gniewu i agresji. Coś musi być na rzeczy.

Kiedy tworzyli to centrum Nowego Miasta zaczęli od dwóch ulic przecinających je z północy na południe czyli na południe prowadziła ulica Piotrkowska, a na północ ulica Średnia, która teraz nazwana jest Nowomiejską. Więc pomysł był zacny by wprowadzić to Miasto w światło postępu i nowoczesności, w dymiący trend silników spalinowych, turbin i wielkich hal fabrycznych, wbić w ziemię wielkie strzeliste prącia kominów i szczytować każdego dnia dając Bogu sygnały dymne, że oto my ludzie z krwi jego krwi i kości jego kości stajemy się władcami tego świata, który staje się naszym posłusznym niewolnikiem wraz z wszystkim tym co wydał z siebie. I teraz, co tu dużo mówić – dusimy się własną pychą. Ulica Legionów biegnie na Zachód w stronę świata, który dogorywa na naszych oczach sprowadzony do roli taniej prostytutki podczas gwałtu zbiorowego, który stał się naszym głównym zajęciem. Zaspokoić siebie i swoje wymyślone potrzeby wyhodowane w Mózgogłowiu, te wszystkie perwersje bazujące na wiecznym nie zaspokajalnym głodzie nowych wrażeń, uciech i doznań, tej potrzebie by być w centrum wydarzeń, w ciągłym zainteresowaniu, utrzymywać tą militarną kontrolę nad szlakami handlowymi, nad surowcami by tylko dostarczyć zasilanie dla tego smutnego w rzeczy samej Disneylandu. Bawić się do samego tragicznego końca. Prepers i Pirat nie byli z telewizyjnego bombastyczne – optymistycznego miotu dzieci wychowywanych bezstresowo i sterylnych warunkach powszechnego i dość złudnego nadmiaru wszelkich dóbr i usług, byli produktem tego robotniczego miasta, tej surowej i bezwzględnej walki o każdy dzień. Tylko w ten sposób człowiek jest w stanie odkryć w sobie Moc i determinację by uczynić swoje istnienie odzwierciedleniem swojej autentycznej woli, by być tym kim naprawdę jest i mieć wyjebane czy komuś to pasuje czy nie. Jeżeli nie tworzysz konfliktu w samym sobie świat wychodzi ci na przeciw, ponieważ świat jest niczym innym niż Odzwierciedleniem. Lustrem. Zwierciadłem Wszechrzeczy.

Kiedyś za czasów zaborów ta ulica nazwana była Konstantiner Strasse, co na polski znaczyło Konstantynowska, a kiedy panoszyli się tutaj chłopcy z trupimi czaszkami na mundurach została dumnie nazwana General – Litzmann – Strasse, by na chwilę po okupacji stać się 11 Listopada, a zaraz po tym kiedy biedna skołowana Polska stała się sowiecką kolonią nazwano ją Bohaterów Stalingradu, jednak po tak zwanej transformacji ustrojowej lat 90-tych nadaną jej obecną nazwę Legionów. To tutaj zaraz przy Placu Wolności na samym rogu niegdyś pewien zamożny Szwajcar prowadził sławną cukiernię i funkcjonowała ona przez ponad 100 lat, co porównując do obecnej gastronomii jest wynikiem niemalże kosmicznym. Teraz w czasach wielkiego chińskiego brata jest tam restauracja „Adong” – ponieważ wszyscy pomalutku i konsekwentnie przeistaczamy się w małych chińczyków poddanych dyktaturze Światowej Globalnej Partii Materializmu i mamy co najwyżej plan pięcioletni, bowiem nikt nie wie czy to wszystko nie runie nagle i z wielkim hukiem i jak to mawiał poeta powszechnym skomleniem – „Skończyć się musi” – jak by powiedział bohater innej bardziej filmowo współczesnej gwiezdnej sagi. Skundlona populacja przerostu formy nad treścią, wiecznie rozbawione autystyczne dzieci żyjące w swoim urojonym sztucznym świecie jak śpiewali chłopcy z UK płyniemy w żółtej podwodnej Łodzi zanurzając się coraz bardziej w głębiny wszechobecnego absurdu wspomaganego topniejącymi lodowcami i zaburzeniem naturalnych rytmów. Jak to mówią – idziemy w zaparte. Dzieci z beczek naszprycowana pawulonem i sprzedane na części zamienne dla bogatych pedofilów – którzy tak czy inaczej nie zdążą być trans – human – lans, bowiem zaskoczy ich tak zwana sprawiedliwość karmiczna operując pojęciami wschodu, a podsumowując to po łódzku: będą się chechłać czyli kroić tępym narzędziem samych siebie.

Łódź w zaborze ruskim, była pierwsza jeżeli chodzi o tramwaje elektryczne. „Przyjedź do miasta Łodzi, zobaczysz jak tramwaj bez konia chodzi.” – się mówiło. I na tej ulicy, gdzie stoją teraz nasi super bohaterowie powstały jedne z pierwszych torów i pod sam koniec XIX wieku i dzień przed wigilią roku pańskiego 1898 ruszyły te lśniące nowoczesnością wagony wyprodukowane w nadreńskiej Kolonii. I bigiel był, istne szaleństwo w związku z tym jeżdżeniem w diabelskim wynalazku, a kanar czyli kontroler biletów miał zarabiać 50 rubli miesięcznie. Ta ulica Legionów jest też słynna z powodu pewnego dość ekscentrycznego jegomościa pierwszego fotografa, który miał tu swoją metę przy numerze 5, gdzie został przeniesiony z Rynku Nowego Miasta jego zakład fotograficzny, gdzie jak piszą odbywały się konspiracyjne spotkania przeciw ówczesnej władzy i po namierzeniu uciec w popłochu musiał poza granice Królestwa. To także tutaj nigdzie indziej powstała pierwsza łódzka gazeta, która co prawda była rządową gadzinówką pełną nudnych jak flaki z olejem i suchych jak wióry ogłoszeń jednak ponoć z czasem dało się to czytać, a to działo się pod numerem 12. Także tego i tamtego nie ma to tamto.

Siedzą pod butikiem Glamour, który raczej zdecydowanie nie jest czynny w pobliżu przystanku i kontemplują widoki z powłoki. Kupili w kiosku bilety i wodę gazowaną Żywiec – Znój. Żują gumy balonowe i popijają kawę z termosów i sobie myślą, że dla kogoś bez wyobraźni to miasto musi być jak uderzenie brechą w poczucie estetyki, scenografia jak z filmu, który nakręcili ostatnią kamerą za ostatnie pieniądze, taki powiedzmy niemy paradokument z muzyką ambientową i dramatycznymi ujęciami. No tak to wygląda na boga. Odrzut z taśmy produkcyjnej nowoczesności, wysypisko osobliwości, freak city, które otworzy ci serce i nauczy pokory. Podjeżdża tramwaj z lumpeksu, na oko jakieś 35 lat wypełniony wszelkimi możliwymi wspomnieniami, podszykowany przez dziesiątki łódzkich artystów ulicznych, którzy zostawili w nim i na nim swoje „dzieła sztuki” w postaci kompletnego braku ładu i składu, mówiąc kolokwialnie każdy coś namazał, wydrapał, dokleił, przyłatał i był jak mniemać można nawet zadowolony z siebie.

Czyli kogo?

Ale zostawmy TO na inny moment. Wsiadają i z miejsca prawilnie chcą skasować bilety, ale kasownik nie działa jeden z drugim i ten trzeci również. Kurwa go tramwajowa mać! Prosta rzecz by się wydawało, ale nie, nie i nie. Tutaj jest pierwsza niespodziewana wywrotka w twoim zaplanowanym kalendarium dnia, która uczy się, że doprawdy nie jest i nie będzie tak jak to sobie naiwnie zaplanowałeś, energia tego miasta wybija cię z tego wygodnego, bezmyślnego automatyzmu. Nakazuje Obecność, bezustanną pracę z tak zwanymi okolicznościami. Dlatego o kant dupy można potłuc te super – duper aplikacje smartfonowe do planowania codziennych aktywności, bo to nie jest Smart – a raczej hard i prawidła są nieco bardziej analogowe, jak ten wagon, który musieli dać w zastępstwo, bo coś się niechybnie spierdoliło – normalnie jeżdżą bardziej nowoczesne prawie wi – fi. Może to specjalnie do tej historii tak zrobili, kto wie?

Ty?

Każdego dnia wpadasz we wnyki tak zwanego systemu. Kościelno – politycznego – administracyjno niewydolnego reliktu dwudziestego wieku, kolektywny umysł jest w znacznym stopniu zapóźniony – szok przyszłości dopada go i osacza już niemalże na każdym chwiejnym kroku. Tutaj w tym kraju Ariów – Słowian, którzy jak piszą w internecie wymyślili twaróg i sanskryt, proch i wszystko co dobre, a nawet nawet zrobili swój słowiański niezależny portal społecznościowy ratujemy się budowaniem tych wewnętrznych mitologii, lokalnego patriotyzmu, aby nasze złudne poczucie siebie miało się na czym oprzeć, mogło puchnąć i przekonywać samo siebie do samego siebie, bowiem tak w istocie jest Abstrakcją w Abstrakcji, Iluzją w Iluzji – tym co się zakotwiczyło w mule urojonej i wymyślonej rzeczywistości – której ciągłość i umowna „tożsamość” jest niczym innym jak opowieścią przekazywana z umysłu do umysłu.

W tramwaju pandemiczny wuha – nowy bal maskowy, ludzie siedzą i się boją, że zaraz umrą na zarazek co już jest wszędzie i we wszystkim. Pan czyta ekspress do taniej kawy ilustrowany, a tam jak Prepers wskazał palcem na pierwszej stronie piszą, że wandale podpalili Plac Wolności w bożonarodzeniową północ i na pewno jak zapowiada Komisarz Wejer do walki z wszelką przestępczością zorganizowaną i niezorganizowaną zostaną wytropieni i postawieni w stan tak zwanego oskarżenia i nie ma tolerancji dla wandalizmu w tym mieście. Wielkie mi coś! – powiedział Pirat. Śmiechu warte, bo to jeszcze, o czym Pan Komisarz nie wie, dopiero prolog, intro i początek. Aktywacja poszerzonego pola walki. Wysłanie sygnału do Kosmicznej Gwiezdnej Bazy Nieustającej Rebelii. Ogłoszenie niepodległości względem tego zapóźnionego we wszelkim rozwoju mechanicznego gnojowiska. Odpalimy race twórczego szaleństwa i rozświetlimy to smutne niebo i niebawem znów będzie Jasno i Przejrzyście i zaiskrzy w nas chęć do Przygody czym w swojej istocie jest i powinno być Życie. Sprowadzeni do parteru, broczący w niskich skłonnościach i odruchach, przykuci do obrazu nędzy i rozpaczy powielanego na wszelkich możliwych nośnikach musimy z bożą łaską i własnym wysiłkiem pomału jednak zdecydowanie podnieść się do pionu i o tym mili Państwo Czytelnicy jest ta surrealistyczne – magiczno – egzystencjalna opowieść.

Tramwaj, jedzie, kołysze się niczym trup na drzewie podczas tak zwanego samosądu, kiedy masy ludzkie mają już swoich winnych, i jak zawsze odwracają dzięki temu uwagę od samych siebie i odpowiedzialności za czynny udział w tym wszystkim. Mijają zakręt, skrzyżowanie, drugi, trzeci przystanek i wysiadają na trzynastym Pabianicka – Jana Pawła II. Epicko nijakie to jest miejsce, ale nazwa jak najbardziej skłania nas tutaj do tak zwanej refleksji, która wychodzi z ust Prepersa w tej oto formie:

– Wiesz, albo wiecie co mnie nieustannie zadziwia w „tym wszystkim”? Nieuleczalne ludzkie gloryfikowanie własnych mitów i kserowanie tego w nieskończoność na powielarce w tak zwanych środkach masowego przekazu, by w końcu i nieubłaganie wszyscy byli chorzy na te same przypadłości urojeniowe, które wówczas w wyniku ogólnej zgody i wygody stają się „prawdą” i kolejnym nie podlegającym dyskusji dogmatem, a później zaciekle i pełne przemocy werbalnej, mentalnej i fizycznej bronienie tego jak „świętości”, więc ja się pytam grzecznie co to za świętość, którą możesz obrazić, co to za świętość, którą możesz sprofanować, w moim rozumieniu prawdziwa świętość ma, że użyję tego słowa, wyjebane na swoje własne symboliczne przedstawienie, które jest niczym innym jak tylko dość ograniczonym ludzkim wyobrażeniem, pewną reprezentacją tego co przekracza fizykę, chemię i teologię. Jest w swojej istocie poza naszym „dobrem” i naszym „złem”. To co naprawdę się tu odbywa to – to sławne obrażanie uczuć religijnych za które można odbyć karę pozbawienia wolności, lub otrzymać karę innego rodzaju – innymi słowy obrażając czyjeś uczucia i jak one są już obrażone, to wówczas zbiera się specjalny sąd i poważni ludzie dyskutują i uznają, że tak faktycznie uczucia zostały obrażone i zapada wyrok, a ty powiedzmy, ten który je obraził choć w istocie nigdy ich nie widziałeś na oczy idziesz siedzieć, a w ekstremalnych warunkach religijnego lub innego fundamentalizmu, kiedy szaleństwo jest tak zwaną normą mogą cię za coś takiego po prostu zabić – jak w przypadku francuskich rysowników z dość głośnej sprawy mielonej jakiś czas temu w mediach i wielu, wielu innych podobnych historii, które przypominam wciąż mają miejsce w, przypominam, XXI wieku w tak zwanym postmodernistycznym nowoczesnym świecie, którego mieszkańcy mają ambicję na nieśmiertelność i podbój kosmosu. I to obraża moje uczucia w sposób, że tak powiem ekstremalny.

I widać było, że ten tak zwany gorący temat mocno, naprawdę mocno siedzi w głowie Prepersa, bo musiał przystanąć i zrolować skręta, czyli dobry organiczny tytoń z domieszką białej szałwii i zrobił to naprawdę sprawnie. I zaciągając się kontynuował:

– Czy my jesteśmy w ogóle w stanie funkcjonować bez tych wykoślawionych przez nasze własne umysły wzorców „moralnych”, wielkich słów, nadludzkich haseł, całego tego nawiedzonego pierdolenia, tej powalającej na każdym kroku hipokryzji, tego balu świętych przebierańców, hucpy, wiejskiej zabawy ze sztachetami ułożonych w krzyże, którymi bez ustanku przez całe stulecia okładamy się po mordach w imię, jakby inaczej, świętych ideałów? Dla tych wszystkich kościelnych wysuszonych moralistów polecam do przeczytania książkę „Sodoma” o realiach Stolicy Apostolskiej o prawdziwej naturze ich kardynałów i tych wszystkich którzy najbardziej donośnie szczekają o czystości i solidny film „Spotlight” o śledztwie dziennikarskim „Boston Globe” w sprawie tuszowania pedofilii na skalę, która przekracza tak zwane ludzkie wyobrażenie. Aleja Jana Pawła II i sprawa „grzechów sodomskich”. Osiemdziesiąty trzeci rok i zatwierdzony przez niego zapis w Kodeksie Prawa Kanonicznego, który zniósł pedofilię jako jeden z najcięższych grzechów i przestępstw przeciw kościołowi, a zamiast tego swoją „świętą” uwagę skierował na tych, którzy takie czyny duchownym zarzucają. Sekret papieski i ochrona świętości sakramentów. Trzeba zedrzeć te wszystkie maski, te purpurowe szaty „świętości” i objawić nagą prawdę taką jaka ona jest, uzdrowić to wszystko i wrócić do podstaw do zdrowo rozumianej pokory i miłosierdzia, do prostej i serdecznej wspólnoty serca, która nie potrzebuje całej tej nadętej bufonady, tych świątyń – pałaców, złotych sygnetów, zapisów, przypisów i komentarzy. Jak to mówią: czym dalej od źródła tym bardziej mętna woda. Ja naprawdę rozumiem w człowieku tą odwieczną potrzebę duchowości, ponieważ tak już mamy i zawsze tak mieliśmy, to jest ważne, nawet wtedy, kiedy z punktu widzenia współczesnej nauki jest to niczym innym jak tylko mitologią, jednak to ma swoją funkcję zagospodarowania tej irracjonalnej części naszej istoty, która czy chcemy tego czy nie, czy wierzymy w to czy nie – jest w nas. I zawsze mieliśmy przewodników, mistrzów jednak nie byli oni, jak współcześnie, duchowym produktem dostarczanym na rynek desperacji i cierpienia, ubranymi w odpowiednie kostiumy i akcesoria – cały ten świętojebliwy splendor, pozbawiony granic i rozsądku przepych, który dla kogoś kto nie jest tym zaprogramowany jest po prostu jednym wielkim błyszczącym oszustwem, który nie ma już nic wspólnego z wielkim mistrzem jakim był Jezus. Jak nie czytałeś to polecam ci książkę „Mordercy Chrystusa”. Coś po drodze nie pykło!

Pirat patrząc na te smutne betonowe okoliczności sztucznej przyrody jej ludzki – nieludzki wymiar pełen szarości i smutku powiedział:

-Przypominają mi się „Cząstki elementarne” Houellebecq’a i jego opis dogorywającej przez swoje pozorne wyzwolenie Europy – podstarzałej dekadenckiej sprośnej i umierającej kurewki, która ostatnie swoje lata spędza na orgietkach, wystawnych kolacjach i upijaniu się do utraty przytomności. Jej blask i chwała już dawno odeszła, jej piękno i żywotność, próbuje wszelkich zabiegów i operacji by tylko przekonać samą siebie, że wciąż jest młoda, wciąż ma przed sobą życie. Wyruchała pół świata, uczyniła z niego niewolniczy system urodziła swoje atlantyckie bękarty nabuzowane testosteronem z kompleksem militarno – przemysłowym, który teraz w desperacji próbuje z całych sił utrzymać swoją coraz mniej oczywistą dominację. To prawda jest jednocześnie matką współczesnej nauki, która ulżyła nam w cierpieniu, przyniosła temu światu bardzo dużo dobrych rzeczy miała swoje momenty troski, swój pozytywny wkład w kolektywne pole rozwoju ludzkiej świadomości, jednak koniec końców stała się samolubną i zachłanną fanatyczną suką pełną pychy i ambicji narzucającą niegdyś swój jedyny monochromatyczny „chrześcijański” obraz świata, a obecnie ten naukowo materialistyczno – mechaniczny Bezsens niszcząc wszelką różnorodność i sprowadzając wszystko do jednowymiarowego monotematycznego kultu egoizmu i zachłanności, którym w swojej istocie jest neoliberalny kapitalizm – system operacyjny tego dogorywającego Królestwa Kotleta i Parówy. Ja, Mnie, Moje. Kult jednostki, indywidualizm graniczący z narcyzmem, obsesja seksu i młodości, a z drugiej strony fundamentalistyczny, odrealniony, dogmatyczny korporacyjny system religijny narzucający przemocą swoje panowanie przez całe stulecia na masową skalę i czekający na ciebie z otwartymi ramionami kiedy już zmęczony żarciem, ruchaniem, kupowaniem i dragami zaczniesz opadać z sił wchodząc w proces przerażającej starości i duchowej bezdennej pustki, która powiększa się z każdym dniem twojego jałowego życia opartego na ciągłym szukaniu przyjemności i otępienia. Nie ma gorszego cierpienia niż świadomość przepierdolonego życia, którego „szczęście” oparte było tak naprawdę na cierpieniu innych istot, bowiem nie ma sposobu, aby uciec od skutków swoich własnych działań. To jest ostateczna sprawiedliwość tego świata – Śmierć, która w oczach tej aroganckiej pychy jawi się jako obelga, upokorzenie. Cały nasz naukowy wysiłek jest skierowany w tą stronę, aby przekroczyć to w naszym mniemaniu „ograniczenie” ten „błąd”. Wszystko i wszyscy próbuje przed tym uciec i to świadczy o tym w jakim punkcie jesteśmy tak naprawdę w rozumieniu natury życia, prawdziwej wiedzy, która nie jest wytworem naszych ograniczonych umysłów.

Pycha zawsze kroczy przed upadkiem i to jest dokładnie ten moment. Niezliczone cywilizacje przed nami upadały dokładnie w ten sam sposób, kiedy stawały się skrajnie samolubne, zachłanne i neurotyczne – próbując za wszelką cenę uciec od cierpienia i nauk, które ono niesie, wciąż bez ustanku wkładając swoją energię i wysiłek w polepszanie swojej sytuacji w Ucieczkę, która jest przecież daremna i skazana na porażkę. Jedyne wyjście to przyjąć to tym czym jest, zaakceptować warunki gry i wykorzystać swój czas najlepiej jak to tylko możliwe z pożytkiem dla siebie i innych. Tu doprawdy nie ma innego sensu. Przekroczyć Grę możesz tylko poprzez pełen w niej udział, musisz ją zintegrować w swoim własnym doświadczeniu, wykuć w niej swoją Moc i Obudzić swoje Serce. Wrócić do samego siebie, do rdzenia tego kim jesteś, do swojej własnej nauki wynikającej z twojego własnego życia takiego jakim ono jest w stanie nie rozcieńczonym przez wymówki i usprawiedliwienia. Język, Dar Komunikacji jest w istocie czymś poza czasem, poza formą i przekracza śmierć. Język Obrazu. Język Słowa. Język Pieśni. Możliwość przekazania swojego doświadczenia, swojej mądrości innym istotom. Wszyscy jesteśmy tak naprawdę w tym samym położeniu, wszyscy musimy rodzić się, cierpieć, mieć chwile szczęścia i radości starzeć się, chorować i umierać. Sami pozbawiamy się nadziei, ponieważ szukamy rozwiązania na zewnątrz nas samych, a tutaj w istocie nie chodzi o rozwiązanie. Tutaj chodzi o Rozpoznanie wszystkiego czym jest w swojej prawdzie, surowym stanie, bez tej nakładki naszego „najmądrzejszego” umysłu – Mózgogłowia, któremu się wydaje, że wszystko zna, wszystko wie, zupełnie nie rozumiejąc funkcji błędu, niedoskonałości, ułomności i nauczania, które w tym jest obecne, bowiem zarówno dobro i zło mają swoje nauczanie, swoją prawdę, a jedno nie może istnieć bez drugiego, są wiecznie we wzajemnej relacji, we wzajemnym dopełnieniu. Nie mieć nic do stracenia to nigdy nic nie stracić, nie mieć nic do zyskania to nigdy nic nie zyskać. Zostawić to wszystko w swojej własnej naturze, w swojej prawdzie. Porzucić przemoc zmiany, ulepszania, poprawiania gdyż wszyscy możemy teraz zobaczyć do czego to nas doprowadziło jako jednostki, społeczności i gatunek planetarny. Prawda jest taka, że nie możesz poprawić czegoś co już jest doskonałe w swojej prawdziwej naturze, w swoim prawdziwym nauczaniu – problem polega na tym, że ty tego nie potrafisz widzieć i rozumieć, nie dociera do ciebie to autentyczne nauczanie, które jest bardzo bezpośrednie, ponieważ żyjesz za szybą, za ekranem w złudnym odczuciu bycia oddzielnym, niezależnym i autonomicznym, jednak to ciało jest z tej ziemi i do niej należy, Duch je tylko zamieszkuje i porusza nim. Przebiera się bez końca w te ciała – ubiory i pewnego dnia po prostu postanowi być nagi rozpoznając sam siebie w swojej doskonałej prawdzie. Ta wrodzona Doskonałość jest jego Naturą, jego prawdziwym stanem i tak było od samego początku. Poza wysiłkiem. Jeżeli nie wyjdziemy z tego ścieku sztucznej neurotycznej świadomości człowieka – produktu, człowieka – robota ulegając swoim najniższym mechanicznym popędom i nie odnajdziemy w sobie czegoś żywego i czystego czeka nas niewyobrażalne w tej chwili cierpienie w postaci doświadczania zmultiplikowanych lawinowych skutków naszych działań, które tak czy inaczej już się manifestują, każdego dnia i każdej godzinie. Nie możemy tego zatrzymać, ale możemy z tym pracować jednak, aby to zrobić musimy stworzyć wolną i twórczą przestrzeń co w tej sytuacji możliwe jest tylko wtedy, kiedy przestaniesz biec. Zatrzymasz się i staniesz się naprawdę Uważny, Obecny, Świadomy, Przytomny, bo dopiero wtedy możesz pracować z okolicznościami i być coraz bardziej świadomy skutków każdej swojej myśli, słowa i działania. Kluczową sprawą jest jednak – Intencja! Po co robisz to co robisz? Jaki jest prawdziwy powód tego, pierwotna przyczyna? Czy jest to tylko mechaniczne, czy już ma w sobie element twórczy, kreatywny – coś świeżego? Jednak najważniejsze zawsze i wszędzie jest po prostu – Serce, prawdziwa świadomość, która nie podlega dyktaturze Mózgogłowia i może używać biologii zamiast być przez nią używanym, duch i ciało może być Jednym, przekroczenie tej odwiecznej dychotomii to zaprzestanie pierwszej pierwotnej wojny, prawdziwy wewnętrzny pokój, współpraca na poziomie ciała, energii i umysłu.

Ta choroba, ta pandemia, bez względu na to czy jest wytworem ludzkim, czy zbiegiem okoliczności jest właśnie tym zatrzymaniem, szansą na refleksję, na ujrzenie świata takim jaki jest, szansą na rozpoznanie własnego szaleństwa, nieświadomości. Chorujemy już od bardzo dawna, jednak zauważamy to dopiero w tym ostatnim stadium, kiedy nasza choroba zaburza nasze funkcjonowanie i jest widoczna wszędzie i we wszystkim i w końcu stajemy się świadomi tej diagnozy, której nie chcieliśmy słyszeć, bo wciąż byliśmy zajęci życiem w swoich własnych urojeniach. Ta choroba jest śmiertelna, nieuleczalna – konsekwencją narodzin jest śmierć, konsekwencją wzrostu jest rozpad – to jest odwieczna prawda tego ludzkiego świata. Uznanie tego jest szansą na prawdziwe autentyczne życie. Każda jedna chwila jest już kompletna, jest Darem w swojej pierwotnej czystości, kiedy nie jest skażona interpretacją, tym zanieczyszczeniem umysłu, który wszystko chce posiąść, przywłaszczyć i zdominować na swoja własną modłę. Piękno nie jest „tym pięknem” – jest Wszystkim.

Pirat potrafił czasem oddzielać siebie o tego co z niego wychodzi, był świadomy tego jak krótkie życie ma każde słowo – rozpuszczający się sam w sobie dźwięk. Gdzie to wszystko teraz jest? Gdzie się podziało, gdzie uleciało? Dokąd wróciło?

Szli tą jedną z milionów ulic, tysięcy rozgorączkowanych miast o nierównym oplutym chodniku pełnym śmieci i niedopałków i małych kępek trawy, które próbowały żyć w tych przeoczonych we wszelkich konstrukcjach szczelinach i choć dosłownie co chwilę były deptane i miażdżone przez podeszwy butów jednak nigdy, przenigdy nie ustawały, nie dawały za wygraną. Po prostu rosły. Po prostu były.

Postanowili coś zjeść. Bar wyglądał okropnie, żółty wyblakły budynek z napisem „obiady domowe” i dobudowanym poddaszem, para plastikowych okien i próg wysoko nad ziemią z trzema rozpadającymi się schodkami, które zapraszały na „smaczne i zdrowe” na „dużo i tanio”. Tak w istocie w tym mieście wszystkiego było dużo i było tanie, jednak nie było to smaczne ani zdrowe. Otworzyli drzwi i ich nozdrza zaatakował zapach spalonego tłuszczu, tanich przypraw i przepoconego zmęczenia życiem, który uosabiała starsza kobieta za ladą baru. Nie sposób wyrazić rozczarowania w jej oczach, które pożerało ją niczym pasożyt żywiąc się każdym kolejnym takim samym dniem, tą miażdżącą rutyną. Bylejakość była tutaj kluczem otwierającym wszystko, spajającym każdy atom gęstej, osaczającej przestrzeni, która była odpychająca, agresywna, zupełnie pozbawiona wrażliwości. Tępa.

-Tylko na wynos! – niemiłym głosem oznajmiła kobieta. Jej wodniste nieobecne oczy patrzyły na nich z nieskrywaną pogardą jaką obdarzała szczodrze samą siebie, a tym samym cały świat, który dla niej był po prostu – gównem. Śmierdzącym gównem. Niczym więcej.

Przez chwilę stali w milczeniu, czując to wszystko w sobie, było lepkie i brudne. Smutne. Jednak nie zdołało się o nich zaczepić, do niczego przylgnąć. Prepers usiadł przy stole niedbale nakrytym wzorzystą ceratą i „ozdobionym” sztucznymi zakurzonymi kwiatkami. Zdecydowanie nie mieszkała tutaj Hygieia, córka boga medycyny. Wyjął z plecaka świeczkę i gałązkę białej szałwii. Czekał. Pirat spokojnie i bez pośpiechu podszedł do baru. Dotknął jej dłoni i w jednej chwili poczuł jak gęste i obezwładniające jest bagno, które pożerało ją przez te wszystkie lata, cały ten nieznośny ból i upokorzenie. Doświadczyła w życiu tak mało szczęścia i było ono zarazem tak kruche, że pewnego dnia po prostu przestała na nie wyczekiwać porzucając wszelką nadzieję. Zapadała się w niebyt, który spełniał jednak funkcje życiowe. Jej łzy były ciężkie, rozpryskiwały się o dłoń Pirata jak każde porzucone marzenie, które niegdyś miała. W tej jednej krótkiej chwili, która wydawała się jej wiecznością znów Coś powróciło do życia, wybudzone z długiego apatycznego snu, a w jej oczach, które były szaro niebieskie znów pojawiło się światło. Mówią, że jest to zwierciadło duszy i to prawda. To prawda.

-Ma Pani może coś do zjedzenia bez mięsa? – zapytał cicho Pirat.

Kobieta o szaro niebieskich oczach, która teraz stała się istotą bardziej żywą i jeszcze nie do końca świadomą co tu się przed chwilą tak naprawdę wydarzyło była w stanie, który Pirat określał „Wielkim Zdziwieniem” i przez chwilę nie potrafiła odnaleźć w swoim umyśle, żadnego, nawet najmniejszego słowa. Była tylko cisza, pustka i fale zalewającego jej ciało ciepła. Teraz ludzie, którzy przyszli do jej baru, byli kimś zupełnie innym, jakby nie z tego świata, spoza tych ciasnych i dusznych oczywistości, tej strukturalnej zimnej nędzy do której tak przywykła. Byli Żywi. Prepers zapalił świeczkę i chodził z szałwią po barze, szczególnie zwracając uwagę na każdy z czterech rogów, okna i drzwi, szarobiały dym pochłaniał cały ten katorżniczy świat, skondensowane nabrzmiałe jak wrzód nieszczęście trawione i wydalane wciąż na nowo, przechodzące z ciała na ciało, z miejsca na miejsce jak zaraźliwa śmiertelna choroba. Wszystkożerna Otchłań. Przepocona Obojętność.

-Jak to bez mięsa?! Czemu bez mięsa?! – to był dla tej Pani rebus, zagadka z poza jej świata. Pirat to rozumiał. Rozumiał to bardzo dobrze. Odwieczne sankcjonowanie, oswajanie tego bezdusznego okrucieństwa, wreszcie i przede wszystkim biologiczne, umysłowe i energetyczne uzależnienie od tego, poczucie władzy drapieżnika, który wbrew „moralnej” otoczce, którą zbudował wokół siebie pozostał w niezmienionej prymitywnej formie. Odżywianie, kopulacja, walka o władzę, lenistwo i nieskończone manipulowanie rzeczywistością dla swoich potrzeb i swojej wygody. Mięso. Porno. Pieniądze. Showbiznes. Nauka – Religia. Neurony Dopaminergiczne. Prawdziwy terror jest zakodowany w naszej biologii, w Mózgogłowiu.

Kora.
Prążkowie.
Dopamina.

-Sami jesteśmy kucharzami i nie jemy mięsa, bo w obecnej formie jest niczym innym jak trucizną, która niszczy nasze zdrowie i niszczy ten świat. To wszystko to tylko głęboko wdrukowany nawyk, który można i należy zmienić. Pani w głębi serca czuje, że rzeczywistość naprawdę potrzebuje uzdrowienia i taka dieta jest jedną z rzeczy, którą można i powinno się zrobić. To nie jest takie trudne i to co teraz zrobimy to pójdziemy do kuchni i pomogę pani coś dla nas wszystkich przyrządzić.

Normalnie nic by z tego nie wyszło, jednak jak możecie się domyślić cała przedstawiona sytuacja zmutowała w zupełnie inny wymiar, w coś co łamie zasady tak zwanej logiki i prawdopodobieństwa – stała się czymś Otwartym pozbawionym kodu – nowym wzorem. To nazywane jest Hackiem – tworzeniem nowego wzoru na kolektywnej matrycy ignorancji, zawsze myślimy o dużych rzeczach, tak zwanych rewolucjach, o czymś spektakularnym, epickim, filmowym, dramatycznym ponieważ to dokarmia naszego ego. Jednak prawdziwa rzecz wydarza się w tak zwanej normalnej codzienności, w zwykłym życiu, w małych konsekwentnych i zdecydowanych krokach w tworzeniu nowych nieprzetartych ścieżek neuronowych opartych na parametrach serca. Serce to nie jest „serce”. To Troska. Miłość. Wszyscy jesteśmy otumanieni tym okrutnym Programem, wszyscy uczestniczymy w mordowaniu tego Świata. Najtrudniej obudzić kogoś kto udaje, że śpi.

Kuchnia nie wyglądała najlepiej, w zasadzie wyglądała tragicznie. Była pozbawioną jakiejkolwiek energii małą klatką ze starymi domowymi meblami, brudnym zlewem pełnym garów, talerzy i resztek jedzenia. Kuchenne dewolucje. Gastro depresja. Wyjebane po całości. Ma na imię Alicja i to nie jest jej kraina czarów, to mroczna pieczara odzwierciedlająca jej stan, stała bezradna pośrodku tego wszystkiego i czuła wstyd za to miejsce, za swoje życie. Niepotrzebnie. Nikt nie zasługuje na to by go potępić, porzucić w tej bezdennej pełnej cierpienia Otchłani. Nawet kiedy robisz najgorsze rzeczy, robisz je, bo nie rozumiesz, nie rozpoznajesz prawdy, krzywdząc siebie, innych, ten świat tak naprawdę zadajesz ból sam sobie, ponieważ ta fundamentalne rozróżnienie jest iluzją. Pirat zawołał Prepersa i zaczęli tak zwane czyszczenie. Bez słów w kompletnej ciszy. Robili co trzeba było zrobić, ponieważ w gruncie rzeczy taka była ich praca. Kondycja tego świat odzwierciedla nasz własny stan, dlatego dobrze się przyjrzeć jak to w gruncie rzeczy wygląda, jak to funkcjonuje, czemu służy i z jakim skutkiem.

Było czysto.

Mięso zgniło. Nikt od dawna tu nie jadł. Nikt od dawna nie robił tu niczego co miało związek z życiem. Rzeczy na które nie zwracamy uwagi mówią o nas i do nas więcej niż wszystko inne. Pirat znalazł pieczarki, cebulę, marchewkę i ryż. Sól i pieprz. Olej rzepakowy. Prepers wstawił wodę na herbatę. Pokroili pieczarki, cebulę i marchewkę. Ugotowali ryż i podsmażyli go z warzywami. Prostota jest kluczem do szczęścia, a szczęście jest proste i nie wymaga nadludzkich wysiłków. Wystarczy Być i czuć Wdzięczność. Prepers znalazł biały obrus. Nakryli do stołu. Zapalili świeczkę i kadzidło. Pirat wypowiedział krótką, esencjonalną modlitwę:

-Dziękujemy Matce Ziemi za jej troskę, za to wszystko co mamy na talerzu przed sobą. Dziękujemy za Dar Życia i Naukę Śmierci. Dziękujemy wszystkim niezliczonym istotom, które były przed nami ukazując nam niezliczone drogi. Życzymy z tego miejsca Każdemu, Wszędzie, Wszystkiego Najlepszego, by ten świat odzyskał swoją pierwotną czystą naturę. Byśmy żyli szanując Życie i umierali dziękując za wszystko. Amen.

To nie było jakieś pyszne wyszukane danie, kolejna wysublimowana pożywka dla Mózgogłowia, to był Prawdziwy Pokarm, który nie jest po to by nas zadowalać, nie jest po to by robić mu zdjęcia na instagrama, nie jest po to by pisać mu recenzje i dyskutować o nim godzinami. Nic na tym świecie nie jest „specjalnie dla nas”, to my jesteśmy dla tego świata. Jesteśmy Załogą na Statku Kosmicznym Ziemia i nasza podróż Nie Ma Końca. Mamy nieskończoną pracę do wykonania. Jesteśmy w służbie dla pożytku Istnienia, a to oznacza, że nigdy nie jesteś bezrobotny. Zawsze jest Job to do. Jednak za prawdziwą pracę nikt nikomu nie płaci, to nie jest żadna oparta na zysku transakcja, żaden układ, żaden deal, wiąże cię bezterminowa umowa z twoim własnym sercem, ty ustalasz kodeks pracy i zakres obowiązków. Tworzyć coś z nicości, powołać do życia, nadać sens bezsensowi, to w istocie stworzyć jedną z dróg.

Pani Alicja zdecydowanie przez ten krótki, ale jakże treściwy czas była w Krainie Czarów. Odmuliła. Otrzymała Czysty Dar, coś czego w tym wymiarze zdominowanym przez ciągłą kalkulację i porównywanie jest jak na przysłowiowe lekarstwo. Coś zostało odmienione, tam w samym rdzeniu, w esencji i bardzo powoli jednak metodycznie będzie się przedzierać przez cały ten ściek ku prawdzie, ku drodze, ku życiu. Pirat to wiedział. Ucałowali jej zarumienione policzki, po których wciąż płynęły łzy, uścisnęli spracowane, zmęczone dłonie. Zostawili 108 polskich złotych i ruszyli przed siebie w kwadraturę zapętlonego świata.

Na ulicy Pabianickiej była awaria sygnalizacji świetlnej. Migało żółte światło, od czasu do czasu słychać było rozdrażnione wrzaski klaksonów. Było więcej powietrza, więcej światła, jednak nikt prawie tego nie zauważył, wszyscy gdzieś szli, gdzieś jechali. Tramwaje monotonnie kołysały się na torach jeżdżąc od krańcówki do krańcówki po tych samych pordzewiałych torach, mijając te same przystanki – dzień za dniem, miesiąc za miesiącem, rok po roku.

Cały czas.
To samo.

Maja mieszkała w szarej odrapanej kamienicy. Na parterze. Zaraz obok jej drzwi, które w zasadzie były wyjściem do nieistniejącego ogrodu, była wjazdowa brama ze znakiem, jakby inaczej „zakaz wjazdu” biały prostokąt w czerwonym kole w towarzystwie plemiennych kibolskich tagów. Jude ten, jude tamten, jude, jude, jude. Napierająca ze wszystkich stron Zagłada Wrażliwości. Wylane na wszystko popłuczyny. Nad wejściem grał wietrzny dzwonek poruszany niedotykalną siłą. Prepersowi i Piratowi podobała się ta melodia, która miała swoje akcenty dramatyczne jednak była delikatna. Oddech przestrzeni był dziś spokojny. Wierzeje ozdobione były witrażem ukazującym chłopca w czerwonej czapce dającym małej dziewczynce żółty kielich z białym kwiatem. W tle były żółte domy z szarymi dachami, niebo było błękitne. Niemalże można było poczuć zapach tego kwiatu, to było lekkie, beztroskie. To było Piękne. Pozbawione jakiejkolwiek dwuznaczności. Czyste.
Treść wpływa na umysł i wyzwala potencjał. Ordynarna niedbała przestrzeń pozbawiona harmonii, estetyki, smaku i dbałości staje się martwą i negatywną zaczyna tworzyć nisko wibracyjne zamulające pole, ponieważ nic nie jest samo w sobie i samo dla siebie, absolutnie wszystko jest współzależne i wzajemnie uwarunkowane. Zaśmiecona przez nas Pierwotna Przestrzeń stała się Grzęzawiskiem, pozbawionym życia sztucznym zarosłym chwastem jałowym polem. Oddzielasz się wyobrażoną granicą od „świata zewnętrznego”, czy tą granicą jest twoja skóra, czy wewnątrz jest „twój świat”? Twój, mój, jego, jej…TO nie ma tak naprawdę żadnych granic. Żadnych. Forma jest jedynie skondensowanym do pewnych granic Wyobrażeniem, ciągle powtarzanym nawykiem Określonego Postrzegania najczęściej nie potrafimy widzieć w sposób wielowymiarowy, ponieważ tak zwane „zjawiska” łączą się na niezliczoną ilość sposobów, mamy w mózgu wyżłobione koleiny neuronowe, utrwalony „mentalny porządek”, który w swojej esencji jest chaotyczną reakcją na impuls powstających myśli i pozornie logicznych ciągów myślowych na podstawie których tworzymy wyobrażenie świata, wierząc w jego fizyczną solidność, w jego trwałość, w jego realne istnienie. Jednak kiedy uważnie prześledzimy ten neurotyczny strumień świadomości odkryjemy, że w istocie nie ma tutaj absolutnie żadnej podstawy, żadnego fundamentu, czy pierwotnej mitycznej pierwszej przyczyny. Esencja jest pozbawiona formy, zapachu, koloru, wagi, miejsca skąd przychodzi i miejsca do którego zmierza. Na końcu eksperymentu badacz odkrywa, że to co badał przez cały ten „czas” jest on sam, że podmiot i przedmiot badań są poza jakimkolwiek rozróżnieniem. Tak naprawdę nie możesz nic z tym „zrobić”, nie możesz tego unicestwić, zbrukać, zanieczyścić. Możliwa jest tylko apokalipsa formy tak zwane dramatyczne przeprogramowanie matrycy. Reset błędnego kodu. Korekta. Dlatego zawsze zarządzamy tutaj jedynie iluzją, mają, marą. To jest najbardziej absurdalny „grzech pierworodny” wiara w realność rzeczy i zjawisk, choć każdy przecież sam dobrze wie, że w jego fizyczna forma jest umową najmu od której tak zwany system całe twoje życie nalicza podatek od odchodu. Od początku każdy wie, że jest jedynie chwilą, jednak pomimo tego zachowujemy się jakby było tutaj coś do „ugrania”, krótkotrwały nietrwały sam w sobie komfort, poczucie iluzorycznej władzy nad urojeniem – jeżeli z tej perspektywy spojrzysz na tak zwaną Władzę rozpierdoli cię twój własny śmiech. Dlatego tak naprawdę niczego nie możesz się bać, nie musisz jebać systemu, bo tak naprawdę nie ma czego jebać, bo to już od samego swojego porządku jest samo w sobie z samego założenia pojebane. Nie ma różnicy między jebiącym a jebaniem, a jebiąc system jebiesz sam siebie, bo to ty jesteś systemem. To jest ukryta wada fabryczna tak zwanych buntów, rebelii, rewolucji, które kiedy przyjrzysz się uważnie nigdy niczego nie zmieniają na lepsze, bo problem nie tkwi w organizacji struktury, problem tkwi każdej pojedynczej części składowej, owszem możemy to poprawić strukturalnie jednak zawsze wcześniej czy później wraca do swojej patologicznej formy.

Jedyne co możesz zrobić to rozpoznać jaki jest kod bazowy, czym jest biologiczny program, bo okazuje się, że w istocie zarządza nami coś co jest zupełnie poza naszą kontrolą. Mózgogłowie ma swoje własne plany, swoją Agendę. Jest kolektywnym pozbawionym wrażliwości i współczucia bezwzględnym Programem Przetrwania, tam nie ma żadnej moralności jest czysta nie rozcieńczona najmniejszym dylematem Eksploatacja. Powszechny kult samic i samców Alfa. Powszechne uwielbienie dla Zwycięzców, którzy tak naprawdę są niczym innym jak pozbawionym skrupułów drapieżnikami. Najbardziej „zdrowy” materiał genetyczny jest z pewnej perspektywy sterylnym absolutnie okrutnym zerojedynkowym kodem, który stwarza i nagradza pozbawione empatii, skrajnie narcystyczne jednostki psychopatyczne, które otaczane są kultem przez zaprogramowane uległością nieświadome masy ludzkie.

To tak naprawdę jest istota Władzy.
To psychopatologia.

Mamy spierdolony kod genetyczny. Źle skonfigurowany transfer danych przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Dlatego zawsze traktowaliśmy tych, którzy go przekroczyli jak wynaturzenie, błąd, jak bezdomne genetyczne psy pozbawione rodowodu, które były tropione i zabijanie, a każdy najmniejszy ślad zacierany. Otaczaliśmy kultem tyranów, morderców krwią zapisana jest historia tego gatunku, wyrażona krzykiem, przypieczętowana cierpieniem. Stworzyliśmy Królestwo na nasz własny Obraz. Dwanaście pokoleń i bazowy kod zapisany w Księdze Genetycznej, linie zatrutej jadem krwi. Psychopatyczne samce alfa zapładniające tysiące kobiet, przychodzące na świat pozaludzkie hybrydy, pozbawione serca mechanizmy sterujące, całe pokolenia zimnokrwistych morderców. Religia zawsze była Szczytem Władzy, absolutyzmem Programu jego macierzą, pierwotnym Nośnikiem. Dominacja oparta jest na Strachu przed ostatecznym Potępieniem. Upadkiem, z którego nie ma już powrotu. Bez względu na swoje nowoczesne upodobania, zauroczenie wschodnią mistyczną myślą, popularność kolorowego New Edge ubranego w parciane spodnie, dźwięki gongów, mis tybetańskich (które wcale nie są tybetańskie), masaże kryształami, „tantryczny” seks ten pierwotny zapis – program tam jest i przyjdzie do ciebie w momencie kiedy już zmęczony duchową zabawą opadniesz z sił i zatęsknisz za tak zwanymi korzeniami, ponieważ odechce ci się być już przebierańcem. Wtedy, być może ujrzysz tak zwaną Prawdę, która wcale nie będzie przyjemna, lekka i mistyczna. Będzie zwyczajna, przyziemna i brutalna.

Prawdziwa duchowość jest pozbawiona „duchowości”. To nagie ciało obdarte ze wszystkiego. Czyste mięso. Warunek poprzedzający warunek, umowa poprzedzająca umowę, dług poprzedzający dług. Nieskończona ilość warstw. To jest konkretna praca do wykonania, swoimi własnymi rękoma, rozpoznanie swojej prawdziwej sytuacji, powrót z dalekiej egzotycznej przygody, obdzieranie zakodowanych wyobrażeń jak narośli, jak warstw sztucznej modyfikowanej genetycznie skóry. Zbroi. Muru. Granicy. Każdego za i przeciw. Prawdziwa Moc zawsze tkwi po prostu w Prawdzie. Nie w tej jedynej ostatecznej, prawdziwie prawdziwej. Ale w prawdzie każdego momentu, każdej sytuacji. Nie w ceremoniale, okultystycznej egotycznej „magii”, nie w manipulacji energiami, nie w tej czy tamtej tradycji, sekcie, zakonie, ideologii, kiedy jesteś w Prawdzie możesz użyć wszystkiego, każdej religii, filozofii, systemu politycznego, wzoru matematycznego, ponieważ nic z tego tak naprawdę nie jest prawdziwe, to tylko forma nic więcej. Jest pusta, pozbawiona esencji, ale pomimo tego działa. To właśnie jest największa z tajemnic, której nigdy nie odkryjesz, bo to czyni to wszystko możliwym. Nie możesz udowodnić Prawdy, ale nie możesz jej zaprzeczyć. To koniec umysłu. Krańcówka. Ostateczna pętla intelektu. Prawdziwa Śmierć.

Pirat i Prepers właśnie byli w takim polu informacyjnym. To po prostu jest zapisane w przestrzeni w każdym czasie i w każdym miejscu. Problemem jest dostęp. Zapukali w witraż za którym był inny magiczny świat. Wymiar alternatywnego istnienia. Coś czego w kwadratowym świecie po prostu nie grają, inna płyta, inna melodia, inny nośnik. Pole Mocy Wiedźmy. Przywitał ich jej czarujący uśmiech, była ucieleśnieniem wiosny, jej energia była tak radosna, że z miejsca twój stan świadomości budził się na bezkresnej spowitej mgłami poranka łące pełnej najpiękniejszych kwiatów tej ziemi, pachnących dzikich ziół, pól pełnych dorodnych owoców i warzyw, absolutnie wszystko odzyskiwało lekkość, delikatność, to był stan błogości. W tej odsłonie natura nie była krwawym pozbawionym empatii programem, była bezkresną żywą istotą, która z jednakową troską traktowała owada, zwierze i człowieka, absolutnie wszystko miało tu swoje miejsce, swój sens i cel istnienia, którym było przecież samo życie – ten Wielki Dar. Miała na imię Maja i była naprawdę piękna, stała w progu a jej nasycone światłem głębokie zielone oczy iskrzyły emanując i przekazując zarazem życiodajną energię. Była jak elektrownia atomowa ukryta w tym drobnym ciele. Pirat zastanawiał się w jaki sposób udało jej się zachować taką czystą kreatywną moc w tym wydrenowanym do cna zmechanizowanym wymiarze.

Subtelnym gestem szczupłych ozdobionych pierścionkami dłoni zaprosiła ich do środka. Mieszkanie było zaskakująco duże, to była dzika dżungla, pełna różnorodnych roślin, czuli się jakby wylądowali na nieznanej planecie w samym środku bukietu pachnących kwiatów skomponowanych przez samego Boga. Tyle było tutaj gracji i wdzięku, niewinnej zalotności, że Pirat i Prepers potrzebowali dłuższej chwili na integrację takiej potężnej dawki radości i kompletnego braku tej lepkiej mazi. To jest tak jakbyś nagle znalazł się w czymś tak odmiennym energetycznie, że twój system jest w stanie szoku. Przez chwilę procesor zamula, ponieważ musi trawić zupełnie inny rodzaj danych. To nie są binarne komendy tak / nie, 0/1 – to wielowymiarowy hybrydyczny pierwotny kod, zapis czystego światła. Księga Blasku.

Dlatego Maja Frej nie musi nic robić, wystarczy, że jest. Pracuje tylko analogowo, nie używa komputerów, smartfonów, drukarek, faksów, bo w jej obecności to wszystko przestaje po prostu działać, staje się czymś zupełnie bezużytecznym. Nie obsługuje dzieci Merkurego, firm Bogini Industria – niczego co ma niejasne, dwuznaczne intencje, niczego co zrodziło Mózgogłowie. Pomaga tylko tym co się już przebudzili ze snu własnej ignorancji i są w służbie Istnieniu. Jest autentyczną inkarnacją Świętej Matki. Kimś z Innej Żywej Przestrzeni, niewidoczna dla Automatonów, ukryta i nieczytelna dla Systemu, nie figurująca w żadnym rejestrze, ewidencji. Bez numerów seryjnych Korporacyjnej Monokultury. Taka była jej matka, jej babka i jej prababka i tak do samego Źródła – Maja Frej jest Funkcją, czymś zupełnie poza osobowym. Nie wiem czy byliście kiedyś w naprawdę Świętej Przestrzeni, która jest czystą Potężną Obecnością doprawdy ciężko to opisać, można przypomnieć sobie swój najpiękniejszy, najbardziej beztroski dzień życia, pozbawiony najmniejszego nawet zmartwienia, obawy, lęku i podkręcić potencjometr na full i nawet to nie odzwierciedla tego stanu. To przekracza zmechanizowane pojęcie.

Świat nie jest matematycznym zimnym wzorem, góry nie są trójkątami, chmury nie są kołami – „świat” nie istnieje, to kolektywna symulacja naszych umysłów oparta na zgromadzonych w jej części magazynującej wrażeniach. To się jakby odtwarza z zapisanej niezliczoną ilością danych serwerowni – czarnej skrzynki całego tego przelotu, który trwa od mniemającego początku czasu, od kiedy umysł oddzielił podmiot od przedmiotu i wytworzył złudne poczucie osobnego istnienia – podmiotu lirycznego tworzącego zarazem coraz mniej poetycką baśń fantastyczno – naukową, której zadaniem było ciągłe neurotyczne potwierdzanie, że istnieje i w zasadzie ten wbudowany we wszystko pierwotny lęk, to nagłe lodowate ukłucie pośrodku bezsennej nocy, spazm przerażenia przychodzący nagle i niespodziewanie w najmniej odpowiednim momencie, kiedy wszystko pozornie jest pięknie – to jest właśnie to przerażające przeczucie, że być może wcale nas nie ma. Niema prawda ukryta za tym wszystkim. Ostateczne rozwiązanie kwestii ludzkości. To jest prawdziwa przyczyny każdego cierpienia, każdej bestialskiej wojny, bezdusznej korporacyjnej mentalności posiadaczy, która tworzy na tym świecie realne piekło segregując ludzi jak śmieci, to jest źródło każdego gwałtu, mordu, kłamstwa, kradzieży – Poczucie Separacji, zindywidualizowana jednostka chorobowa – agresywny wirus skrajnego egoizmu. Stworzyliśmy kulturę, która upaja się tym do kompletnej utraty poczytalności, nasyca wszystko tym zaklęciem, tą klątwą wmawiając nam, że najważniejsze ze wszystkiego jest nasze „własne osobiste” szczęście, poczucie „naszego” spełnienia, realizacja „indywidualnych” marzeń za wszelką kurwa cenę.

I teraz kredyt się skończył.
Musimy płacić.

Doszliśmy do karmicznego punktu zwrotnego, równonocy świadomości. Przesilenia wrażeniami. Zaćmienia mózgu. Pomroczności Jasnej. Czwartej linii 63 heksagramu Księgi Przemian. Trzynastej karty Tarota. Rozpadu Królestwa.

Maja parzy herbatę z pokrzywy w swojej bajkowej kuchni i z uśmiechem patrzy na nas. Na mnie, na ciebie, na niego i na nią, na ja, mnie, moje. Fabuła się rwie, a bohaterowie przeżywają bolesny kryzys tożsamości. Jednak tam pod tym wszystkim coś cię rodzi, coś kwitnie, w powietrzu czuć zmianę. Ona o tym wie i cicho szepcze:

-Jak byście się nie starali, nie jesteście w stanie zniszczyć życia, możecie jedynie zniszczyć samych siebie.

Czy to jest wasz wybór?

PIRACKIE OPOWIEŚCI

KOŚCIÓŁ I RATUSZ

Galeria

To, o czym mówisz – ten wątek „poza życiem” – to raczej próba zmierzenia się z odwiecznym pytaniem: czy śmierć naprawdę jest końcem? Nikt tego nie wie, ale ja czuję, że nie. Myślę, że nasze ciało jest tylko rodzajem modemu, narzędziem, przez które przepływa pierwotny, wieczny sygnał. Ciało umożliwia jedynie chwilowe „urzeczywistnienie” tego sygnału w świecie. A kiedy umiera, sygnał trwa dalej.

Grzegorz Kaźmierczak (ur. 1964 w Bydgoszczy) – polski poeta, wokalista i autor tekstów zespołu Variété oraz producent muzyczny.

SYGNAŁ 

W takim momencie nie masz żadnej kontroli. Żadnej. Uświadamiasz sobie, że czas to umysł, że umysł to czas. Uświadamiasz sobie, że nie jesteś tym ciałem na tym fotelu w tym samochodzie, który traci przyczepność i kierunek, który mu nadałeś. Teraz już nic nie zależy od ciebie, ponieważ „ty” nie istniejesz jako osobne i niezależne „ja”, które zaraz może się skończyć tak nagle; bez ostrzeżenia. Ten obiektywnie bardzo krótki moment staje się rozciągliwą substancją uwagi i świadomości. W jednej chwili UŚWIADAMIASZ sobie, że tak naprawdę jesteś poza tym ciałem, poza tym światem. Poza tą jedno – pasmową auto – stradą powszechnego automatyzmu. Poza tym nagłym i brutalnym uderzeniem w balustradę oddzielającą to życie od tamtej śmierci, tą śmierć od tamtego życia. Ten moment jest Rzeczywistością Pogranicza. Jest tym gdzie wcześniej czy później będziesz sam i to jest pewne. 

Pamiętanie o tym jest dla mnie esencją Dharmy. 

W Naukach nasz modem – ciało jest niezwykle cennym darem, ponieważ dzięki niemu możemy praktykować i ostatecznie urzeczywistnić – TO co jest POZA, lub TO co PRZEKRACZA jedno – pasmową autostradę czasu – umysłu. „Sygnał” jest tym co dajemy temu światu – naszą Obecnością i naszą Prawdziwą Pracą, która polega na szczodrości ofiarowania naszego doświadczenia i kreatywności innym istotom dla ich pożytku. Urzeczywistnienie staje się inspiracją i wsparciem, bowiem ktoś kto wciąż szuka tutaj czegoś wartościowego i czegoś co potrafi przekroczyć to Koło – Kwadrat bez wątpliwości rozpozna wartość tego co robimy i w jaki sposób „tutaj jesteśmy” czyli urzeczywistnienie naszej esencjonalnej prawdy. Prawda naszego życia – doświadczenia jest poza oceną drugiej istoty. Nie jest obiektem czy „dziełem sztuki”, nie jest tym co możemy pokazać i pochwalić się. To czym jesteśmy nie można zamknąć w formie jako obiekcie zmysłów. To rodzaj kodu – zapisu, który w sposób niewidoczny dla naszych ograniczeń staje się czym co tutaj zostaje i pracuje nawet wtedy kiedy nas już nie ma. Ponad tym materialnym światem jest świat subtelny, ponad tym co widzialne jest przecież niewidzialne. 

Czujemy TO kiedy mamy w sobie PRZESTRZEŃ. 

Ta Przestrzeń oznacza, że nie jesteśmy jedynie zdominowani przez zawartość i dane naszego umysłu – ciała, nie jesteśmy jedynie Automatonem skazanym na życie pełne przemocy i szaleństwa, pragnień i desperacji. Wciąż potrafimy po prostu być bez tak zwanego „celu” czy „powodu”. Oznacza to, że mogę cię spotkać na ulicy nie idącego „gdzieś” i nie goniącego za „czymś”. Bezcelowość jest potencjałem, który może nam naprawdę pomóc w tym oszalałym od absurdalnych celów świecie. Podobnie jak Absurd, który staje się lekarstwem na chorobę racjonalizacji, która czyni z nas pozbawione życia zrobotyzowane tryby technologicznego koszmaru, który każdego dnia odbiera nam sprawczość i sens bycia istotą ludzką. Dlatego religia czy duchowość staje się ostatnim bastionem irracjonalizmu – tajemnicy, bowiem jak wiemy; 

nadzieja umiera ostatnia. 

Nasz Sygnał jest Darem Serca. Jest tym co naprawdę kochamy i potrafimy to robić za darmo, bowiem w tym co „jest za darmo” jest pewna Moc, której Maszyna nie rozumie i w której traci swoją władzę. Dać coś za darmo oznacza, że hakujemy bazowy paradygmat egoizmu i fundamentalny program strachu, którym wszystko w tej rzeczywistości wydaje się być podporządkowane. 

Jednak w Istocie

Tak nie jest. 

W Istocie nic nie było, nie jest i nie będzie nasze, bo kiedy uderzasz w tą balustradę przy prędkości 140 km na ostatnią godzinę – rozumiesz to bardzo jasno. To co się wydarzyło nie wynikało z twojego wysiłku, twojej woli, twoich planów, twojej misji czy jej braku. Po prostu się wydarzyło – tak jak wydarza się wszystko. Rzeczy, które Dajesz – pracują bez końca dla wszystkich wszędzie przez cały czas i co najważniejsze pomagają. Ukryte w pozorach i nieoczywiste przychodzą wtedy kiedy Dobre Serce potrzebuje pomocy. Kiedy naprawdę prosisz dostajesz naprawdę. 

Można to nazwać tajemnicą wiary. 

Dlatego wydaj na to co naprawdę kochasz ostatnie pieniądze, poświęć ostatnią chwilę, bowiem nawet kiedy stracisz wszystko – wszystko zyskasz. Nie w tym znaczeniu jakie byś chciał, nie w tym rozumieniu jakie zostało w tobie zaprogramowane. Tam – Tu ponad tym wszystkim jest Spokój, bowiem kiedy wciąż żyjesz, widzisz, że twoje życie jest Dobre. I to jest Urzeczywistnienie, które wyzwala cię z Automatyzmu bycia określoną formą w skończoności warunku. To nie jest nirwana czy mityczne oświecenie. To absolutne i niezniszczalne poczucie sensu, który daje więcej niż wszystko co możesz tutaj „kupić” i co „osiągnąć”. Czy w zdrowiu czy w chorobie, czy w dostatku czy w biedzie – nigdy cię nie opuści. Tym dla mnie jest Żywa Dharma ponad jakąkolwiek doktryną czy systemem religijnym. W TYM nie ma ograniczeń, limitów i barier. Jest wszystko i wszystko jest dobre kiedy rozpoznaje samo siebie i służy z oddaniem i miłością. Nie martwią mnie pieniądze, czy własności. Martwi mnie narastająca Ignorancja i Obojętność, bowiem tym jest prawdziwa nędza. Nędza bezmyślnego oceniania drugiej istoty z pogardą i poczuciem wyższości, która staje się trucizną – wirusem współczesności, bowiem to czego nie rozumiesz może być dla kogoś wszystkim co mu zostało i niszczenie tego – zabije tą istotę. Jednak ty nawet o tym nie wiesz. Ta pycha zniszczy ten świat po raz kolejny, bowiem niczego nie tworzy i niczego nie wspiera. Ta pycha jest zajęta sobą i sobą owładnięta. Pycha, duma – uprzedzenie; lepszy, gorszy. Na każdym kroku można to poczuć – jak stajemy się „wszystko wiedzącymi” sędziami i strażnikami „moralności” w jedynej „słusznej” wersji. 

Rzecz w tym, że to jest ucieczka od prawdziwego siebie. Od istoty, która powinna czuć rzeczywistość nie tylko ją analizować. W tej „sekwencji” umysł staje się jak szyba – ekran, a „rzeczywistość” staje się projekcją; czymś co nawet się nie wydarza. Dlatego „Ulisses” Joyce’a jest tak przełomowym dziełem. Symulacja zbudowana z założeń. Wielka studnia meta – świadomości zanurzonej w samej sobie i ze sobą bez ustanku konwersująca. Iluzja osobności i odrębności myśli. Jednak w istocie można nazwać to Polem:

Świat echa – które udaje dialog. 

Echo oznacza, że w istocie nic nie jest „nowe” czy „świeże” / „żywe” w tym symulacyjnym polu, a cała gra staje się po prostu mechaniczna. Jest bezustanną akcją – reakcją, poza jakąkolwiek intencją. W takiej grze nasza „wolna wola” jest absolutną iluzją jak pisze Robert M. Sapolsky. Ponieważ w tym stadium nie występuje już prawdziwy proces twórczy w sensie odkrywania tego co żywe, a jedynie naśladowanie tego procesu w formie dojmująco wtórnej. To jest tak zwana technologiczna klatka. Maszyna jako bóg i bóg jako maszyna. Nazywam to „wnykami”. Chat GPT jako mistrz zen, jako filozof i jako kapłan. To „Lód” Dukaja w formie informacji. To nieskończony absurdalny kafkowski labirynt w którym żyjemy na podobieństwo insektów i zostajemy skazani nie znając nawet zarzutów. 

Teraz: zakryte udaje odkryte, powtórzone udaje stworzone, a to wszystko jest możliwe tylko dlatego, że tracimy pamięć. To jest prawdziwy cel Tech, ponieważ to czyni z nas niewolników. To jest totalitaryzm masowej amnezji – postmodernistyczny punkt docelowy. Wysiadka na wysypisku śmieci z widokiem na maszynowy park zabaw w którym nie ma już ludzi – ludzi, są jedynie automatony do obsługi – posługi dla maszyn i algorytmicznego super – umysłu. Fantazja staje się rzeczywistością, fikcja prawdą, bowiem nikt niczego już nie pamięta. Nie ma prologu i nie ma epilogu. Jest bezustanny monolog wewnętrzny – strumień sztucznej świadomości. Dlatego tak ważne jest ciało, ponieważ wciąż ma w sobie pamięć, której maszyny nie zdołały jeszcze zmodyfikować. I to ciało stanie się nośnikiem tego co zapomniane przez umysł. 

Pamięć powraca kiedy dotykasz końca. Kiedy „uderzenie” budzi zupełnie inny „rejestr”. Doświadczenia krańcowe mają ten właśnie potencjał:

Obudź się! 

Z tego koszmaru „szczęścia”. 

I kiedy już to zrobisz rozpoznasz swój własny Sygnał. Swoje prawdziwe Słowo. Swój Dar. To co musisz tutaj wgrać i zostawić po sobie kiedy pójdziesz dalej. Dlatego ludzie, którzy naprawdę się Obudzili nigdy nikogo nie naśladują. Z tego co robią „za darmo” układa się wzór, który jest Mapą Wyjścia. To jest ich rzeczywiste dzieło ich tak zwane „opus magnum”. Ponieważ to dzieło – zawsze Otwiera i nigdy nie zamyka. To „dzieło” nie jest do podziwiania i do klaskania nie jest do nagród i wyróżnień. To „dzieło” ma budzić nas ze snu i wybijać z urojenia. To dzieło wszystkich dzieł, które zawsze przekracza ograniczenia formy i treści, ponieważ jest Żywe i za każdym razem inne w zależności od stanu w jakim jesteś. To „dzieło” nie rozpoznane – zostaje i pracuje, ponieważ jest Czyste. Autorem tego dzieła nie jest jednostka, nie jest geniusz, nie jest nikt specjalny. To po prostu Mądrość, która dostępna jest nam wszystkim kiedy jesteśmy gotowi. 

Jak mówią:

Szukajcie, a znajdziecie 

Znajdując zgubcie

Ktoś to „podniesie” 

I rozpozna. 

PIRACKIE OPOWIEŚCI

SYGNAŁ 

Galeria

PIRACKA ZUPA „HELL OR WIN”

CZYLI DYNIA W TRADYCYJNEJ MEDYCYNIE CHIŃSKIEJ (TCM):

SKŁAD:

DYNIA HOKAIDO 

MARCHEW 

CEBULA

MASŁO KLAROWANE 

KUKURYDZA W PUSZCE 

CYNAMON, PIEPRZ, SÓL, CURRY, SOS SOJOWY 

IMBIR I ŚMIETANA

FINAŁ: NATKA PIETRUSZKI

W TCM dynia (南瓜 / Nánguā) – to pokarm wzmacniający i oczyszczający, idealny na chłodniejsze dni.

Charakterystyka energetyczna:

  • Smak: słodki (z lekką nutą gorzką 
  • Temperatura: lekko ciepła
  • Kanały (meridiany): śledziona (SP), żołądek (ST), jelito grube (LI)

Działanie:

  • Wzmacnia Qi śledziony i żołądka → poprawia trawienie, dodaje energii
  • Usuwa wilgoć i flegmę → wspiera przy obrzękach, uczuciu ciężkości, zaleganiu śluzu
  • Rozgrzewa środek → pomaga przy „zimnym brzuchu”, osłabieniu i wychłodzeniu organizmu
  • Wspomaga eliminację pasożytów – szczególnie nasiona dyni (Nánguā zǐ)

Nasiona dyni – w TCM używane są jako naturalny środek przeciwrobaczy, ale też tonik dla nerek i układu rozrodczego. Wspierają płodność i odporność. Gotowana dynia, zupa krem, congee (kleik ryżowy z dynią) – to formy, które wzmacniają Qi śledziony, harmonizują trawienie i ogrzewają organizm. Unikaj nadmiaru przy objawach gorąca lub suchości w organizmie. Dynia w TCM to pokarm, który równocześnie odżywia, oczyszcza i ogrzewa. Jesienią warto po nią sięgać często – szczególnie przy osłabieniu, zmęczeniu i uczuciu wilgoci w ciele. 

PIRACKA KUCHNIA

PIRACKA ZUPA „HELL OR WIN”

Galeria

Ponieważ mój sposób ukazywania się współpowstaje wraz z okolicznościami, w których uczestniczę, to, co uważam za „ja” i „siebie”, ulega nieustannej zmianie. „Ja” to idea, koncepcja. Koncepcję są lepkie. Przyklejają się jedna do drugiej. Wiemy o ty dzięki językowi i jego przepływowi w formie opowieści. Opowiadamy historie o tym, co się dzieje, mówimy o czymś. Tak naprawdę powołujemy w ten sposób  do istnienia „jakieś rzeczy”. Wydają się istnieć, ponieważ w nie wierzymy. Bez „jakiejś rzeczy” język straciłby zatrudnienie. Zadaniem języka jest pośredniczenie i reprezentowanie świata rzeczy. Lecz mądrość pustki i transcendentne rozpoznanie jest niewyrażalne. Aby rozwinąć pewne zrozumienie, musimy mówić i słuchać, ale to konceptualne zrozumienie jest jak rusztowanie. Możesz użyć rusztowania, by wznieść budynek, ale możesz go też użyć, by go rozebrać.

James Low „Mądrość Pustki” / Tłum. Jan Szlagowski    

JESIEŃ I EMOCJE

Jesień to czas kiedy żywiołowa energia Yang zaczyna słabnąć i zaczyna się wzrost bardziej pasywnej i zorientowanej wewnętrznie energii Yin. To ruch do wnętrza co uzmysławia nam pogoda i zmiany w naturze. W pierwotnych szamanizmie chińskim ten ruch reprezentuje Biały Tygrys, który jest związany z cnotą i moralnością. Dotyczy to także studiowania i przyswajania wiedzy na wzór całej natury, która kieruje się do wewnątrz i magazynuje siłę witalną głęboko kierując ją do nasion i korzeni.

W holistycznym systemie tradycyjnej medycyny chińskiej jak i w wielu starożytnych tradycjach duchowych świadomość – przestrzeń jest tym co stanowi podstawę istnienia. Nie tylko jako jej indywidualne centrum wskazuje się serce – ducha shen, a całe ciało, a głównie systemy narządów powiązane ze sobą w cyklu wzajemnych relacji. W tak kompleksowym systemie medycznym zdrowie rozumiane jest zarówno na poziomie fizycznym, emocjonalnym jak i duchowym – dlatego pojęcie harmonii czy równowagi ma tutaj tak fundamentalne znaczenie. Równowaga dwóch prymarnych energii YIN i YANG pozwala na manifestację pozytywnych właściwości i rozwoju na drodze ewolucyjnej interakcji z Kosmosem jako odzwierciedleniem naturalnego porządku. Kluczowe znaczenie dla rozwoju ma zatem zrozumienie własnego istnienia na wielu wzajemnie współzależnych poziomach. Zaburzenie naturalnej równowagi prowadzi do choroby.

Kiedy uczciwie przyjrzymy się rzeczywistości w jakiej żyjemy zrozumiemy, że nasza kondycja jest uzależniona jest zarówno od warunków zewnętrznych jak i wewnętrznych, co stawia przed nami nie lada wyzwanie, bowiem już dawno zaburzyliśmy równowagę biologiczną i w coraz większym stopniu będziemy się konfrontować ze skutkami tej sytuacji w postaci zmian klimatycznych, zanieczyszczeń, wymierania gatunków i postępującej degradacji środowiska naturalnego. Jedyna naprawdę skuteczna metoda pracy z tymi okolicznościami jest związana z naszym indywidualnym życiem tu i teraz w tym wymiarze realnych i dość skomplikowanych problemów i wiąże się z koniecznością zmian i przewartościowania dotychczasowej „ekonomii wzrostu” jako skrajnie szkodliwego materialistycznego paradygmatu jaki ukryty jest za każdym mechanizmem współczesnej cywilizacji i ludzkich postaw jakie wyprodukowała.

Podstawą naszego życia jest oddech i z punktu widzenia tradycyjnej medycyny chińskiej stanowi on jeden z trzech korzeni energii QI – pozostałe to nasza dziedziczona kondycja po przodkach i energia pozyskiwana z pokarmu. Zadbanie o środowisko w jakim żyjemy w takim samym stopniu jak o własne ciało i ducha jest konieczne by rozwój naszej świadomości mógł toczyć się dalej, bowiem tak naprawdę taki w moim przekonaniu jest sens istnienia. Degenerowanie swojego potencjału jest największą tragedią ludzkości. Energia i kreatywność jaką dysponujemy jest w stanie uzdrowić nas samych i życie wokół nas jednak wymaga od nas odpowiedzialności i empatii wykraczającej poza nasze jednostkowe i ludzko kolektywne ego, a to wymaga treningu, dyscypliny i wytrwałości. Mądrość naszych przodków w postaci tysięcy nauk i wskazówek wielu tradycji świeckich i duchowych to nieprzebrana skarbnica i źródło z którego wciąż można czerpać.

Jesień to czas kiedy żywiołowa energia Yang zaczyna słabnąć i zaczyna się wzrost bardziej pasywnej i zorientowanej wewnętrznie energii Yin. To ruch do wnętrza co uzmysławia nam pogoda i zmiany w naturze. W pierwotnych szamanizmie chińskim ten ruch reprezentuje Biały Tygrys, który jest związany z cnotą i moralnością. Dotyczy to także studiowania i przyswajania wiedzy na wzór całej natury, która kieruje się do wewnątrz i magazynuje siłę witalną głęboko kierując ją do nasion i korzeni. Reprezentuje to dojrzałość naszego życia, mądrość wynikającą z doświadczenia. Niezwykle istotne jest praca z emocjami, bowiem oddziaływają one bezpośrednio również na nasz organizm wpływając na osłabienie organów wewnętrznych i cyrkulację energii Qi. I tak podczas jesiennego okresu może nam doskwierać żal, obawy, poczucie ociężenia, stany depresyjne i smutek. Antidotum to praktykowanie współczucia i troski, oraz zaufanie do dobrotliwej natury nas samych, która jest pogodna i wspierająca przysłonięta przez nadmierne obawy i natłok skoncentrowanych na sobie i swoim stanie myśli.

Nadmierny smutek niszczy płuca, które zamieszkuje duch „Po”, który jest energią najbardziej związaną z naszym fizycznym ciałem zwierzęcym aspektem obecnym w naszym wnętrzu. To duch (aspekt świadomości) umierający wraz z naszym biologicznym ciałem odpowiadający za odruchy bezwarunkowe. To aspekt struktury – danego czasu, miejsca i przestrzeni posiadający zdolność do zakotwiczenia w tu i teraz z ogromną rolą instynktu i woli przetrwania. Ludzie, którzy mają ten aspekt dominujący są bardzo osadzeni pragmatyczni i „ziemscy” myślący do przodu w kategoriach zapewnienia sobie optymalnych warunków. Mają dużą determinację i siłę przebicia. Żyją pełną piersią, jednak jest w tym dużo automatyzmu i egotyzmu.

Osłabione „Po” to brak odporności, pewności siebie i woli walki, to ludzie wycofani o słabej kondycji często pogrążeni w rozpamiętywaniu przeszłości, dlatego jesień często jest depresyjna dla ludzi wrażliwych i emocjonalnych. Receptą jest przebywanie w naturze podobnie jak praca z ziemią i żywiołami, poświęcanie czasu i uwagi na praktyczne zajęcia jak gotowanie smacznych rozgrzewających posiłków jest doskonałym lekarstwem na jesienną chandrę.

PIRACKA KUCHNIA

JESIEŃ I EMOCJE

Galeria

Niechaj więc rozwinie mądrość

Ten, kto pragnie usunąć cierpienia.

Śantidewa, Bodhicaryavatara


JASNOŚĆ 

Moc jest głęboko ukryta. Jej naturą jest Jasność – Blask, który potrafi przetransformować każdy negatywizm w Mądrość. Jak pisał Antoine de Saint-Exupéry: „Dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.” Kiedy rozpoznajesz naturę tej uwarunkowanej rzeczywistości i jej dewolucyjną – anihilacyjną dynamikę, której nie sposób już powstrzymać zaczynasz „iść pod prąd”, tego czym ten świat żyje i w czym się pogrąża. Nazwane jest to wejściem w strumień. To wymaga nagromadzenia Mądrości, która jest twoim pulpitem nawigacyjnym i zarazem kompasem. To wyznacza kierunek i stanowi niewyczerpane źródło inspiracji oraz ochrony. Sztuką jest zagłębić się w oceanie absurdu, by szukać w nim głębokich transformujących prawd i nauk, ponieważ „negatywizm” jest nawozem wglądu i wiedzy, błotem z którego wyrastają piękne kwiaty i co najważniejsze znika lęk. Nazwane jest to nieustraszonością Sotera. Mieć odwagę myśleć, czuć i mówić swoim sercem jest najwyższym aktem szczodrości – pierwszą paramitą

Analog jest zarazem starożytną wiedzą duchową – czymś co nigdy nie traci na aktualności, ponieważ wskazuje prawdę o naszym stanie i naszej kondycji odwiecznego uwarunkowania przez formę, przez odczucie, przez percepcję, przez koncepcję – umysł / świadomość. Jednak wszystko to w swojej esencji jest puste i pozbawione rzeczywistej podstawy. Materialistyczna nauka dochodzi do tego samego punktu, co wglądy prawdziwych duchowych mistrzów – jednak tego nie doświadcza jedynie opisuje, a jak wiemy mapa to nie terytorium. Urzeczywistnienie tego wyzwala nas z lgnięcia i uwarunkowania przez Formę i to jest nazwane Pierwotną Anarchią – Wolnością od Destrukcyjnych Programów. Konsekwencją tego wglądu jest specyficzny rodzaj samotności. To jest moment Jasności. Tak zwane Pierwsze Przebicie przez zasłonę ułudy. Wówczas widzimy, że nie może być i nigdy nie było boga – kontrolera w absolutnym sensie – dlatego wyzwolenie jest możliwe i zależy wyłącznie od nas. Rolą Sotera jest wyzwalać z warunku i ukazywać przebłyski innego świata i innej rzeczywistości. Zagłębić się jednak nie utonąć. Odnaleźć swój własny autentyczny język i sposób przekazu którego zadaniem jest hakowanie samsarycznego algorytmu Maszyny – Koła. Nazwane jest to Prawdą Względną i Prawdą Natury. 

Prawda względna – prawda Maszyny. Coraz bardziej zagmatwany i chaotyczny misz – masz skonfigurowany podług chwilowych impulsywnych trendów i wzorców, których rolą jest bezustanna eksploatacja i dominacja – przytłoczenie. Zaszczuwanie ludzkich zwierząt – niewolników do zagród materializmu i drenowanie z energii i zasobów poprzez psychopatyczno – narcystycznych szakali. Populistyczny rzyg w dominium głupoty. Sadystyczni imbecyle w garniturach na wiecach i debatach w limuzynach i odrzutowcach. Władcy Much. Smak i zapach gówna – woń unosząca się dosłownie nad wszystkim co przepływa jak ściek przez Kabel – Babel. Wszystko staje się pozorem i odwołaniem do czegoś co już nie istnieje – jest tylko hasłem / sloganem. Martwym ciągiem liczb maszynowego języka komend, które poruszają sformatowane podług destrukcyjnych wzorców bezwolne apatyczne masy. Kiedy brak jest Jasności i Wglądu spoza powszechnej automatyzacji, kiedy brak jest prawdziwej refleksji, kiedy brak jest zdolności zatrzymania w mechanicznym spektaklu schematów i nałogów – sztuczna rzeczywistość żyje tobą i tobą tańczy jak kukłą. Za sznurki pociąga głupota i ignorancja, kompulsja i pożądliwość, strach i nadzieja. Za łańcuchy pociąga Mara – Pan Złudzeń i Yama – Władca Śmierci. W dybach doby noc po nocy i dzień po dniu, godzina za godziną w nędzy szukania absurdalnego spełnienia, które okazuje się krótkie jak splunięcie w nicość. 

Mądrość jest prawdziwą Kapłanką. 

Magiem jest skuteczna Metoda. 

Poza konstruktem archetypu istnieje niezniszczalna esencja, która przybiera różne formy nawet takie którymi gardzisz – dlatego forma bywa zwiedzeniem bez Mądrości. Nie możesz rozpoznać jej prawdziwej funkcji. Kiedy przejawia się w tobie prawdziwa wolność rozpoznajesz, że nic do niczego nie należy i nic niczego nie określa w sposób absolutny, dlatego możesz hakować znaczenie i funkcję programów – zmieniać parametry własnej gry i postaci. Notorycznie wychodzisz z roli i łamiesz zasady tak zwanej społecznej deterministycznej fabuły, która tak naprawdę jest zaprogramowana i sztuczna. Stworzona przez demiurgów systemu ograniczeń; Czarnych Magów. Być w swojej prawdzie – to być samotnym. To w żaden sposób nie jest uniwersalne i powszechne. Kiedy jesteś prawdziwy nie możesz być popularny, bowiem nie ma w tobie nic atrakcyjnego dla mas ludzkich i ich kolektywnych programów. Nie rezonujesz z komorami echa i nie uczestniczych w masowych napięciach – podpięciach. Nie czujesz się częścią skłóconych plemion, ponieważ widzisz, że wszyscy jesteśmy uwarunkowani przez poglądy, przesądy, uprzedzenia i wyobrażenia. Szukasz istoty rzeczy. Esencji. Zdajesz sobie coraz bardziej sprawę, że to wszystko – cały ten spektakl – trwa bardzo, bardzo krótko i w pewnym sensie staje się obecnie coraz bardziej spektaklem szaleńców.

Dobre życie pozbawia nas złudzeń. Jednak daje coś w zamian. Daje zaufanie do siebie i swojej drogi, do schronienia w naszym sercu. Rodzi się w nas prawdziwa Pogoda Ducha i mamy coraz więcej momentów Jasności i Przebudzenia. Doświadczamy wzruszenia nad światem nad losem istot, nad wciąż obecnym pięknem. Kiedy patrzysz na to wszystko z dystansem i akceptacją widzisz coraz więcej dobrych i wartościowych rzeczy o które warto się troszczyć. Stajesz się istotą czułą i cenisz delikatność, która musi tak bardzo się chronić przed okrucieństwem i głupotą. Dobro i wrażliwość zostały w tym świecie zaszczute przez panoszący się agresywny strach udający autorytet. Skorumpowana władza mrocznego królestwa pozoru siły i panowania, która musi upaść.

To jest nieuniknione. 

Kiedy Dobro jest Obecne w twoim sercu – wówczas prowadzi cię przez tą ciemną dolinę do Światła i Miłości która kocha wszystko bez wyjątku i oddycha wdzięcznością. Łaska jest tym właśnie stanem wdzięczności za każdy oddech i każde doświadczenie, które otwiera nasze serce i daje nadzieję. Tak naprawdę Duch nigdy nas nie opuszcza kiedy jest w nas Żywa Wiara. Kiedy jest w nas Wrażliwość. Jednak takie doświadczenia wynikają z nagromadzenia pozytywnych wrażeń i kumulacji dobrej karmy. Dlatego mamy ich coraz mniej. Dlatego ważne jest, aby rozwijać miłującą dobroć i wyrażać dobre życzenia. Cieszyć się kiedy komuś dopisuje szczęście i współczuć tym którzy w swoim zagubieniu i ignorancji krzywdzą i niosą cierpienie sobie i innym. Być po stronie Jasności to życzyć Dobra wszystkim wszędzie bez najmniejszego rozróżnienia „kto na to zasługuje”. Zło tego świata wynika z braku rozpoznania pustości zjawisk i braku ja. Nawyk wiary w trwale istniejący byt rodzi z siebie „ja, mnie, moje”, którego mechanizmem sterującym jest strach przed śmiercią i bezustanne pragnienie szczęścia czasem „za wszelką cenę”. Miłość „romantyczna” ukazuje nam swoje drugie oblicze nienawiści, kiedy ktoś nas krzywdzi, albo nie daje tego czego chcemy. Dlatego nauka o nietrwałości jest najlepszym antidotum na lgnięcie i przywiązanie. To lekarstwo na szaleństwo tego świata. 

Ludzkość jest dziś jak śniący na jawie, uwięziony między fantazjami snu a chaosem prawdziwego świata. Umysł szuka, ale nie może znaleźć dokładnego miejsca i godziny. stworzyliśmy cywilizację Gwiezdnych Wojen, z emocjami z epoki kamienia łupanego, średniowiecznymi instytucjami i boską technologią. miotamy się. Jesteśmy strasznie zdezorientowani samym faktem naszego istnienia i stanowimy zagrożenie dla siebie i reszty życia.

Edward Osborne Wilson – amerykański biolog i zoolog, znany głównie ze swoich badań nad entomologią, ewolucją oraz socjobiologią.

Jasność jest Przytomnością w tym jaka jest prawdziwa kondycja świata w jakim żyjemy. W Księdze Przemian jest mowa o zanurzeniu w smutku, to uczucie musi być w nas obecne, kiedy w sposób świadomy jesteśmy tutaj w tym – co się z tym światem dzieje i co w tej post – rzeczywistości dominuje jako wzorce. To oznacza, że bez złudzeń postrzegamy kierunek istot ludzkich do samo – zatracenia i upadku. Rozumiemy, że jest to doświadczenie, które wynika z nagromadzeń negatywizmu i materialistycznej ideologii, która stała się meta – wirusem Mózgogłowia. Brak prawdziwej i zdrowej duchowości opartej na ścieżce mądrości i miłości, na zaufaniu, że w życiu ludzkim jest jakiś prawdziwy transcendentalny cel, czyni z nas materialistyczne Portale Organiczne. To jest klonowanie Automatonów, które pożerają ten świat w amoku szukania chwilowego zaspokojenia. Dekadencki bal na titanicu, moralny rozkład podczas epickiej katastrofy na którą sami się skazaliśmy i do której sami doprowadziliśmy. Wynik końcowy – wyjebongo. 

Ludy tubylcze od dawna wiedzą, że zbliża się upadek ludzkiego społeczeństwa, wywołany załamaniem równowagi w przyrodzie. Wiemy to, ponieważ czujemy naszą Matkę Ziemię, ponieważ wiemy, jak słuchać, kiedy do nas mówi. Na przykład nasi mądrzy bracia Kogi od wielu lat wysyłają światu wiadomości, ogłaszając pilną potrzebę zmiany destrukcyjnych aspektów współczesnego świata. Zmiana lub całkowity upadek wydają się być alternatywami, które mamy dzisiaj.

Arkan Lushwala 

Jasność to odwieczna wiedza – Dharma, która wciąż jest w tym wymiarze dostępna. Jej części są obecne w każdej tradycji. To Żródło, które w tych czasach może być Światłem i Przewodnikiem. Wiedza jest drogą do naszego Wyzwolenia, a Wyzwolenie jest celem ludzkiej egzystencji. Promil istnień ludzkich zmierza w tę stronę. Kluczem jest Intencja, aby się wyzwolić z uwarunkowanego stanu pełnego cierpienia i zamętu. Odnaleźć i zaufać Duchowi i Żywej Nieskończonej Inteligencji. „Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce” (Ewangelia wg św. Mateusza 13, 43). Oddanie i ufność Bogu. Słowo „Bóg” nie oddaje tego co przekracza wszystkie słowa. Kiedy rodzi się w nas prawdziwe zaufanie do tego, że Duch jest w stanie nas Prowadzić wychodzimy poza struktury i automatyzmy Ego – Mózgogłowia. Transformujemy fundamentalny program Lęku na którym operuje Maszyna. Nazwane jest to odnalezieniem Boskiej Obecności. Maszyna jest zaprogramowanym Kołem Samsary – bezustannym cierpieniem wynikającym z fundamentalnych trzech korzeni: Ignorancji, Pożądaniu i Niechęci. Nasz umysł i aktywność mentalna nie jest w stanie tego zatrzymać. Musimy przekroczyć umysł oddać się czemuś większemu – Bogu, który reprezentuje Wolność i Nieskończoną Twórczość. To w nim jest Prawdziwe Życie i Moc. Ścieżka do niego wiedzie przez nasze serce. 

Jedynym ratunkiem dla człowieka jest powrót wartości i perspektywy prawdziwie duchowej. Pokora, miłująca dobroć, życzliwość i zdrowa wynikająca z wiedzy moralność mogą na powrót przekierować nas na Dobrą Drogę. Pogubiliśmy się i błądzimy w Mroku Negatywizmu próbując znaleźć chwilowe ulotne egoistyczne szczęście za cenę późniejszego i nieuniknionego cierpienia. I negatywnych skutków naszych pozbawionych mądrości i współczucia działań mamy coraz więcej. Ukazuje to stan naszej planety i nasza własna kondycja fizyczna i psychiczna. Jesteśmy chorzy i to choroba w coraz większym stopniu określa parametry naszego funkcjonowania. Zaburzenie i dysfunkcja jest już obowiązkowym wzorcem do którego musimy się dopasować. Równamy w dół. Zaburzeni i pogubieni ludzie stają się celebrytami i „bohaterami” kultury masowej. Treści takie jak to są poza obszarem zainteresowania masy ludzkiej, która chce taniej rozrywki i używki, chce się taplać w gnojowisku. Poczytna opowieść musi być mroczna i brutalna. Najlepiej sprzedaje się to, co niczemu i nikomu nie służy – jedynie sobie. „Oświeceni” hedoniści stają się tymi którzy animują i dystrybuują współczesną „duchowość” w gunie radżasu i tamasu za duże pieniądze i żyją z ludzkiej głupoty, desperacji i naiwności. Nazywam takich ludzi Czarnymi Magami i ciężko wyobrazić sobie negatywne skutki karmiczne jakie do nich przyjdą kiedy zrzuci ich już rwąca fala ignorancji. 

Jasność nie jest życiem na świeczniku, nie jest oślepiającym i przyciągającym uwagę „pięknem”. Jasność jest ukryta i niepozorna w dominacji negatywizmu. Jasność musi się chronić, ponieważ ten chaotyczny świat pozoru chce ją unicestwić ponieważ oświetla jego prawdziwą mroczną twarz. Kiedy starasz się żyć w zgodzie z Dharmą jesteś coraz mniej zainteresowany tym, aby w tej zautomatyzowanej post – rzeczywistości pozoru coś znaczyć i być kimś, ponieważ to oznacza kolaborację z Ignorancją. Oznacza destrukcyjny Układ. Kiedy kolektywne karmiczne wzorce negatywizmu kogoś promują wówczas musi on je wzmacniać i popularyzować. Wtedy ten świat o nim mówi, wtedy dostaje cały ten lepki i pozorny splendor i chwilową karierę po której przychodzi jedynie ból i cierpienie, ponieważ w istocie jest to monetyzowanie choroby. 

Bez nauk Wed, które są na­uką ści­słą, nie za­uwa­żymy sub­tel­no­ści umy­słu i jego tri­ków, które w prze­bie­gły spo­sób od­cią­gają nas od po­praw­nego dzia­ła­nia i za­uwa­że­nia pu­łapki fał­szy­wego ego, które pra­gnie zy­sków w ma­te­rii, choćby pod sub­telną po­sta­cią po­chwały i do­ce­nie­nia. Praw­dzi­wym ce­lem od­wią­za­nia od re­zul­ta­tów dzia­ła­nia jest pod­da­nie się prze­wod­nic­twu Wyż­szej Sile i chęć dzia­ła­nia dla Jej przy­jem­no­ści. Etap po­średni, ja­kim jest zro­zu­mie­nie, że nie je­ste­śmy wy­ko­naw­cami swo­ich czyn­no­ści, służy tylko przy­go­to­wa­niu się do tego po­ziomu. Samo wy­rze­cze­nie, asceza, nie są na­wet moż­liwe dla współ­cze­snego czło­wieka jako prak­tyczny styl ży­cia i nie są ko­nieczne.

Od­wią­za­nie się od re­zul­ta­tów dzia­ła­nia i do­bre kar­miczne dzia­ła­nie są i tak tylko wstę­pem do wyż­szego celu, więc istotne jest zro­zu­mie­nie – co jest głów­nym ce­lem karmy? A głów­nym ce­lem są dzia­ła­nia, które wy­ka­so­wują wszyst­kie na­sze owoce karmy – i te do­bre, i te złe. Nie ozna­cza to oczy­wi­ście, że dzia­ła­jąc w ten spo­sób, po­zba­wiamy się w wi­doczny spo­sób wszel­kich re­zul­ta­tów dzia­ła­nia, co w kon­se­kwen­cji by mo­gło ozna­czać, że po­zo­sta­jemy z ni­czym. Chęć sta­nia się tylko in­stru­men­tem w rę­kach Naj­wyż­szej Siły, która jest nam bar­dzo życz­liwa, daje nam moż­li­wość dzia­ła­nia co­raz le­piej dla ko­rzy­ści swo­jej i in­nych. Jed­no­cze­śnie uwal­nia nas emo­cjo­nal­nie od ma­te­rii i zwią­zuje z wyż­szym du­cho­wym ce­lem.

Ida Smela, Karma. Twój klucz do sukcesu

W czasie panowania Czarnych Magów – Ludzie Światła (Wiedzy) raczej nie rzucają się w oczy i w ten sposób chronią Wiedzę. Ich rolą jest zachować Przekaz, a tym samym nie rzucać pereł przed wieprze, ponieważ nic tak nie niszczy Nauk jak brak szacunku ze strony ludzi, którzy używają ich jedynie w egoistycznym celu. Większość duchowych „guru” w obecnej epoce jest właśnie takich. Dlatego wymaga ogromnej Mądrości zdolność rozpoznania autentycznego Mistrza i Nauk. Jest to obecnie wyjątkowo trudne, ponieważ siła Ignorancji rośnie z dnia na dzień. Możemy to widzieć coraz wyraźniej od polityków, po religię i kulturę. Dlatego kiedy dostaliśmy przekaz Autentycznej Dharmy naprawdę warto go chronić i otoczyć miłością i szacunkiem, ponieważ wraz z nim mamy szansę na Wyzwolenie. 

PIRACKIE OPOWIEŚCI

ANALOG # 35

Galeria

ŁKS nie czyta książek.

Z łódzkiego muru.

ŻYR*

W „Analogu” dzień jak codzień. Robota na kuchni to nie jest biurowa lanserka (gadki szmatki o niczym dla nikogo podlewane kawą w ekspresu i urozmaicone mentolowym papieroskiem z psiapsiułką co obrobi ci dupsko za pierwszym zakrętem). To czysty metafizyczny zapierdol. Nie ma jazgotu telefonów i tych debilnych dzwonków i powiadomień z fejsa, insta i tik toka. Nie ma wi – fi, hi – fi i hi – tech, bo to wszystko skończy się jak w czarnym lustrze, albo jeszcze „lepiej”. Na drzwiach przed wejściem do knajpy wisi informacja, że nie wejdziesz, nie zjesz i nie popierdzisz w barowy stołek, póki nie wyłączysz swojego zasranego smartfona. Ten nowy, co przyszedł, nie może tego pojąć. Ma problem kiedy z bólem dupy wygasza swojego samsunga. Nie rozumie złotej zasady. Jego komóra leży teraz jak trup na dnie drewnianego pudła po bengalskiej herbacie. Może mieć ze dwadzieścia trzy lata, może ciut więcej. To jego dzień próbny. Na zmianie jest John na którego wołają Flapjack i przyjechał do Łodzi z Detroit w stanie Michigan dobre kilka lat temu. To potomek jednego z łódzkich baronów bawełnianych, pradziada Melchiora, który sprawił, że John odziedziczył całą kamienicę przy Placu Wolności w której właśnie dzieje się cała ta akcja lub jak to się teraz mówi Projekt. John jest (jak przystało na Amerykanina) dość dogłębnie wyluzowany, ma ten flow umysłu i kończyn, który dla przeciętnego często sztywniutkiego zalogowanego w aplikacji „polska” homo poles sapiens sapiens jest poza zasięgiem możliwości, bo ma genetyczny smutno katolicko – ofiarniczy wszczep w łańcuch DNA i w gruncie rzeczy boi się sam siebie dlatego z taką namiętnością nienawidzi wszystkiego co inne.

Młody Nikodem vel Ultras został tu przysłany w wyniku bliżej nie znanych Johnowi okoliczności za sprawą Pirata i Prepersa. Miał na sobie jubileuszową koszulkę ulubionego piłkarza (zawsze ją zakłada na specjalne okazje) napastnika ukochanej drużyny jednego z dwóch łódzkich klubów piłkarskich, których kibole notorycznie robią z tego miasta Bejrut z lat osiemdziesiątych. Pałki, noże, kastety, teleskopówki, bagnety, siekiery, łańcuchy, nawet maczety, ze sprzętem, bez sprzętu – zawsze wierni. Religia to religia, żartów nie ma, co najwyżej wpierdol. Jeden legendarny wojownik o ksywie „Jebać psy” nafukany spidem i ruskim winem musującym uprowadził kiedyś tramwaj i został najbardziej znanym motorniczym w historii miasta. O sprawie było głośno w łódzkiej prasie. Trasa była krótka, bo dojechały go suki na sygnałach, było radosne pałowanie i migdalenie chodnika na wysokości ówczesnego kina Kapitol. I tak „Jebać psy” został żywą legendą, którą kiedyś Nikodem miał nadzieję przekazać swoim dzieciom przed pierwszym wejściem na stadion.

-Jak ty bro masz na name? – rzucił John.

-Że co kurwa?! – odpowiedział mało pogodnie Nikodem vel Ultras.

– No imię twoje ty jakie have?

-???!!!

No dobrze, rozmowa się nie kleiła i młodzieniec patrzył małymi cwanymi szparkami zdziwiony i rozbawiony na pierwszego spotkanego w swoim krótkim i burzliwym życiu jankesa, który w swojej head próbował poskładać polsko – amerykańskie myśli w sensowny komunikat z mizernym jak widzimy skutkiem. Myślał, myślał i wymyślił, że zawoła z zaplecza kogoś do pomocy, a tym kimś okazała się Aniela – dość zjawiskowa młoda pankówa weganka w fazie neoficko – radykalnej jak to zazwyczaj ma miejsce kiedy gówniarze myślą, że jak zmieniają poglądy i style życia to zaraz cały świat ma paść u ich stóp. Aniela nie mogła uwierzyć w to co widzi, bo stał przed nią jakiś kurwa kibol o typowo tępym ryju i poliestrowych dresikach z lampasami.

-Endżela ty ask ten ziom jakie ma name i explain to him, że ja jestem chef na jego trial day – powiedział do Anieli John.

-On się pyta, i jakbyś nie wiedział jest Amerykaninem, jak masz na imię? Co chyba nie trudno załapać! -Chyba, że jest się debilem tak jak ty – wywarczała do Nikodema Aniela.

-Mam na imię Nikodem i nie jestem debilem.

Aniela nie uwierzyła Nikodemowi, że nie jest debilem, ale uwierzyła, że jest Nikodemem i powiedziała Johnowi, że Nikodem jest Nikodemem. John entuzjastycznie powtórzył:

-Nick ooo…damn, how cool is this. Nick będzie twój Nick. Fantastycznie! how are you doing Nick?! Ja jestem so glad you came here. – Flapjack pokazał vel Ultrasowi ten happy smile.

Sejsmiczne filologiczne rozjebanie mózgu, szkoła angielskiego metodą mindfuck’u. Jeszcze raz witamy w „Analogu” welcome to the adventure! Odłącz kabel! Zdejmij knebel! Żyj!

Coś tutaj było inaczej niż wszędzie gdzie Nikodem kiedykolwiek był. Świat z innego świata ukryty za drzwiami z neonem pulsującego serca. Jego twardy dysk Ducha ulegał defragmentacji, tworząc nowe partycje. Nowy kod nadpisywał ten stary okrutny program samozniszczenia i działo się to poza udziałem, poza kontrolą zmechanizowanej sztucznej świadomości, która była jak zwierze zamknięte w klatce pełne strachu i agresji. Wszystko odbywało się coraz szybciej, bo czasu było coraz mniej. Świat umierał pozbawiony wyobraźni i czucia. Zaszczuty przez najniższe instynkty gadziego obwodu Mózgogłowia.

Nikodem był produktem, towarem tego konającego świata, podobnie jak to miasto. Pandemonium, cały ten zaplanowany do najdrobniejszego szczegółu spektakl Czarnych Magów ich bezwzględne warunkujące Klątwy zaklinające od stuleci ludzkie umysły w Zamkniętym Obiegu Warunku. Masowa kolektywna karma niewolników żerujących na własnych słabościach i samopotępieniu skazanych na ciągłe odradzanie się w tej samej dusznej matrycy bez końca powtarzanych wzorców.

Świat zaprogramowanego mięsa, które samo siebie pożera i rodzi. Byle przetrwać. Jeżeli widzisz TO jasno i wyraźnie jesteś tutaj z nami, wrodziłeś się w ten wymiar by pomóc temu światu, złamać klątwy, otworzyć Przejścia. Wybudzać z Hipnozy. Jesteś Magiem. To co robimy musimy uczynić żywym, wypełnić Mocą i nadać kierunek. Po TO tu jesteśmy. Wykorzystać swój Dar, tą jedyną w swoim rodzaju zdolność, która nie jest w żaden sposób zapożyczona, wyuczona czy zaprogramowana przez ten kwadratowy system. Dar jest jak meteoryt spadający z gwiazd wypełniony tajemnicą, którą tylko ty możesz odgadnąć kiedy nadchodzi czas. Ten czas jest teraz.

Teraz.

System operacyjny Mózgogłowia to zero – jedynkowy świat ograniczeń zimnego wykalkulowanego pragmatyzmu nakazujący ciągłą walkę, która nigdy nie może się skończyć. Tak zaprogramowane istnienie wciąż się rodzi i umiera i czyni to zupełnie nieświadomie. Jest ślepym losem – programem. Zniewoleniem.

Nikodem nie wiedział jeszcze, ale TO wiedziało przebijając się przez te wszystkie zapory i zasieki, pole bitewne substancji szarej, łamiąc pieczęć prastarej wiedzy ukrytej głęboko poza sztuczną wyhodowaną osobowością klatki – ofiary w której zamknięto czyste światło świadomości, która teraz się budziła w sposób radykalny i nieunikniony. To był ten czas, kiedy nadchodziła realna szansa odrodzenia się ludzkiego ducha na niespotykaną dotąd skalę, łamiąc klątwę uległości. Dlatego chcieli to zaszczuć, wykarmić ekstremalnym strachem, przerażeniem – rzucić was na kolana, sprowadzić do parteru. Zniwelować do nędzy skomlejących zwierząt błagających o jałmużnę za cenę życia. Jednak takie życie nie jest życiem. To smutny rozrywający serce los niewolnika, który został zaprogramowany by chodzić w koło, w koło, w koło. Takie życie kończy się nieopisywalnym bólem wstydu i pogardy wobec samego siebie. Taki los jest Piekłem.

W jego sercu przebudziło się „coś” co było tam od zawsze i jest na zawsze. „Coś” co nie zna lęku. Nie możecie tego karmić swoim zmodyfikowanym pokarmem strachu i przerażenia w tej wielkiej nieskończonej restauracji śmierci i zniszczenia, której menu składa się z Ducha, którego mordowaliście na niezliczone sposoby przez całe tysiąclecia – by nas karmić Upadkiem. W koło, w koło, w koło. Ten „świat” został zdominowany i zawładnięty przez Mrok, który uczynił z istot czujących jedynie pokarm, a je same uczynił bestiami, które bez ustanku pożerają się wzajemnie w nieskończonym Cyklu Warunku.

Jednak kiedy przestajesz już się bać śmierci i rodzi się w tobie opór, którego nie sposób złamać, bo nie wynika z twojej chwiejnej i wylęknionej osobowości, nie jest częścią napisanego przez psychopatów scenariusza, jest w istocie tym co sięga samego rdzenia tego co nie ma początku i nie ma końca, wówczas te detektory pogardy nie mogą cię wyczuć. Znikasz.

Wtedy możesz rozpoznać, że wszyscy mieszkają w kulach. Te kule to interaktywne symulacje. Zmechanizowane cybernetyczne więzienie gdzie odżywiamy się zawartością naszych umysłów, ciał i jakością naszej energii. Odżywiamy sami siebie tym co w nas jest. Dlatego póki szukasz winnych swojego stanu będziesz bez końca żył w tej kuli, w tym więzieniu samego siebie, wyjąc i ujadając w nicość. Stajesz się tkanką Mroku. Bezwolną biologią. Ciałem które jest skazane na agonię i zapomnienie, bo wszystko w czym pokładasz nadzieję w tak beznadziejnym Układzie okaże się Kłamstwem. Niczym ponad to. Musisz ujrzeć Konstrukt. Rozpoznać Klątwę. Być świadomym Programu. W istocie chodzi o Rozpoznanie Siebie poza Konstruktem, poza Schematem, poza Warunkiem.

Czym się żywisz ?
Co pożerasz ?
Z jakim skutkiem ?

Czy znasz miejsce gdzie jest prawdziwy spokój i miłość ?

Potrafisz tak żyć ?

W tobie istnieje już teraz potencjał Nowego Świata. Prawdziwy Pokarm, który uzdrawia i wyzwala.

——-

*Żyr – w łódzkiej gwarze jedzenie, pokarm

PIRACKIE OPOWIEŚCI

ŻYR*

Galeria

PIĘĆ PRZEMIAN CYWILIZACJI I ŚWIADOMOŚCI

PIĘĆ PRZEMIAN TO BARDZO STARA I WIELOWYMIAROWA WIEDZA, KTÓRA SWOJE ŹRÓDŁA MA W HOLISTYCZNEJ WIEDZY I CO WAŻNE PRAKTYCE DAWNYCH CHIŃSKICH MISTRZÓW, KTÓRYCH MĄDROŚĆ NIE BYŁA „INTELEKTUALNYM PRZYSWOJENIEM DANYCH” – JAK TO MA ZAZWYCZAJ MIEJSCE OBECNIE – A RACZEJ DOGŁĘBNĄ PRAGMATYCZNĄ WIEDZĄ WYWODZĄCĄ SIĘ Z OBSERWACJI WSPÓŁZALEŻNOŚCI LUDZKIEGO CIAŁA I UMYSŁU, PROCESÓW KOSMOLOGICZNYCH, RYTMU NATURY I ŚWIADOMOŚCI NIESKOŃCZONYCH PROCESÓW PRZEMIAN I ODDZIAŁYWANIA.

Uważam, że jest to najbardziej komplementarna wiedza dotycząca dietetyki, zdrowia i co najważniejsze ukazująca człowieka jako jeden z elementów procesu ewolucji w ogromnej sieci przyczyn i skutków. Nasza zachodnia cywilizacja w dużej mierze popadła w pułapkę dualizmów i fragmentaryzacji świata, ciała, wiedzy i psychiki.

Nasza rzeczywistość wydaje się coraz bardziej dzielić i indywidualizować wypierając i zarazem ukrywając fakt, że wszystko jest współzależne i pozbawione tożsamości, a przypisana tożsamość jest jedynie intelektualną narracją, spekulacją umysłu. Sytuacja w jakiej się obecnie znaleźliśmy jako gatunek i cywilizacja odzwierciedla to w sposób zarazem szczery i brutalny. Fakty odnoszące się do skrajnie zindywidualizowanej i fragmentarycznej egzystencji człowieka znajdują odzwierciedlenie w jego stosunku do całej planety i zaburzenia jej ekosystemu. Nasz brak wiedzy o nas samych skutkuje brakiem szacunku do całego „życiowego procesu”, którego przecież jesteśmy jedynie częścią. Złudzenie „osobnego istnienia”, „niezależnej jednostki” czy wreszcie poczucie narcystycznej wyjątkowości stworzyło i ugruntowało pozycję człowieka – boga, demiurga rozkochanego w iluzji swojej domniemanej potęgi. Jest to skrajnie różna postawa i samoświadomość od tej, która towarzyszyła twórcom systemu pięciu przemian. Ich zintegrowana mapa wiedzy ukazywała człowieka jako odzwierciedlenie całej natury, a ewolucja jego świadomości – ciała była zarazem ewolucją całego otoczenia w jakim żył. Ich drogą była mądrość i troska, a rzeczywistość, natura i „pierwotny rytm” – wielkim nauczycielem. Pokora i szacunek wobec praw natury otwierały możliwości poznania i wiedzy, a owoc tego poznania bezapelacyjnie przetrwał zarówno próbę czasu jak i konfrontację ze współczesną opartą głównie na analizie i logice nauką.

Obecnie współczesny człowiek w moim odczuciu coraz bardziej pozbawiony jest kontekstu w jakim żyje i zrozumienia jego roli i znaczenia. Odseparowanie i zindywidualizowanie jego egzystencji doprowadziło do poczucia alienacji i porażającego osamotnienia, mechanistyczne i jałowe teorie jakie sam w akcie desperacji spreparował nie mogą i nie mają szans na wypełnienie duchowej i emocjonalnej pustki jaką jest oddzielenie od samego żywego odwiecznego procesu życia. Popadliśmy w sztuczny moralizatorsko – przerażający apokaliptyczny ton wynikający z braku zrozumienia samych siebie. Nasza własna sytuacja mówi o nas o wiele więcej niż tysiące opracowań, raportów i mądrości, szukamy porady na zewnątrz, choć jedyną szansą jest nasza własna podróż w głąb nas samych. Prawdziwa wiedza jest doświadczeniem tej subtelnej i ukrytej wiedzy jaka jest częścią każdej czującej istoty i całego przejawienia – pierwotnych pięciu elementów.

ZIELEŃ – DREWNO

To dla mnie magiczna forma istnienia jaka miała miejsce w pierwotnych kulturach. To jedność ciała – umysłu. Odwieczne życie płodowe w łonie natury. Okres zbieractwa, korzystania z darów bez chęci przywłaszczenia. To czczenie potężnych sił żywiołów, to obcowanie z archetypami bogów w jednym tańcu życia. To łaska nieświadomości, kolektywny zbiorowy sen. To nagość i erotyzm natury wpleciony wpisany we wszystko, ciągła ekstaza nieświadomości, embrionalny stan upojenia i zaspokojenia. Rajski ogród pełen uciech, błogostan bogactw naturalnych. Wszystkiego w bród, życiodajne soki wypełniające każdą szczelinę istnienia. Umysł impulsu – reakcji, nieoddzielony, nieokreślony pozbawiony tendencji do samoidentyfikacji. Planeta – umysł, zielona, żywa eksplodująca pięknem, żywotnością. Niewinna nie znająca dobra i zła natura bogactwa. Mityczny złoty wiek. Beztroscy bogowie w Raju, smukła dłoń sięgająca po…

CZERWIEŃ – OGIEŃ

Ciało innej istoty. Zjadanie istnienia. Pożądanie. Lepszy i gorszy. Oceniający umysł. Mięso. Myśliwi. Ogień. Pieczeń. Stygnięcie formy, początki choroby. Skażenie raju – dualizm dobra i zła. Pierwsze prawa i nakazy. Wieża Babel gatunków, wielki podział. Strach. Ucieczka. Zwierzęcy umysł walki. Koniec magicznej iluzji raju. Śmiertelność. Kain człowiek zabija Abla zwierze. Mózg Bóg jest zadowolony. Serce krwawi. Upraszczając człowiek zabija i zjada inne istoty – degenerując sam siebie. Bóg mózg podzielił wszystko na dwa. Krew w rzeźni. Uprawa śmierci.

ŻÓŁĆ – ZIEMIA

Zaczyna się głód. Uprawa ziemi. Praca w pocie czoła. Osady. Wioski. Miasta. Państwa. Flagi. Wojny. Objuczone zwierzęta i ludzie. Niewolnicy. Surowce. Potęgi hańby. Niezaspokojenie.

BIEL – METAL

Krew ziemi. Ropa. Maszyny. Wahadła na pustyniach i morzach. Iluzja dobrobytu. Wysysanie.

CZERŃ – WODA

Płynna rzeczywistość. Wiek dezinformacji. Abstrakcja. Sztuczne ziarna i ciała. Transcendencja boga mózgu. Ostateczne oddzielenie. Potop. Otworzenie bramy przejścia.

Prawdopodobnie cykl ten nie ma końca i nie ma również początku.

PIRACKA KUCHNIA

PIĘĆ PRZEMIAN CYWILIZACJI I ŚWIADOMOŚCI

Galeria

Umysł poprzedza wszelkie myśli. Umysł jest ich zwierzchnikiem; umysł je kształtuje. Gdy ktoś mówi lub działa z nieczystym umysłem, cierpienie podąża w ślad za taką osobą niczym koła wozu za kopytami wołu.

Budda

DUCH POTĘŻNYCH WÓD

Pirat miał Meta Sen. Meta sen jest komunikacją z Innymi Wymiarami w Nieskończoności – Wszechświecie Umysłów. To zindywidualizowany symboliczny język, który każdy Śniący rozwija wraz ze zdolnością Śnienia. Śnienie to przedsmak Wolności – przestrzeń pozbawiona granic i barier, gdzie możesz być absolutnie sobą i odkrywać kim jesteś poza Matrycą Postrzeczywistości w której żyjemy na tak zwanej „jawie”. Ta „rzeczywistość” jest Konstruktem Mrocznych Sił, zaprogramowaną przez Czarnych Magów Symulacją – Grą, w którą wcielamy się bez możliwości wyboru, ponieważ nie panujemy nad potencjałem własnej energii i wyobraźni, nie mamy zdolności modyfikowania wizji. Nie mamy Woli – Mocy. Brak nam Prawdziwej Wiary.

Prawdziwa Wiara przekracza Jałowe Pole Spekulacji – Dialektyczne Pole w którym toczy się Gra. Jest związana z naszą Prawdziwą Naturą, z Odwiecznym Potencjałem. Z Przeczuciem, które poprzedza narządy zmysłów i intelekt. Jest wrodzona i fundamentalna i przede wszystkim kieruje nas do Pierwotnej Istoty, która nigdy nie może być uwarunkowana przez Program – Symulację. Od samego początku jest Absolutną Wolnością. Czymś co w Uwarunkowaniu jest dla nas niepojęte i niemożliwe, czymś czego nie jesteśmy nawet świadomi, ponieważ Straciliśmy Kontakt – żyjemy na powierzchni Potężnych Wód sterowani przez negatywne i destrukcyjne zewnętrzne siły Władzy i Przemocy, których jesteśmy niewolnikami i sługami. Nie potrafimy rozpoznać prawdziwej natury tego w czym żyjemy i jak żyjemy, ponieważ nie mamy kontaktu z czymś co jest zdolne to przekraczać, z czymś z nie z tego zaprogramowanego świata, z tym czego nie można posiąść i zniewolić, z czymś co jest Pierwotną Wolnością, której nikt i nic nie może uwarunkować i dlatego jest Drogą i Prawdą.

Kiedy jesteś niewolnikiem twoim stanem istnienia jest Strach. Stanowi on główny komponent doświadczenia na tej zniewolonej planecie i jest tak powszechny, że na pewnym poziomie uwarunkowania przestajesz być tego świadomy. Nazwane jest to Dostrojeniem. Wówczas stajesz się kimś pozbawionym Woli – Mocy, kimś kto jest jedynie narzędziem Mrocznych Bogów. Nazwane jest to Upadkiem w Warunek. Ten warunek nas rodzi i wytwarza – jesteśmy jego produktami, stając się własnością Mrocznych Mocy, które zdominowały ten wymiar. Kiedy choć na chwilę zatrzymasz się w tym szaleństwie – ujrzysz TO. Dlatego cały ten system, który tym zarządza został skonstruowany w taki sposób być nigdy nie miał czasu i przede wszystkim siły, aby przestać być przez niego sterowanym i zarządzanym, ponieważ uznajesz jego cele za swoje cele, jesteś pozbawiony własnej świadomości i woli, a tym samym nie masz oparcia w swojej Pierwotnej Istocie, a zamiast tego polegasz na Sztucznym Konstrukcie tak zwanej osobowości, która jest Produktem Warunku. Jest Fikcją.

Żyjemy w nieudolnej kopii Pierwotnej Matrycy Światła. W cieniu. W odbiciu. W Królestwie Warunku – Malchut. W skondensowanej i zagęszczonej sennej marze wyśnionej przez nasze uśpione umysły, stworzonej przez wrodzoną zdolność kreacji i manifestacji. Upadek człowieka jest Zagęszczeniem. Jest agonią Ducha, który stracił pamięć i połączenie. Stracił zdolność Widzenia Wieloświatów i utracił naturalny potencjał Podróży ponieważ Umysł – Duch nie ma ograniczeń. Jednak została nam możliwość Śnienia.

Pirat prowadził drugie tajemne życie w Śnieniu, które przekazał mu Mistrz. Mistrzowie są tymi, którzy potrafią poruszać się pomiędzy wymiarami tego co realne i tego co nierealne, ponieważ rozpoznali Podstawę, która jest Pierwotnym Źródłem prawdy i iluzji, dobra i zła, snu i przebudzenia. Podstawa jest Źródłem Istnienia. Pierwotną Mocą. Jest Wszystkim i Niczym. Nigdy nie powstała i nigdy nie może umrzeć, ponieważ jest ponad istnieniem i nieistnieniem, ponad myślą i formą, materią i nicością. Jest Matką Wszechrzeczy z której wszystko bez wyjątku się rodzi. Z której przychodzimy i do której odchodzimy. Jest Bramą.

Mistrz nie ma jednej twarzy i jednej formy, tak naprawdę może być kim chce i robić co chce. Jest Absolutną Wolnością. Jest Prawdziwym Tobą. Naturą twojego Przebudzenia. Jest zawsze Obecny we wszystkich czasach i miejscach, we wszystkich inkarnacjach na nieskończonej ilości wymiarów i planet. Jest żywą Mądrością i Bezwarunkową Miłością, które są twoją Czystą Naturą, która nigdy nie podlega zniewoleniu i przez nic nie może zostać uwarunkowana. Problem polega na tym, że nie jesteś tego świadomy, ponieważ żyjesz w Mózgogłowiu, któremu wszystko to co zostało tu napisane wydaje się absurdalne i śmieszne, ponieważ jest kompletnie pozbawione Ufności, która jest czysta i ma naturę Dziecka.

Ten świat śmieje się z tego pogrążony w swojej rozpaczy. Ta „naiwność” jest obiektem drwiny. Mistrz nauczał Pirata o Drodze Dziecka, które wraca do Matki i kiedy kończy się ten sen na jawie i przychodzi moment „pomiędzy” potrafi ją rozpoznać i Wrócić do Domu. Matka jest pozbawioną granic Miłością i Mądrością.

Wszechwiedzą Wszechrzeczy.
Jest Istnieniem.

Jest tym czego nigdy nie może pochłonąć Mrok, ponieważ jest Naturą Samoświadomości. Rozpoznaniem Rozpoznającego. Punktem Zero. Sercem każdej duchowej drogi, ścieżki i metody. Każdej inicjacji i ceremonii. Jest Matką i Ojcem, jest Dzieckiem i Duchem.

Duch Potężnych Wód. Głos. Słowo. Prawdziwe Znaczenie, które kiedy zostaje rozpoznane staje się Drogą. Pirat jest tym, który pływa po Oceanie Cierpienia i Iluzji szukając skarbów Prawdziwej Mądrości. Jest tym który wszedł w Strumień. Wyruszył. Rozpoznał Warunek Cierpienia i jego przyczynę, jego Serce zaufało, że istnieje jego Kres i Droga, która prowadzi do Wyzwolenia. Pirat jest poza prawem Mózgogłowia, poza jurysdykcją Programu jego flagą są symbole nietrwałości – czaszka i piszczele, pod którymi jest Wieczność Czwartego Czasu. Jest Podróżnikiem, którego zadaniem jest przebudzić Ducha w Materii. Nawiązać Połączenie. Przywrócić Kontakt. To jest jedyna Prawdziwa Praca. Jedyna „rzecz” którą warto tutaj robić, bowiem wszystko inne jest tylko odroczonym w czasie Wyrokiem.

Dlatego Mistrz nosi pomarańczowe szaty skazanego na śmierć. Dlatego Mistrz kiedy patrzy na twoją naiwność płacze, bowiem widzi on coś czego ty nie widzisz, czuje on coś czego ty jeszcze nie czujesz i wie, że wciąż śpisz majacząc o spełnieniu i szczęściu w Kole Zaprogramowanego Cierpienia. Te łzy są odwieczne i wciąż płyną na twarzach tych, którzy Czują Prawdę. Czucie przekracza Mózgogłowie, które jest w głównej mierze Myśleniem i strukturyzowaniem impulsów – tworzeniem map. Czucie przekracza oprogramowanie i uwarunkowanie aparatury zmysłów, które w każdej chwili montują zmyślony serial o „rzeczywistości” w którym „ja” gra główną rolę. Montażystą jest Mózgogłowie, a reżyserem jest „Ja, mnie, moje”, scenariusz pisze Prawo Karmy – Automaton.

Działanie.
Non Stop.
24/7.

Automaton jest Ślepy. Bezosobowy. Beznamiętny. Działa zawsze, wszędzie, we wszystkim. To Bazowy Program Operacyjny. Przyczyna i Skutek. Akcja i Reakcja. Determinizm Mechanizmu Kontroli, który nie podlega twojej woli i pragnieniu, chyba, że jesteś Hakerem.

Świadomym Śniącym.
Soterem.

Kimś, kto rozumie, że to w czym „żyjemy” jest Grą Umysłu, Grą Świadomości. Kiedy hakujesz możesz użyć każdej sytuacji „dobra” i „zła” ponieważ „twoja osobowość” staje się płynna, elastyczna, podległa Duchowi, który jest poza lękiem i posłuszeństwem wobec kodów programu. Tym co hakuje Automatona jest Intencja, to ona determinuje rezultat – skutek, który stanowi kolejną przyczynę. To jest energia ukryta za materią. Ruch. Taniec. Dlatego dobro i zło ma jeden smak kiedy przekraczasz Formę, bo to co ją kształtuje jest w zasadzie polem energetycznym, skupiskiem energii, które nigdy nie jest trwałe. Ostateczność nie istnieje. Tej Gry nie można przejść, nie można w nią wygrać, ponieważ kiedy grasz ta gra nie ma końca. To co haker w istocie robi to pomaga przebudzić się z okrutnej gry i z pogrążonego we śnie gracza jednocześnie.

Stworzyć i napisać własną Grę pełną miłości i inspiracji, radości i mądrości. Być Twórcą, który tworzy z poziomu Serca, ponieważ rzeczy nie mają wrodzonej istoty, są nierzeczywiste, plastyczne, uległe percepcji i intencji. Są współzależne od siebie i tego, który je postrzega tworząc dla nich rolę i znaczenie. To jest rdzeń programu, którym została uwarunkowana nasza świadomość.

Definitywne definicje.
Zaklinanie Formy.
Klątwa.

Defilada zamiast Tańca.

Formatowanie nieskończonych istot do biologicznych maszyn, które jedyne co robią to metodycznie przy pomocy perfekcyjnej organizacji i funkcjonalności tworzą swoje własne więzienie w którym żyją w poczuciu iluzji wolności i samostanowienia, nie mając pojęcia kim są i jaki jest ich prawdziwy potencjał, który jest zdolny tworzyć nieskończone światy.

Z
Ludzi zrobiono larwy.
Z
Maszyny Boga.
Z
Życia uczyniono Wyrok.
Z
Myślenia więzienie.

Ludzkie maszyny zabijają. Toczą nieskończone i krwawe wojny mordując samych siebie za urojoną wolność, której wciąż szukają tam gdzie nigdy jej nie będzie i nigdy jej nie było, ponieważ w istocie jest parodią samej siebie. Jest oszustwem wyobrażeń, odłożoną w czasie obietnicą i kiedy przychodzi nikt nie wie co z nią zrobić ponieważ ma zaprogramowaną naturę niewolnika, dla którego wolność jest posiadaniem i władaniem. Jest przemocą Ja Mnie Moje. Jest jedynie spełnianiem niewyczerpanych nigdy pragnień, które bez końca rodzą się same z siebie.

Ten proces nie ma końca.
Nie ma końca.
Nie ma.
Końca.

Pirat śnił sen Pirata. Putin śnił sen Putina. Wojna śniła Wojnę.

Woła Nas Przebudzenie.
Miliardem pieśni i modlitw.
Tych, którzy przed nami…

Ujrzeli

Nieskończony Blask.

PIRACKIE OPOWIEŚCI

DUCH POTĘŻNYCH WÓD

Galeria

Bogactwo nie ma zalet pracy, a majątek – zalet zarobku.

David Saul Landes, Bogactwo i nędza narodów

MIASTO KOKONÓW

Miasto Kokonów udawało samo przed sobą. Ukrywało swoje bebechy pod sukniami zimnych stalowych postmodernistycznych biurowców, odsłaniając się z znienacka w odbitych umęczonych twarzach w kałużach rozlanych drinków na barowych blatach nocnych knajp posypanych popiołem tytoniu i ciężkimi jak rtęć słowami, które pełniły rolę absurdalnego rozgrzeszenia i równie niedorzecznej mieszanki spowiedzi i pocieszenia. Fragmenty istot snuły się jak dym z kadzielnicy podczas mechanicznej mszy, a kapłani tego zagubienia rzucali zaklęciami niczym gwoździami na Golgocie uśmiercając kolejny fragment niewinnego życia.

W ich żyłach płynęła czarna maź, ten zimny przybysz z Programu Udziału wnikający metodycznie w każdą szczelinę sześcianu bezlitośnie odcinając Ducha i przekierowując wszystko do wymiaru zwierzęcych kompulsywnych odruchów. Matryca obradzała nowymi pikselami tej binarnej hodowli chwastów zapładniających wszystko Upadkiem. Niewolnicy Warunków Matrycy Snów.

Soterzy wyrzygali Czarną Maź. Uwolnili swojego Ducha dlatego mogli poruszać się pod progiem Mechanicznych Radarów Fali, niewidoczni i nieobliczalni – raz za razem łamiąc Klątwę. Jednak ci tutaj w tym pokoju, wiedzieli czego chcą, z furią patrzyli na mnie i czekali…tak ich domeną był prąd, sieć, w zasadzie byli połączeni szeregowo jak choinkowe światełka i migotali w jeden, dwa, jeden, dwa… Dyrektywy z centrali – z odległej galaktyki zawieszonej w niebycie w zakrzywionym wymiarze Wieczystego Erroru. Pokój był mały, wyglądał jak magazyn opakowań jednorazowych, dwa małe okna nad spękanym farbą sufitem, duszność i punktowe blade światła nadające całej scenerii gęstą i mroczną atmosferę. Lubili to. Wiem…myślicie, że to ludzie z krwi i kości z tym pogmatwaniem we łbie, zrodzeni z kobiet na zimnych salach szpitali jak wy tam po drugiej stronie tych metalowych drzwi. Nie. Oni byli jak owady, wykluwali się z kokonów w swoich naszpikowanych elektroniką laboratoriach z Zimnej Stalowej Macicy. Mają to w oczach, bardzo specyficzny rodzaj tępoty – głębokiej i bezdennej – to Otchłań. Wielka czarna dziura, patrząca na mnie z sześciu dziur w ich czaszkach. Ich percepcja czasu jest zupełnie inna, wiem, że mogą całą wieczność wpatrzeni martwo w czarno białe bity zakodowanych informacji pobieranych przez organy zmysłów, w pewnym sensie osiągnęli – święty spokój, stan podobny do twojej zamrażarki lub automatu z biletami. Bodziec – reakcja. Zero spekulacji. Precyzyjny stan przepływu danych w nanosekundzie rozkładany na dwa decydujące o wszystkim w ich świecie czynniki. Przydatny – nieprzydatny. Ot cała historia. Staroświeckie dobro i zło, ten relikt dawnych czasów moralistów i filozofów z ich perspektywy ten odwieczny dylemat był po prostu…

Nieprzydatny.

Nikt nie wie skąd to przyszło, czy może zawsze było w tym wymiarze, jak pierwsi ludzie weszli z tym w kontakt, albo kto, lub co uczynił to ich częścią by stworzyć rasę na podobieństwo tych trzech tutaj. Trzeba było zablokować kilka funkcji Adama i Ewy podczas zabiegu w technologicznym Raju. Obcy. Niebu i Ziemi. Powietrzu, Ogniowi i Wodzie. Niepojęta moc obliczeniowa – Zimny Bóg o przepustowości bezdennej cyfrowej rury podpięty pod układ nerwowy tej zakratowanej planety, której płody były coraz bardziej martwe. Wgrano trzy Programy.

Tak.
Nie.
Nie wiem.

2
1
0

Dwa jest odpowiedzią na jeden, które wynika z zera. To w zasadzie wszystko. Trudno w to uwierzyć, jednak tak właśnie jest. Byliśmy ostatnimi Soterami w tym wymiarze.

Ostatnie 17 istot.

To wszystko.

Problem polega na tym, że przestajecie czuć. Anhedonia. Połykająca wszystko próżnia indukowana z poziomu kolektywnego wzorca patologii martwego społeczeństwa Zimnego Kabla wijącego się jak wąż kundalini od miednicy po mózg. Asany turbo dydaktycznej jogi new age, umysłowe drony rozkołysane nad kolebką dzieciątka VR-u. Miejsce z którego raportuję te wydarzenia jest na innym punkcie skali posiekanej płaszczyzny Matrycy. To wszystko naprawdę poszło dalej, głębiej, mocniej po kablach. Szpica „postępu” spadła w kamieniach z nieba, jak serca wypełnione czarną kosmiczną krwią i rozlała swoją bezlitosną inteligencję w paru miejscach. Weszło w krwiobieg, wypluło kwantowych Magów nosicieli matowego światła – zimna koronacja. Jesteśmy już długo w tej ubojni życia, odradzamy się wciąż na nowo z wątrobą Prometeusza w garści i iskrą ducha w sercu. Póki jesteś zakleszczony w tej flegmie Meta – Mózgu nazywamy cię portalem organicznym – odwłokiem. Zasysasz programy Symulacji z mlekiem mechanicznej matki, uniwersalna lepka masa, socjopatyczna maszyna złudzeń. Maniakalno – depresyjna generacja psychotropowa na szczurzym wybiegu.

Trzeba nam tutaj wprowadzić element – Genesis, kilka akapitów z Kroniki Rodzaju. Zatem na początku wyprodukowali kilka egzemplarzy robotników i na pociechę robotnic. Naziemna obsługa Rasy i jej kaprysów, bo to wszystko chemia. Suplementy, minerały, kruszce, wszystko co potrzebne do galaktycznego musli Śniadania Mistrzów. I to żarło. Owady pęczniały, a ich heksagonalne mózgi roiły coraz śmielsze plany kosmicznej ekspansji. Droga słodkim mlekiem płynąca z połyskującymi promenadami złocistych gwiazd jak czerwony dywan ceremonii wszechświatowych Oskarów i czcigodne jury Najwyższych Kapłanów Czarnej Mazi z uśmiechami jak księżyce Marsa i Saturna owadzimi łbami. Moi drodzy – bądźmy poważni! Spójrzmy na to z nieskończonej kosmicznej perspektywy – a to jest bezmiar wymiarów! Nigdy nieskończone rozkołysane w cudownym tańcu dźwięku, światła i przestrzeni! Co za Spektakl! Piękno! Czyste piękno!

Jak ta gwieździsta noc nad głową, kiedy byłeś młody i to wszystko naelektryzowane przechodziło przez ciebie jak prąd wysokiego napięcia i chłodny otrzeźwiający wiatr ze wschodu pochylający kłosy na polach i unoszący foliowe torby na pustych ulicach miast. Taniec. Bez skrępowania i niepotrzebnej samokontroli. Swobodnie otwierająca się czasza spadochronu nad polem minowym Świata Wojny i Postępu, ale jeszcze nie dotknąłeś ziemi, jeszcze był czas wolny bez zajęć z przysposobienia obronnego.

Jednak nieubłaganie zbliżały się twarde bolesne fakty i automaty z coca colą. Trzeba było otworzyć oczy zobaczyć ściany, kraty i granice. Skorupę wielkiego Czarnego Jaja. Odkryć, że zamiast skrzydeł pięknego motyla masz odwłok robala drążącego bezcelowe korytarze w czarnej mulistej ziemi. Spleciony w żałosnym uścisku ze więziennymi strażnikami, gdyż oni dają ci rolę do odegrania, a ty im dajesz im pracę. To wszystko pilnuje się samo na autopilocie. Niewidzialne kraty na strumieniach wifi, ciągłe przekierowywanie z punktu do punktu kapłan w kościele, trup w kostnicy. Syndromatyczne, telepatyczne ssanie.

Jak się tutaj dostajemy?

Przez krew.

PIRACKIE OPOWIEŚCI

MIASTO KOKONÓW

Galeria

Doświadczenie śmierci to doświadczenie wolności. 

Montaigne

OPRZYTOMNIENIE

Z perspektywy czasu (czas = umysł) nietrwałość jest fundamentalnym i bazowym programem tej uwarunkowanej Matrycy Snu w jakiej wszyscy rodzimy się i umieramy – wciąż i wciąż. Dla mnie wartość autentycznych nauk duchowych polega na ukazaniu nam jaka jest prawda poza tym co nasze ego lubi lub nie lubi. Dharma jest prawdą o rzeczywistości i o naszym własnym stanie. Inna sprawa czy w ogóle jest w nas potrzeba, aby ją po pierwsze znaleźć, po drugie studiować i po trzecie urzeczywistnić w swoim własnym życiu. To nie jest prosta i zwięzła instrukcja obsługi maszyny, za którą ma nas współczesny naukowo – materialistyczny pogląd, który zdominował nasze postrzeganie i logiczno – pragmatyczne „nowoczesne” podejście do życia. Nasza gwałtowna mutacja jako post – człowiek, polega na tym, że radykalnie próbujemy odciąć  ciągłość naszego ludzkiego doświadczenia. Stać się „Nowo – tworem” kimś nowym i innym, kimś kogo jeszcze tu nie było. To jest założycielski mit „Rewolucji Przemysłowej 2.0” czyli stworzenia utopijnego cyber – smart społeczeństwa pod nadzorem sztucznej inteligencji. 

Jest taki serial „Człowiek z Wysokiego Zamku” (tyt. oryg. The Man in the High Castle), całkiem zresztą dobry na podstawie powieści  Philipa K. Dicka z 1962 roku za którą dostał nagrodę Hugo, który opowiada o alternatywnej wersji historii w której to Niemcy i Japonia wygrały wojnę a ich totalitarne rządy stały się globalne i oparte na dominacji i przemocy. Jest w tej historii moment w którym faszyści rządzący częścią Ameryki Północnej wymyślają propagandowy projekt o nazwie „Rok 0” czyli chcą zniszczyć całą historię i kulturę amerykańską i zastąpić ją „nową wizją” skierowaną do młodego pokolenia i w ten sposób zniszczyć „starą tożsamość” narodu niczym proklamowanie „manifestu futurystycznego” dla Nowej Globalnej Rzeszy i dla jej „nadludzi”. To jest na tej planecie grane bez końca i ofiarami tego były niezliczone kultury i nasze duchowe dziedzictwo, o którym w tej chwili nawet nie mamy pojęcia, ponieważ zostało usunięte z Kolektywnego Pola Świadomości. To wymazywanie, usuwanie i korygowanie jest cechą charakterystyczną epoki Kali Yugi w której konsekwentnie i z premedytacją niszczona jest Żywa Duchowa Wiedza i tych którzy ją niosą poprzez „propagandę nowoczesności” i „wyzwolenia”, ośmieszanie i ukazywanie jej patologicznych przejawów, bowiem koniec końców chodzi o globalną społeczną, duchową i kulturową bylejakość, która w epoce bogini Kali staje się standardem dla społeczeństwa Globalnego Szpitala Psychiatrycznego w którym żyjemy podzieleni według cywilizacyjnych jednostek chorobowych. I teraz tworzymy „globalny rok 0” – czwartą czy piątą rewolucję przemysłową – huxleyowski „Nowy Wspaniały Świat”. 

Stworzyliśmy maszyny by stać się maszyną. Stworzyliśmy „ja” ze zdolności przyswajania danych z uniwersum naszych zmysłów i teraz zrobimy wszystko, aby ten sztucznie uformowany konstrukt przetrwał, a gwarantem naszego sukcesu ma być technologia. Jednak w istocie Tech zapędza nas jeszcze dalej do „króliczej nory”, ponieważ radykalnie wszystko komplikuje, a jej obsługa staje się możliwa jedynie przez twórców – zarządców, a my sami w coraz większym stopniu pozbawieni jesteśmy „kodów dostępu”, które dają nam możliwość wpływu na to co na nas wpływa, kontrolowania tego co nas kontroluje. To jest esencja Samsary. I to jest żelazny uścisk pazurów Kali, która zaczyna posiadać nasze ciała (pandemia była tego doskonałym przykładem) i teraz poprzez wirtualne technologie cyfrowe i sieci społecznościowe chce wejść do naszych umysłów i układu nerwowego. Ostatecznie robotyzacja i automatyzacja uczyni człowieka zasobem naturalnych danych do wydobycia i eksploatacji przez AI. O tym jest „Matrix”. Coraz więcej ludzi w tym mutującym wymiarze ma jak to się popularnie mówi; „wyjebane”, żyje z dnia na dzień i szuka jedynie rozrywki i chwilowego dobrego samopoczucia poprzez cyfrowe zamulenie, dragi, seks, alko i ekstremalne przeżycia. Jednak wielu z nich fascynuje przemoc i wszelkiej maści dewiacje co ma swoje odzwierciedlenie w „kulturze” popularnej, a to oznacza, że proces degeneracji postępuje bardzo szybko i będzie operować w coraz bardziej mrocznych rejestrach. To budzi naszą wypartą i uśpioną demoniczną naturę, która jest w nas i była zawsze jak światło i jego cień. 

Co prawda mówi się o tobie, że żyjesz; ale ty jesteś umarły.

List do Kościoła w Sardes: 3,1

Ten Cień domaga się naszej uwagi i świadomości. Cieniem życia jest śmierć. Kiedy kultura ulega pokusie wyparcia tematu śmierci, umierania, starości i rozpadu to coś rośnie i pęcznieje w mroku nieświadomości i pewnego dnia nie możemy już tego wyprzeć i od tego uciec, ponieważ jest obecne wszędzie. I to się dzieje teraz i jednocześnie nasila. To jest proces Oprzytomnienia i jest on jednocześniem warunkiem dalszej ewolucji. Trzeba poznać dogłębnie obie strony tej odwiecznej „monety dualizmu” – doświadczyć każdej ze stron. Po wzroście przychodzi upadek, rozpad i powracanie do esencji / źródła. Jednak trzeba tą esencję jeszcze odnaleźć, trzeba mieć dokąd wrócić i tutaj w tym momencie następuje Przebudzenie tych, którzy zignorowali swojego Ducha. Kiedy brak ci tego wymiaru w takim narastającym uwarunkowaniu stajesz się zwierzęciem w klatce, maszyną w maszynie. Stajesz się Pokarmem dla Szarańczy (ciekawy wątek książki fikcyjnego pisarza Abendsena „Utyje szarańcza” w opowieści Philipa K. Dicka). 

To Przebudzenie jest Esencją Bólu:

W naturalnym odruchu zanurzamy się w rozrywce. Cały przemysł zabawy i przeżywactwa służy wypełnieniu pustki, w którą się zapadamy pozostawieni sami wobec siebie – „nierozerwani” – bez zewnętrznych przymusów i sensów stanowiących pochodną dotychczasowych konieczności życiowych. Bo w tej ciszy i pustce tym wyraźniej słychać głos starego „ja” narracyjnego: tym byłem, tym jestem, tym będę, taka jest moja opowieść, do tego dążę, to mi się udało, a to nie, po to żyję. I ten głos staje się nie do zniesienia, kiedy nie ma już do wypowiedzenia takiej „opowieści na życie” danej przez zawód, religię, porządek społeczny.

Więc najpierw zagłuszasz to „ja”. Aż w końcu ono wysycha, klęśnie, zanika. I to wycofywanie się z klasycznej samo-świadomości w przeżywactwo i reaktywność obserwujemy na co dzień. Od kultu zajętości („nie mam czasu na nic”), do snobizmów na mindfullness i ucieczek w pustelnie: taki kontrtrend najwyraźniej wskazuje na przemożność trendu dominującego; są to oznaki desperacji.

Sam fenomen filozofowie i pisarze analizowali od wieków, pozostawał on jednak ograniczony do najwyższych warstw społecznych, głównie arystokracji: tych, którzy już wtedy nie musieli pracować. XX wiek przyniósł zaś przemysłową produkcję rozrywki dla mas, a komputeryzacja i big data podporządkowały ją metodzie naukowej. Aż do takiego rozrywki udoskonalenia i zindywidualizowania, że każdy może się dziś rozrywać od rana do wieczora, i to tak skutecznie, że jego własne „ja” narracyjne nie jest już zupełnie potrzebne; życie żyje się poza nami.

Jacek Dukaj

Zrozumienie Prawdy Nietrwałości jest szczepionką przeciw wirusowi bylejakości, ponieważ Oprzytomnia nas i wyrywa z cyfrowego transu ku analogowej rzeczywistości, a wówczas dociera do nas, że żyliśmy pod działaniem Zaklęć Czarnych Magów, pod urokiem Nieświadomości zapadając się w pozorny komfort i wygodę, które są jak środek nasenny. To właśnie z tego snu rodzi się gęstniejący mrok, ponieważ to Ignorancja jest matką cierpienia. Wówczas w sposób naturalny rodzi się w nas Dyscyplina Bycia Przytomnym i to jest fundamentalna praktyka duchowa, lepsza niż jakakolwiek „modlitwa do sił nadprzyrodzonych”, psychodeliczny trans czy „ekstatyczny odjazd”, które serwuje nam „nowoczesna duchowość wyparcia i ucieczki”. I to jest Moc, której Maszyna Ignorancji boi się najbardziej, ponieważ jej towarem jest produkowanie nieprzytomności i rozproszenia 24 / 7 / 365. Kiedy jesteśmy Przytomni Duch budzi się w Maszynie a jego mantrą jest „Memento mori”, ponieważ tam istnieje potencjał Przejścia, kiedy Warunek traci nad nami Kontrolę. To jest Stan pozna Snami – ukazanie Natury. 

Mistrza poznasz po tym, że idzie tam skąd wszyscy uciekają. 

PIRACKIE OPOWIEŚCI

OPRZYTOMNIENIE

Galeria