Subskrybuj, aby czytać dalej
Subskrybuj, aby uzyskać dostęp do reszty wpisu i innych treści dostępnych wyłącznie dla subskrybentów.
Subskrybuj, aby uzyskać dostęp do reszty wpisu i innych treści dostępnych wyłącznie dla subskrybentów.

Teraz w waszym czasie i w waszym miejscu wszystko zostało już ulokowane – cybernetyczne mięso, żylaste spoiwo elektronicznych pszczół, glizd, komarów i much bez ustanku zbierających dane do centrali. Zapylanie wirusem symulacji – tak byś mógł śnić bez przerwy w poczuciu, że oto ty tutaj, teraz…
Jesteś.
Nie chodzi o to, że ty nie widzisz jak to wygląda, bowiem wszystko jest na wierzchu, bardziej chodzi o to jak odczytujesz, lub co bardziej precyzyjne – istotne jest tego czego nie widzisz i o czym nie masz pojęcia. Zupełnie tak jak oni, jesteś dokumentnie kwadratowy, cztery boki, bryła skomputeryzowanego befsztyku wyczulona na kwadratowe komendy. To wszystko jest tak przewidywalne – sygnał w wiadomym celu i zupełnie oczywista reakcja zwrotna. Jeb! Jeb! Jeb!
W kwadratowy łeb.
Jak to poszło…Na początku to była fuzja ślepych instynktów, totalna nieprzewidywalność i chaos, ogromna moc, dzika furia – pierwotna i nieokiełznana. Dla Bogów Kreatorów te wyhodowane ludzkie szczenięta jawiły się jak niepohamowane bestie gotowe rozszarpać wszechświat swoją buchającą namiętnością i wyżreć wszystko do kości i szpiku – wychłeptać mleczną drogę i dziko kopulować z całym przejawieniem. Tego nie było w kodzie źródłowym. Coś nie grało. Problem polegał na tym, że moduł ich prymitywnego oprogramowania zassał z Czarnej Skrzynki Ziemi gadzi kod operacyjny: pieprz, zabijaj, niszcz, ta nowa ludzka tabula rasa nauczyła się tego chujowego alfabetu i mazała wszystko jak leci. Żreć, pierdolić, mordować.
Patrzysz w telewizor – co widzisz?
Z punktu widzenia ewolucji to error, galaktyczny koń trojański spadający z nieba w odpryskach meteorytów, zadżumiający kolejne piękne bogate w istnienie planety w butwiejące ścierwo rozkładu.
Musicie zrozumieć proces, Proces Tu i Teraz.
Ta mentalna ucieczka – gimnastyka nic nie da. Nie pomoże. Nie ulży. Kiedy żyjesz w tej kakofonii cmentarzyska, na olimpiadzie igrzysk głodu i skomlisz jak bezdomny pies ratując się tym tak żałosnym optymizmem – nigdy nie uda ci się wygenerować tego spustowego impulsu samowyzwolenia, bowiem najpierw musisz zobaczyć szpik, mięso i kości. To podstawa. Z tej perspektywy dopiero możesz się śmiać jak to przełkniesz, a ten czarny humor będzie jak ornament rzucony w twarz Matrycy.
Boisz się śmierci? Wejdźmy w to głębiej…Pod skórę, za siatkę w Otchłań.
Jedna wielka masa mięcha rozłożona bez końca. Brak ruchu. Im więcej ssiesz tym bardziej zasysa ciebie, aż w końcu jesteś owadem uwięzionym w uwarunkowanym bagnie sumy wszystkich działań i ich konsekwencji. Świnia ryje przed siebie z pozbawiającą nadziei konsekwencją – musi żreć bo zdechnie. Musi zasysać bo się udusi. Takie są fakty Wahadła twojego Boga I Diabla – zawsze z którejś strony cię jebnie. Dwa sztuczne punkty orientacji. To czego się boisz jest tu przed tobą. Spójrz zamiast uciekać ślepą ulicą gdzie nieubłaganie przyjebiesz w mur.
Krzyż.
Flaga.
System wiary.
Mesjasz na złotym rydwanie.
Życie – użycie do kwadratu.
Jak się przemieszczamy? Jesteśmy po prostu pamięcią, zapisem pozbawionym tej Klątwy, nie wypluwają nas mechaniczne macice i nie upadamy z hukiem z rozwartego kokonu na czysty beton. Poruszamy się w organach, we krwi.
Transfuzja ducha w ciało. Przejmujemy pojazdy do użytku i jedziemy dalej do jak to mówią Światła. Jaka jest cena Pamięci i Wiedzy? To ceną jest zobowiązanie do Troski z pojazdu na pojazd. Kiedy poruszasz się w ten sposób nie przechodzisz przez Reset. Czym jest Reset? Kiedy już zakończysz to okrążenie na nieskończonym kołowrotku i skończy ci się paliwo, lub po raz kolejny odpadnie ci łepetyna od uderzenia w Mur lub odejdziesz w gęstej agonii wpisanej w ten Układ – to co jest bez formy, zapachu pojawia się, gdyż jedyne co się zmienia – to warunki, które bez końca tworzysz, jednak sama podstawa jest poza czasem i Układem Zdarzeń – to nie jest inkarnacja, bowiem nie ma nic co mogłoby inkarnować – jednak jedyne co się liczy – Wiedza. Jedyne po co można tu przyjść, co można odkryć i zachować, reszta to pył na wietrze, marność. Jednak do czasu kiedy nie podejmiesz Zobowiązania – tracisz to. Reset jest utratą Wiedzy ciągła wiarą, że możesz coś dostać, coś wywalczyć, coś zachować, po czym poznać czy zostałeś zresetowany? Po nadziei, którą żywisz wbrew oczywistym faktom, po tej uległej naiwnej mentalności niewolnika, po sinym karku i ciągłym szukaniu winnych, jakby kurwa istniał ktokolwiek oprócz odbicia ciebie samego. Zresetowani zawsze budzą się za późno, wiecznie zdziwieni, że jak to – to tylko tyle? To wszystko? Już koniec?
Tak to wszystko. Trochę miłości, radości, śmiechu, biedy, bogactwa, nędzy, choroby i aparatura milknie. Wołają swojego boga, oddają pod opiekę. Możesz nawet zafundować kryształową świątynie dla swojego boga i oddawać mu miliardy pokłonów z nabożną, służalczą czcią i klepać dramatyczne modlitwy. Nic to. Jebnięcie w Mur.
Kiwają się na rumowisku świątyni. Potomkowie pierwszych ludzi.
Kwadratowy Bóg.

Reset to ponowne podpięcie – jak ci tutaj, patrzą na mnie swymi wydrążonymi próżnią gałami, mechaniczne istoty bez właściwości, ukształtowane z metalowej formy, wylane betonem, ożywione śmiercią. Schematy to wszystko co znają, co mają, czym żyją, w co grają.
– Jak się nazywasz? – rzecze ten siedzący na wprost mnie, dotykając strzykawkę wypełnioną Czarną Mazią a na dłoni ma tatuaż numer seryjny produkcji i kod oprogramowania i gdyby cokolwiek żywego było w nim, można byłoby powiedzieć, że czuje wyższość i domniemany autorytet, jednak tam nic nie ma. Nie ma nic.
Nic ugniata mnie wzrokiem, zawieszając w przestrzeni egzekucyjną pauzę.
Nikt nie wie czym dokładnie jest Czarna Maź, choć jest w każdym układzie scalonym i stanowi kamień węgielny każdej świątyni mechanicznej religii na tej planecie, a kiedy zarzynane zwierze obrócone łbem w stronę Mekki charczy i rzęży to wtłacza w ten sposób energię do obiegu, bowiem nic bardziej nie wzmacnia tego popaprania jak religie i ich bogowie i ich miliardy ofiar poćwiartowanych, spalonych, rozerwanych, spopielonych, uduszonych, rozgniecionych, utopionych i właśnie to służy twoim Panom.
Rasa Panów Trzecia Kosmiczna Rzesza.
Sieg Hail.
Czułe pozdrowienie w Rzeźni. Liczby litrów przelanej krwi – dług publiczny z podatkiem okrutnej satysfakcji. Nie widzieć, gdzie tak naprawdę jesteś, to jest właśnie mechaniczne otumanienie – małpa nie widzi, małpa nie mówi, małpa nie słyszy – dobra małpa, pogodna małpa, małpa radosna jak wiosna jak defilady wojskowe i festyny z pogodną muzyką i wędzonymi kiełbaskami. Zdalne sterowanie poczuciem wyjątkowości, życio – style rzucone jak sztuczne perły przed zamaskowane lifestylowymi farmazonami wieprze. Wieprzowina grillowana z papryką i cukinią z odrobiną tymianku na białym winie, udo z wieprza, flaczki z ziarnami tłuszczu z posiekanym w romby porem i pomarańczową marchwią jak drelichy więźniów oddziałów penitencjarnych ostatnim posiłkiem przed egzekucją wrzuconym na media socjopatyczne. 100 000 lajków. Zgrupowanie wieprzy w podziwie wobec pereł lśniących czystym plastikiem i pachnące literalnie – niczym. Hologramowy świat poskładany z klocków lego – kwadratura pozornego ubóstwienia.
Takie delfiny. Na japońskich stołach. Przysmaki. Sotalia Guianesis. Echolokacja Zagłady Gatunków. Zwerbowane do US Navy w 59 – tym, ekonomiczne, wydajne – Wietnam, Kuwejt, Irak. Maskotki. Fajne oszklone delfinaria na Florydzie, klima, drinki, kostki lodu w kształtach waginy – oj tam mały Johnie zobacz jakie fikołki, jaki śmieszny delfinek – uśmiecha się. Ex – żołnierz w sałatce, posiekany maczetą, prawie kafel euro za kilogram naszego ssaczego klowna. Najpierw solidny jeb w łeb. Japońska wioska Taiji, wielka orgia mordowania opleciona kokardami drutów kolczastych, zaganiamy i szlachtujemy, szybkie cięcie grzbietu, pękanie kręgosłupa, z głównych tętnic biją wodospady krwi zmieniając wodę i plażę w piękny plastyczny purpurowy obraz – takie cudowne połączenie cudownych ludzi i pięknych pływających zwierzątek z książeczek dla ludzkich pociech i disnejowskich bajeczek o mądrych delfinkach i no jak przyjaźni przecież międzygatunkowej. Kultura kulinarna, zwyczaje, tradycja, tożsamość ojców, dziadów, duże rybki na wózkach widłowych wjeżdżają prosto na stół do salonu. Srebro wypolerowane połyskuje jak monety judaszowe, a mięsko takie delikatne, takie milusie, jak bawełniane krążki do demakijażu.
Jutro pociągniemy nowy uśmiech, kiedy wciąż w naszych bebechach będzie figlował delfinek, to jest naprawdę piękne.
-Jak się nazywasz? – wrzeszczy już ta cuchnąca puszka pandory ubrana w trójrzędowy garnitur z wyższej półki piramidy i błyska mi po oczach sygnetem z delfinkiem.
-Delfin Um – mówię po prostu. I czekam. Bo to tam weszło w niego, zajmie mu dłuższą chwilę zanim ta zagadka dotrze do jego mózgowej maszyny liczebnej uposażonej w bardzo ograniczony zasób możliwości czegokolwiek więcej niż:
Aport!
Siad!
Waruj!
Teraz akurat siedzi. Udaje, że udaje, że myśli ma w głowie – a to czyste bity trzech komend – cyferek. Interaktywna podrzeczywistość cyber apokalipsy, gdzie mesjaszem – judaszem okazał się dziwaczny roztwór przybyły nie wiadomo skąd, kiedy i w jakim doprawdy celu.
Teraz uderzył mnie kantem dłoni w twarz, tak jak go uczyli na psim szkoleniu z zadziwiającym brakiem wyrazu i klasy, jak taniec blachy fallicznej bijący o miednicę i wykrzywił twarz na wzór bohatera jakiegoś idiotycznego filmu dla pół debili.
-Teraz Waruj!
Tu brak odbioru. Zawieszenie połączenia w Centrali na kablach, przepięcie, podpięcie, sygnał zawiera zbyt dużo danych o ładunku kwantowej ironii i ceglany łeb nie jest w stanie to ogarnąć musi…
Tu przyjebać po raz drugi z większą mocą – jednak na pół gwizdka. Pęknięcie kości policzkowej, ciekawe jest odczuwanie narastającego bólu świdrującego oczodoły i docierającego do bębenków w uszach. Tu ból – hallo Centrala. Splunięcie krwią i się zacznie zaraz…
Tu. On. Zaczyna skwierczeć jak grillowany kotlet w McDonald’s. Parzy! Schodzi skóra, wypływają oczy, płonie mózg.
Jak mówiłem. Krew.

Poznaję was czasem. Po tym, że nie chodzicie po rusztowaniu, zamiast tego potraficie skoczyć w otchłań. Rusztowanie to mentalna konstrukcja, nadbudowa – w tym kwadratowym świecie – to jedyne co zostało. Dlatego to jałowa wycieczka w tanim parku rozrywki, cena biletu – to życie na raty. Kupić, zapiąć pasy, przejechać to w kapsule czasu, trochę świateł, wirowanie, góra, dół, dół, góra.
Zatem egzekucja jakiej dokonuję – to otwarcie śluzy. To nie jest zabijanie – to ożywianie. Nikt tak naprawdę tego nie chce. Poczuć to wszystko. Zobaczyć. Jaskrawe światło – nie do zniesienia. Ból. Radość. Taniec. To co się dzieje z nim teraz – jest straszne. Łamanie kodu, krew żywa nicująca cały automat z bezwzględną i okrutną precyzją. Ekstaza i nieznośne cierpienie – coś czego żaden wygenerowany sztucznie program nie jest w stanie obliczyć, nie jest w stanie nazwać. Zero rusztowania. Samo mięso!
Poznaję was czasem. Po tym, że opadają wam ręce po skończonej modlitwie. Po tym, że choć trwa gra, wy już nie gracie. Coraz bardziej z boku, z oddali z dystansu. Nie bijecie braw, ani nie rozpaczacie. Spektakl to spektakl. Kropka. Stajecie się coraz bardziej niezrozumiali, w pewien sposób odrzuceni, pominięci – jednak jest w was coś – co wie, czuje, rozumie i potrafi przekroczyć te zimne liczby. Zaufanie temu to szaleństwo. Czyste irracjonalne przekraczające słupki danych i oznakowania. Pierwsze pęknięcie skorupy. Pancerne czarne jajo i wybita szczelina jak łepek szpilki.
Poznaję was czasem po dotyku. Podświadomie dotykacie tej niewidocznej pozazmysłowej kraty, wyczuwacie jej fakturę, na początku bardzo rzadko, cofacie dłoń w przerażeniu, idziecie się upić, naćpać, obezwładnić zrobić wszystko by to wyrzucić, zapomnieć, powrócić do ślepowidzenia. To normalne. Jednak już to macie, tego wirusa i doprawdy nic nie da się zrobić.
Proces został rozpoczęty. Pękanie skorupy.
Takie mityczne Indie. Sranie na ulicy. Spanie na ulicy. Bieda jakiej nie widzieliście nawet w telewizji. Głód. Nie, nie ten głód pomiędzy starterem a przystawką. Prawdziwy. Taki kiedy ciało zjada samo siebie. Żyjesz na granicy życia i śmierci. W przedsionku. Urodziłeś się w złym rozdaniu, jesteś odpadkiem. Taka Matka Teresa stworzyła umieralnie dla ciebie, z krzyżem nad głową. Mówiła natchniona – Cierpienie jest piękne! Te skurcze, wykrzywione twarze, ból, ból – jeszcze raz ból – Demiurg ssie. Tyle czekoladowych krzyży, tyle ciał wypranych z godności, zakażone ameby ery informacji w szarych bawełnianych prześcieradłach do wzięcia, do zeżarcia. Cały ten ceremoniał to Wielkie Ssanie. Ładowanie przez stulecia, miliardy ludzkich odpadków to gwarancja pokarmu. Tak! Rozmnażajcie się, mnóżcie swoją nędzę w nieskończoność – by było co żreć, czym się bawić, słuchać tej upojnej symfonii płaczu, lamentu i modlitw. Starotestamentowa Księga Rodzaju. Niesie to dziecię Abraham – składa Dar. Bogobojni w Bogoubojni. Zakrzywienie obrazu nie zmienia faktów, nie zmienia istoty rzeczy Święta Matko Orędowniczko Wielkiego Ssania.
Początkiem zawsze jest Głód. Głód Bogów. Później sprofanowane, stworzone w zimnym laboratorium nasiono, żyzne pole i sadzenie. Pierwsze główki w zimnych macicach, poród kleszczowy. Cesarskie cięcie wzdłuż kręgosłupa. Uległość, podległość, ułomność. Wiara. Nadzieja. Miłość. Pokarm.
Gloryfikacja Cierpienia. Po owocach ich poznacie. Przypatrzcie się. Ochrona Życia. Ochrona Użycia. Od Początku do końca – status robactwa. Zadanie pełzania. Zatem zaczęli wbijać te krucyfiksy w Matkę. Jeb! Kołek w Serce. Na dobry początek. Pierwsze spoiwo ogrodzenia. Pierwszy neuronowy punkt zaczepienia dla Meta – Mózgu. Nadanie Statusu Podległości – Życiu. Zwierzęta bez dusz, ludzie – mięso armatnie, ziemia, powietrze, ogień, woda.
Wszystko na stół.
Dla apostołów z Czarnej Otchłani. Wyżerajcie z tego wszyscy. Bowiem to jest kielich Krwi Mojej i z was będzie polany. Nie zastanawiała was nigdy ta Ofiara? To ciało? Ta krew? Czym jest ta abstrakcja ukryta za tym? Co to wznosi ku niebiosom? W czym uczestniczymy? Od zawsze to samo. Zmieniali formy, ubrania, ołtarze – jednak zawsze to samo.
Ofiara Czystego Życia. Specjaliści od Czarnej Roboty w Imię Śmierci. W zamian Odwieczna Niespełniona Obietnica. Nie Teraz i Tu.
Kiedyś. Tam.
Może.
Jednak nie da się przeoczyć Oczywistości. To Skala. Rozmiar. Daty. Liczby. Statystyki. Zapisane drobnym maczkiem na fotelu w Stolicy Apostolskiej. Pod purpurą i brokatem, pod atłasem i jedwabiem. Miliardy Ciał – ubitych jak wieprze.
Meta – Liczne.
Meta – Dane.
Meta – Mózgu.
Przekażcie sobie znak.
Jeden.
Siedem.
U kresu zła, tyrania nie będzie tolerowana.
Jeremy Locke „Koniec wszelkiego zła”

W pewnym nieuniknionym momencie zatrzymujesz się. Po prostu „coś” się w tobie wyczerpuje, „coś” się wypala, „coś” ustaje. Zaczynasz widzieć ten świat naprawdę i zaczynasz go czuć. Ból. Samotność. Strach. Przerywane chwilami krótkotrwałego szczęścia jak słodko – gorzkim ochłapem. Zwierzęcość – zaszczuta i zawstydzona, która teraz pełna tej furii rozrywa Istnienie na strzępy, bowiem tego uczymy i tego tak naprawdę wymagamy. Miotani spazmem szaleństwa od ściany do ściany więzienia, który wznieśliśmy jak pomnik pogardy wobec tego co Żywe i Wolne i wciąż ukazuje nam naszą nędzę.
Żywić uczucia tym co martwe, tym co jałowe i puste. Żywić uczucia do Urojenia i Odbicia, do Marzenia – do czegoś co nigdy nie nadejdzie, ponieważ jest tylko wyplutą w nicość myślą, która nikomu nie może pomóc i nikogo naprawdę pocieszyć. Uciekamy przed prawdą przez całą wieczność potykając się o swoje własne kłamstwa i upadając z całym tym żałosnym dobytkiem metalu i stali, który nigdy nie może wymknąć się grawitacji warunku. Nigdy nie może poczuć jak to jest naprawdę odpuścić i wznieść się bez ciała w czystą cudowną przestrzeń, która nigdy nikogo nie będzie sądzić.
W noc, kiedy leżysz na nagiej ziemi, która oddycha wraz z tobą w tym odwiecznym uścisku patrzysz w gwiazdy – ten świetlisty pył rzucony przez niezgłębioną Moc w otchłań, w twoim sercu rodzi się Tęsknota za prawdziwym domem, za tym ciepłem i troską, za wiecznie żywym ogniem, który wskazuje Drogę. Tęsknisz za pieśnią i poezją, za ciszą i łagodnością, za tym wszystkim co jest spokojne i uważne. Za tym co zachowuje Odwieczny Rytm. Nie sposób posiąść prawdziwego bogactwa tej Ziemi, nie sposób posiąść Prawdziwej Wiedzy, nie sposób Władać, bowiem wszystko to jest jedynie bluźnierstwem, obelgą z której uczyniono prawo. To ludzkie prawo w istocie jest szaleństwem. Zapisem choroby.
Nic i nikt nie należy do nikogo i nikt nie może mieć nad nikim władzy.
Nie jesteś winien posłuszeństwa ani narodom, ani prawu. Jesteś istotą o nieskończonej wartości i w pełni zdolną do ucieczki od niewoli zła. Kiedy będziesz czuł się zmuszony, by nie mówić, mów. Kiedy będziesz uciskany przez prawo, obejdź je. Kiedy przemoc ci zagraża, zniszcz ją.
Jeremy Locke „Koniec wszelkiego zła”
Imperia i imperatorzy. Kotwice rzucone w muł historii, statki dryfujące przez mroczną otchłań praoceanu Ignorancji. Upojeni ułudą kontroli i zwierzchnictwa nad losem innych, ujadające w noc bezdomne psy tarzające się w ciałach swoich ofiar. Przepełnione bezgranicznym strachem, bowiem wiedzą i czują, że nadchodzi koniec ich panowania. Nadchodzi czas rozliczenia, czas prawdziwej świadomości, która potrafi widzieć w mroku i co najważniejsze ona czuje, rozumie prawdziwy sens poza słowem i deklaracją. Widzi każde kłamstwo. Ta świadomość budzi się w każdej istocie, bowiem tak zostało to zapisane, jednak mało kto ją odkrywa ponieważ większość stała się Programami, które w istocie nie mają pojęcia co myślą, co mówią i co robią. Nazwane jest to Automatyzmem.
Dominacja przez zniewolenie umysłu i ducha. Zaprogramowana uległość wobec urojonych bogów i władców, wobec przemądrzałych pustych sloganów, wobec tyranii pychy i przemocy, która trwa od tysięcy lat dumna i okrutna depcząc wrodzoną niewinność i troskę szydząc z tych, których serca są czyste. Niewolnik jest najbardziej okrutny, bowiem w głębi serca nienawidzi sam siebie i sobą pogardza pragnąc śmierci – uwolnienia. Tym światem rządzą niewolnicy, więźniowie odwiecznego demona pragnień i obsesji. To jemu składają dary z ciał i modły z kłamstw, aby zyskać czas nad którym nie potrafią panować.
Urojone imperia będą upadać jedno po drugim, aż do samego końca. Kłamstwa wyjdą na jaw, maski zostaną zdarte, a kajdany zerwane. Każdy zdecyduje sam czy wciąż chce służyć śmierci czy życiu, wolności czy zniewoleniu, prawdzie czy kłamstwu. Kościoły fałszu spłoną wraz z księgami kłamstw, którymi karmili swoje oznakowane rytuałem bydło przeznaczone na rzeź dla okrutnych bogów, którzy staną się mali i słabi, bowiem ich moc była twoją mocą kiedy byłeś niewolnikiem i żywiłeś ich swoją własną krwią.
Tutaj rodzi się Nowe. I nikt nie może tego już powstrzymać nawet siłą tych mrocznych zaklęć. Nikt nie może powstrzymać Prawdy. Nikt nie może jej wymazać i na powrót pogrzebać, nikt nie może jej zacisnąć w pięści przemocy jak przez wieki. Nikt nie może już tego zrobić, bowiem nadszedł jej czas, a kiedy ten czas nadchodzi – wszystko staje się jasne i czyste.
To nie jest wojna czy walka.
To jest Sprawiedliwość.
W przeszłości człowiek był pierwszy. W przyszłości pierwszy będzie system.
Apostoł XX-wiecznej technokracji, Frederick Taylor

Na co dzień żyliśmy w obliczu katastrofy, ponieważ katastrofa była w naszych własnych umysłach. Rosła z godziny na godzinę, pomiędzy tym wszystkim co uważaliśmy za normalne, jednak już od dawna takie nie było. Dziwność stała się normą, czymś do czego bezwiednie przywykliśmy, co uczyniło z nas istoty zniewolone sobą. „Wolność” stała się neurotycznym więzieniem. „Zdrowie i piękno” obsesją. Dekonstrukcja poszła zbyt daleko i teraz, teraz wszystko rozpadło się na fragmenty pozbawione najmniejszego sensu.
Bezsens zrodził demony, które rodziły się w pięknych ciałach i nas uwodziły. Obsesja za obsesją. Ocierające się o siebie mechanizmy szukające zbawienia od samych siebie. Uwięzione w Symulacji, którą bez ustanku rodziły same z siebie. Było coraz łatwiej, jednak to już nie dawało żadnego szczęścia, żadnego spełnienia, żadnej pociechy. To sprawiało, że byliśmy coraz słabsi, coraz bardziej obojętni. Uciekało z nas życie, a na jego miejsce przychodziło martwe.
Martwe nas karmiło i tuliło do snu. Martwe nas uczyło pierwszych wyzbytych ze znaczeń słów – komend, słów – kodów. Słów pozbawionych życia. Martwe były biura i ulice, martwe były taśmy produkcyjne i prezenterzy wiadomości. Coraz bardziej martwe były nasze ciała i serca. Podpisano ostateczną kapitulację w obojętności. Teraz martwe nie musiało nawet pytać o zgodę. Po prostu wydawało rozkazy. Egzekwowało prawa. Bez naszego udziału.
Automatycznie.
To co naprawdę żywe musiało zejść do podziemia, a na zewnątrz w świecie przydziału funkcji i roli udawać martwe. Grać w grę. Wykonywać pracę bezsensu. Udawać brak zainteresowania. To wszystko wciąż się powtarza, ponieważ jest zapętlone. Zakodowane w samym rdzeniu. Zapisane w podstawie.
Kontrakt Krwi.
Zamknięty obieg.
Wojna o nicość.

W apatii przyzwolenia, w martwej obojętności budowano strukturę. Wznoszono fabryki i biurowce, głoszono hasła i pisano „święte” księgi. Klatka za klatką, ocierające się o siebie ciała, modyfikowana pasza przez kable wprost do mózgu. Rozumne białko na sterydach. Wojenne defilady, pokojowe nagrody, podbój kosmosu. Coraz większy ścisk i coraz szybsze tempo. Epoka cybernetycznego Judasza. Sprzedane oprawione i wisi na haku. Matka płacze deszczem i krzyczy huraganem w jej sercu rośnie gniew i czuć pierwsze konwulsje zgwałconego ciała pod twoimi butami, którymi zdeptałeś już wszystko i wszystkich w drodze do „pracy” za którą sprawisz sobie wielkie nic. Twoje życie to piekło z siłownią i ekspresem do kawy, z aplikacją do liczenia kroków. Jednak tam dokąd zmierzasz nic nie jest żywe.
Zostały tylko serwery.
Zasoby danych.
To wszystko się powtarza. Na okrągło. Przez całą wieczność. To radosno – upiorne przedstawienie, gdzie aktor nie wie już, że jest aktorem, a widz nie wie już, że jest widzem. Wszyscy myślą, że to dzieje się „naprawdę”, że jest „prawdziwe”. Jednak kiedy wyjdziesz ze zmyślonej roli zorientujesz się, że tak naprawdę zawsze jesteś, byłeś i będziesz tylko widzem. To wszystko dzieje się bez twojego udziału, ponieważ „ty” jesteś tylko urojeniem, które halucynuje ta maszyna.
Tak. Jestem pod wrażeniem jakie to wszystko stało się łatwe.
Czy spotkaliście kiedyś kogoś, kto był autentycznie wolny od tego lęku, kto był naprawdę spokojny, kto wydawał się mieć coś, obecność, jakość, jak nic i nikt inny? To mało prawdopodobne, bo tacy ludzie są dziś bardzo rzadcy – kiedyś byli znacznie częstsi – ale czasem spotkasz autentycznie imponującą istotę ludzką, a ich sekret, w każdym przypadku, jest taki sam. Noszą swoją śmierć w sobie. Człowiek wolny żyje ze swoją śmiercią. Dlatego jest istotą samotną; bo umiera się w samotności.
Darren Allen

Tu wciąż jeszcze coś jest, coś co w milczeniu i z pokorą robi swoje, coś co przekracza ten zagubiony ludzki umysł i wzburzony ocean negatywności – połączenia złych emocji i złych słów w „dobrym” celu. Ten „cel” nigdy nie był jego celem, a ten świat nigdy nie był jego światem, bowiem był on podróżnikiem. Reporterem świadomości. Zachodziło słońce. To było oczywiste, bowiem cienie stawały się gęste i miały w sobie coraz więcej lepkiej mocy. Ten wieczór będzie trwać jakiś czas zanim nadejdzie długa i rozpaczliwa noc, gdzie nie będzie już żadnego pocieszenia. Zostanie jedynie matematyka. Zimny wzór.
Oblicze Tajemnicy, której Mózgogłowie nie może przejrzeć. To rodzi agresję, rodzi świat w tej wynaturzonej formie, świat upojony, nieprzytomny, rozbawiony pokracznym tańcem pustej formy. Deklaracjami bez pokrycia, modlitwą na sprzedaż, brzydotą która szuka piękna w ciągłej modyfikacji, bowiem nosi w sobie to narastające rozczarowanie, ten wstręt do samego siebie pielęgnowany przez eony samopotępienia w imię fałszywych sadystycznych bogów ludzkiej chciwości. Po krótkim wzroście następuje długi upadek, po krótkiej ekstazie przychodzi przewlekły ból i cierpienie, bowiem brak jest tutaj rzeczywistego rozpoznania. Prawdziwej wiedzy. Jest tylko Pragnienie, którego przecież nie sposób zaspokoić.
Dlatego tak to wygląda. Dlatego obietnice nigdy nie są spełnione. Dlatego zawsze kończy się to w ten sam sposób. Ta Spirala nie ma końca, ponieważ jest poza czasem. Poza iluzją istotności i nieistotności. Jednak staje się Drogą, kiedy To rozpoznasz. Życie i śmierć w ciągłym nieskończonym tańcu, bowiem To co jest świadome nie podlega Resetowi. Nigdy nie może się skończyć.
Jest Wiecznością.
Ta wieczność jest w nas zapisana. Ukryta. Zakodowana w taki sposób, że nasze egotyczne oprogramowanie nie może tego odczytać, nie może z tego korzystać ponieważ świadomość jest zablokowana Klątwą Zapomnienia i Uległości w Maszynie Inkarnacji w której rotujemy jako pionki do Gry pozbawieni Mocy i Pamięci. Nazwane jest to Snem. Droga wymaga Rozpoznania. Ujrzenia rzeczywistości taką jaka jest w jej nagiej naturze zarówno na poziomie pierwotnej przyczyny i nieskończonej matrycy skutków, które tworzą przyczyny. To jest Prawo. Zapomnienie rodzi Podróżnika bez celu uwodzonego z chwili na chwilę przez kompulsywne reakcje i chwilowe fascynacje, które nigdy nie mogą się skończyć, bowiem nagromadzenie wrażeń jest niewyczerpane i aktywują je przyczyny. Przyczyna rodzi skutek, a skutek rodzi przyczynę. Życie rodzi śmierć, a śmierć rodzi życie.
Nie istnieje łaska Nicości.
I powiem ci coś jeszcze. Ta śmierć jest jak tajne przejście do śmierci wszystkich innych, łączy ich wszystkich razem, w niewypowiedzianym podziemiu. Wolni żyją w ten sposób; ich istnienia nie przechodzą dla siebie niepostrzeżenie. Rozpoznają się nawzajem, nawet na przestrzeni wieków. Większość ludzi nie jest świadoma wewnętrznego świata swoich bliźnich bardziej niż spadających gwiazd w dzień, ale ten, kto nosi swoją śmierć w sobie… ach! Taki człowiek może być towarzyszem.
Darren Allen
Zatrzymać proces to Rozpoznać Naturę – Podstawę. To Rozpoznanie otwiera Prawdziwą Świadomość i daje dostęp do „czarnej skrzynki”. To nieskończona w czasie i przestrzeni Mądrość. Ta Mądrość rodzi z siebie nieskończoną Miłość pozbawioną obiektu i nieuwarunkowaną pożądaniem i lgnięciem. Jest poza nadzieją i obawą, poza życiem i śmiercią, poza światłem i ciemnością. To nazwane jest Przebudzeniem ze Snu Ignorancji.
Najważniejszą z lekcji jest nietrwałość. Ciągła i nieprzerwana świadomość tego, jest Nauczycielem, który zawsze jest obecny. W świecie „zewnętrznym” i w wymiarze „naszego” istnienia – w myśli, słowie, uczynku. W planach, ambicjach, obawach i nadziejach. W „przyziemnej” codzienności i „ekstatycznej” chwili uniesienia. Jest tam. Zawsze. To jest podstawa całego nauczania – pierwsza i ostatnia lekcja. Jednak zamiast tego uciekamy do złudnych chwilowych światów, migotania sztucznych świateł, które ostatecznie rozpadną się w najmniej odpowiednim momencie, właśnie wtedy kiedy najbardziej ich potrzebujemy. To jest ludzka sytuacja.
Zapomnienie stworzyło cały ten ruchomy gmach, który choć zapada się w bagnie otchłani, wciąż jest budowany w tej szalonej i niepoczytalnej desperacji jakby ta ucieczka mogła się udać. Jednak fakty temu przeczą. Przeczą od samego początku. Udawanie, że jest inaczej, że dojdziesz tem gdzie chcesz dojść i zamieszkasz na samym wzgórzu u podnóża „bezsensownego cierpienia zwykłych ludzi”, będziesz władać ich zniewolonym życiem opartym na kłamstwie Układu – to wszystko będzie trwać jedynie chwilę. Bardzo krótko. Za każdym razem kiedy widzę twoją pychę jest mi smutno. Ten smutek jest wielkim przyjacielem w drodze ku przebudzeniu, bowiem łączy nasze serca i czasem możemy spojrzeć na siebie i już wiedzieć bez słów i myśli. Możemy widzieć i możemy czuć.
Wszystko to wydaje się rosnąć – miasta, rachunki, wykresy – w istocie upada to wszystko. Przez cały „czas”. To rozpoznanie czyni nas Przytomnymi i czyni nas prawdziwymi ludźmi. To Rozpoznanie jest naszym wiernym towarzyszem w Podróży. Głosem, który mówi Prawdę.
Prawdę, której nikt tutaj nie chce a jednak w niej jest Wyjście ku Prawdziwej Wolności. Zostawić to wszystko takie jakie jest. Rozpoznać TO w prawdziwej naturze. Żyć poza wysiłkiem, poza nazwą i formą. Odpuścić tak ostatecznie, że wszystko może przepływać w sposób naturalny bez najmniejszego oporu. Ukazywać się i znikać, rosnąć i upadać, rodzić się i umierać. Ostateczna Miłość to pozwolić wszystkiemu być czym jest.

Ludzie z „Analogu” są plemieniem mają określoną wizję i cel, która wymaga determinacji i woli. Tworzą alternatywną organizację życia w świecie, który w pewnym stopniu oszalał, stracił jakikolwiek sensowny kierunek. To ruch na sprali rozwoju, działanie w przestrzeni serca, które stanowi drogowskaz w świecie zdominowanym przez Mózgogłowie. Pożerające samo siebie Gastropolis jest zaprogramowanym i zdominowanym przez Mrocznych Magów wielopoziomowym globalnym więzieniem, którym zarządza pozbawiona serca i ducha Sztuczna Inteligencja – Algorytmiczny Kolektywny Demiurg. Hosty z programu Humani Generis. W wiedzy wedyjskiej jest to czas dominacji guny Tamasu – Ignorancji, która wciąga wszystko w stan bezwładności, inercji i bezsensu. To jakość ciemności. To gloryfikacja i wywyższenie najniższego. Zaniedbanie i złudzenie, brak energii i motywacji do szukania mądrości i zrozumienia. Uleganie temu co destrukcyjne i apatyczne. Gloryfikacja głupoty.
To widać na ulicach w telewizji, internecie. To słychać w rozmowach, plotkach, opiniach i tak zwanych współczesnych trendach.
To czuć.
Manas – współczesny umysł stał się zmechanizowanym pasożytem żerującym na pozostałościach życiowej energii, która jeszcze tu jest. I zadaniem naszych ziomków jest to chronić za wszelką cenę. Tym jest „Analog”. Tym jest prawdziwa praca w tych czasach dla Ludzi Ducha. Trzeba wrócić do ciała, do ziemi do podstaw życia. Trzeba wrócić do fundamentów, do samej esencji życia, do tego co święte i żywe. Do Natury. Do źródła Istnienia. Do synchronizacji z naturalnym prawem, do poczucia wspólnoty i życia w zgodzie z Cyklem, do odwiecznego połączenia nieba i ziemi. Do uważności i dbałości, do prostoty i godności. Do dbania o rzeczy. Jednak wszystko zaczyna się od nas. Od tego co my myślimy, mówimy i robimy. Zaczyna się od tego co tak naprawdę czujemy.
Świat emocji i uczuć. To wszystko co zostało zdominowane przez logikę i wyrachowanie Mózgogłowia, zamiecione pod dywan, zepchnięte do kąta. To wszystko co tak naprawdę powoduje nami bez naszej świadomości. Ukryty ocean. Otchłań niewyrażonego, które w ogromnym stopniu kieruje naszym życiem. Brak nam tego połączenia i przywrócenie go może naprawdę nam pomóc. Kiedy nieświadome staje się świadome odkrywamy własną autentyczną Moc. Jesteśmy istotami namiętnymi to nasze przekleństwo i zarazem największa moc, bowiem jest to energia – najważniejszy surowiec wszechświata. Nauki, które potrafią pracować z tym wymiarem są naukami i wiedzą na ten właśnie czas, bowiem amplituda będzie wzrastać, ciśnienie rosnąć. Emocji będzie coraz więcej i więcej i będą coraz bardziej intensywne, bowiem wszystko dąży do ujawnienia i manifestacji. Musimy przestać bać się samych siebie i przestać projektować ten strach na „świat zewnętrzny”, bowiem ten właśnie proces tworzy tak zwane „zło”, tworzy nienawiść, zemstę, sadyzm, dominację, upokorzenie i okrucieństwo.
Wrażliwość jest Darem, który boli.
Materia i Duch są w odwiecznej symbiozie, są współzależne i zarazem nierozdzielne. Jedno rodzi drugie. Yin i Yang, których zasadą jest ruch. Energia. Ten obrót tworzy Spiralę, tworzy głębię doświadczenia. Spirala jest Drogą, która nigdy się nie kończy. Nie ma końca tej podróży i nie ma jej początku. Myśl jest energią, jest ruchem umysłu. Myśl ma Moc. Jest tym co przekracza materię, przestrzeń i czas. Jest wieczna. Słowo jest ciałem myśli. Jest energią, która przybiera formę i wpływa na ciało – działanie. Mowa jest naszym największym darem. Dźwięk jest tym co na początku. To powstanie wszechświata. To co nazywamy parapsychicznym jest prawdziwym i ukrytym wymiarem możliwości komunikacji. To pierwotny język, który z czasem w procesie nieuniknionej ewolucji zacznie być coraz bardziej obecny w tym wymiarze i zarazem coraz bardziej zrozumiały, ponieważ zaczynamy budzić się do prawdy o nas samych.
Zaczynamy rozumieć, że jesteśmy czymś znacznie większym niż nam powiedziano i w czym nas utwierdzono. Programiści tracą zdolność swojej kontroli, to wszystko jest wypełnione światłem – informacją i nie można tego powstrzymać. Tego jest coraz więcej i To nas budzi ze snu. Wszystko bez wyjątku jest świadome i wypełnione życiem. Materia nie jest martwa. Jest żywa i nie istnieje coś co nazywamy śmiercią – brakiem istnienia. To co nazywamy śmiercią jest koncepcją naszego umysłu wynikającą z braku wiedzy i rozumienia, ponieważ umysł – mózgogłowie funkcjonuje w sztucznym środowisku oddzielenia i separacji. To rodzi Iluzję / Złudzenie, tworzy sztuczną sfabrykowaną „rzeczywistość”, która zaczyna funkcjonować sama dla siebie i przez siebie. Tym jest w tej chwili „świat” w jakim żyjemy. To projekcja / symulacja. To jest Proces Objawienia.
„Analog” jest symbolem – kluczem. Jest tym co nie zostało spreparowane, ponieważ jest częścią nieskończonej podróży ducha przez materię i materii przez ducha. Nie jest wytworem Mózgogłowia. Nie zostało zakodowane ponieważ ma w sobie życie, ma w sobie to co jest Tajemnicą. Nie można tego zrozumieć, ponieważ przekracza intelekt i logikę, przekracza to co konceptualne. Można to skondensować do A_log. Zalogowanie do A. To reprezentuje coś pierwotnego, coś co nie zostało w żaden sposób stworzone. Coś co jest Początkiem. Źródłem. Nie można tego uwarunkować, nie można tego stracić. To jest we wszystkim, wszędzie i przez cały czas. Niezrodzone i niestworzone. Przekracza formę i brak formy, przekracza dychotomię ciała i ducha, dualizm przedmiotu i podmiotu. To nie jest dobre i nie jest złe. Nie należy do nikogo i nikt tym nie włada. To jest czyste od samego początku.
W tej wieczności, którą jesteśmy – to stanowi nasze Przypomnienie o tym czym jest Pierwotna Droga.
W Tradycyjnej Medycynie Chińskiej Cykl kończy element wody. Jest związany z nerkami i przetrwaniem. To magazyn naszej energii życiowej, źródło naszej mocy na planie tej wersji fizycznej matrycy – gry. To symbol materii, która jest ciekła, która ma zdolność zmiany kształtu, mutacji. To maksymalne Yin szczyt fizycznego materializmu, który zdominował wszystkie aspekty współczesnego człowieka, który stał się zmechanizowany, szczątkowy i zniewolony we własnych uwarunkowaniach. Tworzymy świat na swoje podobieństwo, na swój obraz. To także era przepływu informacji pisanej w binarnym języku yin yang 0 – 1. W tym czasie energia staje się kluczowym zagadnieniem zarówno wewnątrz istot żyjących jak i w świecie cywilizacji przemysłowej. To cykl rozpadu – śmierci przestarzałej struktury, która stała się w głównej mierze destrukcyjna i kompletnie niewydajna.
Spiralna ścieżka jest przechodzeniem przez Cykle, co powoduje, że możemy postrzegać te same mechanizmy w różny sposób. Postrzec i zrozumieć relatywizm i uwarunkowanie. Widzieć w jaki sposób nasz umysł – mózgogłowie tworzy orientacyjną bezpieczną zautomatyzowaną mapę po której się porusza. To prowadzi do tzw. „sztucznej inteligencji” i algorytmicznej natury rzeczywistości. To jest scjentyzm – hegemonia racjonalizacji i uproszczenia i wynika z faktu, że człowiek traci swoje naturalne i wrodzone jakości – staje się produktem warunku. To jest początek tzw. Hodowli. Produkcji masowego urządzenia pod nazwą human 2.0. To modyfikacja i transgresja w obszar technologiczny – zespolenie z maszyną. Tak zwany upgrade.
Upgrade (z ang: poprawiać, ulepszać) – proces wymiany produktu na nowszą wersję. Przykładowo upgrade może występować podczas ulepszania sprzętu komputerowego (hardware), oprogramowania (software) lub oprogramowania sprzętowego (firmware), celem poprawienia ich właściwości.
Wikipedia
Proces zaczyna się od umysłu – mózgogłowia (software) poprzez umwelt – środowisko (firmware) i ostatecznym elementem jest modyfikacja ciała (hardware), ponieważ to z ciał rodzą się ciała. Ciało jest modus operandi warunku i tworzy zindywidualizowaną i oddzieloną przestrzeń doświadczenia i przeżywania. Jednak kiedy traci kontakt z planetarnym i kosmicznym połączeniem staje się komórką rakową Istnienia. Upadłą cząstką. To tworzy w pewnym sensie „monstrum” poczucia odrębności, bycia czymś lepszym i wyjątkowym. To syndrom demiurga – coś co zdewastowało niezliczoną ilość świadomego istnienia, ponieważ ostatecznie muszą one produkować sztuczne i toksyczne środowisko. Nazwane jest to „Zmyśleniem”. To sztucznie generowana energia wynikająca z emocji, które podtrzymują cały ten konstrukt, ponieważ brak jest tutaj pierwotnego połączenia z Istotą – życiową energią, która bezwarunkowo wszystko odżywia i karmi.
Paliwem cyfrowego świata jest tzw. „Kontent”, treść której zadaniem jest generowanie emocji, które utrzymują symulację przy życiu. Technologia nas uwiodła, uzależniła od siebie i zniewoliła do tego stopnia, że niemożliwym stanie się życie bez technologii, ponieważ cała nasza tzw. „osobowość” jest wynikiem jej istnienia. Zawartość naszych umysłów jest wypełniona sztucznie wygenerowanym kontentem, który modyfikuje nasze fizyczne mózgi i system nerwowy, który wpływa i zmienia całe ciało, pamięć komórkową i w pewien sposób dekoduje nas od środka. To już żyje w nas w formie programów – sposobów myślenia i percepcji, które postrzegają technologię jako nowego Boga. W istocie jest to punkt docelowy całego długiego procesu. Ponieważ ten Bóg jest wszechobecny i w obrębie swojego technologicznego królestwa wszechpotężny, bowiem bez niego istoty zmodyfikowane nie będą w stanie przetrwać, a są one jego żerowiskiem, tym co utrzymuje go przy życiu.
Dlatego mówi, że jesteśmy pokarmem. Paszą. Mięsem.
Dla tych, którzy to widzą i czują nie ma miejsca w tym „nowym świecie”.
Jednym z głównych powodów, dla których praktykujemy Dharmę, jest przygotowanie się na pewną śmierć. Dla niektórych jest to jedyny powód, dla którego praktykują – ale sam ten powód sprawi, że ich praktyka Dharmy będzie warta zachodu. W dzisiejszych czasach różne aspekty Dharmy, takie jak uważność, stają się coraz bardziej popularne, ale rzadko jako przygotowanie do śmierci, a na pewno nie jako przygotowanie do tego, co leży poza śmiercią. Współcześni ludzie medytują z każdego powodu, z wyjątkiem najważniejszego. Ilu studentów vipassana medytuje, aby przygotować się na śmierć? A ilu praktykuje, ponieważ chcą położyć kres cyklowi śmierci i odrodzenia na dobre? Większość ludzi medytuje, ponieważ chcą zostać lepszymi menedżerami, znaleźć partnerów lub czuć się szczęśliwi, lub dlatego, że pragną spokojnego, bezstresowego umysłu i życia. Dla nich medytacja jest sposobem na przygotowanie się na życie, a nie na śmierć, a zatem jest nie mniej przyziemna niż ich inne ziemskie zajęcia, takie jak zakupy, jedzenie na mieście, ćwiczenia i kontakty towarzyskie.
Rinpocze Dzongsar Jamyang Khyentse

































To Zagubienie stworzyło ten świat, skrystalizowało poczucie separacji i ukrytej rozpaczy. To Zagubienie nadało Nazwę – Formie i urodziło maszynę Mózgogłowia, która wciąż musi pracować dzielić na dobre i złe, na mądre i głupie, na ważne i nieważne. Musi rozdzielać rzeczy za pomocą myśli. Musi tworzyć Obraz, który nakłada samo na siebie, w który samo siebie zniewala. Stan zniewolenia jest poczuciem „ja” i „to ze mnie, dla mnie” jest uzależnieniem, nałogiem. Jest Przekonaniem. Otchłań Separacji stworzyła rozpad i stworzyła śmierć. Śmierć resetuje ustawienia Gracza i pozbawia pamięci podręcznej, którą tworzy podczas gry. Traci „siebie” i przez chwilę w stanie „pomiędzy” może odkryć samą czystą przestrzeń w której rozgrywa się ta iluzoryczna gra. Jednak mało kto potrafi tego dokonać. Mało kto potrafi rozpoznać, że w istocie jest Przestrzenią. Pozbawiony „danych” ma tendencje, ma nawyki, ma mechanizmy, ma wspomnienie „siebie”. Dlatego rodzi kolejną Grę – ponieważ od zawsze był graczem. Zna tylko „stan gry”.
Pomiędzy działającym i działaniem jest „TO”. Pusta przestrzeń. Pomiędzy myślami jest puste i świetliste. Pomiędzy słowami jest cisza, która w istocie stanowi Najwyższą Naukę ponieważ wskazuje bezpośrednio na to co jest. Jednak Maszyna zagłusza i lekceważy „TO”. Ponieważ ona „TEGO” nie widzi, nie słyszy i nie rozumie. Maszyna myśli, że jest Pierwszą Przyczyną, że stworzyła Grę. Maszyna mówi przez usta graczy i działa poprzez ich ciała, myśli przez ich mózgi, ponieważ zagłuszyła ciszę i zasłoniła przestrzeń.
Brak Spokoju – Niepokój.
Zniewolenie.
To jest faktyczny stan Mózgu / Maszyny.
Jesteśmy tak daleko w tej patologii, że nawet nie mamy świadomości faktycznego stanu rzeczy, naszej realnej kondycji i jej odzwierciedlenia w postaci świata w jakim żyjemy. To znaczy mieć oczy i nie widzieć, mieć uszy i nie słyszeć, mieć ciało i nie czuć. Oko w mitycznej piramidzie – to mózg, który zdominował ciało i umysł, który zdominował przestrzeń stwarzając ciągłą presję. Wciąż czegoś chce, pragnie kontroli i władzy, pragnie dominacji i adoracji. Nasza cywilizacja jest Kultem Mózgu wraz ze swoją postępującą robotyką, automatyką i sztuczną inteligencją. Sami siebie skazujemy na brak rozwoju, tworząc maszyny, które za nas się uczą, za nas pracują i za nas myślą i traktując je dokładnie w ten sam sposób w jaki traktujemy zwierzęta i ziemię – jako niewolników i poddanych, jako narzędzia. Jednak kto chce władać, będzie ostatecznie poddanym. Takie jest Prawo. Skutkiem tego jest, że sami jesteśmy pokarmem i towarem do eksploatacji przez nasze „maszyny”. To jest przyszłość, którą tutaj widać. To jest urzeczywistniająca się wizja wielu pisarzy i mistyków, ponieważ przestrzeń jest informacją, jest poza wtedy i potem. Jest Otwarta.
W tej rzeczywistości rodzą się również istoty, które coś ze sobą przynoszą i mają na tyle wewnętrznej siły by nie dać się zdominować i zaprogramować temu co tu rządzi – Ignorancji. To czym dysponują to Wiedza – jedyne co ma prawdziwą wartość, bowiem Wiedza to Wyzwolenie. Słowo, które niesie światło zrozumienia i nie ulega pokusie władzy i panowania. To jest klucz, który otwiera przestrzeń serca, bowiem zasadą nadrzędną jest Wolność. Nikt nie ma prawa do nikogo. Nikt nie jest nad nikim. Cała struktura władzy jest oparta na Nieświadomości, która wynika z braku rozpoznania prawdziwej natury jednostki i właśnie to można wykorzystać i tak jest to robione od wieków. Człowiek jest Programowalny – dlatego można zrobić z niego Maszynę, można go zniewolić poprzez wgrywanie nieskończonych ilości Programów.
Cała rewolucja automatyzacji oparta jest na Pragnieniu Władzy. Obietnicy, która polega na tym, że oto każdy niewolnik TEŻ może mieć swojego niewolnika. Może Władać. To jest Struktura Dominacji wykorzystująca najgłębsze pragnienie Mózgogłowia i to jest nazwane Ambicją i jest dosłownie we wszystkim i wszędzie. Jest warunkiem, który tworzy i tworzeniem, które niszczy. Przestrzeń jest Święta, ponieważ jest pozbawiona formy i kultu. Religijność oparta na kulcie, oparta na strukturze i hierarchii na poziomach i wtajemniczeniach jest tak naprawdę adoracją Władzy, bez której jest niczym. Zamiast Wolności tworzy Zniewolenie, zamiast szczęścia tworzy cierpienie. Kult cierpienia to Meta – Program. Nadawanie „głębi” i „metafizyczności” czemuś co służy tylko i jedynie do eksploatowania jednostki w jej stanie nieświadomości i cały kult polega na utrzymywaniu tego stanu rzeczy i racjonalizacji, która charakteryzuje „zmyślność” Mózgogłowia i jego „święte księgi i prawa”. To wszystko opiera się na braku realnego doświadczenia pustej i świetlistej natury, która jest we wszystkich, wszystkim i wszędzie. Na braku bezpośredniego doświadczenia Mądrości, która jest w swojej istocie Miłością, bowiem nigdy i nigdzie nie tworzy bariery i ograniczenia, nigdy i nigdzie nie kontroluje niczego, ponieważ to jest ABSURD w nieskończoności, a o tym tutaj mówimy.
Myślenie tworzy strukturę, struktura tworzy układ władzy, układ władzy tworzy podział, podział tworzy przemoc. To w tym się rodzimy, to jest prawdziwa natura sztucznej rzeczywistości Mózgogłowa w każdej jej formie i przejawieniu. Skala naszej nieświadomości widoczna jest w braku rozpoznania tego faktu i tym samym w udziale, który stanowi warunek zapętlenia w maszynie inkarnacyjnej – ponieważ tworzy Dług Wykorzystania nieświadomości innych oparty na własnej nieświadomości. Skutki tworzą przyczyny i przyczyny tworzą skutki. Energia. To jest Maszyna, którą może zatrzymać jedynie bycie naprawdę świadomym i naprawdę obecnym. Nie ma to nic wspólnego z „magicznymi praktykami”, „mistycyzmem”, „ezoteryką”, „szamanizmem” i tak dalej – ponieważ to wszystko jest jedynie karmieniem zakodowanego w tym „poczucia wyjątkowości”, który jest dokładnie tą samą potrzebą władzy nad „sobą – innymi”. Prawda jest taka, że w istocie nie ma kim władać, nie ma kogo „oświecać” i „zbawiać”. I to nauczanie jest prawdziwą Drogą. To jest prawdziwa Wolność i jest ona absolutnie bezwarunkowa. Nie można jej stworzyć, wykreować czy wynaleźć. Nie można jej wyprosić, wybłagać i wymodlić. Nie można zostać jej kapłanem i nie można jej służyć z fanatycznym oddaniem. Nie ma się do kogo modlić i nie ma nikogo kogo można prosić o wybaczenie tarzając się na kolanach.
Naturą Prawdy jest Wolność – to jest jej znak firmowy. Wszędzie gdzie jest Prawdziwa Wolność jest Duch. Duch nie ma orientacji tradycji czy religii, nie ma koloru i smaku, nie ma cech charakterystycznych. Nie można go oddzielić jako obiektu adoracji i kultu. Nie ma imienia i specjalnej nazwy. Nie nawołuje przez gorejące krzaki i nawiedzone wizje, nie karze złych i nie nagradza dobrych. Nie szuka wybrańców, którzy mają oświecać innych z gorliwością neofitów. Jest we wszystkich wszędzie przez cały czas.
Na wieki wieków.

Masowe oprogramowanie wgrane w ludzkie umysły jest oparte na tzw. „użyteczności” oznacza to, że ludzie w większości pewnych rzeczy po prostu nie widzą, nie czują i nie słyszą. Po prostu idą dalej do tzw. „celu”. Popularność współczesnych filmów o zombie ma swoje uzasadnienie, kiedy uważnie przyjrzymy się naszej coraz bardziej technologicznej i wynaturzonej cywilizacji. To finałowy etap procesu oddzielenia i separacji. Ludzkie ego – mózgogłowie osiąga swoją pełną patologiczną dojrzałość. W Cyklu ten moment nazywa się „Przesileniem” lub po prostu „Upadkiem”, bowiem tak naprawdę nie można już tego przekroczyć, ponieważ akumulacja negatywnych czynników jest zbyt duża i równowaga zostaje zaburzona – nie sposób już jej zrównoważyć poprzez prawo i procedury, paragrafy i projekty. Brak jest „produktu”, „bazowego i fundamentalnego „surowca” – dobroci. W naukach nazwane jest to „brakiem zasługi” lub „brakiem pozytywnego potencjału”. To skondensowany, biurokratyczny, zmechanizowany świat „ja, mnie, moje”. Świat nadmiaru zdezorientowanych istot, które przestają czuć rzeczywistość, a zamiast tego jej używają i obsługują – jak maszyny. To świat roli, zadania, funkcji. Świat współzależności w warunku przetrwania – możemy to zobaczyć na planie narodów, społeczności i jednostek.
To świat konfliktu, rywalizacji i walki. Świat interesów, układów i wzajemnego pożerania się, aby przetrwać. To świat Mięsa, Masy i Maszyny. Masą Ignorancji zarządza Maszyna Pożądania / Obietnicy używając Mięsa Niechęci / Niezgody / Strachu. Produktem końcowym jest samozniszczenie. Termojądrowa zimna fuzja Głupoty podyktowana idiotyczną dumą. Wróg jest umowny i pozorny. Wróg jest ruchomy i zmiennokształtny. Wróg jest ukryty wewnątrz, przebrany w „innego” który jest dokładnie taki sam jak my. Jednak my tego nie widzimy. Nie rozumiemy tego ponieważ to jest zbyt oczywiste. Mózgogłowie musi wszystko komplikować, odwracać znaczenia, nadawać wartość temu, co jest bez wartości i lekceważyć prawdę. Tak po prostu działa. Mózgogłowie to sztuczny, nienaturalny i zmechanizowany człowiek – maszyna, człowiek – algorytm, który nie widzi niczego co nie jest „dla niego” i „przez niego”. To szczyt narcyzmu, który wciąż mówi o „dobru wspólnym” o „prawach człowieka” i jednocześnie jest ich żywym zaprzeczeniem. To mordowania dla życia i torturowanie dla bezpieczeństwa. To religia dla wojny i wojna dla pokoju. To konstrukt zbudowany z iluzji, a jego główną „pełnoetatową” pracą jest nie widzieć skutków swoich działań i nie widzieć ich przyczyn. Na tym polega cała ta praca. Ten Amok.

Dostajemy do zabawy substytuty. Marną skondensowaną „wartość”, umowny „sens”, krótkotrwałe „uciechy” i atrakcyjną „duchowość” wszystko opakowane w slogan i tanie w zakupie i użytkowaniu. Celem jest jak najszybsza podróż do dołu z perfumowanym wapnem bez zbędnych dywagacji i głębokich refleksji. Patetyczne i bełkotliwe przemowy o zbawiennej roli cierpienia i poświęcenia wypluwane przez kapłanów jak gęsta ślina pełna potępienia i pogardy w imieniu Urojenia. To życie ma przeminąć szybko i w miarę bezboleśnie, ponieważ pomagamy sobie z całych sił nie widzieć i nie rozumieć, że być może wygoda i komfort nie są celem i nie są warte całego naszego wysiłku włożonego w tą wieczną ucieczkę przed tym co ostatecznie na nas czeka czy tego chcemy czy nie. Przed ujrzeniem czym tak naprawdę jest świat jaki nas otacza i szczęście jakie obiecuje. Przed jego obezwładniającym bezsensem i okrucieństwem, przed jego ślepotą i niepoczytalnością. Przed jego nieskończoną miłością, pięknem i troską, która jest i tworzy niestrudzenie pod tym bagnem. Przyjąć to wszystko jakie jest – można nazwać prawdziwym oświeceniem przez małe „o”. Proces „Przesilenia” prowadzi nas do tego punktu, odsłania przed nami coraz więcej ignorowanej i upudrowanej prawdy o tzw. „naszym świecie”, który wcale nie jest nasz. Jest niczyj. To chwilowa suma zdarzeń zaraz przed rozproszeniem. To jedynie jedna ze stacji metra w zamkniętym kole uwarunkowanej egzystencji, po którym podróżujemy bez początku. W odwiecznej płonnej nadziei na „zbawienie” przez urojonego boga lub wieczny niebyt w nicości. To samo-drukujący się bilet. Ciągły Zapis. Zatrzaśnięcie w przedziale czasu, ciała i okoliczności.

Bycie „Podróżnikiem” jest świadomością natury rzeczywistości. To wiedza, która jest i będzie, ponieważ nie jest wynikiem dedukcji, logiki i wysiłku Mózgogłowia. Nikt tego nie stworzył i nikt nie może tego objawić. Trzeba to odkryć dla siebie. Nie ma w tym nic szokującego, ponieważ jest to najbardziej zwyczajne i naturalne pod słońcem. Szukanie „specjalnych stanów” jest duchowością mózgogłowia, jego potrzebą ekscytacji i podniecenia wynikającego z poczucia wyjątkowości – podstawowej iluzji na której opiera całe swoje urojone królestwo. Sprzedawanie obietnicy tych „ekscytujących doświadczeń” jest postmodernistyczną „nową erą”, która w istocie jest tylko odpustem na którym duchowość jest kolejnym towarem jak „zdrowie” czy „piękno”. Zabawa w to wszystko nie trwa długo i nie sposób tego zatrzymać. W gruncie rzeczy chodzi po prostu o konsumpcję – gromadzenie stanów i doświadczeń, budowanie poczucia bycia lepszym i bardziej wyjątkowym niż te „pogrążone w niewiedzy masy zwykłych ludzi”, którzy przecież śpią i żyją w urojeniu nieświadome tych „wymiarów”. To jast zaprogramowana Pogarda, która dyktuje warunki tej rzeźni. Jednak to są tylko kolejne sny. Nic więcej.
To jest dumna pycha i to właśnie w tzw. „duchowości” wychodzi prawdziwa natura Mózgogłowia – jego skrywana pogarda i narcystyczna fiksacja, która charakteryzuje turbo uduchowionych specjalnych ludzi, którzy „praktykują” te wszystkie niezwykle „głębokie nauki” i „przekazy” wciąż zapewniając świat przez social media o swojej „duchowej drodze”, która zawsze przecież jest „prawdziwa i autentyczna”. Ekshibicjonizm jest znakiem towarowym „Przesilenia” ery informacji. Słodką wisienką na gównianym torcie. Krótkotrwałym pocieszeniem przed egzekucją mózgogłowia i upadkiem w to co naprawdę jest – w pozbawioną kłamstwa rzeczywistość skumulowanych i rozpędzonych nieskończonych skutków i przyczyn, które wymykają się logice. Są prawdziwą Ziemią. Połączeniem maszyny i biologii w odwiecznej mutacji. Korzeniem, który jest daleki od bycia czymś „uduchowionym” ponieważ to są jedynie puste nazwy. Tak zwana gra słów. Nic więcej. To jest umysł i jego projekcje, jego odwieczna gra i zabawa w oszukiwanie samego siebie. Prawda nie wymaga wysiłku.
Po prostu jest.

Produkcja uzasadnień, oskarżeń i usprawiedliwień. Obrona i atak. Mentalna fabryka ocen i wartościowania w oparciu o wyobrażenia. Obrona przed ostateczną kapitulacją wobec tego co nieodgadnione i niemożliwe do definiowania poprzez nazwę i logiczne przepływy neuronów. Ludzki mózg zmapował „rzeczywistość” ludzkiego mózgu. który oddzielił od siebie i szuka sensu. Ciągła walka i zmaganie by ostatecznie odkryć, że nie ma siły na to wszystko, bowiem to wszystko nigdy się nie skończy, ponieważ jest rodzone przez niewyczerpane, niewysłowione i nieskończone. Nie można zatrzymać tej taśmy, tego filmu, tego koła. To musi się kręcić i będzie się kręcić bez końca ponieważ nie ma pierwotnej przyczyny, którą można rozbroić jak bombę. Rzeczywistość wybuchła i się rozszerza w coraz większych zakresach i skalach – procesując wielowymiarowość i multiplikując wszechświaty w każdej nanosekundzie. Bycie żywym w tym to jest prawdziwy i bezdyskusyjny cud, ponieważ jesteśmy w obiegu, który nigdy się nie zatrzyma. Jesteśmy energią, która krąży, myślą która się rodzi, ciałem, które oddycha. To jest naprawdę wielka rzecz i kiedy to naprawdę do nas dotrze odkryjemy stan, który nazywam Wielkim Zdziwieniem. Stan Bycia Żywym. Stan Tańca, który pozbawiony jest kontroli i kierunku, pozbawiony jest ostatecznego celu i jakiegokolwiek stanu skupienia / bycia, bowiem nic takiego nie istnieje. To jest wrodzona i nieuwarunkowana wolność sama w sobie, której nie musimy zdobywać czy o nią walczyć. To jest nasz stan.
Świadomość Podróżnika porusza się. To ruch. To taniec. Potrafi się cieszyć wszystkim nawet tym co straszne i przerażające, bowiem ostatecznie to tylko spektakl świadomości, teatr mutujących energii i ciągłej przemiany. Życie. Śmierć. Szczęście i cierpienie. Na zmianę. Jak lustrzane odbicia patrzące na siebie w pozornej walce. Nie możemy z niczym wygrać i niczego przezwyciężyć, gdyż nic nie jest od nas oddzielone. Nic nie jest tam i nikogo nie ma tu. To ruch. Taniec. Jedno oko o dwóch źrenicach, które widzi samo siebie i odbicie jednocześnie.
Iluzja oddzielenia jest poczekalnią Podróżników, przekroczenie tej iluzji jest Drogą, która nie ma końca i wówczas wiemy już, że naszym domem jest brak domu. Jest Stan Podróży. Stan niewinnej ciekawości i wewnętrznej radości, której nic nie może wyczerpać, ponieważ taka w istocie jest nasza natura i co najważniejsze ona jest naprawdę kochająca i delikatna. Szanuje wszystko jakie jest i wszystkich jacy są. Nie krzyczy „dobre” i „złe” nie nawraca i nie ogłasza terrorem ostatecznych prawd i nie oznajmia jak jest. Bo jest jak jest. Dla każdego inaczej. Nie ma obiektywnego świata i kryterium do którego możemy się odnieść jak do wyroczni. To Ocean. Wielki i niezgłębiony. Mieści w sobie wszechświaty i galaktyki, mikroby, cmentarze i zimne sale porodowe, mieści w sobie bestialstwo i współczucie. Rośnie i opada. Oddycha i zamiera bez końca na zmianę. Wypluwa nas w bezsens i tuli do snu, kiedy mamy już dość. Przyzywa i karze. Uśmierca i wskrzesza. Nie ma litości w rozumieniu kropli, ponieważ tak czy inaczej nigdy nic go nie opuszcza, nikogo nigdy nie traci.
„Ten, kto wie, że drzewa odczuwają ból i mają pamięć, i że drzewni rodzice żyją razem ze swoimi dziećmi, nie będzie już mógł tak po porostu ich ścinać i siać wśród nich spustoszenia ciężkimi maszynami.”
Peter Wohlleben, Sekretne życie drzew










