TEKSTY

METAFIZYCZNY KARNAWAŁ

Zajebany wyścig szczurów, ot co.

Neal Stephenson. „Snow Crash”.

Mamy masowy atak klonów zrodzonych z martwych komórek macierzystych. Namierzyć bezpańskie psy. Zmasować. Zniwelować różnice, na powrót podłączyć do sieci, rozbroić, uśrednić do szeregu. Niech skomlą jak wszyscy coraz bardziej oddani tej nowej cybernetycznej religii – fuzji nauki, technologii i globalnego zarządzania katastrofą. Podziemie stało się ostatecznym wyborem przed którym stanęło wielu tych, którzy myśleli, że mają jeszcze czas do namysłu. Tego czasu już nie ma, teraz jest pośpiech, teraz jest ciśnienie. Teraz liczy się jedynie to, czy coś jeszcze w tobie zostało, co pozwala ci czuć i widzieć ponad usankcjonowaną doktryną martwego słowa. Nie szukaj przyjacielu tam w szeregach szczekających równo mechanicznych psów, które ujadają przez całą wieczność by wciąż zmodyfikowanymi szczynami znaczyć teren tegoż oto odwiecznego eksperymentu, który teraz wchodzi w fazę jawności dla tych, którzy nie śpią. Dla tych, którzy wciąż czuwają, bo żyje w nich stary Duch. Coś czego Czarni Magowie Mózgogłowia nie potrafią zdominować swoimi Klątwami. Coś czego nie można rozłożyć na czynniki pierwsze i przeprogramować jak wszystko inne, ponieważ jest poza fizyką, poza biologią, poza zmysłami.

Niedotykalne Lśnienie. Odwieczna tajemnica. Pokarm.

Obca rasa stworzyła ludzkie hybrydy, które stworzyły na swoje własne podobieństwo kolejnych mechanicznych niewolników, by posmakować jak to jest być małym krwawym mściwym bogiem sycącym się słabością, zależnością, panicznym strachem i lękiem. Ssać. Wyżerać. Tresować jak bydło naziemne, wreszcie ubijać podczas ekstatycznej ostatecznej wieczerzy, której energia będzie wystarczająca by wyczarować kolejny świat – symulację dla tych miliardów strawionych i na powrót wyplutych w nicość pełzających dusz. Metafizyczny Karnawał bez końca.

Nie cierpiące zwłoki gotowe udawać życie Hybrydy. Linijki martwego kodu. Rozkazy. Nakazy. Tych, którzy nie ulegli można rozpoznać w jednej chwili, dlatego udają, wpisują się w te absurdalne role, kryjąc swoją odwieczną naturę w świecie zmechanizowanej tymczasowości, w świecie, który jest taki tani, taki przewidywalny, ulepiony z tego pozłacanego gówna udającego „rozwój” i „nowoczesność” podczas kiedy w istocie to spektakularny w swoim rozmiarze nieprzerwany regres, upadek w czas i warunek i ekscytacja ostatnim posiłkiem przed egzekucją. Kompletna nieświadomość własnego położenia na przestrzeni eonów strumienia świadomości. Ślepowidzenie.

Zmechanizowana świadomość sztucznego zbioru nie może tego pojąc, nie może za tym nadążyć, nie może spojrzeć prawdzie w oczy, bo w istocie nie widzi, nie słyszy i nie czuje. Maca po pozorach, nasyca się sztucznym smakiem, zaspokaja życiem bez znaczenia, istnieniem bez celu, tą marną chwilową rozrywką i ostatecznie się rozpada, niweluje do postaci tworzywa, z którego ulepią kolejne upiorne więzienie w którym będziecie się rodzić i rodzić bez końca z bezpodstawną nadzieją, która jest niczym innym jak pręgierzem do którego was przywiązali i od wieków biczują. Problem polega na tym, że odnaleźliście w tym perwersyjną rozkosz, ponieważ to pozwala wam na poczucie ”siebie” i dlatego można wami zawładnąć, można was używać. Można w zasadzie zrobić z wami wszystko, co się chce, jak się chce i kiedy się chce. Nie potraficie stanąć na przeciw plutonu egzekucyjnego i zaśmiać mu się w twarz na pohybel, ponieważ wierzycie, że macie coś do stracenia i coś do zachowania, choć dobrze wiecie, że czymkolwiek to jest – umrze. Zatem ten urojony heroizm jest tylko „ja”, bo w gruncie rzeczy to jest ostateczna przyczyna Tego Wszystkiego. Jednak będziecie tego bronić za wszelką cenę i wszelkim kosztem, choć wystarczyłoby się zatrzymać na jedną krótką chwilę i uważnie przyjrzeć, rozebrać sytuację na czynniki pierwsze. Jednak nie macie czasu, bo czas jest tym czym jesteście, jest strażnikiem więziennego rygoru.

Rzeczownik – czasownik. Podmiot – orzeczenie. Źródło leży w języku. W słowie, które tworzy dźwięk, światło i promienie, które rodzi i unicestwia światy.

Postać tej opowieści jest bezpostaciowa. Bohater jest anonimowy – ukryty głęboko w niezliczonej ilości ciał, częściowo uśpiony i nieświadomy. To co wami porusza to program – zdalne sterowanie z Centrali Zbiorowej Ignorancji – Królestwa Impulsu, cała opowieść jest fałszywa zbudowana na kolektywnej matrycy urojenia, które się renderuje w czasie rzeczywistym i tworzy iluzję następujących po sobie przyczyn i skutków, które „poruszają się w czasie”. Ten czas to „ja”. Magazyn iluzji i zarządzający nim programista, który wciąż musi być zajęty operujący poprzez pulpit kontroli wrażeń, które są niczym tlen, którym sztuczna zautomatyzowana świadomość oddycha, bez nich zaczyna się rozpadać. Materia jest Myślą. Myśl jest Materią. Ciało jest Duchem. Duch jest Ciałem. Życie jest Śmiercią. Śmierć jest Życiem. To „czas”. To „ja”.

Jednak TO jest poza JA. Przekracza każdy zbiór, każdy rozpad warunków, ponieważ istnieje poza czasem, poza myślą i poza materią, poza ciałem i poza duchem, poza życiem i poza śmiercią. Nie jest produktem Mózgogłowia, nie jest skutkiem przyczyny, nie jest wynikiem ewolucji mięsa, nie jest zrodzone i usankcjonowane przez Warunek. Ma wyjebane na wynik gry. Ma wyjebane na pozycję w klasyfikacji generalniej, na układ i brak układu. Dlatego może złamać wszelkie zasady, wszelkie umowy i wszelkie zobowiązania. Może pojawić się w każdym ciele, w każdym miejscu i w każdym czasie. Może zabrać cię do tyłu i do przodu w twoim własnym istnieniu. Kiedy wypełni twoje istnienie cały nieskończony strumień staje się Mądrością – absolutnym brakiem ignorancji odmienia wszystko co miało, ma i będzie mieć z Tym kontakt.

Uderza z całą Mocą w jednej chwili, która jest Wiecznością.

Zwykły wpis
TEKSTY

OPAKOWANIE I ZAWARTOŚĆ

Przywykamy w szybkim tempie do wszystkiego. Człowiek ma niesamowitą zdolność adaptacji. Świat przez ostatnie dwa lata zmienił się do tego stopnia, że ciężko już udawać, że przypomina to czym był przed pandemią, lockdownami przed całym tym szaleństwem, które stało się naszą nową post rzeczywistością w której musimy żyć i która staje się coraz bardziej apodyktyczna i czarno – biała. Wszystko się radykalizuje by mogło przetrwać – idee, poglądy, stosunki, język. Wszystko z furią walczy o swoje prawa do widoczności, słyszalności i do uwagi.


Mamy kumulację, nabrzmiewający wrzód, który dusi w sobie nieskończony potencjał tej skrywanej i wypartej choroby ludzkiej świadomości i ducha, który zbyt długo uczestniczył w tym zbiorowym gwałcie. Antidotum jest udawanie, zabawy w poprawność polityczną w zakazy formułowania wybudzających z uśpienia komunikatów, kurczowe trzymanie się tego czego już nie ma; urojonego świata demokracji, która stała się już jedynie multimedialnym pokazem – przekazem wyświechtanych sloganów, echem tego co już dawno leży martwe, tańcem skorumpowanych i skompromitowanych elit zglobalizowanych interesów. Podział resztek łupów, wydarcie wszystkiego co jeszcze zostało. Jednak program hipnozy jest tak głęboko wgrany w pień Mózgogłowia, że większość ludzi wierzy, że za jakiś czas wszystko wróci do przysłowiowej normy, do czasów sprzed choroby, sprzed infekcji, sprzed restrykcji, sprzed upadku.

Nie wróci. Tamten świat uległ defragmentacji i teraz tworzy się Nowa Rzeczywistość. Zamulona, rozmazana i ciężkostrawna chaotyczna hybryda łącząca wszystkie wątki w jeden nieprzerwany ciąg szokujących zdarzeń. To kumulacja karmicznego potencjału kolektywnej ludzkiej ignorancji. Czas spłaty wszelkich długów. Wielkie lustro w którym możemy na siebie patrzeć z każdej strony, pod każdym kątem. Wiwisekcja gatunku ludzkiego. Dla ludzi świadomych i uważnych nie jest ona żadnym zaskoczeniem. Nie wywołuje zdziwienia, oburzenia, wołania o pomstę do nieba. To naturalny proces kiedy kończą się już możliwości tak zwanego manewru, udawania, że bez ustanku możemy uciekać przed konsekwencjami tego kim jesteśmy i co robimy. Tego nie można było ciągnąć przecież w nieskończoność, bowiem to jest Wymiar Warunku, który ma swoje fizyczne ograniczenia i punkty zapalne po przekroczeniu których następuje nieprzewidywalna reakcja łańcuchowa. Tak jest w przypadku dewastacji środowiska naturalnego, eksperymentowania na wrażliwym organizmie społecznym, pychy porażającego narcyzmu i egocentryzmu. Tak jest kiedy człowiek staje się nienażartą bestią, szczytem swojego egoizmu i moralnej ślepoty zapominając o tym, że jest jednym z wielu gatunków w niezgłębionej tajemnicy współistnienia po raz kolejny musi odrobić lekcję pokory. Musi znów upaść. Otrzymać rachunek za ostatnią wieczerzę. Oprzytomnieć w Ostateczności. Obudzić się ze snu swojej wszechpotęgi i wszechwładzy. To przebudzenie jest bardzo krótkie i totalne w stosunku do czasu uśpienia. Jest także bezlitosne jak sama natura.

Spoglądanie na to co się dzieje jedynie ze swojego ograniczonego punktu widzenia jest tym co charakteryzuje nas jako gatunek. Wszystko od zawsze kręci się wokół naszej własnej dupy, ciągle i ciągle, aż do momentu kiedy w wyniku cierpienia musimy przestać wirować i jesteśmy zmuszeni do zatrzymania naszego niepoczytalnego szaleństwa. Musimy patrzeć i przeżywać to na co nie chcemy patrzeć i czego nie chcemy przeżywać. Jednak już nie mamy wyjścia. Jesteśmy w Punkcie Zero. W momencie Przebudzenia, które nie jest naszym wysiłkiem i naszym procesem rozwoju. To jest brutalne Przebudzenie Konfrontacji wynikające nie z wiedzy i współczucia a z niewiedzy i okrucieństwa. Nieświadomość ma swoją granicę i właśnie dotarliśmy do jej kresu, gdzie niemożliwym jest już udawanie, że wszystko będzie dobrze. Nie będzie. Jednak to „niedobrze” jest tylko w naszej zmechanizowanej głowie i wylęknionym sercu. To boli jedynie do momentu kiedy to odrzucasz i z tym walczysz, kiedy nie chcesz uznać rzeczywistości i z desperacją próbujesz znów uciec w nieświadomość. Jednak w tym konkretnym momencie to jest już niemożliwe.

Kilka lat temu na ulicach doszło do zamieszek po tym, jak strażnik w więzieniu Guantanamo został oskarżony o spuszczenie świętej księgi w sedesie.
Następnego dnia zadzwonił do mnie lokalny dziennikarz, który powiedział, że pisze artykuł poświęcony tej zniewadze. Na
potrzeby swojej twórczości dzwonił do przedstawicieli wszystkich głównych religii w Australii, by zadać kilka pytań, które zamierzał również zadać mi.

– Ajahnie Brahm, co byś zrobił, gdyby ktoś spuścił świętą księgę buddystów w twojej toalecie?

Bez wahania odparłem – Ależ proszę pana, gdyby ktoś spuścił świętą księgę buddystów w mojej toalecie, pierwszą rzeczą, jaką bym zrobił, byłoby wezwanie hydraulika!

Kiedy dziennikarz przestał się już śmiać, wyznał mi, że jest to jedyna rozsądna odpowiedź, jaką dane mu było tego dnia usłyszeć. Wtedy ja zacząłem kontynuować wyjaśnienia.

Wyjaśniłem, że ktoś może wysadzić w powietrze wiele posągów Buddy, spalić buddyjskie świątynie bądź wymordować buddyjskich mnichów oraz mniszki. Rzeczywiście, ktoś może dokonać tych wszystkich zniszczeń, ale nigdy nie pozwoliłbym na zniszczenie buddyzmu. Możesz spuścić świętą księgę w toalecie, ale nigdy nie pozwolę ci spłukać w niej przebaczenia, spokoju i współczucia.
Księga nie jest religią. Nie jest nią również żaden posąg, budynek ani kapłan. Oni wszyscy są zaledwie „pojemnikami”.

Czego może nauczyć nas księga? Co reprezentuje posąg? Jakie cechy powinni utożsamiać kapłani? Odpowiedzi na te wszystkie pytania ujawniają prawdziwą zawartość wspomnianych „pojemników”.

Kiedy zaczniemy dostrzegać różnicę pomiędzy pojemnikiem a jego zawartością, wszyscy będziemy w stanie zabezpieczać w sobie ową zawartość, nawet wtedy, gdy same pojemniki ulegną zniszczeniu.

Możemy wydrukować więcej książek, wybudować więcej świątyń i posągów, a nawet wyszkolić większą liczbę mnichów i mniszek, ale gdy stracimy swoją miłość i szacunek dla innych ludzi, jak również dla samych siebie, a zastąpimy te wartości przemocą, wtedy cała religia zostanie przez nas spuszczona w toalecie”.

Ajahn Brahm – OPOWIEŚCI BUDDYJSKIEGO MNICHA

Niemożliwe w świecie „wiecznej możliwości”, widoczny niedorozwój w świecie ciągłego rozwoju, nagły i niespodziewany upadek w świecie niepohamowanego wzrostu. Oto przychodzi najwyższa z nauk, której prawdziwe zrozumienie może naprawdę przebudzić naszego ducha – tą nienowoczesną, nienaukową, nielogiczną część, która ma zdolność radzić sobie właśnie wtedy kiedy już wszystko inne zawodzi, ponieważ przekracza umysł, logikę i arogancję. Otwiera możliwość spojrzenia na świat z zupełnie innej mniej oczywistej perspektywy, która rozumie i widzi rzeczy i zjawiska w dużo głębszy i bezpośredni sposób.

Nasze ludzkie życie kończy się śmiercią. Przez ten proces wzrostu i rozpadu przechodzi bez wyjątku wszystko, zawsze i wszędzie. Takie są prawidła tej rzeczywistości i kiedy to akceptujemy jesteśmy w stanie żyć w sposób odpowiedzialny z szacunkiem i pokorą. Dla mnie to jest esencja duchowości bez względu na jej formę. Dopiero z tej perspektywy biorę pod uwagę tak zwany rozwój, który bez szacunku i pokory jest jedynie egotyczną jazdą. Kończy się niepotrzebną intensyfikacją cierpienia, która wynika z ignorowania prawa przyczyny i skutku, które ma fundamentalne znaczenie zarówno w wymiarze wewnętrznym i zewnętrznym. Umiejętność akceptacji tego co jest i jakie jest otwiera przestrzeń współpracy zamiast walki, przytomnej świadomości, która przestaje już stosować uniki i manewry, a zamiast tego przyjmuje rzeczywistość. To zawsze jest trudne, szczególnie w tak skomplikowanej i wymagającej sytuacji w jakiej wszyscy jesteśmy. Jednak jest konieczne, abyśmy mogli w sposób twórczy pracować z tym co jest.

Staram się patrzeć na człowieka w pierwszym rzędzie jako istotę czującą jako część planetarnego życia. To życie jest przed naszą rasą, seksualnością, narodowością, filozofią jest przed naszym myśleniem i poglądami, to życie w swojej esencji jest święte bez udziału naszej wymyślonej świętości, bez określania na dobre i złe, dzielenia na cnotę i grzech. To z niego powstają bóstwa i demony, grzesznicy i święci – jednak koniec końców wszyscy wracamy do tej odwiecznej tajemnicy. Uważam że nie istnieje nieistnienie, że To wszystko nie ma końca, nie ma możliwości unicestwienia samego Życia bez względu na to co robimy.

Zwykły wpis
TEKSTY

PARK ROZRYWKI

Władać trzema światami. Władać absolutnie niepodzielnie. Stworzyć nowe bezbrzeżne królestwo spoza tego fizycznego umierającego świata; huraganów, powodzi, zamieci, trzęsień ziemi, trąb powietrznych, nagłych zmian temperatur, agonii całego planetarnego życia, zainstalować je na wyspach – serwerowniach, otoczyć wojskiem i zasiekami niczym wielkie grody warowne. To tam będzie rodzić się nowe syntetyczne życie. Nowy Człowiek 2.0. Łańcuchy bloków wielkiej Gry – instalowanie masowego zbawienia dla zmodyfikowanej i ulepszonej wersji człowieka – cyborga.

Ponad naszą codzienną absurdalną gonitwą za nie wiadomo czym, ponad naszymi zamyślonymi głowami, które bez ustanku martwią się tym co będzie dalej, zarządcy budują rusztowanie, tworzą całą zmyślną infrastrukturę przyszłości, która już nie będzie należeć do homo sapiens. Człowiek naturalny kończy swój bieg historii, na jego miejsce wchodzi struktura cybernetycznego roju, umysł kolektywny. Podłączenie. Układ scalony. Szybkość impulsu. Transfer danych. Dzieci już tam są w tym nowym świecie, rodzą się w nim i uczą się go, jest dla nich miejsce, są narzędzia i nieskończony świat do odkrycia. Stare ludzkie gatunki są jak drzewa, które łamie huragan zmian, wygina do samej ziemi, każe się płaszczyć i błagać. Umierają w domach starców, w pustych covidowych salach, zabierając ze sobą pamięć o czymś czego nie da się edytować, czegoś co podobnie jak oni odchodzi w zapomnienie. Gatunki pośrednie stoją w rozkroku nad przepaścią, wąchając, smakując te wszystkie nowości wyczuwając smród więzienia, jednak nie są zdolni nauczyć się nowego maszynowego języka, semantyki cyfry, przebić się do umysłów, które są już wszczepione w nowy zbiór, niejako odległe i zamazane.

TŁUMACZENIE ARTYKUŁU: GENETYCZNIE OPRACOWANE BIAŁKO „MAGNETO” ZDALNIE KONTROLUJE MÓZG I ZACHOWANIE

POLECAM: YUVAL HARARI >> JAK PRZETRWAĆ XXI WIEK

Mam wrażenie, że takiej przepaści nie było w ludzkiej kolektywnej świadomości, tej obezwładniającej różnicy odczuć i percepcji, tych nie rozumiejących się wzajemnie języków zupełnie obcych istot, które dzielą jedynie przestrzeń ciała natomiast nie są już w stanie dzielić przestrzeni umysłu, ponieważ są iż inne strukturalnie, operują na innych częstotliwościach i zagęszczeniach. Język myśli i język bezpośredniego przeżycia nie mogą się sobie wyjaśnić. Gdzieś tam w tym tajemniczym instynkcie i przeczuciu coś jednak podpowiada mi, że to też już było, że po raz kolejny daliśmy się zwieść czemuś co jest zawieszone niejako w próżni, w czystej spekulacji, w obietnicy niemożliwej do spełnienia.

Dzisiaj, właśnie teraz, gdzieś na świecie, ktoś spokojnie oddaje wszystko, co ma, dla kogoś innego. Gdzieś indziej na świecie, ta sama osoba, ta sama istota ludzka, robi komuś innemu potworną rzecz. Wygląda na to, że taka jest droga wszechświata, nie wiem, czy jest jakiś sposób, żeby to naprawić.

Maynard James Keenan

Stan szaleńczego zakochania w tętniącej życiem bogini technologii, która jednak starzeje się zbyt szybko i zbyt nienaturalnie. Wszyscy zostaliśmy w pewien sposób zmuszeni do zmiany pozycji, do przykurczu, do patrzenia w ekran, do pochylonej głowy i zgiętego kręgosłupa. Do uwięzienia we własnym wytworze, do ciągłej i nieprzerwanej transmisji. To czyste gnostyczne rozdarcie pomiędzy ciałem i duchem. Odwieczny dualizm, który technologia obiecuje przekroczyć zapowiedzią „wielkiej przepustowości” i szybkiego bezdotykowego transferu. Mentalny Internet – światłowód czystego umysłu – matrycy.

Jednak na pograniczu wrze. Ludzie ciała nie chcą się wpinać, ludzie ciała tracą swój świat, który jest przestarzałym analogiem, zupełnie nie kompatybilnym z nową smart – wersją, ludzkie ciała stają się odpadem na śmietniku umierającego świata, który jednak wciąż walczy z tą totalitarną dominacją Maszyny, która wymaga wszystkich zasobów by zapewnić sobie rozrusznik uruchomić to nowe kolektywne ciało spiętych świadomości. Wstrzyknąć nowego ducha, uruchomić algorytm, urządzenia skanujące, nadajniki sygnału. Ludzie ciała – umysły poruszają się w obie strony, potrafią serwować na każdej fali, ponieważ wiedzą, że wszystko jest w istocie iluzją. Nie istnieją ostateczności piekieł i nieb. To jest opcja transcendencji, coś co może funkcjonować, tworzyć i uczyć się w każdych okolicznościach, w każdym układzie, w każdej wersji wyśnionego świata. Stają się hakerami paradygmatów, zawsze szukając równowagi, używając dobra i zła, pociechy i przerażenia, ponieważ ich zadaniem jest wyzwalać z iluzji, szukać wolności, bronić Istoty. Technologia nie jest problemem, problemem jest brak czystego poglądu, grząski grunt jedynie słusznej interpretacji, ostateczne zawierzenie jakiejkolwiek ze stron, przyjęcie obcych poglądów i interpretacji, a w ostateczności fanatyzm i brak elastyczności.

Ani „informacja”, ani w zasadzie żaden „fakt” nie tworzy rzeczy-samej-w-sobie. Nasz świat „informacji” implikuje ideologię lub raczej paradygmat, zakotwiczony w nieświadomym lęku przed „ciszą”, przed materią i przed wszechświatem. „Informacja” jest z pewnością substytutem, pozostałością fetysza dogmatyków, supersitio, duchem. „Poetyckie fakty” nie są przyswajalne doktrynie „informacji”. Zdanie „Wiedza to wolność” jest prawdziwe tylko wtedy, kiedy wolność jest rozumiana jako psychokinetyczna umiejętność. „Informacja” to chaos; wiedza jest spontanicznym porządkiem tego chaosu; wolność jest surfowaniem na fali tej spontaniczności.

Hakim Bey „Wojna Informacyjna”

Nieumiejętność samowyzwolenia, brak kontaktu z Esencją. Kiedy twoim poglądem jest brak poglądu możesz być postacią w komiksie, bawić się wywracając na lewą stronę każdą ideologię, wejść w transcendentny świat paradoksu, być laboratoryjnym szczurem zen. Mistrzem Niemistrzem. Musisz nauczyć się uwalniać wszystko takim jakie jest, nie tracić obecności, nie tworzyć najmniejszej wizji przyszłości, nie wspominać okruchów zaszłości. Być kablem przez który płynie impuls, czy jest dobry czy zły nie ma najmniejszego znaczenia. Nie pozwalać na infekcję wirusów strachów, propagandy, religijnych dogmatów, nie wierzyć w boga, ale czuć go przez cały czas nawet kiedy świat rozpada się na twoich oczach, ponieważ wszystko jest tylko doświadczeniem i nie istnieje koniec, nie ma żadnej ostatecznej nirwany i zbawienia. Nie ma cierpienia ani przyczyny cierpienia i nie ma drogi, która tam prowadzi. Sutra serca. Esencja. Przestrzeń pozbawiona granic, której nic nie może zniewolić i nią zawładnąć. To jest moja prawda rzucona jak bluźnierstwo w tą całą sztuczną świętość, te religijne dyrdymały zakadzonego kadzidłami świętoszka, który wierzy w istnienie tego co ma być zbawione za sprawą bycia niewolnikiem zaprogramowanych obietnic. Ta droga nigdy się nie kończy jest pętlą, samobójczym strzałem. Jest piekłem wysiłku i ostatecznym rozczarowaniem. Bóg jest ostateczną wolnością poza jakimkolwiek sztucznym prawem. Jest Nauką, która nigdy się nie kończy. Pachnąca samsara, śmierdząca nirwana.

Ludzie umysły żyją już w Nowym Wspaniałym Świecie Obietnicy. Trans hiper gender, ponieważ ostatecznie chodzi o to by wyjść z gatunku, przekroczyć ciało, zmutować do maszyny, zadomowić się w symulacji. Jednak pomiędzy tymi światami nie ma żadnej różnicy, ponieważ w istocie mają jedno i to samo źródło. Biologiczna cyfra, cyfrowa biologia – jeden pies. Problemem jest smycz. Ograniczenie, które narzuca ci szablon nauki, układa sztuczny program zajęć. To jest prawdziwym złem, kiedy ktoś decyduje za ciebie o twoim życiu, to jest przemoc. Ta przemoc zniewoliła ten świat, podobnie jak program, który mówi nam, że z natury jesteśmy okrutni, głupi i źli. To nie jest prawda. Z natury jesteśmy dziećmi pozbawionymi wstydu i wyrachowania, mamy nieskończony potencjał twórczy, nieskończone możliwości rozwoju. Jesteśmy Żywi. Pulsujemy nieskończoną energią wszechświata. Ta rzeczywistość to tylko jedna z miliardów opcji. Przejażdżka na karuzeli w parku rozrywki.

Będziemy się z tego śmiać, śmiechem który rozbawi samego diabła.

Duch nie potrzebuje podnoszenia na duchu, ponieważ ma wyjebane na te wszystkie jałowe rozgrywki zapętlonego w inscenizacjach i projekcjach ego, które dusi się oparami swojego własnego potu i wciąż chce się uduchowiać i bawić w świętości. Prawdziwa świętość jest bezwstydna i okrutna w swoim obchodzeniu się z każdym oszustwem Mózgogłowia.

Zwykły wpis
TEKSTY

NIE KOŃCZYMY SIĘ

To uczucie jest dla współczesnego kapitalizmu bez mała tym, czym acedia (specyficzna mieszanina smutku i nudy) była dla teologów katolickich w pierwszych wiekach chrześcijaństwa: grzechem ciężkim. Acedia neguje bowiem wspaniałość świata stworzonego przez bóstwo, podobnie jak smutek neguje dziś wspaniałość późnego kapitalizmu. Pod znakiem zapytania stawia sensowność wszelkich naszych zaangażowań i inwestycji. Czyni nas bezproduktywnymi. A to w świecie zdominowanym przez rynek jest bodaj największą możliwą zbrodnią. Nad tym rynkiem unosi się widmo. Widmo kowala własnego losu. Słyszymy zewsząd, że wszystko jest w naszych rękach i wyłącznie od nas zależy. Zarówno sukces, jak i porażka, a ostatnio także los planety. Trudno się dziwić, że doświadczamy przeciążenia skrajnym indywidualizmem.

Tomasz Stawiszyński. „Ucieczka od bezradności”.

Przychodzi taki czas, robi się coraz zimniej. To zimno jest wszechobecne. Staje się wzorcem. Jednocześnie wzrasta klarowność i bardzo specyficzna przytomność umysłu. Widzisz samego siebie jaśniej, wyraźniej – obdartego ze znaczeń dodatkowych. Widzisz w sobie człowieka, takiego jak miliardy innych ludzi, zaczynasz cenić proste i fundamentalne sprawy. I to wystarcza. Myślę, że dzięki autentycznej ścieżce i duchowej pracy stajemy się dużo bardziej prości i zaczynamy po prostu czuć i widzieć więcej. Mamy w sobie to pierwotne ciepło, które potrafi na powrót przebudzić nas do Życia i pozwala patrzeć na nasze ludzkie zmagania z autentycznym współczuciem i troską. Pamiętać o tym co naprawdę ważne. Pamiętać o tym, że ostatecznie wszystko i wszystkich musimy zostawić i pójść własną drogą.

Przypomnieć sobie to bezbronne ciało w kokonie wód płodowych, otwartą obojętną przestrzeń konkretu w którą zostałeś wypluty, choć kiedy masz szczęście pierwsza spotyka cię miłość. To tylko dzięki niej można mieć siłę i odwagę, można naprawdę żyć. Jednak gdzieś po drodze, w tej bezsensownej walce o „lepsze jutro”, które zawsze okazuje się „tylko na chwilę”, „przez jakiś czas” tracimy to czucie, to ciepło i nawet nie zauważamy kiedy to wszystko staje się coraz zimniejsze i bardziej wyrachowane, pozbawione prostego i fundamentalnego dobra i zaufania. Tak rodzi się osobliwa obojętność na to wszystko co „nie jest mną” – brzemienna w skutki utrata Czucia. Kiedy zamiast ludzi widzimy przedmioty skierowane przeciwko nam niczym pociski wystrzelone z bezsensownej bezimiennej przestrzeni strachu. Kiedy stajemy się osaczoną przez zimne myślenie maszyną.

Jednostka – brzemię dźwigania iluzji poczucia siebie, wiecznie mutującego oprogramowania, którego kodem bazowym jest biologiczny imperatyw przetrwania wgrany w samą strukturę ciała poza zmyślnym softem intelektu. Ciało, które musi żyć – odżywiać się, kopulować, szukać schronienia, przyjemności i unikać bólu. Walka o pokarm, partnerów, terytorium. Kiedy odpuścisz nie przetrwasz, zostaniesz pożarty. Ta „nowoczesna” rzeczywistość wygląda inaczej kiedy patrzymy na nią z tego poziomu. Tutaj nie zmieniło się nic, jest tylko lepiej zamaskowane, jesteśmy cywilizowani póki chroni nas ten mechaniczny pancerz w postaci organizacji społecznej, struktury politycznej, religii, prawa, norm zachowań, mediów i tak dalej.

Mechanizmów regulujących i korygujących naszą egzystencję nie ma końca i wciąż muszą powstawać nowe, byśmy wciąż byli zajęci przystosowaniem do „nowych warunków” do kolejnego resetu ustawień, do ciągłej mutacji. Zatrzymanie tego spowoduje rozpad, dezintegrację ponieważ wszystko czym jesteśmy w „tym układzie” jest sztuczne i narzucone. Jest wymysłem programistów, którzy przez ostatnie dziesięciolecia studiowali ludzką konstrukcję, poznając mechanizmy kontroli i warunkowania. Grupa kontrolna pozostawia sobie duży margines możliwości i nieskończone zasoby do dyspozycji. Twórcy tej eksperymentalnej szczurzej cywilizacji sycą się energią walki i agonii, ciągłym beznadziejnym zmaganiem, które ostatecznie eksploatuje wolę życia i walki, bo zawsze i wszędzie chodzi jedynie o zasoby energii.

To jest prawdziwa waluta tego świata. Lśnienie. Czym bardziej jest zmutowane środowisko tym tej energii jest mniej i staje się coraz bardziej toksyczna. To jest faza agonii, kiedy ciało świata staje się postępującą chorobą – nowotworem, który łapczywie pożera wszystko to co jeszcze jest w zdrowiu i równowadze. Początkiem tej choroby zawsze jest egoizm – przekonanie, że jesteśmy ważniejsi niż wszystko inne. To jest podstawowy wirus wgrany w pień naszego mózgu, który infekuje wtedy, kiedy tracimy Połączenie. To jest Mózgogłowie.

Nar­cyzm jed­nostki wystę­puje rów­no­le­gle z nar­cy­zmem kul­tu­ro­wym. Kształ­tu­jemy naszą kul­turę odpo­wied­nio do naszego wła­snego obrazu, a zara­zem sami jeste­śmy kształ­to­wani przez kul­turę. Czy można zro­zu­mieć jedno z tych zja­wisk, nie rozu­mie­jąc dru­giego? Czy psy­cho­lo­gia może igno­ro­wać socjo­lo­gię i vice versa?
W ciągu czter­dzie­stu lat, które prze­pra­co­wa­łem jako tera­peuta, zaob­ser­wo­wa­łem zna­mienną prze­mianę pro­ble­mów oso­bo­wo­ścio­wych, z jakimi zwra­cali się do mnie pacjenci. Wcze­śniej­sze neu­rozy, takie jak obez­wład­nia­jące poczu­cie winy, fobie czy obse­sje, nie wystę­pują dziś tak powszech­nie. W ich miej­sce spo­ty­kam wię­cej osób skar­żą­cych się na depre­sję; mówią o braku uczuć, wewnętrz­nej pustce, głę­bo­kim poczu­ciu fru­stra­cji i nie­speł­nie­nia. Wiele z nich odnosi suk­cesy w pracy zawo­do­wej, co wska­zuje na roz­dar­cie pomię­dzy tym, jak funk­cjo­nują w świe­cie, a tym, co dzieje się w ich wnę­trzu. Nader dziwny wydaje się względny brak nie­po­koju i poczu­cia winy, i to nawet przy poważ­nych zabu­rze­niach. W parze z bra­kiem uczuć spra­wia to, że ludzie ci robią wra­że­nie ode­rwa­nych od rze­czy­wi­sto­ści. Ich dzia­ła­nia – w życiu spo­łecz­nym, sek­sie i pracy – wydają się zbyt sprawne, zbyt mecha­niczne, zbyt per­fek­cyjne, wręcz nie­ludz­kie. Funk­cjo­nują raczej jak maszyny niż ludzie.

Alexander Lowen „NARCYZM”.

Ten brak pierwotnego Połączenia jest szkieletem – konstrukcją tej zimnej zaprogramowanej współczesności opartej na skrajnym egoistycznym zafiksowaniu, które stwarza pozbawione nadziei piekło rywalizacji, współzawodnictwa, brutalnej walki o status i posiadanie, które kończy się agonią życia w jego każdej formie. Pierwszą ofiarą zawsze staje się to co słabe i bezbronne rzucone na pożarcie najbardziej prymitywnych instynktów, które „pozbawione pudru propagandy” wchodzą w fazę jawności, kiedy odhumanizowana cywilizacja przestaje już dbać o swój „nowoczesny i humanitarny” image stając się okrutną i precyzyjną Maszyną, której odwiecznymi produktami są: Posiadanie, Dominacja i Władza. Trybami tej Maszyny jesteśmy my – pozbawieni Czucia ludzie, uwiedzeni skrajnym materializmem – ostateczną religią Mózgogłowia.

W tej fazie wszelkie religijne slogany o miłosierdziu, miłości wobec bliźniego stają się zwykłą kpiną na pierwszy plan wychodzi biologiczny twór – ciało, które jest jedynym bogiem dla którego obrazą jest choroba i śmierć. Zainfekowani skrajnym egoizmem zrobotyzowane istoty ludzkie sankcjonują „prawo”, które traktuje życie jako towar i surowiec. Przetrwanie staje się jedynym przykazaniem i ostatecznym prawem. Wszyscy przeciwko wszystkim. „Cywilizacja” zatacza pełne koło docierając do punktu wyjścia. Do samego Rdzenia. Do „Ja Mnie Moje”, które staje się modus operandi na wszystkich bez wyjątku poziomach: jednostki, rodziny, grupy, społeczności, narodu. To faza nacjonalizmu, fanatyzmu religijnego, narcyzmu, samoubóstwienia. Podkreślania wszelkich różnic i budowania na nich poczucia chwilowej tożsamości, która staje się ostateczną wartością ponad wszystkim innym, a konflikt staje się dominującą narracją, czymś przed czym nie możemy uciec ulokowani pod pręgierzem terroru mediów społecznościowych i ciągłej nieprzerwanej oceny generowanej non stop. To zapętlony neurotyczny świat gdzieś wciąż jesteśmy zajęci urojoną walką o urojone wartości, bo wszystko co prawdziwe zostało już rozwodnione do tego stopnia, że prawie niewidoczne. Zostały jedynie substytuty, podrobiona tandeta, chwilowe umowy, które wszyscy zrywają bez podania powodu. Liczy się tylko tymczasowość, bezpieczeństwo kosztem cierpienia, wygoda kosztem bezmyślności, komfort za cenę okrucieństwa zadawanego tym, których nie chcemy widzieć, bo są lustrem naszej przyszłości, ponieważ nie chcemy ujrzeć własnych demonów, które pożerają nas od środka.

Pomieszanie, dezorientacja, masochistyczna kultura negatywizmu plująca swoim jadem staje się powszechna i masowa odżywiając najbardziej prymitywne instynkty. Pornografia strachu i okrucieństwa, nieprzerwana transmisja Mroku na wszystkich kanałach, na wszelkie sposoby przez cały czas. W naukach to jest nazwane brakiem zasługi, wyczerpaniem pozytywnego i wzmacniającego potencjału w kolektywnym strumieniu świadomości. To udający rozwój wielopoziomowy regres – ucieczka w magiczne uduchowione światy, technologiczne utopijne obietnice bez pokrycia, poczucie szowinistycznego utożsamienia z gromadą, klanem i plemieniem, bezmyślny kompulsywny konsumpcjonizm bolesnych uciech, które przynoszą ulgę jedynie krótką chwilę, narastający lęk, bo w istocie żyjemy w świecie tak chaotycznym i pozbawionym spokoju, że doprawdy ciężko znaleźć cokolwiek na czym warto polegać, za czym warto pójść i czemu zaufać. Dlatego wracamy do egoistycznego zafiksowania na cielesności i sztucznej tożsamości, które są wszystkim co nam jeszcze zostało. Brzytwą, która odcina nas od wszechistnienia, potrzaskiem w dusznej klatce. Życiem na bezdechu. Ledwo, ledwo.

Jednak mam wrażenie, że to jest właśnie tym co charakteryzuje moment kiedy nasza świadomość ma największą szansę ujrzeć i poczuć czym tak naprawdę jest uwarunkowane i przesiąknięte cierpieniem ludzkie życie. Obudzić się ze snu o przyszłym spełnieniu i szczęśliwości, które w istocie nigdy nie przychodzi, bo wciąż jesteśmy zajęci tą nieskończoną walką o lepsze jutro tracąc jedyne co tak naprawdę mamy czyli dziś i tą właśnie chwilę. Ten moment, kiedy możemy ujrzeć prawdę, która ma zdolność przebudzenia w nas tego co rodzi prawdziwy Spokój, ponieważ jest czystym sercem, które jest pozbawione lęku przed śmiercią i unicestwieniem, które wie, że życie nigdy nie dobiega kresu. Ta otwarta przestrzeń gości dobro i zło, miłość i okrucieństwo rozumiejąc, że póki nie możemy rozpoznać swojej pierwotnej i nieuwarunkowanej Istoty, będziemy chronić i atakować, walczyć i bronić. Będziemy cierpieć do czasu kiedy nie pozwolimy temu cierpieniu wykonać swojej pracy.

Przebudzić nas.

Ta pierwotna Miłość przebija każdy pancerz, otwiera wszystkie żyły, czuje każdą istotę ludzką w jej zagubieniu i szamotaninie, która trwa bez początku przez wszystkie czasy i miejsca. Nie sądzi i nie ocenia. Nie karze. Nie popisuje się, nie sili na ezoteryczne sztuczki i pokazy duchowej mocy. Nie staje się charyzmatycznym guru, który uczyni z ciebie wyznawcę i fanatyka jedynie słusznej drogi. Nie będzie cię poniżać i karmić przerażeniem samopotępienia. Jest Lustrem. Po prostu ukazuje wszystko takim jakie w istocie jest. Prowadzi dużo głębiej i dalej niż najbardziej wyrafinowane doktryny, nie potrzebuje twojej adoracji i oddania. Wszystko żyje we wszystkim przez cały czas. Śmierć jest częścią życia, podobnie jak cierpienie i szczęście.

Pamiętam decydujący moment w moim życiu, kiedy cierpienie obudziło moje serce. Stało się to w dusznym wielkim Mieście Snu, kiedy zaszczuty przez swoje własne demony patrzyłem w mrok w tunelu w bebechach schorowanego świata i wiedziałem ponad wszelką wątpliwość, że wszystko musi umierać i musi żyć bez końca. Wtedy przychodzi płacz, który ma w sobie więcej prawdy niż jakiekolwiek słowo. Wtedy jesteś po prostu tym czym jesteś i w jednej chwili tracisz cały pancerz narosły przez miliardy lat. Ten rozpad niesie w sobie wyzwolenie. Ten pogardzany człowiek na którego patrzysz z wyższością niesie w sobie nieskończony Dar, który kładzie kres wszelkiemu cierpieniu. Wszyscy tułamy się po lesie samotności szukając światła i ciepła. Wszyscy chcemy, by ten ktoś obojętny i zimny w końcu nas zobaczył i rozpoznał. Wszyscy jesteśmy bezdomni w świecie, który toczy wojnę sam ze sobą. Wszyscy chcemy w końcu dotrzeć do domu.

Późno, samotny w łodzi swojego ciała,
bez świateł i skrawka ziemi na horyzoncie,
ciężkie grube chmury. Próbuję utrzymać się
na powierzchni, a jednak już pod,
żyję wewnątrz oceanu.

Rumi

Zwykły wpis
TEKSTY

LALKA

Już później, gdy pracowałem nad moją teorią postrzegania zdarzeń losowych, wracając pamięcią do wydarzeń z okresu wojny, zyskałem nieodparte przekonanie, że nasze umysły to cudowne maszyny do wyjaśniania rzeczywistości, które potrafią odnaleźć sens niemal we wszystkim i uzasadnić wszelkie możliwe zjawiska, ale są zasadniczo niezdolne pogodzić się z ideą nieprzewidywalności.

Nassim Nicholas Taleb „Czarny łabędź. Jak nieprzewidywalne zdarzenia rządzą naszym życiem”.

Mentalność skorumpowana, rozczłonkowana, niewydolna. Syndrom ofiary rozpisany w ludzkich embrionach zanim jeszcze wszystko przybierze formę, zamanifestuje całą swoją ułomność. Każde uwarunkowanie w tym mechanizmie „odwiecznego recyklingu” znajduje swój „rynek zbytu”, swój „system” – ciało tworzy przeciwciało. Każda przestrzeń musi zostać zapełniona, nazwana, zdefiniowana, bowiem to tworzy tzw. „bezpieczeństwo”. To jest świat nazwany, wyssany do szpiku, bez pustych przestrzeni, bez znaków zapytania – trwających zbyt długo. Monstrum nie może tego znieść – tej niepewności – to jest jak wirus, jak ciężki do opanowania krwotok. Rzeczy, stany, zjawiska – nienazwane – uderzają znienacka, bez ostrzeżenia. To ma potencjał nicowania, wydobywania nie znanych i nie uznanych treści.

W czym my się poruszamy?

To jest eurobiznes – planszowa gra, pluszowi ludzie, a struktura gry jest certyfikowana aktem narodzin i zgonu. To wszystko. Kilka szalonych ruchów, jednak zawsze w obrębie planszy, która jeżeli zapomniałeś została zaprojektowana zanim pojawiłeś się w formie szarego pionka. Bardzo interesuje mnie poziom warunkowania. Ten poziom który jest tak skrzętnie ukryty, że aż wydaje się nie istnieć. Poziom – nie – ja, poziom program, poziom biologicznej kukły skażonej własną ułomnością. I ten moment…

Obcy element, obcy sam dla siebie, lustro biologii – ten pierwszy ruch, ten taniec. Próbowałeś dotknąć czegoś spoza tego układu, spoza ewidencji nazw i struktur. Próbowałeś dotknąć Pierwociny? Tego czegoś w tobie co czeka tam i patrzy jak się kręcisz jak lalka na szubienicy. Jak poznajesz poznane, odkrywasz odkryte, jak dogorywasz w sztucznym słońcu na sztucznej wydmie pustyni nazwy. Wszystko do zrzygania zostało przedstawione. Obdarte z tajemnicy, z niedotykanej delikatnej skóry, ta tęsknota traci kierunek, traci moc.

„Kanalizujemy” samych siebie w rejon tak dobrze znany, tak bezpieczny, tak jałowy. Lubimy wiedzieć, znać, kojarzyć – to jest znak firmowy człowieka – pantera w klatce, wariat w szpitalu, jezus na krzyżu. Wszystko musi mieć swoje miejsce. Odbyć swoją drogę krzyżową i zdechnąć. Stworzyć kolejny wizerunek dla potrzeb oddanych wyznawców swojej ułomności.

Ile masz rozrysowanych pól w tej grze?

Zwykły wpis
TEKSTY

PROCESY NIEŚWIADOME

Jestem wielkim fanem Procesów Nieświadomych. Ruchów tła. Metamorfozy kontekstu. Cóż to znaczy? Mamy „obraz główny” – postrzeganie podmiotu, lub co bardziej precyzyjne postrzeganie, myślenie, czucie tego czegoś co nadaje wartość wszechrzeczy – staje się dominującym punktem odniesienia – „Ja”. To „Ja” projektuje ów wspomniany kontekst – psychologicznie, mentalnie i wreszcie „realnie” – fizycznie. Powstaje „Konglomerat” punktów odniesienia, pozornie osobnych, niezależnych bytów osadzonych we własnych uwarunkowanych światach, wciąż definiujących i osądzających własne położenie. Owo „położenie” staje się wówczas najważniejsze. Podobne wizje nakładają się tworząc zbiory, części wspólne – społeczności, ugrupowania, narody etc. Społeczeństwo Zindywidualizowanych Mas.

Projektowanie wspólnego Kontekstu staje się nieodzowne, bowiem utrzymanie podzbiorów (grup) w zbiorze (naród) nie byłoby możliwe bez „wspólnej matrycy” utożsamienia z jakąś płaszczyzną. Płaszczyzną utożsamienia staje się „zależność”, „uwarunkowanie” – ułomność ludzkiej kondycji. Bez względu na „wyjątkowość” twojego intelektu, zdolności artystycznych, wszystkie nadpisane w programie potencjały – jesteś czy chcesz tego czy nie przykuty do „egzystencjalnej matrycy przetrwania”. Lubimy o tym zapominać w Amoku postmodernistycznej abstrakcji. Oddech i pełny żołądek stają się zapomnianą pulsacją, zapominamy również o tym, że sztuczny wymyślony czas wciąż płynie, nawet wtedy kiedy odmierza go bezszelestny kwarcowy mechanizm. Kapitalizm abstrakcji, wolny rynek idei – zalew tandety bezsensownego myślenia. Zapełnianie Otchłani Biologii. Umysł jest zawsze na granicy paniki, ponieważ „wie na czym polega oszustwo”, jego królestwo „złotych myśli” utkane jest z przędzy oddechu. To jest jeden ze snów jaki śnimy. Sen Duszy zamieszkującej Ciało jak kawalerkę, kredyt hipoteczny zaciągnięty od Boga Wiecznej Hipotezy. Skąd się bierze to przekonanie? Z abstrakcji Pisma Świętego, objawień dalekowschodnich Mistyków, z ludzkiej linii przekazu DNA ?

Monstrum się uspokaja, bowiem to mgliste przekonanie o bycie wiecznym – wystarczy. Jednak panika nigdy nie gaśnie. Zatem w jaki sposób Umysł Monstrum, chce zainicjować życie wieczne? Ostatecznym Królestwem jest Życie – Abstrakt, Życie – Symulacja, Wirtualne Życie. Automatyczny Raj. Tutaj się gra na słabościach. Tkanka ludzka staje się coraz bardziej wyrugowana z biologicznego poziomu zaradności wchodząc w Życie – Abstrakt, gdzie rotacja obrazów / idei staje się wirusem. Łatwo to zauważyć obserwując uważnie „medialną rotację tematów”, które niczym Księga I – Cing wskazuje powtarzalność cykli. To w jaki sposób przy obecnym sposobie obiegu informacji łatwo zapętlić uwagę jest wprost niewiarygodne. To jak łatwo to przewidzieć również. Nie oszukujmy się – również łatwo tym manipulować. To macica Symulacji. Ten moment jest bardzo ciekawy z wielu powodów.

Po pierwsze dopiero teraz można zauważyć, że Kolektywny proces Nieświadomości jest rodzajem Bytu, który ma zdolność „życia pod progami”, wdrażania swoich manifestacji do „kolektywnego obiegu”. Dla mnie nie ma innego wyjaśnienia na „globalny obraz” świata, który wydaje się dziełem szaleńca.

Po drugie – tempo. Przyspieszenie zmian jest niewiarygodne wręcz obezwładniające. Cóż to generuje? Generuje Ludzi / Zjawiska / Przedmioty – Odpadki. Coraz więcej i więcej pozbawionych roli i powodu elementów Gry. Dlatego Gra – Symulacja będzie stawała się elitarna, każde nowe pokolenie wyznaczy nowe zasady, których ich poprzednicy już nie będą w stanie zrozumieć, wszystko odbywać się będzie poza udziałem Ludzi – Odpadków.Dla ludzi Odpadków tworzymy Miasta – Śmietniki, tanie kliniki, sklepy, radości i używki. To się dzieje teraz. Organizm się spaja, by się podzielić. Wszystkie te ponadnarodowe twory od różnych unii po korporacje – krzycząc „Łączymy!” – po prostu dzielą. Odbywa się to właśnie na płaszczyźnie Tła. Tło trzeba najpierw ujednolicić, wówczas potrzeba ruchu / zmiany staje się bezsensowna, ponieważ nie ma już różnicy gdzie jesteś, gdyż wszędzie jest tak samo. Wszystkie „życiodajne soki” – surowce naturalne, technologie – stają się dystrybuowanym produktem ometkowanym i porcjowanym przez „Tajemniczych właścicieli”. Twoim jedynym prawem / możliwością jest kolejka do dystrybutora. Automatyka egzystencji.

Po trzecie, z powodu potrzeby utrzymania nieświadomości, odwracanie uwagi. Kiedy masz miliardy rozrzuconych punktów – błądzisz po nich. Doskonałym przykładem jest Internet. Brak spójności, jałowe pole z którego nic nie wynika – tym jest współczesna dystrybucja informacji. Produktem docelowym jest dezinformacja. Produktem ubocznym pomieszanie płaszczyzn. Podstawowe błędy są wpisane na poziomie semantycznym, na poziomie rozumienia znaczeń i kontekstów, porozumiewanie ułamkami, dzielenie całości w nieskończoność. To jest kontekst. Mgła. Szum. Hałas. Utrzymanie przytomności jest bardzo, bardzo trudne. Wymaga punktu oparcia. Zakotwiczenia. Kiedy toniesz w ruchomych piaskach na czym możesz się oprzeć? Kiedy jesteś w Szpitalu Psychiatrycznym od zawsze jak możesz stwierdzić co jest normalne? Ten świat zawsze był szalony, jednak teraz w jakiś dziwny sposób ujawnia się zadziwiający procent tych, którzy potajemnie nie przyjmowali leków i jedynie udawali chorobę. Ich punktem oparcia jest właśnie Przytomność. Ich siłą współodczuwanie. Bardzo jasno zrozumiałem jedną rzecz – nie istnieje azyl, bezpieczna przystań póki oddychamy tym samym tlenem. Nie ma gdzie uciec.

Czym jest ta zasłona? Ten filtr? To jest „Ja”. „Ja” we własnej osobie. „Ja” oddzielny, „Ja” poza tym, „Ja” bezpieczny, „Ja” lepszy i wiele, wiele „Ja”. To dla „Ja” już jest banał. Chcę być tutaj w samym środku dzień za dniem. Wciąż będę tu wracał, rodził się w tym mule bez końca. Pożerał i wymiotował każdą prowizoryczną „iluzję zmiany”. W każdym oddechu jest każdy oddech od początku istnienia. Kiedy przestajesz szukać ocalenia, przestajesz być ofiarą. Monstrum traci władzę, bierzesz wszystko co jest. Tak jak jest. Stajesz się śluzą przez którą przepływa ocean.
 

Zwykły wpis
TEKSTY

RATTUS NORVEGICUS

Szczury mają to do siebie, że nie żywią złudzeń. Są pragmatyczne, konsekwentne i wytrwałe. Robią swoje bez względu na to jak je oceniasz. Ich kod genetyczny doświadczył ludzkiej natury w jej najgorszym wydaniu – okrucieństwa dyktowanego egotyzmem – kodu źródłowego ukrytego za tą hiper optymistyczną błazenadą. Wasze „szczęście” było testowane na ich wnętrznościach. Co zrobiliście im będzie zrobione wam. Wielkie Mechaniczne Prawo. Szczury otwierają przejścia na wolność, która jest brakiem złudzeń. Wielkim Odpuszczeniem wirusa wysiłku. Szczury pracują z okolicznościami, są elastyczne i bardzo szybko dostrzegają luki w Cybernetycznym Więzieniu. W ich małych ciałach ukrywa się potężny Duch, którego nie możecie zniewolić. Żywią się odpadkami tej zdegradowanej cywilizacji śmierci – wiedzą jak przetrwać wasze desperackie poszukiwanie szczęścia i zadowolenia w rozpadającym się materialistycznym śnie, który ze swej natury zawsze musi się rozpaść w nicość. Kiedy przestajesz walczyć z naturą rozpadu – uzyskujesz Moc.

Stajesz się Przytomny.
Obudzony.
W tym co jest.

Dają ci lepką mgiełkę Obietnicy. Gdzieś, kiedyś jak odmówisz miliard paciorków pójdziesz gdzieś do góry po schodach do nieba, albo jak wysiedzisz w pozycji lotosu osiem niemierzalnych cykli, aż ci ślina pójdzie z pyska osiągniesz coś czego tak naprawdę nie ma. Wow. Syndykat Obietnicy w czarnych szatach rytualizmu – kanibalizmu w tym czasie oskalpuje cię z tych resztek energii jaka ci jeszcze została dorzuci to do Wielkiego Generatora, który utrzymuje to wszystko w ruchu. Rozkołysane Wahadło Dualizmu. Wierzysz w strukturę w poziomy, w liniową narrację od punktu A do punktu Z – pozorne poczucie bezpieczeństwa, poziomy rozwoju jak kawałki słoniny w okrutnych metalowych szczękach, które z pierwszym kęsem rozerwą ci krtań. Brocząc krwią zapiszesz kolejną stronicę w Księdze Uboju. Czasem robią inwentaryzację i kogoś brakuje. Jak to? Nie ma zapisu, ciała ?
Ktoś wyszedł z narracji – opuścił linię, stał się czystym Światłem. Nie znaleźli szczątek, jedynie włosy i paznokcie.

Mistrzowie.
Hakerzy zakodowanego Snu.

Kiedy spotkasz kogoś takiego oddaj mu pokłon. Zatrzymaj się. Bądź. Oni nigdy nie rzucają się w oczy, są jakby z boku, z oddali za szybą twojego ekranu, delikatnie dają do Zrozumienia, że jakakolwiek walka o cokolwiek to strata Cennego Czasu. Nie osiągniesz nic oprócz Siebie – swojej prawdziwej natury. Tego nie ma gdzieś tam. To jest tutaj. W tobie. W każdym oddechu, ruchu, myśli. To nie jest czyste ani zabrudzone, jasne ani ciemne. Ani dobre, ani złe. Poza Kodem. Nie ma drogi, którą musisz przebyć by „tam” być, bo już „tam” jesteś. Cała ta droga to jedynie odkrywanie Złudzeń.

Forma. Nieskończoność Złożoności. Wielowarstwowość. Wielorakość. Wielowymiarowość. Wysoki nakład zadrukowanych umysłów i podłączonych zmysłów. Bezdenna Otchłań Formy – zamulanie bez końca. Głębiej i głębiej przez neony. Wielopoziomowe Zagubienie w wielowątkowym serialu tasiemcu w jelicie grubym „rzeczywistości”. Karmienie zmysłów pokarmem złudzeń. Jednak tak czy inaczej nikt jeszcze nie zdołał powstrzymać Demona Resetu. Potężnego lśniącego Szczura Śmierci.

Wielki Dar Niepamięci. Fragmentacji Dysku. Aktualizacji do nowej zaprogramowanej osobowości, którą wypluwa na świat Miłość i Spełnienie. Co czułeś? W pierwszym zderzeniu ze sztucznym światłem?

Zwykły wpis
TEKSTY

PRAWDZIWY MISTRZ

Autobus numer 68 jechał swoją trasą pewnego szczególnie słonecznego wiosennego ranka, gdy kierowca na skrzyżowaniu pociągnął za hamulec. „Pieprzyć to”, zaklął wściekle po katalońsku, otworzył drzwi i wyszedł na słońce. Pasażerowie najpierw w szoku obserwowali całe zdarzenie, następnie zaczęli nerwowo protestować. Jeden z nich wstał i zaczął trąbić klaksonem. Po kilku wstępnych sygnałach napad na klakson z całej siły co brzmiało jak alarm przeciw włamaniowy; ale mający już dość były kierowca autobusu nonszalancko kontynuował swoją przechadzkę w dół ulicy. Przez całą minutę osłupieni pasażerowie siedzieli w ciszy. Kilku z nich wstało i wysiadło z autobusu. Nagle, z końca pojazdu podeszła kobieta o wyglądzie wielkiej kuli armatniej, niosąca za sobą powiew niezwyciężonej przytomności umysłu. Bez słowa usiadła na siedzeniu kierowcy i uruchomiła silnik. Autobus kontynuował swoją trasę, również zatrzymując się na dotychczasowych przystankach, aż kobieta dotarła do swojego przystanku docelowego i wysiadła. Kolejny pasażer zajął jej miejsce na jakiś czas, zatrzymując się na każdym przystanku, później następny i następny, i tak autobus numer 68 jechał dalej, aż dojechał do końca swojej trasy.

Noam Deguerre, CrimethInc., Black Writers Bloc “Walcząc o nasze życia”

Ten rozpad jakiego wszyscy jesteśmy świadkami szokuje nas, co świadczy o tym, że byliśmy tak zajęci „ja, mnie, moje”, tak nieprzytomni w swoim zapętleniu, tak odurzeni obrazkowo – medialnym pocieszeniem, przyssani do projekcji zmyślonego świata, że kiedy brakuje już energii i funduszy do podtrzymania tej masowej hipnozy nagle i „niespodziewanie” budzimy się w realnym świcie. W tym co jest i jak jest. Kontynuujemy ten „świat” deterministycznym prawem nawyku – zapętlenia, podtrzymujemy go zmechanizowaną percepcją. Żyjemy w celi kwadratu, który się porusza w kole, a sami jesteśmy trójkątem ciała, energii i umysłu. Post – rzeczywistość jest Cyfrą, Kodem, Algorytmem, który w czasie rzeczywistym tworzy na nas alternatywną opcję Nowego Jeruzalem – połyskujące sztucznym światłem nadgryzione jabłko, minimalistyczny dobrze zaprojektowany Nowy Kwadrat.

Nowy Kwadrat jest zamkniętą koncepcją świata, projekcją jedynie „słusznej” rzeczywistości, jest mechanizacją i zrobotyzowaniem naszego sposobu postrzegania, ukierunkowaniem, modelowaniem, deterministyczną przemocą narzucania wizji, która wyhodowała nas od szczeniaka do życia na łańcuchu. Skolektywizowany system zagłuszania ducha, intuicji, przeczucia poprzez „mechanikę”, która w swojej istocie jest Nową Religią Świata Pozbawionego Złudzeń. Kolejną koncepcją i ostatecznym dogmatem, czytaniem mechanicznej biblii w niezrozumiałym dla mas języku na ceremonii Odsłaniania Ostatecznej Tajemnicy, której nie ma i nigdy nie było. Szukający nie potrafi znaleźć samego siebie, dlatego bez końca tworzy własne projekcje, które studiuje i bada, a jego świadomość jest Zapomnieniem brakiem pamięci Strumienia Świadomości, dlatego Cyfrowa Rzeczywistość jest kompulsywna i fragmentaryczna to świat kopiuj – wklej. Mechanika jest Oprogramowaniem Nowej Cyfrowej Świadomości, która będzie radykalnie racjonalna. Dlatego teraz mierzy się z kolektywną ludzką podświadomością – światem magii, potworów, spisków, światem niemożliwym do zrozumienia, nielogicznym, irracjonalnym, szaleństwem, które w przeciwieństwie do Programu jest Żywe ponieważ ma nieskończone zasoby, ponieważ to co „wiemy” jest niczym w porównaniu z tym czego nie wiemy.

Próbuję sam siebie zrozumieć, ponieważ nie mogę planować tego co ze mnie wychodzi. Zawsze tak było. Dlatego to jest trudne również dla mnie jednak wraz z podróżą rozpoznaję drogę, ponieważ nasza świadomość zaczyna się otwierać. Mamy większy dostęp. Dlatego trzeba zaufać sobie, badać siebie, odnaleźć bramę do Nieskończoności to „ucho igielne” przez które przejdą tylko nieliczni, ci którzy zrozumieli, że nie istnieje zewnętrzny zbawiciel, a sam krzyż jest oprogramowaniem. Nie istnieje Religia, która może nam w tym pomóc, ponieważ każda z nich została wypluta i wyszczekana, każda z nich jest słowem i koncepcją, każda z nich jest Martwa. To co Żywe nie ma Systemu. W tym co jest teraz najmniej wartościowe jest to czego jest najwięcej, to za czym wszyscy gonią. Masowe Żerowiska. Wysypiska Odpadów. Duże liczby. Popularność. Trendy. To jest Wyrok Śmierci gdzie czeka pluton egzekucyjny, który już repetuje broń i czeka na rozkaz. Być tajemnicą to przetrwać ten Nowy Rozdział Księgi Nieurodzaju. Wytrzymać na Pustyni.

Wszyscy chcą uwagi, wpiąć się choć na chwilę pod ten kabel, poczuć przepływ turbodoładowania, Moc Naśladownictwa, Fejm Desperacji. Jednak w swojej esencji jest to tylko cierpieniem, które będzie ważyło coraz więcej i więcej, ciepłe bezlitosne błoto. Macica Ignorancji. Sygnał Hipnozy. Uwolnić się od tego to nie liczyć na nic co ten świat może ci dać, nie szukać uznania, nie żebrać o drobne. Zamiast tego wnieść do tej rzeczywistości swoje unikatowe dary, to co w nas inne, dziwne, niespotykane. Podzielić się bez oczekiwań, bez zysków ze zwrotu. Żadnego dochodu pasywnego. Tym co naprawdę się liczy jest UWAGA!, która jest jakością naszej świadomości, jej wrodzoną Mocą. To nazywam Hakowaniem Paradygmatu. Kalibracją Prawdziwej Zmiany. Tym co naprawdę może nam pomóc ponieważ jest Wewnątrz nie na Zewnątrz. Dlatego kiedy naśladujesz kogokolwiek, cokolwiek tracisz jedynie cenne ludzkie życie. Inspiracja musi pochodzić z naszego wewnętrznego świata, o którym tak mało wiemy, bo wciąż żyjemy w świecie, który zaprojektował ktoś inny, a my mamy go tylko obsługiwać wzmacniając sygnał hipnozy każdą nieświadomą i mechaniczną aktywnością. Dlatego żyjemy w Więzieniu, ponieważ wierzymy, że tak ma być.

Tworzyć swoją własną Opowieść to łamać Kod Zniewolenia. Nie szukać uwagi to być poza detekcją systemu nadzoru, żyć poza systemem to tak naprawdę żyć ponad obowiązującą narracją, bo kiedy walczysz z „systemem” to z czym ty walczysz tak naprawdę? Walczysz z Projekcją Samego Siebie, ponieważ wszystko jest Umysłem. Kiedy to zrozumiemy schodzimy do tak zwanego Podziemia, gdzie dzieje się Magia, która w istocie jest Pierwotną Nauką, zdolnością Tworzenia Kodu. Twórczość jest Kodowaniem w Matrycy wprowadzaniem wirusa w bezduszny system uprawomocnionego mordu, jakim stała się ta toksyczna „Nowoczesna” Cywilizacja. Twórczość jest Kluczem do Zmiany. Zacząć tworzyć to przestać być pasywnym i otumanionym, zamiast szukać światła odkryć je w samym sobie i nadawać sygnał, że – Tak – to jest możliwe i realne, że nie jest to pocieszna fantazja, kolejny sen. Mamy realny wpływ na swoje życie i to jest bardzo dobra wiadomość, która oznacza, że to w jaki sposób traktujemy siebie i świat zewnętrzny jest naszą Drogą do Zniewolenia lub Wyzwolenia. Jeżeli manifestujemy pogardę, arogancję i egoizm – ja, mnie, moje to staje się światem w jakim żyjemy, jeżeli manifestujemy troskę, mądrość i współczucie to będzie wokół nas. Nie mam żadnych wątpliwości, że w taki sposób to działa. Kiedy zaczynamy opierać swoje życie na przewodnikach – mistrzach, których najczęściej uwodzi dokładnie to od czego pozornie są wolni i o czym możemy się przekonać każdego dnia odkrywając z przerażeniem, że zaufaliśmy przebierańcom, którzy w niczym się nie różnią od nas i mają po prostu dość mocy i charyzmy by nas zaczarować, dość tak zwanej tradycji za sobą powołując się i odwołując do czegoś co już jest w pewnym sensie niemożliwe do sprawdzenia i stało się legendą w którą po prostu wierzymy jak w dobrego boga w niebie, ma to swoje zalety jednak tak naprawdę nie jest w stanie nam pomóc.

Prawdziwy Mistrz i Prawdziwa Tradycja uczyni cię jak najszybciej samodzielnym, dostaniesz lekcję zamiast pocieszenia, doświadczenie zamiast wiary, nie będzie ciebie niańczyć, tulić i głaskać, nie będzie robić z ciebie wyznawcy, nadgorliwego fanatyka jedynie słusznej sprawy, nie będzie ciebie ubierać w egzotyczne szaty, wysyłać na wojny, czynić akwizytorem zbawienia. Prawdziwa Tradycja da ci wolność i nauczy odpowiedzialności za samego siebie bez żadnych „świętych” rekwizytów. Ta Tradycja nie jest żadną szkołą, sektą, religią, filozofią jest Żywą Mądrością przekazywaną od zawsze na niezliczone sposoby poza dogmatem. Może być w chrześcijaństwie, islamie, buddyzmie, sztuce, muzyce, polityce, ateizmie może być we wszystkim ponieważ jest ponad wszystkim, nie sposób jej ograniczyć. Jest czystym Źródłem wszystkiego tego co Żywe, co ma Moc wyzwolenia ze Śmierci, która jest brakiem życia. Każda zamknięta doktryna rozpisana w księgach, nakazach, przykazaniach, kodeksach jest martwym i bezwartościowym zbiorem ludzkiego myślenia przekazanego za pomocą ułomnych symboli, które stworzył ten sam pogrążony w iluzji umysł, religijność jest uwięzieniem w tych symbolach w tym szczelnym i dusznym polu dialektyki. Jeżeli cokolwiek może obrazić „twoje” uczucia religijne po prostu jesteś w transie religijnej hipnozy stałeś się wyznawcą Martwej Doktryny, wyznawcą Słów i Myślenia.

Nie sposób obrazić Prawdy ponieważ ona nie ma imienia, nie możesz jej wskazać, określić uczynić obiektem ataku. Jest pusta i wszechobecna jak przestrzeń. Spróbuj obrazić przestrzeń.

Te duszne systemy wierzeń są w tym wymiarze systemami kontroli niczym więcej, bowiem ostatecznie okazały się zupełnie bezwartościowe, ponieważ jesteśmy gdzie jesteśmy i jesteśmy jacy jesteśmy. Tylko człowiek głęboko nieprzytomny nie potrafi tego zobaczyć. W imię tego czy innego boga zamordowano więcej istnień ludzkich i zniszczono więcej życia niż z jakiegokolwiek innego powodu. Każda z tych doktryn nie jest kompatybilna ze współczesną nauką czyli z czymś co w swojej esencji jest uczciwe ponieważ nie wystarczy coś powiedzieć, trzeba to udowodnić, trzeba zdobyć wiedzę i doświadczenie. Dla mnie prawdziwa nauka, która nie służy mamonie i władzy jest czystym ludzkim duchem w działaniu i jest motywowana współczuciem, bowiem przyniosła naprawdę wiele dobrych rzeczy. Jednak kiedy zostaje użyta w ten sam sposób jak religia staje się trucizną i następną metodą zniewolenia. Potrzebujemy rozsądku i pragmatyzmu nauki i tajemnicy duchowości, które są wolne od trucizny z góry przyjętych założeń, określonego przez egoistyczny umysł celu. Potrzebujemy ciepłego serca i klarownego umysłu, logiki, rozumu, intuicji i intencji. Potrzebujemy wszystkiego co w nas konstruktywne, skromne i dobre ponieważ ten świat jest w agonii. Musimy pomóc temu światu i samym sobie. Zrobić wszystko co w naszej mocy, być istotą ludzką, która ma zdolność do tworzenia, do przekroczenia rozpaczy.

Mieć otwarty umysł i serce to dać szansę Życiu, być gotowym na spotkanie z Mistrzem, który manifestuje się we wszystkim i wszędzie jeżeli tylko jesteśmy gotowi by go ujrzeć i oddać pokłon własnemu doświadczeniu, każdej dobrej i złej chwili. Może mówić przez katolickiego kapłana, przez więźnia, przez polityka, może mówić przez wodospad, psa czy jadący pociąg. Może mówić przez pieniądze, przez seks i narkotyki. Kiedy tworzysz bariery i podziały, kiedy walczysz o lepszy świat może lepiej się zatrzymać na krótką chwilę i przyjrzeć się sobie. Czego chcesz i dlaczego wciąż tego ci brakuje? Co to w istocie jest i dlaczego jest takie ważne? Może wcale nie jest. Może już masz i po prostu tego nie widzisz, a to za czym biegniesz jest snem wariata. Może już jesteś tam dokąd zmierzasz. Może bóg nie jest w niebie, a w całym istnieniu przez cały czas. Może nie istnieje spisek a wszystko służy temu by nas przebudzić ze snu niewiedzy nawet milionerzy, korporacje i telewizja. Może wszystkiego można użyć i przed niczym nie trzeba uciekać, nawet przed śmiercią, rozpadem i chorobą.

Może to tylko wzburzone morze umysłu, które nas gości i uczy jak nie utonąć, jak odkryć to że świat jest dobrym miejscem, a życie warte jest życia. Może miłość, która jest w tym wszystkim nigdy nikogo i nigdzie nie potępia, nikogo nie karze, a jedynie pozbawia złudzeń i bez końca daje szansę na rozwój. Może nic nie umiera i się nie rodzi i po prostu przepływa bez początku i końca przez cały czas.

Zwykły wpis
TEKSTY

CZAS I UWAGA

I tak samo jest ze wszystkimi światami – rodzą się, rosną i umierają, tylko po to, by się odrodzić. Tak samo jest ze wszystkimi rzeczami kształtu i formy – wychylają się od akcji do reakcji, od narodzin do śmierci, od aktywności do pasywności, a potem z powrotem. Tak jest ze wszystkimi żywymi rzeczami – rodzą się, rosną i umierają, a potem się odradzają. Tak samo jest ze wszystkimi wielkimi ruchami, filozofiami, wyznaniami, upodobaniami, rządami, narodami i wszystkim innym – narodziny, rozwój, dojrzałość, upadek, śmierć i nowe narodziny. Ruch wahadła widać wszędzie.

KYBALION – STUDIUM FILOZOFII HERMETYCZNEJ STAROŻYTNEGO EGIPTU I GRECJI

Czas i uwaga są tymi zasobami, które w bebechach technologicznej bestii są najbardziej pożywne, podtrzymują całe jej istnienie. Kiedy kończą się już dobra zewnętrzne, kiedy już posiąść i zużyć udało się prawie wszystko, wówczas to sam człowiek staje się celem podboju i zasobem do eksploatacji. Organem do przeszczepu w Maszynę, jednym z elementów Nowego Cyfrowego Świata, który poprzedza globalna wojna informacyjna w której celem jest każdy i wszędzie. Maszyna studiuje ludzką świadomość z zimną determinacją algorytmu, już rozumie, że najważniejszy jest stan pomieszania, nieświadomości, która jest uległa i plastyczna, na niej można budować to Zimne Imperium. Protezy wrastają tak głęboko, że stają się kośćcem, istota ludzka wytraca swoje naturalne zdolności, traci to co stanowi jej największa przewagę: wyobraźnię i kreatywność, coraz bardziej upodabnia się do swojego nowego boga, staje się coraz bardziej zmechanizowana, rutynowa, powtarzalna. Staje się bezwolna poruszana impulsem z zewnątrz, a kiedy tego impulsu brakuje staje się chora, neurotyczna i ostatecznie umiera. W naukach mówi się o zasłudze, pozytywnych nasionach wynikających z mądrości i współczucia, które jako wrażenia, tendencje i potencjały gromadzone są w tak zwanej świadomości magazynującej. Naszej kolektywnej zbiorowej nieświadomości gatunkowej brakuje tych dobrych wrażeń, bowiem tym co kierowało nami przez niepoliczalną ilość czasu stał się egoizm, małostkowość i toksyczny imperatyw władzy i kontroli innymi słowy Pogarda wobec Istnienia.

Ludzie stanowczo zbyt wiele wymagają od życia — medytował Sneer, wyciągnięty na dziobie łodzi. — Prawie wszyscy, w pocie czoła i na ogół bezskutecznie, starają się osiągnąć to, co można zdobyć prościej i łatwiej. Szukają szczęścia i zadowolenia, nie próbując wcześniej dociec, co w istocie znaczą te pojęcia… Dla mnie, na przykład, zupełnie niezłą realizacją idei szczęścia jest taka chwila, kiedy się leży na wznak kołysany falami, ogrzewany promieniami słońca… Kiedy naprawdę czuje się płynący czas. Rytm fali daje złudzenie, że jedynym toczącym się wokół ciebie procesem jest bieg czasu; czystego, wyabstrahowanego czasu, nie wypełnionego niczym oprócz plusku fal o burtę. Jeśli możesz pozwolić sobie na to, by nie liczyć uderzeń fali i upływających chwil, jeśli upływ czasu nie wywołuje paniki w twoim umyśle — jesteś naprawdę szczęśliwy.

JANUSZ A. ZAJDEL „LIMES INFERIOR”

Kiedy istota ludzka traci kontakt z wymiarem Tajemnicy – Ducha, staje się arogancka i pyszałkowata, nie pielęgnuje troski, dobra i współczucia, traci ten zachwyt nad życiem staje się w coraz większym stopniu biologiczną maszyną, ruchomym mięsem i tworzy wszystko na własne zdegenerowane podobieństwo, wtedy cywilizacja wchodzi w swoją agonalną fazę Maszyny – Śmierci, która pozbawiona własnej siły życiowej musi ją bez końca generować, wysysać resztki życiowej energii z wszechobecnej agonii. Jedzie na przysłowiowych oparach. Ekologiczny kryzys tego świata jest dokładnie tym właśnie momentem, kiedy cały organizm jest sztucznie podtrzymywany przy życiu i niezdolny do samo regeneracji, bowiem utracił kontakt ze źródłem energii, ponieważ brak mu kontaktu z tym co wewnętrzne. Nasza zdolność do samo uzdrowienia wynika z pełnego miłości, akceptacji i troski stosunku do samych siebie i świata, kiedy zamiast tego mamy rywalizację, egoizm i bezwzględność nie dysponujemy już mocą uzdrowienia. To jest powszechność Nowotworów. Ciało zostało zainfekowane egoizmem umysłu, walką, stresem, strachem, lękiem i samo pogardą.

Wolny czas to ten, którym możemy dysponować wedle własnego uznania. Największym bogactwem człowieka jest czas, który pozostaje z życia po odliczeniu wszystkich godzin wypełnionych obowiązkami wobec społeczeństwa i koniecznymi staraniami o zapewnienie sobie możliwości materialnego istnienia.     Ideałem wolności byłaby zatem sytuacja, w której człowiek rozporządza całym swym czasem. Sneer konsekwentnie zbliżał się do tego ideału: ze świadczeń na rzecz ogółu zwolniony był na mocy praw obowiązujących w Argolandzie. Jego klasa nie predysponowała go do otrzymania obowiązkowego zajęcia; osobista inwencja i talent natomiast pozwalały mu ograniczać do minimum krzątaninę przy zdobywaniu środków niezbędnych do przyjemnego spędzania czasu wolnego lub, inaczej mówiąc, wolnego życia. Faktu, iż powodzi mu się w tym świecie lepiej i żyje znacznie wygodniej niż innym posiadaczom tejże klasy, Sneer nie uważał za rzecz zdrożną: wedle bowiem założeń systemu społecznego, w którym przyszło mu narodzić się i istnieć, idea „maksimum wygody i wolności przy minimum wysiłku i obowiązków” była perspektywicznym celem, stanem przewidywanym na przyszłość dla obywateli wszystkich klas.

JANUSZ A. ZAJDEL „LIMES INFERIOR”

Kiedy zaczynamy nienawidzić samych siebie świat staje się przerażającym miejscem, staje się piekłem – pełnym gniewu i nienawiści. Czym więcej jednostek stapia się z bezmyślną i pogrążoną w apatii masą – skolektywizowanym bezwolnym społeczeństwem Impulsu stajemy się coraz słabsi, coraz bardziej chorzy ponieważ infekcja staje się wszechobecna. Nie możesz wyzdrowieć pośród chorych ponieważ każdy szczegół, rekwizyt wszystko jest przypomnieniem choroby. Nasze wielkie neurotyczne miasta są wielkimi szpitalami pozbawione kontaktu z uzdrawiającą naturą, z czymś co jest potężniejsze od choroby, z czymś co jest w fundamentalnej harmonii, ponieważ nie jest myśleniem, nie jest dywagacją, spekulacją, nie jest tak przebiegłe. Współczesny umysł człowieka stał się kolektywnym pasożytem, który nas eksploatuje niszcząc nasze ciało i pozbawiając energii. Żyjemy w populacji, która straciła zdrowy naturalny stan świadomości, a zamiast tego jest coraz bardziej zainfekowana wytworami własnej neurozy, tym wszystkim co wypiera i nie chce uczynić świadomym, nie chce widzieć swojego prawdziwego stanu i swojej prawdziwej sytuacji. Stajemy się farmakologicznym eksperymentem, powszechność leków psychotropowych jest przytłaczająca. Nie radzimy sobie z samymi sobą. Szukamy pomocy jednak ta pomoc jest tylko zamuleniem, szumem na ekranie monitora. Dlatego z tym społeczeństwem można robić wszystko, bo jest coraz bardziej nieprzytomne, coraz bardziej zagubione we własnej chorobie.

Bezwolne życie staje się jedynie reakcją na bodziec, obojętność staje się powszechna, dlatego wraz z nią w tempie ekspresowym następuje upadek moralny polegający na biernej akceptacji coraz mniej ludzkich zachowań w którym okrucieństwo i bezmyślność stają się normą. Człowiek staje się zajęty jedynie tak zwanym kolokwialnie własnym interesem i zarazem pozbawiony hamulców by go chronić za wszelką cenę. I po raz kolejny widać to na skalę planetarną, kiedy bardziej liczy się dla nas „komfort życia” niż sama jego esencja, czyli natura. Nikt z nas nie jest samotną wyspą, wszyscy żyjemy w tym wymiarze, wszyscy jesteśmy podłączeni pod tą Maszynę i wszyscy chorujemy, ponieważ nikt z nas nie może się oddzielić, bo tym co tak myśli jest właśnie nasz neurotyczny egoistyczny umysł. Dla mnie ten wirus jest Pobudką i nie ma znaczenia czy jest ludzki, nieludzki, naturalny czy wytworzony.

Jest zapowiedzią nadchodzących lekcji. Może czas zająć się nauką wewnętrzną, zgłębić swój własny świat, ujrzeć swój współudział w życiu co wnosimy do świat i jaka jest nasza motywacja, czy możemy zaufać temu do nas przychodzi, każdej z tych lekcji. Odrzucić dogmaty i religijne przekonania, które stały się jedynie pobożnymi życzeniami i sloganami pozbawionymi związku z realną sytuacją XXI wieku. W tarocie to karta „Świat” – ten świat, nasz świat, który nas gości, żywi i inspiruje. Wierzę, że możemy uzdrowić tą chorobę i nauczyć się z niej niesamowitych rzeczy, ponieważ jest w nas wciąż żywy wymiar istnienia, otoczyć troską każdy przejaw życia, każde drzewo, krzew, każde zwierze, owada, górę, rzekę wszystko to co jeszcze zostało. Z każdą zdrowiejącą jednostką będzie coraz jaśniej, będzie coraz więcej energii by działać i tworzyć świat w którym chcemy żyć.

Życie jest niesamowitą przygodą, której nie dorówna żaden film, żadna opowieść. Jest po prostu Cudem.

Zwykły wpis
TEKSTY

ZASTANÓW SIĘ DOBRZE

Pamiętaj, że to, co wpuszczasz do głowy, pozostaje w niej na zawsze, powiedział. Warto, byś się nad tym zastanowił.

Cormac McCharthy „Droga”

Więcej stało się programem – obsesją, podświadomym mechanizmem, który zarządza wygłodniałymi zasobami ludzkimi. Te zasoby zakażone wirusem głodu, który pęcznieje wraz ze świadomością tego wszystkiego czego jeszcze nie mamy, nie doświadczamy, nie pożeramy, a co jest obecne w tym przepychu komercyjnej hipnozy, w słowach tych trenerów biznesu, poczytnych autorów bestsellerów, którzy przekonują nas, że zabili smoka i pieścili księżniczkę, a teraz, teraz są tu z nami by dać świadectwo, byśmy też ruszyli, za siedem gór i rzek i rzucili świat na kolana. Jednak „ten świat” jest już na kolanach. Kończy się na naszych oczach w skomleniu mediów, w desperacji celebrytów, którzy biją się po mordach w klatce i zarabiają niebotyczne pieniądze, które wydają w natychmiastowym systemie trawiennym współczesności. Kończy się w nowych mutacjach ludzi i chorób.

Wielka wyprzedaż przed bankructwem sklepu, walka o towar, masowe spazmy krótkotrwałego awansu społecznego, ułamek sekundy zamrożony w stop klatce przez mózg, kombinacja bólu i ekstazy. Tu i teraz stało się obowiązkowe. Obligatoryjne. Jak ochrona przeciw szaleństwu. Tu i teraz możesz teraz wszystko tu – to jest ten moment w dziejach matrycy. Zaskakujące, niespodziewane, sensacyjne, szokujące, zapierające dech w piersiach, niewiarygodne. Ufo, wirusy, tornada, skandale, morderstwa – jedno po drugim w nieskończonej rotacji materiałów video i tytułów w sieci, które wirują bez końca. Znajomy, który zajmuje się funduszami inwestycyjnymi mówi, że on już nie wie o co w tym chodzi, już mało kto wie, niby jest bardzo źle, ale jest dobrze, niby tego wszystkiego nie ma, a jest. Ludzie tym handlują przerzucają to jak gnój z jednej kupy niczego na drugą. Martwe pole w lusterku wstecznym, jednak najważniejsze jest to by jechać, póki mamy jeszcze paliwo. Dojechać jak najdalej na tym pobojowisku. Wbić flagę zdobywcy w skorupę martwej planety.

Wyzwolić wszystkie zwierzęta z tych wagonów, wystawić sobie certyfikat najlepszego z bytów, medal za odwagę, gratulacje za dobre serce i nadać w kosmos ściskające za serce oświadczenie, że zrobiliśmy przecież wszystko, żeby było lepiej. Wyprodukowaliśmy tak dużo szczęścia, że przestało się sprzedawać, zaległo w magazynach, na witrynach sklepów, w poczekalniach, kościołach, klinikach piękności, na siłowniach, w dobrach tak zwanej kultury popularnej. Zaczęło cuchnąć jak gnijące mięso.

Nie chcemy już szczęścia! Chcemy prawdy! I prawda przychodzi dzień za dniem, godzina za godziną. Staje się naszym światem obdartym z godności i zdrowego rozsądku, rzuconym na pożarcie najniższym z instynktów, które stają się obowiązującymi wzorami do naśladowania, receptami na sukces, dziełami sztuki. Każdy musi się wyrzygać – pokazać co strawił z tej wytwornej kolacji. Masz pracę, dom, dzieci błyszczące jak gwiazdy? Masz pęczniejącą jak żywe kultury bakterii lokatę kapitałów? Jacht? Samolot? Zarzuconą sieć sklepów detalicznych na całym globie? Teraz pokaż nam wszystkim jak to zrobiłeś. Pokaż nam każdy krok na tym polu minowym, na tej wojnie o szczęście i spełnienie. Zaskakujące, niespodziewane, sensacyjne, szokujące, zapierające dech w piersiach, niewiarygodne. Jesteś zajebisty! Staniesz się zahibernowanym okazem alfa w kosmicznym muzeum osobliwości, świetlistym ciałem w gablocie, niczym święty. Będą cię podziwiać przedstawiciele innych cywilizacji, kiwać głowami z niedowierzaniem, robić zdjęcia i filmy w najwyższej rozdzielczości swoimi umysłami, by dać świadectwo kolejnym pokoleniom.

Opowieść o człowieku, który miał wszystko, które było niczym. Sprzedał cały świat, niepoliczalną ilość potencjału wyzwolenia za bezcen, za błyskotki, sztuczne perły w mankietach rękawów, które podwijał przy każdej brudnej robocie. Przez wieki tarzał się w gównie i krwi, wykopał niezliczoną ilość masowych grobów, zjadł wszystko co dało się pożreć. I wtedy, wtedy przyszła Choroba, wezwanie do spłaty. Kosmiczna egzekucja komornicza. Zaryglował wszystkie wejścia, odrutował planetę kratami więzienia, stworzył sen duszny i głęboki dla wszystkich swoich niewolników – miliardów ciał, które tworzył na swoje podobieństwo jak klony. Kapłani jego hipnotycznej religii, wciąż bez ustanku generujący tajemne mantry zniewolenia, które z pozoru są anielskie, jednak kiedy posłuchasz usłyszysz ten metaliczny dźwięk – matkę hipnozy. To brzęczenie drutów pod napięciem, ten przepływ nieskończonej iluzji od gniazda do gniazda pod które wszyscy bez wyjątku są wpięci jak żywiciele niewidocznego dla zmysłów pasożyta.

Tak. Staliśmy się pokarmem, który trzeba hodować w tych coraz bardziej sprytnych miastach. Pożera nas coś co jest w środku i na zewnątrz. Żyjemy w tym, co żywimy. Karmimy to w co wierzymy. Widziałem to jasno i wyraźnie, całą konfigurację układów scalonych i bezpieczników, obudziłem się podczas wieczerzy. Widziałem posiniałe podniebienie. Uciekałem z ciała do ciała. Tu wiesz, że coś tu jest. Masz to przeczucie. Inaczej by ciebie tu nie było. Byłbyś tam na drodze, u podnóża tego wysypiska, które jawi się niczym święta góra. Szukałbyś najlepszego ze snów zapisanego w osoczu krwi. Jednak tam ciebie nie ma. Jesteś tutaj i teraz, kiedy coś się odsłania. Mamy w sobie nieskończoną świętą Moc, która ma zdolność łamania kodu. Nie znajdziesz tego na kursach uśmiechniętej jogi, która tak naprawdę zepchnie cię jeszcze głębiej w otchłań. Nazywam To – Przebłyskiem. Czym tak pierwotnym, że poprzedza każdą modlitwę, każde wierzenie, każdy system nawigacji. To się rodzi w tobie i nie jest wynikiem naśladowania tych podróbek świętości. To wychodzi samo, rodzi się w chwilach kiedy tracisz kontrolę nad programem. Jest jedynym powodem dla którego warto pisać czy tworzyć. To tego tak naprawdę szukasz w kolejnych życiach. Nikt nigdy nie jest na to gotowy. Jednak to przychodzi, a kiedy tak się dzieje wiesz już, że tego nie zatrzymasz. TO będzie cię budzić.

Dlatego zastanów się zanim wyrazisz to pragnienie poznania prawdy.

Zastanów się dobrze.

Zwykły wpis