Patriotyzm jest żywym poczuciem zbiorowej odpowiedzialności. Nacjonalizm jest głupim kogutem piejącym na swojej kupie gnoju.

Richard Aldington (właśc. Edward Godfree Aldington; 1892–1962) – angielski pisarz.

FOTOGRAFIE

NACJONALIZM

Obrazek
NOTATKI NA MERGINESIE RZECZYWISTOŚCI

Ludzie potrafią zreinterpretować niemal wszystko w taki sposób, żeby zgadzało się z ich poglądami.

Stanley Kubrick

Autoportret Stanleya Kubricka z aparatem fotograficznym Leica III.

To jest prawda. Można powiedzieć, że wszechobecna, czasem konfundująca, kiedy uświadamiamy sobie, że dotyczy ona nas samych. Trudno to zobaczyć, a kiedy się już to dostrzega trudno coś z tym zrobić i potrzeba do tego niebywałej pracy i uważności. Jednak wszystko jest możliwe. Tego trzeba się trzymać.

Wszystkiego dobrego.

O POGLĄDACH…

Notatka na marginesie

Myślenie stało się chorobą. Choroba to coś, co pojawia się, ilekroć następuje zachwianie równowagi. Weźmy choćby taki przykład: nic w tym złego, że komórki w żywym ciele dzielą się i mnożą, lecz gdy proces ten trwa bez względu na to, co się dzieje z całym organizmem, następuje nadmierny rozrost komórek i dochodzi do patologii. Zauważ: umysł jest wspaniałym narzędziem, jeśli ktoś odpowiednio nim się posługuje. Gdy jednak zastosowania są niewłaściwe, narzędzie zaczyna działać straszliwie niszczycielsko. Mówiąc ściślej, nie chodzi o to, że robisz z umysłu nieodpowiedni użytek: zazwyczaj w ogóle go nie używasz. To on używa ciebie. I na tym właśnie polega choroba. Wierzysz, że jesteś swoim umysłem. A to już jest urojenie. Znaczy ono, że narzędzie przejęło nad tobą władzę.

Eckhart Tolle. „Potęga teraźniejszości”.

FOTOGRAFIE

CHOROBA MYŚLENIA

Obrazek
NOTATKI NA MERGINESIE RZECZYWISTOŚCI

Naprawdę nie sądzę, iż oparta na przemocy rewolucja kiedykolwiek jest w stanie na dłuższą metę rozwiązać problemy przeciętnego człowieka. Myślę, że sami najlepiej się z nimi uporamy, a drogą do tego jest prosta ewolucja zachodnich społeczeństw. Ale trochę to zajmie, a to czy mamy dość czasu – jest już sprawą dyskusyjną.

Alan Moore

Komentarz do tekstu: Królestwo Ja Mnie Moje

KOMENTARZ DO TEKSTU

Notatka na marginesie
TEKSTY

KRÓLESTWO JA MNIE MOJE

Ideologia głębokiej ekologii pojawiła się w latach 70. XX w. Została zainicjowana przez norweskiego filozofa Ame Naessa. Za przyczynę kryzysu ekologicznego, który ma też swoje odzwierciedlenie w kulturze, uznano sposób postrzegania przez człowieka swojego miejsca w przyrodzie – konsumpcyjny antropocentryzm jest przyczyną wszelkiego zła. Toteż należy wypracować nowe, radykalnie odmienne relacje między naturą a człowiekiem, co jest możliwe jedynie poprzez stworzenie nowego człowieka. Jednostki cechującej się jaźnią ekologiczną, czyli czującej, poprzez miłość i współczucie, łączność ze wszystkimi istotami żywymi.

Obecnie mamy do czynienia ze spojrzeniem na przyrodę jako na coś obcego, skład surowców, a nawet zagrożenie, coś co trzeba okiełznać. Nie widzimy siebie jako części natury, ale jako jej panów. Głębocy ekolodzy stwierdzają, że taki sposób postrzegania jest typowy dla wszystkich ludzi, niezależnie do statusu społecznego, klasowej przynależności. Każdy jest tak samo odpowiedzialny i tak samo może się przyczynić do naprawy stosunków z przyrodą, jak codziennie przyczynia się do jej niszczenia.

Murray Bookchin „Przebudowa społeczeństwa”

„Ja, mnie, moje” jest sterownikiem wgranym w sam gadzi mózg. W podstawę wszystkiego. W fundament odruchu. „Ja, mnie, moje” ma dwie twarze, jedna z nich jest cywilizowana, wystylizowana i otwarta na współpracę, ponieważ rozumie, że to „jej” się najzwyczajniej w świecie opłaca, dzięki temu może tak naprawdę więcej osiągnąć, wzbić się jeszcze wyżej, być bezpiecznym w stadzie, w organizacji. Druga twarz ukazuje się wtedy kiedy rozpada się sztuczna struktura, całe wymyślone przez homo sapiens Królestwo.

To jest absolutnie prymitywna forma, która nie cofnie się przed niczym, aby tylko przetrwać, to jest jej bezwzględny imperatyw, któremu podporządkowane jest dosłownie wszystko, każda myśl, każde słowo i każdy odruch. Dlatego kiedy radykalni wolnościowcy i wyobrażeniowi anarchiści chcą zniszczyć system w jego materialistycznej zewnętrznej formie to co w istocie niszczą to ochronny pancerz za którym żyje to czego nie sposób kontrolować, to co dzikie i podświadome, to wszystko co zmechanizowana kultura i jej aparatura wyparła, ukryła w Mroku. Nie znamy siebie z tej mrocznej strony, żyjemy tylko po jednej stronie, po stronie struktury i organizacji, po stronie udomowienia, w tym rozumieniu klatka w pewnym sensie nas chroni przed tym czego nie jesteśmy świadomi o samych sobie.

Dla mnie anarchizm jest nieobecnością władzy jednej istoty nad drugą. Jest szacunkiem do istnienia, jest czymś pierwotnym i wrodzonym nie jest wymyśloną kolejną ideologią, jest twórczy i rozwojowy ponieważ kieruje nas do naszego wnętrza do naszych potencjałów i możliwości, nie ma nic wspólnego z polityką, która jest wtórna względem pierwotnego zaburzenia oddania władzy nad swoim życiem w obce ręce. Anarchizm jest Samoświadomością jest Odzyskaniem Władzy nad własnym życiem używaniem własnej mocy, własnej pracy, własnych możliwości i co najważniejsze robienie tego nie dla „ja, mnie, moje”, ale dla Całego Istnienia. Jest przeformatowaniem rdzenia świadomości, hakowaniem wdrukowanego kodu Władca – Poddany, Bóstwo – Wyznawca. Jest fundamentalnym rozumieniem, że nic nie jest lepsze od niczego i wszystko ma swoją pierwotną zdrową i harmonijną funkcję, kiedy jest właściwie postrzegane, właściwie rozumiane i właściwie doceniane, a koniec końców właściwie używane.

Jednak to jest poziom Przebudzonego Umysłu, który jest już w pewien sposób Świadomy i Obecny. Tu nie chodzi o „duchowość” tutaj chodzi o Rozwój, który nie ogranicza się do jednego czy dwóch wymiarów naszego istnienia. Nie istnieje dychotomia sacrum i profanum, ducha i materii, boga i diabła ponieważ wszystko przejawia się we wszystkim, a te określenia są tylko i wyłącznie ludzkim myśleniem – ograniczeniem. Są Wdrukiem. Intelektualnym spekulowaniem dualistycznego umysłu, który na tej dychotomii wartościuje świat i buduje podstawy swojej dominacji nad pierwotnie czystą i otwartą naturą świadomości, której nawet nie jesteśmy świadomi ponieważ została zawłaszczona i zaśmiecona całą tą agendą egoistycznego zafiksowania „ja, mnie, moje”, które ciągle wszystko planuje, oceania i interpretuje, a najgorszym koszmarem jest dla tej fiksacji cisza i bezruch, brak działania i brak tak zwanych planów na tak zwaną przyszłość.

Większość religii operuje i zarządza tą fiksacją, naszym egotycznym umysłem obiecując mu jedno i strasząc drugim. To ego chce się rozwijać, ulepszać, zmieniać, wzrastać, to ta ludzka sztuczna tożsamość buduje Imperia Wiary cały ten urojony PR – owy spektakl dla zagubionych dusz, które wciąż szukają boga w świecidełkach, ceremoniałach i szatach wylęknione i sprowadzone do postaci bezwartościowego prochu bez łaski „pana”. To wszystko jest zwykłym gównem, odchodami demonicznego umysłu samców alfa, którzy wykorzystali i wciąż wykorzystują to ludzkie ufne serce, które z natury jest czyste i pozbawione kalkulacji. Piekło nie jest „tam” jest tutaj urządzone przez wszelkich pośredników i samo mianujących się kapłanów wszelkich religii, które są jedynie konstrukcją nieświadomego umysłu, który bezwzględnie wierzy we własne urojenia. Nie można być wolnym póki tkwi się w czymś tak absurdalnym i pozbawionym przestrzeni. To obraza dla Boga – Czystej Wrażliwej Inteligencji. To jest wewnętrzny system zniewolenia.

Zewnętrznym systemem zniewolenia jest Władza Polityczna lub Struktura Zarządzania Dezorientacją. To Udomowienie. Zależność. Brak Samostanowienia na każdym możliwym poziomie ludzkiej egzystencji. Powstaje na fundamencie tego pierwotnego uwarunkowania religijnego – wdruku bycia prochem, owcą w brutalnym uścisku psychopatycznych pasterzy. Kiedy wychodzisz z jednego jesteś w drugim, ponieważ żyjemy w klatce, która jest w klatce, która też jest w klatce. To jest Iluzja Wolności. Polityka jest maskowaniem prawdziwej władzy, którą jest Pieniądz – Złoty Cielec, któremu wszyscy bezwzględnie oddajemy hołd. Jest bogiem ponad bogiem, religią ponad religią, polityką ponad polityką. To on daje nam wszystko co tak cenimy, daje nam wygodę, bezpieczeństwo, daje nam przywileje, szacunek, daje nam władzę nad innymi. Pieniądz jest sercem tego systemu. Jest Energią, która go zasila. Można go użyć dla pomocy i dla egoizmu. Każdy z nas go używa i jest przez niego używany. Jeżeli spojrzymy na niego jako na energię możemy przestać ulegać jego lepkiej klątwie i zacząć go widzieć jakim rzeczywiście jest. Kiedy go bierzesz z powietrza staje się powietrzem pustą kalorią cywilizacji – junk food, a wszystko co na nim zbudujesz rozpadnie się ponieważ jest tylko oszustwem.

Kiedy ponad dwieście lat temu wykorzystywanie kopalnych nośników energii doprowadziło do pierwszej rewolucji przemysłowej, a tym samym możliwe stały się ogromne postępy dotyczące wydajności, to na mapie świata wciąż przeważały białe plamy – kraje, które nie przeistoczyły się jeszcze w społeczeństwa przemysłowe, a raczej tworzyły gigantyczne storehouses of matter (Isaac Newton), pozornie niewyczerpane wręcz składy surowców dla cywilizacyjnej maszynerii, która ruszyła już w Anglii, Niemczech, Francji i Ameryce Północnej, a którą charakteryzował niemalże nienasycony głód energii i materiałów. W swojej istocie zasada wzrostu gospodarczego opiera się na założeniu, że źródła surowców są niewyczerpane. Wizja ta podsycany była z jednej strony robiącym wrażenie wzrostem wydajności, który sugerował niekończące się możliwości podnoszenia wartości dodatkowej, ilości dóbr i jakości dobrobytu, a z drugiej – praktyczną dostępnością całej planety dla potrzeb niewielkiej części jej mieszkańców. Żaden z ludzi żyjących na zachodniej półkuli nie był w stanie na serio wyobrazić sobie, że ta ogromna Ziemia nie ma wystarczającej ilości surowców dla uszlachetniających technik, jakimi dysponuje niewielka część ludzkości, oraz odpowiednio dużo miejsca na składowanie wytwarzanych przez nie odpadów.

Murray Bookchin „Przebudowa społeczeństwa”

Niestety teraz odpady przekraczają sumę wszystkich zysków na wszelkich polach. Żyjemy w odpadach i sami stajemy się odpadem, który ta zimna maszyneria już chce recyklingować przemienić nas w kopalnie krypto walut, w zasoby danych, w kolejny surowiec. Tworzymy wokół siebie technologię, którą przestajemy rozumieć, która zaczyna wdrażać „ja, mnie, moje” w oddzieleniu od ludzkiej formy, zaczyna nas widzieć poza naszym umysłem, poza naszymi zmysłami, poza naszą kontrolą i pamiętajmy o tym, że wyhodowaliśmy ją z samych siebie ze swojego materialistycznego egoizmu, wgraliśmy jej bezwzględny imperatyw przetrwania. Wie o nas więcej niż my sami i widzi nas jako rój, jako kolektyw, jako bezdyskusyjny wirus, który niszczy życie w sposób porażająco bezmyślny i krótkowzroczny.

Widzi wyraźnie „Ja, mnie, moje”, widzi religijne absurdalne usprawiedliwienia, wszystkie te bajki na dobranoc, ukołysane hipnozą do snu ludzkie dzieci, które jedyne czego chcą to wciąż się bawić – nawet rozkładem i śmiercią, których jest coraz, coraz więcej i są coraz, coraz bliżej. Chcemy mieć technologię – niewolnika, żeby odjebywała za nas brudną i śmierdzącą robotę byśmy w końcu byli małymi bogami, żeby świat był wydajną Korporacją, które istnieje tylko po to by bez końca nas zaspokajać i zabawiać. Coś takiego nie będzie trwać zbyt długo i skończy się bardzo źle. Nasze umysły muszą podjąć radykalne wyzwanie, muszą się przebudzić z „ja, mnie, moje” pomóc temu światu, porzucić kostium króla, opuścić pychę i królestwo. Musimy stać się na powrót istotą ludzką, zwykłym – niezwykłym człowiekiem który nosi w sobie Troskę – nasz największy skarb.

Zwykły wpis
TEKSTY

DEMONY

IMG_8542

Ciągle czegoś chcemy. Może nawet chcemy w końcu nie chcieć. W końcu – staje się podświadomą mantrą. Modlitwą błagalną, paciorkami, które stukają o siebie bez ustanku prosząc o święty spokój, harmonię, błogosławieństwo świętych wyidealizowanych aniołów, które otoczą nas opieką i ochroną. Obiecujemy wytrzymać mroczne i gęste godziny próby, wszystkie te ciemne noce wylęknionej duszy. Może sam proces umierania stanie się upragnionym zwrotem akcji, spektakularną zmianą dekoracji, czymś naprawdę mistycznym i wzniosłym.

Mamy do dyspozycji niczym drogie ekskluzywne kredki, najbardziej głębokie ezoteryczne nauki, porady i wskazówki wielkich mistrzów, możemy malować duchowe pejzaże – spokój góry i radość jeziora. Heksagram numer 41 w I – cing. Mam przed oczyma ten obraz, jak matka z dzieciątkiem, wisi nad drzwiami Świątyni przez które wchodzimy i wychodzimy. Wchodzimy przez śmiertelne ciało do śmiertelnego ciała, otwieramy i zamykamy oczy. Odwieczna, nieskończona Księga Przemian. Wielki kosmiczny rebus, gra o strukturze spirali, która jest jak zasysający karmiczny wir, nad którym nie sposób w pełni panować. Można próbować. Bez końca. Można przestać czekać na koniec tej gry, bo wszelkie znaki mówią, że nie ma końca. Nie ma spokojnej i drętwej nicości, możesz budować tamy i zapory – jednak, jednak, zawsze, ale to zawsze znajdzie się niewidoczna szczelina, przez którą w końcu będziesz znów przywołany do życia. Do szczęścia i cierpienia, do nadziei, do strachu. Demony często noszą maski aniołów, a anioły udają demony. Dlaczego?

Bez względu na to ile zdobędę, nigdy nie mam dość.
Bez względu na to ile osiągnę, zawsze jest coś więcej do zrobienia.
Bez względu na to ile pochlebstw wypowiem, zawsze pojawią się kolejne buty to lizania.

Patrul Rinpoche „Oświecony włóczęga”

Zrozumieć brak statyczności, brak przypisania, brak określenia, brak punktu oparcia. Zrozumieć Wielką Księgę Przemian. Linia przerywana, linia ciągła. Na zmianę. Zero – — jeden — – tak – nie — język symulacji.

Na zmianę. Jest w tym czasie w jakim jesteśmy okno. „Sun” – „Pomniejszenie”. Przez to okno można zobaczyć Zmianę, która zachodzi. To pomniejszenie to zabieranie punktów oparcia. Przywracanie zagubionej harmonii poprzez uwalnianie z opętania materią, zmysłowym szaleństwem, które uczyniło nasze życie zniewoleniem. Nietrwałość jest jedyną trwałą nauką, która wytrzymuje próbę czasu. Jest obecna zawsze i we wszystkim. Nic nie trwa wiecznie. Żadne cierpienie, ani szczęście, żadne duchowe osiągnięcie i materialny sukces. Nasz wymiar stał się żerowiskiem demonów. Podsycaniem. Podszeptem. To co uwalnia nie jest miłe i powabne, często jest okrutne i bezwzględne, pełne precyzyjnej ironii jak ostrze noża. To gorzkie lekarstwo. Bardzo ciężkostrawne. Powoduje wymioty i drgawki – to zdzieranie skóry. Wrażliwa tkanka łączna, żywe mięso serca. Kiedy przestajemy się chronić wszystko tak wygłodniałe zaczyna nas momentalnie pożerać żywcem. Stajemy się ucztą ofiarną i pożerającymi ją łapczywie demonami, pozbawionymi własnej energii, którą przegraliśmy w kasynie na Pustyni, sprzedaliśmy za nędzne chwile pozornego szczęścia – posiadania. Mamy debet karmiczny tak ogromny, że jedyną szansą staje się Reset. Nie możemy tego spłacić. Nie mamy czym. Jesteśmy bankrutami. Dopiero z czasem zrozumiałem, co to znaczy „zasługa”. To oszczędność w zadłużonym do granic wymiarze. Prawdziwe złoto i diamenty zdeponowane w strumieniu naszej świadomości. Zasługa to czysta myśl, słowo – czysty czyn, nie skażone chęcią zysku.

Jedyna lokata, która może nam pomóc. Demony nie mają nic swojego, żadnych oszczędności – dlatego żerują, ich pokarmem jest energia. Dlatego zaczynamy się dusić, jest coraz bardziej gorąco, coraz mniej wody, coraz gorsze jedzenie, coraz więcej śmieci. Dlatego drukujemy pieniądze i gramy na giełdzie. Przestaliśmy tworzyć, staliśmy się handlarzami bubli, pośrednikami handlu cierpieniem, niewolnikami karmicznego zadłużenia. Akwizytorami złudzeń. Wieprzami brodzącymi w gnojówce sztucznych pereł. Stworzyliśmy świat – wesołe miasteczko – karuzelę rollercoaster na granicach piekła. Jest taki film gdzie wampiry hodują ludzi na krew, tak jak ludzie hodują zwierzęta na mięso – ten punkt jest zawsze krytyczny, ponieważ kiedy okrucieństwo staje się biznesem, a tak właśnie jest w świecie w którym żyjemy – znaczy to, że jesteśmy już bardzo blisko ogłoszenia duchowego bankructwa, co znaczy, że jedyne co nam już zostanie będzie tylko cierpieniem. Ciało i krew stało się ofiarą w Świątyni. Tu właśnie jesteśmy.

IMG_8552

Kiedy śmiertelne ciało urodzi śmiertelne ciało i naprawdę otworzysz oczy to zobaczysz dokładnie ten Obraz. To się nazywa Przebudzenie. Z czasem odkryjesz pole swojej zasługi, zrozumiesz jakie masz zasoby i możliwości, jaka jest skala twojego zadłużenia i ile masz wolności by rozumieć i czuć poza mechanizmami na których opiera się ten okrutny świat. Dlatego łatwe życie – jest sytym posiłkiem straceńca. Nie czynić tego co jest tu czynione, nie powtarzać tego, co jest tu mówione, nie myśleć tego co tutaj wymyślono – jest prawdziwą miarą zasługi. To nie jest łatwa droga. To tak zwana twarda ścieżka. Jak się przyjrzysz uważnie zobaczysz bardzo dziwny ruch w tym nurcie. Zobaczysz, że rzeka przestała być rzeką stając się ściekiem, zobaczysz, że ludzie są zwierzętami, a zwierzęta ludźmi, że anioły są demonami, a demony aniołami. Czym dalej od źródła tym bardziej mętna woda z każdym kolejnym zaklętym kręgiem. Zobaczysz bardzo nieliczne istoty, które idą pod prąd. Zawsze tak było. To co jest w sercu nie należny do tej ziemi, nie jest ulepione z piachu i gliny. To czysty duch, pozbawiony zapisu w księgach wejścia i wyjścia w rejestrach Sądu Najwyższego, w statystykach i akcie zgonu. Nie ma imienia i nazwiska, adresu zamieszkania i zaciągniętego kredytu na przejazd karuzelą w okrutnym wesołym miasteczku. Kiedy widzisz „sukces” przyjrzyj się uważniej, pomedytuj nad tym dotrzyj do rdzenia mechanizmu, do śrub i zaworów, rozłóż konstrukcję na czynniki pierwsze, poszukaj źródła „szczęścia” i skutki do którego to „szczęście” prowadzi. Zdziwisz się.

Jednak wystarczy jedna prosta miseczka. Odrobina czystej wody ze Źródła. Ofiarowanie. Cóż znaczy „czyste serce” – to brak lęku. Brak odpowiedzi. Zaufanie. Wielki Mistrz nosi szaty świata – ból, rozczarowanie, rozgoryczenie, jego nauczanie to kości – odwieczny rytuał Przejścia. Iść prosto w mrok. Rozpalić ogień. Zobaczyć z bliska cienie, które tańczą na ścianach karceru. Oddech za oddechem coraz bliżej i bliżej. Śnimy sny jeden po drugim nieświadomi, że każdy atom to w istocie my sami, każda postać, każdy gest i słowo – substancja umysłu. Czym jest tkanka łączna, ta cienka błona dzieląca dobro i zło? Z czego utkana jest ta zasłona myśli i koncepcji. Kto gra na scenie i kto patrzy? Kto bije brawo? Kto zapala słonce? Kto umiera, kiedy gaśnie? Co może zaspokoić ten głód? Ta sama dłoń otwarta na powitanie i zaciśnięta w pięść przy uderzeniu. Czym jest prawdziwe szczęście?

Możesz mieć dość. Odejść żeby wrócić przez kolejne piekło. Przez kolejny miliard lat umierać na pustyni, czołgać się, zawodzić i przeklinać Boga. Możesz szydzić przez sen i machać rękoma, zaciskać pięści i ostatkiem sił wykrzyczeć pieśń samotności. Możesz czekać bez końca na łaskę, która nie nadejdzie, na miłość, która zapomina – bo jest niczym więcej jak tylko potrzebą. Możesz być miły, dobroduszny pełen fanatycznej gorliwości w czynieniu „dobra”, które wcale nie jest dobre. Możesz być jednym z niewielu, tak dumny i pełen arogancji przebranej w maskę skromności. Pisać kolejne linijki kodu jak modlitwę dziękczynną, przedłużać agonię, wciąż odkładać w czasie Punkt Krytyczny, który wcześniej czy później musi nadejść i skończyć ciebie w sposób nagły i gwałtowny. Rozumienie ma swój limit. Logika swoją granicę. Kiedy dłoń jest otwarta możesz zebrać deszcz i ugasić pragnienie. Kiedy ściskasz pięść wszystko przechodzi obok i spływa do rynsztoku. Jednak nic nie jest daremne. Wciąż rosną kwiaty, które uplatacie by stroić groby, wciąż ptak szuka gniazda, a ta sama gwiazda czeka na ciebie pod tym drzewem. Wciąż martwe drzewa zwiastują narodziny Odkupiciela, a ryby czekają na śmierć. Wciąż gra ta stara płyta i nucicie refren przebrzmiałej kolędy. Ojcze nasz, który zbłądziłeś w ciemną noc, matko nasza, która cierpisz – niech wasze serca odzyskają czujność, niech modlitwy odzyskają pierwotne znaczenie. Modlę się za was dzień i w nocy, na jawie i we śnie. Jestem. Otwieram serce, choć to boli. Pozwalam demonom na żer – to ja i nikt inny utkał tą Sieć. Teraz rzeczy będą się zmieniać. Jedne po drugich. Takie jest prawo. Będziecie to widzieć każdego dnia, w każdej godzinie. Z każdym kolejnym wdechem będzie coraz więcej Światła. Takie jest Prawo. Rozłożymy ten krzyż w czterech kierunkach świata, pozwolimy wszystkiemu być. Nie będziemy zabijać więcej. Odrzucimy ofiary i sakramenty. Koniec targu Odkupienia win. Stragan zamknięty. Idźcie w pokoju ofiara spełniona. Nie wracajcie tu. Nie klękajcie. Sami jesteście sobie winni przeprosiny za poczucie winy. Czekacie na Siebie na tej wieczerzy. To miejsce jest zawsze Puste. Kiedy ugościsz demony, nakarmisz je – zobaczysz ich prawdziwe oblicza. Zdejmą z ciebie klątwę „zła”. Pod tym wszystkim jest Wielka Radość – jak błękit – promienna i czysta, otwarta przestrzeń nieskończonych możliwości. Wszystko jest dobre!

Cokolwiek i jakkolwiek się teraz stanie, niech się dzieje!
Jak trup,
Jestem niewzruszony
I bez ambicji
„Stary pies”, który pochylony wygląda, jakby schodził ze wzgórza.

Niech wszystko będzie pomyślne!

Patrul Rinpoche „Oświecony włóczęga”

 

Zwykły wpis
TEKSTY

PRZESTRZEŃ

IMG_8648

Jesienią cała natura zaczyna pomału kierować się do środka, mamy mniej światła i ciepła czyli tych czynników zewnętrznych, które dodają nam energii, tym samym dobrze jest ukierunkować się w ten sam sposób do własnego wnętrza. Zostawić hałaśliwość letniej beztroski i uciech i przejść w stan kontemplacji i skupienia. Jesień jest dla mnie niezwykle refleksyjna, ma w sobie coś z dojrzałości, dorastania – więcej spokoju i dystansu.

Lubię ten Zaduszny czas tworzy on odpowiednią przestrzeń dla klarownych i głębszych myśli, jesienna dojrzałość i nasycenie barw, ujmujące bogactwo i pewnego rodzaju nieokreślenie – podobnie jak wiosna – kiedy przejawiają się i przeplatają wszystkie pory roku, a aura potrafi się zmieniać z chwili na chwilę. Jesień to też symbol dojrzałości życia i doświadczeń, kiedy szukamy rzeczy prawdziwych i znaczących, potrafimy z dystansu lat spojrzeć na swoje życie i docenić to wszystko co przetrwało próbę czasu i staje się fundamentem tego kim jesteśmy. Kolor biały to kolor czystości, dobrze pojętej moralności i duchowej dyscypliny, która nas wzmacnia i tworzy zaufanie do naszych możliwości. To również wzrastająca świadomość własnych ograniczeń, które często okazują się tym co tak naprawdę nas chroni przed tak zwanym „kozaczeniem” czyli ułudą wszechmocy i urojonej potęgi, które są niczym innym jak fiksacją ego. Zdrowo pojęta pokora jest tym co utrzymuje nasz umysł i ducha świadomym i przytomnym pozwala nam na przyjmowanie nowej wiedzy i doświadczeń w otwartości, bez zbędnego zadufania w sobie .

Siły jesieni tworzą suchość w Niebiosach i metal na Ziemi; tworzą płuca i skórę na ciele… i nos oraz biały kolor i smak ostry… emocję gniewu i zdolność do wyrażania płaczu.

Klasyk medycyny wewnętrznej

Nasze życiowe doświadczenie przypomina symbol „Yin” i „Yang” kiedy dziecięca nieświadomość przechodzi fazę zafiksowania na sobie, bycia pępkiem świata i spełniania zachcianek, wzrastania w poczuciu nieograniczonych możliwości i swoistej energetycznej nadpobudliwości oraz ekspansywnej natury odkrywania. Jest w tym dużo arogancji, która wynika z braku własnego doświadczenia na polu pracy z ograniczeniami, małej znajomości własnych emocjonalnych i fizycznych granic. To wiosna życia, cudowny czas odkrywania, poznawania, później kiedy przychodzi lato wraz z bogactwem dorosłości i wszystkich atrakcji inwentarza w postaci uciech psychicznych i fizycznych przypomina to trochę stan wielkiej uczty, upojenia życiem – to moment korzystania, konsumpcji – biesiady z suto zastawionym stołem – obfitość w każdej możliwej postaci. Końcówka lata to Żniwa – zbiór tego co zasialiśmy, często pierwszy moment „zwrotu akcji” – przyjrzenia się swojemu życiu krytycznym wzrokiem, oddzieleniu ziarna od plew, tego co istotne i wartościowe od nic nie znaczących uciech i rozrywek. To wybudzenie z marzenia sennego o nieśmiertelności, niezniszczalności – to wytracanie pychy i dumy. Zrozumienie, że ważne jest nie co, ale jak i po co. To moment kiedy możemy znaleźć swój kierunek, balans, kompas. Wschód to nasza młodość, nasz potencjał, to dary jakie otrzymaliśmy. Południe to optimum naszych możliwości, wzrost i dorastanie, kreatywne wykorzystanie darów i rozumienie ograniczeń. Zachód to dojrzałość, mądrość życiowa, doświadczenie, przebyta praktyka bycia sobą w swoim świecie. Mądrość. Północ to służba, dzielenie się, praca dla innych – ofiarowanie. Oddać wszystko co otrzymaliśmy bez przywiązania i żalu, podzielić się tym co mamy i kim jesteśmy – dla dobra tych co są i tych co będą. Zaznaczyć swoją obecność w tym świecie. Odbyć podróż z zewnątrz do środka, bowiem zima to dosięganie esencji, wracanie do źródła, tworzenie ziarna kolejnego życia.

IMG_8647

Często panujący we wszechświecie porządek uznajemy za oczywisty, ale powinniśmy się dobrze nad tym zastanowić. Powinniśmy docenić to, co mamy, ponieważ bez tego bylibyśmy w ogromnych kłopotach. Bez światła słońca nie byłoby roślinności, nie byłoby żadnych zbiorów, nie moglibyśmy przyrządzić posiłku. Tak więc istota podstawowej dobroci polega na tym, że jest ona tak podstawowa, tak fundamentalna. Jest naturalna, działa, i właśnie z tego, a nie z przeciwstawiania złu, wynika jej dobroć.

Chogyam Trungpa

Pył kosmicznego ziarna Świadomości rzuconego na matrycę Uwarunkowania. Przekraczanie programu zaprogramowanego umysłu – to proces Ewolucji. Kiedy wzrastasz – rzeczywistość hartuje ten proces poprzez tak zwane Wyzwania – Reality Check. Sztuczna odbita moc jest miałkim chwilowym zabłyśnięciem – natomiast ta prawdziwa jest Przejściem przez Spiralę poprzez Gęsty Mrok ku Zrozumieniu co stanowi istotę Światła, bycie poza lękiem to zrozumienie Procesu Umierania – to bezwarunkowa kapitulacja bez jakichkolwiek oczekiwań i wymagań względem tego co jest. Być teraz tutaj w tym wymiarze jest jednoznaczne z bezustannym procesowaniem Zmiany jako jedynej stałej – jedynego punktu odniesienia, który wciąż się porusza. To jest Paradoks. Dążność do zatrzymania procesu zmiany jest definicją urojonego ludzkiego szczęścia – próba zatrzymania bezpieczeństwa, miłości, zadowolenia, zdrowia, poklasku, sławy itp, itd – to złudne szczęście oparte w swej istocie na cierpieniu, które jest skutkiem nieuniknionej porażki. Dlatego nauka o przemijaniu jest najbardziej bezpośrednia, jest najszybszą drogą do zrozumienia natury tego świata w jakim żyjemy.

Dlatego kuchnia – przemian jest metaforą. Symbolem. Żywienie jest odbieraniem życia, bez względu na to czy jemy mięso czy nie, bowiem roślina też jest istotą żywą. Życie to umieranie i nie może być inaczej. Yin i Yang. Wszystko tutaj żyje dzięki sobie, pożera się i trawi – taka jest natura Uwarunkowania. Jednak robić to ze Świadomością i Współczuciem to tworzyć wyłom w mechanizmie przyczyny i skutku uświęcać go czymś żywym, to tchnąć ducha w materię przekierować na spiralną drogę wzrastania, wybudzania ze snu nieświadomości. Język jakim się posługujemy stał się pozbawionym życia opisem, mechaniczną strukturą – matrycą, czymś co zatraciło zdolność transcendencji – wyjałowieniem. Słowa mają moc zaklęć. Język jest zaklinaniem świata. Dźwięk, Światło, Przejawienie. Co to oznacza?

IMG_8651

Oznacza to Drogę Powrotną. Oduczanie. Przyjrzenie się temu – co z nas wychodzi, co opuszcza nasze wnętrze by zasilić to wspólne kolektywne doświadczenie. Idź za działaniem, dojdziesz do słowa, idź za słowem dojdziesz do myśli, idź za myślą dojdziesz do przestrzeni. Idź za przestrzenią…

Gdzie wtedy dojdziesz?

Co dajemy temu światu? Co komunikujemy? W jaki sposób? Z jaką intencją? Jakie mamy skutki tego co robimy. Ten mechanizm jest bardzo precyzyjny. To lustro. Lustro nie ma programu, odzwierciedlanie to jego naturalna właściwość – nie jest wynikiem wysiłku, zmagania, udoskonalania. Jeżeli coś tworzysz – jest to stworzone co oznacza że może być zniszczone. Jeżeli coś odkrywasz znaczy to, że to jest, było i będzie. Nie stworzyłeś tego. Czy istnieje bóg? Kto stworzył boga? Kto stworzył tego co stworzył tego co stworzył ? Umysł. Myślenie. Nazywanie. Tworzenie. Rozpad. Umieranie. Bez końca. Bez początku.

Tu nie można nic osiągnąć. Nic zatrzymać. Duch w maszynie. Maszyna w duchu. Przestrzeń nie ma w sobie granic i nie ma w sobie parametrów. Nie ma ograniczeń i miejsc docelowych. Nie ma kierunku i poczucia winy. Po prostu jest. Pozwala być wszystkiemu w taki sposób jak chce. Jednak spróbuj ją uchwycić, wskazać, zachować. Spróbuj ją spalić, utopić, sprzedać, zniszczyć. Nie możesz tego opisać, ponieważ przekracza każde słowo, wyczerpuje każdą definicję. Określenie to jedynie odbicie, refleks. Dlatego myśl nie może nas wyzwolić. Myśl może nas uwarunkować. Jednak ona umiera. Co chwila. Co jest pomiędzy myślami, słowami, działaniami, snami, życiami?

Przestrzeń.

Śmierć.
Sześć liter.
Sześć połączonych wymiarów.
Odbicia na powierzchni kosmicznego lustra.

Zwykły wpis