Wszystko, co przemija, jest tylko wizerunkiem.
Faust – dramat autorstwa Goethego.

Światła jest mniej. Kiedy budzimy się w prawdziwym cielesnym świecie – w tym świecie z którego bez końca chcemy uciec do krainy snów i śnienia, bowiem świadomość boi się rozpoznać skalę naszego zamroczenia i tworzy dla nas „bezpieczny” kokon nieskończonych iluzji na temat siebie i świata. Uciekamy przed ciszą i bezruchem, przed prawdziwą refleksją i kontemplacją, których moc polega na budzeniu nas z tej rutynowej mechanicznej niepoczytalności, która wciąż i wciąż przekonuje nas – że przecież wszystko jest ok – tak jak jest. Jesteśmy zajęci, mamy plany, marzenia do spełnienia i spełnienia, które Mózgogłowie bez końca nam obiecuje. Wierzymy w to, bo to jest jedynym co znamy, to towarzyszy nam od zawsze, to nas stymuluje i pewien sposób określa. Jest to wciąż nie wyśniony sen przyszłości – Obietnica, Na-dziej – ja, poczucie do którego zawsze możemy uciec i w którym możemy się zanurzyć – odurzyć. Cała ta maszyneria chodzi na Obietnicy, wciąż mówimy o lepszej przyszłości, choć mało kto w to wierzy, bowiem coraz trudniej nam ignorować fakty. Dlatego robimy to z premedytacją na masową skalę dzięki Maszynie. Jest w tym współczucie narkozy i środka przeciwbólowego, odcięcie wrażliwych połączeń, uzbrojenie miękkiego podbrzusza, znieczulenie serca. Obojętność staje się plagą – wirusem, który przenosimy drogą paraliżującego przytłoczenia nadmiarem rzeczy, zajęć i zjawisk pozbawionych sensu i znaczenia. Czasem ratuje nas rutyna przedawnionych świąt i obyczajów, bowiem gdzieś w sobie wiemy doskonale, że to wszystko na swój sposób jest już martwe.

Wygoda nas znieczuliła do tego stopnia, że patrzymy na śmierć i cierpienie innych ludzi w taki sam sposób jak na film, kiedy nas drażni przełączamy kanał na coś pełnego optymizmu i tej szklanej pustej nadziei, która jest tylko reklamą albo lokowaniem produktu w naszej zamroczonej świadomości. Ucieczka / świadoma ignorancja stała się najbardziej dochodowym przemysłem ze wszystkiego i najbardziej lukratywnym. Pożeramy samych siebie w kanibalistyczno – kapitalistycznej orgii coraz bardziej otumanieni wszelkiego rodzaju dragami czy lekami byle tylko zagłuszyć skowyt duszy, dla której ten mechaniczny niepoczytalny świat jest jak psychopatyczne więzienie w którym każdy sprawuje podwójną rolę – więźnia i strażnika, tyrana i ofiary. Wymówki, wytłumaczenie, racjonalizacje Mózgogłowia stanowią coraz mniejsze pocieszenie i coraz bardziej przytłaczający i dezorientujący dysonans poznawczy, który stał się naszym stanem powszednim. Doktryna ciągłego szoku – przeładowanie bodźcem i sygnałem, którego celem jest właśnie Obojętność / Apatia, na bazie których tworzy się nowa globalna społeczność Ludzi – Maszyn, Ludzi – Algorytmów. Kolektywny umysł gatunku ludzkiego staje się coraz bardziej psychopatyczno – narcystyczny.
Jest taki serial „Zagłada domu Usherów – The Fall of the House of Usher” w menu filmowego mcdonalda naszych streamingowych czasów, który zrobił mistrz kina grozy i zarazem krytyk współczesności Mike Flanagan, który w doskonały sposób ukazuje nam umysły współczesnych ludzi sukcesu, które jednocześnie są pewnego rodzaju kalką – wyobrażeniem – popkulturową kliszą wgrywaną w coraz bardziej upiorną masową wyobraźnię wyhodowaną i wykarmioną na żerowisku mroku i upadku. Mamy tu odniesienia do całej gamy współczesnych upiorów jak bezduszne korporacje, śmiercionośnej plagi nadużywania leków, nieludzki przemysł farmaceutyczny oparty na bezwzględnej chciwości, absurdalny pęd ku sztucznej inteligencji i władzy, którą wydaje się obiecywać, „elitarna” dekadencja i amoralność, pornograficzna przedmiotowa seksualność, ludzka zabawa w technologicznego demiurga – jednym słowem tarzamy się przez osiem odcinków w gównie. Większość współczesnych produkcji wydaje się celowo pogrążać nas w otchłani beznadziejności i bylejakości z premedytacją trzymając nasze umysły zanurzone w mrocznych i psychopatycznych narracjach, których bohaterowie to istoty kompletnie pozbawione dobra i mądrości, troski i zdrowej wiary – tak jakby nic w nas już nie zostało prócz upajania się własnym upadkiem i negatywizmem.

Kolejną serią tegoż samego reżysera wartą uwagi jest „Midnight Mass – Nocna Msza” gdzie Mike Flanagan stwierdził, że katolicki rytuał i wampiryzm są „wyraźnie powiązane. Jak sam przyznał: „Masz do czynienia z mitologią, która jest przesiąknięta rytuałem krwi i zmartwychwstaniem”. Jest to bezkompromisowa krytyka dogmatycznej i jednocześnie mrocznej religijności opartej na wdrukowanym lęku i pogardzie używając do tego celu idealnej figury narracyjnej – ukazując wręcz absurdalną dosłowność rytuału pożerania ciała i chłeptania krwi – nomen omen przez kapłana wampira. Ten wielowiekowy Wdruk wraz z „modernizacją” ulega defragmentacji, a zastępujący go nowoczesny technologiczno – symulacyjny meta – matrix z obietnicą wiecznej rozrywki i post prawdy nie wróży nam nic dobrego i już teraz możemy obserwować jak pochłania nas mroczny splin nihilizmu i zniechęcenia tak jakbyśmy dotarli do kresu ludzkiej opowieści, która staje się deterministyczną pętlą samounicestwienia – po raz kolejny. Gra zdarta płyta zalewając nas kakofonią postmodernistycznej mamałygi – mdłej i nijakiej w której snujemy się niczym nocne ćmy szukając jakiegokolwiek światła, które kiedy już się pojawia – jest sztuczne i zimne jak ekran komputera czy smartfonu przez które wchodzimy do „nowego wspaniałego świata” który wcale nie jest nowy i wcale nie jest wspaniały. Gdzieś głęboko w nas ukryta jest tęsknota za prawdą i czystością ludzkiego Ducha – ufność, że wbrew całemu temu szaleństwu mamy w sobie Moc i Światło. Brakuje nam dobrych opowieści. Brakuje nam Wyobraźni, która tworzy nowe pozytywne i mądre narracje otwierające nasze serca i umysły i jest zdolna stanowić alternatywę wobec tego przytłaczającego nas negatywizmu.
„Nasze maski już zaczynają ciążyć, grawitacja prawdy przyciąga nas ku wnętrzu, ku ponownej podróży pozbawionej popkulturowego przewodnictwa ślepców i oszustów, których klątwy będą coraz mniej skuteczne, bowiem w obliczu uwolnienia świadomości i przytomności ujrzymy i zrozumiemy co z nas uczyniono w jaki sposób i przez kogo zostaliśmy zaprogramowani na chorobę bezsensu i cynizmu. Obudzimy w sobie Maga – Twórcę, którego misją będzie przywrócić naszemu sercu radość i pokój a naszemu umysłowi inspirację i mądrość. Twórczość jest czysta kiedy niczego już nie chce i za niczym już nie goni i to daje nam wolność, której nikt i nic nie może ograniczyć czy zniewolić. Nie omota nas kanibalistyczna religijność Mózgogłowia czy demoniczny kult próżności, bowiem odnajdziemy w sobie spełnienie i szczęście, które nie wynika z rywalizacji i walki – po prostu jest kiedy naprawdę jesteśmy sobą i sobie ufamy. To zaufanie stanowi klucz i motyw przewodni Nowej Opowieści, którą musimy stworzyć.”
Marcin Piniak, Więź
Współczesna popkultura trywializacji i głupoty to dla mnie Gra Ignorancji, cyniczna i wyrachowana modernistyczna dekonstrukcja ludzkiego ducha, która odbywa się na każdym poziomie naszych zmysłów i tworzy zamknięty obieg trawienia i wydalania w którym jesteśmy zamknięci jak szczury w rurze kanalizacyjnej. Nie wierzę w spiski elit, okultystyczne mroczne bractwa, które sterują tym absurdem zza kurtyny jako realny i decydujący czynnik, bowiem wszystko to stanowi popkulturowy produkt – pokarm, którym jesteśmy karmieni tylko po to by nie zadać sobie pytania o swój własny udział w promowaniu i powielaniu głupoty. To są wymówki usprawiedlswujące naszą własną odpowiedzialność wobec życia i jego lekcji. Dla mnie prawdziwa decyzja jest po naszej stronie, bowiem wbrew temu co jest wgrywane – mamy wybór czemu ulegamy i w co lokujemy uwagę, za czym podążamy pod warunkiem jednak, że nie daliśmy się zamroczyć Spektaklowi, a to wymaga od nas Przytomności i Duchowej Pracy. Wymaga też zgromadzonej w Strumieniu Świadomości – Zasługi / Mądrości. Prawdziwa twórczość nie jest remiksowaniem po raz kolejny tego co strawiliśmy i podawaniem tego w „nowej” formie zgodnej z apatytami mas i ich wyobrażeń. Prawdziwa twórczość nie może być „zawodowa i profesjonalna”, nie może służyć karmieniu Mózgogłowia za jego momonę i sławę. Prawdziwa twórczość ma wybijać nas z tego Obłędnego Koła, zamiast usypiać i znieczulać. Ukazywać Wyjście z Szaleństwa zamiast nas w nim zaklinać i utwierdzać. Dlatego jest jej jak na lekarstwo, bowiem pozbawiona jest jakiejkolwiek kalkulacji a jej prawdziwa funkcja jest poza Układem Warunku i uderza wprost w Serce jak szpryca adrenaliny, która ratuje nas przed śmiercią za życia. To gwałtowne i nagłe przebudzenie z Zamroczenia.