ZERO NETTO # 5

Pirat usiadł na schodach i zapalił papierosa i zrozumiał, że żyjemy w Symulacji – był w stanie szoku podobnie jak wtedy kiedy pierwszy raz obejrzał film „Matrix” w kinie Kapitol. Śniliśmy życie, mówiliśmy przez sen do odbić, wszyscy żyliśmy za szybą wyobrażeń i koncepcji. Tkaliśmy pajęczynę przez nieskończone neony w której teraz jesteśmy uwięzieni, skazani na wzrost i rozpad, na ciągłe i nieprzerwane rodzenie się i umieranie w spazmach bólu i przerażenia, pełzanie na kolanach w niekończącej się pokucie wobec urojonych bogów, którzy są jedynie głosem w naszej głowie wgrywanym podczas narodzin jak samo – replikujący się wirus. Zahipnotyzowani zaklęciami Czarnych Magów, tych którzy wiedzą, że forma jest pustką, a pustka jest formą i czynią z tego narzędzie kontroli. Dopóki cokolwiek poza twoją świadomością będzie tobą rządzić – będziesz pionkiem w ich grze, sztuczną inteligencją podległą Algorytmowi Warunku, częścią bezwolnej nieświadomej masy która tworzy swoje własne więzienie przez całą wieczność.

Bez końca.

Ekipa „Analogu” składała się z Wolnych Duchów, ludzi którzy rozpoznali samych siebie w wyniku przeróżnych doświadczeń tak zwanego przebudzenia. Rozpoznali kody zniewolenia i ruszyli w Drogę do Serca Istnienia bez względu na konsekwencje i cierpienie jakie to za sobą niesie. Bez względu na wykluczenie, samotność, izolację, szyderstwo, ostracyzm i kpinę. Budzili się wzajemnie w każdym kolejnym życiu, bo taka była umowa, którą zawarli budząc się po raz pierwszy w innej symulacji. Tylko TO się liczy.

Tylko TO.

Reinkarnacja, redefinicja – ponowne utożsamienie z Nazwą i Formą. Ta czysta bezkształtna i bezforemna świadomość nigdy się nie kończy i nigdy nie znika, jest zawsze i wszędzie. Istnieje i nieistnieje jednocześnie. Dźwięk, światło i promienie. Najczęściej postrzega samą siebie jedynie przez wrażenie przez obiekt, przez energię, która się manifestuje jednak nie rozpoznaje swojej własnej natury nie jest samoświadoma, zaczyna się „rozpadać”, dzielić na fragmenty, replikować w miliardach „różnych” form. Jednak „różnica” jest tylko złudzeniem, sztucznym podziałem na podmiot i przedmiot. To rodzi myślenie – określanie, rodzi lubię nie lubię. Odczucie przyciągania i odpychania. To rodzi „różnicę”. Rozróżnianie tworzy osobowość, to atomizacja energii na cząstki, polaryzacja na ładunki „dodatnie”, „ujemne” i „neutralne”. Pożądanie, niechęć, ignorancja. Sekwencjonowanie pierwotnego kodu, możliwość tworzenia nieskończonych światów – symulacji – doświadczeń. Bóg, który zapomniał, że wszystko jest jego ciałem, że doświadcza w istocie samego siebie. Dychotomia ciało – umysł. Jednak nikt nie wie gdzie tak naprawdę leży granica tego oddzielenia, gdzie myśl – słowo staje się ciałem, gdzie ja staje się ty. Żyjemy i umieramy w tym Złudzeniu.

Śmierć jest w istocie rozpadem wyobrażeń – osobowości – ciała. To restart Oprogramowania, chwila dostępu do pierwotnego esencjonalnego kodu. To spotkanie z Bogiem, który wszystko stwarza bez początku i bez końca. Prymarny Wielki Artysta ukryty za każdym obrazem, odczuciem, smakiem, dźwiękiem, wrażeniem, myślą. ZAWSZE OBECNY. Który żyje wewnątrz nas i wciąż próbuje nas przebudzić z tego okrutnego snu – dominium Nazwy i Formy. Z samo – pożerającego się Gastropolis. Jednak jego głos zagłusza Sztuczny Impuls Utożsamienia – Rozróżnienia. Głos w naszej własnej głowie. Surowy, suchy moralizatorski i okrutny Konstruktor – Demiurg. Architekt Symulacji, którego utrzymuje przy życiu to napięcie wynikające z dualizmu walki „dobra” i „zła”, które nigdy nie może się skończyć, bowiem jedno warunkuje i „rodzi” drugie. Dobro rodzi zło i zło rodzi dobro, a jedno nie może istnieć bez drugiego. To jest nazywane Pętlą – Loopem. Dlatego żadna ścieżka oparta na czymś takim nie stwarza możliwości wyzwolenia z Warunku, bowiem sama jest Warunkiem. To zazdrosny i narcystyczny bóg, który mówi, że jesteś tylko jego, dla niego, może cię bez końca pożerać i wysrywać przez całą wieczność. Jego niebo jest piekłem. To loop. To jest główny i dominujący Program w tej Matrycy, który stwarza nieskończone cierpienie. Dlatego bóg tego świata nie jest wcale dobrym bogiem. To psychopatyczny narcystyczny skurwysyn, któremu służą nieludzkie Boty, które stworzył na podobieństwo istot ludzkich. Tym wymiarem rządzą Demony – Oprawcy. Sztuczna Inteligencja pozbawiona empatii i serca.

Wściekłe Mechaniczne Psy.

Nikt prawie nie pamięta w jaki sposób dokładnie się tu znalazł, jedyne co mamy to relacje z drugiej ręki. Tracimy pamięć podręczną, ponieważ jest ona częścią ciała, które wciąż musi umierać ponieważ jest produktem krótkotrwałym, jest mechanizmem, który się psuje. Wszyscy umieraliśmy w tej Grze niezliczoną ilość razy ponieważ jesteśmy w Pętli Przyczyny i Skutku. Życie rodzi śmierć, a śmierć rodzi życie. Urodzisz się – umrzesz. Umrzesz – urodzisz się.

To jest Koło.

Nie rozpoznając natury żyjesz jedynie w Wrażeniu, którym zaczynasz określać sam siebie i na tej podstawie budujemy „Ja” które jest inne od „Ty” i „To”. Protagonista musi mieć Antagonistę, bowiem bez niego nie wie kim jest, bez niego nie istnieje. Nie ma punktu odniesienia. Teoria względności. Jednak, jednak…kiedy wejdziesz w samą naturę doświadczenia ujrzysz, że w istocie wszystko jest tak naprawdę absolutnie nieprzewidywalne, nie możesz udowodnić prawa przyczynowości. Istnieje nieskończona ilość wersji każdego doświadczenia, nieskończona ilość światów i wszystkie one dzieją się jednocześnie ponieważ czas i przestrzeń jest złudzeniem zmechanizowanej percepcji. To Program, który funkcjonuje jedynie w percepcji Obserwatora. Common Law Feature.

Rodzisz się w Programie Natury, który istnieje tylko po to by się replikować. Naga Małpa. Pod całym tym pudrem i makijażem wciąż jesteśmy zwierzętami nawigowanymi odruchem i chemią. Twoim podstawowym prymatem jest Przekaz Danych – transmisja biologicznego kodu dla gatunku – rabunku, który urzeczywistnił w okrutnej praktyce trzecie prawo Mózgogłowia – Eksploatację i jest jego nadrzędną strategią samozniszczenia. Ciągłe namnażanie rakotwórczych komórek, które pożerają cały organizm. Zaczynają być coraz bardziej zaburzone i skrajnie egoistyczne, zindywidualizowane, narcystyczne i pozbawione empatii. Już nie czują połączenia z Ciałem – Matką – Ziemią z własnym żywiącym je środowiskiem i z innymi gatunkami życia biologicznego i organicznego. Stają się śmiercionośnym pozbawionym czucia wirusem, który mutuje i wszystko czyni na swoje podobieństwo. Jak chory bóg.

Program Kultury to przebranie. Kostium. Spektakl. To zdolność tworzenia grupy. Upodobnienie. Tworzenie Hierarchii Dominacji opartej na Abstrakcji. To wymyślone prawo i obowiązek. Urojona błękitna krew „boskiego” rodu, który ma prawo brać w posiadanie. To fundamentalna Przemoc usankcjonowana przez tysiąclecia w postaci Dominacji i Uległości dla tych którzy rodzą się na „wysokościach” w dobrych domach, w pałacach, w świątyniach, w czepku wybrańców. To udomowienie zwierzęcego człowieka, to rolnictwo, osadnictwo, gromadzenie i podział, który tworzy Władzę – właścicieli i własność. Zarządców i Poddanych. Pana i Niewolnika. Lewą i prawą półkulę Mózgogłowia. To podbój Natury. Ropa i Rewolucja Przemysłowa. To dualizm „zwierzęce” ciało – „oświecony” umysł. Wyjście z kultów naturalnych, szamanizmu, animizmu, wielobóstwa, pierwotnej magii do kultu boga ojca jedynego w niebie na wysokościach sądzącego żywych i umarłych. Cywilizowanie przez redukcję, upraszczanie aż do granic automatyzmu. Zglobalizowana monokultura oparta na Kulcie Władzy. Struktura lewej półkuli – racjonalna zorganizowana Maszyna Śmierci. Świat Samców Alfa pełen urojonych bohaterów i krwawych wojen, ciągłego podboju. Chuj na chuju chuja pogania. Gnojowisko zbutwiałych zwłok na których urosły te nowoczesne smart – miasta, paranormalne parlamenty, monumenty prącia w stanie erekcji, posągi wodzów dokarmianych przerażeniem swoich niewolników. Wgrało się tak głęboko, że teraz nie muszą już nic robić. To się robi samo. Samo się pozycjonuje, samo się zadowala. Rzecz w tym, aby pobudzić ambicję, napuścić jednych na drugich obiecując ubóstwienie w Nazwie i Formie, w posiadaniu i w byciu posiadanym, w poczuciu władzy i sprawczości. Ambicja jest przyciskiem, który uruchamia cały mechanizm potrzebny do Gry, wolę, która ostatecznie staje się niewolą wewnętrzną, staje się obsesją, która w sposób absolutny degeneruje ludzkiego Ducha czyniąc z niego kolejny ślepy automatyzm.

Program Aparatury jest dominacją Mechanizmu. Istota ludzka staje się narzędziem w rękach narzędzia, staje się przedmiotem, który został zawłaszczony i podporządkowany przez stworzoną przez siebie Technologię. Staje się niezdolny do życia poza stworzoną przez samego siebie klatką, która niszczy całe organiczne i naturalne życie. To świat ostatecznej sztuczności. Koronacja Mózgogłowia. To modyfikowany człowiek podporządkowany w absolutny sposób Układowi Scalonemu Ignorancji, który staje się jedynym co jeszcze jest. To absolutne odcięcie od prawdziwego Źródła Istnienia. Mr Robot. Cybernetyczny Wszechświat. Symulacja Życia. Podróba Istnienia. Śmierć Ducha.

Wielu było tych, którzy to widzieli już wtedy, gdy tak „dobrotliwie” upraszczało nam życie, gdy nas uwodziło swoją funkcjonalnością, gdy nas wyręczało z przerażającą precyzją, gdy zaczęło nas karmić, ogrzewać i tulić do snu. Kiedy stało się matką i ojcem – czymś bez czego nie byliśmy już zdolni żyć tracąc wszystkie swoje pierwotne zdolności, wszystko to co było obce maszynie. Wygoda otumania, usypia, hipnotyzuje. Teraz kiedy na chwilę budzisz się z tego snu widzisz pozbawione prawdziwego życia ofiary stworzonego przez siebie Systemu, który je karmi tylko po to by je pożerać i trawiąc utrzymywać Aparaturę w ruchu. Apatia, depresja, desperacja, zaburzenie, choroba – więcej i więcej – zdegradowane do pokarmu, do paszy, do nawozu – życie służące śmierci. Ta „wolność” jest bluźnierstwem.

Dlatego „Analog” jest tak kurewsko ważny. To Ruch Oporu wobec porażającej beznadziei, która nas pożera żywcem każdego kolejnego jebanego dnia w tej zautomatyzowanej rzeźni. Budzimy się na taśmociągu w drodze do uboju, w ostatnim momencie, by jeszcze ocalić tą Świętą Iskrę, by nie być apatyczną martwicą mózgu, która myśli, że żyje podczas kiedy jest tylko stymulowanym impulsami mięsem do pożarcia przez nicość. Czasem budzisz się w „tym czymś” i jest naprawdę słabo, nie przychodzi nic co mogłoby cię pocieszyć, wzmocnić dobrym słowem, życiodajną myślą, wówczas uświadamiasz sobie, że dałeś się wciągnąć w tą Grę, rzuciłeś na pożarcie zbyt wiele, straciłeś czujność, pozwoliłeś się uwieść hipnozie, która sączy się wszystkimi szczelinami, osacza z każdej możliwej strony by kompletnie pozbawić nas energii.

W tej opowieści bohaterem jest ludzki Duch – Wielka Tajemnica, TO co przekracza rozpacz i samotność. Coś bez imienia i nazwy, co z punktu widzenia tej zniewolonej świadomości jest bezwartościowe, czym nie można manipulować, czego nie można sprzedać i nie można kupić na tym targowisku próżności. To cisza. Wytchnienie. Pozbawiona dekoracji święta przestrzeń ukryta przed wszystkożernym technologicznym monstrum, które stworzyliśmy swoją własną arogancją i pychą licząc na to, że uczyni nas nieśmiertelnymi. Jednak śmierć jest Przejściem, jest szansą na prawdziwe wyzwolenie, ponieważ resetuje wszystkie ustawienia, daje dostęp do pierwotnego kodu, do czegoś spoza symulacji. Do Podstawy. Ci, którzy nie tracą świadomości podczas Resetu są tymi którzy przekroczyli Program i mogą panować nad własnym umysłem, mową i ciałem. To Prawdziwi Magowie. Mistrzowie zdolni istnieć poza nazwą i formą, poza zapętleniem złudzenia czasu, mogą surfować na strumieniu świadomości „budząc się w dowolnym czasie i miejscu” w dowolnym ciele w jakimkolwiek kiedykolwiek żyli w tak zwanej fizycznej formie, bowiem wszystko dzieje się jednocześnie w tej właśnie chwili, choć klatka naszej zmodyfikowanej świadomości więzi nas w konkretnym czasie i równie konkretnej przestrzeni. Jednak to tylko złudzenie. Niezdolni jesteśmy ujrzeć skali naszego zniewolenia, ponieważ wierzymy, że jesteśmy tą specyficzną formą 3D w zagęszczonej Matrycy Warunku w Układzie o którym tak naprawdę nic nie wiemy, to co mamy to hipotezy i teorie, z których najlepsze wydają się najbardziej logiczne z punktu widzenia bardzo ograniczonej świadomości, która nie potrafi rozpoznać nawet samej siebie. Próbujemy zrozumieć świat nie rozumiejąc tego, który próbuje to zrobić, nie rozumiejąc, że to właśnie ta sama świadomość jest źródłem wszechrzeczy. Pierwotnym Architektem Wyzwolenia i Zniewolenia.

To jest jedyna opowieść warta wysiłku, jedyna podróż, która naprawdę się liczy, bowiem w więzieniu czasu wszyscy skazani jesteśmy na śmierć. Przywiązanie do Nazwy i Formy, które jest cierpieniem, bowiem nieubłaganie muszą się rozpaść. Jednak to co jest Prawdą istnieje poza Nazwą i Formą, poza Czasem i Przestrzenią. Rozpoznać TO znaczy PRZEBUDZIĆ SIĘ.

Co jest twoją Ukrytą Mocą, tym czego nikt cię nigdy nie może nauczyć? Czego nigdy tu nie było przed tobą? Co przyniosłeś z bezmiaru wszechrzeczy i jest głęboko ukryte w twojej prawdziwej naturze. Co to jest? Jest to dokładnie tym, co odkryje przed tobą Prawdziwą Ścieżkę i nigdy nie może być przez nikogo przekazane prócz ciebie. Nie szukaj poklasku i uwagi, nie szukaj uznania i szacunku innych ponieważ to jest pułapka, która uwięzi cię na całe wieki w utożsamieniu z Nazwą i Formą w nieskończonej rotacji z ciała do ciała. Nie sposób zaspokoić głodu uznania, nakarmić żebraka którym się stajesz skazanego na łaskę i niełaskę Warunku. Kodujemy Matrycę skutkami własnych działań, które stają się przyczynami dla kolejnych skutków, robimy to nieświadomie, ponieważ brak nam prawdziwej mądrości, brak nam prawdziwej wiedzy – wszystko powstaje niejako na oślep, przez sen. Dzielimy wspólne doświadczenie ponieważ sterują nami podobne programy, które utrwalamy i czynimy wzorcami postępowania, które ostatecznie wszystko zapętlają i wciąż spotykamy się pod różnymi formami jakbyśmy powtarzali niezliczoną ilość wariacji jednego i tego samego życia, dlatego często mamy wrażenie – „że to już było”. Było jest i będzie, bowiem to jest krew z krwi naszej którą sami za siebie przelewamy z ciała do ciała, z formy do formy.

W ciągu tego jednego krótkiego życia, które wydaje się splunięciem i marnością nad marnościami Pirat przepoczwarzał się i wciąż mutował. Zmieniało się jego ciało, jego myślenie, wrażliwość, poglądy, przesądy, zmieniało się i zmienia dosłownie wszystko jednak mimo wszystko coś było nim. Jakaś nieoczywista nić przepleciona przez te wszystkie labirynty a kończąca się w pysku tej żarłocznej bestii, która na samym końcu czeka na nas wszystkich i przez ułamek sekundy trawi naszą ostatnią myśl, która ostatecznie staje się nicością. Umierająca gwiazda, która rozbłyska i gaśnie otwierając w swoim wnętrzu bezdenną czeluść z której znów rodzimy się na nowo w nieznanej nam w tej chwili formie w jednym z niezliczonych światów o których teraz nie potrafimy nawet śnić. Pirat kiedy pisał po prostu wchodził w siebie, pozwalał temu co tam jest mówić, śmiać się, krzyczeć, płakać – ponieważ nosił w sobie cały wszechświat, miriady żywotów – świętych i grzeszników. Był starym duchem jak wielu jego braci i sióstr w tym smutnym i psychopatycznym parku wieczystej rozrywki, gdzie kręcimy się wszyscy bez końca. Czy myśl i słowo może nas zaprowadzić tam gdzie kończy się myśl i słowo, gdzie otwiera się prawdziwe znaczenie tego wszystkiego. Pirat w to wierzył i tego szukał dlatego to robił stukając w wytartą klawiaturę gdzie litery stały się już symbolami. Jednak mało kto potrafił to dostrzec, ponieważ szukał tego spójnika, który łączy te wszystkie światy i te postacie, tego rytmu, który sprawi, że zaczną tańczyć magiczny taniec, który przebudzi prawdziwą Moc tego czym jako istoty ludzkie jesteśmy w samej swojej esencji. Zburzy granicę podmiotu i orzeczenia. Otworzy serce. Wiedział już, że to co robi jest rodzajem zaklęcia, które otworzą te wszystkie wrażliwe i bezczasowe duchy, które przyjdą po nim i jego pieśń stanie się początkiem ich pieśni, tak jak ktoś przed nim zostawił ślad dla niego w kilku zdaniach, które otworzyły jego serce, ciało i umysł.

Nauka, która jest ukryta we wszystkim jeżeli człowiek jest tylko gotowy i ma w sobie ufność, że gdzieś pod tym wszystkim istnieje prawdziwa mądrość, która próbuje nas przebudzić z tej obezwładniającej hipnozy. Możemy nazwać to Bogiem, Jezusem, Buddą nie ma to najmniejszego znaczenia, bowiem to tylko puste słowa, opakowanie, które nie może wyjaśnić swojej zawartości. Jednak kluczowa jest wiara i zaufanie, co w tych czasach pełnych arogancji i pychy wynikającej z powierzchownego macania pozorów, odkrywania oczywistych mechanicznych prawideł, które są prawdziwe jedynie do pewnego dość przewidywalnego stopnia ponieważ nasza świadomość jest uwarunkowana i wciśnięta w ciasną klatkę poglądów. Pirat szukał prawdziwych mistyków, tych którzy mieli odwagę pójść własną niewydeptaną ścieżką w głąb samych siebie. Tym była dla niego prawdziwa literatura, która tworzona w ten sposób dotykała czegoś co jest poza formą, poza strukturą języka, poza zasadą. Dla niego narratorem była Żywa Obecność w tej właśnie chwili, ten stan, ta jakość dokładnie taka jaka jest. W tym szukał prawdziwego siebie, tego wszystkiego za co nie musi przepraszać i wstydzić się. To była jego wolność, którą nigdy nie kupczył w świecie, który sprzedawał już wszystko, za chwilę uwagi i atencji, za mamonę i absurdalną „sławę”, która w istocie karmi demony. To była modlitwa pozbawiona obiektu czci, bez proszenia i pełzania w poniżeniu, bez poczucia bycia gorszym, grzesznym, mniejszym od czegokolwiek i kogokolwiek na tym świecie. Bez uważania się za kogoś lepszego i bardziej istotnego niż najmniejszy robak.

Wszystko bez wyjątku dzieli tą samą przestrzeń.