Damage is done you feel no more pain

Bones decay deterioration grows

Origin of this horrid disease nobody knows

Death – Leprosy

HOTEL 

Po sam horyzont, po same niebo, po samo gardło – Wielkie Trzęsawisko. Trzęsie się wewnątrz i na zewnątrz, wzdłuż i w poprzek. Trzęsie się wszystko. Jednak Pirat był spokojny, bowiem tak miało być. Taki był zapis w Księdze Wszechrzeczy. Był na pustkowiu współczesności podziwiając pordzewiałe rafinerie, szkielety tankowców, porzucone w pośpiechu elektryczne samochody, którym zabrakło „paliwa” i nie dojechały do raju. Zamuliliśmy w połowie drogi kiedy wygaszono wszystkie mapy google – tak nagle i bez ostrzeżenia. Zburzyli światowy ład i nie ustanowili nowego, zabrakło energii i entuzjazmu. Pozostały niedokonane dekrety i mgliste plany szaleńców, których niepoczytalne masy wybrały w afekcie mdłej słodyczy sloganów i absurdalnych deklaracji. Nowa era plemienna. Nowa wojna na wyczerpanie. Wszyscy przeciwko wszystkim. Neoliberalny sen na kredyt rozpadł się z wtorku na środę w połowie „demokratycznego” tygodnia. Jak to mówią „media były w szoku”, eksperci nie dowierzali, opinia publiczna (cokolwiek to znaczy) była zwyczajowo oburzona. Jakże idiotyczne jest to „oburzenie” wynikające z odurzenia przez całe dekady kiedy nowotwór rósł i wszyscy bili brawo i skandowali: szybciej, dalej, więcej WZROSTU! 

Tropikalny klimat monsumowy – zapowiedź. Bangladesz. Ćottogram. Porto Grande. Wschód krwawego słońca. Pirat plił papierosa z tytoniu i szałwi. Jak to mówią podziwiał widoki cmentarzyska Sītākuṇḍa Jāhāja Bhāṅgā Ēlākā. Stocznia złomowania snów o potędze. Zdechłe truchła wielorybów wolnego handlu ubabrane w weglowodorowej szkarłatnjej krwi. Jest w tym coś niemalże epickiego – requiem dla snu, Leprosy druga płyta Death. Zakażenie na ciele wszechświata. Zglobalizowali własny rozkład. Niesłychane jak to mówią. A jednak…

Death metal. He…he…

Zewsząd trąd, swąd. Ekstremalna muzyka wyraża chorobę najpełniej. Napięta struna emocji. Złomowisko dumy z dokonań, redefinicja celów i zmagań. Śniąca piękność wynurzająca się z mgieł tego co nieświadome. Ubrana w ciała martwych mechanicznych przedmiotów porzuconych kiedy zostały już zużyte. „Bóg” znużony swoim dziełem bez daru przewidywania konsekwencji. Demiurg lekkomyślny. Rzeczownik – przymiotnik. Pytajnik – wykrzyknik! 

Za późno na myślnik. 

Wstrząsy wtórne spóźnionych refleksji. Filozofia egzystencjalna. Zimna kawa na stalową ławę. Ostatni posiłek w celi skazańca z godnością i uśmiechem, bowiem gra będzie trwać – nie traćcie wiary, bowiem ona jest kluczem do tajemnego przejścia na inny bardziej twórczy level. W 1960 nie dało się reanimować MD Alpine po cyklonie. Był pierwszym trupem, którego zezłomowano i rozebrano na części. 13 kilometrów plaży pasa przybrzeżnego Sitakunda – kirkut zużytych tankowców i statków. Dwie dekady pływania po słonej wodzie i żywot kolosów dobiega końca. Tutaj mają swoje hospicjum i cmentarz. Tworzy cię i niszczy ta sama ręka ślepca. Z wnętrzności wypływa ropa, kadm, arsen i azbest wprost do Zatoki Bagal ki Khari. To do niej wpływa święty Ganges i Brahmaputra. Pirat zrobił sobie turnee po nekropoliach ludzkich zabawek. Świat konającego industrialu i wtłaczana przez śluzę głupoty totalitarna idiokracja oparta na zasobach danych, modelach językowych i komputerach kwantowych. W nocy możesz się prześlizgnąć by doświadczyć jedynego w swoim rodzaju wschodu słońca nad jedyną w swoim rodzaju zatoką pordzewiałych trupów, które są po prostu majestatycznie piękne. 

Większość tych piękności trafiło tutaj po wielkiej katastrofie Exxon Valdez, ponieważ ubezpieczalnie nie chciały już ubezpieczać pojedyńczo – kadłubowych jednostek jakich jest tutaj najwięcej. Bohaterem był to 300 metrowy tankowiec, który mógł w swoich bebechach pomieścić ponad 200 tysięcy ton ładunku ropy i pieszczotliwie nazywali go po katastrofie „orientalna nicość”. Bardzo przypadła do gustu Piratowi ta ksywa. Był rok 1989, marzec 24 i 17 dni wcześniej po publikacji „Szatańskich wersetów” Salmana Rushdiego Iran zerwał tak zwane stosunki dyplomatyczne z Wielką Królową Brytanią – taka korealacja z szatańską substancją, która zrodziła Maszynę. Książki palono publicznie w czasie kiedy z tankowca – masowca wyciekło w Cieśninie Księcia Williama u wybrzeży Alaski blisko 12 milionów ton surowej ropy. Skażeniu uległo prawie 2000 mil lini brzegowej i wyciek uśmiercił kilka tysięcy wydr i kilkaset tysięcy mew. Bardo katastrofy. 

Rozbiór zwłok robią przy odpływach. Ręcznie i czasem po 200 sztuk na raz. Jako ludzki robot – pracownik jesteś tutaj niczym. Tak zwanym Dalit – „złamanym, rozbitym” – wyrzutkiem, rozbitkiem systemu bez maski i rękawic bez ubezpieczenia za marne grosze zanurzonym w „toksycznych sokach trawiennych”, którego z dnia na dzień ta robota przeminia w żyjącego trupa pośród stalowych zwłok „węglowodorowych wielorybów”. Port w Kumira to dla Pirata czysty śmierdzący rybacki surreal, już w nocy zaczyna się ruch i gorączkowe przygotowania do połowu na wpół martwych już ryb, by przeżyć musisz mordować. Nawet nie jesteś Szudrą – potem ze stopy bóstwa. Pochodzisz spoza jego ciała. Pojawiasz się samoistnie jak robak. Skazany na przemiał w chwili przybycia. Nie ma cię w opiece żaden bóg jedynie ciepła matka pustka – zawsze otwarta. Jednak ta pustka nie jest nicością. Jest Potencjałem. Jest tym co kryje każda forma. Jest Esencją, która nie podlega pod żaden duchowy czy społeczny system. Dlatego Budda przekracza kasty. A Budda to w esencji każda czująca istota. I to jest naprawdę dobra nowina. 

Naprawdę dobra. 

Można to zhakować, bowiem „czym jesteś niżej” tym mniej jesteś w „koncepcjach statusu” i swoje uwarunkowanie możesz wykorzystać do przekroczenia. I tak „ci wyżej” traktują cię jak śmierdzące gówno. Dlatego wejdź w naturę gówna i odkryj, że gówno nie jest gównem, a to co „czyste” nie jest czyste. To wszystko urojenia. Aby się dostać do zakazanej przestrzeni trzeba wynająć rybaka, który za naprawdę marne grosze podpłynie w odpowiednie miejsce gdzie nie ma kamer i ochroniarzy, bowiem jak wszystko nawet rozpad stał się chwilową atrakcją turystyczną. Apokaliptyczna turystyka social medialnej kurwicy. Wejdź i samojebnij się smartfonem na Cristo Redentorze w Rio. He..hee…Zajrzyj tu jest fun 😉 Na tle powodzi, tornada i churaganu w dolinie śmierci kiedy ogień zionie z niebios… 

„W styczniu 2016 r. gazeta Washington Post poinformowała, że ​​„około połowa” z co najmniej 27 zgonów „związanych z selfie” w 2015 r. miała miejsce w Indiach. Nie ma oficjalnych danych na temat liczby osób, które zmarły podczas robienia sobie selfie w Indiach, ale raporty pokazują, że od 2014 r. do sierpnia 2016 r. w Indiach odnotowano co najmniej 54 zgony podczas robienia sobie selfie.” 

Hindustan Times. 10 sierpnia 2016.

Wszędzie czuć smród oleju. Widok jest nieziemski. Możesz już śmiało jebnąć kilka fotek i wrzucić na insta. Zalewa cię brunatna czerwień, ciężko oddychać, ale jest naprawdę pięknie. Jaka cudowna jest ta katastrofa. Ma w sobie coś metafizycznego jak to naprawdę zobaczysz. Jedna z lepszych jakie były. Jednak w istocie, przyjacielu mój i moja przyjaciółko, jesteśmy niedotykalni przez warunek – głęboko poza utożsamieniem i „osobowością” jest w nas Spokój, którego doprawdy nic nie może zaburzyć. Nic. Na początek wyobraź to sobie. 

Nic! 

Naturalne Istnienie Człowieka… 

który przekroczył swój własny wizerunek i ma w sobie zgodę na wszystko bez warunków jest najszybszą drogą. Dlatego nie spinaj dupy, nie referuj do centrali ignorancji o swoich marnych i urojonych osiągnięciach na polu „rozwoju duchowego”, nie biegaj jak pies za kastą braminów, a zamiast tego naprawdę wejdź w swoją prawdziwą kondycję i poznaj siebie. To jest prawdziwe nauczanie. Nie przebieraj się w łachamany „świętego” nie udawaj innego siebie dla chwili uwagi i marnego zainteresowania. Odkryj czym jest twoja Dharma. Pirat miał swoją piracką Dharmę i dzielił się nią bez gwarancji jakiegokolwiek zwrotu, bowiem zrozumiał, że droga znaczy więcej niż cel, bowiem nie ma w tej grze ostateczności. 

I to jest przewrotna dobra nowina, która znaczy więcej niż to jak brzmi. 

Być poza kastą to poczuć prawdziwy smak wolności. Dlatego warto docenić siebie w prawdzie i czerpać wiedzę ze swojego życia – takiego jakim ono jest. Nie powtarzać i nie naśladować. Zamiast podążąć zatrzymać się i przyjrzeć sobie w lustrze warunku, bowiem powie nam to więcej niż wszystkie te opinie. Opinia nie ma wartości. To chwilowy absurdalny impuls. Myśl niczego nie potrafi objąć. 

Jest pusta. 

Jesteśmy turystami w ciągle mutującym – morfującym psychodelicznym hotelu, który zbudowała nasza świadomość. Nie można się „tutaj” zadomowić, ponieważ wcześniej czy później zostaniesz nagle i bez ostrzeżenia wymeldowany do innego adresu ciała w symulacji. Jednak kiedy sobie zaufasz stworzysz w sobie czystą i naprawdę świętą intencję wyjścia z gry. I odkryjesz TO.  Będziesz wracał jako Soter by wskazywać innym, którzy są wystarczająco zmęczeni „ekscytacją” że jest Wyjście. Istnieje. Można się uwolnić! 

Uważaj na mapy z drugiej ręki. Na rady i fałszywą troskę. Naucz się widzieć w ciemności i śmiać w cierpieniu. Otwórz serce dla innych, którzy są zagubieni i cierpią. Nie jesteś lepszy od nikogo, bo każdy jest tym co niesie nieskończoną mądrość, którą pewnego dnia urzeczywistni i przekaże dajej, aby pomóc. Nie istnieje jedynie słuszna droga dla wszystkich. Jest tyle dróg ile istot i każda jest na swój sposób piękna. Widzieć to oznacza – naprawdę zaufać Duchowi, który zawsze tworzy. 

Nawet w Piekle. 

ANALOG

HOTEL 

Galeria