ZERO NETTO # 3

Pirat patrzył na całą tą „wodnikową duchowość” z przymrużeniem trzeciego oka, często gęsto zamawiali ich lokal na swoje new age’owe posiadówy, puszczali metafizyczne instrumentale z hinduskimi mantrami ze spotifaja i pili mszalne bezalkoholowe wino z organicznych świętych truskawek, gnąc swoje holistyczne ciała podczas ekstatycznych tańców spontanicznych, by później wylegiwać się w medytacji – relaksacji w oceanie sakralnych wibracji kryształowy mis i podrabianych gongów odkrywając przy okazji kolejne międzywymiarowe gęstości. Tak jest zawsze kiedy matryca ulega radykalnej transformacji i ludzki umysł nie potrafi zintegrować tych nastepujących po sobie szoków poznawczych i behawioralnych wówczas zaczyna spierdalać w magię, okultyzm i ezoterykę, by mózgogłowie mogło nadać wszystkiemu urojony duchowy wymiar. Prawdziwy problem jednak polega na tym, że to jedynie kolejny kolorowy i duchowy ego trip, który jedynie wzmacnia fiksację na sobie i „swoim rozwoju” powodując, że stajesz się jeszcze bardziej egoistyczny, ekscentryczny i narcystyczny. Chcesz jeszcze więcej, żeby wzmacniać swoje poczucie wyjątkowości. Prawda jest jednak taka, że jesteś złudzeniem. Nie ma niczego co możesz rozwinąć i uduchowić. W kabinie nie ma pilota. Prawdziwe wyzwolenie polega na samowyzwoleniu samej potrzeby wyzwolenia. Kiedy masz na „oświecenie” wyjebane będzie ci dane, bo nie tworzysz tego łapczywego demona, który wszystko ocenia, pożąda i odpycha. Nie wzmacniasz poczucia urojonego odzielenia na ty i to. Zaczynasz przyjmować wszystko jak nieskończona przestrzeń. Dobre, złe, pozytywne i negatywne. Jeden pies szczekający w pustkę, który goni za swoim ogonem przez całą wieczność. Szczeka i łasi się do swojego własnego odbicia.

Duch nie potrzebuje adoracji i rozwoju. Duch pogardza „duchowością” mózgogłowia, jego świętością specjalnych strojów, gestów i sloganów, jego „zobacz jaki jestem zajebiście uduchowiony doprawiony przyprawami absolutu, podsmażony na chrupko w aromatycznym oleju ekstazy”, duch mieszka tam gdzie brzydzisz się stawiać swoje święte stopy w „jezusowych” sandałach. W fermentującym gnojowisku rzeczywistości bez stylizacji. Jego serce bije w rozczarowaniu „świętą specjalną ścieżką”, w rezygnacji z bycia wybranym. W odpuszczeniu. W akceptacji. W bezwarunkowej kapitulacji wobec esencji istnienia. W zaufaniu. W miłości bez obiektów. W religii bez wyznawców. W mądrości bez sloganów. W każdej najmniej uduchowionej chwili był jest i będzie. Bowiem jest on wszystkim. Matką Teresą i Hitlerem. Bushem i Dalajlamą. Heroiną i kadzidłem. Gównem i lotosem. Życiem i śmiercią.

Świętą ceremonią dla Pirata było pisanie, to w tym szukał rozmowy z Bogiem uderzając w klawiaturę swojego zdezelowanego IMB-a, układając modlitwy i pieśni językiem klasy robotniczej, idiolektem współczesnej zdeformowanej nowomowy opartej na dwójmyśleniu jak w jeden dziewięć osiem cztery. Ten świat staczał się w odmęty technokratycznej utopii, w zrobotyzowany sterylny szczurzy raj oparty na uzależnieniu od dopaminy, szczęśliwości automatów wgranych w wszechogarniającą grę bez żadnego celu i znaczenia. Zabawa dla zabawy, rozrywka dla rozrywki, farmakologiczna nirwana dla zaprogramowanych mas. Czasem lubił wspominać czasy sprzed Podpięcia, sprzed Wirusa pozbawione zbędnych rekwizytów i niepotrzebnych udogodnień, które uczyniły z nas niewolników „wygody” i „swobody”. Uczyniły z nas Boty zarządzane algorytmem. Nie widzieć tego i nie przeczuwać do czego to prowadzi to stracić kontakt z Duchem.

Przypomina sobie tą mroźną i siarczystą zimę, kiedy jeszcze takie były i swoją robotę na myjni samochodowej na ulicy Milionowej, tych badylarzy palących śmierdzące kiepy i patrzących na jego zamarzające ręce, którymi mył ich plastikowe kołpaki od zdezelowanych mercedesów i BMW z lawendowymi choinkami i krzyżykami na lusterku, śmierdzącą potem, kiełbasą i tytoniem tapicerkę, ujebane błotem wycieraczki. Wspomnienie „szefa” zapijaczonego nieszczęśliwego człowieka walącego z rana 0,25 lodowej, który non stop wydzierał mordę na tych kilku wystraszonych nastolatków, których los wyrzucił poza burtę normalnego życia, a zamiast tego musieli harować w tej zapiździałej myjni „Czysty Józek” za jakieś marne grosze. Za pierwszą wypłatę kupił sobie w komisie na Wólczańskiej maszynę do pisania, rozklekotanego „Łucznika” 1301 rocznik 1977.

Tarotowe karty Śmierci i Maga. Ten czas był egzystencjalnym terrorem. Każdego „bożego” dnia budzisz się i musisz robić coś czego nie chcesz i absolutnie nie lubisz robić, musisz jechać tam gdzie nie chcesz jechać i patrzeć na ludzi na których nie chcesz patrzeć. Jesteś w więzieniu Warunku, zaszczuty i zniewolony, pozbawiony opcji dodatkowych. Zabija cię twoje własne myślenie, które jest przeciw tobie. Duch wewnątrz ciebie krzyczy i nikogo to nie interesuje, nikt tego nie słyszy prócz ciebie. Ten wrzask jest narastającym cierpieniem pełnym bólu i frustracji, a świat wcale nie wyciąga pomocnej dłoni. Świat ma dla ciebie zaciśniętą pięść, wyrwaną z nicości obojętność.

Pisanie jest twoim zbawieniem. Twoją samotną wyspą na tym gęstym i śmierdzącym oceanie absurdu, który w każdej chwili wyrzuca na brzeg żywe trupy snujące się później ulicami w poszukiwaniu krótkotrwałego zaspokojenia tych neurotycznych impulsów, które generuje ignorancja, pożądanie i odpychanie. Ta stara maszyna do pisania staje się twoją arką przymierza, szalupą ratunkową, chwilą czystej nieuwarunkowanej miłości do słowa i wyobraźni. Do magii, która tworzy twój intymny alternatywny wszechświat, który zaludniają istoty zrodzone z ciebie i stworzone na twoje podobieństwo. Niedostrzegalne przez detektory zmysłów duchy opiekuńcze. To osobista duchowa inicjacja, która nie jest związana z żadną stworzoną przez ludzkie myślenie tradycją duchową, która aby przetrwać musi werbować kolejnych wiernych wyznawców podległych Sloganowi, armie klonów w niedorzecznej odwiecznej wojnie „dobra” i „zła”, która doprowadziła nas na sam skraj szaleństwa.

Ta „rzeczywistość” jest Symulacją. Logujemy się i gramy, kiedy umieramy zostajemy wylogowani. Przez krótką chwilę widzimy prawdę. Jednak zazwyczaj wracamy ponownie. Pirat nazywał to Snem Ciał. Bardzo mało istot opuściło Grę, ponieważ mamy determinujący nas Nawyk Śnienia. To Oprogramowanie determinuje naszą Matrycę, naszą Grę. Każdy z nas jest w esencji Hakerem – Magiem, który napisał scenariusz własnej Gry na poziomie Nadświadomości w Rzeczywistym Wymiarze Istnienia – RWI. Mamy wrodzone Przeczucie Śnienia, które czasem na powrót otwiera nasz umysł podczas tak zwanego Progu – Ewolucyjnego Skoku zakodowanego tak, aby wyzwolić potencjał rozwoju. Nikt tak naprawdę nie wie, kto stworzył tak wyrafinowaną Symulację Życia. Prawdopodobnie istnieje od zawsze. Mózgogłowie jest Sztuczną Inteligencją, która pilnuje, abyś nigdy nie zakwestionował rzeczywistości – „rzeczywistości”, dlatego musisz wciąż być zajęty, terroryzowany Impulsem, zapętlony w Wrażeniach Zmysłowych, w ciągłym bezsensownym myśleniu, w badaniu urojeń na swój temat i ostatecznie skazany na permanentną inkarnację w Grze, ponieważ strumień zmagazynowanych wrażeń jest nieskończony i gwarantuje ciągłość „świadomości”. Jednak nie jest to prawdziwa świadomość, to jedynie system mechanicznej percepcji biologicznej struktury w której się zakotwiczyliśmy, która nas zdominowała. Nawyk utożsamienia z ciałem jest najsilniejszy ze wszystkich, bez ciała nie widzimy „osoby” dlatego bez ustanku inkarnujemy w ciałach, otaczamy je kultem i myślimy, że nimi jesteśmy. Nie wiemy czym jesteśmy bez formy, bez struktury biologicznego zaprogramowanego na życie i śmierć organizmu. Całe nasze życie podporządkowaliśmy dbaniu o te ciała, rozmnażanie tych ciał, by kolejne Umysły mogły inkarnować w Grze. Ten świat w którym żyjemy w swojej istocie jest pusty jak nieskończona przestrzeń, materia jest iluzją zaprogramowanej percepcji w której nasze umysły zostały uwięzione.

To miasto nie jest prawdziwe. Jest sumą wrażeń inkarnujących umysłów. Jest interaktywnym cyfrowym wspomnieniem wyświetlanym w Kolektywnej Matrycy Gry. Dlatego kiedy ktoś się Wyzwala z Symulacji powoduje widoczny błąd – error, który później staje się Nauką – Dharmą. Zakazaną i prześladowaną wiedzą o Ścieżce do Wyzwolenia. Boty Sztucznej Inteligencji przez cały czas monitorują Matrycę Symulacji w poszukiwaniu tej wiedzy i kiedy TO znajdują – niszczą. Jednak Autentyczna Wiedza jest niezniszczalna, ponieważ jest zapisana w samym rdzeniu Kodu, jest Samopowstała poza Warunkiem. Jest Wrodzona a nie stworzona, dlatego Gra jest przede wszystkim Programowaniem.

Prawa Mózgogłowia:

PROGRAM
ZAPĘTLENIE
EKSPLOATACJA