NA GRANICY

Ta opowieść zaczyna się nad morzem.
Powyższe zdanie może niepokoić. Wygląda obco, jakby pojawiło się tu przypadkowo, przeniknęło w nielegalny sposób z innej książki. To zdanie jest nie na miejscu, jego miejsce jest gdzie indziej: poza filozofią, poza esejem, poza akademią. A zatem: nadchodzi nieproszone, uzurpuje sobie jakieś prawa, chce otwierać tekst, którego otwierać nie może. Niepokój wobec tego zdania jest zrozumiały i zarazem znaczący. Dlaczego chcemy, by wszystkie zdania pasowały, by żadne nas nie niepokoiło, nie zdradzało obcego pochodzenia? Czy tego konkretnego nie można zastąpić innym, bardziej stosownym? Można. To zdanie nie jest konieczne i nie ma sensu argumentować, że nie można się bez niego obyć. Ale właśnie ta niekonieczność i obcość dobrze otwierają na rozważania, które będą tu prowadzone. Zwrot „prowadzenie rozważań” wskazuje na drogę: prowadzić to skądś wychodzić i dokądś zmierzać. A zatem zapis myślenia jest opowieścią. Myślenie to opowieść o ujawnianiu i zakrywaniu. A prowadzone tu myślenie to opowieść o poszukiwaniu sensu i błądzeniu, o szukaniu miejsc, gdzie można napotkać uchodźcę: miejsc w świecie, we wspólnocie, w języku. Ta opowieść, jak każda droga i błądzenie, ma swoją fabułę, mythos. I jak każdemu błądzeniu będzie towarzyszyć jej niepokój, czy nie gubi drogi i czy w ogóle jakąkolwiek drogę odnajduje. I jak każda opowieść, również ta ma początek. A zatem:
Ta opowieść zaczyna się nad morzem.

Dobrosław Kot. „Tratwa Odysa. Esej o uchodźcach”.